Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Śmierć dysku? Dysk nagle zmarł. Czy naprawa ma sens?

ComR 12 Sty 2018 16:04 345 4
  • #1 12 Sty 2018 16:04
    ComR
    Poziom 3  

    Witajcie,

    Nie po raz pierwszy zdarza mi się, że dysk twardy wykitował, jednak zwykle nie miałem problemów z jego odratowaniem lub naprawa nie miała po prostu sensu. Tym razem jednak spotkałem się z zagadką i ponieważ nie mam pieniędzy, by go zanieść do jakiegoś serwisu, chciałbym zapytać o jedną rzecz, może dwie...

    Dysk działał normalnie i bez zarzutów i nagle, zaczęły się pojawiać od czasu do czasu takie oto "ogłoszenia Windows 7" (cytuję z pamięci) - "Istnieje zagrożenie utraty danych/uszkodzenia dysku - zrób backup danych na dysku E:". Ponieważ jednak nie było żadnych objawów, a dysk działał bez problemów, ignorowałem te ostrzeżenia. Nigdy się z podobnymi nie spotkałem, natomiast komputer o którym mówię z pewnością był pełen wirusów. Byłem w trakcie oczyszczania systemu z "malłerów" i wirusów, więc przekonany byłem, że to robota jakiegoś wirusa. Mimo wyczyszczenia większości systemu (przekonany jestem, że nie zdołałem usunąć wszystkiego - nie było pośpiechu - system działał, jakiś tam antywirus i firewall pracował - tak, wiem, to było głupie). Takie ostrzeżenia dostawałem raz na dwa-trzy dni może? Nagle, któregoś pięknego dnia dysk zniknął. Żadnego błędu, żadnych informacji - dysk zniknął w Win7. Sprawdziłem co mogłem w Win7, sprawdziłem w BIOS'ie - też zniknął. Więc, wymieniłem taśmę, potem wymieniałem taśmę SATA na IDE, zmieniałem także sloty IDE i SATA , wreszcie podłączyłem go przez USB - nic. Ani BIOS ani Windows nie widziały niczego. Próbowałem zatem podłączyć go do innych komputerów i innych systemów, w tym Linux, Win XP i co tam miałem, na wszelkie sposoby - nic. O ile pamiętam jakiś system, staruszek - pokazał w BIOS'ie, że coś jest podłączone, ale błędnie, a próba sformatowania, repartycji itp. nawet w DOS'ie nie powiodła się - niczego nic nie mogło znaleźć.

    Na dysku nie ma żadnych śladów spalenizny, nie było dźwięków świadczących o problemie (mam wrażenie, że dysk był częściej w ruchu niż powinien ("rozruch" co jakiś czas), ale nie zwracałem na to uwagi, ponieważ dysk ten był w ciągłym użyciu.

    Problem dotyczy dysku: Seagate Barracuda ES.2, 1 TB, 7200rpm, SATA (GB1000EAFJL).

    Pytam przede wszystkim dlatego, że większość dysków we wszystkich moich systemach to właśnie Seagate Barracuda, tyle, że w większości 2 TB...

    A Pytanie brzmi:

    Jak mogę sprawdzić co padło (zgaduję, że elektronika) (napięcie? w którym miejscu?) i jeśli to "płytka" czy robota ma sens. Przeglądałem oczywiście sieć i pomysł zakupu spalonego dysku z nadzieją, że płytka działa i zamiana płytek nie bardzo mi się podoba, tym bardziej, że nie mam pewności co zostało uszkodzone. Pal licho dane.

    Z góry dziękuję i Pozdrawiam!
    Bartosz

    0 4
  • #3 12 Sty 2018 19:28
    Kasek21
    Poziom 43  

    ComR napisał:
    Istnieje zagrożenie utraty danych/uszkodzenia dysku - zrób backup danych na dysku E:"

    Więc zapewne nie elektronika.

    Na 99,9% uszkodzenie mechaniczne dysku np.: głowica.

    0
  • #4 12 Sty 2018 19:33
    mati211p
    Specjalista - HDD i odzyskiwanie danych

    To ostrzeżenie o zagrożeniu danych pojawi się zawsze po przekroczeniu którejkolwiek z wartości progowych w SMART dla tzw. atrybutów krytycznych, a jeśli tak działo się już wcześniej tzn, że już wcześniej dysk nadawał się do wymiany jedynie najprawdopodobniej (zawsze należy zerknąć na SMART dysku przy takim komunikacie). Teraz mógł niestety uszkodzić się całkowicie, a bez SMART (w warunkach domowych) nie można powiedzieć nic więcej na temat co mu się stało (szczególnie, że nie słychać też jego zachowania - zgrzyty, piski, klikanie itd.)

    0
  • #5 21 Sty 2018 21:35
    ComR
    Poziom 3  

    Dzięki wielkie. Zrobię jak radzicie, ostatecznie świat się nie zawalił tylko troszkę danych i całkiem fajny dysk. Pozdrawiam!

    0