Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
IGE-XAOIGE-XAO
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Elektrownia jądrowa. Zbudujemy ją wreszcie?

retrofood 14 Lut 2020 23:10 36948 1711
  • #1681
    Mierzejewski46
    Poziom 18  
    Jak dawniej po wojnie drugiej światowej budowano bloki i osiedla to budynki ustawiano w sposób który umożliwiał naturalną wentylację terenu. Założeniem były tzw. kliny napowietrzające, mające chronić przed skutkami fali uderzeniowej wybuchu bomby atomowej. Jak się człowiek wychylił za ścianę skrajnego bloku to mało głowy nie urwało. Teren zawsze był przewietrzony. Smogu nie było. A więcej paliło się węgla w piecach domowych. Brak lub chaos w planowaniu zabudowy przestrzennej spowodował powstanie stref w których powietrze "stoi". Naturalnie ruszyć się tego powietrza nie da. Żadne nakazy, zakazy tego nie zmienią i nie naprawią.
  • IGE-XAOIGE-XAO
  • #1682
    CHOPIN66
    Poziom 11  
    A tymczasem firma Tokamak Energy ogłosiła ,że w ciągu dekady zbuduje trzy tokamaki energetyczne tak ,żeby w 2030 móc uruchomić pierwszą elektrownie fuzyjną . Pierwszy ich reaktor ST-25 najpierw z magnesami miedzianymi pracował przez 3 milisekundy ,następnie w 2015 przebudowali go i magnesy miedziane zastąpili magnesami z nadprzewodnika wysoko temperaturowego z materiału HTS . Reaktorowi nadali nazwę ST-25 HTS i na wystawie Royal Society transmitowali jak w laboratorium pracował przez ciągle przez 29 godzin dopóki go nie wyłączyli tym samym, de fakto bijąc rekord Świata .
    https://spidersweb.pl/bizblog/tokamak-energy-sztuczne-slonce/


    Link
    od 2:20 jest pokazana transmisja pracy przez ów 29 h .
  • IGE-XAOIGE-XAO
  • #1683
    E8600
    Poziom 38  
    To jest właśnie jedyny słuszny kierunek rozwoju czyli naprawdę czysta energia.
    Paradoksem jest to, że urządzenie тороидальная камера с магнитными катушками zapoczątkowała Rosja, kraj żyjący z eksportu węgla i gazu.

    Jakoś nie trafiłem aktualnych danych z postępów ale po tym info można sądzić, że świat jest bliżej niż dalej.
    Zawiało optymizmem być może dożyje przełomu energetycznego. :D
  • #1684
    Marcin125
    Poziom 16  
    Mierzejewski46 napisał:
    Smogu nie było. A więcej paliło się węgla w piecach domowych.


    Smog był od zawsze.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_smog_londyński

    Dodano po 3 [minuty]:

    CHOPIN66 napisał:
    żeby w 2030 móc uruchomić pierwszą elektrownie fuzyjną


    Bajki... może za 100 lat
  • #1685
    CHOPIN66
    Poziom 11  
    Marcin125 napisał:
    CHOPIN66 napisał:
    żeby w 2030 móc uruchomić pierwszą elektrownie fuzyjną


    Bajki... może za 100 lat


    Nie bajki a fakty :D zbierają na ten cell pieniądze , mają obecnie zebrane 67mln funtów . Tyle ile trzeba na opracowanie i zbudowanie jednego reaktora .
  • #1686
    vodiczka
    Poziom 43  
    CHOPIN66 napisał:
    Nie bajki a fakty zbierają na ten cell pieniądze , mają obecnie zebrane 67mln funtów . Tyle ile trzeba na opracowanie i zbudowanie jednego reaktora .
    Reaktor to jeszcze nie elektrownia a to, że model ST-25 HTS przepracował 29h bez przerwy to wynik bardzo zachęcający ale nie dający gwarancji, że będzie mógł pracować bez przerwy np. 3000h (125dni)
    Moim zdaniem, pierwsza działająca elektrownia fuzyjna o mocy powyżej 100 MW to nie 2030 rok i nie 2120 rok a lata pomiędzy 2050 a 2060 rokiem.
  • #1687
    retrofood
    Moderator
    Cytat:
    Prezydent Donald Trump ma swoje pomysły dotyczące energii. Po próbach wstrzeszenia przemysłu węglowego, chce teraz powalczyć o uran. To wszystko w czasie, kiedy wydobycie uranu w USA spadło o ponad 90 proc., a energia pochodząca z gazu czy odnawialnych źródeł staje się coraz tańsza.

    Prezydent Donald Trump w swoich propozycjach budżetowych na 2021 rok wnioskuje o dodatkowe środki na utworzenie amerykańskiej rezerwy uranu. Chodzi o to, by wydobywać ten metal na terenie Stanów Zjednoczonych.

    Donald Trump stawia na uran
    Firmy z USA, które się tym zajmują (albo zajmowały) przegrywają z tańszym surowcem z importu. Elektrownie jądrowe w Stanach Zjednoczonych kupują uran z Kanady, Australii, Rosji, Chin i Kazachstanu, tylko 10 proc. pochodzi z amerykańskich kopalni. A Trump chce - jak pisze Reuters, cytując sekretarza energii - rzucić wyzwanie globalnej ekspansji rozwoju energetyki jądrowej przez Chiny i Rosję.
    Administracja prezydenta chce wydać na zakupy uranu od amerykańskich firm 150 mln dolarów - to w ramach przyszłorocznego budżetu. Cały, 10-letni program kosztowałby 1,5 mld dolarów. Na razie nie wiadomo, gdzie rezerwa uranu miałaby się znajdować. Skorzystać miałoby kilka kopalni, Departament Energii nie podaje, które, ale branża wskazuje na te znajdujące się w stanie Wyoming.

    Projekt nie jest też przesądzony. Musi zgodzić się na niego Kongres, a ten jest podzielony - większość w Izbie Reprezentantów mają opozycyjni wobec prezydenta demokraci, w Senacie - Partia Republikańska. Pomysł ma zwolenników wśród ponad 20 zasiadających w Kongresie polityków z zachodnich stanów (gdzie znajdują się kopalnie) oraz oczywiście branży energetyki atomowej. Już wcześniej prosiła ona o Trumpa państwowe wsparcie finansowe, na co prezydent się nie zgodził. W zamian proponuję utworzenie narodowego "składu" uranu.

    Przeciwnicy: Trump skupia się na pomocy dla branży
    Przeciwnicy, nie tylko przedstawiciele Partii Demokratycznej, ale i analitycy, podnoszą, że celem Trumpa jest tak naprawdę pomoc publiczna dla kilku firm, które nie radzą sobie na globalnym rynku. Popyt na paliwo jądrowe spadł po katastrofie w japońskiej elektrowni Fukushima z 2011 roku, a w ostatnich pięciu latach produkcja uranu w USA spadła o 96 proc.

    - Ratowanie jakiejś branży nie jest odpowiedzialnością podatników, czy to chodzi o uran, energię solarną czy węgiel - mówi, cytowana przez agencję Associated Press Katie Tubb, analityczka ds. polityki energetycznej w konserwatywnej fundacji Washington Heritage.
    Utrzymywanie elektrowni jądrowych w USA staje się coraz droższe. Wydają one ogromne pieniądze na kwestie bezpieczeństwa, a konkurencją dla nich są na przykład elektrownie opalane tanim gazem naturalnym. OD 2013 roku w Stanach Zjednoczonych zamknięto osiem elektrowni jądrowych, kolejne czeka to w najbliższych latach.


    Link

    Dodano po 24 [minuty]:

    Cytat:

    Państwowe spółki utopiły pieniądze w projekcie budowy elektrowni węglowej Ostrołęka C, która od lat nie miała ekonomicznego uzasadnienia. Węglowa fanaberia byłego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego kosztowała nas co najmniej 1 mld zł.

    Według naszych informacji nawet 1 mld zł mogły wpompować państwowe koncerny w budowę nierentownego bloku na węgiel w Ostrołęce. Choć na razie Enea i Energa poinformowały jedynie o zawieszeniu finansowania budowy węglowej Ostrołęki C, wiadomo, że na projekt w dotychczasowym kształcie nie wyłożą już ani złotówki.

    A to oznacza koniec węglowej inwestycji, o której nierentowności wiadomo już było, zanim zdecydowano o wznowieniu jej realizacji.

    Elektrownia na siłę

    Jak to się zaczęło?
    Spółka Energa mająca przygotować i zbudować trzeci blok węglowy w Ostrołęce powstała w 2009 roku. Polska potrzebuje nowych źródeł energii, bo zaniedbywana przez lata energetyka będzie mieć w przyszłości kłopoty z pokryciem rosnącego zapotrzebowania na prąd. Okazuje się jednak, że decyzja ta nie była najrozsądniejsza.
    We wrześniu 2012 roku walne zgromadzenie akcjonariuszy Energi zdecydowało bowiem o wstrzymaniu realizacji projektu i rezygnacji z dalszych prac. Powód? Analiza efektywności ekonomicznej, która w obu przyjętych scenariuszach rozwoju otoczenia rynkowego wykazywała ujemne wskaźniki. Mówiąc wprost: projekt się nie spinał. Elektrownia została uznana za nierentowną.
    Ale po jesiennych wyborach w 2015 roku do władzy wraca PiS, a ministrem odpowiedzialnym za energetykę zostaje Krzysztof Tchórzewski, inżynier elektryk wybrany do Sejmu w okręgu siedleckim, obejmującym... Ostrołękę.
    Ten sam, który późniejsze deklaracje instytucji finansowych, że nie będą wchodzić w projekty węglowe nazywał "niezrozumiałą modą na to, że powinniśmy mieć jak najwięcej energetyki bezemisyjnej".

    Pół roku później Energa odkrywa, że projekt elektrowni jest jednak obiecujący, z uwagi na "zmianę uwarunkowań realizacyjnych". Stwierdza, że dodatkowym źródłem przychodów może być rynek mocy. Tyle że to plaster na ewidentne wady projektu Ostrołęki. Rynek mocy UE wyklucza jako wsparcie dla elektrowni węglowych, a minister Tchórzewski musi walczyć o wyjątek dla Ostrołęki. Drugi argument PiS: nowy blok może zasypać dziurę po zamykanych z uwagi na klimatyczne obostrzenia, przestarzałych elektrowniach. Do projektu dołącza inna państwowa spółka Enea.

    W grudniu 2018 roku, gdy kłopoty ze znalezieniem finansowania stają się aż nazbyt oczywiste, NIK pisze: "Zadeklarowane przez wspólników środki pozwalają na sfinansowanie etapów inwestycji zaplanowanych do połowy 2021 r. na poziomie około 45 proc. całości projektu".
    Rząd nie rezygnuje jednak i w nierentowny projekt próbuje wmanewrować jeszcze trzeci koncern - PGE. Ten się jednak od niego dystansuje.

    Tymczasem Ostrołęka kontraktuje dostawy prądu z nowego bloku od października 2023 roku, choć wiadomo, że do tego momentu nie ma szans na ukończenie inwestycji.

    Z fatalnej decyzji można było się wycofać już dawno
    - W 2016 roku, gdy wznawiano projekt, przesłanek wskazujących na głęboką nieopłacalność Ostrołęki C było nawet więcej niż w 2012 roku - przekonuje Michał Hetmański, analityk fundacji Instrat. - Znany był już chociażby kształt systemu unijnego handlu emisjami ETS, czyli wiadomo było, że ceny uprawnień do emisji CO2, które muszą kupować elektrownie na węgiel będą rosły - wskazuje.

    Dziś, gdy Krzysztof Tchórzewski jest już tylko szeregowym posłem, węglowy etap tej inwestycji przechodzi do historii, gdy zaawansowanie opóźnionej budowy wynosi 5 proc. "Decyzja o zawieszeniu finansowania projektu może skutkować także zawieszeniem prac przy budowie Ostrołęki C" - czytamy w oświadczeniu Energi i Enei.

    Jak potwierdza dr Joanna Maćkowiak-Pandera, szefowa Forum Energii, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na przyszłość będzie zmiana technologii elektrowni na gazową. - Taki scenariusz był rozważany od pewnego czasu i jest on uzasadniony, ponieważ z jednej strony koszty produkcji opartej na węglu są dziś bardzo wysokie, a z drugiej bloki gazowe lepiej dostosowują się do kształtu dzisiejszego systemu elektroenergetycznego - podkreśla ekspertka.

    Jej zdaniem jednak decyzję o wstrzymaniu inwestycji węglowej można było podjąć już dawno. - Ceny praw do emisji CO2 wzrosły półtora roku temu, nie od dziś wiadomo też o problemie z zapewnieniem dostaw polskiego węgla do elektrowni. Nie zmieniła się ani polityka klimatyczno-energetyczna UE ani struktura rynku - wymienia.

    Ostatnie dwa lata udowodniły, że Ostrołęka wcale nie spalałaby - jak uzasadniał sens inwestycji Tchórzewski - polskiego węgla. W 2018 roku padł rekord importu - do Polski trafiło 20 mln ton czarnego paliwa, w tym 13 mln ton z Rosji. Do swoich bloków energetycznych kupują go także państwowe koncerny.
    - Skoro nawet śląskie elektrownie działające tuż obok kopalni importują paliwo zza wschodniej granicy, to tym bardziej zużywałaby je Ostrołęka leżąca bliżej granicy i portów - przekonuje Michał Hetmański.

    To nie koniec kosztów

    Z naszych wyliczeń wynika, że w nierentownej budowie Enea i Energa mogły utopić co najmniej 1 mld zł. Spółki uruchomiły już na budowę 890 mln zł (505 mln zł trafiło już na konta GE Power, który od roku buduje blok), a ostatnia pożyczka dla spółki celowej Elektrownia Ostrołęka Sp. z o.o. wyniosła 340 mln zł.
    ak zauważa Diana Maciąga, koordynatorka ds. klimatu ze stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, nieznana jest cała kwota, jaka została już zainwestowana. - Nie mamy niestety dostępu do wszystkich dokumentów, a spółki konsekwentnie odmawiają odpowiedzi na nasze pytania dotyczące kosztów - mówi.

    Konwersja na gaz najprawdopodobniej narazi spółki na kolejne koszty i opóźnienia, co może oznaczać kary za niewywiązanie się z obowiązku dostarczenia energii, który Ostrołęka powzięła dzięki staraniom Krzysztofa Tchórzewskiego o wprowadzenie w Polsce rynku mocy.

    - Jeśli planowany blok w Ostrołęce zmieni technologię z węglowej na gazową, z punktu widzenia prawa stanie się nowym przedsięwzięciem. W konsekwencji będzie wymagać nowej decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, pozwolenia na budowę i pozwolenia zintegrowanego - zauważa Ilona Jędrasik z organizacji ClientEarth. - Z dawnego projektu zostanie tylko nazwa - uważa.


    Link
  • #1689
    Pi111
    Poziom 19  
    Znalezione w internecie.
    Dyrektora Generalnego Dyrekcji Generalnej ds. Energii Komisji Europejskiej (DG Energy).

    Tymczasem większość transakcji na dostawy amerykańskiego LNG do Europy zawierana jest na zasadzie długoterminowej. Tylko w 2019 roku Stany Zjednoczone podpisały pięć kontraktów (cztery z Polską) na dostawę 22,3 miliona ton LNG w ciągu piętnastu do dwudziestu lat.

    Jak ostrzegał Klaus-Dieter Borchardt, wszyscy dostawcy gazu na rynek europejski zostaną sprawdzeni pod kątem intensywności emisji dwutlenku węgla "w całym łańcuchu dostaw, w tym wycieków metanu i spalania gazu w krajach wydobywających". A to nie wróży dobrze amerykańskim firmom.

    Faktem jest, że w 2019 roku amerykańskie firmy zajmujące się eksploatacją pól łupkowych były pod gradem zarzutów o nieprzestrzeganie limitów spalania gazu podczas wydobycia. Według szacunków norweskiej firmy konsultingowej Rystad Energy, ilość spalania i zrzutu gazu tylko w amerykańskim permskim basenie łupkowym podwoiła się w ciągu roku i osiągnęła rekordowy poziom 18,7 miliona metrów sześciennych dziennie. Stanowi to dwukrotną produkcję niebieskiego paliwa w najbardziej produktywnym odwiercie gazowym w Zatoce Meksykańskiej - należącym do Royal Dutch Shell kompleks Mars-Ursa, który wydobywa do 7,5 miliona metrów sześciennych dziennie.

    Zdaniem Rystad Energy, tylko dwa duże złoża łupków, Marcelus i Bakken, spalają więcej gazu niż takie kraje, jak Węgry, Izrael, Azerbejdżan, Kolumbia i Rumunia.

    Zgodnie z prawem amerykańskim koncerny naftowe mogą spalać powiązany gaz tylko przez półtora miesiąca po rozpoczęciu odwiertu. Następnie, jeśli nie ma specjalnego zezwolenia, gaz musi zostać uwięziony, w przeciwnym razie produkcja musi zostać zatrzymana. Nie ma jednak niezbędnej infrastruktury i zaplecza produkcyjnego do wychwytywania, magazynowania i transportu związanego gazu na złożach łupkowych. Kilka rurociągów zbudowanych na polach łupkowych jest wypełnionych do granic możliwości. Dlatego gaz jest również spalany po upływie wyznaczonego czasu. W rezultacie Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska obliczyła, że emisje metanu z towarzyszącego spalania gazu w basenie Perm są obecnie porównywalne z emisjami z dwóch milionów samochodów.

    Władze amerykańskie przymykają oko na tę sytuację, nakładając naruszającym prawo symboliczne grzywny. Europa jest jednak znacznie bardziej zdeterminowana. - Musimy działać skuteczniej - powiedział Klaus-Dieter Borchardt, dodając, że według jego danych, produkcji LNG w Australii i Stanach Zjednoczonych towarzyszy dwukrotnie większa emisja dwutlenku węgla niż z gazu wytwarzanego w Norwegii i Rosji i dostarczanego rurociągami do Europy.

    W ostatnich dniach stycznia 2020 roku miało miejsce znaczące wydarzenie na amerykańskim rynku gazu: ceny w głównym centrum wymiany w kraju spadły poniżej psychologicznej wartości dwóch dolarów za milion BTU (brytyjskie jednostki cieplne, to około 70 USD za tysiąc metrów sześciennych).To ogromny spadek w porównaniu do prawie jedenastu dolarów we wrześniu 2018 r.

    Przypomnijmy, że ze względu na stale rosnącą produkcję gazu ziemnego w USA, ceny gazu ziemnego w amerykańskim benchmarku Henry Hub wyniosły w 2019 roku średnio 2,57 USD za milion brytyjskich jednostek termicznych (MMBtu) i była to najniższa średnia roczna cena od 2016 r.

    Bank of America (BofA) z "Gasmageddon" ostrzega: z powodu tych wszystkich czynników eksport może być po prostu nierentowny dla amerykańskich producentów gazu. W takim przypadku koncerny będą musiały sprzedawać surowce w Stanach Zjednoczonych, co doprowadzi do silnego spadku cen.

    Już obecnie amerykańscy eksporterzy gazu ziemnego tracą rynki zagraniczne, twierdzą analitycy Bank of America. Europejskie magazyny gazu są zatłoczone z powodu wyjątkowo ciepłej pogody, a wybuch koronawirusa w Chinach spowodował spowolnienie produkcji przemysłowej i zmniejszenie zapotrzebowania na energię. Nie ma powodów, by podnosić ceny gazu, więc nieuchronny upadek czeka zagranicznych producentów LNG.

    W 2019 roku Bruksela przygotowywała się do możliwego zatrzymania tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę i zapewniła zaopatrzenie w paliwo na przyszłość, aby spokojnie przetrwać mroźną zimę, która nigdy nie nadeszła. Dlatego Unia Europejska po prostu nie potrzebuje dużo amerykańskiego LNG.

    Podobna sytuacja rozwinęła się na rynku azjatyckim. Na początku 2020 roku Donald Trump zawarł pierwszą część umowy handlowej z Chinami, która obejmuje między innymi zakup paliwa o wartości 50 mld USD w ciągu dwóch lat. Jednak wybuch koronawirusa uniemożliwił plany zwiększenia eksportu LNG do Chin.

    Co więcej, po uruchomieniu gazociągu Power of Siberia amerykański LNG stał się absolutnie niekonkurencyjny na rynku chińskim. Pekin jest gotowy na zakup surowców tylko z powodów politycznych. Ale nie spieszy się z tym, wykorzystując epidemię jako pretekst do opóźnienia importu.

    Gazu w USA jest dużo i wystarczy na zwiększenie eksportu LNG, na eksport rurociągami do Meksyku oraz na aktywne zastępowanie węgla w zużyciu krajowym. Przypomnijmy, że obecnie produkcja gazu w Stanach Zjednoczonych wynosi 950 miliardów metrów sześciennych.

    Jednak, podobnie jak w sektorze naftowym, liczba platform wiertniczych zmalała w ciągu minionego roku. Jeśli liczba pracujących wiertnic naftowych w USA zmniejszyła się w ciągu roku o 20 procent, to liczba szybów gazowych spadła nawet o 40 procent. Jak dotąd nie ma to wpływu na wielkości produkcji, które nawet rosną, co w szczególności tłumaczy się rosnącą wydajnością zarówno produkcji, jak i szybkości działania platform wiertniczych.
    Największy w USA producent gazu, koncern EQT, ogłosił na początku br. ogromną redukcję wydatków na wydobycie. EQT i planuje wydać w tym roku o jedną trzecią mniej pieniędzy niż w 2019 roku. Pomimo faktu, że w ubiegłym roku koszty były niższe niż przed rokiem (co wyraźnie widać w spadku liczby wierceń), taka sama dynamika nakładów inwestycyjnych jest obserwowana i w innych spółkach. BofA ostrzega, że do końca 2020 roku nakłady mogą spaść o połowę. Rezultatem będzie "gazowy Armagedon" - masowe bankructwo producentów gazu, a także ich akcjonariuszy i wierzycieli.

    Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej sugerowała w najnowszej prognozie, że w pierwszej połowie 2020 r. ceny będą niskie (2,3 USD za milion BTU), a produkcja - powoli, ale będzie nadal rosła (około trzy procent wzrostu w ciągu roku). Ale już w 2021 r. wielkość produkcji spadnie. W związku z tym w przyszłości ceny będą powoli rosły.

    Czy elektrownie jądrowe mogą pracować w systemie nadążania za obciążeniem?
    https://www.cire.pl/item,193742,13,0,0,1,0,0,...temie-nadazania-za-obciazeniem.html#komentarz

    120 mld euro na inwestycje gazowe w Europie

    https://www.cire.pl/item,193734,2.html?utm_so...campaign=newsletter&utm_medium=link&apu=13179
  • #1690
    Szyszkownik Kilkujadek
    Poziom 35  
    Mobali napisał:
    Szyszkownik Kilkujadek napisał:
    Porównywanie wysepek na oceanie z 1,5k mieszkańców do krajów rozwiniętych jest delikatnie mówiąc całkowicie niemiarodajne.
    Tak jak zupełnie niemiarodajnym było porównywanie nowojorskiej elektrowni Edisona z milionami funkcjonujących lamp naftowych. To było wiek temu z okładem. Od czegoś trzeba zacząć, prawda?

    Dowód anegdotyczny. A więc żaden.
    Ale poświęcę trochę czasu i postaram się pokazać że to porównanie sprzed 100 lat jest całkowicie nietrafione.

    Oświetlenie elektryczne rozwinęło się bo dawało lepsze światło i niższe koszty.
    Wygrało bez dotacji.

    Gdyby nie rozwiązania prawne to OZE byłoby nieopłacalne w domach Kowalskich i Nowaków.

    Mimo to powtarzam: jestem zdecydowanym zwolennikiem transformacji energetycznej Polski w kierunku taniej i czystej energii.
    Myślę że Szwecja może być dla nas dobrym wyznacznikiem jak to zrobić.
  • #1691
    Marcin125
    Poziom 16  
    Szyszkownik Kilkujadek napisał:
    Mimo to powtarzam: jestem zdecydowanym zwolennikiem transformacji energetycznej Polski w kierunku taniej i czystej energii.


    Nie istnieje tania i czysta energia.
  • #1692
    Szyszkownik Kilkujadek
    Poziom 35  
    Marcin125 napisał:
    Szyszkownik Kilkujadek napisał:
    Mimo to powtarzam: jestem zdecydowanym zwolennikiem transformacji energetycznej Polski w kierunku taniej i czystej energii.


    Nie istnieje tania i czysta energia.

    Istnieje.
  • #1693
    karolark
    Poziom 41  
    Szyszkownik Kilkujadek napisał:
    Marcin125 napisał:
    Szyszkownik Kilkujadek napisał:
    Mimo to powtarzam: jestem zdecydowanym zwolennikiem transformacji energetycznej Polski w kierunku taniej i czystej energii.


    Nie istnieje tania i czysta energia.

    Istnieje.


    A coś konkretniej?
  • #1694
    retrofood
    Moderator
    Marcin125 napisał:
    Szyszkownik Kilkujadek napisał:
    Mimo to powtarzam: jestem zdecydowanym zwolennikiem transformacji energetycznej Polski w kierunku taniej i czystej energii.


    Nie istnieje tania i czysta energia.

    Istnieje. Wyjdź z domu i wystaw twarz na słońce i wiatr. Spójrz, rośliny rosną dzięki czystej i taniej (bezpłatnej) energii słońca. Możesz też pojechać nad morze by posłuchać szumu fal uderzających o brzeg. To też energia czysta i bezpłatna. Tylko człowiek nie potrafi z niej tanio skorzystać. A słyszałeś o wodospadzie Niagara? Wiesz ile czystej energii niesie?
  • #1695
    ^ToM^
    Poziom 37  
    Po prawdzie to energii jest tylko jeden typ - nazywa się to energia. Natomiast sposób pozyskiwania czy przetwarzania jej bywa mniej lub bardziej obciążający środowisko. Przykładowo stawiasz na rzece turbinkę, która się kreci w rytm płynącej wody i wytwarzasz prąd, którym grzejesz wodę na herbatę na biwaku. Nie wytwarzasz przy tym lokalnie żadnych zanieczyszczeń. Zamiana jest bez negatywnych skutków dla środowiska. Natomiast możesz też zrobić ognisko i zagrzać wodę na tę herbatę paląc znalezione patyki czy pozostałości roślin. Ilość energii pozyskanej może być identyczna, jednak efekt dla środowiska będzie negatywny, gdyż będziesz emitował toksyczne gazy a także zubażał zasoby naturalne poprzez zbieranie patyków, które mogły posłużyć kornikom za jedzenie i środowisko do rozmnażania. :)
  • #1696
    karolark
    Poziom 41  
    Z tym że też ta turbinka nie jest bez wpływu na środowisko :cry:
  • #1697
    Maly
    Poziom 29  
    Ale zrobienie takiej turbiny (nawet młyn wodny) i prosty generator mniej obciąży środowisko niż wydobycie metali ziem rzadkich aby zrobić panel pv.
  • #1698
    retrofood
    Moderator
    ^ToM^ napisał:
    paląc znalezione patyki czy pozostałości roślin. Ilość energii pozyskanej może być identyczna, jednak efekt dla środowiska będzie negatywny, gdyż będziesz emitował toksyczne gazy a także zubażał zasoby naturalne poprzez zbieranie patyków, które mogły posłużyć kornikom za jedzenie i środowisko do rozmnażania. :)
    Czemu daliście sobie wmówić podobne farmazony? To jest kompletna nieprawda! Paląc patyki tworzysz związki chemiczne w takiej ilości, jaką rośliny pobrały w procesie swojego rozwoju! Roślina, dzięki energii słońca, pobierała z gleby i powietrza to co jej było potrzebne do życia, a spalając jej resztki to samo uwalniamy, aby inne rośliny mogły z tego korzystać. Tak więc spalanie drewna ma zerowy skutek dla środowiska, pod warunkiem, że zadbamy o odpowiednią ilość nasadzeń. A malkontentom przypomnę, że po wojnie mieliśmy 25 % zalesienia kraju, a obecnie mamy ponad 31%, więc na ile spalanie drewna zubożyło nam lasy? Ano wcale! Jest wręcz przeciwnie!
  • #1700
    retrofood
    Moderator
    Szyszkownik Kilkujadek napisał:
    Spalanie biomasy jest uznawane za bardzo ekologiczne.

    Spalanie drewna też jest ekologiczne, bo w sumie jest to obieg zamknięty. Problemy pojawiają się jednak dlatego, że drewno spalane jest w "innym miejscu", czyli nie tam gdzie rośnie. A wtedy (na przykład na przedmieściach) w takich miejscach następuje koncentracja produktów spalania. I to się nie podoba ekologom.
    Biomasa natomiast jest spalana w miejscach wydzielonych, nie w domach, dlatego nie kłuje tak w oczy.
  • #1701
    ^ToM^
    Poziom 37  
    retrofood napisał:
    ^ToM^ napisał:
    paląc znalezione patyki czy pozostałości roślin. Ilość energii pozyskanej może być identyczna, jednak efekt dla środowiska będzie negatywny, gdyż będziesz emitował toksyczne gazy a także zubażał zasoby naturalne poprzez zbieranie patyków, które mogły posłużyć kornikom za jedzenie i środowisko do rozmnażania. :)
    Czemu daliście sobie wmówić podobne farmazony? To jest kompletna nieprawda!


    Otóż nie jest, gdyż zupełnie pominąłeś kwestię jaką napisałem w ostatnim zdaniu. Owszem paląc wszystko na obszarze np. 1 hektara bilans energii się zgadza - z termodynamicznego punktu widzenia sprawa jest oczywista. Jednak nie zgadza się to, że zubażasz albo nawet całkowicie niszczysz środowisko naturalne na tym obszarze, gdy wytniesz i wypalisz wszystko w pień. No i to nie jest już ekologiczne. Oczywiście możesz się z tym nie zgadzać, ale tak jest. Patyk, drzewo, czy trawa to nie tylko energia ale i środowisko, które zamieszkiwane jest przez niezliczoną ilość organizmów. Stąd uważam, że owa turbinka na biwaku znacznie mniej negatywnie oddziałuje na środowisko niż ognisko.
  • #1702
    karolark
    Poziom 41  
    ^ToM^ napisał:
    Otóż nie jest, gdyż zupełnie pominąłeś kwestię jaką napisałem w ostatnim zdaniu. Owszem paląc wszystko na obszarze np. 1 hektara bilans energii się zgadza - z termodynamicznego punktu widzenia sprawa jest oczywista. Jednak nie zgadza się to, że zubażasz albo nawet całkowicie niszczysz środowisko naturalne na tym obszarze, gdy wytniesz i wypalisz wszystko w pień. No i to nie jest już ekologiczne. Oczywiście możesz się z tym nie zgadzać, ale tak jest. Patyk, drzewo, czy trawa to nie tylko energia ale i środowisko, które zamieszkiwane jest przez niezliczoną ilość organizmów. Stąd uważam, że owa turbinka na biwaku znacznie mniej negatywnie oddziałuje na środowisko niż ognisko.


    Ale trzeba znać proporcje mocium Panie 🤔
    Nigdzie nie jest napisane aby rznac do korzeni a o ognisku
  • #1703
    retrofood
    Moderator
    ^ToM^ napisał:
    Patyk, drzewo, czy trawa to nie tylko energia ale i środowisko, które zamieszkiwane jest przez niezliczoną ilość organizmów. Stąd uważam, że owa turbinka na biwaku znacznie mniej negatywnie oddziałuje na środowisko niż ognisko.

    A zastanawiałeś się czasem jak człowiek przetrwał milion lat (z okładem) skoro przez cały ten milion lat palił ogniska? Nie zapominaj też, że np. w takim Yellowstone niektóre rośliny czekają na pożar, bo inaczej ich nasiona nigdy by się nie rozwinęły. Więc ogień jest zwyczajnym składnikiem natury, jej częścią, a nie szkodnikiem, jak wiele osób uważa.
  • #1704
    ^ToM^
    Poziom 37  
    karolark napisał:

    Ale trzeba znać proporcje mocium Panie 🤔
    Nigdzie nie jest napisane aby rznac do korzeni a o ognisku


    To był tylko przykład obrazujący różnice w oddziaływaniu na środowisko - nie trzeba drążyć każdego ogólnika do mikroskopowych szczegółów. Wykorzystanie energii wody zawsze mniej oddziałuje na środowisko niż palenie czegokolwiek. Można spokojnie przytoczyć wiele innych przykładów obrazujących tożsamą sytuację.
  • #1705
    gaz4
    Poziom 32  
    ^ToM^ napisał:
    Otóż nie jest, gdyż zupełnie pominąłeś kwestię jaką napisałem w ostatnim zdaniu. Owszem paląc wszystko na obszarze np. 1 hektara bilans energii się zgadza - z termodynamicznego punktu widzenia sprawa jest oczywista. Jednak nie zgadza się to, że zubażasz albo nawet całkowicie niszczysz środowisko naturalne na tym obszarze, gdy wytniesz i wypalisz wszystko w pień. No i to nie jest już ekologiczne. Oczywiście możesz się z tym nie zgadzać, ale tak jest. Patyk, drzewo, czy trawa to nie tylko energia ale i środowisko, które zamieszkiwane jest przez niezliczoną ilość organizmów. Stąd uważam, że owa turbinka na biwaku znacznie mniej negatywnie oddziałuje na środowisko niż ognisko.


    Wszystko zależy od tego jaką gospodarkę leśną prowadzimy. Jeżeli jak w USA czyli wycinamy w pień hektarami i zostawiamy by samo odrosło to masz rację. Ale w Polsce w miejsce wyciętych od zawsze sadziło się nowe drzewa. O wiele gęściej niż natura by to zrobiła więc od czasu do czasu należy wykonać trzebiez. Wyciętych niewyrośnietych drzew nie można zostawić bo stanowią zagrożenie pożarowe, a dla organizmów żywych (poza grzybami) nie są specjalną pożywką. Gdy drzewa osiągną swój wiek wycina się je dla celów gospodarczych i tu też postępujemy ekologicznie. Po pierwsze odchodzi się od wycinki całymi hektarami na rzecz ograniczonej. Po drugie są oddzielne przepisy nakazujące zostawienie starych okazów z dziuplami itp. gdzie rozmnażają się ptaki. Po trzecie w typowym polskim lesie iglastym ściółka słabo się rozkłada więc zostawianie grubych gałęzi niczego nie zmieni w ekosystemie. Wystarczy zachować umiar by drewno było w 100% ekologiczne, a zwierzęta znalazły doskonałe warunki do życia w lasach gospodarczych.
  • #1706
    Szyszkownik Kilkujadek
    Poziom 35  
    ^ToM^ napisał:
    Wykorzystanie energii wody zawsze mniej oddziałuje na środowisko niż palenie czegokolwiek.

    No nie zawsze. Postawienie zapory na rzece powoduje wymieranie ryb wędrownych.

    Dodano po 2 [minuty]:

    gaz4 napisał:
    Wystarczy zachować umiar by drewno było w 100% ekologiczne, a zwierzęta znalazły doskonałe warunki do życia w lasach gospodarczych.

    Otóż to. Umiar w społeczeństwie konsumpcyjnym w zasadzie nie istnieje.
  • #1707
    ^ToM^
    Poziom 37  
    Kiedyś owszem, bo towarzysze byli tak tępi, że na to nie zwracali na taki "drobiazg" uwagi.
    Dziś się to robi tak i nie jest to jakiś problem:
    Link
  • #1708
    Pi111
    Poziom 19  
    Znalezione w internecie.
    Pierwszy blok jądrowy w ZEA z koncesją na uruchomienie i eksploatację
    Urząd nadzoru jądrowego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (FANR) wydał w poniedziałek decyzję, która upoważnia operatora elektrowni jądrowej Barakah do uruchomienia i eksploatacji pierwszego bloku.

    FANR (Federal Authority for Nuclear Regulation) wydał koncesję dla bloku nr 1 elektrowni jądrowej Barakah na rzecz Nawah Energy Company, spółki zależnej Emirates Nuclear Energy Corporation (ENEC) odpowiedzialnej za eksploatację elektrowni jądrowej położonej w regionie Al Dhafra w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

    Koncesja, której przewidywany okres ważności wynosi 60 lat, upoważnia Nawah do uruchomienia i eksploatacji bloku 1 elektrowni jądrowej Barakah.
    FANR podkreśla, że przez wydaniem decyzji przeprowadził proces kontrolny, który obejmował dokładną ocenę dokumentacji wniosku oraz kompleksowe inspekcje bloku.

    W elektrowni jądrowej Barakah, oprócz pierwszego bloku, który uzyskał koncesję, budowane są jeszcze trzy jednostki z reaktorami APR1400. Projekt realizuje konsorcjum firm, kierowane przez Korean Electric Power Company. Budowę bloku nr 1 rozpoczęto w lipcu 2012 r. i zakończono w marcu 2018 r. Jednostka nr 2 jest ukończona w 95 proc., nr 3 w 92 proc., a blok nr 4 w 83 proc.
    CIRE.PL

    Gorące testy funkcjonalne bloku Flamanville 3 zakończone
    W poniedziałek 17 lutego 2020 r. zakończono testy funkcjonalne na gorąco bloku jądrowego Flamanville 3. Jak informuje EDF wyniki testów są pozytywne, co przybliża moment załadunku paliwa do reaktora.

    Testy, które trwały od 21 września 2019 r., miały na celu sprawdzenie instalacji oraz weryfikację prawidłowości funkcjonowanie obwodów reaktora.

    W trakcie testów przeprowadzono ponad tysiąca procedur kontrolnych i sprawdzono funkcjonowanie bloku w oparciu ok. 10 tys. kryteriów projektowych. Testom podano między innymi obwód pierwotny przy temperaturze pracy 303°C i ciśnieniu 154 barów. Testowano działanie generatorów pary i układu chłodzenia za pośrednictwem obwodu wtórnego. W ubiegłym tygodniu została pomyślnie uruchomiona turbina i osiągnęła swoje nominalne parametry operacyjne.

    Jak poinformował. odpowiedzialny za procedurę uruchamiania bloku, Sébastien Bachère, zgodności testów z założeniami projektowymi była na poziomie 95 proc., co w jego ocenie daje powody do zadowolenia.
    Pierwotnie termin uruchomienia bloku Flamanville 3 był wyznaczony na 2014, ale ostatnie deklaracje wykonawców i inwestora mówią, że jednostka ma być oddana do użytku do końca 2022 roku. Koszty tej inwestycji wzrosły kilkukrotnie z planowanych 4 mld euro do ponad 12,4 mld euro.

    W Europie trwa budowa jeszcze jednego bloku EPR - Olkiluoto 3 (OL3) w Finlandii. Ta inwestycja jest również mocno opóźniona. Z ostatnich informacji wynika, że blok ma zacząć regularną produkcji energii elektrycznej w marcu 2021. Budowa tego bloku rozpoczęła w 2005 roku i pierwotnie miała się zakończyć się w 2009 roku. Koszt inwestycji z zakładanych ok. 3,2 mld euro wzrósł do ponad 8,5 mld euro.

    Na świecie pracują dwa EPR - Taishan 1 i Taishan 2 w Chinach. Pierwszy z nich rozpoczął komercyjną pracę w grudniu 2018 roku, a drugi we wrześniu ubiegłego roku.
    CIRE.PL

    Westinghouse ma dostarczyć reaktory atomowe dla elektrowni w Indiach
    W czasie wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa w Indiach, amerykańska firma Westinghouse ma podpisać umowę na dostawę sześciu reaktorów dla elektrowni atomowej w Kovvada na południu Indii. Będzie to pierwsza taka umowa od zawarcia dwustronnego traktatu w 2008 roku.

    Agencja Reutera powołuje się na urzędników resortów energii i handlu USA, którzy w ubiegłym tygodniu odwiedzili Indie i wspólnie z przedstawicielami firmy Westinghouse prowadzili rozmowy z indyjskimi władzami.

    "Jesteśmy przekonani, że wstępne porozumienie zostanie wkrótce podpisane" - powiedziała agencji Rita Baranwal z ministerstwa energii USA, która była w składzie delegacji.

    W ramach negocjowanego porozumienia koncern Westinghouse miałby dostarczyć państwowej firmie NPCIL sześć reaktorów AP1000 przeznaczonych dla elektrowni w Kovvada w stanie Andhra Pradeś. Wcześniej Amerykanie sprzedali ten sam model reaktorów do elektrowni w Chinach.

    Największym problemem w osiągnięciu porozumienia ma być odpowiedzialność prawna producenta w razie awarii reaktorów. Indyjskie prawo umożliwia w takim przypadku pozwanie producenta, a nie operatora elektrowni atomowej. Rozwiązaniem mógłby być fundusz na rzecz potencjalnych ofiar katastrofy.

    Na podpisanie umowy podczas wizyty prezydenta Trumpa w Indiach 24-25 lutego naciska amerykańska administracja. Według ekspertów prezydent potrzebuje przed wyborami sukcesów w stosunkach z państwami uwikłanymi w wojnę handlową z USA. Zapowiadana umowa handlowa z Chinami została odłożona, dlatego Biały Dom skupia się na sprzedaży broni i reaktorów Indiom.
    Amerykańsko-indyjska współpraca w sektorze atomowym jest możliwa dopiero od 2008 roku, kiedy oba kraje podpisały przełomowy traktat o współpracy. Porozumienie zawarto, choć Indie wykorzystują technologie atomowe nie tylko w sektorze cywilnym, lecz także militarnym. USA zrobiły wyjątek dla Indii jako ważnego sojusznika w regionie, który ma być przeciwwagą dla Chin.

    Indie powoli stawiają na energię atomową jako relatywnie czyste źródło energii elektrycznej. Protesty przeciwko elektrowni w Kudankulam, sięgające jeszcze rządów obecnej opozycji, zostały stłumione. Ówczesny premier Indii Manmohan Singh oskarżył zachodnie organizacje pozarządowe o sponsorowanie protestów.

    Moc elektrowni atomowych w Indiach określa się obecnie na poziomie 6,8 GW. W ciągu 12 lat ma się ona zwiększyć do 22,5 GW.
    Udział energii jądrowej w miksie energetycznym Indii wynosi obecnie 1,9 proc.
    PaP

    Bełchatów: atom zamiast węgla to rozsądna alternatywa
    Rozwój technologiczny kraju to najpierw szereg strategicznych decyzji wpływających na rzeczywistość, zarówno na szczeblu Rządu, jak i wiodących firm w gospodarce. Jeśli chodzi o energetykę, to tutaj trafność i racjonalność tychże decyzji jest nawet ważniejsza niż w innych branżach gospodarki, z uwagi na inercję całego systemu. Inwestycje w energetyce trwają względnie długo i są kosztowne, a ich skutki są rozłożone na dziesiątki lat. Lobby i grupy interesu działające w sektorze energetycznym tylko pod kątem swoich korzyści, mogą wręcz przekreślić długofalową strategię rozwoju danego państwa. Dlatego ich istnienie i wpływy są tak niebezpieczne z punktu widzenia społeczeństwa. Raz obrany kierunek bardzo ciężko potem zmodyfikować, bo produkcja energii to nie sklep z warzywami, gdzie jeśli nie idzie pietruszka, to się sprowadza więcej marchewki itp.

    Skrajnie szkodliwy wpływ polityki i politycznych układów na sektor wytwarzania energii jest znany od co najmniej 30 lat, czyli zarania trzeciej niepodległości naszego państwa. Wtedy właśnie w 1990 roku podjęto nieracjonalną, błędną decyzję o zatrzymaniu realizowanego z wielkim trudem i wysiłkiem w latach 80-tych, polskiego programu budowy elektrowni jądrowych (Żarnowiec i Klempicz), co skutkuje poważnymi kłopotami całego sektora z nadmierną emisją i brakiem zapewnienia energetycznego bezpieczeństwa aż po dzień dzisiejszy. Tamta decyzja podjęta jeszcze przez rząd T. Mazowieckiego, pod wpływem węglowego lobby i jego rzeczników - prof. W. Bojarski, min. T. Syryjczyk, jest źródłem problemów w naszych stosunkach z UE także dziś, gdy Polska jak żaden inny kraj w Europie nie jest w stanie spełnić kryteriów emisyjnych. Bo ugruntowała szkodliwy dla całej gospodarki monopol jednego surowca w energetyce czyli węgla. A chodzi nie tylko o emisję dwutlenku węgla, co do którego "niektórzy" mają obiekcje, czy w ogóle jest gazem cieplarnianym, lecz i z bezsprzecznie szkodliwe dla organizmów żywych emisje rtęci, benzopirenu, tlenków siarki, azotu czy pyłów, zwłaszcza tych poniżej 2,5 mikrometra, nie wyłapywanych przez filtry zakładów energetycznych.

    Korzystanie z rodzimego surowca jakim jest węgiel kamienny i brunatny samo w sobie nie jest niczym złym, ale nie wówczas, gdy oznacza to korzystanie tylko i wyłącznie z węgla, a tak się stało u nas. I jest to przestroga także na przyszłość, dla obecnie podejmowanych decyzji. Tymczasem na przekór temu, podjęto właśnie nieracjonalną decyzję co do budowy nowej odkrywki węgla brunatnego w Złoczewie, w i tak silnie zdewastowanym ekologicznie i mocno wysuszonym województwie łódzkim. Po to, by utrwalić węglowy monopol w tym rejonie Polski, na kolejne dziesiątki lat, już po wyczerpaniu się surowca w dotychczas eksploatowanych odkrywkach w pobliżu elektrowni Bełchatów, największej na świecie pracującej na węgiel brunatny.

    O ile jednak dotychczasowe złoża znajdowały się przy samej elektrowni, a węgiel transportowano do niej taśmociągiem, to tym razem nowe złoże oddalone jest aż o 55 km. Oznacza to duże dodatkowe koszty wożenia węgla z odkrywki Złoczew do elektrowni, dodajmy dziesiątki milionów ton tego surowca każdego roku. Kaloryczność węgla brunatnego jest na poziomie zaledwie 40% kaloryczności węgla kamiennego, stąd aby opłacało się produkować prąd z tego surowca, elektrownię umieszcza się przy samej odkrywce dostarczającej paliwo. Teraz natomiast trzeba będzie doliczać do cen energii, taryfy kolejowe za przewóz. Kto za to ma zapłacić? Oczywiście konsumenci.

    Ale dużo gorszy jest w tym wszystkim inny koszt, a mianowicie ludzkiego zdrowia i zniszczenia regionu. Nie zrekompensują tego podatki płacone okolicznym gminom przez elektrownię, czy odkrywki, z czego jak sądzę, niektóre samorządy dzisiaj słabo zdają sobie sprawę. Najpierw trzeba będzie zburzyć ok 3000 domów w rejonie Złoczewa, zatrzymując rozwój i inwestycje w tym rejonie. Kolejny koszt to wysuszenie i odwodnienie terenu. Dziś już województwo łódzkie w szybkim tempie degraduje się i pustynnieje, co jest w dużej mierze efektem dotychczasowych istniejących tam odkrywek. Taka sytuacja oznacza degradację rolnictwa, nie dziwi więc sprzeciw wobec inwestycji rolniczych związków w tym Solidarności Rolników. No i wreszcie sama emisja z Bełchatowa, uchodzącego za największego truciciela w Europie. Koszt ludzkiego zdrowia nie ma swojej ceny. Bełchatów emituje do atmosfery ilość rtęci porównywalną z całą gospodarką Hiszpanii.

    Wyczerpywanie się dotychczasowych zasobów węgla brunatnego mogłoby być szansą na zmianę charakteru regionu łódzkiego i zatrzymaniu lub spowolnieniu niekorzystnych trendów. Wreszcie przejściu na nowocześniejsze, czystsze technologie. Mówiąc jednak o alternatywnych rozwiązaniach, należy pamiętać, że elektrownia Bełchatów dostarcza dziś aż 20% produkowanej w Polsce energii elektrycznej (5800 MW mocy).
    Co zrobić by zastąpić skutecznie tego kolosa? Na pewno nie wystarczy na to jakieś jedno tylko konkretne źródło prądu, a z pewnością nie same tylko panele fotowoltaiczne i wiatraki. W miejsce elektrowni na węgiel brunatny winna postać elektrownia jądrowa powiedzmy z trzema dużymi blokami energetycznymi o mocy od 1100 MW do 1650 MW każdy. Wówczas w połączeniu właśnie z energetyką wiatrową i słoneczną dałoby to porównywalną ilość energii, jaką dotąd produkował Bełchatów. Zapotrzebowanie w kraju na prąd bowiem będzie nie maleć, ale rosnąć, co było zresztą jednym z koronnych argumentów używanych w celu uzasadnienia budowy odkrywki.

    Wybudowanie elektrowni jądrowej w rejonie Bełchatowa uratowałoby też znaczącą część miejsc pracy w sektorze wytwarzania energii w tym rejonie, oczywiście po niezbędnym przekwalifikowaniu. A to właśnie utrata miejsc pracy po zamknięciu Bełchatowa, była drugim z ważnych argumentów za nową odkrywką. Byłyby to już jednak miejsca pracy wyżej wykwalifikowane. Nie starczyłoby ich zapewne dla załóg wydobywających dziś węgiel metodą odkrywkową, lecz ich umiejętności przydatne są przecież w innych branżach i zawodach jak choćby budownictwa (obsługa wielkich maszyn). Zamiana więc elektrowni węglowej na jądrową rodzi oczywiście pewne problemy na rynku pracy, ale są one przecież do przezwyciężenia. Człowiek w ciągu swojego życia zmienia pracę, a nawet zawód, i nie ma w tym praktycznie nic nadzwyczajnego. Wszak kiedyś, żeby mogła u nas zaistnieć motoryzacja, pracę stracić musiało (lub się przekwalifikować) tysiące właścicieli dorożek konnych i powozów, także wielu hodowców koni. Czy z tego jednak powodu motoryzację należało kiedyś zatrzymać? Elektrownia jądrowa jest bez-emisyjna, a czyste powietrze i zdrowie ludzkie nie ma swojej ceny jak sądzę.
    Co do bezpieczeństwa energetycznego, to skoro mówimy o technologii tak wydajnej jak atom, to przecież możemy od razu zgromadzić zapas paliwa na wiele lat. Wszak blok energetyczny takiej elektrowni o mocy ok 1000 MW potrzebuje rocznie na wymianę jedynie dwadzieścia kilka ton paliwa uranowego, przy jednorazowym załadunku do reaktora w momencie rozruchu ok 130 ton. A tu mówimy o elektrowni która miałaby ok 3 i pół do 4 i pół gigawatów mocy. W Bełchatowie mamy bardzo dobrze rozbudowane wyprowadzenie dużych ilości energii do sieci, co też jest argumentem nie bez znaczenia, dla lokalizacji tutaj właśnie drugiej obok Pomorza elektrowni jądrowej. Także chłodzenie mogłoby być zapewnione dzięki ogromnym dziurom w ziemi po dawnych odkrywkach (ok 200 metrów głębokości, 2,5 km średnicy), zalanych wodą po zaprzestaniu eksploatacji węgla. Ewentualnie elektrownia atomowa wymagałaby chłodni kominowych.

    Jak więc się dzieje, że te argumenty nie przebiły się do decydentów? Jeśli w czasie posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. Złoczewa tracono czas na przekonywanie rządzących, iż same źródła odnawialne zastąpiłyby Bełchatów, to nie dziwmy się, iż rezultat jest jaki jest. Wpływy przy tym lobbystów sięgają głęboko. Trudniej, jak sądzę byłoby tym grupom interesu uzasadnić, dlaczego zamiast budowy nowoczesnej i wydajnej elektrowni jądrowej, wybiera się przestarzałe i szkodliwe dla środowiska naturalnego, mało wydajne technologie spalania węgla brunatnego, dowożąc go wagonami z większej odległości. "Opozycja" wobec odkrywek ma więc interes w tym, by jeszcze dziś skupić się wokół idei budowy w łódzkim województwie polskiego atomu, i to jak najszybciej, by zdążyć przed wyczerpaniem się dotychczasowych złóż koło Bełchatowa. Decyzja bowiem o odkrywce w Złoczewie postawi zapewne Polskę znów pod ekologicznym pręgieżem, gdyż aż nadto widoczne będzie, że nie tyle idziemy do neutralności emisyjnej własną dłuższą drogą, o której mówił Pan Premier M. Morawiecki, lecz nie idziemy do niej w ogóle, tkwiąc mentalnie w głębokiej przeszłości. CIRE
  • #1709
    Sstalone
    Poziom 28  
    A dlaczego wykorzystanie wody do produkcji energii mniej oddziaływuje na środowisko, aniżeli spalanie czegoś? Przecież podobno gdzieś tam nawet środek ciężkości Ziemi został przesunięty, a nie pękły duże tamy? A w Polsce mamy takie zasoby wody, aby coś jeszcze budować? A może jakiś uroczy wodospadzik zamienimy na kaskadę turbin? :D

    Bo co woda kojarzy się z czystością, ale gdy płynie, zamknijmy ją tamą i mamy bajorko, przykryjmy czarnymi kulami żeby nie rosły glony i będzie bardzo ekologicznie.

    Nie spalajmy biomasy, bo chronimy ekosystemy, tylko natura szybko to wyrówna, przyjdzie susza, wybuchną pożary i niektóre ekosystemy naturalnie przekształcą się w inne, bo inaczej by wyginęły i jak natura spali biomasę to dla Eko będzie OK.

    Niektórym się wydaje, że będą mieli Ziemię taką, jak było NAS kilkadziesiąt milionów, a tu przecież będą NAM budować Centralny Port Lotniczy o przepustowości kilkudziesięciu milionów, i co te spaliny z samolotów nie trafią również do wody???
  • #1710
    Grzegorz_madera
    Poziom 33  
    gaz4 napisał:
    Po drugie są oddzielne przepisy nakazujące zostawienie starych okazów z dziuplami itp. gdzie rozmnażają się ptaki.
    Przepisy przepisami, a praktyka swoje. Pracowałem jako operator harvestera, i kiedy pytałem co z drzewami z dziuplami zawsze padała odpowiedź: teoretycznie muszą zostać, aczkolwiek nikt nie zostawi jednego czy dwóch drzew na kilkuhektarowym zrębie. W LP panuje zasada: czego nadleśniczy nie widzi tego mu nie żal.:D