To nie jest tak, że zamiana żarówek na LED-y spowodowała pojawienie się w lampce napięcia. Bo poprzednio nie żarzyło, a teraz żarzy. To napięcie jest tam cały czas - różnica jest jedynie taka, że przy prądzie kilku miliamperów żarówka "zrobi się ledwie ciepła" (o ile tak to można porównać) a LED zacznie się już zauważalnie żarzyć. Z napięcia które podałeś nic się nie wyliczy - przy wyjętym źródle światła będzie to 7,8 volta, jak wsadzisz LED-a będzie to napięcie inne, jak wsadzisz żarówkę jeszcze inne. Musisz się z tym problemem zmierzyć osobiście. Możesz rzeczywiście zacząć od opornika 1 kOm połączonego równolegle do styków lampki i zaobserwuj czy żarzenie jest dalej zauważalne. Jeżeli tak, to załóż opornik o mniejszej wartości aż uzyskasz pożądany efekt. Na końcu musisz sobie jeszcze wyliczyć odpowiednią moc opornika. Dlaczego? Bo jak otworzysz drzwi i lampka się zapali to na oporniku będzie pełne 12 volt! Tak więc dla przykładowego opornika 1000 omów przepływający przez niego prąd będzie J=U/R czyli 12/1000 czyli 0,012 ampera. Stąd liczymy sobie moc opornika P=U x J czyli 12 x 0,012 = 0,144 wata. Jeżeli założysz opornik o innej oporności moc musisz sobie wyliczyć ponownie, bo prąd będzie inny. Tak to wygląda. Natomiast czy to jest bezpieczne? Jest to normalnie stosowany sposób na żarzące się po wymianie LED-y. W przypadku zamkniętych drzwi auta ten prąd to kilka miliamperów - tak więc nie ma on praktycznie żadnego znaczenia nawet dla rozładowania akumulatora pojazdu. Tym bardziej, że (jak zaznaczyłem wcześniej) ten prąd jest tam zawsze.