Cześć Koledzy,
Zdarzyła mi się przykra sprawa i rozważam czy miałem gigantycznego pecha czy może jednak mechanik tak coś spitolił, że doprowadziło
to do uszkodzenia silnika.
W telegraficznym skrócie, żeby nie zanudzić.
Samochód rano odpalał normalnie ale po krótkiej jeździe i postoju zapalał z dużym oporem - jakby uszkodzony rozrusznik - zakręci i nic.
Za którymś razem odpalał ale pewnego pięknego dnia już nie chciał i coś huknęło, czarny dym poszedł z rury i koniec.
Postał sobie kilka godzin po czym znowu zupełnie przyzwoicie odpalił ale już z czarną chmurą ledwie dojechałem do mechanika.
Diagnoza mechanika - paliwo w oleju, uszkodzona uszczelka pod głowicą i zawór egr. Naprawa 1300zł. Zapłaciłem.
Zawór, uszczelka i olej podobno wymieniony. Samochód faktycznie normalnie pracuje. Żadnych czarnych dymów.
W ciągu kolejnych 3 tygodni od naprawy i przejechaniu dosłownie 150-200km takie same objawy. Po krótkiej jeździe problemy z zapaleniem.
Za kolejnym razem znowu coś huknęło, czarny dym z rury i już kaplica - samochód nie daje się uruchomić.
Zlawetowany do mechanika.
Diagnoza ... cóż - pogięty wał korbowy. Silnik do wymiany.
Dlaczego pytam? A bo wcześniej jeździł na rzadkim oleju (z powodu przecieku paliwa) i być może jakieś drobinki dostały
się do cylindrów. Oczywiście niemożliwe to było wcześniej do zdiagnozowania i miałem pecha. Koszt wymiany ok. 4000zł.
Moje pytanie. Czy faktycznie taka mogła być przyczyna uszkodzenia silnika? Czy nie można było tego zdiagnozować za pierwszym
razem? Czy może jednak diagnoza była niewłaściwa albo niepełna i można było uniknąć przykrych następstw?
Pozdrawiam
2kajak2
Jeszcze tylko dodam jeden objaw. Przed tym hukiem silnik wchodził na bardzo wysokie obroty samoistnie - bez dodawania gazu.
Zdarzyła mi się przykra sprawa i rozważam czy miałem gigantycznego pecha czy może jednak mechanik tak coś spitolił, że doprowadziło
to do uszkodzenia silnika.
W telegraficznym skrócie, żeby nie zanudzić.
Samochód rano odpalał normalnie ale po krótkiej jeździe i postoju zapalał z dużym oporem - jakby uszkodzony rozrusznik - zakręci i nic.
Za którymś razem odpalał ale pewnego pięknego dnia już nie chciał i coś huknęło, czarny dym poszedł z rury i koniec.
Postał sobie kilka godzin po czym znowu zupełnie przyzwoicie odpalił ale już z czarną chmurą ledwie dojechałem do mechanika.
Diagnoza mechanika - paliwo w oleju, uszkodzona uszczelka pod głowicą i zawór egr. Naprawa 1300zł. Zapłaciłem.
Zawór, uszczelka i olej podobno wymieniony. Samochód faktycznie normalnie pracuje. Żadnych czarnych dymów.
W ciągu kolejnych 3 tygodni od naprawy i przejechaniu dosłownie 150-200km takie same objawy. Po krótkiej jeździe problemy z zapaleniem.
Za kolejnym razem znowu coś huknęło, czarny dym z rury i już kaplica - samochód nie daje się uruchomić.
Zlawetowany do mechanika.
Diagnoza ... cóż - pogięty wał korbowy. Silnik do wymiany.
Dlaczego pytam? A bo wcześniej jeździł na rzadkim oleju (z powodu przecieku paliwa) i być może jakieś drobinki dostały
się do cylindrów. Oczywiście niemożliwe to było wcześniej do zdiagnozowania i miałem pecha. Koszt wymiany ok. 4000zł.
Moje pytanie. Czy faktycznie taka mogła być przyczyna uszkodzenia silnika? Czy nie można było tego zdiagnozować za pierwszym
razem? Czy może jednak diagnoza była niewłaściwa albo niepełna i można było uniknąć przykrych następstw?
Pozdrawiam
2kajak2
Jeszcze tylko dodam jeden objaw. Przed tym hukiem silnik wchodził na bardzo wysokie obroty samoistnie - bez dodawania gazu.