Nastał czas na kolejny artykuł z nowego cyku "Popularne na Allegro".
Tym razem otrzymałem do przetestowania Watomierz AZE LE-02. Jego historia wyglądała mniej więcej tak, że Kamil, rzucił kilka gadżetów, a ja przy tym konkretnie "liczniku" wpisałem, że mam podobny i mogę zrobić porównanie. Niestety nie dysponuje sprzętem do "porządnych pomiarów" tego ustrojstwa (tutaj przydałby się jakiś dobrze wyposażony elektryk). Koniec końców nikt się nie zgłosił i dostałem ten watomierz w paczuszcze od Gulsona.
A jak już dostałem, to wypada stanąć na wysokości zadania i coś na ten temat napisać.
Na początek standardowo, zamieszczam screenshota s aukcji:
Jak widać "licznik" kosztuje raptem 33 polskie złote, ALE tutaj niestety musimy doliczyć koszty wysyłki, czego u majfriendów (zwykle) nie doświadczymy.
Przejdźmy zatem do "testowania", aczkolwiek jak mówiłem, nie dysponuję stosownym sprzętem i jedyne co mogę zrobić, to porównać z moim obecnym "licznikiem energii elektrycznej" prosto z Lidla.
No to zaczynamy. Nieraz już wspominałem, że jeden obraz zastąpi tysiąc słów, więc na początek kilka zdjęć:
Porównywać będziemy z moim miernikiem energii elektrycznej, prosto z Lidla.
Jeśli dwa "liczniki" wskażą podobne wartości, to jest już podstawa by podejrzewać, że wskazują w miarę poprawnie.
Zanim jednak zabierzemy się za sprawdzanie poprawności pomiarów, wypadałoby powiedzieć, do czego to właściwie służy. Początkujący elektronik hobbysta, lub uczeń, który poznał już prawo Ohma, mógłby zarzucić, że przecież do pomiaru mocy jakiegoś urządzenia, wystarczy użyć multimetru. Przecież uczyli w szkole, że moc to iloczyn napięcia i prądu płynącego w układzie. Wystarczy zatem zmierzyć napięcie w sieci zasilającej, następnie wpiąć szeregowo amperomierz i przemnożyć przez siebie otrzymana wyniki.
Otóż NIE. A właściwie to TAK i NIE. No bo jeśli chcielibyśmy zmierzyć sobie moc jakiegoś obciążenia rezystancyjnego, na przykład żarówki, a wcześniej chwilę odczekamy aż włókno osiągnie temperaturę pracy, to wynik obliczeń będzie się pokrywał z rzeczywistością.
Co jednak jeśli chcemy zmierzyć jaką moc pobiera urządzenie o innym niż rezystancyjne rodzaju obciążenia?
W takim wypadku należy wziąć pod uwagę dodatkowy parametr, jest nim tak zwany Cosinus Fi oznaczany symbolem cos φ. A co to takiego?
Na początek należy zdać sobie sprawę, że moc, mocy nie jest równa (w Gwiezdnych Wojnach była tylko ciemna strona i jasna strona, co było proste i "skuteczne"), niestety w naszym świecie tak łatwo nie jest i tych "mocy" mamy więcej. Aczkolwiek w tym momencie są dla nas istotne tylko "dwie strony mocy"
. Pozwolę sobie jednak przytoczyć cytat:
Nas jednak interesuje tylko moc czynna, bo to za nią właśnie płacimy dostawcy prądu.
No ale co z tym cosφ i czemu przez jego obecność nie możemy sobie po prostu przemnożyć "prądu przez napięcie". Tutaj z kolei zacytuję Wikipedię bo nie ma sensu odkrywać koła na nowo:
Musiałem wyciąć część ze wzorami, jak kogoś interesuje całość to zapraszam do źródła.
Teraz mogę już przejść do prezentacji wyników pomiarów i porównań z innymi urządzeniami.
Aby było Wam łatwiej się odnaleźć w cyferkach na zdjęciach, zalecam lekturę krótkiej instrukcji obsługi, którą zamieszczam poniżej:
Jak już przeczytaliście instrukcję, to zapraszam zatem na foto prezentację:
Na pierwszy ogień poszedł czajnik. Dwa gotowania tej samej ilości wody. Start od temperatury 25°C.
Wyniki poniżej:
Drugi "miernik":
Niestety watomierze są zupełnie różne i nie pokrywają się funkcjami.
Dodam zatem kilka zdjęć z innych urządzeń, oraz porównanie z "prawdziwym" woltomierzem i amperomierzem.
Na początek żarówka 60W:
Teraz kolejne rezystancyjne obciążenie, tym razem żelazko:
I drugi "licznik":
Wygląda, że pomiary są w miarę zbliżone, pamiętajmy jednak, że watomierz użyty do porównania, to również tani gadżet.
Zobaczmy zatem, jak tytułowy bohater artykułu poradzi sobie z pomiarem gdy będzie musiał "monitorować" coś "trudniejszego" niż grzałkę.
Podłączamy komputer.

Test trwał kilkadziesiąt minut, zanim uświadomiłem sobie, że w takim tempie, licznik kosztów zbyt szybko nie podskoczy. Dlatego zdecydowałem się przerwać test i ustawić koszt kilowatogodziny na 15 PLN. Co za tym idzie, koszt zużytej energii, jest tylko poglądowy i nie ma nic wspólnego z realnym jej kosztem.
Teraz przejdźmy do porównania wskazań omawianego watomierza, ze zwykłym multimetrem, którym będziemy monitorować napięcie, oraz z amperomierzem cęgowym, którym będziemy dokonywać pomiaru prądu.
Na początek porównanie odczytów z amperomierza cęgowego i multimetru.
Poniżej zamieszczam porównanie pomiarów przy każdym z ekranów watomierza.
https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic3500624.html#17447596
Na powyższych zdjęciach, obciążeniem była lampa halogenowa, z wkładką o mocy 500W.
Podsumowując ten artykuł (chociaż to bardziej było fotostory), jeśli chcemy sobie tanim kosztem obliczyć cenę energii zużytej do grzania elektrycznego grilla w ogrodzie, czy koszty utrzymania komputera włączonego przez dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu, to jak najbardziej może nam się ten gadżet przydać. Jeśli jednak potrzebujemy naprawdę precyzyjnego pomiaru, to niestety, ale musimy zainwestować w jakieś urządzenie z atestem.
Pozdrawiam.
CMS
Tym razem otrzymałem do przetestowania Watomierz AZE LE-02. Jego historia wyglądała mniej więcej tak, że Kamil, rzucił kilka gadżetów, a ja przy tym konkretnie "liczniku" wpisałem, że mam podobny i mogę zrobić porównanie. Niestety nie dysponuje sprzętem do "porządnych pomiarów" tego ustrojstwa (tutaj przydałby się jakiś dobrze wyposażony elektryk). Koniec końców nikt się nie zgłosił i dostałem ten watomierz w paczuszcze od Gulsona.
A jak już dostałem, to wypada stanąć na wysokości zadania i coś na ten temat napisać.
Na początek standardowo, zamieszczam screenshota s aukcji:
Jak widać "licznik" kosztuje raptem 33 polskie złote, ALE tutaj niestety musimy doliczyć koszty wysyłki, czego u majfriendów (zwykle) nie doświadczymy.
Przejdźmy zatem do "testowania", aczkolwiek jak mówiłem, nie dysponuję stosownym sprzętem i jedyne co mogę zrobić, to porównać z moim obecnym "licznikiem energii elektrycznej" prosto z Lidla.
No to zaczynamy. Nieraz już wspominałem, że jeden obraz zastąpi tysiąc słów, więc na początek kilka zdjęć:
Porównywać będziemy z moim miernikiem energii elektrycznej, prosto z Lidla.
Jeśli dwa "liczniki" wskażą podobne wartości, to jest już podstawa by podejrzewać, że wskazują w miarę poprawnie.
Zanim jednak zabierzemy się za sprawdzanie poprawności pomiarów, wypadałoby powiedzieć, do czego to właściwie służy. Początkujący elektronik hobbysta, lub uczeń, który poznał już prawo Ohma, mógłby zarzucić, że przecież do pomiaru mocy jakiegoś urządzenia, wystarczy użyć multimetru. Przecież uczyli w szkole, że moc to iloczyn napięcia i prądu płynącego w układzie. Wystarczy zatem zmierzyć napięcie w sieci zasilającej, następnie wpiąć szeregowo amperomierz i przemnożyć przez siebie otrzymana wyniki.
Otóż NIE. A właściwie to TAK i NIE. No bo jeśli chcielibyśmy zmierzyć sobie moc jakiegoś obciążenia rezystancyjnego, na przykład żarówki, a wcześniej chwilę odczekamy aż włókno osiągnie temperaturę pracy, to wynik obliczeń będzie się pokrywał z rzeczywistością.
Co jednak jeśli chcemy zmierzyć jaką moc pobiera urządzenie o innym niż rezystancyjne rodzaju obciążenia?
W takim wypadku należy wziąć pod uwagę dodatkowy parametr, jest nim tak zwany Cosinus Fi oznaczany symbolem cos φ. A co to takiego?
Na początek należy zdać sobie sprawę, że moc, mocy nie jest równa (w Gwiezdnych Wojnach była tylko ciemna strona i jasna strona, co było proste i "skuteczne"), niestety w naszym świecie tak łatwo nie jest i tych "mocy" mamy więcej. Aczkolwiek w tym momencie są dla nas istotne tylko "dwie strony mocy"
Cytat:W obwodach prądu sinusoidalnie przemiennego wyróżnia się trzy rodzaje mocy:
- moc czynną P, wrażaną wzorem P = U*I*cosφ, jednostka W (wat),
- moc bierną Q, wrażaną wzorem Q = U*I*sinφ, jednostka Var,
- moc pozorną S, wrażaną wzorem S = U*I, jednostka V*A.
Nas jednak interesuje tylko moc czynna, bo to za nią właśnie płacimy dostawcy prądu.
No ale co z tym cosφ i czemu przez jego obecność nie możemy sobie po prostu przemnożyć "prądu przez napięcie". Tutaj z kolei zacytuję Wikipedię bo nie ma sensu odkrywać koła na nowo:
Cytat:Współczynnik mocy, cos φ – stosunek mocy czynnej do mocy pozornej, czyli stosunek mocy użytecznej do iloczynu napięcia i prądu.
Powszechnie dziś stosowane w elektrotechnice pojęcie współczynnika mocy cos φ wprowadził pod koniec XIX wieku uczony polskiego pochodzenia Michał Doliwo-Dobrowolski pracujący wówczas w niemieckim koncernie AEG.
W obwodach zasilanych napięciem sinusoidalnie zmiennym, a powodujących powstawanie prądu o przebiegach okresowych niesinusoidalnych, rozpatruje się bardzo często dwie składowe współczynnika mocy:
cos φ – składową związaną z przesunięciem fazowym między pierwszą harmoniczną prądu i napięciem;
γ gamma – składowa związana z odkształceniem przebiegów prądu w stosunku do przebiegu napięcia.
Całkowity współczynnik mocy wynosi wtedy:
λ = γ cos φ
Moc czynną, bierną i pozorną można przedstawić graficznie w postaci trójkąta prostokątnego, zwanego trójkątem mocy. Z trójkąta tego wynika, że współczynnik mocy jest ilorazem mocy czynnej i pozornej:
λ = P/S ={\frac {P}{S}}} {\displaystyle \lambda ={\frac {P}{S}}}
gdzie:
(...)
Odbiorniki prądu przemiennego pobierają ze źródła moc pozorną S, a oddają na zewnątrz moc czynną P, w postaci energii cieplnej lub mechanicznej (wykonanej pracy).
Musiałem wyciąć część ze wzorami, jak kogoś interesuje całość to zapraszam do źródła.
Teraz mogę już przejść do prezentacji wyników pomiarów i porównań z innymi urządzeniami.
Aby było Wam łatwiej się odnaleźć w cyferkach na zdjęciach, zalecam lekturę krótkiej instrukcji obsługi, którą zamieszczam poniżej:
Jak już przeczytaliście instrukcję, to zapraszam zatem na foto prezentację:
Na pierwszy ogień poszedł czajnik. Dwa gotowania tej samej ilości wody. Start od temperatury 25°C.
Wyniki poniżej:
Drugi "miernik":
Niestety watomierze są zupełnie różne i nie pokrywają się funkcjami.
Dodam zatem kilka zdjęć z innych urządzeń, oraz porównanie z "prawdziwym" woltomierzem i amperomierzem.
Na początek żarówka 60W:
Teraz kolejne rezystancyjne obciążenie, tym razem żelazko:
I drugi "licznik":
Wygląda, że pomiary są w miarę zbliżone, pamiętajmy jednak, że watomierz użyty do porównania, to również tani gadżet.
Zobaczmy zatem, jak tytułowy bohater artykułu poradzi sobie z pomiarem gdy będzie musiał "monitorować" coś "trudniejszego" niż grzałkę.
Podłączamy komputer.
Test trwał kilkadziesiąt minut, zanim uświadomiłem sobie, że w takim tempie, licznik kosztów zbyt szybko nie podskoczy. Dlatego zdecydowałem się przerwać test i ustawić koszt kilowatogodziny na 15 PLN. Co za tym idzie, koszt zużytej energii, jest tylko poglądowy i nie ma nic wspólnego z realnym jej kosztem.
Teraz przejdźmy do porównania wskazań omawianego watomierza, ze zwykłym multimetrem, którym będziemy monitorować napięcie, oraz z amperomierzem cęgowym, którym będziemy dokonywać pomiaru prądu.
Na początek porównanie odczytów z amperomierza cęgowego i multimetru.
Poniżej zamieszczam porównanie pomiarów przy każdym z ekranów watomierza.
https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic3500624.html#17447596
Na powyższych zdjęciach, obciążeniem była lampa halogenowa, z wkładką o mocy 500W.
Podsumowując ten artykuł (chociaż to bardziej było fotostory), jeśli chcemy sobie tanim kosztem obliczyć cenę energii zużytej do grzania elektrycznego grilla w ogrodzie, czy koszty utrzymania komputera włączonego przez dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu, to jak najbardziej może nam się ten gadżet przydać. Jeśli jednak potrzebujemy naprawdę precyzyjnego pomiaru, to niestety, ale musimy zainwestować w jakieś urządzenie z atestem.
Pozdrawiam.
CMS
Fajne? Ranking DIY
