Zbudowałem (skopiowałem) wzmacniacz JCM800, wersję 2-kanałową- 2210. Po pierwszym uruchomieniu (które poprzedziłem długim nagrzaniem lamp i ustawieniem BIASu <z wykorzystaniem rezystora 1Ohm przy katodzie i spadku napięcia na nim>) wszystko wydawało się super. Jako, że pierwsze uruchomienie z gitarą było na kanale boost, to wręcz się zdziwiłem, że wszystko ruszyło bez żadnych problemów. Przester jest (wg. mnie) genialny. Później przełączyłem się na kanał normal. I też było super. Niestety, do czasu zwiększenia głośności i mocniejszego uderzenia w struny. Wtedy pojawił się trzask, buczenie, sprzężenie... jak by to nazwać... na pewno nie było to- spowodowane dużą mocą- przejście w przester. Bardzo nieprzyjemny dźwięk... Ale w kolumnie miałem gorsze "testowe" głośniki, żeby w razie czego nie spalić sobie tych lepszych.. Wymieniłem głośniki, jednak trzask nadal występował. Później zauważyłem, że temu trzaskowi, czy też buczeniu (bo nieraz jest to pojedynczy strzał, a nieraz zostaje na dłużej, albo i na stałe, jako bardzo nieprzyjemne buczenie) towarzyszy świecenie się diody led od kanału boost, pomimo ustawionego kanału normal. Wyciągnąłem układ przełączający kanały (obwiniając go) i zwarłem kanał boost na krótko z masą. Nic to nie dało. Następnie zacząłem z układu wyłączać po kolei, sekcje które nie należą do kanału normal. W taki sposób stopniowo odłączałem (sprawdzając za każdym razem efekty, a raczej ich brak) kanał boost i reverb, który i tak nie grał, bo jeszcze nie mam do niego transformatora. Kolejno podejrzenie padło na owy układ przełączający, a dokładniej na obecność napięcia stałego od tego układu na płytce. Odłączyłem i je- bez rezultatów. Teraz w układzie jest właściwie tylko to, co jest konieczne, a problem nadal występuje. Dodam, że to odłączanie nieużywanych układów polegało na odlutowaniu elementów znajdujących się na ich "brzegach", czyli elementy fizycznie są na płytce, tak samo, jak ścieżki od tych układów. Pierw podejrzewałem jakieś zwarcia, przedostawanie się niepożądanego sygnału na pcb. Jednak płytkę już tyle razy przebadałem wzrokiem i końcówką multimetru i niczego nie znalazłem. Układ mocno się uprościł (zakładając, że nie ma zwarć do odłączonych sekcji), jednak nadal nie potrafię znaleźć przyczyny.
Przyznaję, że na technologii lampowej słabo się znam, nie mam w niej żadnego doświadczenia, dlatego wykorzystując już wszystkie podstawowe pomysły, nie jestem w stanie wymyślić nic innego. Przeglądałem dużo podobnych tematów, gdzie rozwiązaniami najczęściej było (ku mojemu zdziwieniu) przeczyszczenie potencjometrów.. Wszystko we wzmacniaczu jest nowe: lampy, potencjometry, kable i wszystkie inne elementy. Potencjometry, mimo, że nowe, też przeczyściłem Kontakt PRem (tylko te, które "zostały" w zdemolowanym układzie).. I nic..
Załączam schemat obecnego stanu układu (naniesionego na oryginalny, na podstawie którego zbudowałem wzmacniacz).
Na niebiesko są zaznaczone elementy (czy też sekcje), które "wyłączyłem" z układu. Lampy (V1 i V2 to ECC803S, V4 i V5 to ECC83S, V3 nie grała w takim stanie układu, więc ją wyjąłem). Na końcówce oczywiście kwartet EL34. Wszystkie lampy produkcji JJ. Pomierzyłem również podstawowe napięcia w przedwzmacniaczu. W końcówce nie mierzyłem, bo ustawiając BIAS, pamiętam, że były w miarę zgodne z tymi, które gdzieś często spotykałem w sieci, szukając informacji o wzmacniaczu (no i z katalogowymi). Jedyna "niekatalogowa" wartość to chyba napięcie na S2, bo było przekroczone o kilka Voltów, jednak w sieci spotykałem informacje, gdzie wartość ta była przekroczona jeszcze bardziej i nie powodowała problemów.
Wszystkie napięcia mierzone względem centralnego punktu masy (masę połączyłem w gwiazdę, nie prowadzę niczego obudową, wszystko idzie w przewodach do tego jednego punktu, koło transformatora sieciowego)...
Dotykając voltomierzem siatek przy V4a oraz V5a (ta część po lewej na schemacie, odbierająca sygnał z przedwzmacniacza), słychać bardzo silny trzask, ale to chyba nic dziwnego, skoro tam już idzie mocny sygnał do końcówki. R14 dałem większy, bo napięcie wynosiło ponad 290V (300V to chyba wartość graniczna, katalogowo max to 250V).
Nie chciałem iść na łatwiznę, żeby ktoś za mnie rozwiązał problem, bo po to sam zrobiłem ten wzmacniacz (co prawda nie zaprojektowałem go;), żeby trochę doświadczenia i przyjemności się uzyskało. Ale już męczę się z tym od kilku dni, skończyły mi się pomysły, a już nie mam czego wylutowywać, więc czas zdać się na wiedzę kogoś mającego pojęcie o tym.
Trafa sieciowego jeszcze nie zalałem lakierem, lekko buczy. Wzmacniacz też trochę brumi, ale tym będę się martwił później.. Trafo głośnikowe nawijałem sam, ma nieco większy rdzeń, niż oryginał i minimalnie więcej zwojów (zachowując oczywiście "proporcje" w tym. Dławik ma nieco mały opór DC, w porównaniu z oryginalnym (+/- 85Ohm). Ale trafa raczej nie są winowajcami.
Proszę zatem w podsumowaniu tego tasiemca (przepraszam za multum tekstu, ale chciałem to dość dobrze opisać) o jakieś wskazówki, co jeszcze zmierzyć, sprawdzić, o analizę opisanych sytuacji i schematu z pomiarami. W jednoznaczną odpowiedź póki co nie wierzę, ale retorycznie też mogę o to poprosić
Pozdrawiam.
Przyznaję, że na technologii lampowej słabo się znam, nie mam w niej żadnego doświadczenia, dlatego wykorzystując już wszystkie podstawowe pomysły, nie jestem w stanie wymyślić nic innego. Przeglądałem dużo podobnych tematów, gdzie rozwiązaniami najczęściej było (ku mojemu zdziwieniu) przeczyszczenie potencjometrów.. Wszystko we wzmacniaczu jest nowe: lampy, potencjometry, kable i wszystkie inne elementy. Potencjometry, mimo, że nowe, też przeczyściłem Kontakt PRem (tylko te, które "zostały" w zdemolowanym układzie).. I nic..
Załączam schemat obecnego stanu układu (naniesionego na oryginalny, na podstawie którego zbudowałem wzmacniacz).
Na niebiesko są zaznaczone elementy (czy też sekcje), które "wyłączyłem" z układu. Lampy (V1 i V2 to ECC803S, V4 i V5 to ECC83S, V3 nie grała w takim stanie układu, więc ją wyjąłem). Na końcówce oczywiście kwartet EL34. Wszystkie lampy produkcji JJ. Pomierzyłem również podstawowe napięcia w przedwzmacniaczu. W końcówce nie mierzyłem, bo ustawiając BIAS, pamiętam, że były w miarę zgodne z tymi, które gdzieś często spotykałem w sieci, szukając informacji o wzmacniaczu (no i z katalogowymi). Jedyna "niekatalogowa" wartość to chyba napięcie na S2, bo było przekroczone o kilka Voltów, jednak w sieci spotykałem informacje, gdzie wartość ta była przekroczona jeszcze bardziej i nie powodowała problemów.
Wszystkie napięcia mierzone względem centralnego punktu masy (masę połączyłem w gwiazdę, nie prowadzę niczego obudową, wszystko idzie w przewodach do tego jednego punktu, koło transformatora sieciowego)...
Dotykając voltomierzem siatek przy V4a oraz V5a (ta część po lewej na schemacie, odbierająca sygnał z przedwzmacniacza), słychać bardzo silny trzask, ale to chyba nic dziwnego, skoro tam już idzie mocny sygnał do końcówki. R14 dałem większy, bo napięcie wynosiło ponad 290V (300V to chyba wartość graniczna, katalogowo max to 250V).
Nie chciałem iść na łatwiznę, żeby ktoś za mnie rozwiązał problem, bo po to sam zrobiłem ten wzmacniacz (co prawda nie zaprojektowałem go;), żeby trochę doświadczenia i przyjemności się uzyskało. Ale już męczę się z tym od kilku dni, skończyły mi się pomysły, a już nie mam czego wylutowywać, więc czas zdać się na wiedzę kogoś mającego pojęcie o tym.
Trafa sieciowego jeszcze nie zalałem lakierem, lekko buczy. Wzmacniacz też trochę brumi, ale tym będę się martwił później.. Trafo głośnikowe nawijałem sam, ma nieco większy rdzeń, niż oryginał i minimalnie więcej zwojów (zachowując oczywiście "proporcje" w tym. Dławik ma nieco mały opór DC, w porównaniu z oryginalnym (+/- 85Ohm). Ale trafa raczej nie są winowajcami.
Proszę zatem w podsumowaniu tego tasiemca (przepraszam za multum tekstu, ale chciałem to dość dobrze opisać) o jakieś wskazówki, co jeszcze zmierzyć, sprawdzić, o analizę opisanych sytuacji i schematu z pomiarami. W jednoznaczną odpowiedź póki co nie wierzę, ale retorycznie też mogę o to poprosić
Pozdrawiam.