Witam.
Mam problem ze wzmacniaczem stereofonicznym firmy BLAKPUNKT model EMA260. Wzmacniacz był zamontowany w aucie które kupiłem. Przez dłuższy czas było wszystko OK. Pewnego dnia zauważyłem, że głośniki zasilane z tego wzmacniacza po prostu nie grają. Okazało się, że spalony był bezpiecznik (15A) w wzmacniaczu. Po jego próbie podmiany automatycznie uległ uszkodzeniu. Zdemontowałem wzmacniacz i wziąłem go na stół. Winne okazały się mosfety (FQP 50N06) a dokładnie jeden z nich. Kupiłem nowe i wymieniłem. Wzmacniacz ożył, ale ... po jakimś czasie zaczął się dziwnie zachowywać. Czasami od razu po załączeniu "remote" a czasami po kilku sekundach pracy wzmacniacz przestaje działać i zapala się czerwona dioda "protect". Na wstępie chcę zaznaczyć, że nie ważne czy z obciążeniem (głośniki) czy bez niego tak samo jak i z sygnałem na wejściu czy bez - wzmacniacz głupieje.
Może ktoś mi pomóc w tym temacie ???
Z góry dziękuje za pomoc.
Mam problem ze wzmacniaczem stereofonicznym firmy BLAKPUNKT model EMA260. Wzmacniacz był zamontowany w aucie które kupiłem. Przez dłuższy czas było wszystko OK. Pewnego dnia zauważyłem, że głośniki zasilane z tego wzmacniacza po prostu nie grają. Okazało się, że spalony był bezpiecznik (15A) w wzmacniaczu. Po jego próbie podmiany automatycznie uległ uszkodzeniu. Zdemontowałem wzmacniacz i wziąłem go na stół. Winne okazały się mosfety (FQP 50N06) a dokładnie jeden z nich. Kupiłem nowe i wymieniłem. Wzmacniacz ożył, ale ... po jakimś czasie zaczął się dziwnie zachowywać. Czasami od razu po załączeniu "remote" a czasami po kilku sekundach pracy wzmacniacz przestaje działać i zapala się czerwona dioda "protect". Na wstępie chcę zaznaczyć, że nie ważne czy z obciążeniem (głośniki) czy bez niego tak samo jak i z sygnałem na wejściu czy bez - wzmacniacz głupieje.
Może ktoś mi pomóc w tym temacie ???
Z góry dziękuje za pomoc.