Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Elektroda.pl
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Wsk 125 ciągle się sypie BRAK słów

12 Sep 2017 20:16 3171 26
  • Level 5  
    Część
    Mam taki problem a może pecha. Nie wiem już sam jak to sobie tłumaczyć. Odnośnie mojej WSK 125 1985 rok, nie mam już do niej sił, h**j mnie strzela, co chwila się coś sypie.
    Gaźnik.
    Zapłon.
    Wał.
    Cylinder zatarty co za tym idzie tłok.
    I teraz skrzynia.
    WSK jest bardzo zadbana.
    Wał po regeneracji, na korbie duells.
    Cylinder po szlifie.
    Tłok alien r4.
    Pierścienie prima.
    Nowe łożyska.
    Cewki.
    Kondensator, itp.
    I tu moje pytanie, czy to normalne, bo ja już nie wytrzymam z tym klamotem. Jest jakiś czynnik który na to wpływa? Jeżdżę pomału, spokojnie, te motory może tak mają, NIE WIEM, więc was się pytam o zdanie.
    [30.03.2021, darmowy webinar] Nowoczesna diagnostyka maszyn, monitorowanie i przewidywanie awarii. Zarejestruj się
  • Level 5  
    No o to chodzi że 2 miesiące temu silnik przeszedł remont i teraz znowu się rozleciała skrzynia, one tak "chyba mają".
  • Level 38  
    Normalne, zachodnie motocykle z tamtych lat to przepaść porównując do WSK. Jeździć to jeździ podobnie jak serie motocykli Romet ale grzebać trzeba co chwilę, regulować gaźnik, zapłon, czyścić platynki itp... Jeśli chcesz czymś pojeździć bez stresowo przez cały sezon to szukaj czegoś innego.
  • Level 5  
    Ale o to chodzi ze ja niechce nic innego bo zawsze cos czulem do wsk
  • Moderator of Cars
    Felek 125 wrote:

    Ale o to chodzi ze ja niechce nic innego bo zawsze cos czulem do wsk

    Ale WSK nie czuje nic do Ciebie. Trudno to pojąć? Albo masz zbyt małą wiedzę, albo usiłujesz "stuntować" i masz tego efekty. Mój sąsiad ma od 35 lat WSK i sobie co i rusz jedzie nią na ryby - bez ciągłych remontów.
  • Level 5  
    robokop wrote:
    Felek 125 wrote:

    Ale o to chodzi ze ja niechce nic innego bo zawsze cos czulem do wsk

    Ale WSK nie czuje nic do Ciebie. Trudno to pojąć? Albo masz zbyt małą wiedzę, albo usiłujesz "stuntować" i masz tego efekty. Mój sąsiad ma od 35 lat WSK i sobie co i rusz jedzie nią na ryby - bez ciągłych remontów.

    A broń Boże stuntowc nigdy nie prubowalem nawet
  • Level 23  
    Miałem w latach 90 dwie WSKi jeździłem nimi od 11 roku życia po lasach w okolicach domu rodziców.
    Praktycznie cały czas musiałem przy nich grzebać prawie nigdy obie nie były sprawne w tym samym czasie.
    Taki urok tych sprzętów, MZtki już lepsze ale też bym nie wrócił do nich chyba że jako sprzęt muzealny na niedzielną przejażdżkę.
    Jak chcesz jeździć i za dużo nie grzebać to kup np. Yamahę xj600 za 2tys. PLN. ;-)
  • Moderator of Cars
    WSK-ę należy odrestaurować i postawić, niech cieszy oko, do tego się świetnie nadaje, do jeżdżenia już niezbyt
  • Level 15  
    Na pierwszej wsce z lat 70-tych zrobiłem około 80 tyś. km. na ostatniej z lat 80tych jakieś 8 tys. km. Jeśli narzekasz na wsk to dam Ci radę- kup "mińska-romet" a zaczniesz za nią tęsknić.
  • Level 12  
    Wszystkie produkowane obecnie części do tego motocykla są bardzo marnej jakości.
  • Level 39  
    Felek 125 wrote:
    No o to chodzi że 2 miesiące temu silnik przeszedł remont i teraz znowu się rozleciała skrzynia, one tak "chyba mają".

    Nowe części nie znaczy lepsze. Ja mając WSK 3 miałem problemy z tłokiem, który puchł. Oczywiście był to nowoczesny tłok zrobiony z gówna. Jak zmieliłem jeden z trybów to nie kupiłem nowego bo wiedziałem co się stanie tylko załatwiłem od kolegi za piwo - oczywiście ten co dostałem miał już trochę wypracowane zęby ale był oryginalną częścią z tamtych lat. Przykładem tego co było kiedyś a dziś w zamienniku są zębatki. Zmieniając napęd miałem z tyłu nową zębatkę z lat 80 i nową na przodzie - ta z tyłu była tak twarda, że aby powiększyć otwory mocujące do zabieraka/piasty koła 3 wiertła się skończyły natomiast ta nowa skończyła zanim ta tylna zdążyła się dotrzeć.
    Nie mówię, że stare części były dużo lepiej wykonane bo nie zdążały się niedoróbki natomiast materiał był znacznie lepszy niż obecna zamienniki z plasteliny. Co do wsk 125 to była bardzo udana konstrukcja jak na tamte lata. Znam osobiście osobę która w młodych latach w kilka osób pojechała na tych maszynach do Rzymu i z powrotem (oczywiście z zapasem części ale wrócili bez poważniejszych usterek) wymieniali linki, ustawiali zapłony, zmieniali kondensatory z poważniejszych to wymiana sprzęgła.
  • Level 23  
    E8600 wrote:
    Felek 125 wrote:
    No o to chodzi że 2 miesiące temu silnik przeszedł remont i teraz znowu się rozleciała skrzynia, one tak "chyba mają".

    Co do wsk 125 to była bardzo udana konstrukcja jak na tamte lata.

    Jeżeli chodzi o start produkcji lata 60 to pewnie tak, ale po 80 roku to już na pewno nie.
    Silnik przez cały czas bez większych zmian.
  • Moderator of Cars
    rafal o wrote:
    Na pierwszej wsce z lat 70-tych zrobiłem około 80 tyś. km. na ostatniej z lat 80tych jakieś 8 tys. km.

    To drugie stwierdzenie jest jak najbardziej prawdziwe, natomiast z tym pierwszym to fora pomyliłeś - te motocykle z trudem dożywały przebiegów rzędu 30 tys, przy spokojnej jeździe, wliczając w międzyczasie prawidłowo przeprowadzoną naprawę średnią. Tak naprawdę to pierwsze wersje sygnowane WFM, potem WSK jakąś tam bliżej nieokreśloną jakość trzymały, natomiast z logo "PZL" to już był złom - nawet aluminium karterów sprawiało wrażenie chińszczyzny - mięciutkie, kruchutkie, wybijające się otwory pod łożyska, samowychodzące gwinty. Rozsypujące się modernizowane wały korbowe, z trzema rzędami króciutkich igiełek, odpadające "blachy" z przeciwwag wałów, tryby i wąłki skrzyni biegów z marchewki, niszczący piastę zabierak zębatki tylnego koła i długo by tu wyliczać ułomności tego motocykla. Podobnie 4-biegowa siostra WSK 175 - silniczek konstrukcyjnie piękny, podkwadratowy, bardzo dynamiczny jak na tamte czasy - tyle że cóż, trwałość podobna współczesnej chińskiej. Puchnące tłoki to albo "Almot" albo wytwórnia rzemieślnicza z Solca Kujawskiego - zdarzało się że nawet wymiarów nie trzymały.
    No i osobliwość na skalę międzynarodową - jedyny spotykany już w tych czasach gaźnik systemu "amal" - to do bardziej zorientowanych technicznie użytkowników.
  • Level 23  
    O ile dobrze pamiętam moja to WSK 79 i WFM 81.
    Wszystko w WSK był trwalsze i solidniejsze nawet w pierwszym kontakcie WFM była kiczowata.
  • Level 15  
    Kol. "Robokop" nic nie pomyliłem, pierwszą wsk kupiłem na samym początku lat 70-tych używaną 5000 przebiegu, silnik przeżył trzy ramy, był kilkakrotnie remontowany resztę tak jak napisałem. Nie zamierzam udowadniać,że nie jestem wielbłądem.
  • Moderator of Cars
    rafal o wrote:
    Nie zamierzam udowadniać,że nie jestem wielbłądem

    Nie wielbłądem, tylko bajkopisarzem. Nie ma w tym silniku elementu, który byłby w stanie taki przebieg przeżyć. Tak że poopowiadać możesz.
  • Level 17  
    E8600 wrote:
    Felek 125 wrote:
    No o to chodzi że 2 miesiące temu silnik przeszedł remont i teraz znowu się rozleciała skrzynia, one tak "chyba mają".

    Nowe części nie znaczy lepsze. Ja mając WSK 3 miałem problemy z tłokiem, który puchł. Oczywiście był to nowoczesny tłok zrobiony z gówna. Jak zmieliłem jeden z trybów to nie kupiłem nowego bo wiedziałem co się stanie tylko załatwiłem od kolegi za piwo - oczywiście ten co dostałem miał już trochę wypracowane zęby ale był oryginalną częścią z tamtych lat. Przykładem tego co było kiedyś a dziś w zamienniku są zębatki. Zmieniając napęd miałem z tyłu nową zębatkę z lat 80 i nową na przodzie - ta z tyłu była tak twarda, że aby powiększyć otwory mocujące do zabieraka/piasty koła 3 wiertła się skończyły natomiast ta nowa skończyła zanim ta tylna zdążyła się dotrzeć.
    Nie mówię, że stare części były dużo lepiej wykonane bo nie zdążały się niedoróbki natomiast materiał był znacznie lepszy niż obecna zamienniki z plasteliny. Co do wsk 125 to była bardzo udana konstrukcja jak na tamte lata. Znam osobiście osobę która w młodych latach w kilka osób pojechała na tych maszynach do Rzymu i z powrotem (oczywiście z zapasem części ale wrócili bez poważniejszych usterek) wymieniali linki, ustawiali zapłony, zmieniali kondensatory z poważniejszych to wymiana sprzęgła.


    Idealnie to ujołeś i chcę dodać też, że według mnie w tych sprawach bardzo ważną rzeczą jest też wyważenie elementów ponieważ to tylko metal i zawsze można go odkształcić :-)
  • Level 15  
    robokop napisał

    Nie wielbłądem, tylko bajkopisarzem. Nie ma w tym silniku elementu, który byłby w stanie taki przebieg przeżyć. Tak że poopowiadać możesz.



    Jeśli moderator dokonuje takich wpisów to albo jasnowidz albo taki z niego serwisant. Sam zajeździłem kilka ws-ek objeżdżając w sumie klkakrotnie Ziemię sam je naprawiając. "Elektroda" to profesjonalny portal niegdyś, teraz dryfuje w tym kierunku co "Nasza klasa".
  • Level 23  
    rafal o wrote:
    robokop napisał
    Jeśli moderator dokonuje takich wpisów to albo jasnowidz albo taki z niego serwisant. Sam zajeździłem kilka ws-ek objeżdżając w sumie klkakrotnie Ziemię sam je naprawiając. "Elektroda" to profesjonalny portal niegdyś, teraz dryfuje w tym kierunku co "Nasza klasa".


    WSKa oryginalna z fabryki mogła przejechać 30-40 tys. km po takim przebiegu w silniku padną łożyska wału, sam wał będzie wymagał regeneracji i cylinder do szlifu. Jeżeli dokonywałeś takich napraw to mogłeś objechać glob wzdłuż i wszerz.
  • Moderator of Cars
    pitron wrote:
    WSKa oryginalna z fabryki mogła przejechać 30-40 tys. km po takim przebiegu w silniku padną łożyska wału

    Łożyska wału wytrzymywały 15-20 tys, do momentu pojawienia się wręcz patologicznego luzu - sam wał najcześciej wytrzymywał niewiele więcej, często dochodziło albo do rozsypania łożyska igiełkowego korbowodu, albo obrócenia czopu wału przez ciężkie koło zamachowe, zdarzało się że odpadały boczne blachy z niego, albo wręcz połówki dostawały luzu na sworzniu względem siebie. Bardzo szybko pojawiało się gorsze zjawisko - rozbicie otworów w karterach, wał korbowy przesuwał się na boki. Sam układ tłok/cylinder również nie grzeszył trwałością - cylindry z lichego żeliwa, często wadliwe (bąble powietrza i inne wady odlewu) co dyskwalifikowało naprawę przez przewidziane roztaczanie na wymiar naprawczy. Podobnie przeniesienie napędu na sprzęgło - szybko zużywające się mięciutkie zębatki i łańcuch. Nie ma się co oszukiwać - sprzęt z PRL produkowany był na szybko, z tego co było pod ręką i byle więcej. Podobnie było z gloryfikowanym dzisiaj Junakiem - cudem techniki on nigdy nie był, z przedwojennymi rozwiązaniami technicznymi. A 30 -40 tys.km do pierwszego remontu to robiły znacznie nowocześniejsze Jawy z lat 80/90. Z motocyklami MZ było nieco lepiej (lepsze chłodzenie cylindra, brak problemów ze skrzyniami biegów i mechanizmem przełączania)
  • Level 23  
    Masz rację trudno żeby małe i najbardziej standardowe łożysko w PRL (6203) wytrzymało jakiś kosmiczny przebieg :-).
  • Level 5  
    E szkoda gadać może nie mam szczęścia tera złożyłem silnik zobaczymy co dalej będzie...