Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Samochody elektryczne. Czy naprawdę są ekologiczne?

retrofood 18 Oct 2019 15:59 161028 5585
Texa Poland
  • #2431
    robbo_pv
    Level 23  
    Przypominam iż linia kolejowa z siecią trakcyjną to droga która zasila pojazd. Mały autonomiczny pojazd w którym nie potrzeba stref bezpieczeństwa bo zostanie odebrany ułomnym ludziom będzie potrzebował 5kWh na 100km i zwyczajnie ekonomia zabije wszystkie inne rozwiązania. Myślę iz w 2030 samochody spalinowe będą już niszą sprzedażową a cały transport publiczny będzie oparty na nowych pojazdach juz tylko elektrycznych (w tym super kondensatory, indukcja, wodór zasilanie z przewodów (trolejbus) i akumulatory)
  • Texa Poland
  • #2432
    retrofood
    VIP Meritorious for electroda.pl
    robbo_pv wrote:
    Myślę iz w 2030 samochody spalinowe będą już niszą sprzedażową a cały transport publiczny będzie oparty na nowych pojazdach juz tylko elektrycznych

    W latach 70-tych czytałem, że w roku 2000 samochodów w ogóle już nie będzie, transport będzie odbywał się za pomocą transporterów taśmowych i prywatnych helikopterów osobistych, a loty na Marsa będą popularne jak dzisiejsze wycieczki do Łańcuta.
    Proszę więc o powagę.
  • #2433
    vodiczka
    Level 43  
    retrofood wrote:
    W latach 70-tych czytałem, że w roku 2000 samochodów w ogóle już nie będzie,
    w latach sześćdziesiątych czytałem, że nie będzie samochodów spalinowych bo pokłady ropy się wyczerpią a resztki, które zostaną, będą zbyt drogie by spalać je w silnikach zamiast przetwarzać na produkty "wyższego rzędu".
  • Texa Poland
  • #2434
    retrofood
    VIP Meritorious for electroda.pl
    vodiczka wrote:
    retrofood wrote:
    W latach 70-tych czytałem, że w roku 2000 samochodów w ogóle już nie będzie,
    w latach sześćdziesiątych czytałem, że nie będzie samochodów spalinowych bo pokłady ropy się wyczerpią a resztki, które zostaną, będą zbyt drogie by spalać je w silnikach zamiast przetwarzać na produkty "wyższego rzędu".

    Też takie coś czytałem. Dlatego wolałbym aby wszelkiego typu prognozy opierać jednak nie o materiały s-f a raczej o mamonę. Jeśli do 2030 roku cały transport zbiorowy ma być nie - spalinowy, to ile to będzie kosztowało i kto za to zapłaci? Bo inaczej to wszystko przypomina mi milion elektryków w 2025 roku.
    Policzone łącznie z tymi, które w ubiegłym tygodniu kupiłem wnukowi do zabawy pod stołem.
  • #2435
    ipek33
    Level 11  
    Przyszłością jest... społeczeństwo totalitarne. Z jednej strony oddajemy wolność za wygodę, z drugiej - coraz lepsze systemy monitorowania jednostki i wreszcie - ideologia, w imię której godzimy się na dalsze oddawanie wolności (walka z terroryzmem, „ekologia”). W efekcie zostaną tylko środki transportu zbiorowego dla ogółu, z resztą jeździć nie będzie gdzie i po co, bo będzie albo w internecie albo zniszczone i skażone.
    Ilu z nas daje się śledzić googlowi, ilu wysłało mu odcisk palca, komu proponowano zniżkę na OC w pakiecie ze śledzeniem?
    Zobaczcie jak wiele elektroniki ubezwłasnowolniającej kierowcę ma być w aucie w przyszłości - gps, czarne skrzynki, czytniki znaków, alkomat... Ktoś będzie niegrzeczny, to go Wielki Brat ściągnie zdalnie na pobocze....
    Przyszłość zdecydowanie nie należy do pojazdów indywidualnych, na pewno nie na taką skalę, jak dziś :)
  • #2436
    JESIOTR1
    Level 33  
    Jak to Rowerem do Kościoła jechać?
    Nigdy nie pojadę.
  • #2437
    retrofood
    VIP Meritorious for electroda.pl
    ipek33 wrote:

    Przyszłość zdecydowanie nie należy do pojazdów indywidualnych, na pewno nie na taką skalę, jak dziś :)

    W porządku, ale nie już w 2030 roku. Zbyt wiele fabryk by zbankrutowało. :D

    Dodano po 10 [minuty]:

    JESIOTR1 wrote:
    Jak to Rowerem do Kościoła jechać?
    Nigdy nie pojadę.

    A jeszcze niedawno furmanka była szczytem marzeń...
  • #2438
    robbo_pv
    Level 23  
    Fajnie przekręcacie. Napisałem jedynie iż w cywilizowanej Europie
    W 2030 nie będzie już w ofercie autobusów z silnikiem Diesla. Autobusy czysto elektryczne to będzie 50% wszystkich. problemów z ładowaniem nie ma ciągle mamy 50GWh dziurę nocną która BEZ ROZBUDOWY sieci i elektrowni naładuje 6mln pojazdów na przejechanie typowych 50km dziennie.

    W 2009 Mitsubishi IMIEV autko segmentu A z realny zasięgiem 100km kosztowało 160tys. PLN
    W 2019 auto segmentu C z zasięgiem powyżej 300km kosztuje 120-140tys PLN, auto segmentu A VW e-up 2020 z zasięgiem 250km tylko 90tys. (po dopłatach 65tys).

    Akumulatory po samochodach z 80% pojemnością świetnie posłużą kolejne 10lat w magazynach energii co spowoduje spadek ich cen i stabilizacje sieci energetycznych.
  • #2439
    vodiczka
    Level 43  
    JESIOTR1 wrote:
    Jak to Rowerem do Kościoła jechać?
    Nigdy nie pojadę.
    retrofood wrote:
    A jeszcze niedawno furmanka była szczytem marzeń...
    Furmanką mogłeś zawieźć babkę staruszkę i sąsiadów, którym szkapa okulała a rowerem :?:
    robbo_pv wrote:
    Akumulatory po samochodach z 80% pojemnością świetnie posłużą kolejne 10lat w magazynach energii
    Z 80% mogą dalej służyć w samochodach a te bardziej wyeksploatowane mogą dwóch lat nie wytrzymać.
  • #2440
    User removed account
    Level 1  
  • #2441
    nasu
    Level 22  
    Nie myślałem, że rower elektryczny to taka fajna sprawa. Po skleceniu w garażu łącznie z ramą na giętarce nie wyszło drogo. Przy baterii 1kWh z delikatną pomocą nawet 100km można machnąć. A i prędkość wyszło że 60km/h poleci. Z używanych części 1500zł + sporo pracy kosztowało.
  • #2442
    ^ToM^
    Level 40  
    nasu wrote:
    A i prędkość wyszło że 60km/h poleci.


    W tej sytuacji, potrzebujesz prawo jazdy na motocykl. Rower elektryczny nie może przekraczać 25 km/h.
  • #2443
    Phaeton
    Level 18  
    Erbit wrote:

    Znam takich co i na Sylwestra rowerami jeżdżą. Holendrzy.

    W Danii podobnie, u nas dzisiaj to ciągle niepraktyczne.
  • #2444
    ipek33
    Level 11  
    nasu wrote:
    Przy baterii 1kWh z delikatną pomocą nawet 100km można machnąć. A i prędkość wyszło że 60km/h poleci. Z używanych części 1500zł + sporo pracy kosztowało.


    Pewnie masz zamiar tym „rowerem” jeździć po drogach rowerowych? :)

    Chociaż nic mnie nie zdziwi - w nadmorskich miejscowościach jeżdżą gdzie chcą, nawet dzieci...
  • #2445
    rapak345
    Level 11  
    Mam do pracy 15 km. Połowa biegnie trasą krajową nr 11 bez absolutnie żadnego sensownego pobocza, pasa awaryjnego etc. Jazda, rowerem, motorowerem to samobójstwo. Gdyby był chociażby pas pobocza, ścieżka, cokolwiek, może nawet szutrowa to dojeżdżałbym elektrycznym rowerem/motorowerem. Jesień piękna, zimy coraz łagodniejsze. Ale wiem, że tego nikt nie zbuduje. Szkoda.
  • #2446
    JESIOTR1
    Level 33  
    JESIOTR1 wrote:
    Nigdy nie pojadę.

    A nawet na "piechotę" - nie pójdę !!!
  • #2447
    pawelr98
    Level 39  
    ^ToM^ wrote:
    nasu wrote:
    A i prędkość wyszło że 60km/h poleci.


    W tej sytuacji, potrzebujesz prawo jazdy na motocykl. Rower elektryczny nie może przekraczać 25 km/h.


    To nie prawo jazdy jest największym problemem a fakt że taki pojazd to już motocykl.

    Z naszym pięknym prawem nikt tego nie zarejestruje bez konieczności wykładania grubych pieniędzy na "dopuszczenie jednostkowe".
    Prawo unijne ale jakoś Czechy (i chyba też Niemcy, ręki uciąć za to nie dam) tego nie wprowadziły.

    Jedynie pojechać do Czech, zarejestrować tam po czym przerejestrować w Polsce.
    I to się generalnie opłaca.

    Natomiast bądźmy poważni. Prawo dotyczące rowerów elektrycznych ma za zadanie jedynie zniechęcać do tego typu środków transportu.
    Ten środek transportu to świetna alternatywa bo nie ma kosztów OC i można omijać korki po ścieżce rowerowej. Do tego człowiek się nie męczy i dojeżdża na miejsce nie będąc cały zlany potem.
    Natomiast legalne 250W to badziewie nie silnik.

    Limit prędkości jest słuszny ale moc silnika to bezsens.

    Natomiast nasz ustawodawca (jak zawsze zresztą) nie ma bladego pojęcia o tym jak działa silnik elektryczny. No i wpisali 250W jako moc znamionową. A praktyka jest taka że silnik ma znamionowo 250W ale może cały czas pracować nawet przy mocy 2 razy większej i nic mu się nie stanie.

    Alternatywnie robi się nową tabliczkę/etykietę, umieszcza się 250W 24V gdzie silnik standardowo miał 500-1000W przy 48V. Przy niższym napięciu rzeczywiście będzie miał te okolice 250W. A biorąc pod uwagę że przy chińskich silnikach(a większość jest tam produkowana) możliwość znalezienia oryginalnego producenta graniczy z cudem to nikła jest możliwość że ktoś dojdzie do oryginalnej specyfikacji.

    I jeszcze jest kwestia tego że sama policja generalnie olewa sprawę. O ile ktoś nie zabije jakiejś babci na chodniku to nie kiwną palcem.

    Tak samo jak wpisane jest "rower może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny".
  • #2451
    User removed account
    Level 1  
  • #2453
    pawelr98
    Level 39  
    Slak68 wrote:
    Hm, ja mam na swoim nalepkę 250W/36V ale niestety "gazu" dodaję manetką... a to już "zbrodnia" wg zarządzających tą krainą...


    Też mam manetkę ale mam zrobione odpalanie "naciskiem na pedały" więc się łapię na pełną definicję.

    Erbit wrote:

    Policja nie musiałaby się przyczepiać gdyby społeczność stosowała się do przepisów prawa a jak się nie stosuje to musi się "przyczepiać".

    p.s. mnie aż trudno takie podejście komentować ale wiem, że dla niektórych jest to "wpojone przez lata" podejście, które trudno będzie wykorzenić przez pokolenia, no chyba, że skuteczność prawa i wysokość kar będzie dużo większa.


    Większość tego prawa powstała "na odwał" bez żadnego pomysłu.

    Od 2013 roku w Polsce ilość rejestrowanych SAM-ów spadła do 0.
    Wszyscy co muszą to rejestrują w Czechach.

    Nawet gdyby ktoś chciał sobie zarejestrować swój rower elektryczny jako motorower/motocykl to po prostu nie może tego zrobić bo się nie wypłaci.
    Dopuszczenie jednostkowe samochodu SAM kosztuje gdzieś ~100tyś zł.
    Za tyle to można bardzo dobry samochód z salonu kupić.

    I gdzie tu logika ? Miało być "bezpiecznie" a skończyło się tak że ktoś weźmie lawetę, zarejestruje (i zapłaci) w Czechach na normalnych zasadach po czym przerejestruje to w Polsce.
    Pod kątem prawa jego pojazd niczym się nie różni od kogoś kto wydał 100tyś zł na ten cały proces dopuszczenia jednostkowego.

    W stanach poszli do rozum do głowy i oni mają ograniczenie 20mil/h (32km/h) czyli niewiele więcej ale za to silnik jest już 750W co już pozwala normalnie jeździć w każdych warunkach.

    Niech sobie ten urzędnik ustalający przepisy wsiądzie na takie 250W i spróbuje podjechać pod bardziej strome wzniesienie to się bardzo zdziwi.

    W Bydgoszczy normalnie można sobie na takim silniku jeździć ale w Gdańsku to już masakra.
    Jest taki odcinek na Jaśkowej Dolinie tuż przed rondem Pana Cogito gdzie nawet ludzie na elektrycznych rowerach miejskich po prostu czasem zsiadają i prowadzą ten rower pod górę.

    Ja na swoim muszę się nieźle napracować na spółkę z silnikiem. Inaczej bym silnik spalił. A chciałbym zauważyć że ja nie mam żadnego ograniczenia mocy. Mój 250W potrafi pobierać ponad 700W jak jest ostro katowany.
    Tymczasem w tych elektrycznych rowerach miejskich po prostu załącza się ogranicznik mocy i koniec lekkiej jazdy.

    Tam są zamontowane silniki bafanga middrive. One mogą spokojnie generować dużo większą moc gdyby nie limiter.

    Nawet kolarze na swoich bardzo drogich rowerkach też ledwo zipią przy tych podjazdach.

    A wystarczyłoby tylko podnieść limit do tych 350-500W i byłoby po problemie.
    Nie muszą podnosić limitu prędkości bo ten jest odpowiedni.
    Jakby nie patrzeć to kolarze potrafią spokojnie lecieć po 40-50km/h po ścieżkach no ale powiedzmy że dla bezpieczeństwa lepiej żeby tego nie podnosić bo połowa motorowerzystów przesiadłaby się na takie szybkie elektryki.

    Przy tym samym odcinku ale zjeżdżając z góry rowerem można osiągać nawet po 60-70km/h. Ja tam tylko raz jechałem ponad 50km/h(zero silnika, sama grawitacja) ale nigdy więcej nie będę tego robił bo nie warto ryzykować.
    Nie jestem pewien ale wydaje mi się że tam ograniczenie prędkości jest niższe niż to co można osiągnąć rozpędzając się z górki.
  • #2454
    kkknc
    Level 43  
    Slak68 wrote:
    W Twojej wypowiedzi istotne jest "na razie". W razie wypadku lub wykroczenia zainteresują się...
    A mój sterownik może robić niezły "overvolting" z akumulatora 48V.

    A skąd ta twoja wiedza?
    Bo ja mam doświadczenie, w tym roku miałem 3 tak słownie trzy kolizje rowerem. Jedna idzie do sądu bo sprawca nieletni. Zdjęcia połamanych rowerków mogę wstawić.
  • #2455
    ipek33
    Level 11  
    No ludzie litości - kombinujecie, obchodzicie prawo i jeszcze macie pretensje. Może też wypuścimy takie samochody - samoróbki na drogi? Bez żadnych badań technicznych, ważne będzie doświadczenie konstruktora i zaświadczenie, że ma szopę?

    Chcecie poruszać się po drogach publicznych? A ja nie chcę, żeby mnie rozjechał jakiś konstruktor - amator pędzący 100 km/h drogą dla rowerów na elektrycznym motocyklu, który udaje rower bo ma pedały....

    W cywilizowanych krajach (np. Austrii) agrotuning samochodu czyli zmiana względem serii wymaga badań technicznych. Ale tam nawet zwykły przegląd nie jest formalnością jak w PL.

    Spędzając urlop nad morzem jechałem sobie na rowerze DDR. Teren pofalowany, więc się rozpędziłem. I dogonił mnie dzieciak na elektrycznym skuterze (z wypożyczalni), powiedział, że jadę 50 km/h po czym przyspieszył i pognał dalej. I to jest chore, że można takie pojazdy wypożyczać komukolwiek, bez uprawnień.

    W PL musi dojść do jatki, katastrofy, w której zginie 50 pasażerów busa albo 150 pasażerów samolotu, żeby się okazało, że wszyscy dookoła kombinują i że coś trzeba koniecznie coś z tym zrobić. Ale już tydzień po żałobie narodowej śrubokręty idą w ruch.

    Żeby nie było - tak samo potępiam zarówno agrotuning samochodów (spojlery, obniżanie, ale przede wszystkim szerokie opony wystające poza obrys samochodu) jak i wycinanie katalizatorów i filtrów cząstek stałych.
  • #2456
    robbo_pv
    Level 23  
    To jest problem z elektomobilnodcia. Niestety danie ludziom narzędzi powoduje problemy przez kilku wariatów. Na zlotach EV w Żyrardowie już 7lat temu były rowery przekraczające 100km/h. Obecnie nawet monocykle elektryczne przekraczają 60km/h a hulajnogi 80-90km/h i są to sporty ekstremalne. Danie takiej zabawki ludziom z tego dowcipu "potrzymaj piwo, ja nie pojadę" spowoduje ograniczenie nałożone na wszystkich.

    Ja mam hulajnogę z homologacja motoroweru ale przecież nie zarejestruje bo straci cały urok mobilności. Mam skuter który fabrycznie ledwie cisna te 45km/h z 6aku żelowych a światła przygasaly przy pełnej mocy. Nominalnie 72V. Po włożeniu Lipo 24S 88V osiąga 62km/h a przelaczenie aku z jednych na drugie trwa 5sekund. W każdym przypadku trzeba jednak zachować umiar.
  • #2458
    Grzegorz_madera
    Level 36  
    No bo jak zwykle w naszym kraju bywa, do wszystkiego podchodzi się od d...py strony. Zamiast urzędowo ograniczać moc tych wszystkich elektrycznych wynalazków wystarczy wprowadzić obowiązek rejestracji parametrów jazdy. Coś na wzór tachografu. Służby miałyby kontrolę, mocy byłoby wystarczająco np. do podjazdów pod górę, dla normalnych użytkowników nie miałoby to żadnego znaczenia (no może poza trochę wyższą ceną), a debile mogliby być na tej podstawie karani. I wszystkie problemy rozwiązane.
  • #2459
    User removed account
    Level 1  
  • #2460
    raficzek
    Level 11  
    Przepisy zdaje się mówią, że silnik wspomagający o mocy max. 250 W ma się wyłączyć po osiągnięciu przez rower prędkości 27 km/h. I rzeczywiście przy rowerach klasycznych ta moc wobec oporów powietrza jest śmieszna i niepraktyczna... jednak nie dla velomibile'ów. Należałoby sprawdzić od jakiej prędkości aerodynamika zaczyna odgrywać ważną rolę. Na pewno przy 40, 50 km/h już odgrywa, ale czy przy 20 - 27 km/h też? Myślę, że też, choć na pewno mniejszą. Zawsze więc velomobile wspomagany silnikiem 250 W do 27 km/h zużyje mniej energii, niż rower konwencjonalny, ze względu na swą aerodynamikę, o ile będzie w miarę lekki. Dochodzi tu problem masy - lekka kolarzówka może ważyć 7 kg, rowerzysta 80 kg plus zestaw silnik + baterie 8 kg, co daje 95 kg, dobry velomobile będzie tu w tym samym układzie ważył ok. 120 kg, niewiele więcej i przy jego super aerodynamice... /?/ gra warta świeczki, myślę.