Do napisania tego artykułu, podchodziłem "jak pies do jeża". Jest to jedna z całkowicie bezużytecznych rzeczy, które dostałem od Gulsona*, do zrecenzowania, bo jest bardzo popularna na Aliexpress...
Już w dniu gdy otrzymałem przesyłkę z tym czymś, miałem przyjemność rozmawiać z Kamilem przez telefon i nadmieniłem mu, że właśnie dostałem "karalucha", i że jest to straszny badziew. Kamil jednak odpowiedział, że jest to cholernie popularny "badziew" i trzeba to sprawdzić.
Poczułem się zatem zobowiązany do opisania tego "karalucha".
Standardowo, zacznijmy od screenshota z aukcji:
Ze zdjęcia wynika, że płacimy około dziesięciu polskich (ciężko zarobionych) złotych, za produkt, którym, może uda się wystraszyć, narzeczoną, czy teściową.
Założenie jest takie, że "karaluch" ucieka przed światłem słonecznym. Czyli w teorii, powinien się zachowywać, jak normalny niechciany gość naszej kuchni czy łazienki.
Tymczasem okazuje się, że kupując "to coś" wyrzuciliśmy dychę w błoto (a można było kupić dwa dobre piwa w osiedlowym monopolowym). Na szczęście to nie moja dycha
.
Zaprezentuję może kilka zdjęć, tego robala, a potem pogadamy o tym jak się toto sprawuje w rzeczywistości.
W "instrukcji/ulotce" wyraźnie napisali, że "owad" może się poruszać do tyłu, więc to jak się zachowuje ten opisywany, też jest pewnie całkiem normalne.
Jak widać, jest to banalne konstrukcja, z silniczkiem/wibratorem, takim samym jak w starszych telefonach (teraz, coraz częściej stosuje się obciążoną membranę). Zasada działania, jest tak prosta, że aż śmieszna. Silniczek wprawia w wibracje całego owada, a ten przesuwa się po PŁASKIEJ powierzchni w nieokreślonym kierunku.
Jeśli natomiast chodzi o zapotrzebowanie na światło, to jak wynika z opisu, "robal" powinien zacząć swój szalony chód w nieznanym kierunku, już przy wykorzystaniu światła słonecznego.
Tak niestety nie jest i aby zmusić to do ruchu, musiałem z kilkunastu centymetrów poczęstować go czterysta-pięćdziecięcioma lumenami (450lm). Efekty tego widać na filmiku.
Nie mam bladego pojęcia, czemu ten badziew jest tak popularny.
Jest jeszcze jedna możliwość. Na zdjęciach widać, że jedna z "niteczek" w ogniwie słonecznym jest w kilku miejscach przerwana. Możliwe, że ogniwo jest uszkodzone i normalnie ten "karaluch" faktycznie reaguje na światło słoneczne. Aczkolwiek, nawet gdyby tak było, to i tak sposób poruszania się tego czegoś, nie ma nic wspólnego z poruszaniem się prawdziwych owadów.
Na koniec, dodaję filmik prezentujący jak się porusza to nieszczęście.
Podsumowując. Bo muszę podsumować...
Według mnie, jest to kompletnie bezużyteczny gadżet i zmarnowane przez Kamila dziesięć naszych cennych złotówek, które wyjechało na emigrację do Chin i raczej już nie wróci.
Może chociaż uda mi się wykorzystać to ogniwo słoneczne i upchać je do słuchawek Bluetooth.
No ale cóż, raz na wozie, raz pod wozem. W następnym artykule, postaram się wam opisać kolejny tester elementów. Tym razem zasilany z ogniwa 14500, z możliwością ładowania przez microUSB.
Uff, jakoś poszło, mam to już za sobą i mogę się skupić na kolejnym artykule, o czymś co może być do czegokolwiek i w jakikolwiek sposób przydatne...
Pozdrawiam.
CMS
*Kamilku mój drogi, czy ja Ci czymś podpadłem, że skazałeś mnie na tego karalucha

Już w dniu gdy otrzymałem przesyłkę z tym czymś, miałem przyjemność rozmawiać z Kamilem przez telefon i nadmieniłem mu, że właśnie dostałem "karalucha", i że jest to straszny badziew. Kamil jednak odpowiedział, że jest to cholernie popularny "badziew" i trzeba to sprawdzić.
Poczułem się zatem zobowiązany do opisania tego "karalucha".
Standardowo, zacznijmy od screenshota z aukcji:
Ze zdjęcia wynika, że płacimy około dziesięciu polskich (ciężko zarobionych) złotych, za produkt, którym, może uda się wystraszyć, narzeczoną, czy teściową.
Założenie jest takie, że "karaluch" ucieka przed światłem słonecznym. Czyli w teorii, powinien się zachowywać, jak normalny niechciany gość naszej kuchni czy łazienki.
Tymczasem okazuje się, że kupując "to coś" wyrzuciliśmy dychę w błoto (a można było kupić dwa dobre piwa w osiedlowym monopolowym). Na szczęście to nie moja dycha
Zaprezentuję może kilka zdjęć, tego robala, a potem pogadamy o tym jak się toto sprawuje w rzeczywistości.
W "instrukcji/ulotce" wyraźnie napisali, że "owad" może się poruszać do tyłu, więc to jak się zachowuje ten opisywany, też jest pewnie całkiem normalne.
Jak widać, jest to banalne konstrukcja, z silniczkiem/wibratorem, takim samym jak w starszych telefonach (teraz, coraz częściej stosuje się obciążoną membranę). Zasada działania, jest tak prosta, że aż śmieszna. Silniczek wprawia w wibracje całego owada, a ten przesuwa się po PŁASKIEJ powierzchni w nieokreślonym kierunku.
Jeśli natomiast chodzi o zapotrzebowanie na światło, to jak wynika z opisu, "robal" powinien zacząć swój szalony chód w nieznanym kierunku, już przy wykorzystaniu światła słonecznego.
Tak niestety nie jest i aby zmusić to do ruchu, musiałem z kilkunastu centymetrów poczęstować go czterysta-pięćdziecięcioma lumenami (450lm). Efekty tego widać na filmiku.
Nie mam bladego pojęcia, czemu ten badziew jest tak popularny.
Jest jeszcze jedna możliwość. Na zdjęciach widać, że jedna z "niteczek" w ogniwie słonecznym jest w kilku miejscach przerwana. Możliwe, że ogniwo jest uszkodzone i normalnie ten "karaluch" faktycznie reaguje na światło słoneczne. Aczkolwiek, nawet gdyby tak było, to i tak sposób poruszania się tego czegoś, nie ma nic wspólnego z poruszaniem się prawdziwych owadów.
Na koniec, dodaję filmik prezentujący jak się porusza to nieszczęście.
Podsumowując. Bo muszę podsumować...
Według mnie, jest to kompletnie bezużyteczny gadżet i zmarnowane przez Kamila dziesięć naszych cennych złotówek, które wyjechało na emigrację do Chin i raczej już nie wróci.
Może chociaż uda mi się wykorzystać to ogniwo słoneczne i upchać je do słuchawek Bluetooth.
No ale cóż, raz na wozie, raz pod wozem. W następnym artykule, postaram się wam opisać kolejny tester elementów. Tym razem zasilany z ogniwa 14500, z możliwością ładowania przez microUSB.
Uff, jakoś poszło, mam to już za sobą i mogę się skupić na kolejnym artykule, o czymś co może być do czegokolwiek i w jakikolwiek sposób przydatne...
Pozdrawiam.
CMS
*Kamilku mój drogi, czy ja Ci czymś podpadłem, że skazałeś mnie na tego karalucha
Fajne? Ranking DIY