Pewnie da się naprawić to w ten sposób. Tylko czy warto samemu? Sprzęgło jest tak samo ważne jak i hamulce. Nie jest to fiat panda i nie jest to silnik 60 km. Buda samochodu jest duża, a mocy w zapasie nie mało. Co, jeśli przyjdzie Ci szybko ruszyć na skrzyżowaniu z kompletem osób, a miejsca w których ingerowałeś mocowania puszczą? Stoisz na skrzyżowaniu bez możliwości ruszenia. Zaczniesz wyprzedzać, duże przeciążenia np pod górę- kończysz wyprzedzać, sprzęgło puszcza i masz wybór. Albo zjechać w rów, albo iść na czołówkę.
Są firmy, które specjalizują się w profrsjonalnej regeneracji sprzęgieł. Wymieniają okładziny itd.
Mamy na Świecie przecież takie samochody, jak Porsche 911 i podobne, gdzie auto ma np 30 lat, jest warte 100000, a sprzęgło do niego kosztuje np 20000.
Nie każdy się na to szarpnie, więc może i przy tym aucie by warto było spróbować.
Skoro masz Voyagera z silnikiem 2,4- nie drutuj go! Dołożysz 700 zł, a wiesz, co masz.
Ja w każdym prawie swoim aucie robiłem sprzęgło, i straciłem na tym sprzedając. Były to auta kilkunastoletnie, warte kilka tys, a sprzęgło w każdym ponad 1000. Ale nie oszczędzałem na bezpieczeństwie. Nie warto.
Swoim pierwszym autem wróciłem po zakupie bez hamulców. 3 auto- padło sprzęgło na środku drogi. Słoneczko się rozsypało, mimo, że wcześniej nawet nie ślizgało. Na szczęście w bezpiecznym miejscu na ulicy i nie podczas manewru. Po prostu miałem ochotę depnąć.
Robiłem hamulce. Wszystko w setkach/ tysiącach złotych. Auto przechodziło przegląd, miało hamulce dobre, ale wiedząc, że auto ma kilkanaście lat, nie dawało mi to spokoju; ale wiedziałem, że jak dam po hamulcach, nie szlag trafi tarcz, zacisków, węży.