Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
IGE-XAOIGE-XAO
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Czy inżynierem trzeba się urodzić, czy wystarczą odpowiednie zabawki?

TechEkspert 22 Lip 2018 21:34 5931 60
  • #31
    pawelr98
    Poziom 38  
    coperfild napisał:
    Cytat:
    Lubię Elektronikę lecz wiem że informatyka(i pokrewne) jest bardziej dochodowa.
    No to kompromis pomiędzy marzeniami a rzeczywistością czyli Automatyka.

    Jak po studiach będę się zajmował elektroniką to spełnię marzenie.
    Jak nie to mam wiedzę która pozwala mi pracować w innej branży.


    Fajnie jak by tak było lekko w tym życiu, może Tobie się uda życzę powodzenia.


    Podejście zdroworozsądkowe.

    Elektronika analogowa (a tą lubię najbardziej) się wycofuje a w jej miejsce wchodzą mikroprocesory i komputery.
    Dłubię też co nieco przy technice lampowej która poza niektórymi wyjątkami(np.sprzęt radiowy, mikrofale) odeszła do lamusa.

    Dlatego idę w wiedzę powiązaną z informatyką. Daje to optymalne perspektywy zawodowe i otwiera ścieżki rozwoju zawodowego.

    Mam wujka informatyka. Mimo iż jest z wykształcenia informatykiem to pracował np. przy projektach automatyki czy nawet prostszych taśmach produkcyjnych.

    Wychodzę więc z założenia iż jako inżynier być może będę pracował przy tematach które odbiegają od mojego wykształcenia.
  • IGE-XAOIGE-XAO
  • #32
    Wojciech.
    Poziom 33  
    pawelr98 napisał:
    Mam wujka informatyka. Mimo iż jest z wykształcenia informatykiem to pracował np. przy projektach automatyki czy nawet prostszych taśmach produkcyjnych.


    Automatyka to nie tylko programowanie a jeśli już to troszkę odbiegające od tego programowania IT, wiec ciekawe czym się zajmował :)
  • IGE-XAOIGE-XAO
  • #33
    AGrodecki
    Poziom 14  
    Elektronika jest jedna i jest to NAUKA. Nie ma czegoś takiego jak elektronika analogowa czy inna (cyfrowa?). Elektronika to fragment fizyki ze szczególnym uwzględnieniem fizyki ciała stałego i jeszcze dalej ze szczególnym uwzględnieniem fizyki półprzewodników. Plus oczywiście teoria pola elektromagnetycznego oraz teoria obwodów (liniowych i nieliniowych) czyli miks matematyki i fizyki. Reszta to już inżynierskie techniczne dodatki w postaci miernictwa, układów elektronicznych, techniki radiowej.
    Zaś teoria układów cyfrowych, teoria automatów, cyfrowe przetwarzanie sygnałów i wreszcie technika mikroprocesorowa z metodami numerycznymi i na koniec głupia małpia umiejętność programowania, to już z elektroniką nie ma absolutnie NIC wspólnego.
    Z powyższego można sobie wykoncypować, kto elektronikiem jest a kto ma tylko takie pobożne życzenie :)
  • #34
    koczis_ws
    Poziom 27  
    Mój kolega zauważył coś takiego i się z nim zgadzam. Chodzi o to, że zdolności inżynierskie występuję w co drugim pokoleniu. I tak . Mój dziadek ze strony ojca dużo potrafił w dziedzinie technicznej. Ociec był ekonomistą i ze sprawami technicznymi miał problemy. Ja jestem inżynierem i od dzieciństwa grzebałem w różnych mechanizmach, potrafię wiele wymyślić i wykonać. Moi synowie . . tak sobie :D
  • #35
    JacekCz
    Poziom 37  
    koczis_ws napisał:
    Mój kolega zauważył coś takiego i się z nim zgadzam. Chodzi o to, że zdolności inżynierskie występuję w co drugim pokoleniu. I tak . Mój dziadek ze strony ojca dużo potrafił w dziedzinie technicznej. Ociec był ekonomistą i ze sprawami technicznymi miał problemy. Ja jestem inżynierem i od dzieciństwa grzebałem w różnych mechanizmach, potrafię wiele wymyślić i wykonać. Moi synowie . . tak sobie :D


    Ciekawe, czy to jakoś na gruncie genetyki by się dało uzasadnić ... tyle innego DNA ze strony żon ...

    Zgodził bym się z tezą, że wielka forsa trzyma się ludzi co drugie pokolenie, ale to czysto wychowawcza/spoęłczna sprawa. I takie scenariusze się dzieją.

    Dodano po 5 [minuty]:

    AGrodecki napisał:
    Elektronika jest jedna i jest to NAUKA. Nie ma czegoś takiego jak elektronika analogowa czy inna (cyfrowa?). Elektronika to fragment fizyki ze szczególnym uwzględnieniem fizyki ciała stałego i jeszcze dalej ze szczególnym uwzględnieniem fizyki półprzewodników. Plus oczywiście teoria pola elektromagnetycznego


    Zgadzam się.
    Dodam, że nie da się 'czysto softwarowo' stworzyć układu cyfrowego, będzie kopała wysoka czętotliwość (albo jej brak w pamięciach DRAM) itd...


    AGrodecki napisał:

    Zaś teoria układów cyfrowych, teoria automatów, cyfrowe przetwarzanie sygnałów i wreszcie technika mikroprocesorowa ... to już z elektroniką nie ma absolutnie NIC wspólnego.


    Zgodził bym się tak fifty-fifty. Zależy.
  • #36
    koczis_ws
    Poziom 27  
    JacekCz napisał:
    koczis_ws napisał:
    Mój kolega zauważył coś takiego i się z nim zgadzam. Chodzi o to, że zdolności inżynierskie występuję w co drugim pokoleniu. I tak . Mój dziadek ze strony ojca dużo potrafił w dziedzinie technicznej. Ociec był ekonomistą i ze sprawami technicznymi miał problemy. Ja jestem inżynierem i od dzieciństwa grzebałem w różnych mechanizmach, potrafię wiele wymyślić i wykonać. Moi synowie . . tak sobie :D


    Ciekawe, czy to jakoś na gruncie genetyki by się dało uzasadnić ... tyle innego DNA ze strony żon ...

    Zgodził bym się z tezą, że wielka forsa trzyma się ludzi co drugie pokolenie, ale to czysto wychowawcza/spoęłczna sprawa. I takie scenariusze się dzieją.
    ....


    To dało by się wytłumaczyć trochę naciągając przysłowiem "Potrzeba matką wynalazków." Jak ojciec potrafił coś zrobić w dziedzinie technicznej (np. naprawy sprzętu domowego) to syn nie musiał, ale wnuk widząc bezradność swojego ojca sam zabierał się do roboty. I podobnie z wielką forsą :D
  • #37
    pawelr98
    Poziom 38  
    Wojciech. napisał:
    pawelr98 napisał:
    Mam wujka informatyka. Mimo iż jest z wykształcenia informatykiem to pracował np. przy projektach automatyki czy nawet prostszych taśmach produkcyjnych.


    Automatyka to nie tylko programowanie a jeśli już to troszkę odbiegające od tego programowania IT, wiec ciekawe czym się zajmował :)


    Raz pokazał mi suwnicę 2D z kamerą która służyła do kontroli jakości.

    Całość zaprojektowana i zbudowana(prototyp) przez niego samego.

    Innym razem pomagałem mu w typowo informatycznej robocie czyli instalacji szafy serwerowej w firmie.

    U mnie na studiach zauważyłem jedną rzecz.
    Dziewczyny świetnie dawały sobie radę z przedmiotami teoretycznymi czyli matematyka albo fizyka.
    Wystarczyło jednak że przyszły przedmioty pokroju elektroniki i zaczęły się problemy.

    Matematykę itd. można ogarnąć wkładem i starannością.
    Natomiast do niektórych dziedzin trzeba mieć po prostu talent i zainteresowanie.

    Koniec końców dały radę ale kosztowało je to sporo pracy.
    Bardziej kucie na pamięć niż rozumienie tego.
  • #38
    Użytkownik usunął konto
    Użytkownik usunął konto  
  • #39
    Wojciech.
    Poziom 33  
    pawelr98 napisał:
    Matematykę itd. można ogarnąć wkładem i starannością.
    Natomiast do niektórych dziedzin trzeba mieć po prostu talent i zainteresowanie.


    Powiem Ci że matematykę i fizykę łatwiej zaliczyć niż przedmioty stricte inżynierskie gdzie podejście jest zgoła inne i intuicyjnie trudniejsze. Chodź to też nie jest regułą i możliwe że zależy też od wykładowców i prowadzących ćwiczenia.
  • #40
    Paweł Es.
    Pomocny dla użytkowników
    Na szczęście nie grozi nam zawrót głowy od nadmiaru inżynierów, bo zestaw Lego Mindstorms ma dla znacznej części przyszłych "Janków Inżynierantów" cenę zaporową ;) coś koło 1700zł, jak na nasze warunki, a i Lego Technics też raczej do tanich nie należy. ;(

    Sam kiedyś zaczynałem od bateryjek, lampeczek i różnego złomu typu chassis od starego radia lampowego, na którym budowało się różne błyskająco-brzęczące układy łączone dla większej czytelności kabelkami w jedynym słusznym kolorze czarnym. Potem były skręcanki (chyba produkcji NRD - widziałem obecnie coś podobnego ale tamte nie były tak monotematyczne dla wyciągania pieniędzy z klientów, tylko bardziej uniwersalne, rozbudowane, były w nich silniczki, elementy przekładni zębatych itp), potem były zestawy politechniczne, różne takie do składania (głównie produkcji rosyjskiej) ... a potem przyszła uczelnia, dowiedziałem się co będzie działać a co nie ... i cały urok elektroniki legł w gruzach, bo już nie było tego oczekiwania czy coś budowane w ciemno zadziała czy nie, skoro z góry było wiadomo jaki będzie wynik ...

    Pamiętam też jak trudny był dostęp do elementów i ofertę Składnicy Harcerskiej, np. zestaw rezystorów 20 watowych, z których wg wyobrażenia sprzedających, młody elektronik miał zbudować radio kieszonkowe ;) I pamiętam też, np. w kółku elektronicznym w Pałacu Kultury, jak poszła do zniszczenia jakaś stara konsoleta dźwiękowa pełna miniaturowych części, a my mieliśmy problem ze znalezieniem takich części, bo praktycznie nie były dostępne w handlu ... a teraz widzę te zwały sprzętu elektronicznego pełne najprzedniejszej elektroniki idące na przemiał, bo jedyną w niej wartością dla ludzi tym się zajmujących są drogocenne metale, które odzyskają i pewnie przepiją ...

    Ostatnio na płytkach kupionych od złomiarza ZA DWA ZŁOTE SZTUKA, znalazłem dwa sprawne czteroznakowe wyświetlacze mozaikowe (5x7), które w RS Component kosztują po 21 euro za sztukę, nie mówiąc od dwóch DSP, pamięciach rezonatorach kwarcowych, itp ...

    Czy tą drogą nabawimy się większej ilości inżynierów ? Raczej wątpię, szczególnie, że świat idzie ku ogłupieniu, obsługa komputerów odmóżdża, bo one nawet wiedzą lepiej co obsługujący ma zrobić, a w ogóle to w większości służą do dawania lajków za opublikowanie frapującego tekstu typu "kichnąłem na tle morza" czy podobnych ... pasjonatów elektroniki jest co raz mniej, bo wszystko jest praktycznie gotowe, najczęściej chińskie i nie trzeba myśleć, a tylko kupować i wyrzucać jak się zepsuje a my przeżyjemy to zepsucie bez urwanej głowy czy osmalonych rzęs.

    Konstruowanie sporej części rzeczy bardziej złożonych jest skutecznie ograniczane przez dostępność detaliczną elementów (tych bardziej rozwiniętych ponad dobranie rezystora do diody świecącej) sprzedawanych tylko hurtowo, względnie do montażu BGA albo w rozmiarach zegarmistrzowskich, że gołym okiem nóżek się nie policzy. Firmy oferujące elementy też niby wiele mają ale głównie w swoich spisach, bo jak się idzie do nielicznych sklepów (nie lubię internetowych), to się okazuje, że akurat nie ma ale może za dwa miesiące będzie jak tylko zamówię 1000 sztuk ...

    Dobrze, że chociaż zostaje ten złom, w którym można coś ciekawego znaleźć zanim go zmielą i rozpuszczą w jakiejś "zdrowej" chemii ... ehh
  • #41
    koczis_ws
    Poziom 27  
    Mówi się " urodzony inżynier" i coś w tym jest. Kształcenie na różnych gotowcach i kitach ( nie lubię tego określenia bo przecież to służy do uszczelniania szyb w oknach, tak samo jak kran kamerowy, co do zakręcania wody ?) . Przykłady mam z dzieciństwa, kiedy mojemu koledze, nadziani rodzice kupowali takie wynalazki żeby się dziecko cieszyło i kształciło technicznie, a ono co, dawało mi to do poskładania i jeszcze chciało płacić. :)
  • #42
    nyquist
    Poziom 25  
    Witam. Z ciekawością prześledziłem dotychczasową treść wątku. Jeżeli można, poproszę o rozwinięcie sformułowania:
    AGrodecki napisał:
    (...) głupia małpia umiejętność programowania (...)

    Mógłby kolega wyjaśnić, co kolega widzi, głupiego bądź "małpiego" w umiejętności programowania? Pytam, ponieważ akurat osobiście uważam, że umiejętność taka (jeżeli uznać za nią nie tylko znajomość obsługi edytora oraz składni języka, ale także umiejętność tworzenia algorytmów realizujących określone zadania) wymaga kreatywnego i abstrakcyjnego myślenia. Z góry dziękuję.
  • #43
    E8600
    Poziom 38  
    nyquist napisał:
    wymaga kreatywnego i abstrakcyjnego myślenia

    Programowanie jest dobre tam gdzie jest ono koniecznością ale w obecnych czasach jest stosowane na masową skalę. Co do umiejętności to wcale nie jest tak różowo gdyż obecne pisane programy są zaśmiecone i kiepsko zoptymalizowane. Programiści idą na łatwiznę i kopiują części kodu z innych programów.
    Masowe wykorzystanie układów programowalnych jest złe gdyż pozwala tworzyć sprzęt nienaprawialny - zaprogramowane procesory są zabezpieczone przed odczytem. Gdyby sprzęty miały tylko jeden układ programowalny to byłoby jeszcze ok ale obecnie jest ich znacznie więcej.
    W skrócie układy programowane są nawet tam gdzie nie powinno ich być, gdyż tylko komplikują urządzenia, które z powodzeniem mogłyby zostać zastąpione dużo prostszymi obwodami analogowymi, ale wówczas nie dałoby się zaprogramować licznika wydruku w drukarce, lub ładowań w akumulatorze. Gdyby dawniej były sprzęty oparte na programowaniu, to dziś by ich już nie było, gdyż dawno by zostały przemielone, a tak mamy stare radia/wzmacniacze, samochody oparte na czystej mechanice itd.

    Nie muszę wspominać o następstwach wybuchów na słońcu, lub innego impulsu elektromagnetycznego, który może spowodować, że nasze życie przestanie być wygodne i komfortowe. Układy analogowe są bardziej tolerancyjne dla takich anomalii.
  • #44
    AGrodecki
    Poziom 14  
    Tworzenie algorytmów to już podchodzi pod metody numeryczne czyli pod informatykę.
    Samo programowanie, czyli kodowanie, jest umiejętnością małpią. Wymaga znajomości języka, składni, BIBLIOTEK, ewentualnie jakiegoś SDK. Każdy niemalże może się tego nauczyć. I wygenerować kilkukilowy program który pomnoży przez siebie 2 liczby w standardowym oknie Windows.
    Natomiast programista przez duże P to taki gość, który stworzy kod którego się już nie da skrócić ani przyspieszyć. Oraz program który się nie wyłoży na dzień dobry pod naciskiem złośliwego testera. Będzie też pamiętał o możliwościach sprzętu, omijał jego wady i wykorzystywał zalety.
    Tak samo jak elektroników dziś takich programistów też ze świecą szukać. W latach 80-tych ubiegłego wieku na Z80 robiono takie sterowania do maszyn, które obecnym wypasionym ustępują tylko szybkością i grafiką. I co więcej - nigdy nie zawodzą.
  • #45
    Ronin64
    Poziom 35  
    Ja rozgraniczam i nie mieszam koderów i programistów bo jest to ze szkodą dla tych pierwszych. Jak dla mnie programista to ktoś z takimi opisanymi tutaj "małpimi umiejętnościami". Koder natomiast to człowiek który na danej maszynie/procesorze zjadł zęby i potrafi napisać kod który robi rzeczy "niemożliwe", wystarczy zerknąć na scenę 8 bitowych komputerów aby zrozumieć o czym piszę.
  • #46
    adam.eltra
    Poziom 10  
    Myślę że inżynier rodzi się z talentem z uwagi na dziedziczenie ścisłego umysłu.
  • #47
    nyquist
    Poziom 25  
    AGrodecki napisał:
    Samo programowanie, czyli kodowanie, jest umiejętnością małpią. Wymaga znajomości języka, składni, BIBLIOTEK, ewentualnie jakiegoś SDK. Każdy niemalże może się tego nauczyć. I wygenerować kilkukilowy program który pomnoży przez siebie 2 liczby w standardowym oknie Windows.

    Tylko pytanie, czy osoba posiadająca ww. umiejętności, może już nazywać siebie programistą? Czy osoba znająca podstawy matematyki, potrafiąca dodać 2 liczby, rozwiązać równanie, albo nawet policzyć całkę, to już matematyk? Czy ktoś potrafiący usmażyć jajecznicę to już kucharz? Jak już napisałem wcześniej, osobiście uważam, że programistą (czy koderem, bo według mnie pojęcia te oznaczają to samo) jest osoba potrafiąca przede wszystkim budować algorytmy realizujące określone zadania, co z kolei wymaga myślenia w sposób abstrakcyjny i kreatywny, dlatego też zastanowił mnie fakt określenia tej umiejętności jako "małpiej". No ale może to ja mylę pojęcia ... ;) W każdym razie dyskusja jest ciekawa. Pozdrawiam.
  • #48
    AGrodecki
    Poziom 14  
    To są dywagacje semantyczne. Dla mnie koder to taki ktoś, kto dostaje GOTOWY algorytm i ma go napisać w języku procesora czyli ZAKODOWAĆ. Jednym słowem małpa. Programista zaś, to człowiek który tworzy algorytmy dla kodera. A jeszcze wyżej informatyk to człowiek który zajmuje się algorytmami na wyższym poziomie abstrakcji.
    Informatycy to rzadkość, choć nazwa "informatyk" jest przyklejana każdemu.
    Wszystkich którzy programują nazywa się programistami a to też, uważam, błąd. Bo najpopularniejszy w przyrodzie gatunek to mieszanka kodera i programisty niskiej klasy.
  • #49
    nyquist
    Poziom 25  
    Ronin64 napisał:
    Ja rozgraniczam i nie mieszam koderów i programistów bo jest to ze szkodą dla tych pierwszych. Jak dla mnie programista to ktoś z takimi opisanymi tutaj "małpimi umiejętnościami". Koder natomiast to człowiek który na danej maszynie/procesorze zjadł zęby i potrafi napisać kod który robi rzeczy "niemożliwe" (...)

    AGrodecki napisał:
    (...) Dla mnie koder to taki ktoś, kto dostaje GOTOWY algorytm i ma go napisać w języku procesora czyli ZAKODOWAĆ. Jednym słowem małpa. Programista zaś, to człowiek który tworzy algorytmy dla kodera. (...)


    Koledzy, widzę, mają zupełnie odmienne zdania co do znaczeń pojęć "programista" i "koder". No cóż, żyjemy w wolnym kraju, gdzie obowiązuje wolność słowa i poglądów ;) Aczkolwiek od siebie dodam jeszcze tylko, że np. według Wikipedii są one równoznaczne; (cyt): "Programista (gw. „deweloper”/„developer”, „koder”; czasem: inżynier oprogramowania) – osoba, która tworzy programy komputerowe w pewnym języku programowania. (...)"
  • #50
    AlekZ
    Specjalista - lampy próżniowe
    Z ciekawością przebrnąłem przez wszystkie posty tej dyskusji.

    Myślę, że inżynierem trzeba się jednak urodzić, zaś w toku kształcenia doszlifowywać swoją wiedzę i umiejętności. Inna rzecz, że dość krytycznie oceniam obecną jakość kształcenia.

    Tak się składa, że ostatnio dużo pracuję z młodymi automatykami. Umieją napisać jakiś program, umieją szybko skonfigurować jakieś opcje w gotowych programach. Umieją zaprogramować sterownik PLC czy zrobić na komputerze rysunek techniczny.
    A więc wszystkie te rzeczy, których ja albo nie potrafię albo przychodzi mi to z wielkim trudem.

    Dla nich jednak problem zaczyna się, gdy trzeba "pożenić" wyjścia sterownika PLC z czymś istniejącym. Wystarczy, że z PLC wychodzi 24V, a "coś" dołączane "rozumie" 5V i tu już zaczynają się problemy. Słyszę wówczas, że to jest duży problem, bo tu potrzebna jest poważna elektronika. Wiele razy już stwierdziłem, że lepiej wtedy być w pobliżu i pomagać czy wręcz uczyć i tłumaczyć podstawy.

    Ciekawa jest rzecz z rysunkiem technicznym. Nie tak dawno naszkicowałem na kawałku kartki, co mniej więcej potrzebuję i poprosiłem: proszę to zwymiarować. Jako materiał proponuję rezoteks. Usłyszałem wtedy pytanie: a co to jest? Zamiast się wściekać, wytłumaczyłem co to jest i dlaczego to proponuję. Szybko dogadaliśmy się, a ja dowiedziałem się, że materiałoznawstwa w ogóle nie uczono.

    Rozumiem, że wiedzy przybyło względem tego, co było trzydzieści lat temu, ale jednak gdzieś umykają podstawy podstaw. Myślę, że pracując z młodszymi ludźmi po prostu należy niejako w pracy ich "naprawiać" i tych podstaw jakoś nauczyć.
    Jeśli dany pracownik ma być dla mnie pomocny, to tylko wtedy gdy pewne rzeczy będzie umiał. Ten czas warto więc poświęcić i więcej się wskóra tą drogą niż kwaśnymi minami czy pretensjami.
  • #51
    Chris_W

    Poziom 37  
    Tak się zastanawiam czy to właściwie zadane pytanie - bo to tak jakby się pytać ludzi czy jest się dobrym (moralnie uczciwym) - każdy powie że jest dobry, niewielu mówi że jest zła z natury - tak samo z talentem od urodzenia - tylko dlatego uważamy ze to talent, bo jesteśmy w tej grupie utalentowanych - i to cieszy nasze ego - gdyby to była zwykła wiedza do nauczenia, to nasze ego poczułoby się gorzej - dlatego każdy o sobie chce mówić dobrze i i wszystkie swoje działania opisuje w samych superlatywach, kwestia talentu też się w to wlicza.
    Dlatego nie dziwi mnie przekonanie każdej grupy zawodowej że w ich zawodzie liczy się talent - być może jest to prawdą - jednak zbieżność przekonań o talencie w zawodzie i wykonywaniu tego samego zawodu jest widoczna.
  • #52
    VoltAmper
    Tłumacz Redaktor
    AlekZ napisał:
    Myślę, że pracując z młodszymi ludźmi po prostu należy niejako w pracy ich "naprawiać" i tych podstaw jakoś nauczyć.
    Jeśli dany pracownik ma być dla mnie pomocny, to tylko wtedy gdy pewne rzeczy będzie umiał. Ten czas warto więc poświęcić i więcej się wskóra tą drogą niż kwaśnymi minami czy pretensjami.

    Uczyć podstaw, Inżyniera-no przyznam, że to dość ciekawe podejście. A czego można nauczyć na studiach ludzi, którzy nie maja podstaw-pytam retorycznie ?
    Wyobraź sobie, ze pracujesz dla korporacji w której Twój szef zatrudnia nowego inżyniera o zakresie obowiązków takie jak Twoje, nakazuje Ci przeszkolić człowieka, a później okazuje się, człowiek ów już na starcie otrzymuje wynagrodzenie wyższe od Ciebie mimo tego, że poziom jego doświadczenia jest = 0. A Ty uczysz go podstaw nie tych wymaganych na konkretnych stanowiskach ale w ogóle podstaw podstaw. I zastanawiasz się" człowieku kto Ci dał dyplom-coś ty kończył" i kto Cię wypuścił z uczelni podczas gdy nie masz podstaw?
  • #53
    jarek_lnx
    Poziom 43  
    Bardzo wiele można nauczyć, inteligencja też nie jest cechą wrodzoną i niezmienną, rośnie w wyniku nauki.
    Prawdziwy inżynier uczy się przez całe życie, bo taką ma pasję i to zamiłowanie do nauki "sztucznie" stworzyć jest trudno, szczególnie w obecnych realiach dwóch skrajności, z jednej strony nadmiernie ambitni rodzice, działający według zasady im więcej tym lepiej, z drugiej nauczyciele systematycznie dążący do tego aby swoją pracę uczynić bezmyślnym recytowaniem formuł i porównywaniem odpowiedzi z szablonem jedynie słusznych prawidłowych rozwiązań.
    Jedno i drugie może obrzydzić naukę na długie lata, brak pozytywnych wzorców, przeciętny młody człowiek po prostu nie wie jak wygląda praca inżyniera, co ten inżynier w ogóle w tym widzi, żeby zajmować się takimi "nudnymi" i "męczącymi" rzeczami.

    Zacząłem interesować się elektroniką w wieku lat kilkunastu, mimo nauki w szkole, na potrzeby rozwoju swojej pasji musiałem stworzyć własne metody zdobywania wiedzy, bo te wyniesione ze szkoły były do kitu, przez kila lat fizykę ze szkoły i tą poznawaną samodzielnie traktowałem jako skrajnie różne dziedziny wiedzy, do pierwszej przecież miałem obrzydzenie a ta druga była ciekawa, dopiero przed maturą zrozumiałem że to to samo - do takich absurdów mnie doprowadził system szkolnictwa.

    Kwestia braku podstaw u współczesnych inżynierów rozumiem jako skutek, niewielu studentów i wykładowców traktuje sprawę poważnie, bylejakość jest powszechnie akceptowana, poszczególne zakłady i instytuty nie mogą się dogadać czego mają uczyć, często przedmioty się dublują, a o niektórych sprawach nie mówi się wcale, zresztą dydaktyka to nie jest jakiś bardzo istotny aspekt działalności uczelni. Wielu moich kolegów żartowało, "jak pomyślę jakim jestem inżynierem, to aż się boję iść do lekarza", nieliczni mieli zacięcie żeby tworzyć jakąś bazę wiedzy potrzebną na przyszłość w pracy, typowa praca po studiach "inżynier sprzedaży" czyli taki handlowiec co w miarę umie opowiadać co urządzenie ma w środku.
  • #54
    Piottr242
    Poziom 21  
    Bardzo ciekawa dyskusja, ale nie pojawiło się w niej ani razu to, co kiedyś dawno temu przeczytałem i zgodziłem się z tym stwierdzeniem od razu:
    Dobry inżynier może zostać dobrym poetą,
    ale dobry poeta nigdy nie zostanie dobrym inżynierem.


    Więc tak, coś w kwestii predyspozycji, sposobu pojmowania świata, musi być. Widzę to po swoich dzieciach, gdzie córka aż się pali do lutownicy, natomiast syn zdecydowanie wcale.
  • #55
    ^ToM^
    Poziom 37  
    W rzeczy samej. Do inżyniera są dwie drogi. Obie dają taki sam efekt - dyplom. Jednak skutki są różne.

    1. Ktoś się rodzi i od razu wykazuje pewną skłonność do główkowania, majstrowania, wymyślania, czyli de-facto jest inżynierem od dziecka, ale idzie na studia i kończąc je zostaje inżynierem z dyplomem i następnie pracuje w zawodzie.
    2. Ktoś nie ma zielonego pojęcia o majstrowaniu, wymyślaniu, ulepszaniu ale dobry jest w grę w piłkę nożną lub bilard. Niemniej idzie za namową kolegi na studia inżynierskie, czy to fizykę, mechanikę czy telekomunikację i kończąc je (często na ocenę celującą) zostaje inżynierem z dyplomem i następnie pracuje w zawodzie.

    Między tymi dwoma podejściami jest ogromna różnica, gdyż ten pierwszy idzie na studia a potem do pracy z pasji, natomiast ten drugi idzie bo tak się złożyło.

    Obu uczonych rozróżniam w pierwszej rozmowie, gdy się dowiaduję, że pierwszy ulepszył swoją pralkę a w pracy programator, który na co dzień używa zawodowo, natomiast drugi wzywał elektryka do założenia wtyczki do zmywarki, gdyż ta od nowości jej nie miała a jak pytam czy dotknie się przy pracującym silniku biegunów akumulatora to się obawia że go porazi a o portalu Elektroda nigdy nie słyszał.

    Poza tym innej różnicy nie ma i w zależności od tego czym dokładnie się zajmują mogą tyle samo zarabiać. :D

    Reasumując, fachowcem trzeba się urodzić!
  • #57
    vodiczka
    Poziom 43  
    ^ToM^ napisał:
    Ktoś się rodzi i od razu wykazuje pewną skłonność do główkowania, majstrowania, wymyślania, czyli de-facto jest inżynierem od dziecka,
    Na tej zasadzie, każdy kto będąc dzieckiem bawił się w doktora, de facto jest od dziecka ginekologiem :)
  • #58
    ^ToM^
    Poziom 37  
    vodiczka napisał:
    ^ToM^ napisał:
    Ktoś się rodzi i od razu wykazuje pewną skłonność do główkowania, majstrowania, wymyślania, czyli de-facto jest inżynierem od dziecka,
    Na tej zasadzie, każdy kto będąc dzieckiem bawił się w doktora, de facto jest od dziecka ginekologiem :)


    Tak pod warunkiem, że bawił się na żywym organizmie a nie lalce. :D
  • #59
    Krzys55
    Poziom 23  
    ^ToM^ napisał:
    2. Ktoś nie ma zielonego pojęcia o majstrowaniu, wymyślaniu, ulepszaniu ale dobry jest w grę w piłkę nożną lub bilard. Niemniej idzie za namową kolegi na studia inżynierskie, czy to fizykę, mechanikę czy telekomunikację i kończąc je (często na ocenę celującą) zostaje inżynierem z dyplomem i następnie pracuje w zawodzie.
    To na 100% musi być KUL'
  • #60
    ^ToM^
    Poziom 37  
    Krzys55 napisał:
    ^ToM^ napisał:
    2. Ktoś nie ma zielonego pojęcia o majstrowaniu, wymyślaniu, ulepszaniu ale dobry jest w grę w piłkę nożną lub bilard. Niemniej idzie za namową kolegi na studia inżynierskie, czy to fizykę, mechanikę czy telekomunikację i kończąc je (często na ocenę celującą) zostaje inżynierem z dyplomem i następnie pracuje w zawodzie.
    To na 100% musi być KUL'


    No cóż, znam takie osoby a inni zapewne też znają.