Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
IGE-XAOIGE-XAO
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Elektrownia jądrowa. Zbudujemy ją wreszcie?

retrofood 27 Lip 2019 12:22 39453 1791
  • #691
    retrofood
    Moderator
    A może energię załatwi nam smród-gaz?
    Link
  • IGE-XAOIGE-XAO
  • #692
    cuuube
    Poziom 26  
    Słyszałem już o tym . To jest ciekawe ,że przepychają takiego gniota , ale wiatraki im przeszkadzały . Molochy energetyczne przejmują farmy i Tchórzewski mówi już od niedawna ,że branża wiatrowa nie zaniknie samoczynnie przed 2040r , jak wskazywały na to wszystkie badania " . Można wywnioskować ,że ustawa była celowa , do przejęcia za bezcen farm ...odkręcenie prawa i spijanie śmietanki . Kto tym razem ma w tym interes ? Ci z branży tytoniowej co byli w sejmie ?
  • #693
    Przemcio
    VIP Zasłużony dla elektroda
    Temat EJ wypłynął jakoś tak przed sporą podwyżką ceny 1 kWh.
    Może to sondaż rynku na ile da się wydoić Obywatela dorzucając do ceny jeszcze składkę na
    budowę EJ ?
    Ciekawa zbieżność.
    Szkoda tylko, że co by nie robić to nie będzie taniej a jeżeli będzie taniej to nie będzie bezpieczniej.
  • #694
    retrofood
    Moderator
    Przemcio napisał:

    Może to sondaż rynku na ile da się wydoić Obywatela dorzucając do ceny jeszcze składkę na budowę EJ ?
    Ciekawa zbieżność.

    Mnie o to podejrzewasz? Autora tego wątku? O tempora, o mores! :D
  • #695
    pawelr98
    Poziom 38  
    gaz4 napisał:

    Nie, ludzie chcą szybko i tanio przemieścić się z punktu A do B. Jeżeli zrobią te hiperszybkie koleje w tunelach lotnictwo umrze tak samo jak sterowce.

    Nie zrobią bo te koleje próżniowe to bajka dla ludzi o poglądach typu
    "Mamy XXI wiek, jak zechcemy to zrobimy wszystko, nawet złamiemy prawa fizyki"

    Starczy zobaczyć wyniki testów.

    gaz4 napisał:

    Tak samo nie chodzi o to by stawiać atomówki, elektrownie gazowe, węglowe czy co tam sobie ustalimy. Chcemy mieć prąd w gniazdku i należy znaleźć najlepszą i najtańszą metodę jego dostarczania. Po raz kolejny zwracam uwagę, że PV przyrasta w błyskawicznym tempie. Za góra dwie dekady przekroczy letni popyt na moc. Wtedy w systemie po prostu nie bedzie miejsca na jakiekolwiek inne alektrownie. Owszem zostają noce gdy PV nie działa ale jest wiele metod:

    1) Podażowe czyli akumulowanie energii elektrycznej, magazyny ciepła przy EC pozwalajace na ich pracę wyłącznie w nocy. Elektrownie szczytowe od gazowych zaczynając poprzez wodne na sprężonym powietrzu kończąc. Można je łączyć w różnych kombinacjach, np. sporo energii z turbiny gazowej jest zużywane na sprężanie powietrza. Co by było gdyby w dzień sprężyć powietrze przy pomocy prądu z PV aby turbina nie musiała już tego robić? Gdy głęboko pod wodą umieści się elastyczny zbiornik i zacznie pompować mamy energię sprężonego powietrza + energię podniesionej wody...
    2) Kształtowanie popytu poprzez zmianę taryf gdyż latem tani prąd będzie w dzień, nie w nocy. Można wprowadzić coś a'la wyżej opisane dynamiczne taryfy. Gdy jest pogodnie prąd w dzień jest dużo tańszy niż normalnie ale za to nocami będzie dużo drożej. Ja jednak jestem za pełnymi dynamicznymi taryfami gdzie cena energi będzie zmieniała się co godzinę. Łaty w rodzaju "rynku mocy" niczego nie gwarantują o czym niedawno przekonali sie Niemcy. Z zakontraktowanych 6 GW dostępne były 3 GW, za pozostałe 3 GW tylko kasowano pieniadze. U nas każdy czy potrzebuje mocy czy nie zapłaci rocznie kilka stów bez gwarancji, że nie odetną go od prądu w kluczowym momencie (np. ciasto w piekarniku). Nie lepiej by za niezbędną moc płacili wyłacznie ci co ją wykorzystują? Chcesz piec ciasto w czasie szczytu to płać za kWh 1 zł lub jak we Francji 0.5 euro i tyle.

    Do wprowadzenia opłat za "rynek mocy" został rok z niewielkim hakiem. Przypominam, że w ustawie jest wzór na jej obliczenie. Wynika z niego, że im więcej konsumentów przekroczy próg 2800 kWh rocznie (opłata wyższa o 40% od bazowej) tym mniej zapłacą zużywajacy 1200-2800 kWh (stawka bazowa) oraz <1200 kWh (obniżone stawki). Problem w tym, że >2800 kWh zużywają także ci co ogrzewają dom lub wodę z wykorzystaniem nocnej taryfy. W ten sposób sponsorują osoby zużywające <2800 kWh ale właczajace klimy w czasie upałów lub "farelki" w czasie mrozów. Głównie w szczycie bo mają względnie niską "zryczałtowaną" stawkę ok. 60 gr/kWh. Wprowadźmy podobne zasady w lotnictwie czyli ci z niższych klas płacą więcej by ci z wyższych mogli latać taniej i zobaczymy jak szybko upadnie ;)


    Wszystko fajnie.

    Magazyny energii, super zaawansowane technologie...

    A tu rzeczywistość:

    Link


    Link


    Tak wygląda sytuacja w słonecznej Kalifornii.

    W Polsce nie ma ani słońca ani pieniędzy na takie fanaberie.
  • #696
    Przemcio
    VIP Zasłużony dla elektroda
    retrofood napisał:

    Mnie o to podejrzewasz? Autora tego wątku? O tempora, o mores! :D


    No o teraz wszystko jasne! We dwoje z Autorem tematu planujecie EJ wybudować ! :D
    A ten cały temat to dla "zmylenia czujności" tylko.

    P
  • #697
    vodiczka
    Poziom 43  
    gaz4 napisał:
    Nie, ludzie chcą szybko i tanio przemieścić się z punktu A do B. Jeżeli zrobią te hiperszybkie koleje w tunelach lotnictwo umrze tak samo jak sterowce.
    jeżeli punkty A i B są odległe ponad 1000 km to obecnie nie ma innego wyboru jak samolot a przyszłość o której mówisz też nie jest tak różowa jak sądzisz. Hiperszybkie koleje w tunelach to hiper koszty. Napęd grawitacyjny działa tylko w jedną stronę. Jeżeli na drodze są dwa wzniesienia o tej samej wysokości to z pierwszego zjedziesz na luzie ale na szczyt drugiego nie dotrzesz bez wrzucenia biegu. Jeżeli chodzi o statki to na ruch pasażerski składają się głównie rejsy turystyczne i połączenia z wyspami gdzie ze względów ekonomicznych budowa mostów jest nieopłacalna. Morski transport towarowy ma się dobrze i choć powolny nadal się rozwija.
    gaz4 napisał:
    Wprowadźmy podobne zasady w lotnictwie czyli ci z niższych klas płacą więcej by ci z wyższych mogli latać taniej i zobaczymy jak szybko upadnie
    Niemieccy ekolodzy żądają by podnieść opłaty na lotach krajowych a za uzyskane środki dotować szybkie połączenia kolejowe. ;)
  • #698
    kortyleski
    Poziom 42  
    Hiper szybka kolej, EJ, i inne bzdury... Teraz proszę się obudzić i rozejrzeć wokół. Żyjemy w kraju gdzie metro jest budowane od kilkudziesięciu lat i powstały niecałe dwie linie... Za to w hiperpowolnej kolei mazowieckiej awarie generujące kilkudziesięciominutowe opóźnienia zdarzają się średnio raz dziennie.
  • IGE-XAOIGE-XAO
  • #699
    retrofood
    Moderator
    vodiczka napisał:
    jeżeli punkty A i B są odległe ponad 1000 km to obecnie nie ma innego wyboru jak samolot

    A kolej transsyberyjska to pies? Mówisz, że jeździ pusta?
  • #700
    vodiczka
    Poziom 43  
    retrofood napisał:
    A kolej transsyberyjska to pies? Mówisz, że jeździ pusta?
    Pisałem o szybkiej komunikacji. Transsibem podróżują ci którym się nie spieszy, ci których nie stać na samolot lub boją się nim latać i turyści pragnący poznawać Syberię z okien wagonu.
    Jeszcze dużo kontenerów jeździ ;) pierwsza trasa kolejowa łącząca Polskę z Chinami została otwarta w 2013 roku i było to połączenie między Chengdu (stolicą Syczuanu) a Łodzią.
    Pomimo tego, że dla obywateli Rosji Kolej Transsyberyjska nie wydaje się niczym szczególnym i kojarzy się jedynie z bardzo długą jazdą pociągiem z punktu A do punktu B, dla obcokrajowców podróż ta jest czymś niezwykłym i jedynym w swoim rodzaju
    Jeżeli ktoś ma ochotę to (z przesiadkami) dojedzie koleją z Lizbony do Pekinu lub Władywostoku.
  • Pomocny post
    #701
    Mobali
    Poziom 33  
    vodiczka napisał:
    jeżeli punkty A i B są odległe ponad 1000 km to obecnie nie ma innego wyboru jak samolot
    Wiele tras na znacznie dłuższych odcinkach pokonuje się innymi środkami komunikacji: to kolej, transport drogowy czy morski. Samolot nie jest więc koniecznością i coraz częściej mówi się o tym, że złote czasy lotnictwa powoli się kończą. Miedzy innymi z przyczyn ekologicznych i ekonomicznych. To luksusowa fanaberia, która nas coraz więcej kosztuje, jeśli policzyć wszystko dokładnie.
    vodiczka napisał:
    Hiperszybkie koleje w tunelach to hiper koszty.
    Tym bardziej że klasyczna kolej też może się poruszać efektywnie z prędkością 200-250km/h. Poza kosztami, "hiperszybkość" kolei rodzi także sporo problemów. Na przykład jaki jest sens rozpędzania składu do prędkości ponad 400km/h tylko po to, żeby po kilkudziesięciu kilometrach zacząć hamowanie? W zurbanizowanej Europie zwyczajnie nie ma miejsca na masowe stosowanie hiperprędkości na kolei. Na przykład na polskiej CMK chyba nie ma takiej potrzeby: "Geometria linii, sieć trakcyjna i nawierzchnia kolejowa są dostosowane do prędkości 250 km/h, a obiekty inżynierskie są przebudowywane dla prędkości 300 km/h." (dane sprzed lat ośmiu!) źródło: http://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/--jaka-predkosc-maksymalna-nacmk---34367.html
    vodiczka napisał:
    Jeżeli chodzi o statki to na ruch pasażerski składają się głównie rejsy turystyczne i połączenia z wyspami gdzie ze względów ekonomicznych budowa mostów jest nieopłacalna.
    Transport morski (także pasażerki) jest przede wszystkim tani i wydajny. Poza tym przy bardzo dużych odległościach, budowa mostów jest zwyczajnie technicznie niemożliwa. Statki pływają od tysiącleci i chyba będą jeszcze trochę pływać ;-)
    vodiczka napisał:
    Morski transport towarowy ma się dobrze i choć powolny nadal się rozwija.
    Przede wszystkim jest nerwem światowej gospodarki przewożąc ponad 90 procent całej światowej wymiany handlowej! To transport morski umożliwił globalizację, masowy dostęp do dóbr i możliwość ich zaoferowania w przystępnych cenach. Pewnie to głównie dzięki flocie mamy możliwość pisania i czytania Elektrody na naszych komputerach ;-)

    I wcale nie jest to transport "powolny"! Morski statek poruszający się z prędkością 16 węzłów (typowa) pokonuje w ciągu doby ponad 700km. A więc więcej niż mierzy nasz kraj od Tatr do Bałtyku. Specjalistyczne statki pływają znacznie szybciej. Na przykład nowoczesne kontenerowce mogą realizować przeloty z prędkościami nawet 23-27 węzłów. Decydujące są jednak w tym wypadku nie prędkość, ale ogromna ładowność i bardzo niski koszt jednostkowy transportu. No i póki co, pewnych towarów zwyczajnie nie da się transportować na masową skalę w inny sposób. Teoretycznie statki mogą pływać znacznie szybciej, jednak ich prędkość jest w tej chwili ograniczana sztucznie, zgodnie z zasadami „slow steamingu”. Decyduje ekologia. Źródło: https://www.gospodarkamorska.pl/Porty,Transpo...esne-statki-towarowe-wytracaja-predkosc-.html

    A swoją drogą... Ciekawym połączeniem głównego tematu tej dyskusji oraz wątku transportowego jest rosyjski pomysł mobilnych reaktorów jądrowych montowanych na statkach z klasą lodową. Jak sądzicie, pomysł chwyci także w innych regionach świata? Czy to nowy obszar zastosowanie dla technologii jądrowej?
  • #702
    vodiczka
    Poziom 43  
    Mobali napisał:
    Wiele tras na znacznie dłuższych odcinkach pokonuje się innymi środkami komunikacji: to kolej, transport drogowy czy morski. Samolot nie jest więc koniecznością
    Czy nie potrafisz czytać ze zrozumieniem? Jest koniecznością dla tych, którym się spieszy bo czas to pieniądz.
    Gdy ludzie przyzwyczają się załatwiać interesy poprzez telekonferencje a nie kontakty osobiste a na dwutygodniowe wczasy na Krecie zechcą tłuc się pociągiem/autobusem z przesiadką na statek to być może złote czasy lotnictwa zaczną dobiegać końca. Teraz już nie są tak złote jak kiedyś ze względu na dużą konkurencję w branży a nie na ucieczkę pasażerów.
    Mobali napisał:
    Statki pływają od tysiącleci i chyba będą jeszcze trochę pływać
    Będą ale tak jak napisałem głownie w celach turystycznych i przewożąc kontenery lub ładunki masowe. Czasy gdy pływaliśmy Batorym do rodziny w USA lub innym liniowcem do Brazylii lub Australii, dawno minęły.
  • #703
    retrofood
    Moderator
    Cytat:
    W pierwszej połowie roku w Europie powstały farmy wiatrowe o łącznej mocy 4,9 GW – czytamy w raporcie opublikowanym w czwartek przez WindEurope, największą europejską organizację branży wiatrowej. To więcej o 400 MW niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

    Większa części nowych mocy wiatrowych przypada na farmy uruchomione na lądzie (onshore) – 2,9 GW. Jednak największą elektrownię napędzaną siłą wiatru uruchomiono ostatnio na morzu – moc instalacji Hornsea 1 zbudowanej u wybrzeży brytyjskich sięga 1,2 GW. To największa teraz morska farma wiatrowa na świecie. Jej moc jest większa od pojedynczego nowego bloku naszej elektrowni węglowej w Opolu.

    Na lądzie najwięcej wiatraków w pierwszym półroczu zbudowali Francuzi – 523 MW. Na drugim miejscu są Szwedzi, którzy uruchomili turbiny wiatrowe o mocy 459 MW. Potem Niemcy – 287 MW, Włosi – 286 MW i Ukraińcy – 262 MW.
    Na tym tle bardzo blado już wpadają np. Rosjanie, którzy uruchomili farmy o mocy ledwo 50 MW i tragicznie Polacy, na samym końcu zestawienia, z wynikiem 5 MW – 10 razy gorszym od Rosjan.

    Fatalny wynik Polski to pochodna tzw. ustawy odległościowej z 2016 roku uchwalonej przez rząd Beaty Szydło, która w praktyce zablokowała budowę nowych farm wiatrowych w Polsce. Wprowadzono bowiem wymóg, że taka elektrownia może powstać nie bliżej niż 10 wysokości jej całego masztu z łopatami skrzydła od budynku mieszkalnego i praktycznie zredukowało to do zera miejsca, gdzie mogą powstać farmy wiatrowe. Wychodzi, że można je budować wyłącznie w parkach narodowych lub na morzu – a to pierwsze jest niemożliwe, a drugie bardzo kosztowne.

    Zatem od czasu wejścia w życie ustawy odległościowej w Polsce powstają już tylko nieliczne elektrownie wiatrowe. To te, dla których niezbędne ustalenia i zgody udało się uzyskać jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów.
    Przez to tracimy miliony złotych. Teraz bowiem prąd z elektrowni wiatrowych jest najtańszym źródłem energii, co widać już nie tylko na Zachodzie Europy, ale również w Polsce. W trakcie ubiegłorocznych rządowych aukcji na dostawę prądu inwestorzy wiatrowi posiadający projekty, których nie dotknęła jeszcze ustawa odległościowa, oferowali ceny energii grubo poniżej 200 zł/MWh, czyli znacznie poniżej obecnych cen energii na polskim rynku hurtowym.

    Rząd nie chce zmienić fatalnych regulacji ustawy odległościowej – nowelizując ostatnio przepisy dotyczące odnawialnych źródeł energii, nie zdecydował się na to, nieco za to ułatwiając instalację małych instalacji fotowoltaicznych, w tym na dachach domów jednorodzinnych.
    Europa idzie inną drogą. W raporcie WindEurope czytamy, że w pierwszym półroczu zainwestowano na Starym Kontynencie 8,8 mld euro w budowę farm wiatrowych w najbliższej przyszłości. Przez to w ciągu 2-3 lat pojawią się nowe wiatraki o mocy 5,9 GW.


    Link

    Dodano po 11 [minuty]:

    Cytat:
    Słońce wyżej, rachunki niżej. Wszędzie tam, gdzie zainwestowano w energię odnawialną. Czyli nie w Polsce.

    W pierwszej połowie 2019 roku nastąpił wyraźny spadek cen na europejskim rynku energii elektrycznej – podał kilka dni temu think tank Instytut Energetyki Odnawialnej. Tylko w Niemczech produkcja prądu z promieni słonecznych wzrosła w tym roku o 7 proc. W innych krajach te wartości są jeszcze bardziej imponujące – Hiszpanie zanotowali wzrost 27 proc., Włosi – 13.

    – Niemcy mają prawie sto razy więcej czystych źródeł energii niż Polska! Zainwestowali długo przed nami, więc spłacili już kredyty, inwestycje się zamortyzowały. Poza tym fotowoltaika i farmy wiatrowe mają praktycznie zerowe koszty bieżące – zwraca uwagę Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej.

    To, że prąd z wiatru i słońca tanieje, potwierdza raport „Koszty wytwarzania energii odnawialnej w 2018 r.” przygotowany przez Międzynarodową Agencję Energii Odnawialnej (IRENA). W ubiegłym roku uśredniony koszt wytwarzania prądu z biomasy spadł o 14 proc., z energii wodnej – o 14 proc., słonecznej – o 13 proc., wiatru na lądzie – o 14 proc., a wiatru na morzu – o 1 proc.

    Powodów do radości nie mają jednak Polacy, którzy – oprócz Węgrów, Rumunów, Bułgarów i Greków – płacą coraz wyższe rachunki za prąd. W pierwszym półroczu tego roku w stosunku do 2018 aż o 16 proc. Eksperci szacują, że w przyszłym roku energia będzie nas kosztować o 30-?50 proc. więcej.

    – Niemcy stawiają na zieloną energię, a Polska w ostatnich latach wybudowała kilka ogromnych elektrowni węglowych. Kiedyś to było tanie rozwiązanie, jednak teraz tego typu elektrownie obarczone są potężnymi kosztami związanymi z wymogami emisyjnymi. Do tego dochodzą koszty eksploatacyjne. W Polsce mamy najdroższy węgiel na świecie – wyjaśnia Wiśniewski.

    Taki stan jest niebezpieczny dla całej gospodarki. Najbardziej zagrożone są małe i średnie przedsiębiorstwa działające na niskiej marży. Droższy prąd może być zabójczy dla ich funkcjonowania.

    A wzrost cen odczujemy nie tylko bezpośrednio w rachunkach. – Czekają nas tragiczne wręcz konsekwencje w rolnictwie. Koszt energii w produkcji żywności w Polsce to średnio 12 proc., a w Niemczech – 5 proc. Tylko niemiecki rolnik nie dość, że ma tani prąd, to jeszcze jego nadwyżkę z własnej farmy fotowoltaicznej może sprzedać i dodatkowo zarobić. W ogóle cała Polska, nie tylko rolnictwo, żyje z eksportu. Droższa energia to droższa produkcja, więc tracimy na konkurencyjności. W dodatku mamy coraz większy problem z suszą, a do nawadniania potrzebujemy energii. Wpadamy w spiralę kosztów, która odbije się na wzroście inflacji – mówi prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej.

    Nadzieją jest zielona energia. O ile dystans do krajów zachodnich wciąż jest duży, o tyle Polskę wyróżnia dynamiczny przyrost nowych instalacji fotowoltaicznych. Według raportu IEO „Rynek Fotowoltaiki w Polsce” już w tym roku możemy znaleźć się na czwartym miejscu w Unii pod względem rocznych przyrostów nowych mocy fotowoltaicznych. W zeszłym byliśmy na dziewiątej pozycji.

    Uniknęliśmy blockoutu
    Jak to możliwe? Rozwój opiera się na kilku fundamentach. Pierwszy to „Kowalscy”, nazywani w branży prosumentami, którzy panele instalują na dachach domów, głównie dzięki wsparciu regionalnych programów operacyjnych oraz uldze termomodernizacyjnej pozwalającej odliczyć koszty instalacji od podatku. Od 2014 roku kwota dofinansowania przekroczyła 2,5 mld zł. Drugi – małe i średnie przedsiębiorstwa, które na gwałt szukają sposobu ograniczenia wydatków na energię.

    Na te dwa fundamenty stawiać ma program „Energia plus” minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigi Emilewicz. Przewiduje on budowę odnawialnych źródeł energii dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz dla 5 mln domów jednorodzinnych. Minister Emilewicz przyznaje, że lato ubiegłego roku było okresem krytycznym pod względem zapotrzebowania na prąd. – Udało nam się uniknąć blackoutu tylko dzięki temu, że polska energetyka zawodowa importowała maksimum tego, na co pozwala nasz system energetyczny. Wytwarzanie większej ilości prądu jest zatem jednym z naszych podstawowych wyzwań – mówiła podczas Forum Energetyki Rozproszonej na Akademii Górniczo-Hutniczej.

    Grzegorz Wiśniewski stwierdza wprost – energetyka rozproszona to gwarancja bezpieczeństwa Polski.

    Spółdzielnie inwestują w panele fotowoltaiczne
    Przykładów oddolnych inicjatyw nie brakuje. W Krakowie spółdzielnia mieszkaniowa Czyżyny uruchomiła właśnie 54 panele fotowoltaiczne na dachu jednego z bloków. Najpierw prąd popłynie do wspólnych nieruchomości, a nadwyżka zostanie sprzedana do sieci. Jeśli pilotaż się uda, prąd zacznie być wykorzystywany w domach mieszkańców. Na kolejnych dachach pojawią się panele i powołana zostanie spółdzielnia energetyczna – Czyżyny II.

    Wzorem dla Czyżyn jest spółdzielnia mieszkaniowa Wrocław-Południe, która już pod koniec 2017 roku zamontowała 2771 modułów fotowoltaicznych na 0,5 ha powierzchni dachów 35 wrocławskich wieżowców. – Powstały na dachach budynków, nie na polach, więc nie wymagały budowy wielkich sieci energetycznych. Tych paneli z zewnątrz nie widać, nie trzeba było też budować stacji transformatorowych. To przedsięwzięcie neutralne dla środowiska i przestrzeni miejskiej – mówił Marek Dera, wiceprezes spółdzielni.

    Efekt rocznej działalności jest imponujący. Wrocławskie instalacje wyprodukowały 760 tys. kWh, przez co udało się zredukować emisję CO2 o 600 ton. Gdybyśmy chcieli unieszkodliwić taką ilość gazu cieplarnianego, sadząc drzewa, potrzebowalibyśmy ich 50 tys. – 150 ha lasu.

    Z kolei w połowie lipca władze Krakowa powołały nową miejską jednostkę Klimat – Energia – Gospodarka Wodna, zasilaną z klimatycznych funduszy unijnych. Wiceprezydent Andrzej Kulig poinformował, że jedną z pierwszych inwestycji będzie budowa dużej farmy fotowoltaicznej. – Jesteśmy w trakcie pozyskiwania gruntów pod ten projekt.

    Świetlana przyszłość energii odnawialnej
    Ten ruch w branży odczuwają polskie firmy produkujące urządzenia i systemy fotowoltaiczne. – Boom trwa. Do tego stopnia, że brakuje ludzi do wykonania zamówionych inwestycji. Problem jest też z dostępem do materiałów – opowiada Michał Kitkowski, prezes zarządu SunSol. W 2018 roku jego firma zamontowała 150 instalacji. Ten wynik udało się pobić już w połowie tego roku.

    Czy to znaczy, że przed słoneczną energią w Polsce roztacza się świetlana przyszłość? Tak, jeśli patrzeć na rozwój fotowoltaiki. Nie, jeśli posłuchać najważniejszych polityków. – Niestety, dalej trwa przekonanie, że nie wolno denerwować wyborców ze Śląska i państwowych koncernów energetycznych – stwierdza Grzegorz Wiśniewski. Tymczasem Andrzej Duda na Barbórce w kopalni w Brzeszczach powtarza: „Nie pozwolę, by ktokolwiek zamordował polskie górnictwo”, i dodaje, że węgiel jest naszym strategicznym surowcem.

    Potwierdzają to konkretne inwestycje. Do 2026 roku za 6 mld zł ma powstać trzeci blok węglowej elektrowni Ostrołęka. Całkowicie nieopłacalnej. Fundacja Instrat w raporcie „Ostrołęka C – co dalej z ostatnią elektrownią węglową w Polsce” podaje, że blok będzie produkował prąd w cenie 488-505 zł za megawatogodzinę.

    Ten z farm fotowoltaicznych już kosztuje poniżej 360 zł.


    Link
  • #704
    Mobali
    Poziom 33  
    vodiczka napisał:
    Czy nie potrafisz czytać ze zrozumieniem? Jest koniecznością dla tych, którym się spieszy bo czas to pieniądz.
    Potrafię czytać ze zrozumieniem. Ale idąc tokiem Twojego rozumowania, szczególnie samoloty hipersoniczne powinny mieć głęboki sens i świetlaną przyszłość. Concord powinien więc wciąż latać, a przemysł lotniczy powinien wciąż pracować nad jeszcze szybszymi rozwiązaniami. Może 4M, a może 5M? A może w godzinę z Londynu do Sydney? Bo niektórym bardzo się spieszy? Dlaczego więc ta koncepcja padła? Czemu samoloty już nie przyspieszają? Zresztą czas podróży lotniczej też radzę liczyć rzetelnie. Czyli dodając ten niezbędny na dotarcie do lotniska i z lotniska (zwykle są daleko poza celem podróży), dodając czas oczekiwania na przesiadki czy wymagany przez przewoźnika okres, w którym należy się zgłosić przed odlotem. Patrząc w ten sposób, na średnich trasach to kolej wygrywa i staje się relatywnie coraz szybsza.

    Ludzie nie zawsze świadomie wybierają samolot. Często nie ma po prostu innej oferty. Lotnisk, szczególnie w Europie unikam i wcale nie kojarzę ich z oszczędnością czasu. Wręcz przeciwnie - traci się go tam zbyt wiele. W tej sytuacji kolej jest naprawdę sporą konkurencją. O wygodzie nie wspomnę. Wyjątkowym absurdem wydaje się organizowanie połączeń lotniczych na krótkich trasach krajowych. Tu w żaden sposób nie da się wykazać ekonomicznego sensu tego rozwiązania oraz oszczędności czasu.

    Podróż na Kretę to świetny przykład. Byłem kilka razy. Tę podróż samolotami wspominam jak koszmar (czekanie, dojazdy i przesiadki). Ta promem była fantastyczna, choć trwała nieco dłużej. Poświęciłem więcej czasu, ale dotarłem wypoczęty i pełny wrażeń.

    vodiczka napisał:
    Czasy gdy pływaliśmy Batorym do rodziny w USA lub innym liniowcem do Brazylii lub Australii, dawno minęły.
    Sądzę jednak, że minęły z zupełnie innych względów. Jednak nie jestem przekonany, czy kiedyś nie wrócą. Twój wątek dotyczący czasu jest ważny. Ale gdy usuniesz tę zmienną dostrzeżesz, że samolot wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem. Cywilizacja się rozwija, nasze podejście do czasu i przestrzeni też. Nie można wciąż przyspieszać bez końca. Co prawda mamy wystarczające narzędzia, ale to ludzie już nie wytrzymują coraz szybszego tempa. No i poza pogonią za prędkością jest jeszcze kwestia zdrowego rozsądku i szeroko rozumianych kosztów pewnych rozwiązań. Także społecznych. Właśnie dlatego Concord przegrał z trzykrotnie wolniejszym samolotem. I z tego samego powodu zwalniają statki a nowe samoloty wcale nie latają szybciej.

    Czas czasem ale... Powróćmy do głównego wątku.
  • #705
    vodiczka
    Poziom 43  
    Mobali napisał:
    Potrafię czytać ze zrozumieniem. Ale idąc tokiem Twojego rozumowania, szczególnie samoloty hipersoniczne powinny mieć głęboki sens i świetlaną przyszłość
    A jednak nie czytasz ze zrozumieniem albo nie przeczytałeś tego co napisałem wcześniej:
    vodiczka napisał:
    Ludzie chcą latać szybko i tanio.
    Szybko, znaczy samolot. Samolot hipersoniczny - znaczy nadmierne koszty w porównaniu z korzyściami.
    Pozostając przy kolei transsyberyjskiej - 8,5 h podróż samolotem w porównaniu z tygodniową podróżą koleją to istotna różnica.
    Skrócenie tej podróży z 8,5h do 4h jest pożądane ale nie za wszelką cenę, pomijam lot samolotem MiG-29 w misji specjalnej ;)
    Projekt Concorde upadł bo po początkowej euforii nie było wystarczającej liczby pasażerów chętnych do ponoszenia realnych kosztów podróży, bez dotacji rządowej.
    Wracając do tematu - gdyby produkcja energii w EJ (licząc wszystkie koszty od projektu po likwidację) była o 50% tańsza niż w innych elektrowniach a rząd rozdawał bezpłatnie domy z działkami po 3000 m² w promieniu 20 km od EJ to liczba przeciwników gwałtownie by zmalała. :D
  • #706
    pawelr98
    Poziom 38  
    vodiczka napisał:
    ci których nie stać na samolot


    A wie kolega ile kosztuje samolot ?

    Połowę taniej co kolej.

    Samolot Warszawa-Pekin będzie ~2000zł(±200-300zł) w dwie strony tymczasem bilet kolejowy Moskwa-Pekin w "bieda klasie" to 524euro w jedną stronę.

    Klasa ekonomiczna w samolocie rejsowym(powyżej 4-5h) to komfortowe warunki praktycznie niezależnie od linii.
    Jeden posiłek + przekąski lub dwa posiłki.
    Napoje co najmniej kilka razy za darmo i obowiązkowo system rozrywki pokładowej(filmy, muzyka).
    A latałem wieloma liniami, Aeroflotem, LOTem, Emirates, Virgin,British Airways, Finnair oraz Japan Airlines.

    Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, "Dreamliner" w ekonomicznej LOT-u ma mało miejsca na nogi(rekompensuje gniazdkiem 230V czego często nie ma w innych liniach).


    A co do lotów szybszych od dźwięku.
    Chodzi o paliwo oraz straty aerodynamiczne.

    Jak zbliżamy się do prędkości dźwięku (1000km/h) to oporu rosną dramatycznie.
    Przy prędkości ponaddźwiękowej opory są mniejsze niż przy prędkości "przydźwiękowej".Dlatego wszyscy trzymają się tych 800-900km/h.

    Utrzymanie ponaddźwiękowej prędkości pochłania dużo paliwa a sam samolot musi być bardziej wytrzymały co znacznie podnosi też koszty obsługi.

    Concorde nigdy nie był opłacalny, działał jedynie jako "prestiż" bo często latał pusty.
  • #707
    vodiczka
    Poziom 43  
    pawelr98 napisał:
    A wie kolega ile kosztuje samolot ?

    Połowę taniej co kolej.
    Pisałem o trasie Moskwa-Władywostok i porównaniu cen biletów dla obywateli Rosji.
  • #708
    Darom
    Specjalista elektryk
    pawelr98 napisał:

    Samolot Warszawa-Pekin będzie ~2000zł(±200-300zł) w dwie strony tymczasem bilet kolejowy Moskwa-Pekin w "bieda klasie" to 524euro w jedną stronę.
    Dwa lata temu zapłaciłem do Pekinu ponad 2800zł, tańsze może i były ale niekoniecznie termin pasował. Trochę taniej do Bishkeku (i trochę bliżej), teraz nie sprawdzałem, bo i tak się nie wybieram.
    vodiczka napisał:
    pawelr98 napisał:
    A wie kolega ile kosztuje samolot ?

    Połowę taniej co kolej.
    Pisałem o trasie Moskwa-Władywostok i porównaniu cen biletów dla obywateli Rosji.
    Dla mnie to jakoś tanio, w zimę znajoma leciała z Pietropawłowska Kamczackiego do Rostova i zapłaciła cosik ok. 1000PLN. A wiem, że nie lubi przepłacać.

    pzdr
    -DAREK-
  • #709
    gaz4
    Poziom 32  
    pawelr98 napisał:
    gaz4 napisał:

    Nie, ludzie chcą szybko i tanio przemieścić się z punktu A do B. Jeżeli zrobią te hiperszybkie koleje w tunelach lotnictwo umrze tak samo jak sterowce.

    Nie zrobią bo te koleje próżniowe to bajka dla ludzi o poglądach typu
    "Mamy XXI wiek, jak zechcemy to zrobimy wszystko, nawet złamiemy prawa fizyki"


    Ciekawe co w 2019r właściciele sterowców i transatlantyków mówili o samolotach pasażerskich? Pewnie nic bo był to jeszcze większy SF ;) Trudno przewidzieć w jakim kierunku potoczy się rozwój. Na razie z 90% prawdopodobieństwem można przewidzieć zwijanie się lotnictwa. Koszty będą coraz wyższe, a zaoszczędzony czas nigdy ich nie zrekompensuje. Zwłaszcza na krótkich trasach.

    pawelr98 napisał:
    W Polsce nie ma ani słońca ani pieniędzy na takie fanaberie.


    Lada dzień moc zainstalowana przekroczy 1 GW. Do tego doliczmy off grid używany np. do CWU. 1000 kWh rocznie z 1 kW mocy zainstalowanej wystarczy aby fotowoltaiki nie uważać za fanaberię. Jeżeli 1 kW PV do CWU można zrobić za 2 tys zł i oszczędza ona węgiel kosztujacy 20 gr/kWh mamy ok. 10 letni czas zwrotu. Do tego dochodzą inne korzyści jak zaoszczędzony czas czy brak smogu. I nie mam na myśli PM10 o którym zimą nieustannie trąbią tylko smog fotochemiczny jaki latem snuje się nad każdym "nowoczesnym" zakątkiem Europy. My na razie aspirujemy do tego miana więc (jeszcze) da się oddychać ale zmiany są coraz bardziej zauważalne. Jak pójdziemy śladem zachodu pewnego pięknego dnia obudzimy się w państwie gdzie powietrze wygląda tak:

    Elektrownia jądrowa. Zbudujemy ją wreszcie?

    Stan z 25 czerwca bieżącego roku w Niemczech. Podobnie było w Holandii, Belgii oraz Francji. Rekordzista 2x przekroczył max dopuszczalne stężenie na miejscu pracy i gdyby wpadła tam nasza PIP to pewnie zamknęłaby całe miasto. I nie był to pojedyńczy przypadek, poziom 150 µg/m3 przekraczany jest tam notorycznie. U nas też się zdaża, coraz częściej. O stężeniach ozonu niższym uznawanych przez WHO za bezpieczne szkoda gadać. W większości Polski od kwietnia do września można je liczyć na palcach. W 2015r przy porównywalnej pogodzie było znacznie, ale to znacznie lepiej...

    Warto się zastanowić dlaczego mimo wypchania do Polski starych diesli i zastąpienia ich nowoczesnymi "niskoemisyjnymi" autami jest tam tak źle? Może dochodzą takie "drobiazgi" jak indywidualne przygotowanie CWU przy pomocy gazu lub oleju? Gdy wszystko uwzględnimy każda metoda uzyskania CWU bez emisji NOx jest po prostu bezcenna. Oszczędzenie nieodnawialnych paliw z naciskiem na importowane to tylko mały bonus do ochrony zdrowia.
  • #710
    vodiczka
    Poziom 43  
    gaz4 napisał:
    Ciekawe co w 2019r właściciele sterowców i transatlantyków mówili o samolotach pasażerskich? Pewnie nic bo był to jeszcze większy SF
    Kolej próżniowa nie jest łamaniem praw fizyki, jest technicznie możliwa i co? Nawet doświadczalnego odcinka w skali 1:10 którym zamiast ludzi podróżowałyby współczesne Łajki nie zbudowano.
    Dyskusja na zasadzie "co kto mówił w 2019 roku" nie ma sensu. Transatlantyki odpadły bo były zbyt powolne w stosunku do samolotów a sterowce nie dość, że powolne to jeszcze wybuchowe. Kolej ze względów ekonomicznych nie przekracza prędkości 600km/h czyli prędkości wolno latających samolotów pasażerskich.

    Na potrzeby Polski, podróż z prędkością 350 km/h byłaby wystarczająca dla połączenia dużych ośrodków na południu, w centrum i na północy kraju ale z Rzeszowa do Szczecina to już dłużej niż 3h podróży zakładając tylko dwa postoje - w Łodzi i w Poznaniu.
    gaz4 napisał:
    Na razie z 90% prawdopodobieństwem można przewidzieć zwijanie się lotnictwa. Koszty będą coraz wyższe, a zaoszczędzony czas nigdy ich nie zrekompensuje
    Koszty podróży samochodem i koleją też są coraz większe :) Lotnictwo ma się dobrze, alternatywnego środka transportu skutecznie wypierającego samoloty na trasach powyżej 1000 km nie widzę.
    Zwinęły się przeloty na trasie Łódź-Warszawa, mimo kilkakrotnej próby ich reanimacji. Zbyt blisko a czas dojazdu z centrum obu miast na ich lotniska, dłuższy niż podróż pociągiem z Łodzi Fabrycznej na Warszawę Centralną.
  • #713
    vodiczka
    Poziom 43  
    Ja tylko uczyniłem pewne porównanie a koledzy rozwinęli offtopic. Rozumiem, że apelujesz do wszystkich "zboczonych".
    Przyjmuję twoją uwagę i przestaję odpowiadać na posty "transportowe".
    vodiczka napisał:
    Dlatego, że im elektrownia atomowa nie jest do niczego potrzebna, im potrzebny jest prąd w gniazdku.
    Popatrz na głośnie katastrofy lotnicze w których jednocześnie ginie 200 lub więcej osób. Nie słyszałem o protestach domagających się zaprzestania produkcji i eksploatacji samolotów o pojemności większej niż 100 miejsc. Ludzie chcą latać szybko i tanio.
  • #715
    retrofood
    Moderator
    Cytat:
    Coraz trudniej będzie zdobyć fundusze nie tylko na inwestycje w węgiel, ale także w gaz. Kryteria przyznawania pożyczek zaostrzy Europejski Bank Inwestycyjny.

    Choć prace nad nową polityką banku dla inwestycji w energetykę wciąż trwają, to według naszych rozmówców jej zmiana będzie dość poważna, a skutki dla sektora energetycznego mogą być poważne. EBI jest bowiem najważniejszym kredytodawcą energetyki w Europie, co roku pożycza na inwestycje w sektorze od 12 do 14 mld euro. Spora część tych pieniędzy trafia także do Polski.

    EBI jako pierwsza instytucja w UE wprowadził tzw. standard emisji – zobowiązał się do niefinansowania inwestycji, które emitują więcej niż 450 kg CO2 na MWh, co wykluczyło węgiel. Boleśnie przekonało się o tym kilka polskich spółek, które chciały zgłosić projekty związane z węglem do tzw. Planu Junckera.

    Teraz bank zamierza zmienić swoją politykę w zakresie inwestycji w gaz. Według naszych rozmówców standard emisji ma zostać zaostrzony do 100 kg na MWh, co zupełnie wyklucza także elektrownie czy elektrociepłownie gazowe – te najsprawniejsze emitują powyżej 300 kg. To oznacza, że w dziedzinie wytwarzania prądu EBI będzie finansował wyłącznie źródła odnawialne. Ale z punktu widzenia Polski groźniejsze będą propozycje dotyczące finansowania infrastruktury gazowej. Dziś EBI jest bowiem głównym kredytodawcą Gaz-Systemu czyli operatora gazowej sieci przesyłowej. Finansował m.in. budowę terminala LNG w Świnoujściu oraz dwa ważne gazociągi – Rembelszczyzna-Gustorzyn i Odolanów-Lwówek. W sumie EBI pożyczył naszemu gazowemu operatorowi 1,6 mld zł.

    Gaz-System potrzebuje oczywiście potężnych pieniędzy na nowe inwestycje i będzie musiał poszukać ich na rynku. A komercyjne banki żądają zwykle znacznie wyższych odsetek niż EBI.

    Biuro prasowe banku poinformowało portal WysokieNapiecie.pl, że prace nad nową polityką wciąż trwają, powinny skończyć się na jesieni. Nie jest wykluczone, że gazowa infrastruktura jednak ostanie się w celach EBI, ale raczej nie we wszystkich krajach, bank chce odpowiedzieć na pytanie czy ma sens finansowanie jej w krajach, gdzie jest już wystarczająco rozwinięta. Ponadto nadal kredytowane będą inwestycje służące „zielonemu gazowi” - biometanowi, biogazowi czy wodorowi.

    Czym tu się grzać?
    Polska usilnie zabiega o złagodzenie nowych kryteriów. Gaz bowiem będzie odgrywał coraz większą rolę w miksie energetycznym naszego kraju, nie tylko jako źródło prądu, ale także ciepła. Mamy olbrzymi potencjał w postaci kilkuset małych ciepłowni w mniejszych miastach, które wymagają modernizacji i przestawienia z węgla na inne paliwo. Gdyby wszystkie zamienić na elektrociepłownie, mielibyśmy od 3 do 6 tys. MW nowych mocy elektrycznych –czyli co najmniej tyle co planowana elektrownia atomowa. W dodatku produkowałyby również ciepło i pomagały walczyć ze smogiem, czego elektrownia atomowa nie uczyni. Najważniejszym paliwem, które może zastąpić węgiel w tych jednostkach będą gaz i biomasa, ale ta ostatnia ma sens tylko jako lokalne paliwo, takich miejscowości nie będzie wiele.
    ...


    Po węglu przyszedł czas na uderzenie w gaz
  • #716
    Pi111
    Poziom 19  
    Znalezione interneci

    Atomistyka w wojsku nieodłącznie kojarzy się nam z różnej mocy głowicami i ich nosicielami. Nie jest to jednak jej jedyne zastosowanie, bo od lat jest ona również głównym elementem układów tworzących źródła napędu dla wybranych klas okrętów wojennych. Obecnie może mieć i kolejne zastosowania, a nowe formy otrzymywania energii jądrowej przyczynić się mogą do zrewolucjonizowania taktyki działań na polu walki.

    https://www.defence24.pl/atom-wraca-do-wojska-analiza

    Mobilne reaktory jądrowe dla US Army. Wymogiem przerzut w C-17

    https://www.defence24.pl/mobilne-reaktory-jadrowe-dla-us-army-wymogiem-przerzut-w-c-17

    Nadchodzą kompaktowe, osiedlowe reaktory jądrowe od NuScale Power

    https://www.geekweek.pl/news/2018-09-29/nadch...aktowe-osiedlowe-reaktory-jadrowe-od-nuscale/
  • #717
    vodiczka
    Poziom 43  
    Co "oni" widzą dobrego w wodorze? To prawda, że przy spalaniu nie emituje CO2 ;) ale przy jego wytwarzaniu już nie jest tak słodko.
    Z mieszaniny metanu i pary wodnej powstaje gaz syntezowy, zawierający ok. 75% wodoru oraz tlenek węgla (CO), dwutlenek węgla (CO2) i nieprzereagowany metan.
    "Czysty wodór" (bez śladu węglowego) powstaje jedynie na drodze elektrolitycznej.
    Teoretycznie "keine problem" połączyć panele fotowoltaiczne lub wiatraki z elektrolizerami i magazynami wodoru. Ekonomicznie chyba jeszcze nieuzasadnione bo nie słyszałem o takiej instalacji, produkującej wodór na skalę przemysłową. Powstała instalacja pilotażowa o wydajności ok. 500kg/dobę. https://cordis.europa.eu/news/rcn/130180/pl
  • #719
    gaz4
    Poziom 32  
    Czyli przespaliśmy szansę na w miarę tanią transformację w kierunku kogeneracji. Mój pierwszy wpis na Elektrodzie dotyczył wyższości elektrociepłowni nad atomem więc nie dziwi mnie taki stan rzeczy. Od kilkunastu lat nikt z szeroko pojętej energetyki nie był tym zainteresowany bo małe obiekty daja mały zysk i mały prestiż. Co innego kolosy typu EJ, szef PGE EJ1 to jest "ktoś": można brylować w mediach i rocznie da się zainkasowac niemal milion. A że jej nie ma i nigdy nie będzie? Co to konia obchodzi...

    Obecną sytuację z gazem w Europie doskonale obrazuje powiedzonko "Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma". Rosja do końca roku nie wybuduje NS2, a umowa na tranzyt via Ukraina niedługo wygaśnie. Gazprom wyraził chęć podpisania krótkoterminowej umowy ale dlaczego UKraińcy mają się na nią zgodzić? W końcu cała inwestycja w NS2 jest tylko i wyłacznie po to by pozbawić ich zysków z tranzytu. Mają asy w ręku więc deklarują gotowość przedłużenia umowy długoterminowej. W dodatku chcą dostać na rękę kasę zasądzoną przez sztokholmski arbitraż co pozbawiłoby Rosję prestiżu, zawsze płaciła komu chciała i ile chciała - vide Białoruś i "odszkodowanie" za brudną ropę...

    Na ten polityczny pat nakłada się sytuacja w europejskich magazynach gazu. Niedawno Gazprom ogłosił sukcesu w ich szybkim napełnianiu co ma być związane z przejściem na NS2. Problem w tym, że po ciepłej zimie zostało w nich ok. 20 mld m3 więcej niż w 2018r, obecnie mamy ok. 80 mld m3 podczas gdy przed rokiem było... 60 mld m3! Niesamowite jak ekspresowe tempo nam narzucili ;) W dodatku maksymalna pojemność pozwala na wejscie w sezon ze 100 mld m3 podczas gdy w 2018r było 90 mld. Czyli dostaniemy max 10 mld, taką ilość Niemcy wciągną nosem, wystarczy kilka tygodni kilkunastostopniowych mrozów. A gdzie gaz niezbędny do tłoczenia na południe? Czy w kilka miesiecy przebudują infrastrukturę tak by magazyny które do tej pory obsługiwały transfer via Ukraina będą obsługiwały ten via NS2? To mld m3 i trzeba będzie je gdzieś znaleźć. Dobry opis aktualnej sytuacji jest tu:

    https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rota...-nie-do-zastapienia-w-tranzycie-gazu-z-rosji/

    Gazprom zimą nie ma znaczących nadwyżek mocy produkcyjnych co oznacza, że europejskie magazyny muszą zastąpić ukraińskie. Po prostu muszą, tu nie ma żadnego "ale" - jak tego nie zrobią spadnie ciśnienie i trzeba będzie odcinać przemysł. Nie pomogą żadne dodatkowe gazrurki czy gazoporty bo przy mrozach zużycie gazu jest kilka razy większe od średniej. Pływajacy gazoport o rocznej przepustowości 3 mld m3 w najlepszym razie zastapi 0.5 mld m3 magazynu. Polska ma 3 mld m3 pojemności magazynowej i ledwo wystarczają przy -20 stopniach. Wymieńmy jeszcze kilka milionów kotłów węglowych na gazowe jak tego chcą antysmogowcy i petrochemia oraz azoty będą miały nawet 3 miesięczne wakacje. Przymusowe, w środku zimy...

    http://powietrze.gios.gov.pl/pjp/current

    Wyżej aktualny stan powietrza nad Polską. Udowadnia opinię antysmogowców, że "latem smogu nie ma". Tylko pół Polski na żółto i kilka brązowych... A to typowy gorący dzień bez dostaw dodatkowego NOx znad Niemiec. Prognozy nie przewidują przekroczeń poziomu informowania (czerwone) ale to i tak nie ma znaczenia. Alarmy smogowe z założenia nie informują o smogu fotochemicznym, ich interesuje wyłacznie PM10 i największe zło tego świata za jaki uważają węgiel. W sezonie grzewczym 2018/19 było 26 przekroczeń PM10 i chyba pół tysiaca komunikatów. Do tej pory latem było 12 przekroczeń O3 i żadnego komunikatu poza urzędowymi WIOS i GIOS. Tylko dlatego "latem nie ma smogu", więc musimy zastąpić paliwa stałe gazem i będziemy wtedy goli ale wesoli.
  • #720
    retrofood
    Moderator
    gaz4 napisał:
    Czyli przespaliśmy szansę na w miarę tanią transformację w kierunku kogeneracji.

    No zaraz, przecież bardzo chcemy! Nie wiedziałem o tym, poważnie! Widocznie mało śledzę te problemy.
    http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20190000042