Dzisiaj będzie nietypowo, bo artykuł nie będzie zawiązany z elektroniką, ani z żadnym innym działem forum. No właściwie będzie związany i to bardzo, z jednym z działów. Działem Redaktorzy. Większość z Was nie ma pojęcia o jego istnieniu, ponieważ jest to dział zamknięty i mają do niego dostęp tylko "wybrani", czyli Administracja, część Moderacji i oczywiście wszyscy Redaktorzy.
Teraz czas na jakieś zdjęcie, żeby ładnie wyglądało na stronie głównej
.
A tutaj screen, z moimi "statami". Aaa, dodam, że mam brodę, która jak wiadomo, automatycznie dodaje plus pięć do mądrości
.
Jak widać, całkiem sporo "mi się tego pisze".
Swego czasu, gdy zaczynałem swoją "redaktorską karierę" i zauważyłem, że "te darmozjady pismaki, z gazet typu "ta na F", tylko piszą głupoty i zgarniają za to "grube hajsy". Nie mam pojęcia ile te wspomniane wcześniej osoby (nie uwłaczając nikomu) zarabiają, ale jestem pewien, że to zupełnie inna skala niż, klikanie kilka godzin w klawiaturę, celem opisania, darmowego gadżetu. Pół biedy jeśli jest użyteczny... Także pierwsze marzenia o karierze upadły, hłe, hłe, hłe,
Jednak gdy sam napisałem pierwszy artykuł, Tester Elementów GM328
Poznałem ciemną stronę fachu Redaktora. I nie jest ważne, czy to jest redaktor, jakiejś szmatławej gazety, czy poważnego portalu elektronicznego, takiego jak Elektroda.pl, to trzeba włożyć od cholery (przepraszam za nieredaktorskie określenie) pracy, aby te "wypociny" przybrały formę, czegoś "strawnego" dla przeciętnego internauty.
Notabene, Gulson wtedy zaproponował mi za ten artykuł Oscyloskop i SonOff'a i bardzo się ucieszyłem, bo nie spodziewałem się żadnej nagrody, poprostu, chciałem się z wami podzielić wrażeniami. Kamil dostrzegł jednak mój potencjał oraz to, ze moje recenzję się wam podobają i zaczął podsyłać mi kolejne gadżety do przetestowania. Tak się właśnie zaczęło.
Gdybym napisał artykuł w języku jakiego normalnie używam w pracy (nie mówię, ee używam wulgaryzmów, ale jak wiadomo, w każdej zgranej grupie jest jakiś język slangowy. I tak na przykład, u mnie w firmie, rozlutownica Denon SC7000 nazywana jest PIKEREM, a to dlatego, że wydaje taki dźwięk, jak WC Picker, na jakiejś reklamie z lat 90. (Nie wiem nawet czy ten środek jest jeszcze w sprzedaży) To nikt by tego nie zrozumiał. A nasz guru Gulson, "zdeletował by" taki temat.
Z drugiej strony, gdybym pisał językiem, którego używa Pan Profesor, Doktor, Czy inny Habilitowany, to nikt by tych artykułów ni czytał.
Trzeba zatem zbalansować formę wypowiedzi, tak, żeby to było strawne dla wszystkich...
Zacznijmy zatem od początku.
Ten artykuł, zdecydowanie nie jest przykładem, o którym będzie mowa bo, po pierwsze nie zawiera zdjęć, po drugie nie wymagał, żadnych testów, porównań i tym podobnych.
Gdy zacząłem pisać artykuły, zauważyłem, że nie jest to to samo co dopisanie nawet najbardziej rozbudowanego i pomocnego posta do istniejącej dyskusji.
To jest zupełnie inny poziom, że się tak wyrażę. W tym artykule o pisaniu artykułów, pragnę Wam przybliżyć, jak to wygląda od "tyłu".
Któregoś dnia, podczas rozmowy z jednym z administratorów (AND!) doszliśmy do wniosku, ze warto by było przedstawić użytkownikom elektrody, kulisy powstawania artykułu. Wpadliśmy na ten pomysł, prawie równocześnie, a ostatnie potyczki temacie Gadżety elektroda za artykuły pokazały mi, jak bardzo potrzebny jest taki temat.
No dobra, koniec biadolenia, zacznijmy część właściwą, czyli jak właściwie powstaje taki artykuł. Opiszę cały proces na swoim przykładzie.
Zaczynamy:
Przychodzi listonosz i dostarcza mi chińską paczuszkę z jakimś gadżetem do własnego montażu. Jeśli jest to jakiś szczególnie wyczekiwany przeze mnie gadżet, zwykle, porzucam swoją pracę (wiem nie powinienem) i zaczynam składać otrzymane ustrojstwo. Normalnie zeszłoby mi się z tym dość szybko, ale przecież trzeba zrobić zdjęcia do późniejszego artykułu, dla Was.
Co za tym idzie, czas montażu wydłuża się z kilkunastu minut do kilku godzin. Każdy, to nie posiadając namiotu bezcieniowego, próbował robić zdjęcia do jakichś artykułów, czy prezentacji. Dobrze wie, że zrobienie "ładnego zdjęcia jest bardzo trudne. A ja nie mam nawet aparatu z prawdziwego zdarzenia i zdjęcia do swoich recenzji robię smartfonem.
Gdy już mam swoje upragnione zdjęcia,zgrywam je z telefonu na dysk twardy komputera i wybieram, te które są coś warte. Następnie docinam kadry w programie graficznym, żeby pozbyć się tego czego nie miało być na zdjęciu (i wcale nie mam na myśli dilda, mojej kobiety). Potem ponownie selekcjonuję zdjęcia.
No i co dalej?
Uruchamiamy zmontowany układ i jeśli zadziała prawidłowo to zaczynamy kolejną serię zdjęć, z których większość ponownie poleci do kosza.
Czasem trzeba również nagrać jakiś filmik, potem go obrobić i wysłać na You Tube'a, co przy dużych rozdzielczościach "chwilę" trwa.
Pomijam już sytuacje, gdy podczas wysyłania kilkudziesięciu zdjęć, serwer elektrody odmawia posłuszeństwa. Albo nagle nadchodzi burza i szybkie łącze LTE, zamienia się 0,3kb "zamulacza".
Mamy już zdjęcia, nagraliśmy i wrzuciliśmy na YouTube' filmiki. Teraz czas zacząć pisać...
No właśnie, trzeba nasze doświadczenia przekształcić, w zrozumiały dla innych tekst. I tu pojawia się pewien problem...Tak zwana "Wena" ("zdradliwa wena, raz jest, raz jej nie ma", jak śpiewał Kaliber 44), no właśnie... Czasem bardzo ciężko jest się zebrać, żeby zacząć coś pisać. Na szczęście, po kilku pierwszych zdaniach, zwykle dostaję tej zdradliwej weny.
No, ale jak coś cię już zaczęło, to trzeba skończyć.
Siadam zatem do klawiatury i zaczynam, tworzyć. W czasie pisania, wielokrotnie zmieniam koncepcję, sposób "narracji" a także "osobę w której piszę". Robię to nieświadomie, bo pisząc, dla Was, staram się utrzymywać ton luźnej pogawędki z kumplem, zamiast naukowego wykładu. Niestety powoduje to, dość chaotyczny styl i dla większości z czytelników nie byłby zrozumiały.
Co za tym idzie, po napisaniu artykułu,należy go przeredagować (to pewnie dla tego dostałem rangę redaktora
) i dostosować całość do "ogólnego języka", zachowując jednocześnie charakterystyczny dla mnie "śmieszkowy" styl wypowiedzi.
To naprawdę nie jest łatwe zadanie. A im dłuższy artykuł, tym trudniej zweryfikować wszystkie błędy, i nie mówię tutaj, o ortografii, czy błędach stylistycznych. Często się zdarza, że zaczynam pisać jakieś zdanie, a potem zmieniam zdanie (masło maślane), i napiszę coś innego, to zapominam "skasować poprzedniej myśli". Takie błędy są bardzo ciężkie do wychwycenia, jak się czyta ten sam tekst kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt razy w ciągu pisania. Tym bardziej, że dobrze wiemy co napisaliśmy (chcieliśmy napisać). Dla tego czytając ten sam tekst, na drugi dzień rano, znajduję zwykle bardzo wiele błędów, których wcześniej "nie było".
Teraz dopiero doceniłem ile trudu w sprawdzanie dyktand w najmłodszych klasach szkoły podstawowej, muszą wkładać nauczyciele.
Ja po paru godzinach pisania, mam problem ze znalezieniem błędu w podkreślonym na czerwono słowie, napisanym wyraźną i czytelną czcionką. Taki bidny nauczyciel, musi "rozkminiać" bazgroły dzieciaków.
Podsumowując:
Napisanie artykułu, po za samym monotonnym stukaniem w klawisze i poprawianiem literówek, wymaga mnóstwa nakładu innej pracy.
Jak widzicie, życie redaktora, na Elektrodzie, łatwe nie jest...
Ale kocham ten portal i uwielbiam dzielić się na nim swoimi "mądrościami"
Ps.
Uprzedzając opinie niektórych użytkowników, informuję, że nikt mi nie zapłacił za wyrażenie miłości do Elektrody na Elektrodzie, zrobiłem to z własnej nieprzymuszonej woli. Ba, mogę to nawet zadeklarować na innych forach na których mam konto
.
No to wylałem, co mi na sercu leżało. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu, wielu z was spojrzy inaczej na naszą niełatwą pracę.
Pozdrawiam.
CMS
PS 2.
Przed publikacja artykułu, zauważyłem kilka błędów o których pisałem, ale celowo ich nie poprawiłem.
Zobaczymy ile znajdziecie? Daję głowę że znacznie więcej niż ja.
PS 3.
Pisać zacząłem chwilę po godzinie 18.
Publikuję o 21:17. W ciągu godziny, temat powinien pojawić się na stronie głównej.
Teraz czas na jakieś zdjęcie, żeby ładnie wyglądało na stronie głównej
A tutaj screen, z moimi "statami". Aaa, dodam, że mam brodę, która jak wiadomo, automatycznie dodaje plus pięć do mądrości
Jak widać, całkiem sporo "mi się tego pisze".
Swego czasu, gdy zaczynałem swoją "redaktorską karierę" i zauważyłem, że "te darmozjady pismaki, z gazet typu "ta na F", tylko piszą głupoty i zgarniają za to "grube hajsy". Nie mam pojęcia ile te wspomniane wcześniej osoby (nie uwłaczając nikomu) zarabiają, ale jestem pewien, że to zupełnie inna skala niż, klikanie kilka godzin w klawiaturę, celem opisania, darmowego gadżetu. Pół biedy jeśli jest użyteczny... Także pierwsze marzenia o karierze upadły, hłe, hłe, hłe,
Jednak gdy sam napisałem pierwszy artykuł, Tester Elementów GM328
Poznałem ciemną stronę fachu Redaktora. I nie jest ważne, czy to jest redaktor, jakiejś szmatławej gazety, czy poważnego portalu elektronicznego, takiego jak Elektroda.pl, to trzeba włożyć od cholery (przepraszam za nieredaktorskie określenie) pracy, aby te "wypociny" przybrały formę, czegoś "strawnego" dla przeciętnego internauty.
Notabene, Gulson wtedy zaproponował mi za ten artykuł Oscyloskop i SonOff'a i bardzo się ucieszyłem, bo nie spodziewałem się żadnej nagrody, poprostu, chciałem się z wami podzielić wrażeniami. Kamil dostrzegł jednak mój potencjał oraz to, ze moje recenzję się wam podobają i zaczął podsyłać mi kolejne gadżety do przetestowania. Tak się właśnie zaczęło.
Gdybym napisał artykuł w języku jakiego normalnie używam w pracy (nie mówię, ee używam wulgaryzmów, ale jak wiadomo, w każdej zgranej grupie jest jakiś język slangowy. I tak na przykład, u mnie w firmie, rozlutownica Denon SC7000 nazywana jest PIKEREM, a to dlatego, że wydaje taki dźwięk, jak WC Picker, na jakiejś reklamie z lat 90. (Nie wiem nawet czy ten środek jest jeszcze w sprzedaży) To nikt by tego nie zrozumiał. A nasz guru Gulson, "zdeletował by" taki temat.
Z drugiej strony, gdybym pisał językiem, którego używa Pan Profesor, Doktor, Czy inny Habilitowany, to nikt by tych artykułów ni czytał.
Trzeba zatem zbalansować formę wypowiedzi, tak, żeby to było strawne dla wszystkich...
Zacznijmy zatem od początku.
Ten artykuł, zdecydowanie nie jest przykładem, o którym będzie mowa bo, po pierwsze nie zawiera zdjęć, po drugie nie wymagał, żadnych testów, porównań i tym podobnych.
Gdy zacząłem pisać artykuły, zauważyłem, że nie jest to to samo co dopisanie nawet najbardziej rozbudowanego i pomocnego posta do istniejącej dyskusji.
To jest zupełnie inny poziom, że się tak wyrażę. W tym artykule o pisaniu artykułów, pragnę Wam przybliżyć, jak to wygląda od "tyłu".
Któregoś dnia, podczas rozmowy z jednym z administratorów (AND!) doszliśmy do wniosku, ze warto by było przedstawić użytkownikom elektrody, kulisy powstawania artykułu. Wpadliśmy na ten pomysł, prawie równocześnie, a ostatnie potyczki temacie Gadżety elektroda za artykuły pokazały mi, jak bardzo potrzebny jest taki temat.
No dobra, koniec biadolenia, zacznijmy część właściwą, czyli jak właściwie powstaje taki artykuł. Opiszę cały proces na swoim przykładzie.
Zaczynamy:
Przychodzi listonosz i dostarcza mi chińską paczuszkę z jakimś gadżetem do własnego montażu. Jeśli jest to jakiś szczególnie wyczekiwany przeze mnie gadżet, zwykle, porzucam swoją pracę (wiem nie powinienem) i zaczynam składać otrzymane ustrojstwo. Normalnie zeszłoby mi się z tym dość szybko, ale przecież trzeba zrobić zdjęcia do późniejszego artykułu, dla Was.
Co za tym idzie, czas montażu wydłuża się z kilkunastu minut do kilku godzin. Każdy, to nie posiadając namiotu bezcieniowego, próbował robić zdjęcia do jakichś artykułów, czy prezentacji. Dobrze wie, że zrobienie "ładnego zdjęcia jest bardzo trudne. A ja nie mam nawet aparatu z prawdziwego zdarzenia i zdjęcia do swoich recenzji robię smartfonem.
Gdy już mam swoje upragnione zdjęcia,zgrywam je z telefonu na dysk twardy komputera i wybieram, te które są coś warte. Następnie docinam kadry w programie graficznym, żeby pozbyć się tego czego nie miało być na zdjęciu (i wcale nie mam na myśli dilda, mojej kobiety). Potem ponownie selekcjonuję zdjęcia.
No i co dalej?
Uruchamiamy zmontowany układ i jeśli zadziała prawidłowo to zaczynamy kolejną serię zdjęć, z których większość ponownie poleci do kosza.
Czasem trzeba również nagrać jakiś filmik, potem go obrobić i wysłać na You Tube'a, co przy dużych rozdzielczościach "chwilę" trwa.
Pomijam już sytuacje, gdy podczas wysyłania kilkudziesięciu zdjęć, serwer elektrody odmawia posłuszeństwa. Albo nagle nadchodzi burza i szybkie łącze LTE, zamienia się 0,3kb "zamulacza".
Mamy już zdjęcia, nagraliśmy i wrzuciliśmy na YouTube' filmiki. Teraz czas zacząć pisać...
No właśnie, trzeba nasze doświadczenia przekształcić, w zrozumiały dla innych tekst. I tu pojawia się pewien problem...Tak zwana "Wena" ("zdradliwa wena, raz jest, raz jej nie ma", jak śpiewał Kaliber 44), no właśnie... Czasem bardzo ciężko jest się zebrać, żeby zacząć coś pisać. Na szczęście, po kilku pierwszych zdaniach, zwykle dostaję tej zdradliwej weny.
No, ale jak coś cię już zaczęło, to trzeba skończyć.
Siadam zatem do klawiatury i zaczynam, tworzyć. W czasie pisania, wielokrotnie zmieniam koncepcję, sposób "narracji" a także "osobę w której piszę". Robię to nieświadomie, bo pisząc, dla Was, staram się utrzymywać ton luźnej pogawędki z kumplem, zamiast naukowego wykładu. Niestety powoduje to, dość chaotyczny styl i dla większości z czytelników nie byłby zrozumiały.
Co za tym idzie, po napisaniu artykułu,należy go przeredagować (to pewnie dla tego dostałem rangę redaktora
To naprawdę nie jest łatwe zadanie. A im dłuższy artykuł, tym trudniej zweryfikować wszystkie błędy, i nie mówię tutaj, o ortografii, czy błędach stylistycznych. Często się zdarza, że zaczynam pisać jakieś zdanie, a potem zmieniam zdanie (masło maślane), i napiszę coś innego, to zapominam "skasować poprzedniej myśli". Takie błędy są bardzo ciężkie do wychwycenia, jak się czyta ten sam tekst kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt razy w ciągu pisania. Tym bardziej, że dobrze wiemy co napisaliśmy (chcieliśmy napisać). Dla tego czytając ten sam tekst, na drugi dzień rano, znajduję zwykle bardzo wiele błędów, których wcześniej "nie było".
Teraz dopiero doceniłem ile trudu w sprawdzanie dyktand w najmłodszych klasach szkoły podstawowej, muszą wkładać nauczyciele.
Ja po paru godzinach pisania, mam problem ze znalezieniem błędu w podkreślonym na czerwono słowie, napisanym wyraźną i czytelną czcionką. Taki bidny nauczyciel, musi "rozkminiać" bazgroły dzieciaków.
Podsumowując:
Napisanie artykułu, po za samym monotonnym stukaniem w klawisze i poprawianiem literówek, wymaga mnóstwa nakładu innej pracy.
Jak widzicie, życie redaktora, na Elektrodzie, łatwe nie jest...
Ale kocham ten portal i uwielbiam dzielić się na nim swoimi "mądrościami"
Ps.
Uprzedzając opinie niektórych użytkowników, informuję, że nikt mi nie zapłacił za wyrażenie miłości do Elektrody na Elektrodzie, zrobiłem to z własnej nieprzymuszonej woli. Ba, mogę to nawet zadeklarować na innych forach na których mam konto
No to wylałem, co mi na sercu leżało. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu, wielu z was spojrzy inaczej na naszą niełatwą pracę.
Pozdrawiam.
CMS
PS 2.
Przed publikacja artykułu, zauważyłem kilka błędów o których pisałem, ale celowo ich nie poprawiłem.
Zobaczymy ile znajdziecie? Daję głowę że znacznie więcej niż ja.
PS 3.
Pisać zacząłem chwilę po godzinie 18.
Publikuję o 21:17. W ciągu godziny, temat powinien pojawić się na stronie głównej.
Fajne? Ranking DIY
