Witam wszystkich
Od pewnego czasu mam w Gelendzie taką sytuację, że po uruchomieniu silnika nie gaśnie kontrolka ładowania, przygasa wraz ze wzrostem obrotów, ale nie gaśnie - zazwyczaj, bo czasem gaśnie
Wyczyściłem klemy akumulatorów (są dwa instalacja 24V) i wszystkie styki, które zauważyłem w kablach przy aku i alternatorze. Efekt był taki, ze później po przekręceniu kluczyka nie zapaliła się kontrolka ładowania (jeden jedyny raz tak się stało, że się nie zapaliła), ale silnik zapalił, po czym kontrolka zaświeciła się i po dodaniu gazu zgasła (myślałem, że na dobre)... i było tak przez 50 - 60 km, teraz problem wrócił - przygasa na obrotach, czasem się wyłączy, ale reguły nie ma. Prąd ładowania mierzyłem i jest za niski, wskazania miernika są zgodne ze wskazaniem voltomierza w aucie. Czasem bywa tak, że jadę normalnie, kontrolka się nie świeci, a tu bach i prąd ładowania leci i czerwień lampki wali po oczach... i za jakiś czas znowu gaśnie.
Pomyślałem, że sam wyciągnę alternator i zaniosę do specmajstra, ale naczytałem się, że jakieś prądy wzbudzenia, że coś tam, cuda wianki i niekoniecznie alternator musi być winny... No i zgłupiałem...
Czy jest taka możliwość, że ktoś z Szanownych Forumowiczów może jednoznacznie wskazać winowajcę tej sytuacji, albo jednoznacznie wykluczyć? Czy możliwa jest diagnoza na podstawie opisanych objawów??
Dodam, że z alternatora wychodzą dwa kable, jeden gruby czerwony i drugi cienki niebieski. Biegną sobie gdzieś, nie wiem gdzie, ale w połowie połączone są - gruby kostką, a cienki po prostu zakręcony i zawinięty taśmą izolacyjną - znak, że nasi już tam byli... Oczywiście jak czyściłem połączenia, to to rozebrałem i też wyczyściłem, ale złożyłem tak jak było, chciałem nawet zlutować, ale wtedy nie wiem jak wyciągnąć alternator, bo te kable są długie i z jednej strony wchodzą w alternator, a drugi koniec gdzieś tam leci, pewnie okrężną drogą do aku... Nie wiem....
Z góry dziękuję za konstruktywne podpowiedzi
Od pewnego czasu mam w Gelendzie taką sytuację, że po uruchomieniu silnika nie gaśnie kontrolka ładowania, przygasa wraz ze wzrostem obrotów, ale nie gaśnie - zazwyczaj, bo czasem gaśnie
Pomyślałem, że sam wyciągnę alternator i zaniosę do specmajstra, ale naczytałem się, że jakieś prądy wzbudzenia, że coś tam, cuda wianki i niekoniecznie alternator musi być winny... No i zgłupiałem...
Czy jest taka możliwość, że ktoś z Szanownych Forumowiczów może jednoznacznie wskazać winowajcę tej sytuacji, albo jednoznacznie wykluczyć? Czy możliwa jest diagnoza na podstawie opisanych objawów??
Dodam, że z alternatora wychodzą dwa kable, jeden gruby czerwony i drugi cienki niebieski. Biegną sobie gdzieś, nie wiem gdzie, ale w połowie połączone są - gruby kostką, a cienki po prostu zakręcony i zawinięty taśmą izolacyjną - znak, że nasi już tam byli... Oczywiście jak czyściłem połączenia, to to rozebrałem i też wyczyściłem, ale złożyłem tak jak było, chciałem nawet zlutować, ale wtedy nie wiem jak wyciągnąć alternator, bo te kable są długie i z jednej strony wchodzą w alternator, a drugi koniec gdzieś tam leci, pewnie okrężną drogą do aku... Nie wiem....
Z góry dziękuję za konstruktywne podpowiedzi
