Dzień dobry wszystkim
kupiłem jakiś czas temu tego Razora E300. Włożyłem dwa sprawne akumulatory kwasowo żelowe 12V 8Ah, łączone standardowo szeregowo, a więc 24V.
Niestety po 10 minutach jazdy mocy nie było, ledwo to się toczyło, aż stanęło w miejscu.
Silnik był gorący, obudowa parzyła przy dotyku.
Akumulatory w tym momencie po 11,9V, po pewnym czasie wróciły na 12,6V
Podczas dokładniejszej inspekcji okazało się, że ktoś zrobił kaszankę z elektryki i zamiast sterownika były dwa przekaźniki samochodowe 12V i 24V połączone przemyślnie poplecionymi przewodami.
Doszedłem do wniosku, że uszkodzony przez kombinacje przy elektryce został silnik.
Kupiłem nowy silnik i kontroler (oczywiście chińskie, silnik identyczny ze starym, 250W 24V, kontroler 250W) i do tego manetkę na hallotronie na wymianę tej oryginalnej on/off.
Wywaliłem tę pajęczynę kabli, połączyłem wszystko ładnie z kontrolerem, podmieniłem motor, podpiąłem go i manetkę.
Testowo w garażu z podniesionym kołem wszystko ok, silnik działa, koło kręci, manetka płynnie reguluje moc.
Wyszedłem na krótką przejażdżkę i po paru minutach wszystkie objawy z początku "przygody" powróciły...
Czyli: spadek mocy do zera, parzący silnik, dodatkowo również gorący kontroler i rozładowane w kilka minut akumulatory.
Stałem i drapałem się głupio po głowie, bo tego się nie spodziewałem.
Dodam, że koło kręci się swobodnie, hamulec nie blokuje, łańcuch również chodzi gładko, napięcie łańcucha prawidłowe.
Rozumiem, że te podzespoły szału nie robią, no ale po 10 minutach!?
A może powinienem od razu założyć silnik 350W + obsługujący go kontroler?
Ale przecież fabrycznie montowane są 250W i spokojnie dają radę użytkownikowi 100kg (ja ważę 80kg).
Moja prośba: może ktoś z większym doświadczeniem podpowie w którą stronę się kierować, co może być powodem usterki?
kupiłem jakiś czas temu tego Razora E300. Włożyłem dwa sprawne akumulatory kwasowo żelowe 12V 8Ah, łączone standardowo szeregowo, a więc 24V.
Niestety po 10 minutach jazdy mocy nie było, ledwo to się toczyło, aż stanęło w miejscu.
Silnik był gorący, obudowa parzyła przy dotyku.
Akumulatory w tym momencie po 11,9V, po pewnym czasie wróciły na 12,6V
Podczas dokładniejszej inspekcji okazało się, że ktoś zrobił kaszankę z elektryki i zamiast sterownika były dwa przekaźniki samochodowe 12V i 24V połączone przemyślnie poplecionymi przewodami.
Doszedłem do wniosku, że uszkodzony przez kombinacje przy elektryce został silnik.
Kupiłem nowy silnik i kontroler (oczywiście chińskie, silnik identyczny ze starym, 250W 24V, kontroler 250W) i do tego manetkę na hallotronie na wymianę tej oryginalnej on/off.
Wywaliłem tę pajęczynę kabli, połączyłem wszystko ładnie z kontrolerem, podmieniłem motor, podpiąłem go i manetkę.
Testowo w garażu z podniesionym kołem wszystko ok, silnik działa, koło kręci, manetka płynnie reguluje moc.
Wyszedłem na krótką przejażdżkę i po paru minutach wszystkie objawy z początku "przygody" powróciły...
Czyli: spadek mocy do zera, parzący silnik, dodatkowo również gorący kontroler i rozładowane w kilka minut akumulatory.
Stałem i drapałem się głupio po głowie, bo tego się nie spodziewałem.
Dodam, że koło kręci się swobodnie, hamulec nie blokuje, łańcuch również chodzi gładko, napięcie łańcucha prawidłowe.
Rozumiem, że te podzespoły szału nie robią, no ale po 10 minutach!?
A może powinienem od razu założyć silnik 350W + obsługujący go kontroler?
Ale przecież fabrycznie montowane są 250W i spokojnie dają radę użytkownikowi 100kg (ja ważę 80kg).
Moja prośba: może ktoś z większym doświadczeniem podpowie w którą stronę się kierować, co może być powodem usterki?