Tym razem postanowiłem zrecenzować, chiński, a jakże, prosty i tani zarazem testerek akumulatorów zwący się ZB2L3 V2.2. Mimo, że chiński i tani (na dzień dzisiejszy ok. 11PLN u "majfrjendów"), to jest to całkiem użyteczny gadżet, chociaż są oczywiście w sprzedaży znacznie lepsze urządzenia tego typu.
W zestawie otrzymujemy tester oraz dwa rezystory mocy 7,5Ω 5W.
Do zasilania urządzenia potrzebny jest zasilacz dysponujący napięciem 4,5VDC - 6VDC (niedołączony do zestawu) zakończony standardową wtyczką micro USB. Według producenta układ pobiera nie więcej niż 70mA, więc nada się każda ładowarka USB do dowolnego smartfona czy tabletu, a nawet "płaska" bateria 4,5V.
Mój akurat egzemplarz był wadliwy, bo przy pierwszej próbie podłączenia zasilania, odpadło gniazdo USB. W ogóle nie było przylutowane, a trzymało się chyba tylko na zaschniętym topniku. Po poprawnym przylutowaniu gniazda i podłączeniu zasilania, okazało się, że urządzenie pokazuje cały czas napięcie 0.06V, gdy nie jest podłączony żaden akumulator. Pogooglowałem trochę i dowiedziałem się tyle, że nie tylko u mnie występuje takie zjawisko i nie należy się tym przejmować. Po podłączeniu akumulatora, napięcie jest wskazywane poprawnie.
Podstawową wadą tego urządzenia jest, to, że korzysta ze stałego obciążenia rezystancyjnego (w przeciwieństwie do opisywanego niedawno sztucznego obciążenia, mającego możliwość pomiaru pojemności) i co za tym idzie - prąd pobierany z testowanego akumulatora/ogniwa, maleje wraz ze spadkiem napięcia na akumulatorze/ogniwie. A zatem pomiar nie jest do końca dokładny, ale pozwala w miarę dokładnie ocenić kondycję ogniw. Przypominam, że mamy do czynienia z gadżetem za 11PLN.
Jak to działa. Do skrajnych zacisków złącz ARK oznaczonych dużymi literami "R", podłączamy obciążenie, czyli dołączone w komplecie rezystory mocy. Możemy podłączyć jeden lub obydwa w konfiguracji szeregowej bądź też równoległej, zależnie od tego, jaki prąd chcemy osiągnąć.
Środkowe zaciski złącza ARK służą do podłączenia testowanego akumulatora/ogniwa. Należy zwrócić szczególną uwagę na polaryzację, ponieważ układ nie posiada zabezpieczenia przed odwrotnym podłączeniem, a wiadomo, czym to się skończy - 11PLN "w plecy".
Tester działa w zakresie do 15V. Maksymalny prąd wymuszony przez obciążenie nie może przekroczyć 3A. Licznik amperogodzin "wyskalowany" jest do 9999Ah.
Po prawej stronie wyświetlacza widzimy trzy diody LED, opisane jako AH, A i V. Po uruchomieniu testu, zapalają się one po kolei i informują, czego dotyczy aktualny stan na wyświetlaczu siedmiosegmentowym.
Po podłączeniu akumulatora, układ automatycznie wykrywa jego napięcie i "inteligentnie" rozpoznaje rodzaj ogniwa, a następnie dobiera parametry. Czyli gdy podepniemy np. 18650, czyli ogniwo Li_Ion naładowane w zakresie 4,2V-3,75V, to układ bez problemu je rozpozna i "zaproponuje rozładowanie do 3V. Jeśli natomiast podłączymy mocno rozładowane ogniwo Li-Ion albo naładowane "do pełna" LI-Fe, to zobaczymy na wyświetlaczu Error.
Oczywiście, po podłączeniu akumulatora/ogniwa i "wykryciu" go przez to urządzenie, możemy sobie zmienić poziom końcowego napięcia za pomocą przycisków "plus" i "minus".
Gdy ustawimy już pożądany próg napięcia końcowego, naciskamy trzeci przycisk - OK i rozpoczyna się test/pomiar pojemności. Wyniki są wyświetlane na wyświetlaczu, naprzemiennie.
Zmierzone amperogodziny, aktualny pobór prądu pobieranego z ogniwa oraz aktualne napięcie ogniwa.
Po zakończonym pomiarze, czyli w momencie, gdy napięcie na ogniwie/akumulatorze, spadnie do zadeklarowanego na początku poziomu, urządzenie przestaje pobierać prąd testowanego obiektu. Natomiast wyświetlacz "zapamiętuje" zmierzoną wartość i zaczyna dość szybko migać, cały czas ją pokazując.
W przeciwieństwie do poprzedniej wersji urządzenia, która po kilkunastu minutach od zakończenia testu wyłączała się, w przypadku V2.2, można spokojnie zostawić ogniwo na noc i rano odczytać sobie wyniki pomiaru. Nic nam nie zginie.
Przetestowałem tą zabaweczką kilkadziesiąt ogniw 18650 (zanim wszedłem w posiadanie sztucznego obciążenia z pomiarem pojemności). Muszę przyznać, że gadżet ten jest zadziwiająco przydatny, mimo swoich malutkich rozmiarów i braku obudowy.
Aaa, właśnie. Swego czasu, sporo się naszukałem jakiejś obudowy do tego "cacka", ale nic gotowego nie udało mi się znaleźć. Drukarki 3D niestety jeszcze nie posiadam, bo wtedy obudowa nie byłaby problemem.
Teraz jeszcze kilka fotek (przepraszam za "upi.....ny stół").
Uważam, że ze względu na cenę gadżetu, każdy, kto korzysta z akumulatorków pracujących 1,2V poprzez 3,7V ; 6V lub 7,2V, a kończąc na niewielkiej pojemności 12V, powinien mieć takie urządzonko, aby szybko ocenić, czy testowane ogniwo, nadaje się do użytku, czy jednak lepiej mu będzie w kontenerze na zużyte baterie, w towarzystwie jemu podobnych.
Gdyby tylko była dostępna gotowa obudowa, na wymiar
Na koniec jeszcze kilka informacji na temat błędów, które możemy napotkać, zacytowane prosto ze strony "majfrjenda":
"Err1: napięcie akumulatora jest powyżej 15 V
Err2: napięcie akumulatora jest niższe niż zakończenie napięcia
Err3: bateria nie może sobie pozwolić na odporność na obciążenia lub prąd rozładowania linii zbyt wiele
Err4: nadprądowe (prąd przekracza 3.1A)"
Ja widziałem jeszcze "Err0", gdy napięcie akumulatora podłączonego do urządzenia, nie plasowało się w zadeklarowanych wartościach, podejrzewam, że w kolejnych wersjach zostanie to poprawione, bo jak widać, oprogramowanie testerka, jest stale modyfikowane i ulepszane.
Podsumowując. Do przybliżonego testowania ogniw - TAK. Do dokładnego pomiaru pojemności - NIE.
Fajne? Ranking DIY