6V, czyli pewnie akumulator ołowiowy (3 * 2V/na ogniwo).
Wystarczy zasilacz stabilizowany o napięciu 2.2V*3=6.6V (2.2V - napięcie na w pełni naładowanym ogniwie, podczas normalnej pracy 2V)
Zasilacz może być na stałe podłączony do akumulatora, zresztą jest to nawet wskazane w przypadku akumulatorów ołowoiowych, którym szkodzi głębokie rozładowanie.
Napięcie nie może przekroczyć 2.4V, gdyż wtedy rozpoczyna się rozkład elektrolitu (rozkłada się woda z wydzieleniem wodoru i tlenu). Nie jest to problemem w akumulatorach samochodowych, bo tam po częściowym rozkładzie elektrolitu wystarczy dolać wody destylowanej (albo nawet wymienić elektrolit

).
Gorzej z akumulatorami "żelowymi" (ogólnie wszystkimi szczelnymi SLA) Część gazów zostanie zaabsorbowana, ale jeżeli wytworzy się nadmiar, to zostaną one uwolnione przez zawór bezpieczeństwa. No i nie ma możliwości uzupełnienia elektrolitu, parametry akumulatora ulegają nieodwracalnemu pogorszeniu.
Konieczne jest też zastosowanie ograniczenia prądowego. Małe akumulatory ołowiowe można ładować prądem do 2C, ale trzeba by sprawdzić jak to jest z tym konkretnym aku, bo ja mam na przykład dalekowschodni wynalazek o maksymalnym prądzie ładowanie 0.5A przy pojemności 2.3Ah (czyli 0.21C zonk

)
Myślę, że to nie jest aż takie bzdziewie i prąd rzędu 1C wytrzyma :]
W związku z tym proponuję beznadziejnie prostą ładowarkę na LM317T, napięcie wyjściowe ustawić na 6.6V, a o prąd się nie martwić, bo LM317T ma wbudowane ograniczenie do 1.5A
