Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
PCBway
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

eliminacja potrzeby "dobierania" lamp stopni końcowych w pary/kwartety

02 Lip 2018 14:03 1362 16
  • Poziom 4  
    Witam,
    natknąłem się na pewną kwestię, która bardzo mnie zaciekawiła, jednakże nie udało mi się znaleźć zbyt wiele informacji na ten temat w sieci ani na forum, więc postanowiłem poruszyć ten temat tutaj. Może to nie najlepiej sformułowany temat, ale nie wiedziałem jak to lepiej ująć w kilku słowach - w dalszym tekście będzie to sprecyzowane, dość obszernie, ale chciałem dokładnie wytłumaczyć o co mi chodziło:

    Jak wiadomo, w obecnych czasach dość powszechnie stosuje się praktykę dobierania lamp w pary czy kwartety, i używania takich "dobranych" (ang. "matched") par lub kwartetów lamp, przede wszystkim w przeciwsobnych stopniach końcowych (stopniach mocy) wzmacniaczy, w szczególności gitarowych. Wiadomo – lampy, w szczególności te z obecnej produkcji, wykazują pewien rozrzut parametrów, w związku z czym lampy dobiera się tak, aby ich dana para czy kwartet wykazywały w warunkach "statycznych" (przy braku sygnału) ten sam prąd anodowy przy takim samym napięciu siatki sterującej (tzw. "bias"). Niektóre wzmacniacze posiadają specjalnie przeznaczony do tego celu układ regulacji stałego napięcia podawanego na siatki sterujące lamp mocy ("bias adjuster"), pozwalający na dość efektywne "sparowanie" wcześniej "niedobranych" lamp (czasami zdarzają się nawet tego typu układy dla wygody wyposażone we wskaźniki LED). W przypadku innych wzmacniaczy może być zalecane stosowanie wcześniej dobranych par czy kwartetów lamp, co jak wiadomo może skutkować dodatkowymi kosztami (zakup "dobranych" lamp lub zakup większej ilości lamp w celu ich "dobrania"). Ponadto, nawet uprzednio "sparowane" lampy mogą "rozbiegać się" wskutek procesów starzenia i zużycia. Wynika to oczywiście z różnych kwestii, m.in. "kompromisów" poczynionych w projektach wzmacniaczy, redukcji kosztów, "pogorszenia się" jakości lamp z obecnej produkcji względem lamp produkowanych niegdyś przez Philips’a, Valvo, Telefunken, Mullard’a czy innych (nie chcę tu otwierać dyskusji o tym czy jest to prawda czy nie, albo w jakim stopniu jest to prawda, albo n.t. wyższości jednych producentów nad innymi, w każdym razie można uznać że taki pogląd istnieje, zważywszy na ceny lamp NOS Mullard’a czy innych „audiofilskich” producentów), czy innych względów. Jest to też oczywiście bardziej znaczący problem w przypadku stosowania "sztywnego minusa" (ang. fixed bias) zamiast "automatycznego minusa" (ang. cathode bias), jako że "automatyczny minus" pozwala w pewnym stopniu niwelować efekty związane z "niesparowaniem" czy nierównomiernym starzeniem/zużywaniem się lamp (we wzmacniaczach większej mocy, szczególnie gitarowych, stosowanie "sztywnego minusa" wraz z układami "regulacji biasu" jest dość powszechne).
    Oczywiście nie rozwiązuje to kwestii "sparowania" lamp w warunkach "dynamicznych" (przy podawanym sygnale), jako że duża część "testerów" lamp nie umożliwia dokonania pomiarów w takich warunkach – "sparowanie" lamp w warunkach "statycznych" nie gwarantuje ich "sparowania" w rzeczywistych warunkach pracy wzmacniacza. Wymagałoby to "parowania" z pomocą eksperymentalnego wyznaczania charakterystyk każdej z lamp, co raczej nie jest praktykowane, w dodatku wymagałoby posiadania dość specjalistycznego sprzętu. W tym temacie jednakże ta kwestia raczej nie będzie poruszana, zważywszy na fakt iż komercyjnie dostępne "dobrane" pary czy kwartety lamp mocy są "dobrane" raczej jedynie pod kątem "biasu" (w warunkach "statycznych"), i taki stopień "sparowania" uważa się dość powszechnie jako zadowalający, w związku z czym dyskusję w tym temacie ograniczyłbym zasadniczo jedynie do osiągnięcia podobnego poziomu "sparowania" lamp, ignorując tu "sparowanie w warunkach dynamicznych".

    W związku z powyższym, możliwość "wkomponowania" we wzmacniacz układu "automatycznego parowania" lamp, eliminującego potrzebę "regulacji biasu" czy też stosowania "dobranych" zestawów lamp, bez pogorszenia innych parametrów wzmacniacza, byłoby dość atrakcyjna. Tak więc zasadniczym celem byłoby tu uzyskanie "zbalansowanej" pracy wzmacniacza przy zastosowaniu "niedobranych" ("niezbalansowanych") lamp. Coś takiego jest czasem spotykane, chyba najbardziej znanym przykładem są wzmacniacze gitarowe firmy Bugera wyposażone w technologię "Bugera INFINIUM Tube Life Multiplier Technology", które obejmuje system monitorujący stan lamp wzmacniacza mocy, wyświetlający stosowną informację za pomocą diod umieszczonych z tyłu urządzenia, oraz pewien układ niezależnego automatycznego doboru punktów pracy lamp mocy, zaawansowany na tyle, iż Bugera chwali się że można dzięki niemu zaniedbać dobór lamp mocy w dublety czy kwartety, zaniedbać regulację biasu, wymieniać pojedyncze lampy mocy, a nawet stosować jako lampy mocy zamiennie w zasadzie dowolne lampy spośród różnych wersji 6L6, EL34, 5881 i 6550, i to w zasadzie mieszając je w dowolnej kombinacji (!). Poza dostępnymi materiałami promocyjno-marketingowymi, i trudno jest jednak znaleźć jakiekolwiek rzetelne informacje czy schematy, ukazujące w jaki sposób zostało to w rzeczywistości praktycznie rozwiązane (można co najwyżej znaleźć w sieci zdjęcie układu o nazwie "Bugera Q05-00000-62102 Tube CTL1 PCB assembly for 333 XL Infinium", który jest najprawdopodobniej właśnie układem o tych funkcjach; rozwiązanie zapewne dość ciekawe, i mogłoby być bardzo pouczające, niestety nie udało mi się znaleźć jakichkolwiek względnie fachowych treści na ten temat, np. jakiś patentów opisujących to rozwiązanie; poza tym bardziej interesowałoby mnie tu "automatyczne parowanie" lamp tego samego typu niż "parowanie" kombinacji różnych lamp typów EL34 i 6L6, choć oczywiście takie rozwiązanie też jest bardzo praktyczne i pomysłowe).

    Problem "automatycznego parowania" lamp dotyczy oczywiście głównie przeciwsobnych stopni końcowych wzmacniaczy audio, choć może też w pewnym stopniu dotyczyć m.in. rozdzielaczy fazy opartych np. o chyba najpopularniejsze lampy ECC83/12AX7A, jako że obie części triodowe tych lamp mogą być "niesparowane" czy też mogą starzeć/zużywać się nierównomiernie. Dodatkowo, jest to znacznie poważniejszy problem w przypadku nieprodukowanych już typów lamp, takich jak m.in. ECL82 i ECL86 – w przypadku popularnych lamp audio, takich jak 6L6GC/6П3C, 6V6GT/6П6C, EL84/6BQ5/6П14П, EL34/6CA7, 5881, 6550/KT90 można po prostu zakupić "dobrany" zestaw lamp, natomiast zdobycie np. "dobranej pary" lamp ECL86 czy też zdobycie większej liczby lamp ECL86 w celu ich "sparowania" nie jest już wcale takie łatwe, czy wręcz może być niemożliwe.

    Jedyne konkretnie opisane tego typu rozwiązanie udało mi się znaleźć w publikacji/książce C. R. Couch, Designing Vacuum Tube Amplifiers and Related Topics, Eureka, California, 2009.
    eliminacja potrzeby "dobierania" lamp stopni końcowych w pary/kwartety
    Opiera się ono, tak jak w wielu innych przypadkach, na zastosowaniu układu sprzężenia zwrotnego, obejmującego lampy końcowe (mocy) wzmacniacza wraz z (raczej niezbyt kosztownymi) wysokonapięciowymi tranzystorami mocy, i pozwala na "automatyczne balansowanie się" lamp mocy. Zamieszczam opis działania (opis za oryg. publ.: C. R. Couch, Designing Vacuum Tube Amplifiers and Related Topics, Eureka, California, 2009; jak w oryginale po angielsku, nie tłumaczyłem, żeby czegoś nie przekręcić i nie wprowadzać nieporozumień):
    "The control grid must have a negative bias that exceeds the peak input signal voltage (...). If the input signal level exceeds the control grid bias voltage, severe distortion will result and positive grid current will flow, affecting the long–term reliability of the tube; a 12 Ω resistor has been added, in series with the cathode resistance. This resistor will establish the plate current through the tube; the current will be about 50 mA. The transistor added to the circuit controls the current flow through the screen grid bias resistor. If the current increases, the voltage drop across the resistor will lower the screen bias voltage, if the current decreases then the screen voltage will increase. Altering the screen grid voltage will cause the plate current flow to change. The amount of current that the transistor allows to flow through the screen resistor is dependant upon the plate current flowing through the 12 Ω resistor in the cathode circuit. The transistor starts to turn 'on' when the current flow through the 12 Ω resistor causes the voltage to be 600 mV. If the plate current causes a greater voltage drop, the transistor will cause more current to flow through the screen resistor, thus reducing the screen voltage and diminishing the plate current. The 'system' is a closed feedback loop, each element affecting the next, stability is achieved when the voltage drop across the 12 Ω resistor is just adequate to 'turn on' the transistor (about 600 mV); (...) provided that the circuit is properly implemented – both capacitors shown must be included – no problem will be experienced. The loop bandwidth is very low; it has a very slow response time so normal audio signals are unaffected (...). Here’s the implementation in a conventional push–pull amplifier output stage. A stage that includes these feedback loops will not require matched output tubes (...). Note that the above schematic is an example of the bias feedback technique described – it’s not intended to be a functional circuit to be copied and used in any arbitrarily selected amplifier. Solid–state design is a complex process (...). There are serious thermal and reliability considerations associated with this circuit that need to be taken into account as well as considerations of loop stability (...). The point of this particular discussion is that shortcomings of current vacuum tube technology could be alleviated by solid –state devices. This isn’t recommended for experimenters without knowledge of solid–state design."

    Niestety, jak sam autor publikacji dodał, to jest raczej ogólny schemat samej idei takiego postępowania, a nie praktyczne rozwiązanie (w oryg.: "above schematic is an example of the bias feedback technique described – it’s not intended to be a functional circuit to be copied and used in any arbitrarily selected amplifier"). Co więcej, przedstawione wyżej rozwiązanie nie jest aż takie ogólne, stosuje się do tetrod strumieniowych (wiązkowych) i pentod, gdyż, z braku siatki ekranującej, nie daje się ono zastosować w stosunku do triod, a przecież i triody są niekiedy spotykane w stopniach końcowych (np. wzmacniacze niewielkiej mocy z lampami ECC82/12AU7A w przeciwsobnych stopniach końcowych, wzmacniacze z "diabełkami" 6C33C pierwotnie przeznaczonymi do szeregowych stabilizatorów napięcia, czy też różne konstrukcje dla "audiofilów-purystów" z "mumiami" typu 300B; przy czym to pierwsze jest najbardziej interesujące ze względu na zastosowanie popularnych nowalowych podwójnych triod małej mocy, mogących służyć m.in. także jako rozdzielacze czy inwertery fazy; poza tym "audiofile-puryści" raczej zjeżyliby się na samą myśl o wstawieniu tranzystorów w układ wzmacniacza), przez co atrakcyjniejszym byłoby jakieś rozwiązanie bazujące na "biasie" siatek sterujących zamiast ekranujących.

    W związku z powyższym, chciałbym zapytać, czy zetknął się już ktoś kiedyś może z tego typu rozwiązaniami, albo wiedział "jak to się robi". Bo być może już ktoś kiedyś coś takiego wymyślił/zaprojektował, i nie warto "wyważać otwartych drzwi" i silić się na coś nowego (przy czym chyba lepsze byłoby coś względnie prostszego i pomysłowego, niż całkowicie zaprojektowany do tego celu specjalistyczny układ, taki jaki robi Bugera). Jakieś proste praktyczne konstrukcje np. z pokrętłem do "wyrównoważania", niewymagające przy tym dodatkowego sprzętu, też nie są złe, ale lepsze byłoby coś "automatycznego"/"bezobsługowego". No chyba że w ogóle nie warto się w to bawić...
  • PCBway
  • Poziom 37  
    zgubiłem się filozoficznie:
    a) albo lampa ze swoimi problemami, zniekształceniami, niewiadomą (inaczej gra początek koncertu, inaczej potem) jest "the best", i zgadzamy się.
    A już rzekomy audiofilizm z lampą to szczyt schizofrenii (jeszcze proponuję bluetootha dołączyć), to już zwolennicy płaskiej Ziemi są bardziej logiczni.
    b) albo realizacja w półprzewodnikach
  • PCBway
  • Poziom 32  
    Od niepamiętnych czasów budowało się monofoniczne lampowe wzmacniacze PP oraz lampowe wzmacniacze stereofoniczne SE bez dobierania lamp w pary, jak również lampowe stereofoniczne wzmacniacze PP bez dobierania lamp w kwadry. Dobieranie elementów wzmacniających zaczęto dopiero stosować we wzmacniaczach tranzystorowych PP, zwłaszcza z germanowymi tranzystorami stopowymi cechującymi się mało powtarzalnym procesem produkcyjnym, a tym samym dużym rozrzutem parametrów. Nawet jednak tam nie widziano potrzeby dobierania jednakowych elementów dla dwóch kanałów wzmacniacza stereo, a tym samym nie dobierano tranzystorów końcowych w kwadry. Nowocześniejsze tranzystory krzemowe produkowane bardziej precyzyjnymi technologiami (epitaksjalno-planarną lub epitaksjalnej bazy) często pakowano we wspólną torebkę po kilkadziesiąt sztuk tranzystorów o zbliżonych parametrach, lub dwie osobne w przypadku tranzystorów komplementarnych i sprzedawano pary biorąc dowolny tranzystor z jednej torebki i dowolny z drugiej. I taki uproszczony proces parowania zwykle wystarczał.
    Dobieranie lamp w pary i kwadry - to już maniera audiofilska. Celowe może okazać się jedynie dobieranie lamp używanych, mogących cechować się różnym stopniem zużycia, oczywiście bardzo uproszczone, ograniczające się do sprawdzenia prądu anodowego w standardowych warunkach pracy (np. poprzez wstawienie badanej lampy ECL86 do dowolnego odbiornika lub wzmacniacza w którym taka lampa była stosowana). Ale audiofile dali się już ogłupić do tego stopnia że stosują lampy dobrane w pary (i kwadry w przypadku wzmacniaczy dwukanałowych) nawet we wzmacniaczach SE z równoległym połączeniem lamp, co już samo przez się jest technicznym nonsensem, bowiem te same lampy w konfiguracji PP dostarczą większej mocy przy mniejszych zniekształceniach i mniejszych gabarytach transformatorów wyjściowych. Sławetny Florek na warszawskim Wolumenie oferował nawet "parowane"... śmieciowe transformatory TG2,5-1-666 wymontowane ze starych telewizorów.
    Tak więc szkoda fatygi i dalszej dyskusji na temat wynalazków w postaci tranzystorów zaśmiecających układy lampowe, rzekomo z chęci uniknięcia parowania lamp. Jedno i drugie jest najzupełniej zbyteczne.
  • Admin Grupy Retro
    Tomek Janiszewski napisał:
    Dobieranie lamp w pary i kwadry - to już maniera audiofilska.

    Polemizowałbym. W przypadku lamp cechujących się dużymi rozrzutami, jak 6S33S, również masz to samo zdanie?
    Tomek Janiszewski napisał:
    Ale audiofile dali się już ogłupić do tego stopnia że stosują lampy dobrane w pary (i kwadry w przypadku wzmacniaczy dwukanałowych) nawet we wzmacniaczach SE z równoległym połączeniem lamp, co już samo przez się jest technicznym nonsensem, bowiem te same lampy w konfiguracji PP dostarczą większej mocy przy mniejszych zniekształceniach i mniejszych gabarytach transformatorów wyjściowych.

    Nonsensem jest ten fragment. Najpierw zaprzeczasz, że parowanie lamp jest w ogóle bez sensu, potem że układ równoległy SE jest bez sensu bo lepszy jest PP, czyli jest to wtrącenie niezwiązane w ogóle z tematem.

    Tomek Janiszewski napisał:
    Nawet jednak tam nie widziano potrzeby dobierania jednakowych elementów dla dwóch kanałów wzmacniacza stereo, a tym samym nie dobierano tranzystorów końcowych w kwadry. Nowocześniejsze tranzystory krzemowe produkowane bardziej precyzyjnymi technologiami (epitaksjalno-planarną lub epitaksjalnej bazy) często pakowano we wspólną torebkę po kilkadziesiąt sztuk tranzystorów o zbliżonych parametrach, lub dwie osobne w przypadku tranzystorów komplementarnych i sprzedawano pary biorąc dowolny tranzystor z jednej torebki i dowolny z drugiej. I taki uproszczony proces parowania zwykle wystarczał.

    Jednak lampy są wytwarzane w innej technologii niż tranzystory.


    Sterowanie średnim prądem katody za pomocą pomiaru spadku napięcia na rezystorze katodowym i regulacja napięciem polaryzującym siatkę sterującą może być ciekawym eksperymentem.
  • Poziom 32  
    Futrzaczek napisał:
    Polemizowałbym. W przypadku lamp cechujących się dużymi rozrzutami, jak 6S33S, również masz to samo zdanie?

    Oczywiście, ponieważ są to lampy zaprojektowane do pracy w zasilaczach, cechujące się niepraktycznie małym µ. Co z tego że dzięki małemu µ i tym samym małej impedancji wewnętrznej pozwalają osiągnąć sporą jak na triody sprawność skoro trudno je wysterować z przedwzmacniacza bez stosowania napięcia zasilania wyższego niż napięcie zasilania stopnia końcowego? Czyli samo już pchanie na siłę tych lamp do końcówek mocy należy uznać za manierę audiofilską :twisted:
    Cytat:
    Tomek Janiszewski napisał:
    Ale audiofile dali się już ogłupić do tego stopnia że stosują lampy dobrane w pary (i kwadry w przypadku wzmacniaczy dwukanałowych) nawet we wzmacniaczach SE z równoległym połączeniem lamp, co już samo przez się jest technicznym nonsensem, bowiem te same lampy w konfiguracji PP dostarczą większej mocy przy mniejszych zniekształceniach i mniejszych gabarytach transformatorów wyjściowych.

    Nonsensem jest ten fragment. Najpierw zaprzeczasz, że parowanie lamp jest w ogóle bez sensu, potem że układ równoległy SE jest bez sensu bo lepszy jest PP, czyli jest to wtrącenie niezwiązane w ogóle z tematem.

    Nie rozumiem co masz na myśli. Napisałem że nonsensem jest już układ równoległy SE, a co dopiero parowanie lamp dla takiego układu.
    Cytat:
    Jednak lampy są wytwarzane w innej technologii niż tranzystory.

    I dlatego w książkach i publikacjach z okresu gdy technika półprzewodnikowa dopiero raczkowała przedstawiano rozliczne wady tranzystorów, które stały na przeszkodzie w całkowitym wyparciu przez nie lamp, nawet w sprzęcie domowym. Obok trudności w uzyskaniu mocy większej niż pojedyncze waty, niemożnością pracy przy większych częstotliwościach (np. telewizyjnych), dramatyczną wręcz wrażliwością na zmiany temperatury (co miało dyskwalifikować tranzystory w... odbiornikach samochodowych 8-O ) jednym tchem wymieniano ogromne, wręcz kilkusetprocentowe rozrzuty parametrów wynikające z procesów produkcyjnych. Częściowo pozostało to aktualne do dziś, wszak różnice wzmocnień między grupami A, B, C, lub 6, 10, 16, 25 wynikają właśnie z rozrzutów produkcyjnych. Tyle że w międzyczasie nauczono się budować układy tranzystorowe mało wrażliwe na zmiany parametrów tranzystora, a już zwłaszcza bety. W przeciwieństwie do tranzystorów lampy były uważane za elementy niemal idealnie powtarzalne, potrafisz np. przytoczyć schemat prostego wzmacniacza SE na ECL82 lub EL84 w którym przewidziano indywidualne ustawianie prądu anodowego potencjometrem montażowym w obwodzie katody? A przecież te lampy (w gramofonach lub radioodbiornikach) zwykle pracowały na granicy dopuszczalnej mocy strat!
    Cytat:
    Sterowanie średnim prądem katody za pomocą pomiaru spadku napięcia na rezystorze katodowym i regulacja napięciem polaryzującym siatkę sterującą może być ciekawym eksperymentem

    To zadanie realizuje już sam rezystor katodowy zbocznikowany kondensatorem, i jakoś nie zachodziła dotąd potrzeba wspomagania powstającego w ten sposób ujemnego sprzężenia zwrotnego jeszcze jakimś dodatkowym wzmacniaczem, a już zwłaszcza tranzystorowym, jak to przytoczono w pierwszym poście. Z tym tylko że tam steruje się napięciem siatki drugiej a nie pierwszej, z czym wiążą się konkretne straty mocy w tranzystorze regulacyjnym oraz rezystorze szeregowym zasilającym siatkę. Niech zatem ten wynalazek lepiej pozostanie już w fazie eksperymentu. :oops:
  • Admin Grupy Retro
    Tomek Janiszewski napisał:
    Co z tego że dzięki małemu µ i tym samym małej impedancji wewnętrznej pozwalają osiągnąć sporą jak na triody sprawność skoro trudno je wysterować z przedwzmacniacza bez stosowania napięcia zasilania wyższego niż napięcie zasilania stopnia końcowego? Czyli samo już pchanie na siłę tych lamp do końcówek mocy należy uznać za manierę audiofilską

    Audiofilizm to Twoja teoria, którą tutaj (i nie tylko tutaj) na siłę dokładasz. Można te lampy zastosować w końcówce mocy, a z racji dużych rozrzutów ich parametrów należy je wstępnie wyselekcjonować. Podobnie jest z 6N13S i innymi lampami "zasilaczowymi".
    Weź jeszcze pod uwagę, że nie każdy ma dostęp do jednakowych lamp - czasem są to zbieraki, każdy z innej wsi, więc ich dobranie wcale nie jest zbędne.
    Tomek Janiszewski napisał:
    W przeciwieństwie do tranzystorów lampy były uważane za elementy niemal idealnie powtarzalne, potrafisz np. przytoczyć schemat prostego wzmacniacza SE na ECL82 lub EL84 w którym przewidziano indywidualne ustawianie prądu anodowego potencjometrem montażowym w obwodzie katody?

    Tak bardzo powtarzalne, że w układzie BISa105 zastosowano regulację prądu spoczynkowego dla obu par lamp oddzielnie chociaż, Twoim zdaniem, jest ona zbyteczna. Wszak pary i kwartety to jest wymysł, wystarczy wsadzić lampy w podstawki i wszystko zadziała :)
    Tomek Janiszewski napisał:
    To zadanie realizuje już sam rezystor katodowy zbocznikowany kondensatorem

    Niestety, dla zajeżdżonych lamp słabo zdaje egzamin, a może da się w ten sposób przywrócić do życia lampy pozornie wyeksploatowane?
    Tomek Janiszewski napisał:
    Z tym tylko że tam steruje się napięciem siatki drugiej a nie pierwszej, z czym wiążą się konkretne straty mocy w tranzystorze regulacyjnym oraz rezystorze szeregowym zasilającym siatkę. Niech zatem ten wynalazek lepiej pozostanie już w fazie eksperymentu.

    Czemu? To może być ciekawy eksperyment. Tranzystorek wysokonapięciowy nie kosztuje wiele.
    Tomek Janiszewski napisał:
    Napisałem że nonsensem jest już układ równoległy SE, a co dopiero parowanie lamp dla takiego układu.

    Zaprzeczasz idei układu równoległego SE (którą to kampanię prowadzisz wszędzie tam, gdzie się da) w miejscu, gdzie dyskutujemy o czymś innym ;)
  • Specjalista - urządzenia lampowe
    Tomek Janiszewski napisał:

    skoro trudno je wysterować z przedwzmacniacza bez stosowania napięcia zasilania wyższego niż napięcie zasilania stopnia końcowego?

    Ale tylko dla ciebie. Bo dla kogoś kto wdział charakterystyki anodowe połówki E88CC, lub nawet ordynarnej EF184 w połączeniu triodowym, to pryszcz.
  • Poziom 32  
    OTLamp napisał:
    Tomek Janiszewski napisał:

    skoro trudno je wysterować z przedwzmacniacza bez stosowania napięcia zasilania wyższego niż napięcie zasilania stopnia końcowego?

    Ale tylko dla ciebie. Bo dla kogoś kto wdział charakterystyki anodowe połówki E88CC, lub nawet ordynarnej EF184 w połączeniu triodowym, to pryszcz.

    Pod warunkiem że ten ktoś zastosuje Ra dla triody końcowej kilkakrotnie większą od jej ρa, godząc się tym samym ze spadkiem otrzymywanej mocy. Gdy zastosuje optymalną pod tym względem Ra=2ρa to wzmocnienie będzie dużo mniejsze niż µ wynoszące dla triod stabilizacyjnych niewiele ponad 2 i nie przekroczy 1,5. W tych warunkach nawet E88CC sobie nie poradzi, chyba że zastosuje się dla niej obciążenie dławikowe, i zakładając ze lampa zaprojektowana do pracy w kaskodzie a więc przy standardowym Ua=90V i mająca dopuszczalne Ua=220V (chyba że obniży się moc strat w anodzie z 1,8 do 0,8W, wtedy można zwiększyć Ua do 250V ale nie jest to wygodne ponieważ trzeba wtedy zwiększyć Ra bocznikujący dławik a tym samym i jego indukcyjność) nie zużyje się nadmiernie szybko. Wreszcie pozostaje możliwość w postaci sterującego stopnia transformatorowego, ale wówczas zysk w postaci małych zniekształceń końcowej triody (w konfiguracji SE zresztą problematycznty) idzie się kichać. No ale zawsze można odpuścić sobie i transformator, i pełne wysterowanie triody końcowej i zadowolić się marnymi pojedynczymi watami jakie i pierwsza z brzegu PCL86 by wydoliła, za to mając satysfakcję z posiadania wzmacniaczs na audiofilskich lampach :twisted:
  • Specjalista - urządzenia lampowe
    Tomek Janiszewski napisał:

    Pod warunkiem że ten ktoś zastosuje Ra dla triody końcowej kilkakrotnie większą od jej ρa,

    I właśnie dla tej lampy w klasie A optymalne Ra to około 600 Ω, czyli nawet 6ρa, więc twoje dalsze wywody są zupełnie nie na temat. Chłopie, pokaż coś wreszcie na charakterystykach bo jak na razie to tylko ejakulujesz wszędzie swoimi niestworzonymi teoriami wysnutymi z domysłów, a nie doświadczenia i rzetelnej wiedzy inżynierskiej. W podanych warunkach 6C33C dostarcza mocy wyjściowej w granicach 15-18 W ( przy mocy traconej w anodzie bez wysterowania nie większej niż 50 W) i potrzebuje do tego amplitudy 80 V. Taką amplitudę bez problemu dostarczy E88CC, daruję sobie tym razem wykazanie tego na charakterystykach, bo jak zwykle się do nich nie odniesiesz tylko zamilkniesz na jakiś czas, po czym znów w kolejnych tematach zaczniesz ejakulować swoimi teoriami.
  • Poziom 32  
    Futrzaczek napisał:
    Można te lampy zastosować w końcówce mocy, a z racji dużych rozrzutów ich parametrów należy je wstępnie wyselekcjonować. Podobnie jest z 6N13S i innymi lampami "zasilaczowymi".

    Ale po co je w ogóle tam stosować? Z pobudek adiofilskich? Jest przecież tyle interesujących, nieodkrytych jeszcze układów na tradycyjnych pentodach/tetrodach strumieniowych. Na przykład QUAD 1:1 mający dzięki takiemu podziałowi obciążenia między anody i katody wszelkie pozytywne cechy Circlotrona, przy zasilaniu z pojedynczego umasionego źródła napięcia anodowego. Sterowany przez również powszechnie ceniony inwerter Williamsona. A jak tego mało - można dołożyć mu jeszcze UL. Masz nadzieję że prymitywny triodowy układ SE bez USZ będzie od niego pod jakimkolwiek względem lepszy?
    Cytat:
    Weź jeszcze pod uwagę, że nie każdy ma dostęp do jednakowych lamp - czasem są to zbieraki, każdy z innej wsi, więc ich dobranie wcale nie jest zbędne.

    Z takimi lampami postępuję jak niżej, na przykładzie ECL86, rzadko już spotykanymi jako NOS. Wstawiam każdą z nich do sprawnego, i używanego niekiedy "Kankana". Po rozgrzaniu mierzę prąd anodowy (w najprostszy, niedokładny sposób, zwierając na chama miliamperomierzem uzwojenie anodowe TG) Te które wykażą prąd wyraźnie mniejszy niż 30mA (np. 25mA lub mniej) uznaję za częściowo zużyte, i z miejsca dyskwalifikuję w roli lamp do wzmacniacza PP. Zostawiam je natomiast jako zapasowe do radia, bo tam i tak ich moc wykorzystywana jest w niewielkim stopniu, a w układzie SE nie ma się co rozjechać. Większość jednak lamp wykazuje Ia=30mA lub nieco więcej, i te uznaję za przydatne. Jak mi się jeszcze chce - staram się dobrać identyczne, zważywszy że ten wzmacniacz ma polaryzację z ogólnym minusem, a więc wspólną dla wszystkich czterech ECL86.
    Cytat:
    Tak bardzo powtarzalne, że w układzie BISa105 zastosowano regulację prądu spoczynkowego dla obu par lamp oddzielnie

    A dlaczego w takim razie dla par a nie każdej z osobna?
    Cytat:
    chociaż, Twoim zdaniem, jest ona zbyteczna.

    W W-600f uznali że jest zbyteczna, mimo że tam lampy EL84 pracowały nie tylko z polaryzacją sztywną (a więc bez jakiejkolwiek stabilizacji, nawet ułomnej jak to jest przy ogólnym minusie) ale i nieco powyżej granicznego katalogowego Ua=300V.
    Cytat:
    Wszak pary i kwartety to jest wymysł, wystarczy wsadzić lampy w podstawki i wszystko zadziała :)

    Widać jednak działało. Trochę lat jednak mam, i pamiętam, a raczej nie przypominam sobie aby sklepy obok pojedynczych EL84 oferowały te same lampy dobrane w pary i kwartety. Mimo że doskonale pamiętam parowane tranzystory: germanowe Tegespiątki i Tegespięćdziesiątki pakowane w tekturowe podłużne pudełeczka, 2×ADP670 zaspawane w indywidualne foliowe torebeczki, wreszcie krzemowe BD354/355 sprzedawane tym razem jak leci, z dwóch osobnych torebek, mimo że i one były określane jako pary.
    Cytat:
    Niestety, dla zajeżdżonych lamp słabo zdaje egzamin, a może da się w ten sposób przywrócić do życia lampy pozornie wyeksploatowane?

    Do życia może i da się przywrócić, ale co to za życie? :( Jak trafi się wyeksploatowana lampa, w warunkach katalogowych wykazująca prąd mniejszy niż należało oczekiwać, to się zmniejsza ujemny potencjał siatki na tyle aby spoczynkowy prąd anodowy wrócił do normy (ręcznie albo za pomocą automatycznie przy użyciu tranzystora z którym takie nadzieje wiążesz), ale co będzie dalej? Taka lampa w szczycie wysterowania, a więc przy napięciu siatki pierwszej zbliżonym do zera będzie nadal miała mniejszy prąd niż lampa pełnosprawna w tych samych warunkach. I całkiem prawdopodobne że różnica będzie jeszcze większa niż w przypadku prądu spoczynkowego, ponieważ ograniczona emisja katody da o sobie znać jeszcze silniej. A dalej już się napięcia na siatce zwiększyć nie da, z uwagi na pojawienie się prądu siatkowego. Więc może jeszcze jeden tranzystorek, niekoniecznie nawet wysokonapięciowy użyty jako wtórnik pozwalający forsować prąd anodowy dodatnim napięciem siatki? :shii:
    Cytat:
    Czemu? To może być ciekawy eksperyment. Tranzystorek wysokonapięciowy nie kosztuje wiele.

    Zdychająca lampa na pewno nie będzie szczęśliwa również wtedy gdy będzie się z niej próbowało wyciskać oczekiwany prąd anodowy podwyższeniem napięcia Ug2. Zaskutkuje to podwyższeniem napięcia "kolana" w wyniku przedwczesnego wchodzenia w zakres dopływu powrotnego z czym wiąże się wzrost prądu ekranu kosztem prądu anodowego. Rezultatem będzie szybki wzrost prądu ekranu wraz z wysterowaniem, a tym samym niebezpieczeństwo przeciążenia tej siatki, tym bardziej że i napięcie na niej zostało nienormalnie zwiększone. No i co to za układ "lampowy" zaśmiecony nawet trzema już tranzystorami przypadającymi na jedną lampę? W BISie przynajmniej tranzystory robiły swoje, nie ingerując w pracę lamp.
    Cytat:
    Zaprzeczasz idei układu równoległego SE (którą to kampanię prowadzisz wszędzie tam, gdzie się da) w miejscu, gdzie dyskutujemy o czymś innym ;)

    Ja dyskutuję o czymś innym, a Ty to już nie? 8-O To przecież Ty wyjechałeś z diabłami i innymi triodami zasilaczowymi, podczas gdy Autor prezentował układ przydatny tylko do pracy z lampami wyposażonymi w siatkę ekranującą! :P :wink:

    Dodano po 41 [minuty]:

    Tomek Janiszewski napisał:

    I właśnie dla tej lampy w klasie A optymalne Ra to około 600 Ω, czyli nawet 6ρa, więc twoje dalsze wywody są zupełnie nie na temat. Chłopie, pokaż coś wreszcie na charakterystykach

    Przejrzałem dane tej lampy ( http://www.mif.pg.gda.pl/homepages/frank/sheets/018/6/6S33S.pdf ) i jeżeli jej nachylenie może wykazywać niemal 100% rozrzut, dla ρa zaś podaje się tylko maksymalną wartość - to nie podejmuję się dalej kategoryczne oceniać jej właściwości w układzie wzmacniacza. Zasilacz, z wtórnikiem katodowym w roli elementu wykonawczego będzie bez komplikacji działał bez względu na to jaka lampa się trafi, ale żeby wzmacniacz przeciwsobny działał w miarę normalnie, to chyba jednak należałby dobierać lampy, kierując się bynajmniej nie prądem anodowym w jednym wybranym punkcie pracy lecz kształtem całej rodziny charakterystyk, które wobec aż takich rozrzutów Sa (zupełnie jakby różne firmy te lampy produkujące a może nawet jedna firma na kilku stanowiskach miała różne sztance do wyrobu takich detali jak siatki, rurki katodowe, mostki etc) mogą w istocie okazać się lampami zupełnie różnych typów. Pewnie i wśród niezliczonej mnogości lamp jakie częściej lub rzadziej a niekiedy wręcz unikatowo przewijały się przez stopnie mocy w fabrycznym sprzęcie (PL81, EL82, PL83, EL84, EL86, EL95, EL34, E130L, PL500, ECL82, PCL84, ECL86, ELL80, UBL21 etc) dałoby się znaleźć takie lampy różnych typów które przy jednej wybranej wartości Ua, Ug2 i Ug1 miałby identyczne Ia, mimo że pozostałe parametry byłyby zupełnie różne. Obecnie na podstawie danych przytocznonych wyżej a pochodzących z karty katalogowej producenta trudno określić nawet rozrzuty wartości µ w tych lampach (tego parametru nie podano bezpośrednio), jakie może to mieć konsekwencje gdyby natrafić na dwie krańcowo różniące się sztuki, i to wcale niekoniecznie w jednym stopniu PP lecz nawet w jednym wzmacniaczu SE, czy będzie działał poprawnie po wymianie jednej lampy 6C33C na drugą. Historia sowieckiej techniki zna kurioza jeszcze ciekawsze, choćby w postaci "usilitielnych" tranzystorów serii Π302÷306A. Te krzemowe stopowe(!) tranzystory pnp mają moc strat sięgającą aż 10W ale jak ją sensownie wykorzystać skoro maksymalne napięcie kolektor-emiter nie wykracza poza zupełnie standardowe 40-80V w zależności od typu, natomiast już ich rezystancja w nasyceniu sięga... 30Ω. Czyli przy prądzie kolektora 0,2A mamy już napięcie nasycenia 6V! :D Ale jak kto chce się w tym babrać , czy to w diabłach czy to w tak niewydarzonych petach - powodzenia!
  • Specjalista - urządzenia lampowe
    Tomek Janiszewski napisał:

    Ale po co je w ogóle tam stosować? Z pobudek adiofilskich?

    Choćby ze względów estetycznych, łatwej dostępności i niskiej ceny.

    Tomek Janiszewski napisał:

    Jest przecież tyle interesujących, nieodkrytych jeszcze układów na tradycyjnych pentodach/tetrodach strumieniowych. Na przykład QUAD 1:1 mający dzięki takiemu podziałowi obciążenia między anody i katody wszelkie pozytywne cechy Circlotrona, przy zasilaniu z pojedynczego umasionego źródła napięcia anodowego. Sterowany przez również powszechnie ceniony inwerter Williamsona. A jak tego mało - można dołożyć mu jeszcze UL. Masz nadzieję że prymitywny triodowy układ SE bez USZ będzie od niego pod jakimkolwiek względem lepszy?


    No to zrób w końcu, pokaż, pomierz, zamiast teoretyzować. A ja zrobię po swojemu na 6N13S i będzie miał znacznie lepsze parametry jakościowe. Założysz się?



    Tomek Janiszewski napisał:

    Przejrzałem dane tej lampy ( http://www.mif.pg.gda.pl/homepages/frank/sheets/018/6/6S33S.pdf ) i jeżeli jej nachylenie może wykazywać niemal 100% rozrzut, dla ρa zaś podaje się tylko maksymalną wartość - to nie podejmuję się dalej kategoryczne oceniać jej właściwości w układzie wzmacniacza.

    A czego się spodziewałeś po lampie o średnim nachyleniu 40 mA/V? Dla 6S33S-W jest to (40±10) mA/V. A np. dla 6Ż32P (odpowiednik EF86) (1,4 - 2,6) mA/V. I co ty na to? Dla 6N2P tylko nieco lepiej. Myślisz, że typy europejskie mają lepiej? W ich przypadku dla lamp normalnych po prostu nie podaje się tych przedziałów. Za to podaje sie dla typów niezawodnych i tak np. dla EF806S jest to (1,6 - 2,4) mA/V. Gdyby zachować te same proporcje dla 6S33S, byłoby to (32-48) mA/V i akurat tyle ma najlepsza wersja - 6S33S-WR
  • Poziom 32  
    OTLamp napisał:
    [Choćby ze względów estetycznych, łatwej dostępności i niskiej ceny.

    Wszystkie te wymagania spełnia lampa PL841 uważana za śmieciówkę z powodu nietypowego żarzenia, a która szczególnie dobrze nadaje się do zastosowania w układzie jaki proponowałem z uwagi na wysoką wytrzymałość izolacji katoda-grzejnik co umożliwia żarzenie wszystkich 4 lamp z jednego umasionego uzwojenia, zamiast stosowania 4 izolowanych uzwojeń dla każdej z lamp.
    Cytat:
    No to zrób w końcu, pokaż, pomierz, zamiast teoretyzować. A ja zrobię po swojemu na 6N13S i będzie miał znacznie lepsze parametry jakościowe. Założysz się?

    No i czego to ma dowodzić? Komu uda się zrobić większy i droższy transformator? Ja się na takie współzawodnictwo w szafowaniu stalą i miedzią nie piszę. Mam upatrzony karkas, rdzeń i obejmę, na razie brakuje czasu aby to spętać. Ale jak zrobię, to na pewno się pochwalę, Cbyba że ktoś wyrazi zainteresowanie i zechce zrobić przede mną, wtedy chętnie podpowiem.
    Cytat:
    A czego się spodziewałeś po lampie o średnim nachyleniu 40 mA/V? Dla 6S33S-W jest to (40±10) mA/V. A np. dla 6Ż32P (odpowiednik EF86) (1,4 - 2,6) mA/V. I co ty na to? Dla 6N2P tylko nieco lepiej.

    Porównujesz lampę mocy z lampami do stopni wstępnych w których punkty pracy są mało krytyczne i do tego jeszcze zwykle stosuje się lokalne sprzężenie stałoprądowe na rezystorach katodowych? Dlaczego nie porównywałeś diabła z lampami takimi jak EL84, ECL86? One też mają kilkudziesięcioprocentowe rozrzuty nachylenia?
  • Specjalista - urządzenia lampowe
    Tomek Janiszewski napisał:
    Wszystkie te wymagania spełnia lampa PL841
    Żadnego nie spełnia. Pierwszego nie spełnia, ponieważ nie ma dużej gruszkowej bańki i bakelitowego cokołu. I co? Zrozum wreszcie, że nie każdy jest fanem twojej chorej estetyki. Dostępna też nie jest aż tak bardzo, choćby z powodu niewielkiej skali produkcji w zestawieniu z innymi lampami.



    Tomek Janiszewski napisał:

    No i czego to ma dowodzić? Komu uda się zrobić większy i droższy transformator? Ja się na takie współzawodnictwo w szafowaniu stalą i miedzią nie piszę. Mam upatrzony karkas, rdzeń i obejmę, na razie brakuje czasu aby to spętać. Ale jak zrobię, to na pewno się pochwalę, Cbyba że ktoś wyrazi zainteresowanie i zechce zrobić przede mną, wtedy chętnie podpowiem.

    Dowodzić ma tego, że te twoje piękne teorie w zderzeniu z realizacją praktyczną mogą dać całkiem inny efekt od oczekiwanego, zwłaszcza gdy wyznaje się kult religijny etykietek itp. dziwactwa. Ale ok, zbuduj, pomierz, ciekaw jestem efektów.

    Tomek Janiszewski napisał:
    [
    Porównujesz lampę mocy z lampami do stopni wstępnych w których punkty pracy są mało krytyczne i do tego jeszcze zwykle stosuje się lokalne sprzężenie stałoprądowe na rezystorach katodowych?


    Owszem, zacząłeś ględzić o sztancach do detali, powtarzalności wymiarów, to dostałeś przykład lamp o wiele mniej krytycznych pod tym względem.

    Przyjmij do wiadomości, że przy 6S33S też zwykle (bo zwykle są to konstrukcje w klasie A) stosuje się lokalne sprzężenie stałoprądowe (na oporniku katodowym lub źródle prądowym, co kto lubi). Tylko nie ględź znowu o zaśmiecaniu krzemem i plastikiem, naprawdę nikogo nie obchodzą twoje dziwne upodobania.

    Tomek Janiszewski napisał:

    z lampami takimi jak EL84, ECL86? One też mają kilkudziesięcioprocentowe rozrzuty nachylenia?


    Proszę bardzo:
    norma polska dla PCL86 - (8 - 13,5) mA/V



    eliminacja potrzeby "dobierania" lamp stopni końcowych w pary/kwartety

    norma polska dla EL86/PL84 - (7,5 - 12,5) mA/V

    eliminacja potrzeby "dobierania" lamp stopni końcowych w pary/kwartety

    norma polska dla ECL82/PCL82 - (4,6 - 8,4) mA/V

    eliminacja potrzeby "dobierania" lamp stopni końcowych w pary/kwartety
  • Poziom 32  
    OTLamp napisał:
    nie ma dużej gruszkowej bańki i bakelitowego cokołu. I co? Zrozum wreszcie, że nie każdy jest fanem twojej chorej estetyki.

    A czy to ja lansuję i wciskam na rynek audionekroestetykę pakując magnovalową niegdyś EL509 w oktal? Z niecierpliwością czekam teraz na audiofilskie wykonanie Gold Stift ubóstwianej E88CC w bambulastej bańce na cokole oktal, oczywiście z pozłacanymi a najlepiej szczerozłotymi kołkami, co w przypadku pinów wtapianych w szkło byłby niemożliwe. Przydałoby się również identyczne wykonanie niedawnego odkrycia audiofilów w postaci E180F, rzecz jasna z siatką ekranującą połączoną na stałe z anodą w bańce, aby przez pomyłkę ktoś nie włączył jej do wzmacniacza w nieaudiofilski sposób.
    Cytat:
    Dostępna też nie jest aż tak bardzo, choćby z powodu niewielkiej skali produkcji w zestawieniu z innymi lampami

    A jednak na alledrogo można ją znaleźć. Może dlatego że również skala jej wykorzystania była niewielka, nawet w późniejszych wersjach "Szmaragdów" i "Neptunów" stosowano zamiast niej PL84, doszedł tylko człon RC w siatce drugiej. Jeszcze w połowie 80-tych można było ją kupić PL841 NOS za ówczesną złotówkę np. w warszawskiej "Emilii". Zapewne z tamtych wyprzedaży pochodzą dzisiejsze oferty.
    Cytat:
    Dowodzić ma tego, że te twoje piękne teorie w zderzeniu z realizacją praktyczną mogą dać całkiem inny efekt od oczekiwanego,

    Ale jak dotąd jakoś nie dały, i na to również dowodu nie masz. Byle sobie poszczekać.
    Cytat:
    Owszem, zacząłeś ględzić o sztancach do detali, powtarzalności wymiarów, to dostałeś przykład lamp o wiele mniej krytycznych pod tym względem.

    Bo w układach w jakich stosuje się ECC lub EF rozrzuty nie są krytyczne. Nic się nie sfajczy.
    Cytat:
    Przyjmij do wiadomości, że przy 6S33S też zwykle (bo zwykle są to konstrukcje w klasie A) stosuje się lokalne sprzężenie stałoprądowe (na oporniku katodowym lub źródle prądowym, co kto lubi).

    I w ten sposób do mocy strat w pracującej w klasie A triodzie stabilizacyjnej o której wcześniej pisałeś dochodzi dalsze kilkadziesiąt watów mocy traconej w oporności katodowej, nie inaczej zresztą jest i w źródle. Bo takie lampy nie zadawalają się kilkoma, z górą kilkunastoma woltami polaryzacji, (jeżeli potrzeba było więcej - to w układach z normalnymi lampami stosowało się polaryzację sztywną), nierzadko napięcie to sięga -100V
    Cytat:
    Tylko nie ględź znowu o zaśmiecaniu krzemem i plastikiem, naprawdę nikogo nie obchodzą twoje dziwne upodobania.

    To może z innej strony: po co zaśmiecać półprzewodnikowe wzmacniacze lampami? Wszak byle dwuenka wydoli więcej mocy niż 6C33C. A w klasie A zniekształcenia wielkie nie będą.
    Cytat:
    Proszę bardzo:
    norma polska dla PCL86 - (8 - 13,5) mA/V
    norma polska dla EL86/PL84 - (7,5 - 12,5) mA/V
    norma polska dla ECL82/PCL82 - (4,6 - 8,4) mA/V

    A jednak jakoś wzmacniacze z tymi lampami działały i bez regulacji. Była ona w odbiorniku Stradivari, ale w Bethovenie już nie. Nie było jej też w W-600f z polaryzacją sztywną. Nie było również we wzmacniaczu DSL-201 mimo że tam ECL86 miały wspólny opornik katodowy w każdym z kanałów a nie indywidualny dla każdej z lamp jak EL84 w Bethovenie. Może zatem tak krańcowo duże rozrzuty parametrów trafiały się tak rzadko że praktycznie wcale?
  • Specjalista - urządzenia lampowe
    Tomek Janiszewski napisał:

    A czy to ja lansuję i wciskam na rynek audionekroestetykę pakując magnovalową niegdyś EL509 w oktal?


    Ale co ci to przeszkadza? Zrobili wersję bez górnego wyprowadzenia anody i to akurat w zastosowaniah audio jest korzystne. Jest na to popyt to produkują. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to nazwa typu, jeżeli już, to nazwałbym tę wersję EL3509, albo EL309. Ale snu z powiek to mi nie spędza (bo to nie jedyny przypadek niezgodnościi oznaczeń) i nie ględzę o tym co chwila na forach tak jak ty. U ciebie to zaczyna być wręcz jakaś mania.

    Tomek Janiszewski napisał:

    A jednak na alledrogo można ją znaleźć

    6N13S również, jak i wiele innych.

    Tomek Janiszewski napisał:

    Ale jak dotąd jakoś nie dały,

    Bo nic nie zrobiłeś, ględzisz tylko ciagle w rozwlekłych postach, teoretyzujesz i wciskasz wszystkim niesprawdzone rozwiązania i swoją estetykę.

    Tomek Janiszewski napisał:

    I w ten sposób do mocy strat w pracującej w klasie A triodzie stabilizacyjnej o której wcześniej pisałeś dochodzi dalsze kilkadziesiąt watów mocy traconej w oporności katodowej,

    Kilkanaście watów. Taka jest cena za stabilizację punktu pracy. Co ci to przeszkadza? Opłacasz komuś rachunki za prąd?
    Tomek Janiszewski napisał:

    nie inaczej zresztą jest i w źródle.

    Inaczej, bo ze źródłem prądowym można dać polaryzację mieszaną.

    Tomek Janiszewski napisał:

    To może z innej strony: po co zaśmiecać półprzewodnikowe wzmacniacze lampami?

    Jeśli to zaśmiecenie poprawi parametry jakościowe tych wzmacniaczy półprzewodnikowych to co ci to przeszkadza? W niektóryh przypadkach poprawiało, np. we wzmacniaczach pomiarowych, w których często stosowano na wejściu lampowy wzmacniacz różnicowy (bo tranzystorów polowych nie było lub były niosiagalne). Np. w polskich woltomierzach cyfrowych V523, V524, V552. Poza tym co mnie obchodzą wzmacniacze tranzystorowe? Tu jest mowa o lampowych. Jeśli ktoś chce stabilizować punkt pracy źródłem prądowym na wysokonapięciowm mosfecie, to niech sobie stabilizuje. Ma to jak najbardziej techniczne uzasadnienie. Co ci do tego? Osiągnie pożądany rezultat. A ja sobie ustabilizuję na bareterze C2 Philipsa, z którym akurat za bardzo nie ma co zrobić w starych radiach.


    Tomek Janiszewski napisał:

    A jednak jakoś wzmacniacze z tymi lampami działały i bez regulacji.

    Podobnie jak E88CC w oscyloskopach o czułości kilku mV/dz, mimo że nie ma ekranów doprowadzeń grzejnika. Wzmacniacze na 6S33S z polaryzacją automatyczną też działają, praktycznie z dowolną sprawną lampą tego typu.
  • Specjalista - lampy próżniowe
    Skala produkcji PL841 była rzeczywiście niezbyt duża. Skutkiem tego dzisiaj te lampy nie są ani bardzo łatwo dostępne ani tanie. Tak więc szersze użycie tych lamp dzisiaj jest niemożliwe. Nie o tym jednak chciałem. W latach 60. intensywnie zajmowano się w pracach badawczych teorią niezawodności. Zagadnienia obejmowały też statystyczną ocenę jakości. Ponieważ jeszcze królowały lampy, odnosiło się to przede wszystkim do tych właśnie elementów. Pamiętam, że widziałem pracę poświęconą lampom chyba PCL82, gdzie generalna, odniesiona nie tylko do tej konkretnej lampy konkluzja autorów była taka, że układy pracy należy projektować tak, aby były niewrażliwe na rozrzut parametrów. Poruszony przez autora niniejszego wątku problem jest zgodny z tą konkluzją i sam w sobie jest ciekawy. Szkoda więc, że dyskusja w tym wątku poszła w innym kierunku.

    Oczywiście w wytwórniach lamp pilnowano, aby wspomniany rozrzut nie przekraczał pewnych ustalonych wartości. Ustalano to na podstawie pomiarów parametrów lamp z serii próbnych. Taką serię wykonywano zawsze, gdy poważnym zmianom ulegała technologia lampy.
    Z uwagi na specyfikę technologii produkcji lamp, rozrzut parametrów jest nieunikniony. Złudnie wydawać się może, analizując choćby normę pokazaną przez OTLamp, że ten dopuszczalny rozrzut jest bardzo duży. Biorąc pod uwagę mnogość parametrów technologicznych, które mają wpływ na parametry lamp wcale tak nie jest. Ograniczę się tu tylko do dwóch przykładów. Już samo zużycie stempla do wycinania otworów w mostku mikowym ma drastyczny wpływ choćby na nachylenie charakterystyki. Montaż elementów lamp był ręczny, co już samo z siebie wprowadza pierwiastek przypadkowości. Z tego względu z serii produkcyjnej pobierano pewną próbkę lamp do badań. W zależności od wyników tych badań serię należało przyjąć lub odrzucić. Odrzucano serię, gdy zbyt duża liczba lamp niż ustalona nie spełniała wymagań normy. Bardzo możliwe, że czasem spotykane lampy z napisem "wadliwa" pochodzą właśnie z takich odrzuconych serii. Lampy z takim nadrukiem, które mam u siebie nie wykazują bowiem żadnych objawów uszkodzenia.
  • Poziom 22  
    Witam.Zajmuję się wzmacniaczami gitarowymi od ok 20 lat i testerem moich wzmacniaczy jest zawodowy muzyk , szef kapeli rokowej.Ma b.dobry słuch i parę spraw wypunktował. Jak czytam te , wydumane opisy Janiszewskiego, to zastanawiam się, czy zrobił on choć jeden , dobry wzmacniacz!!! Lampy we wzmacniaczu MUSZĄ być sparowane, bo inaczej amplitudy sinusoid transfromatorze głośnikowym będą różne i wystąpią zniekształcenia!!! Ja stosuję rezystory 1 om.0,5W w katodach lamp mocy i służą on do kontroli prądów anodowych. Istnieje kilka sposobów na sparowanie prądów spoczynkowych i są one w literaturze.Polecam tzw"Lampową bibilię Toma", tylko nie wiem, czy jest dostępna na Elektrodzie i tam jest opisany wzmacniacz od wejścia do głośnika.