Na wstępie chciałbym podziękować użytkownikom: huluk, vodiczka oraz WojtasJD za praktyczne wskazówki dzięki którym nie wysadziłem chałupy w powietrze oraz za to, że nie skreślili mnie od razu pomimo nikłego stanu mojej wiedzy ale wielkich chęci
Do meritum.
"Najbrzydszy zasilacz warsztatowy" składa się d dwóch zasilaczy ATX - pierwszy (dolny) posiada wtyki GND 3,3V 5V, oraz 12V, drugi (po środku) służy tylko jako zasilacz wspomagający dający 12V. Górna skrzynka służy tylko jako przestrzeń dla woltomierza, potencjometru i układu LM350. Także nie jest to -12 i +12 do kupy, tylko +12 i +12 połączone szeregowo. Obydwa zasilacze są praktycznie identyczne, z tą kwestią, że dolny ma wyprowadzony własne piny a górny ma w kabel GND wpięte +12 z dolnego, a jego +12 idzie dalej do góry.
Pojawił się problem ze zwarciem, które wywoływane było tym, że kabel GND, obudowa i kabel PE były połączone musiałem odizolować płytkę od obudowy (z płytki poprzez dwie śruby prąd płynął do obudowy.)
Po włączeniu obwodu głównego prąd jednocześnie trafia do obydwu zasilaczy. Następnie po włączeniu dolnego zasilacza w jego pinach pojawia się napięcia a w górnej sekcji pojawia się napięcie regulowane potencjometrem max 10V, Po załączeniu sekcji górnej pojawia się u góry regulowane napięcie no ... max 22,9 V ... ale nie jest źle
Jeszcze raz dziękuję serdecznie
Fajne? Ranking DIY