Witajcie.
Chciałbym prosić Was o radę albo potwierdzenie moich przypuszczeń. Może ktoś z Was miał podobne doświadczenia?
Po kolei opisze problemy:
Dotyczy samochodu: Opel Vectra B, 99r, X18XE1, Benzyna + LPG.
Zaczątek problemów występował już dawno temu. Podejrzane szarpanie podczas zmiany biegów , głównie na 1,2,3 biegu. Podczas hamowania silnikiem występował lekki "kangurek". Również podczas dodawania gazu często ze dwa razy szarpnęło. Raz na jakiś czas zapalał się "check", ale gasł kilka minut później lub zawsze podczas zgaszenia i ponownego włączania silnika. Błąd jaki występował to:
P0130 - za wysokie napięcie sensora O2.
A więc sonda lambda. I wiązałem ten problem z LPG. Na benzynie również szarpało, ale pomyślałem, że LPG rozjechało mapy. I tak też jeździłem długi czas. Obiecywałem sobie, że w końcu pojadę wyregulować ponownie gaz, ale trochę nauczyłem się z tym jeździć. Delikatniej pracowałem sprzęgłem i jakoś to było.
Jednak ostatnio zaczęło się na dobre: Świrował mi prędkościomierz! To znaczy jak jechałem 10 km/h albo stałem na światłach, to potrafił skakać od 10 do 40 czy 50 km/h, a potem się uspokajał. Nagle, podczas tych skoków auto przestawało szarpać! Schodził gładko z obrotów, hamowanie silnikiem było przyjemne jak nigdy.
Potem posprawdzałem bezpieczniki, kable, połączenie liczników w desce itp. Licznik przestał skakać. Ale znów wróciło poszarpywanie!
I w końcu wisienka na torcie: W trasie auto odmawiało posłuszeństwa.
Jadę sobie, a tu nagle "check". Myślę sobie, że to znów lambda i zaraz zgaśnie. Zgasł "check" ale pojawiła się "dziura" w pedale gazu. To znaczy, ja mu w gaz, a tu nic. Nie reaguje. Po trzech sekundach nagle auto jakby sobie przypomniało, że naciskałem gaz i wskoczyło na 3 albo 4 tysiące obrotów. A przy ty bardzo mocno szarpnęło. Zdarzyło się tak kilka razy. Aż silnik zgasł.
Zjechałem na pobocze. Kręcę rozrusznikiem. A tu nic. Nie odpala. Po kilku próbach załapał w końcu, ale jałowe obroty były ok. 300-400. Prychał, falował jak wariat, pracował zdecydowanie nie na wszystkie cylindry. Na dwa albo trzy.
Posprawdzałem pod maską co się da. Olej, czy przewodu odmy nie zatkane, czy filtr powietrza jest w całości, czy płynu chłodniczego nie ubyło, czy kable od modułu zapłonowego są w całości itp.
Nagle za którymś odpaleniem silnik zaczął pracować poprawnie, równiutko. No to wsiadam i jadę.
Po kilkunastu kilometrach znów to samo. Przełączyłem na benzynę, myśląc, że to wina gazu. Ale na benzynie wystąpiło to samo.
Problem powtórzył się łącznie trzy razy. Występował wtedy, gdy często przyhamowywałem, zmieniałem biegi, zatrzymywałem się przed rondem itp.
80 ostatnich kilometrów do domu jechałem na trasie szybkiego ruchu za TIRem, 80-90 km/h, z jednostajnymi obrotami, około 2000-2500. Noga mi ścierpła normalnie na pedale gazu od znieruchomienia
No, ale w końcu wjechałem do miasta i modliłem się, żeby tylko na światłach mi nie odwalił akcji. A tu nic! Silnik pracował równo, jak nigdy. Płynnie schodził z obrotów, ładnie na nie wchodził, nic nie szarpało.
Dojechałem do domu.
Dziś podłączam pod Op-coma, a tu szereg zapisanych błędów:
P0130 - za wysokie napięcie sensora O2
P0131 - zasięg/działanie sensora O2
P0505 - za wysokie napięcie regulacji biegu jałowego
P1405 - za niskie napięcie zaworu wartości rzeczywistego recyrkulacji gazu wydechowego (EGR)
P0403 - przerwany obwód zaworu EGR
P0100 - za niskie napięcie przepływomierza powietrza
Wszystko na raz? O co chodzi? Wydaje mi się, że ześwirował ECU.
Możecie coś doradzić?
Chciałbym prosić Was o radę albo potwierdzenie moich przypuszczeń. Może ktoś z Was miał podobne doświadczenia?
Po kolei opisze problemy:
Dotyczy samochodu: Opel Vectra B, 99r, X18XE1, Benzyna + LPG.
Zaczątek problemów występował już dawno temu. Podejrzane szarpanie podczas zmiany biegów , głównie na 1,2,3 biegu. Podczas hamowania silnikiem występował lekki "kangurek". Również podczas dodawania gazu często ze dwa razy szarpnęło. Raz na jakiś czas zapalał się "check", ale gasł kilka minut później lub zawsze podczas zgaszenia i ponownego włączania silnika. Błąd jaki występował to:
P0130 - za wysokie napięcie sensora O2.
A więc sonda lambda. I wiązałem ten problem z LPG. Na benzynie również szarpało, ale pomyślałem, że LPG rozjechało mapy. I tak też jeździłem długi czas. Obiecywałem sobie, że w końcu pojadę wyregulować ponownie gaz, ale trochę nauczyłem się z tym jeździć. Delikatniej pracowałem sprzęgłem i jakoś to było.
Jednak ostatnio zaczęło się na dobre: Świrował mi prędkościomierz! To znaczy jak jechałem 10 km/h albo stałem na światłach, to potrafił skakać od 10 do 40 czy 50 km/h, a potem się uspokajał. Nagle, podczas tych skoków auto przestawało szarpać! Schodził gładko z obrotów, hamowanie silnikiem było przyjemne jak nigdy.
Potem posprawdzałem bezpieczniki, kable, połączenie liczników w desce itp. Licznik przestał skakać. Ale znów wróciło poszarpywanie!
I w końcu wisienka na torcie: W trasie auto odmawiało posłuszeństwa.
Jadę sobie, a tu nagle "check". Myślę sobie, że to znów lambda i zaraz zgaśnie. Zgasł "check" ale pojawiła się "dziura" w pedale gazu. To znaczy, ja mu w gaz, a tu nic. Nie reaguje. Po trzech sekundach nagle auto jakby sobie przypomniało, że naciskałem gaz i wskoczyło na 3 albo 4 tysiące obrotów. A przy ty bardzo mocno szarpnęło. Zdarzyło się tak kilka razy. Aż silnik zgasł.
Zjechałem na pobocze. Kręcę rozrusznikiem. A tu nic. Nie odpala. Po kilku próbach załapał w końcu, ale jałowe obroty były ok. 300-400. Prychał, falował jak wariat, pracował zdecydowanie nie na wszystkie cylindry. Na dwa albo trzy.
Posprawdzałem pod maską co się da. Olej, czy przewodu odmy nie zatkane, czy filtr powietrza jest w całości, czy płynu chłodniczego nie ubyło, czy kable od modułu zapłonowego są w całości itp.
Nagle za którymś odpaleniem silnik zaczął pracować poprawnie, równiutko. No to wsiadam i jadę.
Po kilkunastu kilometrach znów to samo. Przełączyłem na benzynę, myśląc, że to wina gazu. Ale na benzynie wystąpiło to samo.
Problem powtórzył się łącznie trzy razy. Występował wtedy, gdy często przyhamowywałem, zmieniałem biegi, zatrzymywałem się przed rondem itp.
80 ostatnich kilometrów do domu jechałem na trasie szybkiego ruchu za TIRem, 80-90 km/h, z jednostajnymi obrotami, około 2000-2500. Noga mi ścierpła normalnie na pedale gazu od znieruchomienia
Dojechałem do domu.
Dziś podłączam pod Op-coma, a tu szereg zapisanych błędów:
P0130 - za wysokie napięcie sensora O2
P0131 - zasięg/działanie sensora O2
P0505 - za wysokie napięcie regulacji biegu jałowego
P1405 - za niskie napięcie zaworu wartości rzeczywistego recyrkulacji gazu wydechowego (EGR)
P0403 - przerwany obwód zaworu EGR
P0100 - za niskie napięcie przepływomierza powietrza
Wszystko na raz? O co chodzi? Wydaje mi się, że ześwirował ECU.
Możecie coś doradzić?
