W przeciągu 1-3 miesięcy przyjdzie mi prawdopodobnie kupić jakiś samochód. Długo z tym zwlekałem ponieważ z kasą nigdy nie było najlepiej a do roboty mam 3 minuty pieszo wliczając zakładanie butów. Niemniej brak własnego transportu staje się coraz większą kulą u nogi więc w końcu trzeba to zmienić.
Od dawna moim marzeniem była krótka Frontera. Uzasadnienie jest bardzo proste: od 11 lat biegam prawie codziennie, 40-80km tygodniowo głównie przez pola i lasy. Samochodem który trochę w wjedzie w teren zawsze mógłbym podjechać sprawdzić biegowe trasy które inaczej raczej mogą być niedostępne, zwłaszcza gdzieś w górskim terenie.
Być może jednak przyjdzie mi zmienić wizję na coś bardziej przyziemnego. Chciałbym na start wydać max z 10k co już stawia znak zapytania przy zakupie Frontery. Od samochodu oczekiwałbym żeby jeździł i żeby dało się na niego patrzeć z zewnątrz i w środku (w sensie, żeby nie był zniszczony). Dobrze by też było żeby jakieś mniejsze awarie były ogarnialne we własnym zakresie, a nie od razu wizyty w serwisie na wymianę żarówki.
Samochód byłby używany głównie żeby max kilka razy w tygodniu podjechać gdzieś parę km i może z raz na 2-3 tygodnie jakaś trasa z 50-100km + okazjonalne wyjazdy po 200-300km.
Czy gdybym oszalał i jednak do takiego celu kupił Fronterę Sport, pomijając kwestie spalania - nie zniszczy mnie to finansowo w krótkim czasie na usuwanie awarii i czy w ogóle w tym budżecie da się kupić coś co nie będzie trupem ?
Ewentualnie jaki "zwykły" samochód polecilibyście na start ? Nie mam prawie żadnych preferencji, byleby do max 10k dało się kupić coś we w miarę dobrym stanie technicznym + jak pisałem wyżej - w miarę nie zniszczony wizualnie. Jako tako muszą się zmieścić 4 osoby + jakiś pomniejszy bagaż i tyle.
Od dawna moim marzeniem była krótka Frontera. Uzasadnienie jest bardzo proste: od 11 lat biegam prawie codziennie, 40-80km tygodniowo głównie przez pola i lasy. Samochodem który trochę w wjedzie w teren zawsze mógłbym podjechać sprawdzić biegowe trasy które inaczej raczej mogą być niedostępne, zwłaszcza gdzieś w górskim terenie.
Być może jednak przyjdzie mi zmienić wizję na coś bardziej przyziemnego. Chciałbym na start wydać max z 10k co już stawia znak zapytania przy zakupie Frontery. Od samochodu oczekiwałbym żeby jeździł i żeby dało się na niego patrzeć z zewnątrz i w środku (w sensie, żeby nie był zniszczony). Dobrze by też było żeby jakieś mniejsze awarie były ogarnialne we własnym zakresie, a nie od razu wizyty w serwisie na wymianę żarówki.
Samochód byłby używany głównie żeby max kilka razy w tygodniu podjechać gdzieś parę km i może z raz na 2-3 tygodnie jakaś trasa z 50-100km + okazjonalne wyjazdy po 200-300km.
Czy gdybym oszalał i jednak do takiego celu kupił Fronterę Sport, pomijając kwestie spalania - nie zniszczy mnie to finansowo w krótkim czasie na usuwanie awarii i czy w ogóle w tym budżecie da się kupić coś co nie będzie trupem ?
Ewentualnie jaki "zwykły" samochód polecilibyście na start ? Nie mam prawie żadnych preferencji, byleby do max 10k dało się kupić coś we w miarę dobrym stanie technicznym + jak pisałem wyżej - w miarę nie zniszczony wizualnie. Jako tako muszą się zmieścić 4 osoby + jakiś pomniejszy bagaż i tyle.