Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Mercedes W123 - Legalność przeróbek blacharskich

18 Paź 2017 14:22 1623 26
  • Użytkownik usunął konto  
  • Poziom 30  
    Lampa musi mieć homologację europejską (dla ruchu prawostronnego), mieć możliwość regulacji (jeżeli będą źle wyregulowane to Ci je ustawią podczas przeglądu, jeżeli nie będzie możliwości ustawienia to nie przejdzie). Poza tym nie powinni się czepiać o nic.
  • Poziom 29  
    U mnie bez problemu przechodzi merc 190 z wstawionym grillem od SEC'a, który zasłania światła przeciwmgielne... :)
  • Użytkownik usunął konto  
  • Poziom 42  
    Mamy w firmie Dodge '56 gdzie nie ma ani jednej oryginalnej lampy. Mało tego, kokpit, układ napędowy, zawieszenie hamulce itp. pochodzą z BMW 740i. Przegląd przechodzi,nikt się nie czepia. Ale odradzam takie zabawy, chyba że masz naprawdę solidne zaplecze, na codzień sypiasz na worku kasy pod głowę podkładasz złotą poduszkę. Nasza zabawka wyszła trochę poniżej 100000
  • Poziom 30  
    kortyleski napisał:
    Z tego co wiem pojemnośc i moc silnika trzeba zgłosić i tyle no ale co oni w dowodzie wtedy napiszą przy rejestracji? Nadal Mercedes i to nawet w chwili w której Mercedesa nie będzie już przypominał?


    Ważne żeby się numer nadwozia nie zmienił i zgadzał z tym co jest w dowodzie. Reszta przejdzie, nikt przy rejestracji nie będzie Ci patrzył pod maskę :)
  • Użytkownik usunął konto  
  • Poziom 43  
    Swapujac silnik musisz wklepac go do dowodu . Oc to jedno ale w razie dzwona i wyrządzenia komuś krzywdy ubezpieczalnia sie wypnie
  • Użytkownik usunął konto  
  • Poziom 29  
    A OWU czytała? OWU nie trzba podpisywać. Podczas zawierania umowy jest klauzula, że akceptujesz wszystko co jest w OWU...
  • Użytkownik usunął konto  
  • Poziom 29  
    melaniamela napisał:
    Czepiają się tylko spalin, mocy i pojemności które trzeba zgłosić.

    To jest właśnie ważne. Jeżeli deklarujesz, że masz 70KM a potem okazuje się, że uderzyłaś autem z prędkością 160km/h to nie bardzo się składa osiąganie takiej prędkości z silnikiem 70KM.
  • Użytkownik usunął konto  
  • Poziom 42  
    Nie musi być 100%. Są jakieś możliwości odstępstw ale to już zdaje się określa konserwator zabytków. Natomiast odradzam żółte, w przypadku chęci sprzedaży takiego auta za granicę jest fura papierów.
  • Użytkownik usunął konto  
  • Poziom 43  
    melaniamela napisał:
    Na jakiej podastawie to zrobi?
    A na takiej że w razie poważnego zdarzenia jak rzeczoznawca stwierdzi że zamiast 70KM auto miało 300 i zamiast obciażenia osi 600kg miało 800 i do tego heble niefabryczne lub fabryczne za słabe do osiągów i masy to jest kibel .
  • Użytkownik usunął konto  
  • Użytkownik usunął konto  
  • Poziom 42  
    Ja bym poszedł w V8 740i. Zrobić mu kapitalke i latać. Mam to wiem. Razem ze skrzynią oczywiście. Proste to, mocy jest, wyjście na tył napęd jest.
    melaniamela napisał:
    Muszę trochę poczytać o zawieszeniu W124 z przodu.

    Sugerujesz przód napęd? Kobieta...
  • Poziom 28  
    300D w w123 to r5. 220D i 200D to r4. W w124 200D to r4, 250D to r5, 300D to r6.

    Pamiętaj, że za miesiąc wchodzą nowe regulacje dot. przeglądów okresowych i jeśli diagnosta dopatrzy się jakichś naruszeń i klepnie wynik negatywny, to ten wynik będzie dostępny w ogólnodostępnym systemie. Nikt wtedy nie podbije Ci przeglądu, do czasu usunięcia usterek. Co w przypadku wyniku negatywnego z powodu modyfikacji pojazdu może stanowić poważny problem.
  • Użytkownik usunął konto  
  • Poziom 29  
  • Poziom 42  
    melaniamela napisał:
    Wtedy zaczną szukać no w jaki sposób może on znaleźć uchybienia?
    Co diagnosta może?


    Może warto przejechać się na najbliższą stację diagnostyczną i wypytać o wszystko?
  • Poziom 29  
    kortyleski napisał:
    Może warto przejechać się na najbliższą stację diagnostyczną i wypytać o wszystko?


    Nie na najbliższą bo będą Cię później pamiętać... Potrzebna jest pełna konspiracja, czarny płaszcz i kapelusz...
  • Użytkownik usunął konto  
  • Poziom 40  
    Ubezpieczenie OC zawierane jest na właściciela i model auta o określonej pojemności wziętej z dowodu lub katalogu. Jeśli będzie zaniżona to potencjalnie oszustwo wyłudzenia niższej składki. Dane w dowodzie mają być aktualne z dokładnością do 30 dni, jeśli policjant stwierdzi rozbieżność podczas kontroli zabierze dowód. Poza tym po wypadku ubezpieczyciel może nie bez racji stwierdzić ze ubezpieczenie obejmowało inny pojazd z silnikiem dajmy na to 1.4 i taki był ubezpieczony a kolizje miał ten z silnikiem 2.0.

    To 30 dni to przepis martwy bo niema sankcji za to, sam ostatnio rejestrowałem auto po pół roku od zakupu bo kupiłem sąsiada polskiego niemca co sobie auto sprowadził do pl i jeździł nim tylko w wakacje jak wpadali do teściowej.
    Natomiast ważne to nie popełnić przestępstwa karnoskarbowego przy okazji i nie wpaść w łapy UFG i nie popłynąć na OC. Natomiast na UFG już wymyśliłem kruczek który u mnie zadziała choć jeszcze analizuje bo poluje na jedno auto i zmiękczam właściciela ale jest porblem z OC i strach robić jakąś operacje bo się gdzieś może jakaś żarówka zapalić a nie chciał bym zrobić problemów sobie ani właścicielowi bo zrobił bym sobie bo musiał bym się zobowiązać do pokrycia kosztów ufg przy zakupie przy zakupie.

    Obecnie nie ma numeru silnika wbitego w dowodzie.

    Co do przeglądu jest rozporządzenie w którym rozpisane są czynności jakie diagnosta ma obowiązek wykonać jedni są mniej inni bardziej rzetelni ale najczęściej frontem do klienta.
    Diagnosta jak nie jest wredny i nie ma złego dnia na pewne rzeczy oko może przymknąć nie może to być jednak coś co mu oczy wybija. Tak jak kiedyś kolega zrobił w 126 jedną wycieraczkę w dodatku na środku, diagnosta go wygonił sprzed wjazdu na stacje diagn ;).


    Kolejna sprawa jest taka ze mamy dwa rodzaje sytuacji normalne i nienormalne.
    Nad normalnymi nie ma się co rozpisywać ale są nienormalne. Na przykład jakiś wypadek niech się prawa o sąd otrze niech to się otrze o jakiegoś rzeczoznawcę niech są jakieś ofiary. I może być ciepło a nawet bardzo źle.
    Rzeczoznawca zapytany przez sąd czy jakieś przeróbki mogły mieć wpływ na zaistniałą sytuacje odpowie że tak nawet jeśli prawdopodobieństwo jest bliskie zeru, nikt go nie pytał czy miały ani o prawdopodobieństwo. potem będzie trzeba zapłacić jakiemuś innemu który na pytanie czy miały odpowie tak lub nie i wcale nie ma pewności że odpowie nie. I podpadają pod to również wszystkie chiptuningi.

    Koszty takiej inwestycji są często nieszacowalne o ile robi się to po raz pierwszy myśmy kiedyś robili swapa w maluchu najpierw na 127 903ccm na gaźniku a potem na 899 na wtrysku z seicento (druga przeróbka to w zasadzie głownie wiązka silnika). Koszty były astronomiczne w stosunku do szacunków. Mieliśmy dostęp do warsztatu nie licho wyposażonego kumpel był w technikum mech wtedy ja już chyba na studiach albo końcówka liceum. Auto bylo prawie za bezcen silnik za darmo i jeszcze drugi po kapie w cenie złomu na złomowcu znaleziony. A i tak wyszło grubo. Najdroższe są głupie pomysły i różna drobnica oraz usługi zewnętrzne. Pewne rzeczy jak się chce mieć dobrze lepiej powierzyć specjaliście w danej wąskiej dziedzinie a ci nie bywają tani szczególnie ma to miejsce w przypadku pewnych części charakterystycznych dla modelu o ograniczonej dostępności.
    Dziś jestem zdania ze przeróbka malucha to był kretynizm i nie ze względów finansowych bo to zawsze kwestia dyskusyjna. Jednak z punktu widzenia techniczno mechanicznego to było po prostu głupie. Jedni uczą się w szkole inni na błędach a jeszcze inni wcale. Ważne żeby potrafić się do błędów przyznać i wyciągnąć wnioski. Jak sobie pomyślę jakich głupot mogliśmy wtedy narobić i jakie mogły być konsekwęcje jazdy maluchem który w zimie na laciach 195 z tyłu na odrobinie śniegu się ślizgał to się cieszę ze się nie udało narobić głupot.
    Mimo że z technicznego punktu widzenia w ramach wiedzy jaką wtedy posiadaliśmy i zdobytej w trakcie przeróbka była dokonana z dochowaniem należytej staranności a pojazd dalej jeździ u któregoś już właściciela.

    Pewne przeróbki są po po prostu niedostosowane go możliwości podwozia. Po prostu wychodzą poza wszelkie założone marginesy przez projektantów a niektóre wersje mają je juz dość mocno skonsumowane w wersjach fabrycznych. W naszym maluchu przy dodawaniu gazu w pierwszej wersji karoseria po prostu trzeszczała.

    I tak dochodzimy do kolejnego problemu przy zakładanym tak długim okresie użytkowania to jest wątpliwa stałość przepisów na naszym pięknym kraju oraz różnych nowych przepisów w tym około ekologicznych. Moim zdaniem w długim horyzoncie czasowym bezpieczeństwo części zainwestowanego kapitału (bo znaczna cześć to i tak pewnie kasa w błoto) daje jedynie pojazd na żółtych blachach mimo pewnych minusów z tym związanych. Niestety co zmiana władzy pewne rzeczy wywracane są do góry nogami problem będzie jak akurat trafi za którymś razem rykoszetem w wasze cacko. A przepisy mają tendencje do zaostrzania sie. Zresztą nasi zachodni sąsiedzi już od wielu lat pojazdom rudym mówią stanowcze nie.

    Najbezpieczniej jest wybrać jakiś pojazd zabytkowy lub z potencjałem na to w przewidywalnym horyzoncie czasowym w jakiejś najlepiej specyficznej wersji który da jakieś prawdopodobieństwo wzrostu wartości w czasie. Wtedy taka inwestycja traktowana długoterminowo nie tylko może wyjść na zero ale nawet dać jakiś zysk, przy odrobinie szczęścia nie mały nawet jednak to jest niestety funkcja kwoty wydanej już dziś. Taki pojazd za 20-30 lat może stanowić jakąś formę zabezpieczenia i dobra relatywnie szybko zbywalnego w razie jakiegoś problemu (emerytury z tego pewnie nie będzie ale kto wie). Niestety jeśli porblem będzie miał charakter ogólnej katastrofy np gospodarczej czy wojennej to nic z tego bo albo pojazdu nie będzie kto miał kupić albo niestety może zostać uszkodzony, niestety pojazd jeżdżony też może ulec wypadkowi nawet nie z naszej winy. Tu dobrze szukać czegoś co by znalazło nabywcę za granicą, natomiast jest to minus żółtych tablic czyli porblem z wywozem i prawo pierwokupu skarbu państwa.

    Na dzień dzisiejszy moje zdanie jest takie że lepiej więcej włożyć w zakup niż w przeróbki. Bo kasa na zakup jest w pewnym sensie odzyskiwalna przy dobrze dobranym aucie i braku załamania koniunktury, natomiast za przeróbki ktoś zapłaci albo nie ale nigdy tyle ile w to poszło bo albo będzie chciał inaczej (lub tylko tak powie) albo uzna że da radę taniej.

    Aby pojazd kwalifikował się na zabytkowy musi mieć odpowiednią dozę oryginalności w praktyce zależy to po prostu od opinii rzeczoznawcy jak na to czy tamto spojrzy, nie musi to być 100% i nie dotyczy materiałów eksploatacyjnych nikt nie będzie się czepiał nowego akumulator czy nowych opon.

    To co powyżej to tylko moje zdanie nie zachęcam nie przekonuje nie neguje pomysłu to Państwa marzenia i pieniądze jednak zachęcam do wzięcia pod uwagę tego co napisałem powyżej, i przeanalizowania w szczególności czy na pewno starczy bo szkoda potem sprzedać projekt wpół gotowy za bezcen. No i metoda garażową w wolnych chwilach to nie auto na przyszły sezon.