Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
IGE-XAO
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Elektrownia jądrowa. Zbudujemy ją wreszcie?

retrofood 29 Lip 2019 16:58 18120 832
  • #721
    cuuube
    Poziom 21  
    vodiczka napisał:
    Nawet doświadczalnego odcinka w skali 1:10 którym zamiast ludzi podróżowałyby współczesne Łajki nie zbudowano.


    Cytat:
    Na przełomie 2019 i 2020 r. chce uruchomić pierwszy 500-metrowy tor testowy dla mechanizmów napędu i zawieszenia

    https://www.rp.pl/Transport/309179908-Polski-hyperloop-wyjedzie-na-tory.html

    Tu już po testach
    https://tvn24bis.pl/tech,80/hyperloop-one-po-...ch-na-torze-na-pustyni-w-nevadzie,756729.html
  • IGE-XAO
  • #722
    Mobali
    Poziom 29  
    Pi111 napisał:
    Nadchodzą kompaktowe, osiedlowe reaktory jądrowe od NuScale Power
    Koncepcja wcale nie taka nowa. Stosunkowo głośno było na ten temat już kilkanaście lat temu. Koncepcję niewielkich rozproszonych mocy w oparciu o podziemne reaktory jądrowe starał się spopularyzować przed śmiercią prof. Edward Teller. Jego ostatnią koncepcją była sieć bezpiecznych podziemnych elektrowni jądrowych, których zaletą miało być przede wszystkim pełne bezpieczeństwo, także w przypadku próby ataku terrorystycznego.
  • #723
    cuuube
    Poziom 21  
    vodiczka napisał:
    "Czysty wodór" (bez śladu węglowego) powstaje jedynie na drodze elektrolitycznej.
    Teoretycznie "keine problem" połączyć panele fotowoltaiczne lub wiatraki z elektrolizerami i magazynami wodoru.

    dobrze 'szprechasz'
    Cytat:
    Rozwiązanie, które wykorzystają Niemcy, zakłada produkcję energii elektrycznej przez panele fotowoltaiczne, która będzie następnie wykorzystywana w procesie elektrolizy wody. Powstały w ten sposób wodór będzie wykorzystywany do napędzania samochodów z odpowiednio dostosowaną do tego jednostką napędową.

    http://gramwzielone.pl/energia-sloneczna/2542...taika-i-wodor-sposobem-na-tanie-czyste-paliwo
    zerknij na datę artykułu .

    http://gramwzielone.pl/trendy/20877/japonczycy-uruchamiaja-produkcje-wodoru-z-oze

    U Helmutów inwestorzy sa gotowi , czekaja na decyzję rządu
    https://gramwzielone.pl/magazynowanie-energii...ykuja-kolejna-ogromna-instalacje-power-to-gas
  • #724
    Pi111
    Poziom 18  
    ME konsultuje projekt rozporządzenia o ograniczeniach w poborze gazu ziemnego
    Minister energii skierował do konsultacji projekt rozporządzenia w sprawie sposobu i trybu wprowadzania ograniczeń w poborze gazu ziemnego - czytamy w "Gazecie Prawnej".

    Według ME obecne rozporządzenie z 19 września 2007 r. nie pozwala OSP i OSD gazu na skuteczne działania w razie zakłóceń w dostawach tego surowca.

    "Zgodnie z planami wprowadzania ograniczeń sporządzonymi przez operatorów na podstawie obowiązujących przepisów, w przypadku ewentualnego wprowadzenia takich ograniczeń możliwe jest jedynie znikome ograniczenie zużycia przez małą liczbę największych odbiorców. W konsekwencji ograniczenia te nie pozwalają na zapewnienie bezpiecznych dostaw gazu ziemnego do odbiorców chronionych, tj. m.in. gospodarstw domowych" - napisano w uzasadnieniu do projektu rozporządzenia.
    Zgodnie z projektem nowego rozporządzenia ewentualnymi ograniczeniami w poborze gazu będą mogły być objęte wszystkie grupy odbiorców, z wyjątkiem gospodarstw domowych, szkół, przedszkoli, szpitali, urzędów i małych firm. Zostaną zredefiniowane stopnie zasilania, przy czym wszystkie stopnie mają obowiązywać odbiorców o mocy przyłączeniowej większej lub równej 5,5 MWh/h. W przypadku kłopotów z dostawami stopnie zasilania mają być podawane do wiadomości z 10-godzinnym wyprzedzeniem. ME zwraca uwagę, że konieczność wprowadzenia nowego aktu prawnego związana jest też z unijnym rozporządzeniem z 25 października 2017 r. dotyczącym bezpieczeństwa dostaw gazu - czytamy w "Gazecie Prawnej".
  • #725
    pawelr98
    Poziom 37  
    cuuube napisał:
    vodiczka napisał:
    Nawet doświadczalnego odcinka w skali 1:10 którym zamiast ludzi podróżowałyby współczesne Łajki nie zbudowano.


    Cytat:
    Na przełomie 2019 i 2020 r. chce uruchomić pierwszy 500-metrowy tor testowy dla mechanizmów napędu i zawieszenia

    https://www.rp.pl/Transport/309179908-Polski-hyperloop-wyjedzie-na-tory.html

    Tu już po testach
    https://tvn24bis.pl/tech,80/hyperloop-one-po-...ch-na-torze-na-pustyni-w-nevadzie,756729.html


    A oglądał kolega zapis wideo z tych testów ?

    Polecam bo te 112km/h to właśnie jest ten punkt gdzie powinna zapalić się symboliczna lampka w głowie.

    Hyperloop nie powstanie z kilku powodów.
    1. Konieczność uzyskania bardzo wysokiej szczelności, rura o długości kilkuset km będzie mieć spore dzienne różnice długości tylko z powodu zmian temperatury. W wielu regionach mamy także problemy z trzęsieniami ziemi czy innymi niebezpiecznymi zjawiskami. W przypadku torów nie jest to duży problem, są możliwe przerwy dylatacyjne a same tory mogą mieć odchyłki.
    2.Utrzymanie próżni, na długich torach będzie konieczna stała praca pomp próżniowych
    3.Niebezpieczeństwo dekompresji, obiekt pędzący kilkaset km/h centymetry od krawędzi rury. Jakikolwiek błąd oznacza praktycznie zniszczenie całej instalacji. Tory po katastrofie starczy odbudować tylko w miejscu wypadku.
    4.Utrzymywanie stanu technicznego/kontrole. W normalnych warunkach mamy możliwość zwykłej inspekcji przez ludzi. W przypadku próżni albo musimy wpuścić powietrze (duże koszty i bardzo długi przestój) albo kontrolerzy będą musieli pracować w skafandrach (znacznie utrudnia pracę). Część usterek będzie niemożliwa do usunięcia bez wpuszczenia powietrza.


    Z technologii atomowych ciekawa była także koncepcja atomowych pociągów.
    Pociąg ma duży udźwig i bez problemu może przewozić działający reaktor.

    Link


    Samoloty atomowe istniały ale były zabójcze dla pilotów (niemożność odpowiedniej ochrony) i/lub emitowały cząsteczki radioaktywne do atmosfery.

    To jest taki przykład "technologicznego hiperoptymizmu" z lat 50-tych który obecnie znowu się pojawił.
  • #726
    retrofood
    Moderator
    A inspektor Gadget? Poruszał się bez trudności.


    Ale wystarczy i koniec, to nie jest wątek transportowy.
  • #727
    cuuube
    Poziom 21  
    Cytat:


    Jedynym krajem, który w XXI wieku zaczął wytwarzać energię elektryczną w elektrowniach jądrowych, a wcześniej tego nie robił, jest Iran.

    ...


    Na świecie buduje się tak mało reaktorów, że praktycznie stały się pojedynczymi, unikalnymi projektami – nie ma więc efektu skali, zebranych doświadczeń i „produkcji z taśmy”. Za każdy płaci się niczym za unikalne dzieło sztuki. Problemy konstrukcyjne, techniczne i kompetencyjne prześladują budowy, a opóźnienia sięgają wielu lat. Dodatkowym problemem jest to, że lista firm chętnych do budowania elektrowni jądrowych w ostatniej dekadzie bardzo się skurczyła, więc nawet nie za bardzo wiadomo, kto miałby nam tę elektrownię postawić, a jeśli już ktoś się znajdzie, to może dyktować warunki.

    Naturalnym dla Polski punktem odniesienia są inwestycje w innych krajach Unii Europejskiej. Budżety nowobudowanych w Europie reaktorów są przekraczane z grubsza trzykrotnie – dzieje się tak w fińskim Olkiluoto i francuskim Flamanville (choć przecież Francja, będąca dostawcą technologii dla obu elektrowni, ma olbrzymie doświadczenia w energetyce jądrowej), a końca eskalacji ich kosztów wciąż nie widać. Cena za 1 GW mocy zainstalowanej dla tych elektrowni wynosi blisko 30 mld zł. Termin oddania obu bloków, planowany pierwotnie na 2012 rok, przesunął się już na rok 2020.

    ...



    Podobnie dzieje się z brytyjskim projektem Hinkley Point – jedynym, który pozostał w planach po tym, jak Hitachi i Toshiba wycofały się z planów budowy elektrowni jądrowych w Wielkiej Brytanii.

    ...


    Jak zauważył zaś portal Wysokie napięcie, w europejskiej energetyce jądrowej szykuje się boom, tyle że nie na budowie nowych elektrowni, lecz na rozbieraniu starych.

    ....


    Wyciek pieniędzy z Polski
    Co gorsza, gdybyśmy zdecydowali się w Polsce na budowę elektrowni jądrowych, lwia część wydanych na ich budowę pieniędzy (dla dwóch elektrowni jądrowych o mocy 4-5 GW rzędu 150 mld złotych) wypłynie za granicę, tworząc w zamian bardzo niewiele miejsc pracy na miejscu. Program jądrowy zostanie w dużym stopniu przekazany specjalistom zewnętrznym, bo dla 1-2 elektrowni nie opłaca się tworzyć rozbudowanego zaplecza (co ma sens w krajach z dziesiątkami reaktorów). Polskie firmy nie dostarczą reaktorów i systemów sterowania, będą co najwyżej lać cement, kłaść kable lub. . dostarczać pizzę (nawiasem mówiąc, dziś już nie produkujemy nawet turbin do elektrowni węglowych, zamawiając je od koncernów zagranicznych, a fabryki kotłów przestawiają się na inną działalność, w przypadku np. Rafako budowę autobusów elektrycznych).

    ....


    Brak długich serii produkcyjnych elektrowni jądrowych skutkuje też uczeniem się przez projektantów, a szczególnie wykonawców… na budowie. Olbrzymia ilość błędów i napraw powoduje nie tylko przeciąganie się prac i wzrost kosztów, ale też wzrost ryzyka awarii (choć trzeba zaznaczyć, że nowoczesne elektrownie jądrowe są dość odporne na poważne katastrofy – scenariusz „czarnobylski” jest w nich fizycznie niemożliwy, Polsce nie grożą też trzęsienia ziemi i tsunami, które doprowadziły do tragedii w Fukushimie). Problemem może być za to bardzo wysokie zapotrzebowanie na wodę do chłodzenia – przy coraz częstszych długotrwałych suszach i falach upałów elektrownie nie będą mogły pracować pełną mocą.


    ...

    Po trzęsieniu ziemi w Kobe w 1995 roku, kiedy runęły uznawane za bezpieczne budynki i estakady, zapadła decyzja o rewizji standardów bezpieczeństwa w elektrowniach atomowych. Zabrało to aż 11 lat – tak wielki był opór koncernów energetycznych, które za wszelką cenę opóźniały wejście w życie lepszych norm, by móc oddawać do użytku nowe reaktory według wcześniejszych norm.

    Na wiele lat przed katastrofą w Fukushimie TEPCO posiadało raporty, szacując wysokość możliwego tam tsunami na ponad 10 metrów, podczas gdy umocnienia brzegowe oraz lokalizacja rezerwowych generatorów zasilających obieg chłodzenia były przygotowane na falę do 5 metrów wysokości. Nic z tym nie zrobiono. Feralnego dnia 11 marca 2011 roku woda sięgnęła 15 metrów, tym razem doprowadzając do katastrofy.

    ...


    Obsługująca elektrownię największa w Japonii firma TEPCO rutynowo fałszowała raporty bezpieczeństwa, ukrywając mniej i bardziej poważne usterki. Incydentów były setki. Co gorsza, kiedy pracownicy elektrowni, zaniepokojeni takimi działaniami kierownictwa, powiadamiali głównego regulatora energetyki jądrowej, mającą czuwać nad jej bezpieczeństwem agencję NISA, ta zamiast podjąć działania, informowała TEPCO, że ma w swoich szeregach donosicieli. Ci byli zwalniani.


    ...

    Właściwie należałoby powiedzieć, że elektrownie jądrowe kontrolowały się same według własnego uznania.

    ...


    Czy w kraju, w którym autostrady sypią się wkrótce po oddaniu do użytku, w jedzeniu mamy sól drogową i bakterie coli, na ulicach tabuny diesli z powycinanymi filtrami, a w kopalniach czujniki metanu zawieszone pod nawiewem świeżego powietrza lub zaklejone taśmą, na pewno (ale na pewno „na pewno”) ściśle przestrzegalibyśmy procedur bezpieczeństwa, podczas gdy wiemy, że były one powszechnie łamane w elektrowniach jądrowych w tak z pozoru rozsądnych krajach, jak Wielka Brytania czy Japonia? Czy nie byłoby u nas w Polsce powiązań między koncernami energetycznymi, a światem polityki, mediów i ekspertów? Czy nie byłoby korupcji i układów służących wyciąganiu pieniędzy podatników przy budowie, obsłudze i likwidacji? Czy moglibyśmy liczyć na profesjonalną kontrolę regulatora nad energetyką jądrową? Inaczej mówiąc – czy zrobilibyśmy to w Polsce znacznie lepiej niż w Japonii?

    ...

    Każde urządzenie kiedyś się zepsuje, a każdy człowiek kiedyś popełni błąd. W przypadku reaktora jądrowego konsekwencje mogą być nieobliczalne.

    A właściwie to do pewnego stopnia są obliczalne, w każdym razie co do rzędu wielkości – koszty katastrofy w Fukushimie są szacowane na 100-500 mld dolarów. W podobnym zakresie szacowany jest koszt katastrofy w Czarnobylu.


    ...

    W ostatnich dekadach (licząc od lat 80. XX wieku), przy średniej produkcji energii w elektrowniach jądrowych na poziomie 2000 TWh (~170 mtoe) rocznie, mieliśmy do czynienia z katastrofami tej skali co mniej więcej 25 lat. Obecnie energetyka jądrowa ma bardzo niewielki udział w globalnym miksie energetycznym (patrz rys. 1). Co by było, gdybyśmy postawili na atom jako dominujące globalnie źródło energii? Obecnie świat zużywa 14 000 mtoe energii. Z jednej strony zużycie energii rośnie, z drugiej strony elektryfikacja pozwoliłaby na radykalną poprawę efektywności energetycznej, docelowa skala energetyki jądrowej byłaby więc rzędu 5000 mtoe (60 000 TWh). Przy 30-krotnie większej produkcji prądu z elektrowni jądrowych mielibyśmy katastrofę o skali Czarnobyla czy Fukushimy średnio co ok. 10 miesięcy.

    ...

    Elektrownie jądrowe obecnej generacji (podobnie zresztą jak węglowe) „lubią” pracować ze stałą wysoką mocą – ze względów technologicznych nie można ich wyłączyć w okresie dużej podaży prądu ze źródeł odnawialnych, a nawet znacząco zmniejszyć ich mocy. Oznacza to okresową dużą nadprodukcję energii elektrycznej, którą nie zawsze można wysłać za granicę lub zmagazynować. Od strony technicznej nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nowo budowane reaktory dysponowały możliwością płynnej zmiany mocy. W ostatnich latach śledziłem z zainteresowaniem losy projektu tureckiej elektrowni jądrowej w Sinopie, w której nowe reaktory typu Atmea 1 miały być nie tylko szczególnie tanie (w ceni 3,5 mld dolarów za GW zainstalowanej mocy), ale też bardzo elastyczne, zdolne pracować nawet z jedną czwartą mocy nominalnej. Niestety, pod koniec zeszłego roku okazało się, że koszt budowy reaktorów uległ typowej eskalacji, rosnąc do 10 mld dolarów za GW, a los projektu stoi pod znakiem zapytania).

    Potrzeba redukowania mocy elektrowni jądrowej jest nie tylko wyzwaniem technicznym, ale przede wszystkim ekonomicznym. Celowe zmniejszanie produkcji prądu z elektrowni jądrowej przekłada się na jego jeszcze wyższą ceną i dalszy spadek opłacalności inwestycji w EJ.

    ...

    Lista krajów i firm wycofujących się z energetyki jądrowej jest bardzo długa. W Europie, USA i Japonii technologia jest w głębokim odwrocie. Liczące się programy jądrowe utrzymują i rozwijają Rosja oraz Indie (choć tu też w ostatnim roku zredukowano planowaną na 2012 rok moc elektrowni jądrowych z 63 do 22 GW), ale przede wszystkim Chiny.

    ...

    Chiny pracują też nad reaktorami 4 generacji, w tym wysokotemperaturowymi reaktorami chłodzonymi gazem, sodem i solą oraz mniejszymi wersjami wodnych reaktorów ciśnieniowych. Mają być one tańsze w budowie i eksploatacji oraz bezpieczniejsze od dotychczas wykorzystywanych konstrukcji.


    ...







    To chyba tylko ważniejsze części artykułu (pierwsza połowa)

    https://wysokienapiecie.pl/17057-atom-tak-nie-byc-moze-ale/
  • IGE-XAO
  • #728
    Mobali
    Poziom 29  
    pawelr98 napisał:
    Samoloty atomowe istniały ale były zabójcze dla pilotów (niemożność odpowiedniej ochrony) i/lub emitowały cząsteczki radioaktywne do atmosfery.
    Pewnie masz na myśli niesławną konstrukcję Convair X-6? To chyba delikatnie powiedziane. Radziecki Tu-119 (czyli "atomowa" modyfikacja bombowca Tu-95) był wyposażony w silnik nuklearny przepływu bezpośredniego. Oznaczało to, że lecąc pozostawiał po sobie po prostu radioaktywne chmury. A piloci? Ponoć zanim zaczynali samoczynnie świecić, mogli wykonywać jedynie dwa loty.

    Poza testami i problemami technicznymi, praktycznie z tego samego powodu upadł Projekt Orion, czyli koncepcja jądrowego napędu pulsacyjnego rakiet nośnych. Zakładała starty z wysokich wież umieszczonych wyłącznie na poligonach jądrowych, ze względu na spore zanieczyszczenie radioaktywne. Głównym problemem byłoby zasysanie i napromieniowanie pyłu z powierzchni ziemi przez wybuch jądrowy. Na szczęście "Orion" nigdy nie wyszedł poza fazę testów. Definitywnie zakończył ten kierunek traktat o zakazie testów jądrowych na ziemi, w powietrzu i w przestrzeni kosmicznej
  • #729
    retrofood
    Moderator
    Panowie, a czy ktoś wie jak to wygląda na okrętach typu lodołamacze czy też łodzie podwodne? W jaki sposób reguluje się ich moc? Czy nadwyżki (chwilowe) idą na podgrzewanie morza? Chodzi oczywiście o obiekty atomowe.
  • Pomocny post
    #730
    Mobali
    Poziom 29  
    retrofood napisał:
    jak to wygląda na okrętach typu lodołamacze czy też łodzie podwodne?
    Reaktor jądrowy umieszczony na łodzi (okręcie - moja poprawka) podwodnej jest o wiele mniejszy niż ten, który jest stosowanych w elektrowniach wodnych, chociaż zasada działania jest bardzo podobna do reaktora ciśnieniowego PWR. Również tutaj ciepło wydzielone w rdzeniu reaktora jest odbierane przez chłodziwo – np. wodę. Możliwe jest zastosowanie ciekłego ołowiu, bizmutu lub litu. Następnie gorące medium trafia do wymiennika ciepła, gdzie podgrzewa wodę tworząc parę wodną, która napędza turbinę parową. Ciepło z reaktora jest również wykorzystywane do produkcji wody pitnej oraz tlenu. Typowy napędowy reaktor jądrowy ma średnicę ok. 1 m i wysokość 1,5 m. Sprawność jest niestety mniejsza niż w cywilnych reaktorach jądrowych wynika to z wymaganej dużej elastyczności mocy oraz ograniczoną przestrzenia dla układu parowego. Poza tym nie stosuje się boru jako „trucizny” (substancji pochłaniającej silnie neutrony) w reaktorze, lecz gadolin. Moc reaktora waha się od 70 – 220 MWt, w zależności od zastosowanego wzbogacenia paliwa, które jest kilkakrotnie wyższe niż w paliwie „komercyjnym”. Stopień wzbogacenia paliwa amerykańskiego to 97,3%, brytyjskiego 21-45%, rosyjskiego 90%, francuskie 7,5-17% a chińskiego 3-5%. Właściwe paliwo wygląda inaczej niż to stosowane w elektrowniach jądrowych. Zamiast pastylek z tlenku uranu stosuje się stop uranu z cyrkonem lub uranu z aluminium. Rosyjski okręt podwodny Kursk posiadał paliwo uranowo-aluminiowe, ze wzbogaceniem w U-235 do 20-45% w reaktorze o mocy 200 MW, który ważył około 200 kg. Taka konstrukcja pozwala na wymianę paliwa co 6-10 lat, gdyż jest to proces bardzo skomplikowany i kosztowny. Dla porównania przeładunek paliwa jądrowego elektrowniach może odbywać się na bieżąco, a kampania paliwowa trwa od 1 roku do 2 lat. Skomplikowana operacja wymiany paliwa w zaczyna się od wychłodzenia rdzenia, od momentu wyłączenia napędu i trwa około 90 dni. Następnie wycinany jest właz w poszyciu łodzi i inne prace polegające na umożliwieniu dostępu do rdzenia oraz wyciagnięciu kaseta po kasecie całego paliwa. Proces ten trwa około 30 dni. Następnie załadowywane jest świeże paliwo i prace remontowe związane z zamknięciem reaktora i uszczelnieniem poszycia, co trwa od 60 do 90 dni. Podsumowując cała operacja wymiany paliwa może przebiegać nawet 7 miesięcy, stąd najnowocześniejsze reaktory jądrowe dedykowane dla okrętów podwodnych wymagają wymiany paliwa po 30 – 40 latach, co odpowiada całemu czasowi eksploatacji jednostki. Niestety likwidacja reaktora, po zakończeniu eksploatacji jest bardzo kosztowna i trudna za względu na dużą ilość produktów rozszczepienia. Dodatkowo w rosyjskich okrętach (8 jednostek) problemem jest utrzymywanie odpowiedniego ciepła, przez długi czas po wyłączeniu reaktora, gdyż niektóre były chłodzone ciekłym metalem (ołów, bizmut). Doprowadzenie do sytuacji, kiedy chłodziwo to zastyga powoduje, że odseparowanie i unieszkodliwienie odpadów jądrowych jest praktycznie niewykonalne.
    źródło: www.energiajadrowa.pl
  • #731
    zeppelin60
    Poziom 12  
    Mobali napisał:
    Dla porównania przeładunek paliwa jądrowego elektrowniach może odbywać się na bieżąco,

    No bez przesady, takie rzeczy to tylko w Candu lub niesławnej pamieci RBMK.
  • #732
    Pi111
    Poziom 18  
    Niemcy: rosnąca niechęć do wiatraków i pojawiająca się refleksja nad atomem
    W Niemczech znacznie spało tempo budowy nowych źródeł wiatrowych przy jednocześnie narastającym oporze społecznym przed tymi inwestycjami. Jednocześnie pojawia się coraz więcej głosów kwestionujących zaprzestanie funkcjonowania elektrowni jądrowych do 2022 r. - czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej".

    W pierwszym półroczu źródła wiatrowe produkowały 24,3 proc. zużywanej w Niemczech energii. Jednocześnie w tym okresie podłączono do sieci wiatraki o łącznej mocy 300 MW, podczas gdy w ubiegłym roku było to 2400 MW, a w 2017 r. - 5300 MW.

    "Dziennik Gazeta Prawna" zwraca uwagę, że budowy nowych wiatraków są masowo zaskarżane w sądach przez wspólnoty lokalne, które nie chcą tych obiektów w pobliżu swoich miejscowości. Według "Handelsblatt" sprawa prawie każdej planowanej budowy farmy wiatrowej trafia do sądu, a w Niemczech funkcjonuje już ponad 1000 obywatelskich inicjatyw związanych z tym tematem. Najczęstszym argumentem przeciwników budowy źródeł wiatrowych jest zagrożenie dla różnych gatunków zwierząt. W tej sytuacji współrządzący socjaldemokraci zwrócili się do kanclerz Merkel z wnioskiem o zwołanie specjalnego szczytu i polityczne odblokowanie inwestycji w nowe wiatraki.
    Jednocześnie pojawiają się głosy kwestionujące wciąż obowiązującą decyzję Angeli Merkel o wyłączeniu wszystkich elektrowni jądrowych w 2022 r. W Niemczech funkcjonuje obecnie siedem elektrowni jądrowych o łącznej mocy ponad 9000 MW, które produkują 13,1 proc. zużywanej energii. W ubiegłym miesiącu szef Volkswagena Herbert Diess wyraził obawę o dalszą realizację procesu przechodzenia niemieckiej energetyki na odnawialne źródła energii. "Jeśli ochrona klimatu jest dla nas ważna, elektrownie jądrowe powinny działać dłużej" - powiedział cytowany przez "Dziennik Gazetę Prawną" Diess na łamach dziennika "Tagesspiegel". Podobnie wypowiadają się politycy konserwatywno-liberalnego skrzydła rządzącej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej.

    Anna Veronika Wendland z Herder-Institut, wskazuje, że tworząc zabezpieczenie dla OZE niemiecka energetyka uzależnia się od gazu. Według niej tani gaz z Rosji może zagrozić bezpieczeństwu energetycznemu Niemiec. Wendland uważa, że elektrownie jądrowe powinny działać jeszcze przez kolejne dekady, m.in. po to, żeby dać czas na rozwój technologii umożliwiających magazynowanie energii produkowanej w źródłach odnawialnych - czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej".
  • #733
    vodiczka
    Poziom 43  
    Pi111 napisał:
    Wendland uważa, że elektrownie jądrowe powinny działać jeszcze przez kolejne dekady, m.in. po to, żeby dać czas na rozwój technologii umożliwiających magazynowanie energii produkowanej w źródłach odnawialnych
    Takie technologie są już znane, działają instalacje pilotażowe i przemysłowe np.
    https://www.wnp.pl/energetyka/w-hamburgu-konc...owacyjnego-magazynu-energii,331297_1_0_0.html
    https://www.komputerswiat.pl/aktualnosci/wyda...zna-na-ziemi-wspolfinansuje-ja-google/6p3byhc

    Problemem nie jest brak technologii lub ich niedopracowanie a koszty magazynowania. To trochę tak jak z rozwojem samochodów elektrycznych - są wystarczająco rozwinięte ale koszt akumulatorów tłumi ich ekspansję mimo ulg i dopłat dla nabywców e-aut.
  • #734
    cuuube
    Poziom 21  
    vodiczka napisał:
    Problemem nie jest brak technologii
    dokładnie

    https://www.elektroda.pl/rtvforum/viewtopic.php?p=18089586#18089586

    Dodano po 1 [godziny] 7 [minuty]:

    Niemcy może mają dosyć już wiatraków , ale PV przybywa im w zastraszającym tempie...nie mogę teraz tego znaleźć , ale było info (mniej więcej w tym czasie co u nas o 700MW) , że w tym roku zainstslowali 1,5 GW mocy czyli dwa razy więcej niż my od początku przygody z fotowoltaiką .
    Na szybko są dane o 2 miesiącach z początku roku mówiące i 1GW https://gramwzielone.pl/energia-sloneczna/100...wa-miesiace-zainstalowali-1-gw-w-fotowoltaice
  • #735
    Mobali
    Poziom 29  
    Pi111 napisał:
    "Dziennik Gazeta Prawna" zwraca uwagę, że budowy nowych wiatraków są masowo zaskarżane w sądach przez wspólnoty lokalne, które nie chcą tych obiektów w pobliżu swoich miejscowości. Według "Handelsblatt" sprawa prawie każdej planowanej budowy farmy wiatrowej trafia do sądu, a w Niemczech funkcjonuje już ponad 1000 obywatelskich inicjatyw związanych z tym tematem.
    U nas na szczęście obowiązuje ustawa wiatrakowa (odległościowa) ;-)
    vodiczka napisał:
    Problemem nie jest brak technologi...i
    Problemem jest zawsze nie technologia, ale brak politycznej woli i wsparcia dla danej idei. Historia pokazuje, że przy odpowiednim zaangażowaniu da się zrealizować nawet zupełnie fantastyczne, teoretycznie "prawie niemożliwe" koncepcje.
  • #736
    gaz4
    Poziom 31  
    Pi111 napisał:
    Anna Veronika Wendland z Herder-Institut, wskazuje, że tworząc zabezpieczenie dla OZE niemiecka energetyka uzależnia się od gazu. Według niej tani gaz z Rosji może zagrozić bezpieczeństwu energetycznemu Niemiec. Wendland uważa, że elektrownie jądrowe powinny działać jeszcze przez kolejne dekady, m.in. po to, żeby dać czas na rozwój technologii umożliwiających magazynowanie energii produkowanej w źródłach odnawialnych - czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej".


    Niemieckie elektrownie jądrowe mają 30-35 lat. Oznacza to, że jak je "przedterminowo" wyłączą i tak zbliżą się do planowego czasu pracy jaki dla generacji z lat 80-tych wynosił 40 lat. Niektóre budowane wtedy EJ nawet tego nie są w stanie osiągnąć, belgijskie coraz wyraźniej się psują. W/g PRIS 2018r miały wykorzystanie na poziomie mocy 31%, 39%, 43%, 63%, 92%, 62% i 24%. Trzy z w/w pochodzą z lat 70-ych (także 92%), reszta to rówieśniczki niemieckich.

    Pi111 napisał:
    Zgodnie z projektem nowego rozporządzenia ewentualnymi ograniczeniami w poborze gazu będą mogły być objęte wszystkie grupy odbiorców, z wyjątkiem gospodarstw domowych, szkół, przedszkoli, szpitali, urzędów i małych firm. Zostaną zredefiniowane stopnie zasilania, przy czym wszystkie stopnie mają obowiązywać odbiorców o mocy przyłączeniowej większej lub równej 5,5 MWh/h. W przypadku kłopotów z dostawami stopnie zasilania mają być podawane do wiadomości z 10-godzinnym wyprzedzeniem. ME zwraca uwagę, że konieczność wprowadzenia nowego aktu prawnego związana jest też z unijnym rozporządzeniem z 25 października 2017 r. dotyczącym bezpieczeństwa dostaw gazu - czytamy w "Gazecie Prawnej".


    Słabo. W Niemczech jest zapis, że gdy dojdzie do cięcia dostaw gazu sprzedaż za granicę z ich magazynów jest zakazana. Ale część polskich "niezależnych dostawców" kupiła ich pojemności magazynowe. PGNiG postulował by zajać się tym problemem zanim nie bedzie zbyt późno. Co to za "bezpieczeństwo" gdy w trakcie dużego popytu na gaz i zbyt małej podaży mamy zagwarantowany brak dostaw? Dlaczego polskie firmy mają płacić za błędy popełniane w handlu gazem czy pojemnosciami magazynowymi (często jest to sprzedaż wiązana) z Niemcami?

    Ostatnio w temacie gazu pojawia się dużo tekstów które na pierwszy rzut oka są optymistyczne. Jedną dotyczącą szybkiego napełniania europejskich magazynów podałem wyżej - tempo takie same jak w poprzednim roku ale po zimie zostało wiecej więc się chwalą. Dzisiaj przez media przetoczyła sie informacja o zwiększeniu rocznego wydobycia ze źródeł krajowych. Problem w tym, że nowo odkrywane złoża tego nie zrekompensują więc szybciej wyczerpiemy to co mamy. W/g BP przy obecnym wydobyciu czyli 4 mld m3/rok wystarczą one na 16 lat. Planuje się ponad 5 mld m3 rocznie czyli R/P=13 lat, jak nie ruszymy łupków szybko się przekonamy o "genialności" takiego pomysłu.

    Moim zdaniem większość w/w jest pochodną przepychanek Rosja-Ukraina. Po uruchomieniu NS2 będziemy mieli permanentny kryzys gazowy w Europie więc wśród ludzi siedzących w biznesie lekki popłoch. A co będzie gdy Holandia zakończy wydobycie z największego pola gazowego w Europie bo im się coraz częściej ziemia trzęsie? IMHO teza jaką postawiłem czyli odesłanie petrochemi i azotów na kilkumiesieczne zimowe wakacje stanie sie rzeczywistością. Po uchwaleniu nowego prawa dołączą do nich nawet większe piekarnie, masarnie lub mleczarnie. W 2005r był precedens gdyż z powodu braku gazu wstrzymano dostawy do zakładów "Morliny" oraz mleczarni w Lidzbarku Warmińskim. Wszystko po to by ludzom (...) nie pomarzły bo powodu walki z paliwami stałymi gwałtownie rośnie popyt na gaz. W 2008r 15.6 mld m3, w 2018r 19.7 mld m3, a to dopiero początek gazyfikacji miast i wsi. A co będzie gdy antysmogowcy i inni "zieloni" się rozkręcą i polikwidują węglowe elektrownie i elektrociepłownie? Z marnymi 3 mld m3 magazynów zimą nawet dla domów gazu może nie wystarczyć...
  • #737
    Przemcio
    VIP Zasłużony dla elektroda
    Czy antysmogowcy i inni "zieloni" mają świadomość co ich czeka w wyniku braku surowców do uzyskania tzw. "ciepła" zimą? Nie wydaje mi się.
    Pierwsza ciekawsza zima może zweryfikować ich tryb myślenia.

    Co do elektrowni wiatrowych to jedynym problemem poza wytwarzaniem energii są wytwarzane bardzo niskie częstotliwości źle oddziaływające na organizm ludzki.
    To może tłumaczy działania polityków urodzonych w bombą w kołysce ale co za problem budować "farmy" wiatraków daleko od ludzkich siedzib?
    Jeżeli mam działkę rzędu 600 m2 to kto mi każe 2 metry od chałupy wiatrak stawiać?
    Może jeszcze na nim BTS postawić do kompletu dla zdrowotności otoczenia ?
    Ale na 100 hektarach kilka wiatraków można postawić dalej od domów chyba.

    Wiatraki są pewną opcją na chwilę ale to nie rozwiązuje problemu chociaż akurat to źródło zasilania nie generuje zanieczyszczeń poza fazą produkcji.
    Wiatraki pracują dzień i noc i odpada problem magazynowania energii jak w przypadku słonecznych bateryjek.

    P.
  • #738
    vodiczka
    Poziom 43  
    Przemcio napisał:
    Wiatraki pracują dzień i noc i odpada problem magazynowania energii
    W wyjątkiem dni bezwietrznych ;)
    Często bywa tak, że gdy wieje w dzień to przed zachodem słońca wiatr ustaje.
  • #739
    Mobali
    Poziom 29  
    vodiczka napisał:
    W wyjątkiem dni bezwietrznych
    Wiatraki jako samodzielny element raczej nie nadają się do zwiększenia produkcji czystej energii. Poza opisanymi uciążliwościami, mogą generować także sporo problemów, przede wszystkim związanych z koniecznością utrzymywania mocy zapasowych w gotowości. Właśnie wtedy, gdy akurat nie wieje.

    Jednak wiatraki włączone w dobrze przemyślany i rozwijany całościowy system mogą się stać jego bardzo istotnym elementem. Ale tylko wtedy, gdy spora ich liczba będzie lokalizowana w wielu odległych lokalizacjach - zawsze gdzieś wiele i zawsze gdzieś energia jest wytwarzana. Ponadto, warunkiem koniecznym jest wsparcie tego systemu przez rozsądnie (czytaj: planowo) rozwijane moce fotowoltaiczne, MEW, siłownie biogazowe, biomasowe, itp. Dopiero wtedy system jako całość ma ekonomiczny sens i może zacząć konkurować z mocami opartymi na węglu. Szczególnie w tych ostatnich źródłach mamy jeszcze naprawdę spory potencjał. Co ważne, są one mniej wrażliwe na kaprysy aury.

    Uzupełnieniem powinny być oczywiście mechanizmy wspomagające magazynowanie energii - na przykład szczytowo-pompowe, magazyny biogazu, silosy czy szczególnie zbiorniki retencyjne. To bezwzględna konieczność i jedyne realne rozwiązanie pozwalające zagospodarować okresowe "górki" produkowanej energii (szczególnie chwilowe nadprodukcje z fotowoltaiki i wiatraków). Wskazywane czasem rozwiązanie w postaci "akumulatorów nowej generacji" to jak na razie jedynie mrzonka. Bo cokolwiek by to nie znaczyło, problem na razie rozbija się o kosmiczne koszty.

    Od lat grzechem pierworodnym jest niestety brak podejścia do systemu jako całości i sztuczna konkurencja pomiędzy energetyką zawodową, dużymi źródłami PV, a rozproszonymi instalacjami indywidualnymi. Dopóki nie pojawi się nowoczesna wizja całego systemu uwzględniająca odległe cele strategiczne... Wciąż będzie jak jest. Czyli "każdy sobie rzepkę skrobie"i "jakoś to będzie". A jak coś nie wychodzi, to rada jest prosta - albo podatek, albo podwyżka ;-)
  • #740
    MAŁSZYK
    Poziom 17  
    gaz4 napisał:
    jak nie ruszymy łupków szybko się przekonamy o "genialności" takiego pomysłu

    Ten temat był już kiedyś poruszany i wyszło na to iż lepiej taniej wyjdzie wyłapywanie pierdów krów.
  • #741
    Przemcio
    VIP Zasłużony dla elektroda
    vodiczka napisał:
    W wyjątkiem dni bezwietrznych ;)
    Często bywa tak, że gdy wieje w dzień to przed zachodem słońca wiatr ustaje.


    To prawda tylko ... zawsze gdzieś wieje więc chyba można to jakoś pospinać.
    Nie uważam, że energia ma być w 100% TYLKO z wiatraków.
    Są elektrownie wodne - wiem, może być susza , są kolektory słoneczne - wiem, czasem jest ciemno, są elektrociepłownie - wiem, czasem górnicy strajkują itd. itp. No to postawmy EJ - wiesz, może być niezłe k...boooom bez wiatru,wody, węgla i po ciemku !

    P.
  • #742
    pawelr98
    Poziom 37  
    Przemcio napisał:
    No to postawmy EJ - wiesz, może być niezłe k...boooom bez wiatru,wody, węgla i po ciemku !

    P.


    Fukushima wynikała z tsunami.

    Jedynie Czarnobyl wynikał z czynnika ludzkiego.

    Innych katastrof z eksplozją i pokryciem znacznego terenu przez radioaktywne cząsteczki nie było.

    Wiatraczki za to potrafią się zapalić lub ulec samodestrukcji.
    Wystarczy że będzie wiało zbyt mocno i system kontroli padnie.
    Rozkręcą się do takich prędkości że nastąpi rozerwanie łopat.

    A nawet i nie musi być tak wietrznie. Brak obciążenia generatora i awaria systemu kontroli(ograniczanie prędkości to system sterowania kątem natarcia łopat, system sterowania położeniem względem wiatru oraz hamulce mechaniczne) doprowadzi do tego samego.

    Do tego pożary samych gondol wynikające z przegrzania.
    Taka turbina ma sprawność na poziomie 90-paru % (elektromechaniczną).
    Ale przy mocach rzędu paru MW moce strat są na poziomie setek kW.
    Dlatego gondole muszą być aktywnie chłodzone. Jeśli coś pójdzie nie tak to mamy pożar i turbina ulega całkowitemu zniszczeniu bo ciężko jest ugasić obiekt z tak trudnym dostępem.
  • Pomocny post
    #744
    cuuube
    Poziom 21  
    pawelr98 napisał:
    Fukushima wynikała z tsunami.

    Jedynie Czarnobyl wynikał z czynnika ludzkiego.

    Innych katastrof z eksplozją i pokryciem znacznego terenu przez radioaktywne cząsteczki nie było.
    widać ,że nie czytałeś posta 727 , w połowie jest zacytowane co było poczatkiem problemów w Fukuszimie. Więc przypomnę

    Cytat:
    Po trzęsieniu ziemi w Kobe w 1995 roku, kiedy runęły uznawane za bezpieczne budynki i estakady, zapadła decyzja o rewizji standardów bezpieczeństwa w elektrowniach atomowych. Zabrało to aż 11 lat – tak wielki był opór koncernów energetycznych, które za wszelką cenę opóźniały wejście w życie lepszych norm, by móc oddawać do użytku nowe reaktory według wcześniejszych norm.

    Na wiele lat przed katastrofą w Fukushimie TEPCO posiadało raporty, szacując wysokość możliwego tam tsunami na ponad 10 metrów, podczas gdy umocnienia brzegowe oraz lokalizacja rezerwowych generatorów zasilających obieg chłodzenia były przygotowane na falę do 5 metrów wysokości. Nic z tym nie zrobiono. Feralnego dnia 11 marca 2011 roku woda sięgnęła 15 metrów, tym razem doprowadzając do katastrofy.

    ...


    Obsługująca elektrownię największa w Japonii firma TEPCO rutynowo fałszowała raporty bezpieczeństwa, ukrywając mniej i bardziej poważne usterki. Incydentów były setki. Co gorsza, kiedy pracownicy elektrowni, zaniepokojeni takimi działaniami kierownictwa, powiadamiali głównego regulatora energetyki jądrowej, mającą czuwać nad jej bezpieczeństwem agencję NISA, ta zamiast podjąć działania, informowała TEPCO, że ma w swoich szeregach donosicieli. Ci byli zwalniani.
    zaraz napiszesz ,że ok , ale mieli się przygotować na 10m , a fala miała 15 ... prawdopodobnie wtedy , granicząc z pewnością , skutki nie byłyby takie jakie były.

    Wszelkie katastrofy to wynik ludzkich błędów , od nich się zaczyna , od tych drobnych ,które tworzą pózniej przysłowiową falę tsunami .


    Tu może nie EJ , ale
    Cytat:
    W zakładzie przetwarzania wypalonego paliwa jądrowego w technologii THORP w Sellafield, wybudowanym w 1994 kosztem 1,8 mld funtów, doszło do nasilającego się z czasem wycieku z pękniętej rury między sierpniem 2004 a kwietniem 2005 roku. Na przestrzeni tych 8 miesięcy 85 000 litrów cieczy zawierającej wzbogacony uran wyciekło do systemu rynien, wyposażonego w mechanizmy bezpieczeństwa, które miały błyskawicznie wykrywać każdy wyciek powyżej 15 litrów. Niestety wyciek nie został zauważony, bowiem obsługa nie dokończyła kontroli działania systemów bezpieczeństwa, a poza tym i tak miała w zwyczaju ignorować alarmy.
    ...
    Do kwietnia 2005 roku wyciekły 22 tony uranu, a mimo to nie zadziałał żaden z systemów wykrywania wycieków. Wyciek w końcu wykryto w księgowości – gryzipiórki policzyły, że zakład opuszcza 10% mniej uranu niż dostarczył do przetworzenia klient! Dzięki Bogu, że prywatnej firmie przyświeca chęć zysku! Słowa krytyki ze strony Głównego Inspektora Instalacji Nuklearnych były miażdżące: „Wydaje się, że obsługa zakładu pozwalała, by instrumenty stale działały w trybie alarmowym, zamiast reagować na alarmy i usuwać sygnalizowane usterki”.

    https://ziemianarozdrozu.pl/encyklopedia/161/energia-jadrowa (artykuł coś mi w tej chwili nie działa , ale korzystam z niego regularnie , także zapewne się pojawi)[/b]


    Pytanie o czym poinformowali Belgowie , a co przemilczeli
    https://www.tvp.info/37031458/awaria-w-przest...-elektrowni-atomowej-sluzby-wylaczyly-reaktor (powołam się na Kurwizję na szybko , ale ktoś chyba opisywał ten przypadek szerzej)
  • Pomocny post
    #745
    gaz4
    Poziom 31  
    pawelr98 napisał:
    Fukushima wynikała z tsunami.

    Jedynie Czarnobyl wynikał z czynnika ludzkiego.

    Innych katastrof z eksplozją i pokryciem znacznego terenu przez radioaktywne cząsteczki nie było.


    Ale operatorzy EJ nieustannie kuszą licho. Nie dość, że robią rzeczy przedstawione w starym filmie "Chiński syndrom" to jeszcze przedłużają czas pracy reaktorów. Wyżej wspomniany Doel1 oddano do użytku w 1974r i pierwotnie wyłączono zgodnie z planem. Jednak na nowszych belgijskich reaktorach pojawiły się pęknięcia więc by ratować system uruchomiono go ponownie. Zrobiono to ad hoc bez większych remontów więc awaryjność tego reaktora jest większa niż powinna. W efekcie na 7 czynnych reaktorów tylko jeden 44 letni pracuje na >90% mocy. Reszta sypie się w oczach, bo jak inaczej nazwać Doel3 który 2 lata po generalnym remoncie przepracował 43%? Jednak Belgia nie ma innego wyjścia jak utrzymywać ten złom w działaniu...

    Paradoksalnie jest tam względnie bezpiecznie bo znają przyczyny probolemów i mogą je monitorować. Gorzej z reaktorami które działaja w mniej cywilizowanych rejonach i nie są tak bezpieczne jak zachodnie. Podobno ormiański 40-to letni reaktor jest jedną tykajacą bombą. Nie dość, że stary to postawiony w miejscu bardzo aktywnym sejsmicznie. Ale Armenia jest w znacznie gorszej sytuacji niż Belgia i nie ma nad sobą UE która w razie czego wymusi zamkniecie niebezpiecznego grata. Będą go eksploatowali do upadłego, pytanie jakie szkody zmuszą ich do całkowitego zamknięcia? Oby nie na poziomie Czarnobyla lub Fukoshimy...

    Kazachstan przedstawił wyniki za pierwszą połowę bieżącego roku. Wydobyli 10.8 tys ton uranu czyli znacznie mniej niż w ubiegłym (i tak słabym) roku. Jak utrzymają obecne tempo wydobycie wyniesie 21.6 tys ton rocznie, 3 tys ton mniej niż rekord z 2016r. Pomimo tego U3O8 znowu tanieje, już widzę tłumy inwestorów chętnych do budowania nowych kopalni...
  • #746
    vodiczka
    Poziom 43  
    gaz4 napisał:
    Pomimo tego U3O8 znowu tanieje, już widzę tłumy inwestorów chętnych do budowania nowych kopalni...
    A ty w kółko swoją mantrę. Tanieje to będzie drożeć gdy wzrośnie popyt albo podaż nadal będzie spadać. Zdrożeje to znajdą się inwestorzy do budowy nowych kopalń.
    Mądrzejsi od nas kalkulują gdzie najlepiej inwestować, nie teraz, nie za rok a na kilka lat do przodu.
  • #747
    Mobali
    Poziom 29  
    gaz4 napisał:
    Podobno ormiański 40-to letni reaktor jest jedną tykającą bombą.
    Bardzo cenny głos W dyskusjach nader często dostrzega się kraje najwyżej rozwinięte, a zupełnie na marginesie pozostają miejsca oddalone od centrów cywilizacji, niestabilne politycznie, czy pogrążone w biedzie i kryzysach. Masz absolutną rację, że są to tykające bomby. Z drugiej jednak strony, cztery największe katastrofy jądrowe miały miejsce w krajach rozwiniętych i przodujących pod względem postępu (USA, Szwajcaria, Rosja i Japonia). Skoro tam trudno utrzymać atom w ryzach, jak mogą sobie z tym poradzić kraje biedniejsze i będące na znacznie niższym poziomie technologicznym? Czy powszechne rozpowszechnianie atomowej technologii przy tak ogromnych kontrastach na świcie nie przypomina... małpy bawiącej się granatem?
  • Pomocny post
    #748
    pawelr98
    Poziom 37  
    kortyleski napisał:
    Tylko że płonąca gondola a nawet rozerwana turbina praktycznie nie stanowi zagrożenia. Opad radioaktywny już tak. A w dobie naszej rodzimej bylejakości katastrofa zostanie zaprogramowana już w trakcie budowy ej.


    Jak rozpędzona turbina ciśnie łopatą na długi dystans i spadnie na drogę to tak różowo nie będzie. Odpowiednia odległość to nie tylko komfort ale i bezpieczeństwo.

    W przypadku turbin możliwości zapobiegania takim wypadkom są ograniczone ze względu na brak miejsca w gondoli/ograniczanie masy.


    Elektrownie jądrowe mogą być usprawniane i technologia się rozwija.
    Nawet stare reaktory były już nieźle wyposażone w systemy ochrony a ich modernizacja jest jak najbardziej możliwa.

    Obecnie dzięki całym dekadom pracy takich reaktorów mamy sporo danych użytecznych przy budowie nowych reaktorów.

    Cytat:
    Postulaty polityki energetycznej Niemiec stoją w sprzeczności z ustaleniami Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu, który stwierdził w swym raporcie, że energetyka jądrowa jest potrzebna do zahamowania globalnych wzrostów średniej temperatury.

    Tymczasem, Berlin chce nie tylko zamknąć własne jednostki jądrowe (ma to nastąpić już w 2022 roku), ale też przeciwdziałać finansowaniu budowy podobnych elektrowni z funduszy Unii Europejskiej (co zapisane jest w umowie koalicyjnej CDU/CSU-SPD).

    Warto podkreślić, że pozbawiony energetyki jądrowej profil systemu elektroenergetycznego promowany przez RFN, złożony z odnawialnych źródeł energii wspieranych gazem, nie należy do najbezpieczniejszych. Przekonali się o tym sami Niemcy kilka tygodni temu - w czerwcu bieżącego roku niemiecki system elektroenergetyczny trzykrotnie otarł się o tzw. blackout, czyli rozległy, poważny zanik zasilania. Konieczne były ogromne ratunkowe importy energii zza granicy.


    Cytat:
    Ale promowanie wychodzenia z atomu ma dla Berlina ukryty cel polityczny - wygaszanie bloków jądrowych w Europie (zwłaszcza w jej środkowej i wschodniej części) zwiększy popyt na gaz, którego Niemcy będą mieli pod dostatkiem dzięki dwóm gazociągom Nord Stream. RFN już teraz eksportuje rocznie ok. 30 mld metrów sześciennych błękitnego paliwa.


    https://www.energetyka24.com/ekomaskirowka-berlina-czyli-propaganda-w-sluzbie-niemieckiej-energiewende-analiza

    To o czym mówił inny przytoczony tu raport.
    OZE zyskuje podczas gdy inne typy elektrowni tracą bo muszą ograniczać moc.
    Niemcy czy Amerykańska Kalifornia czasem dopłacały do tego aby ktoś zabrał im nadmiar zielonej energii mogącej przeciążyć sieć bo nie mogli wystarczająco szybko ograniczyć mocy swoich elektrowni.

    Ograniczanie mocy OZE jest znacznie szybsze(systemy kontroli w wiatrakach i fotowoltaice mogą reagować w ciągu pojedynczych minut) ale wtedy nigdy się nie spłacą.

    Generalnie rzecz biorąc pracuje się nad tym aby reaktory mogły pracować do 80-100 lat.
    https://www.scientificamerican.com/article/nuclear-power-plant-aging-reactor-replacement-/

    Opracowuje się techniki regeneracji reaktorów aby przedłużać ich żywot.

    Jeśli reaktor będzie pracował nie 40 a 80-100 lat to opłacalność inwestycji będzie rosnąć.
  • #749
    gaz4
    Poziom 31  
    vodiczka napisał:
    A ty w kółko swoją mantrę. Tanieje to będzie drożeć gdy wzrośnie popyt albo podaż nadal będzie spadać. Zdrożeje to znajdą się inwestorzy do budowy nowych kopalń.
    Mądrzejsi od nas kalkulują gdzie najlepiej inwestować, nie teraz, nie za rok a na kilka lat do przodu.


    Ten sam sposób myślenia jak w starym "zwalniają to znaczy, że będą przyjmować" ;) Nic z tego. Cameco najwyraźniej nie chce myśleć kilka lat do przodu. Do czasu aż za funt nie zaczną płacić 50$ nie wznowi wydobycia bo mu się biznes nie spina. Po dekadzie bardzo niskich cen pozostałe firmy wydobywcze postanowiły czekać i inwestują w węgiel, miedź czy co tam mają w portfolio. Z drugiej strony pomimo niskich cena paliwa produkcja w EJ obecnie ledwo się spina. Bez zwiększania czasu eksploatacji starych gratów nigdy nie wyjdą ponad kreskę. Co będzie gdy z powodu sięgania po coraz uboższe złoża za U3O8 znowu trzeba bedzie płacić >100$? Wydłużą eksploatację do 200 lat?

    pawelr98 napisał:
    Cytat:
    Warto podkreślić, że pozbawiony energetyki jądrowej profil systemu elektroenergetycznego promowany przez RFN, złożony z odnawialnych źródeł energii wspieranych gazem, nie należy do najbezpieczniejszych. Przekonali się o tym sami Niemcy kilka tygodni temu - w czerwcu bieżącego roku niemiecki system elektroenergetyczny trzykrotnie otarł się o tzw. blackout, czyli rozległy, poważny zanik zasilania. Konieczne były ogromne ratunkowe importy energii zza granicy.


    https://www.energetyka24.com/ekomaskirowka-berlina-czyli-propaganda-w-sluzbie-niemieckiej-energiewende-analiza


    Niestety w tym cytacie jest sporo półprawd. Większość EJ jakie Niemcy zamknęli ma ponad 40 lat czyli pracowały dokładnie tyle ile powinny. Młodsze wyłączano tylko dlatego, że sprawiały kłopoty podobne do tych belgijskich. Sprawa otarcia się Niemiec o blackout jest badana przez ich służby i wszystko wskazuje na oszustwa. Prawdopodobnie operatorzy manipulowali ich wersją "rynku mocy" by brać kasę za nicnierobienie. Niestety w Polsce taki scenariusz jest niemal pewny, wystarczy popatrzeć na nasze faktury. Wszędzie coraz wyższe abonamenty, setki innych opłat, podczas gdy kluczowa za kWh prądu (a zwłaszcza gazu) robi się coraz mniej istotna. Wynika z tego, że wyprodukowanie kWh to mały pikuś, najdroższe jest wystawienie faktury przez państwowego molocha :(

    https://www.energetyka24.com/atom/niemcy-dezi...omu-krytyka-nierzetelnego-raportu-diw-analiza

    Tu przykład kolejnego tekstu propagandowego który nawet nie próbuje sięgać do podstaw. Już pierwszy akapit gdzie o EJ ma decydować IPCC budzi zdumienie. Bieżące wydobycie uranu od lat nie pokrywa zużycia, a oni chcą to rozwijać? Bo CO2 podniosło temperaturę powietrza o 0.7 stopnia (dane tego samego IPCC)? Wybawieniem ma być technologia która w skali świata produkuje tyle co wiatraki, PV i biomasa razem wzięta lub mniej niż same elektrownie wodne?

    Kolejne tezy dotyczą opłacalnosci która jak widać jest ścieśle skorelowana z ceną CO2. Problem w tym, że EU ETS jest upolityczniony i de facto sprowadzony do absurdu. Np. porównuje się opłacalność EJ kontra jednostka gazowa ale zapomina, że sporo energii idzie na ogrzewanie i CWU. W wypadku Niemiec gdzie ciepło sieciowe niemal nie istnieje i królują idywidualne kotły gazowe oznacza to zerowy koszt emisji CO2. Przy cenie gazu wynoszącej 6 eurocentów/kWh prąd po 0.3 eurocenta jest niekonkurencyjny nawet gdy korzysta sie z gruntowej pompy ciepła. Opłaty mogą wzrosnąć nawet do 100 euro ale ciągle nie będzie konkurencyjny. Nic się nie zmieni do czasu aż niska emisja CO2 nie zostanie objęta EU ETS.

    Rozważania o opłacalności EJ vs OZE pozbawione są bardzo istotnego czynnika: trendu. Do wiatraków czy PV dopłacano gdy technologia raczkowała, obecnie są znacznie tańsze od energii wytworzonej ze źródeł konwencjonalnych. W przypadku EJ jest odwrotnie, najtaniej było w latach 70/80 i od tego czasu mamy trend rosnący. Wydłużanie czasu eksploatacji to akt rozpaczy bo poza samym reaktorem mamy też turbiny, generatory i inne elementy znane z dowolnej elektrowni. Czy to oznacza, że właśnie oddawane do użytku Opole też może pracować 100 lat? W końcu poza kotłem węglowym reszta jest identyczna jak w EJ.

    Dywagacje o jakości energii oraz mocy też są naciągane. Pokazał to przykład Francji która w czasie letniego maksimum musiała jeszcze bardziej ograniczyć moc EJ bo były problemy z chłodzeniem. Z drugiej strony przy obecnych cenach OZE (zwłaszcza PV) trudno wymagać od ludzi by kupowali prąd z sieci gdy mogą mieć taniej z własnego dachu. Libertariańskie podejscie do energetyki polegałoby na wprowadzeniu prawdziwej "niewidzialnej ręki rynku". Gwarantuję, że wtedy zniknęłaby nie tylko energetyka jądrowa ale także zmniejszyłaby sie emisja CO2. Każda regulacja niszczy efektywność, tej w Niemczech można ze świecą szukać. Przedstawianie EJ jako wybawienia dla tego państwa jest cokolwiek dziwne w kontekście ok. 50 GW w PV. Fotowoltaika już jest, w latni dzień może zasilić całe państwo i każda instalacja pracująca w podstawie wygeneruje wyłącznie problemy. Taka jest prawda o jakości prądu w DE AD2019. A że mają drogo to będą coraz mocniej sięgać po alternatywy z gazem włacznie w czym pomoże obecna konstrukcja EU ETS. Sami siebie zaorali, my powinniśmy wyciągnąć z tego wnioski.
  • #750
    cuuube
    Poziom 21  
    pawelr98 napisał:
    technologia się rozwija.
    ponownie polecam przeczytanie posta 727 , a najlepiej całego artykułu - link pod cytowanym tekstem .

    Cytat:
    Jedynym krajem, który w XXI wieku zaczął wytwarzać energię elektryczną w elektrowniach jądrowych, a wcześniej tego nie robił, jest Iran.

    ...


    Na świecie buduje się tak mało reaktorów, że praktycznie stały się pojedynczymi, unikalnymi projektami – nie ma więc efektu skali, zebranych doświadczeń i „produkcji z taśmy”. Za każdy płaci się niczym za unikalne dzieło sztuki. Problemy konstrukcyjne, techniczne i kompetencyjne prześladują budowy, a opóźnienia sięgają wielu lat. Dodatkowym problemem jest to, że lista firm chętnych do budowania elektrowni jądrowych w ostatniej dekadzie bardzo się skurczyła, więc nawet nie za bardzo wiadomo, kto miałby nam tę elektrownię postawić,


    skoro takie firmy jak
    Cytat:
    Hitachi i Toshiba wycofały się z planów budowy elektrowni jądrowych w Wielkiej Brytanii.
    to kto ma budować EJ i rozwijać technologię ?