Opiszę mój problem obrazowo, bo trochę mnie dziś zmroziło...
Jakieś 2 miesiące temu wymieniłem w Outlanderze świece zapłonowe na nówki irydowe marki Denso (IW20TT dedykowane do silnika 4G63).
Przedwczoraj w trasie gdy wracałem do domu, zapalił się Check Engine i samochód zaczął coraz bardziej szarpać przy przyspieszaniu. Na biegu jałowym obroty spadły do około 700. Myślę sobie - jadę na trzech cylindrach, świece nowe, więc pewnie padła cewka. A że miałem do pokonania jeszcze z 300km ekspresówkami i autostradami, to stwierdziłem, że dojadę o własnych siłach. Bo jak już się rozkulał, to na wysokich obrotach jechał bez problemu.
Po powrocie do domu podłączyłem auto do komputera i wyskoczył błąd "Cylinder 4 Misfire Detected" czy coś w ten deseń. Zamówiłem szybko nową cewkę i na drugi dzień przystąpiłem do wymiany. Patrzę - cała fajka starej cewki wypalona, zaglądam do świecy... a tam ceramiczna osłona świecy w kawałkach... Nie wiem jakim cudem to się stało, no ale nic. Miałem jeszcze stare świece których na szczęście nie wyrzuciłem, więc podjechałem na trzech cylindrach do mechanika by wymienił tę felerną świecę na starą. To jednak jeszcze nie koniec tej historii. Po wykręceniu, naszym oczom ukazał się taki oto widok...
Mechanik stwierdził, że widzi coś takiego pierwszy raz w życiu. Ja również. Popękana ceramika, wypalona doszczętnie elektroda wraz z otuliną, popękana obudowa...
Nie mam pojęcia co się stało z wnętrzem świecy. Czy wypaliła się wcześniej, czy wpadła do komory spalania i została zmielona/stopiona/spalona/wbita w tłok...?
O dziwo po wymianie świecy i cewki na nową, silnik pracuje równo i nie dymi. Aczkolwiek nie mam pojęcia, jakie to zdarzenie będzie miało skutki długofalowe... I kogo oraz jak obciążyć za ewentualny remont silnika?
Dodałem do oleju Ceramizer i modlę się, by to wystarczyło.
Jakieś pomysły jak to się mogło stać? Widzieliście już kiedyś coś takiego? Dodam, że na tej świecy zrobiłem z 7000 km, a wg. producenta miała wystarczyć na 100 tys km...
Jakieś 2 miesiące temu wymieniłem w Outlanderze świece zapłonowe na nówki irydowe marki Denso (IW20TT dedykowane do silnika 4G63).
Przedwczoraj w trasie gdy wracałem do domu, zapalił się Check Engine i samochód zaczął coraz bardziej szarpać przy przyspieszaniu. Na biegu jałowym obroty spadły do około 700. Myślę sobie - jadę na trzech cylindrach, świece nowe, więc pewnie padła cewka. A że miałem do pokonania jeszcze z 300km ekspresówkami i autostradami, to stwierdziłem, że dojadę o własnych siłach. Bo jak już się rozkulał, to na wysokich obrotach jechał bez problemu.
Po powrocie do domu podłączyłem auto do komputera i wyskoczył błąd "Cylinder 4 Misfire Detected" czy coś w ten deseń. Zamówiłem szybko nową cewkę i na drugi dzień przystąpiłem do wymiany. Patrzę - cała fajka starej cewki wypalona, zaglądam do świecy... a tam ceramiczna osłona świecy w kawałkach... Nie wiem jakim cudem to się stało, no ale nic. Miałem jeszcze stare świece których na szczęście nie wyrzuciłem, więc podjechałem na trzech cylindrach do mechanika by wymienił tę felerną świecę na starą. To jednak jeszcze nie koniec tej historii. Po wykręceniu, naszym oczom ukazał się taki oto widok...
Mechanik stwierdził, że widzi coś takiego pierwszy raz w życiu. Ja również. Popękana ceramika, wypalona doszczętnie elektroda wraz z otuliną, popękana obudowa...
Nie mam pojęcia co się stało z wnętrzem świecy. Czy wypaliła się wcześniej, czy wpadła do komory spalania i została zmielona/stopiona/spalona/wbita w tłok...?
O dziwo po wymianie świecy i cewki na nową, silnik pracuje równo i nie dymi. Aczkolwiek nie mam pojęcia, jakie to zdarzenie będzie miało skutki długofalowe... I kogo oraz jak obciążyć za ewentualny remont silnika?
Dodałem do oleju Ceramizer i modlę się, by to wystarczyło.
Jakieś pomysły jak to się mogło stać? Widzieliście już kiedyś coś takiego? Dodam, że na tej świecy zrobiłem z 7000 km, a wg. producenta miała wystarczyć na 100 tys km...