No i stało się, do tej pory problemy z dyskami mieli tylko inni...
Po upadku system przestał wykrywać dysk, chociaż słychać było, że dysk się prawidłowo uruchamiał.
Okazało się (na szczęście...), że jest problem z gniazdem USB - pogmeranie kablem sprawiało, że raz na dwadzieścia razy dysk na chwilę "chwytał" i wyświetlał zawartość.
Po rozebraniu dysku okazało się, że z gniazdem jest urwany kawałek płytki i powyrywane ścieżki.
Oddzielnej przejściówki SATA-USB oczywiście nie ma, wszystko jest skotłowane na płytce, no i zupa... Nic nie idzie posztukować.
Co można z tym zrobić?
Dysk ma oznaczenie WD5000LMVW.
Trzeba by gdzieś przylutować te cztery kabelki od USB - logika podpowiada, że jak coś wychodzi z PCB, to gdzieś musiało wejść...?
Po upadku system przestał wykrywać dysk, chociaż słychać było, że dysk się prawidłowo uruchamiał.
Okazało się (na szczęście...), że jest problem z gniazdem USB - pogmeranie kablem sprawiało, że raz na dwadzieścia razy dysk na chwilę "chwytał" i wyświetlał zawartość.
Po rozebraniu dysku okazało się, że z gniazdem jest urwany kawałek płytki i powyrywane ścieżki.
Oddzielnej przejściówki SATA-USB oczywiście nie ma, wszystko jest skotłowane na płytce, no i zupa... Nic nie idzie posztukować.
Co można z tym zrobić?
Dysk ma oznaczenie WD5000LMVW.
Trzeba by gdzieś przylutować te cztery kabelki od USB - logika podpowiada, że jak coś wychodzi z PCB, to gdzieś musiało wejść...?