Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Chord Mojo - Recenzja , czyli mały, przenośny przetwornik cyfrowo-analogowy ze

LOCOLOCO 24 Cze 2017 02:01 1242 0
  • #1 24 Cze 2017 02:01
    LOCOLOCO
    sprzedawca - konsultant

    Chord Mojo - Recenzja , czyli mały, przenośny przetwornik cyfrowo-analogowy ze wzmacniaczem słuchawkowym.

    Chord Mojo - Recenzja , czyli mały, przenośny przetwornik cyfrowo-analogowy ze

    Całkiem nie tak dawno, w mlecznej galaktyce, na planecie, gdzie od pewnego czasu trwa nośnikowa rewolucja, w efekcie której sprzedaż płyt CD spada, a liczba użytkowników cyfrowej muzyki w plikach stopniowo rośnie, Chord Electronics, marka znana z produkcji wysokiej klasy komponentów audio, używanych chociażby przez Sir Paul'a McCartney'a, wprowadziło do sprzedaży Mojo.


    Mojo to niejako ewenement w ofercie Brytyjczyków. Mały, przenośny przetwornik cyfrowo-analogowy ze wzmacniaczem słuchawkowym, który zarówno swoją budową, jak i nazwą (Mojo to akronim od mobile joy), ewidentnie daje do zrozumienia, że zaprojektowano go z myślą o mobilnym użytkowaniu. Można chyba bezpiecznie stwierdzić, że Mojo jest potomkiem 'podobnego' urządzenia jakim jest Hugo, który okazał się dużym sukcesem w skali światowej i który przez wielu uważany jest za najlepszy na świecie mobilny przetwornik, oferujący także funkcjonalność wzmacniacza słuchawkowego.


    Chord Mojo został zaprojektowany i wykonany w taki sposób, że podobnie jak w przypadku innych urządzeń tej marki, ciężko go pomylić z czymkolwiek innym. Dbałość o szczegóły i zastosowanie wysokiej klasy materiałów, a także charakterystyczny design sprawia, że Mojo bardzo dobrze wpisuje się w estetykę Chord'a. Ale ten maluch to nie tylko brzmienie, wygląd i wykończenie. Podobnie jak w przypadku Hugo, tak i tu, producent zapewnia, że Mojo jest wyjątkowo trwałym urządzeniem, przygotowanym na różnego rodzaju przygody.


    Chord Mojo został wyposażony w trzy wejścia cyfrowe: micro USB, optyczne i coaxialne. Poprzez gniazdo USB, Mojo jest w stanie przetworzyć pliki PCM z częstotliwością od 44KHZ do... 768KHz. Wydaje się być zatem zakupem, na spory kawał czasu. Poza tym używając kodowania DoP, Mojo może przetworzyć pliki DSD64, DSD128 i DSD256. Gniazdo coax z kolei jest w stanie przyjąć pliki PCM do 384 KHZ i DSD64 oraz DSD128 w formacie kodowania DoP. TOSLink, mimo największych w tym przypadku ograniczeń i tak pozostaje kompatybilny z gęstymi plikami do 192KHz PCM oraz DSD64. Priorytet przypisano terminalowi USB.


    Obsługa przenośnych urządzeń Chord to kwestia, której użytkownicy raczej muszą się po prostu nauczyć. Wg mnie nie jest ona skomplikowana, jednak sposoby przekazywania informacji lub przełączania pewnych funkcji nie należą do wybitnie intuicyjnych. Trzy, kulkowe przyciski służą przede wszystkim do włączania/wyłączania DAC'a oraz sterowania poziomem głośności podpiętego źródła. I nie byłoby w tym nic skomplikowanego, gdyby nie to, że przy okazji pełnią one także dodatkowe funkcje. Przykładowo, kolor jakim podświetlony jest przycisk Power (a jest ich 10), informuje nas o jakości i formacie słuchanego pliku. Z kolei kolory kulek '+', '-' wskazują na poziom głośności z jakim wysyłany jest sygnał. Zachowanie pewnego rytuału z kombinacją przycisków, która także łączy się z odpowiednim podświetleniem przycisków może natomiast sprawić, że Mojo przejdzie w tryb pracy przetwornika, co jednocześnie przypisze wyjściom stały poziom sygnału równy 3V. Generalnie, mimo że wstępnie wydaje się to mało czytelne, to czas 'odkodowywania' przez użytkownika informacji przekazywanych przez małego Chord'a, skraca się wraz ze wzrostem częstotliwości użytkowania.






    Interesującym rozwiązaniem, jest zainstalowanie w przetworniku dwóch wyjść słuchawkowych. W nieco okrojonej postaci, pomysł zaczerpnięto z modelu Hugo. Z tym rozwiązaniem wiąże się ciekawostka. Otóż w trakcie prac badawczych nad Hugo, okazało się, że w Chinach, wśród ludzi panuje moda na dzielenie się jedną parą słuchawek podłączonych do jednego urządzenia. Podobno właśnie to zjawisko podsunęło inżynierom pomysł wyposażenia przenośnych DAC'ów w większą ilości wyjść słuchawkowych. Co ciekawe, podłączając dwie pary słuchawek do Mojo nie musimy się jakoś wyjątkowo ograniczać, ponieważ jest on w stanie jednocześnie wysterować nawet te, które do najłatwiejszych do napędzenia nie należą.


    W przeciwieństwie do innych tego typu, obecnych na rynku produktów, Chord nie wkłada gotowych chipsetów do swoich przetworników, a wyposaża je w autorskie konstrukcje. Takie podejście wymaga olbrzymiej wiedzy i dużego nakładu środków, jednak to właśnie ten fakt ma olbrzymi wpływ na to, że urządzenia (a w szczególności przetworniki cyfrowo-analogowe) tej brytyjskiej manufaktury nie tylko należą do światowej czołówki jeśli chodzi o jakość, ale często wyznaczają poziom, do którego inni potem dążą. Nie inaczej jest z Mojo. Zarówno zakres szczegółowości, jak i muzykalność, wynoszą urządzenie na ciężko osiągalny przy tej kwocie i tych gabarytach pułap. Równowaga tonalna i spójność brzmienia z barwą nawiązującą w pewnym zakresie do analogowego sposobu prezentacji, tworzą niemalże wrażenie obcowania z pełnowymiarowym systemem hi-fi. Nie zależnie od rodzaju muzyki, rozdzielczość oraz zdolność do połączenia jej z rytmiką oraz soczystością dźwiękową, która w tym wypadku niemalże eliminuje, tak istotne przy muzyce cyfrowej niebezpieczeństwo jazgotu, sprawia że Chord Mojo oferuje w kwestii brzmienia więcej niż wiele, często większych i wyżej wycenianych urządzeń.


    W trakcie pracy, Mojo niestety potrafi zrobić się całkiem ciepły. Temperatura może wzrosnąć jeszcze bardziej, gdy urządzenie podczas przetwarzania, będzie jednocześnie ładowane. Nie jest to zbyt przyjemne, nie mniej przy jakości brzmienia oferowanej przez małego Chorda, jest to kompromis na jaki można się spokojnie pisać.
    Akumulatory Mojo w zależności od korzystania z urządzenia zapewnić mają do 10 godz. użytkowania. Szczerze? Nie potrafiłem zliczyć ile godzin pracować może mały Chord, ponieważ za każdym razem, gdy z niego korzystałem, zapominałem o czasie, ale patrząc po ilości odsłuchanych albumów i tytułów, czas pracy powyżej 8 godzin jest jak najbardziej realny.


    Wcześniej napisałem, że Mojo to niejako ewenement w ofercie marki Chord. Miałem tu na myśli przede wszystkim cenę urządzenia, która znacznie odbiega od pozostałych elementów będących w ofercie producenta. W kwestii jakości natomiast (zarówno brzmienia jak i wykonania), Mojo to pod każdym względem CHORD. I nawiązując do "star wars'owego" wstępu, wg mnie, na tą chwilę, w naszej galaktyce niewiele jest tego typu urządzeń, potrafiących pozwalać słuchawkom na tak swobodne prezentowanie swoich możliwości, nie zależnie od tego, co będzie transportem.