Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
IGE-XAOIGE-XAO
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Samochody elektryczne. Czy naprawdę są ekologiczne?

retrofood 14 Mar 2020 15:02 90612 3291
  • #3271
    robokop
    Moderator Samochody
    Macosmail napisał:
    I tam jest zwykły silnik pokroju Fiata 125 z dodanym prostym wtryskiem MPI Bosch i jedną sondą lambda.
    Jak Ty tam widzisz podobieństwo do Fiata 125p, to powinieneś przestać się wypowiadać na tematy "moto".
    Macosmail napisał:
    Właściciel twierdzi, że prosty silnik bez nawet EGR spełnia Euro-6 w aktualnym modelu.
    To że nie umie go znaleźć, nie znaczy że go nie ma.
  • IGE-XAOIGE-XAO
  • #3273
    pawelr98
    Poziom 38  
    Macosmail napisał:
    A mnie zastanawia, jak spełnia normy taka Łada Niva. Właściciel twierdzi, że prosty silnik bez nawet EGR spełnia Euro-6 w aktualnym modelu.
    Akurat mam styczność z takim samochodem z roku 2007r. I tam jest zwykły silnik pokroju Fiata 125 z dodanym prostym wtryskiem MPI Bosch i jedną sondą lambda. W roku 2020 widzę, że silnik wygląda bardzo podobnie. A co do reszty samochodu to w 2007r. nie ma ani jednej poduszki powietrznej, pirotechnicznych napinaczy, brak ABS, ESP. Szyba czołowa stoi prawie pionowo, deska rozdzielcza od grodzi odsunięta jest tylko na jakieś 15 cm. O jakichś tam strefach zgniotu nie ma mowy. Podobno bardzo dobrze sprzedaje się na zachodzie Europy. Wersja, z którą miałem do czynienia miała opisy w języku niemieckim.

    Link


    Z tego co pamiętam, to łada ma chyba w UE status "małego producenta" czy jakoś tak i ma z tego tytułu pewne "upusty".

    Co do LPG to można też próbować go stosować w silnikach diesla.
    Ostatnio profesor Chris robił odcinek o LPG w dieslu i też powiedział co nieco o tym jak powinna wyglądać konstrukcja silnika diesla pracującego na samym LPG.
    LPG lubi wysoki stopień sprężania, podczas eksperymentów na dieslu wyszło mu, że 1L LPG bezpośrednio zastępował 1L ON.

    Swoją drogą miałem okazję poobcować z Dacią Logan 2019.
    Kolega kupił z salonu niedawno i chciał pokazać.

    Ciekawe patenty tam stosują.
    Silnik zamontowany na plastikowych obejmach, ogólnie sporo plastiku w komorze silnika (niższa waga ?), do tego auto trochę "składak" bo widać od razu linię spawu tyłu. Przód jeden a tył spawają zależnie od potrzeby (Sandero, Logan, Lodgy).
    I powyżej 120 pali się kontrolka nadmiernej prędkości. 150 leciała spokojnie, kolega twierdził że da się 170.

    Niby Dacię miały zabić nowe regulacje, cena bieda opcji wzrosła z 30 do 32 tysięcy.
    Kolega dłubie sporo przy wozach Renault to coś tam wspominał, że dodali podgrzewacz paliwa czy coś takiego i udało im się zmieścić.

    Ale trzycylindrówki po tym co tam zobaczyłem to raczej nie kupię.
    Telepało tym silnikiem konkretnie. W kabinie nie było czuć ale po otwarciu maski wyglądało nieco niepokojąco.

    To już lepiej niech dają te patenty jak w BMW i3 z range extenderem.
    Żeby to silnik elektryczny był główną jednostką a spalinowy pomocniczy.
    Przynajmniej przy depnięciu będzie moc.
  • #3274
    retrofood
    Moderator
    Ciekawe czy ten spełnia dzisiejsze normy

    Samochody elektryczne. Czy naprawdę są ekologiczne?
  • IGE-XAOIGE-XAO
  • #3276
    pawelr98
    Poziom 38  
    Macosmail napisał:
    Dawno temu miałem w planach zainstalować doświadczalnie LPG do posiadanego jeszcze skutera 4T 125cm^3 (Aprillia chłodzona cieczą silnik Rotax). To byłby mistrz oszczędności.
    Ale nawet wspomniana tutaj Skoda Citigo 1.0 LPG oferuje koszt przejazdu 100km zbliżony do 10zł co z ekonomicznego punktu widzenia stawia sensowność elektryka pod dużym znakiem zapytania.
    A raczej stawiała bo te samochody będą już jedynie w wersji elektrycznej - nowe normy EU wiążą ilość CO2 z masą pojazdu i taki samochodzik, aby je spełnił musiał by spalać średnio 3l/100km. 2 tonowy SUV z silnikiem 4.0 z samym tylko kierowcą spełnia normy, a Citogo 1.0 nie spełnia. Takie to mamy przepisy.


    Zaczną montować betonową płytę w podłodze i będzie spełniać :lol: .

    Na dłuższą metę opłacalność remontowania starych aut mocno wzrośnie.

    A oprócz tego jeśli nam się klimacik ociepli to będziemy mieli dłuższy sezon na jednoślady. Koniec końców dojdziemy do sytuacji, gdzie jednoślady mogą być popularniejsze w dolnym przedziale cenowym.

    retrofood napisał:
    Macosmail napisał:
    Podobno bardzo dobrze sprzedaje się na zachodzie Europy.

    A czemu ma się nie sprzedawać? To coś podobne jak z żarówkami tradycyjnymi. Produkować w Unii nie wolno, ale przywieźć z Ukrainy... kto zabroni?


    Żarówki się produkuje do sygnalizacji świetlnej albo do użytku w warunkach przemysłowych.
  • #3277
    powgreg
    Poziom 19  
    Cytat:

    Według danych Volvo w Polsce kierowcy plug-inów przejeżdżają na energii elektrycznej około 35 proc. dziennego dystansu. Potem niestety pozostaje im duży samochód z ciężkim akumulatorem, ciągnięty wyłącznie przez niewielki, wysilony silnik benzynowy. Jak wynika z moich pomiarów, w takich warunkach hybrydowy XC60 T8 Polestar Engineered, który wedle norm WLTP ma emitować cudownie małe 53 g CO2/km i zużywać zaledwie 2,3 l/100 km, w rzeczywistości przekracza te wyniki o prawie pięć razy.


    Widać ze piszący te artykuły nie mają zbytnio pojęcia jak działa hybryda plugin, która po rozładowaniu akumulatora staje się zwykłą hybrydą a nie jak pisze zwykłym benzynowym samochodem co do tak małej emisji to w instrukcji jest wyraźnie napisane pierwsze 100km...
    Duża część artykułów to przepychanki między zwolennikami i przeciwnikami elektryków a nie rzeczowa techniczna wiedza.
  • #3278
    RomanCitro
    Poziom 14  
    Póki co to ceny wyglądają tak
    Nowe ? - za drogie ( ekonomia zgadza się tylko producentom )
    Używane ? - ryzyko kupienia z bateriami na wykończeniu i mocno zmęczone w mieście.
    Samochody elektryczne. Czy naprawdę są ekologiczne?
    zamiast kupować tak drogie auto, to w przeliczeniu utraty wartości na lata eksploatacji taniej wyjdzie jeździć z wypożyczalni lub taksówką.
    Zalety:
    Z wypożyczalni - biorę auto wglądem potrzeb i upodobań. Brak opłat OC/AC, i napraw.
    Taksówka - nie mam powyższych, nie muszę szukać parkingu, awaria ogumienia i innych elementów nie przeszkadza mi w kontynuowaniu podróży. Wypiję przysłowiowe piwo kiedy mam na to ochotę.
  • #3279
    powgreg
    Poziom 19  
    RomanCitro napisał:
    zamiast kupować tak drogie auto, to w przeliczeniu utraty wartości na lata eksploatacji taniej wyjdzie jeździć z wypożyczalni lub taksówką.
    Zalety:
    Z wypożyczalni - biorę auto wglądem potrzeb i upodobań. Brak opłat OC/AC, i napraw.
    Taksówka - nie mam powyższych, nie muszę szukać parkingu, awaria ogumienia i innych elementów nie przeszkadza mi w kontynuowaniu podróży. Wypiję przysłowiowe piwo kiedy mam na to ochotę.


    A mnie się zawsze wydawało że wypożyczalnia to biznes i wszystkie opłaty są wliczone w cenę najmu + prowizja i podatki a z tego co Ty piszesz to działalność charytatywna...

    Ciekaw jestem ile osób dojeżdża codziennie do pracy taksówką oczywiście taksówkarzy pomijam :wink:
  • #3280
    stasiekb100
    Poziom 25  
    RomanCitro napisał:
    zamiast kupować tak drogie auto, to w przeliczeniu utraty wartości na lata eksploatacji taniej wyjdzie jeździć z wypożyczalni lub taksówką.

    Taniej wyjdzie jak skorzystam kilka razy do roku. A co powiesz jak codziennie trzeba dojechać do pracy? Przecież ten wypożyczony samochód musi stać u mnie cały czas.
  • #3281
    retrofood
    Moderator
    RomanCitro napisał:

    Z wypożyczalni - biorę auto wglądem potrzeb i upodobań. Brak opłat OC/AC, i napraw.
    Taksówka - nie mam powyższych, nie muszę szukać parkingu, awaria ogumienia i innych elementów nie przeszkadza mi w kontynuowaniu podróży. Wypiję przysłowiowe piwo kiedy mam na to ochotę.


    Srutu tutu. Nie ma sobie nawet co głowy zawracać takimi analizami. Po pierwsze, nawet szkół wyższych nie ma w każdej wsi (a już się kilka lat temu wydawało, że tak będzie). Więc w sytuacji kiedy do najbliższej wypożyczalni będzie 200 km, to ja dziękuję, poleżę.
    Po drugie, samochodem u nas jeździ się nawet po bułki, więc tak samo wygląda liczenie na taksówkę.
  • #3282
    vodiczka
    Poziom 43  
    stasiekb100 napisał:
    Taniej wyjdzie jak skorzystam kilka razy do roku. A co powiesz jak codziennie trzeba dojechać do pracy?
    Dokładnie. Chyba dwa lata temu analizowałem koszt wypożyczenia auta tylko na weekendy, pod kątem dojazdu na działkę rekreacyjną i 48 godzinnego postoju auta na działce. Nawet to się nie opłaca, własne auto wychodzi niewiele ale taniej.
    Koleżanka mieszkająca na stałe w Kalifornii, przylatując do Polski raz na 2-3 lata wypożycza auto na Okęciu. Poza przyjazdem do Łodzi, odwiedza rodzinę w Gdyni i robi wypad w góry. Niedawno policzyła, że za pieniądze wydane na wypożyczenie samochodu, kupiłaby nowy średniej klasy i mogłaby go utrzymać w Polsce, użyczając nieodpłatnie komuś z rodziny.

    powgreg napisał:
    Ciekaw jestem ile osób dojeżdża codziennie do pracy taksówką, oczywiście taksówkarzy pomijam
    Żona jeździła codziennie (z powrotem autobusem) by się nie spóźniać. Szybko stowarzyszyła się na postoju taksówek z dwoma babkami które pracowały prawie po sąsiedzku jej miejsca pracy. Płaciła 1/3 ceny kursu. Przejazdy kosztowały ok. 3% jej wynagrodzenia.
  • #3283
    pawelr98
    Poziom 38  
    vodiczka napisał:
    Żona jeździła codziennie (z powrotem autobusem) by się nie spóźniać. Szybko stowarzyszyła się na postoju taksówek z dwoma babkami które pracowały prawie po sąsiedzku jej miejsca pracy. Płaciła 1/3 ceny kursu. Przejazdy kosztowały ok. 3% jej wynagrodzenia.


    Tak samo robiłem w liceum.

    Na 3 osoby taksa wychodzi w sumie nieźle, zwłaszcza jak dogadać się z taksiarzem na stałe kursy i uzyskać zniżkę.
  • #3284
    retrofood
    Moderator
    pawelr98 napisał:
    vodiczka napisał:
    Żona jeździła codziennie (z powrotem autobusem) by się nie spóźniać. Szybko stowarzyszyła się na postoju taksówek z dwoma babkami które pracowały prawie po sąsiedzku jej miejsca pracy. Płaciła 1/3 ceny kursu. Przejazdy kosztowały ok. 3% jej wynagrodzenia.


    Tak samo robiłem w liceum.

    Na 3 osoby taksa wychodzi w sumie nieźle, zwłaszcza jak dogadać się z taksiarzem na stałe kursy i uzyskać zniżkę.

    Szczególnie, że bez rachunków i podatków.

    Dodano po 9 [godziny] 47 [minuty]:

    Cytat:
    Każde miejsce parkingowe na nowych osiedlach ma być przygotowane do ładowania samochodu elektrycznego - tego wymaga UE. To podwyższy koszty budowy garaży i parkingów.

    Dziś, aby ładować swój samochód w podziemnym garażu albo na osiedlowym parkingu, trzeba się nachodzić. Zarządcy osiedla nierzadko przekonują, że instalacja punktu do ładowania wychodzi poza zakres zwykłego zarządu nieruchomością i wysyłają do sąsiadów. Jeśli 50 proc. członków wspólnoty lub spółdzielni się zgodzi, instalację można zakładać. Większość chętnych z góry rezygnuje.

    A z badań Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA) wynika, że 90 proc. użytkowników pojazdów elektrycznych chciałoby mieć możliwość ładowania swojego samochodu w miejscu zamieszkania. Eksperci nie mają z resztą wątpliwości, że to najlepsze rozwiązanie. Prąd do ładowania pobierany jest bowiem głównie nocą i w weekendy, kiedy zapotrzebowanie na energię jest mniejsze.

    Na razie elektryków na polskich drogach jest niewiele – wraz z końcem 2019 roku zarejestrowanych było nieco ponad 10,2 tys. Mieszkańcy domów jednorodzinnych we własnym garażu mogą ładować swoje auta swobodnie. W budynkach wielorodzinnych tylko 2 proc. właścicieli pojazdów elektrycznych ma taką możliwość. Reszta jest skazana na publiczne stacje do ładowania, których na dziś w Polsce jest zaledwie tysiąc. Szanse na ładowanie w czasie godzin pracy mają też rezydenci biurowców, w których dużo łatwiej wynegocjować instalację ładowarki.

    UE chce kabli
    Na ułatwienie dostępu do przydomowego ładowania naciska jednak UE. Zmiany w dyrektywach w sprawie charakterystyki energetycznej budynków i efektywności energetycznej wprowadzają obowiązek wstępnego wyposażania miejsc parkingowych oraz instalowania punktów ładowania. Nowe przepisy będą dotyczyły nowo budowanych budynków mieszkalnych oraz np. biurowców, a także zabudowy poddawanej „generalnemu odnowieniu”, o ile liczba miejsc postojowych jest większa niż dziesięć.

    W biurowcach minimum jedno na pięć stanowisk ma mieć podłączoną infrastrukturę do ładowania. W budynkach mieszkalnych każde z nich musi być wyposażone w kable (lub, jak niektórzy interpretują, tylko kanały na przewody elektryczne) umożliwiające późniejszą instalację punktu ładowania. Jedno jest pewne – to podwyższy koszty budowy i wpłynie na ceny miejsc postojowych lub nawet samych mieszkań. Ministerstwo Infrastruktury szacowało, że koszt instalacji, która może obsłużyć 100 miejsc postojowych, to dodatkowe 25 tys. zł. Polski Związek Firm Deweloperskich uważa te szacunki za zaniżone i podaje swoje: 35-40 tys. zł. Czyli dodatkowe 350-400 zł za jedno miejsce.

    Polska nie wprowadziła przepisów
    Koszty będą zależeć od tego, w jaki sposób rząd potraktuje nowe obowiązki. Zgodnie z dyrektywą od kilku dni jej przepisy powinny być ustawowo wprowadzone w państwach członkowskich. – W ustawie o elektromobilności nie ma słowa o infrastrukturze do ładowania pojazdów elektrycznych w budynkach mieszkalnych ani biurowcach. Był za to projekt rozporządzenia, kompletnie zaprzeczający unijnym założeniom i szkodzący rozwojowi elektromobilności – uważa Andrzej Banaszewski z EVmobility.pl, firmy specjalizującej się w systemach ładowania samochodów elektrycznych.

    Zmuszał on inwestora do zamówienia dodatkowej mocy przyłączeniowej u sprzedawcy energii pozwalającej ładować samochody. Na wszystkich miejscach postojowych, nawet jeśli w najbliższych latach ładowałoby się w garażu tylko kilka samochodów. – O ile dla budynku ze 100 mieszkaniami trzeba zamówić 370-380 kW prądu, o tyle aby sprostać wymaganiom tej propozycji dla 100 miejsc, trzeba by zamówić drugie tyle. To dziś zwyczajnie niemożliwe, bo infrastruktura nie jest na to gotowa. A nawet jeśli by była, deweloper musiałby ponieść ogromne koszty, bo płaci się nie tylko za przyłączenie zakontraktowanej mocy, ale też jej utrzymanie. Nawet gdy nie jest w pełni wykorzystywana – podkreśla ekspert.

    Być może dlatego projekt został zablokowany, ale nowego wciąż nie ma, choć przepisy powinny być wprowadzone od 10 marca. – Wystarczyłoby wyposażyć w infrastrukturę do ładowania kilka procent miejsc postojowych i nawet sprzedawać je jako miejsca dla samochodów elektrycznych po wyższej cenie, np. 35 tys. zamiast 30 tys. zł. Do tego zapewnić jedno ogólnodostępne stanowisko z ładowarką, w której użytkownik płaciłby za tyle prądu, ile zużył. Dziś takie rozwiązania już istnieją – uważa Banaszewski. A kable? Niech są, liczba samochodów elektrycznych będzie rosła.

    Gniazdko i licznik
    Dużo ważniejsze może się jednak okazać uregulowanie przepisów dla pozostałych budynków – nie nowych, ale nie wymagających gruntownego remontu. Ich mieszkańcy już pukają do zarządców z pytaniem o możliwość doprowadzenia instalacji potrzebnej do ładowania. – Na razie mamy pojedyncze zapytania – możliwość ładowania zapewniliśmy dotychczas właścicielom 10 na 15 tys. mieszkań – ale spodziewamy się większego zainteresowania po wprowadzeniu przez rząd dopłat do zakupu pojazdów elektrycznych – nie kryje Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami.

    Mieszkańcy obawiają się szczególnie kłopotu z podziałem kosztów energii w budynku, bo nie wszyscy przecież chcą płacić za to, że ktoś potrzebuje naładować swój samochód na parkingu podziemnym. Prezes Łubiński proponuje mieszkańcom opcję samodzielnego doprowadzenia instalacji do miejsca postojowego na podstawie projektu konserwatora elektrycznego i instalacji indywidualnego gniazdka z licznikiem. Nie trzeba zbierać podpisów sąsiadów. To najprostszy zabieg.

    Bardziej skomplikowane rozwiązania pozwalają rozpoznawać użytkowników i każdemu naliczać opłaty zgodnie ze zużyciem. – Pozwalają też pozostawić moc przyłączeniową budynku bez zmian. Monitorują aktualne obciążenie przyłącza do budynku i przekazują niewykorzystaną moc do zainstalowanych w garażu ładowarek ogólnodostępnych bądź indywidualnych. Prądu wystarcza dla wszystkich – przekonuje Andrzej Banaszewski.

    Czy polski system udźwignie elektryki?
    Rok temu w Polsce funkcjonowało nieco ponad 300 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych, obecnie jest ich nieco ponad tysiąc. Mimo że to wciąż 40 razy mniej niż np. w Holandii, to infrastruktura wzdłuż dróg, na stacjach benzynowych, przy salonach samochodowych czy biurowcach rozrasta się.

    Na dodatek w nowej ustawie o e-mobilności większe samorządy zostały zobowiązane do zwiększenia liczby stacji ładowania. Do końca roku Warszawa powinna mieć ich tysiąc, a inne większe miasta – 200 lub 100 (w zależności od liczby mieszkańców).

    PSPA szacuje, że w 2025 r. liczba punktów do ładowania w Polsce może wzrosnąć do 29,9 tys., a Polacy będą posiadać już 300 tys. aut na prąd. Czy system elektroenergetyczny jest na to gotowy?

    – Nawet jeśli z ładowarek miałby korzystać milion samochodów elektrycznych, to zużyją one w ciągu roku ok. 4 TWh godziny prądu. Nie będzie to zatem miało większego wpływu na globalną konsumpcję energii w Polsce, która dziś wynosi 170 TWh – zauważa prof. Konrad Świrski z Politechniki Warszawskiej.

    Rozbudowa infrastruktury do ładowania może za to okresowo obciążać lokalne sieci dystrybucyjne. – Próba umieszczenia w jednym miejscu dużej liczby stacji do ładowania bez uprzedniej analizy operatora sieci dystrybucyjnej może rodzić problemy. Podejrzewam, że nikt dotąd nie robił kompleksowych badań, jak będzie się zachowywała sieć, gdy w jednym czasie podłączy się do niej 100 czy tysiąc samochodów – przyznaje profesor.

    Odnosi się też do rządowych planów rozbudowy infrastruktury do ładowania w największych miastach. Biorąc pod uwagę brak przygotowania operatorów, należy się spodziewać, że procedury przyłączeniowe mogą trwać miesiącami. – Gdyby miasto, w którym równolegle ma powstać 100 ładowarek, chciało faktycznie dokonać tego do końca roku, wszyscy odpowiedzialni za cały proces musieliby się zająć tylko analizami, projektami i wydawaniem zgód dla punktów przyłączeniowych. W obecnych warunkach rządowe założenia, choć słuszne, są nierealistycznie – uważa prof. Świrski.


    Link
  • #3285
    RomanCitro
    Poziom 14  
    stasiekb100 napisał:
    RomanCitro napisał:
    zamiast kupować tak drogie auto, to w przeliczeniu utraty wartości na lata eksploatacji taniej wyjdzie jeździć z wypożyczalni lub taksówką.

    Taniej wyjdzie jak skorzystam kilka razy do roku. A co powiesz jak codziennie trzeba dojechać do pracy? Przecież ten wypożyczony samochód musi stać u mnie cały czas.

    ostatnio akurat przyjechali do mnie goście i szukali auta na czas pobytu i w wyszukiwarce wypożyczalni była oferta w której auto klasy A; B na 7 dni kosztowało ok dwadzieścia parę złotych za dzień. Przy 7 dniach był rabat że wychodziło tyle samo co za 3 dni. Teraz zerknąłem o np. w warszawie ceny są nawet 2 x większe niż w innych miastach.
    Jakby korzystało się ciągle z jednej taksówki czy wypożyczalni to zapewne byłby rabat indywidualny.
    W roku jest wiele dni w których nie korzysta się z auta, a w rodzinach gdzie są dwa auta to opcja wypożyczalni/taksówki wg. mnie jest zdecydowanie opłacalna. ponieważ bierzesz kiedy potrzebujesz.
    Proste wyliczenie na screnach
    Samochody elektryczne. Czy naprawdę są ekologiczne?
    Samochody elektryczne. Czy naprawdę są ekologiczne?

    koszty eksploatacji auta liczone są po minimum.
  • #3286
    vodiczka
    Poziom 43  
    RomanCitro napisał:
    Proste wyliczenie na screnach
    Liczenie spadku wartości auta po latach raczej nie ma większego sensu. Auto czy jeździ czy stoi, traci na wartości.
    Lepsze jest rozliczenie na przejechane km.
    Zakładasz, że np. przejedziesz autem 200 000 km to 1 km kosztuje cię 50 groszy z tytułu amortyzacji.
    Potem złomujesz a jeżeli uda ci się sprzedać to masz zysk nadzwyczajny. ;)
  • #3287
    pawelr98
    Poziom 38  
    vodiczka napisał:
    RomanCitro napisał:
    Proste wyliczenie na screnach
    Liczenie spadku wartości auta po latach raczej nie ma większego sensu. Auto czy jeździ czy stoi, traci na wartości.
    Lepsze jest rozliczenie na przejechane km.
    Zakładasz, że np. przejedziesz autem 200 000 km to 1 km kosztuje cię 50 groszy z tytułu amortyzacji.
    Potem złomujesz a jeżeli uda ci się sprzedać to masz zysk nadzwyczajny. ;)

    A jak kupisz używany to opłaca się znacznie bardziej.

    Większość wartości już utracił, a jeśli jest jakiś "klasyk" to nawet można zyskać.
    Tak było choćby z Volvo 940.
    Kosztowały 2-3tyś, teraz od 5 w górę.
  • #3288
    RomanCitro
    Poziom 14  
    Przecież tu porównywałem zakup nowego elektryka - a niekupowanie tylko wynajmowanie auta.
    Przyjąłem że będzie kupowane nowe auto elektryczne a nie z odzysku po tych 5 latach z wątpliwym stanem baterii.
    vodiczka napisał:
    Liczenie spadku wartości auta po latach raczej nie ma większego sensu. Auto czy jeździ czy stoi, traci na wartości.

    Dlaczego ? Przecież kupione traci na wartości a wynajęte nie. To dlaczego tego nie liczyć ?
    vodiczka napisał:
    Zakładasz, że np. przejedziesz autem 200 000 km to 1 km kosztuje cię 50 groszy z tytułu amortyzacji.

    a czemu tylko liczysz 50gr z tytułu amortyzacji ? przecież teraz 1km na prądzie jest droższy od 1km na paliwie.
    Cytat:
    Potem złomujesz a jeżeli uda ci się sprzedać to masz zysk nadzwyczajny. ;)

    Chyba że wcześniej padną akumulatory i trzeba będzie złomować po roku od zakupu.
  • #3289
    retrofood
    Moderator
    Ciekawy artykuł. Samochodów mało, a pyłów...
    Cytat:

    W związku z zaleceniami dot. epidemii koronawirusa miasta opustoszały. W dużej mierze dotyczy to też transportu samochodowego. Mimo to zanieczyszczenie powietrza w Warszawie jest ogromne, w wielu miejscach norma jest przekroczona o kilkaset procent.


    Źle wskaźniki wyglądają w Krakowie i okolicach oraz centralnej Polsce (Łódź, Piotrków Trybunalski), ale w Warszawie sytuacja z powietrzem jest naprawdę fatalna. Jak widzimy w aplikacji Airly, normy dla pyłu PM 10 zostały przekroczone o ponad 300 proc. i dotyczy to niemal wszystkich czujników rozmieszczonych w stolicy.
    Dużo gorzej wygląda sytuacja w przypadku cząsteczek pyłu PM 2,5, które przez to, że są mniejsze, wnikają głębiej do płuc i stanowią większe zagrożenie. Tutaj normy przekroczone są o więcej niż 400 proc., a w niektórych miejscach (np. w Śródmieściu) nawet o ponad 500 proc. W zestawieniu miast o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu na stronie iqair.com Warszawa plasuje się na drugim miejscu, tuż za Chiang Mai w Tajlandii i tuż przed Kijowem. Wcześniej w niedzielę Warszawski Alarm Smogowy informował, że w niechlubnym rankingu "zdobyliśmy złoto".

    Samochody elektryczne. Czy naprawdę są ekologiczne?

    Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze cytuje dane European Environment Agency, z których wynika, że w związku ze zmniejszonym ruchem w miastach następuje spadek zanieczyszczenia powierza. Chodzi m.in. o spadek jednego dwutlenku azotu, za którego emisję w większości odpowiada transport. "Mamy zatem sytuację, w której choć poziomy tlenków azotu są niższe, to smog nie znika. Stężenie pyłów może być wciąż wysokie między innymi ze względu na emisje z ciepłownictwa, unos wtórny (pył wzbijany przez przejeżdżające pojazdy - red.) czy niewystarczające mycie ulic oraz brak roślinności przydrożnej" - twierdzi stowarzyszenie.
    W obliczu pandemii koronawirusa większy smog to nie najlepsza wiadomość. Badacze nie od dziś donoszą, że duże zanieczyszczenie powietrza prowadzi do wzrostu ryzyka występowania infekcji górnych dróg oddechowych.


    Link
  • #3290
    vodiczka
    Poziom 43  
    RomanCitro napisał:
    a czemu tylko liczysz 50gr z tytułu amortyzacji
    Liczę przykładowo 50gr/km z tytułu amortyzacji. Nie napisałem, że to są jedyne koszty.
    RomanCitro napisał:
    Dlaczego ? Przecież kupione traci na wartości a wynajęte nie. To dlaczego tego nie liczyć ?
    Licz sobie jak chcesz ale dam ci przykład dwóch identycznych aut zakupionych jako nówki po 100 000 zł:
    Pierwsze w ciągu 5 lat przejechało 150 000 km drugie 50 000 km. Jak sądzisz za ile sprzedasz pierwsze a za ile drugie po upływie 5 lat?
    RomanCitro napisał:
    Z wypożyczalni - biorę auto wglądem potrzeb i upodobań. Brak opłat OC/AC, i napraw.
    W przyrodzie nic nie ginie ;) OC/AC i naprawy masz wliczone w cenę wynajmu.
  • #3292
    RomanCitro
    Poziom 14  
    vodiczka napisał:
    RomanCitro napisał:
    a czemu tylko liczysz 50gr z tytułu amortyzacji
    Liczę przykładowo 50gr/km z tytułu amortyzacji. Nie napisałem, że to są jedyne koszty.
    RomanCitro napisał:
    Dlaczego ? Przecież kupione traci na wartości a wynajęte nie. To dlaczego tego nie liczyć ?
    Licz sobie jak chcesz ale dam ci przykład dwóch identycznych aut zakupionych jako nówki po 100 000 zł:
    Pierwsze w ciągu 5 lat przejechało 150 000 km drugie 50 000 km. Jak sądzisz za ile sprzedasz pierwsze a za ile drugie po upływie 5 lat?
    RomanCitro napisał:
    Z wypożyczalni - biorę auto wglądem potrzeb i upodobań. Brak opłat OC/AC, i napraw.
    W przyrodzie nic nie ginie ;) OC/AC i naprawy masz wliczone w cenę wynajmu.

    No cóż , bez komentarza.