I znowu jestem moi drodzy. To już kolejny dziś artykuł poświęcony prostej chińskiej zabaweczce do własnego montażu. Tym razem mamy na tapecie "policyjny stroboskop".
Jest to gadżet za sześć i pół polskiego złotego, który podobnie jak opisywana dopiero co elektroniczna klepsydra, nie ma żadnego praktycznego zastosowania. No może gdyby wymienić diody na dozwolone przez prawo kolory, to wyszłaby z tego lampka rowerowa.
Można co najwyżej poćwiczyć obsługę lutownicy. Lutuje się dość ciężko, bo producent nie pobielił punktów lutowniczych, ani niczym ich nie zabezpieczył. Mamy zatem gołą miedź. Chociaż właściwie to nie, bo jest pokryta tlenkami utrudniającymi lutowanie.
Tym razem po zmontowaniu układu pozostały mi cztery diody, ale zabrakło kondensatora elektrolitycznego.
Montaż układu, jak zawsze zaczynamy od najniższych elementów, a kończymy na najwyższych. Ale po kolei. Zobaczmy, co dostajemy w paczuszce:
Mamy zestaw elementów.
Oraz płytkę PCB.
Zwracam Waszą uwagę na rezystory R2 i R3. Nie są one opisane na płytce. Przyczyna jest prosta, odpowiadają one za jasność świecenia diodek. Jako, że diody czerwone wymagają innego prądu niż niebieskie, należy pamiętać o tym szczególe.
Należy też zwrócić uwagę, żeby się nie zagalopować przy obsadzaniu diodek, gdyż dwie z nich są zamontowane "odwrotnie".
W Zestawie otrzymujemy:
1. Wspomnianą płytkę PCB.
2. Nieśmiertelny układ NE555.
3. Układ CD4017BE.
4. Dwa tranzystory S8050(widzę, że majfrendy, pakują je wszędzie gdzie się tylko da).
5. Sześć diod o nieznanym mi oznaczeniu (wyglądają jak zwykłe 1m4148).
6. Klika różnych rezystorów.
7. Kondensator 1uF (którego u mnie zabrakło).
8. Potencjometr montażowy 200kOhm. Do regulacji szybkości błyskania.
9. Układ zasilany jest napięciem 0d 9VDC do 12VDC. Zasilanie podajemy na widoczne goldpiny, których również producent poskąpił.
10. Mamy też dwa razy po dwanaście (ja miałem trzy niebieskie i jedną czerwoną w nadmiarze) dość jasnych diodek.
11. Wymiary płytki wynoszą 94mm x 29mm.
Zmontowany układ.
Płytka posiada perforację i możemy sobie odłamać części z diodami. Są również otwory z padami do przylutowania zasilania, gdy zachciało nam się odłamywać "panele ledowe".
Coś niefotogeniczne te niebieskie błyski.
Teraz kilka filmów.
Podsumowując, jest to kolejny gadżet, dedykowany najmłodszym z początkujących elektroników. Jeśli zamiast niebieskich diodek wlutujemy same czerwone, to możemy mieć tylne światło do roweru. Jeśli białe, to przednie. Można tez wlutować białe i czerwone, a następnie rozłamać płytkę na dwie lub trzy części. Do tego jakaś zmyślna obudowa z transparentnego tworzywa, ewentualnie zalana bezbarwnym klejem lub silikonem i ile mamy radości. Żadna sklepowa lampka rowerowa nie ma płynnej regulacji częstotliwości błysków. Można szpanować na dzielni.
Pozdrawiam.
CMS
Jest to gadżet za sześć i pół polskiego złotego, który podobnie jak opisywana dopiero co elektroniczna klepsydra, nie ma żadnego praktycznego zastosowania. No może gdyby wymienić diody na dozwolone przez prawo kolory, to wyszłaby z tego lampka rowerowa.
Można co najwyżej poćwiczyć obsługę lutownicy. Lutuje się dość ciężko, bo producent nie pobielił punktów lutowniczych, ani niczym ich nie zabezpieczył. Mamy zatem gołą miedź. Chociaż właściwie to nie, bo jest pokryta tlenkami utrudniającymi lutowanie.
Tym razem po zmontowaniu układu pozostały mi cztery diody, ale zabrakło kondensatora elektrolitycznego.
Montaż układu, jak zawsze zaczynamy od najniższych elementów, a kończymy na najwyższych. Ale po kolei. Zobaczmy, co dostajemy w paczuszce:
Mamy zestaw elementów.
Oraz płytkę PCB.
Zwracam Waszą uwagę na rezystory R2 i R3. Nie są one opisane na płytce. Przyczyna jest prosta, odpowiadają one za jasność świecenia diodek. Jako, że diody czerwone wymagają innego prądu niż niebieskie, należy pamiętać o tym szczególe.
Należy też zwrócić uwagę, żeby się nie zagalopować przy obsadzaniu diodek, gdyż dwie z nich są zamontowane "odwrotnie".
W Zestawie otrzymujemy:
1. Wspomnianą płytkę PCB.
2. Nieśmiertelny układ NE555.
3. Układ CD4017BE.
4. Dwa tranzystory S8050(widzę, że majfrendy, pakują je wszędzie gdzie się tylko da).
5. Sześć diod o nieznanym mi oznaczeniu (wyglądają jak zwykłe 1m4148).
6. Klika różnych rezystorów.
7. Kondensator 1uF (którego u mnie zabrakło).
8. Potencjometr montażowy 200kOhm. Do regulacji szybkości błyskania.
9. Układ zasilany jest napięciem 0d 9VDC do 12VDC. Zasilanie podajemy na widoczne goldpiny, których również producent poskąpił.
10. Mamy też dwa razy po dwanaście (ja miałem trzy niebieskie i jedną czerwoną w nadmiarze) dość jasnych diodek.
11. Wymiary płytki wynoszą 94mm x 29mm.
Zmontowany układ.
Płytka posiada perforację i możemy sobie odłamać części z diodami. Są również otwory z padami do przylutowania zasilania, gdy zachciało nam się odłamywać "panele ledowe".
Coś niefotogeniczne te niebieskie błyski.
Teraz kilka filmów.
Podsumowując, jest to kolejny gadżet, dedykowany najmłodszym z początkujących elektroników. Jeśli zamiast niebieskich diodek wlutujemy same czerwone, to możemy mieć tylne światło do roweru. Jeśli białe, to przednie. Można tez wlutować białe i czerwone, a następnie rozłamać płytkę na dwie lub trzy części. Do tego jakaś zmyślna obudowa z transparentnego tworzywa, ewentualnie zalana bezbarwnym klejem lub silikonem i ile mamy radości. Żadna sklepowa lampka rowerowa nie ma płynnej regulacji częstotliwości błysków. Można szpanować na dzielni.
Pozdrawiam.
CMS
Fajne? Ranking DIY
