Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Pożar w warsztacie - ku przestrodze!

bestler 28 Lis 2017 20:10 7050 44
  • #31 28 Lis 2017 20:10
    arkadiustr
    Poziom 15  

    Znam przypadek, kiedy to pewien człowiek czyścił w mieszkaniu komputer przy użyciu "sprężonego powietrza" w aerozolu. Dokładnie, robił to w salonie, przez co został wyproszony przez żonę w inne miejsce, z powodu wszech obecnego kurzu. Wybrał łazienkę... Kilku minutowe dmuchanie kompa, później odkręca kran celem umycia dłoni... niestety Junkers w łazience... Efekt: podwieszany sufit w łazience i korytarzu do odbudowy. Strat w ludziach nie było....

  • #32 28 Lis 2017 21:44
    k124l
    Poziom 19  

    Z bardziej efektownych wpadek to robienie karmelku z saletry w piwnicy na kuchence elektrycznej oj ładnie się jarało i nie szło tego zgasić , numer dwa detonacja mocnej petardy domowej produkcji w lesie i pożar ściółki na szczęście udało się ugasić , ogólnie to ściółka nie zajarała się od wybuchu tylko od iskier z lontu , numer trzy , czyściłem sobie styki w jakimś sterowniku spirytusem ipa i zaraz po skończeniu czyszczenia podłączyłem zasilanie mały przeskok iskry spowodował że płomienie rozlały się po całym blacie roboczym :wink:

  • #33 28 Lis 2017 21:59
    bestler
    Admin DIY, Automatyka

    Kiedyś miałem w warsztacie taki przypadek, że podłączyłem jakieś większe obciążenie do zasilacza laboratoryjnego /znany od dawna 30V5A /. Nie pamiętam co to było, ani reszty okoliczności ale w każdym razie zasilacz pracował na maksa, przez jakiś czas a ja wyszedłem sobie coś zjeść. Po powrocie zastałem naprawdę dużo ciężkiego dymu (tylko dymu) i ogromną nauczkę. Spalił się transformator, udało się przezwoić, zasilacz naprawić i działa do dziś ale od tamtej pory wyłączam dosłownie wszystko w chwili opuszczania pomieszczenia nawet na krótką chwilę.

  • #34 28 Lis 2017 22:10
    robokop
    Moderator Samochody

    Kilkanaście lat temu, w jednym z dużych zakładów produkujących papier, robiliśmy dość dużą modyfikację zasilania, od 15 poprzez 6 do 0,7kV. Siedziałem w jednej z nowych, nieczynnych jeszcze rozdzielni pod podłogą, przykrecając połączenia wyrównawcze pomiędzy szafami i stalowym stelażem podłogi, cisza spokój - zimowe popołudnie, ciemno już na zewnątrz. Nagle mi światło zgasło - klnąc pod nosem, przy świetle zapalniczki wychodzę spod podłogi, otwieram drzwi na halę i włosy mi sie podnoszą - kupa gęstego dymu, wrzaski bieganina wokół. Piętro wyżej spawacze działali, przez otwory technologiczne stropu iskry poleciały na dół - a tam pod sufitem rury, korytka drabinki z wszelkimi możliwymi instalacjami (zasilanie, sterowanie, rurociągi z wodą i chemikaliami) wszystko pokryte grubą warstwą celulozowo - papierowego kurzu, zbierającego się przez dziesięciolecia funkcjonowania zakładu. No i to się wszystko wzięło zapaliło. Chwila prawdziwej grozy, jak w amerykańskim filmie,

  • #35 29 Lis 2017 12:24
    ladamaniac
    Poziom 37  

    "Sprężone powietrze" do czyszczenia, jako gaz pędny, nie wiem po jaką chorobę, miało propan, butan albo mieszankę. Mało kto miał świadomość zagrożenia. Powinno pisać literami większymi od nazwy "skrajnie niebezpieczne, możliwość wybuchu".

  • #36 29 Lis 2017 12:44
    Art.B
    Specjalista Automatyk

    Pył celulozowy w zakładach przetwórczych stanowi poważne zagrożenie pożarowe. Osiada wszędzie, zapycha filtry w układach chłodzenia silników. Trzeba bardzo uważać przy pracach spawalniczych, gdyż kurz potrafi tlić się niepostrzeżenie w jakieś dziurze, a pożar może się z tego rozwinąć po godzinach pracy. W jednej z maszyn miałem jeszcze dodatkowo problem wycieków z hydrauliki. Mieszanina pyłu papierowego z olejem hydraulicznym jest jeszcze gorsza niż sam pył. Przy każdym spawaniu kolega, strażak-ochotnik swoją drogą, gasił powstające ogniska. Problem wyeliminowałem przy okazji zastępując hydraulikę pneumatyką. Jak dotąd nie miałem (i mam nadzieję nigdy nie doczekać) pożaru pyłu i skrawków papieru w transporcie pneumatycznym odpadów.

  • #37 29 Lis 2017 15:01
    bestler
    Admin DIY, Automatyka

    W kwestii serwisu elektroniki to zapomniałem jeszcze o zamrażaczu - też wielokrotnie zapłonął mi podczas pracy pomimo, że wcale go o to nie prosiłem.

  • #38 30 Lis 2017 07:01
    cooltygrysek
    Warunkowo odblokowany

    robokop napisał:
    Powiedz mi, co i jakim cudem wystrzeliło beczkę ustawioną dnem do dołu?


    Proszę szyderczo nie pisać jako moderator. Bo wiem co się narobiło wtedy.


    Sami się dziwiliśmy ale wytłumaczył nam to spec od materiałów wybuchowych z pobliskiego zakładu produkującego takowe materiały. Otóż rzecz zależy od prędkości detonacji i czasu detonacji oraz gradientu oporu. Beczka była lekka, miała wklęsłe dno oraz powiercone otwory przy samym dnie. Siła detonacji z powierzchni płaskiej leżącej na np: betonie idzie zawsze idzie do góry i na boki, lecz w tym przypadku ładunek łatwopalny był zawieszony na śmieciach, większość energii detonacja skierowana została w dół w obszar niższego oporu czym spowodowała wyciśnięcie spodniego dekla beczki który zadziałał jak katapulta. Na dzień dzisiejszy wiem że podobnie dzieje się w przypadku ładunków kumulacyjnych czy ładunków uformowanych czy naciętych. W tych ostatnich 80% siły detonacji pojawia się w miejscu naciętym a takie ładunki służą do przecinania stalowych konstrukcji. Mam kolegę pracującego w Controled Demolition Industries który potwierdził wczoraj teorię z przed 25 lat.

  • #39 30 Lis 2017 07:09
    Krzysztof Kamienski
    Poziom 42  

    turfa8 napisał:
    Jak kiedyś rzuciłem zużytą baterię to wiadra na złom pech chciał że trafiłem o kant blachy co zaowocowało pięknymi iskrami które podpaliły pobliski kosz na smieci.
    Zatem nie byla do konca zuzyta :D

  • #40 30 Lis 2017 07:22
    robokop
    Moderator Samochody

    cooltygrysek napisał:
    Sami się dziwiliśmy ale wytłumaczył nam to spec od materiałów wybuchowych z pobliskiego zakładu produkującego takowe materiały. Otóż rzecz zależy od prędkości detonacji i czasu detonacji oraz gradientu oporu. Beczka była lekka, miała wklęsłe dno oraz powiercone otwory przy samym dnie. Siła detonacji z powierzchni płaskiej leżącej na np: betonie idzie zawsze idzie do góry i na boki, lecz w tym przypadku ładunek łatwopalny był zawieszony na śmieciach, większość energii detonacja skierowana została w dół w obszar niższego oporu czym spowodowała wyciśnięcie spodniego dekla beczki który zadziałał jak katapulta.
    Tym razem nie napiszę szyderczo, tylko wprost - piszesz bzdury -przeczytaj jeszcze raz, to co sam napisałeś.Gdyby było tak jak piszesz, to siła wybuchu rozniosła by beczkę na boki, a większość impetu poszła by w górę - skoro w beczce się paliło, więc musiała być otwarta od góry.
    cooltygrysek napisał:
    Na dzień dzisiejszy wiem że podobnie dzieje się w przypadku ładunków kumulacyjnych

    Bzdura. Ładunek kumulacyjny mędrcze, charakteryzuje się tym że posiada wgłębienie - wkładkę kumulacyjną - które działa jak soczewka skupiająca strumień wybuchu tworząc strefę większego ciśnienia i temperatury w jednym konkretnym miejscu.
    cooltygrysek napisał:
    Mam kolegę pracującego w Controled Demolition Industries który potwierdził wczoraj teorię z przed 25 lat
    Taaak, oczywiście. Poczytaj sobie trochę, są różne fora pirotechniki amatorskiej, jest sporo filmów w internecie, na których możesz sobie pooglądać jak różne rzeczy wybuchają. W ostateczności "Myth busters" pooglądaj.

    Link


    Link

  • #41 30 Lis 2017 16:25
    cooltygrysek
    Warunkowo odblokowany

    Pisałem serio ale skoro kolega niedowiarek nie będę tematu zagłębiał.

  • #42 30 Lis 2017 22:04
    Jakub Urban
    Poziom 17  

    Witam!
    No to u mnie to było tych niebezpiecznych przypadków.
    Pierwsze,to jak ojciec był w zawodówce,to kazali mu zaspawać bak od Pobiedy M-20.Oczywiście napełnił go wodą a i tak jak wziął palnik, tak jak ten bak"wystartował' to ojciec od tamtego czasu palnika nie ruszył a dziś ma już 65 lat.Strach pozostał.
    Z kolei,ja jako dzieciak(10 lat) pamiętam stare drzwi od warsztatu.Były one z desek i obite taką płytą pilśniową miękką.A to cholerstwo mieliśmy od lat 80-tych,czyli budowa tego budynku(ja urodziłem się w 1983 roku-ojciec jeszcze miał warsztat,nawet Ursusa C-45 naprawił).No i ta cholerna płyta nasiąkła przez lata olejami i ropą.No i w latach 90-tych odpadł kawał tego g.... i leżał w warsztacie.Jeden idiota spawał i iskra poleciała na tą płytę,która błyskawicznie zapłonęła.No to spawacz,choć podpity miał tyle przytomności,że wywalił toto w kałużę i ugasił.A mógł być pożar.Wtedy też,do Polski przyjeżdżali Rosjanie(bardzo mi żal tych czasów) i przywozili narzędzia i różne,często nietypowe urządzenia.I ojciec kupił prostownik do akumulatora.I był on dobry ale raz pijak założył druty zamiast bezpieczników(były nietypowe,przynajmniej ten na wyjściu.Ojciec wtedy miał ciężarówkę IFA.I raz w niej zaniemógł akumulator.No to ten pijaczyna przyniósł go do warsztatu,podłączył do prostownika i poszedł w cholerę.Do garażu nikt nie zajrzał i prostownik się przegrzał i zapalił.Trafo miał izolowane woskowanym papierem(ruska technika) i stał na starym krześle.A bezpiecznik w rozdzielni 25A(dobrze,że nie drut,bo ten debil wszystko"watował".Na szczęście skończyło się na spalonym prostowniku,krześle,bezpieczniku i zasmrodzonym na miesiąc warsztacie(niesamowicie gryzący dym).Potem już jako 25-latek ładowałem akumulator 45Ah nie odkręciwszy korków.Ustawiłem szybkie ładowanie(12A) i poszedłem w cholerę.Potem BUM! i korki rozrzucone po kątach a także ściana ochlapana elektrolitem.Akumulator ocalał i działał do końca.Prawdopodobnie zaiskrzyło na klemach i wybuchł wodór.Inny debil zrobił"prostownik" z trafa od Eltrona 60(mam jeszcze to trafo-sprawne) i diody 10A,kupionej na bazarze od Rosjan.Dawało to ponad 30V a mierniki cyfrowe były drogie i nie było nas stać.Ładnie świeciły"przewoltowane" żarówki reflektorowe 12V tyle,że krótko.
    No ale "maluch" tego gościa nie zapalał z powodu zużytego akumulatora.No to od czego jest prostownik?Ten maluch skakał jakby nalano do niego paliwa rakietowego.Akumulator na złom.Trafo i radziecka dioda wyszły bez szwanku.
    Potem mieliśmy czeski traktorek,1-cylindrowy,dwusuwowy Diesel chłodzony powietrzem.Miał on tłumik prostej konstrukcji i cholernie głośno chodził.No to ja wpadłem na"genialny" pomysł by napchać do rury wydechowej woreczków z PE.Gośc wyjechał na pole,a tu trawa się pali.Ale była zabawa!Jako 7-latek wrzuciłem sąsiadce na pole płonącą,nasączoną benzyną(gdzieś w domu wylała się farba olejna) szmatę z ogniska.No to jeden przeskoczył płot i ugasił(a lepiej byłoby żeby nie ugasił,bo ta baba była i jest taka,że kuli szkoda).




    Potem zapaliła się puszka rozgałęźna 3-faz w kotłowni-cholerne aluminium.Też udało się ugasić.
    No i w 2001 roku był pożar kotłowni.Nasz pracownik(ten od traktorka) był już mocno przepitym alkoholikiem i w tym dniu też był pijany(już nie żyje).Palił on w piecu kartony i inne podobne śmieci w piecu C.O.Piec "oddał" a kartony się zajęły,a ten idiota gdzieś poszedł.Matka leci(ja z ojcem w Grudziądzu-była Wigilia) w białym szlafroku z krzykiem,że się pali.A pijak buch wiadro z wodą i szlauch.A tam kable pod napięciem.Jak ugasił,to się okazało,że nie ma wielkich strat.Zalana rozdzielnia od hydroforu(wysuszyliśmy suszarką do włosów i ruszyła bez kłopotu) i spalone kable.Szybko ojciec zawołał elektryka i przywrócono działanie hydroforu.Ale warsztat i szopa bez zasilania(a tam pełno zamrożonych malin-dało się upchnąć to w domu).Kotłownia zakopcona(i moja pakamera też zasmrodzona).Facetowi spaliły się nowe buty i pojechał w roboczych.Od tego czasu nigdy nie zostawiamy otwartych drzwiczek od pieca,a także żadnych śmieci czy papierów przy piecu.Kiedyś wywaliłem kanapę z Chin(z pianki poliuretanowej-była ze znanej sieci sklepów meblowych).Co to było za diabelstwo!Dym i ogień na 20m,na szczęście krótko.Nie zdążyłem nabrać wody we wiadra,a już zgasło.Policja nie przyjechała,bo już było"pozamiatane"Lodówka na śmieciach za domem też kiedyś się zajęła.Dwa wiadra wody i po problemie.
    A ostatnio to znajomy hydraulik dostał odpady rozpuszczalnika.No i nimi rozpalał w piecu"na wszystko".Ale ten baniak mu się zapalił od iskry,bo miał go w kotłowni.Ale ugasił i wywalił go w cholerę.
    A u nas na budowie,jednemu z cieśli wystrzeliła(od przegrzania) kątówka.No to "majster"(z zawodu elektryk lotniczy) poszedł do rozdzielni w garażu z żarówką na kablach.I powiedział"trzeba włączyć międzyfazowo".I tak zrobił.Wywalone 2 bezpieczniki 32A i potworny huk i snop iskier.Dobrze,że żarówka nie wybuchła.Ja wróciłem z miasta i wymieniłem zupełnie inny bezpiecznik 25A.A te spalone dały znać o sobie przy okazji cięcia starych odpadów desek.Ojciec mówi"fazy nie ma" i zaraz wymieniłem te bezpieczniki.
    Z prądem i ogniem trzeba uważać!Chwila nieuwagi i można życie stracić,które jest bezcenne!A także stracić dorobek życia!
    I ŻADNEJ BENZYNY CZY ALKOHOLU W WARSZTACIE ALBO KOTŁOWNI!!!!

  • #43 01 Gru 2017 08:42
    lukiiiii
    Poziom 26  

    Może nie warsztat, ale pokój w kamienicy podczas remontu/sprzątania po babci.
    Stare łóżko wypchane jakimś sianiem, podobno trawa morska. Dużo tego było to zacząłem to palić w piecu kaflowym. Paliło się świetnie, zaczęły się zbierać gazy po czym jebło każdą fugą oraz drzwiczkami. Skoczyło się na zadymieniu i ogólnym syfem, oraz namalowaną sadzą szachownicą na ścianie za piecem.

  • #44 01 Gru 2017 14:18
    zbigniewsk
    Poziom 14  

    Witam kolegów.
    U mnie w zakładzie mycie detali w ultrapłuczkach było zorganizowane w następujący sposób, stół warsztatowy był pokryty blachą nierdzewną i zabudowany okapem z uchylnym przodem. Całość była podłączona do wyciągu. Korzystaliśmy z płuczek o pojemności 1 i 2 litrów. Uruchomienie ultrapłuczki było możliwe dopiero po zamknięciu klapy, wyłącznik uruchamiał wyciąg. Dopiero wtedy można było uruchomić ultrapłuczkę. środkami myjącymi były substancje typu czterochlorek węgla, trójchoroetylen, aceton, alkohol etylowy 99,6 %, Taka była mania kierownika laboratorium, wtedy nas to denerwowało po co tyle zabawy ale trzeba przyznać że nigdy nic nie uległo zapaleniu. Na klapie były umieszczone tabele które podawały jaka wysokość roztworu powinna być w płuczce aby zjawisko kawitacji było najbardziej efektywne. Najbardziej niebezpieczne były badania gdzie wyroby były poddawane cyklom termicznym polegającym na zanurzaniu raz w oleju o temperaturze pokojowej a raz we wrzącym oleju ogrzanym do 150 stopni - smród był niesamowity i pod ręką zawsze ustawione gaśnice śniegowe bo niestety bywało że olej się zapalał .