Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

PRL-owski sprzęt a japoński. Który lepszy?

Tomasz Piaskowski 26 Jun 2019 21:39 10311 114
e-mierniki
  • #31
    TomaszC.
    Level 29  
    LeDy wrote:
    Z tego co pamiętam to Elizabeth miała STK-15 i chyba jako dekoder stereo TCA4500 i w głowicy polowe 2Sk41E.
    Za te STK-15 nasi robili chyba GML-26.


    W Elizabeth jako dekoder pracował UL1601, a jako wzmacniacz STK-015. Odpowiednikiem STK-015 produkowanym w Polsce był GML-024.
  • e-mierniki
  • #32
    398216 Usunięty
    Level 43  
    kris8888 wrote:
    Bardzo dużą ilość odmian magnetofonów, radioodbiorników, wzmacniaczy, telewizorów jak na warunki jakimi dysponowaliśmy.
    Wgryź się w schematy - w 89 -90% to albo takie same układy, lub z niewielkimi zmianami. Cała seria radioodbiorników stołowych na przykład - poza nielicznymi wyjątkami to praktycznie identyczne schematy; tylko nazwa (i obudowa) inna.

    Dodano po 6 [minuty]:

    A co do wszechobecnej niemożności - powstał magnetofon M8030 - okrojona do granic absurdu (oszczędności i brak podzespołów) wersja 8010. Bez żadnego układu redukcji szumów, uproszczony schemat całości i ... jeszcze gorsze parametry niż np. w "Grundigu 2500". Tylko obudowa pozostała bez większych zmian.
  • #33
    pawelr98
    Level 39  
    398216 Usunięty wrote:
    pawelr98 wrote:
    Oni nie umieli po prostu tego robić.
    W ZSRR po prostu opracowano lepsze oszczędnościowe konstrukcje które były lepsze od tego co u nas tłuczono.
    Może nie do końca... Słyszałem historyjkę która mówi co innego, a ponieważ słyszałem ją od osoby wiarygodnej - pozwolę sobie ją przytoczyć.
    Otóż rzecz dotyczyła rzutników produkowanych przez PREXER. Mianowicie na jednych z Targów Poznańskich Prexer przedstawił kilka rzutników, które jak na ówczesne czasy (i w naszym "obozie" socjalistycznym) mozna było uznać za najlepsze i najbardziej wszechstronne (można było np. do jednego rzutnika zastosować dwie zmieniarki slajdów i kilka przystawek "efektownych" - coś w rodzaju prehistorycznego - dziś już prehistorycznego - "GOBO". Na tychże targach była też jakaś (nie pamiętam już co za jedna) fuirma z ZSRR - w porównaniu do naszych rzutników ichnie wyglądały (i działały) jak cep przy kombajnie. Kilka tygodni (!) potem do Prexera przyszło pismo ZAKAZUJĄCE produkcji rzutników - z uzasadnieniem :...my zrobimy lepsze a w RWPG nie potrzeba dwóch producentów tak imperialistycznych produktów...". W efekcie dwa miesiące potem Prexer "zwinął" definitywnie produkcję tych nowoczesnych rzutników. Oczywiście żadnych (ani lepszych ani nawet tych wystawianych na targach) rzutników już u nas nie widziano. Smutne, ale - mam w każdym razie powody by tak przypuszczać - prawdziwe. Podobnie było i z innymi produktami. Po prostu w RWPG istniał nakazany odgórnie (wiadomo z jakiej góry pochodził) podział m- "Ty robisz to, ty to a MY resztę. A jak wam będzie potrzeba coś z tego co MY robimy - MY wam sprzedamy w zamian za... (i tu wiadomo gdzie podziewała się np. nasza żywność). To MY było wyrocznią ostateczną i nieodwołalną.
    pawelr98 wrote:
    ZSRR miał lepiej od nas bo tam mieli własną produkcję wszystkiego, od elementów pasywnych po mikroprocesory.
    Jak więc widać powyżej - nie tylko elementy pasywne i półprzewodnikowe.


    Ale ZSRR potrafił robić swoje własne podzespoły.

    W kwestiach lampowych widać tego najwięcej.
    Lampy "paluszkowe"(stosowane w sprzęcie wojskowym i kosmicznym), całe serie lamp niemające zachodnich odpowiedników oraz "wzmocnione" wersje cywilnych lamp zachodnich.

    Cała gama germanowych tranzystorów w.cz.
    Choćby taki GT313, w zależności od wersji rozpiętość częstotliwości granicznej była od 350-1000MHz do 450-1000MHz.
    Na takim tranzystorze to można już spokojnie robić głowice radiowe i telewizyjne.

    Mam generator w.cz i oscyloskop (1992 ale i tak konstrukcja z ZSRR) z ZSRR.
    W generatorze w.cz przewody ekranowane miały ekran z litej miedzi. Nie żaden oplot tylko lita miedź. Do tego wysoka staranność. Rok 1977.
    Oscyloskop to trochę przeciwieństwo bo sroga rozwałka(rok po rozpadzie ZSRR kiedy jakość ogólnie była gorsza). Za to stosowano już elementy SMD (układy TTL i diody) i co by nie patrzeć to konstrukcja nadal się trzyma.
    Ale widać też pewne zacofanie, stabilizacja na wtórnikach emiterowych oraz german w.cz 1T308 w 1992 roku :D .

    W cywilnym sprzęcie z ZSRR widać też pewne naleciałości ze sprzętów wojskowych. Kochali tam robić oploty wiązek i prezentować ogólną "solidność". Nawet zakichany telewizor potrafił mieć odlewane chassis. Grube lakierowanie płytek to też norma. Dzięki temu nie rdzewiały ale naprawa czegoś takiego to niezła męka.

    W ZSRR półprzewodniki bywały klonowane czasem z poprawkami/modyfikacjami.
    74141 w wersji ZSRR potrafił mieć większe napięcia przebicia.

    Natomiast należy wspomnieć tutaj o całej serii radzieckich mikroprocesorów Elbrus. Do dziś część tych procesorów żyje sobie w procesorach firmy Intel bo po rozpadzie ZSRR część naukowców pomagała projektować procesory Intel Pentium oraz Itanium używając do tego rozwiązań z Elbrusa.

    Drugim krajem który znacznie odstawał pod kątem technologicznym była Czechosłowacja. Oni mieli kupę dobrego sprzętu i półprzewodników dzięki licznym licencjom. Mieli Germany o wyższej temperaturze dopuszczalnej, kupę specjalnych lamp elektronowych wysokiej jakości, porządne odpowiedniki zachodnich podzespołów i do tego dostarczali części do całego bloku wschodniego. Nawet nadajnik w Trzeciewcu w moim Kujawsko-Pomorskim montowała czechosłowacka Tesla.
  • #34
    chudy_b
    Level 20  
    Ja bym się skupił na końcówce lat 70 i latach 80, czyli czasach Radmora 5102 i Daniela. Oczywiście tez wielu innych sprzętów. Ja mam wielki szacunek dla tamtejszych inżynierów. Potrafili z niczego zrobić coś. Fakt, że to coś na światowym poziomie nie było, ale lokalnie szacun był. Serwis w tamtych czasach potrzebował raptem ze dwie szuflady części żeby serwisować 99 % tamtejszego sprzętu. Jeśli ktoś dziś serwisuje zachodnie sprzęty, wie że nie da się robić zapasów części, bo mnogość tego była ogromna. Nasi mieli ograniczone zaplecze materiałowe i technologiczne, za to wielką pomysłowość. Tak skonstruowanego sprzętu jak Radmor, piszę o konstrukcji mechanicznej, podziale na moduły, desgnie płyty czołowej, to ja w zachodnim sprzęcie nie widziałem. Daniel też jest nafaszerowany autorskimi pomysłami, choć tu akurat nie koniecznie trafionymi. Układ rozpoznawania końca płyty oparty o całkowanie sygnału z układu opto mechanicznego jest może i pomysłowe, ale bez sensu. Ramię wozi kilo blachy pod obudową. A co do Japończyków - tu już działała konkurencja i rynek. Były wypasione sprzęty które nawet dzisiaj powodują slinotok audiofili i były budżetowe Technicy na STK-ach po których hulał wiatr i były proste jak cep.
  • #35
    HD-VIDEO
    Level 42  
    chudy_b wrote:
    Ja mam wielki szacunek dla tamtejszych inżynierów. Potrafili z niczego zrobić coś


    Np.
    Gramofon Adam, jako sterowniki silnika zastosowanie wzmacniacza m.cz, układ scalony UL1403 (x3 szt)
  • #36
    chudy_b
    Level 20  
    HD-VIDEO wrote:
    Gramofon Adam


    No fakt. Ambitny projekt, Direct Drive, ale z jakością gorzej. No ale to tylko potwierdza moją tezę. Pomysły i wiedza były, ale produkcja to już inna bajka - czarno-biały PRL w reżyserii Bareji.

    Dodano po 3 [minuty]:

    chudy_b wrote:
    ale z jakością gorzej


    Dodaję po chwili zastanowienia - Sporo Adamów już padło i są nie do odratowania z powodu rozmagnesowania talerza, ale wiele jeszcze działa. A to już prawie 40 lat. Czy ktoś dzisiaj projektuje elektronikę która ma działać 40 lat? Chyba tylko ruscy dla wojska.
  • #37
    LeDy
    Level 43  
    Ta mnogość wynikała z robienia tego samego tylko w dwóch wersjach. Powstał magnetofon kasetowy , który nie miał wskaźnika a drugi model miał . Tak były w produkcji np. MK232 i MK235 i wiele innych.
  • #38
    olaf x
    Level 33  
    Rzeczony artykuł, to jest jednak 1995 rok, porównywany wzmacniacz radmor 55xx w wersji A z ledowym wyświetlaczem, ja kupiłem później czasowo wersję B z wyświetlaczami fluoroscencyjnymi.
    I do tego reklama punktu sprzedaży w redakcji radioelektronika.

    No i dodam, że z pilota można sobie ustawić również poziomy poszczególnych słupków w korektorze, a jest ich trochę. Nie tylko siłe i barwę dźwięku w samym wzmacniaczu.
  • e-mierniki
  • #39
    E8600
    Level 39  
    Temat już któryś raz powraca. Porównanie bez większego sensu i kłócić się niema o co.
    Dzisiaj można powiedzieć, że mamy renesans w elektronice/motoryzacji i nie tylko. Nawet fotele typowe dla PRL dziś potrafią osiągać ceny 2-3 tys zł za zniszczoną sztukę a swego czasu ile tego leżało na śmietnikach.
    Ludziom zwyczajnie znudziło się być jak wszyscy i szukają dziedziny w której mogą się wyróżnić.

    Historia związana, że sprzętem jest więcej warta niż on sam.
    Bezdyskusyjnie sprzęt japoński był/jest lepszy od strony technicznej ale nie budzi w nas tylu wspomnień z lat młodzieńczych.

    Sam jakiś czas temu widziałem projektor do bajek w elektrośmieciach nie wziąłem teraz żałuje bo sprawdziłem ceny tego na aukcjach a chętnych więcej niż sprzętu.
  • #40
    398216 Usunięty
    Level 43  
    pawelr98 wrote:
    Ale ZSRR potrafił robić swoje własne podzespoły.
    Dla wojska. W "cywilnych" sprzętach było nieco inaczej. Do dziś mam w pamięci wynalazek socjalistycznej NRD, - we wzmacniaczu Vermona końcówka padła. Oryginalnie była właśnie na radzieckich tranzystorach mocy o dość nietypowej (w porównaniu do cywilizacji) obudowie - okrągłe "UFO" z trzema nogami. Mocowanie dodatkowym kołnierzem z trzema otworami. Nie dość ,że nie do dostania w cywilizowanym (w porównaniu) świecie, to jeszcze musiałem kombinować z radiatorami, bo w oryginalnych był duży okrągły otwór na te tranzystory i żaden normalny KD (jakie występowały w innych wersjach Vermon) nie pasował. W końcu się uporałem z mechaniczną częścią i włączyłem - niestety - żeby zmusić te końcówki do pracy musiałem cały układ wzmacniacza przywrócić do stanu z innych (starszych i późniejszych - ta wersja z ruskimi tranzystorami była najwidoczniej jakimś ewenementem - nie wiem, może KD im zabrakło) wzmacniaczy Vermony. Okazało się że te radzieckie tranzystory miały tak marne parametry, że nie współpracowały z żadnym typowym układem wzmacniacza - musiały mieć odpowiedni. Np. wzmocnienie sięgało astronomicznych wartości 10. (w rzeczywistości mniej).
    Układy scalone rosyjskie - też każdy pewnie się spotkał z dziwnym rastrem, który (jak rozstaw szyn kolejowych) nie pasował do niczego normalnego - zamiast 1/10 cala (rastra przyjętego przez cały świat w elektronice jako podstawa) radzieckie scalaki miały 2,5mm. Niby tylko 0,04mm, ale spróbuj wstawić w to miejsce normalny układ - nawet w DIL 14.... Co więc z tego, że bebechy były kompatybilne, skoro nie można było zastąpić uszkodzonego żadnym innym?
    Miałem na warsztacie kilka (nie bez powodu - po pierwszej naprawie unikałem sprzętów z tej części świata jak ognia) sprzętów (AUDIO) z Rosji. Niektóre patenty jakie tam stosowano - i dotyczy to zarówno elektroniki jak i mechaniki) były tak... dziwne (żeby nie powiedzieć dziwaczne) że do głowy by nikomu innemu by nie pomyśleć nawet by tak zrobić. Przykład - w roli docisku taśmy magnetofonowej (w Kasprzykowskich był słynny pasek z napylonym zielonym futerkiem, w innych rodzaj zamszu) występował (UWAGA ! ORYGINALNY PATENT KONSTRUKTORA!) plaster - coś jak poloplast. Nie muszę chyba mówić, że klej po kilku miesiącach pracy puścił ?
    Jakby się przyjrzeć co najmniej kliku schematom podobnego sprzętu z różnych zakątków świata można się zorientować po pewnym czasie, nawet bez spoglądania na to skąd dany sprzęt, którego schemat oglądamy. pochodzi. Jednak o ile w wypadku reszty świata pewne rozwiązania układowe są co najmniej podobne, to żadnych wątpliwości nie można mieć w stosunku do schematów z ZSRR - to inny stan świadomości po prostu.
    Kolega kupił (jakieś 30 lat temu) mikser do kapeli. Mały, zgrabny napakowany jak cholera i całkiem ładnie brzmiący. Szumy na przyzwoicie niezauważalnym poziomie, barwy (3 punkty z paramedykiem dla środka) ładnie czysto działająca, punkty pracy dobrane idealnie... Produkcji ZSRR. Nie możliwe - pomyślałem - czyżby ruscy wreszcie zaczęli robić dobre elementy? ( a miałem możliwość zapoznać się wcześniej z innymi mikserami z "tamtego obszaru") Nie. Po prostu schemat, elementy i w zasadzie cały środek były zerżnięte na żywca z Soundcrafta - tylko obudowa była produkcji "wschodniej". Miksery te, jak się dowiedziałem, produkowała jako produkt uboczny jakaś firma robiąca coś dla sowieckiego programu kosmicznego - stąd mieli dostęp do zachodniej elektroniki.
    A lampy... no cóż. Muszą robić dobre, bo na nich opierają swoją strategię przetrwania - taka lampa elektronowa wytrzyma promieniowanie po wybuchu jądrowym, a tranzystor nie.
    Głośniki (a w zasadzie magnesy i kosze) też robią dobre, ale to z innej przyczyny - największe złoża kobaltu mają u siebie. Co więc za problem robić dobre głośniki skoro można mieć magnesy do nich za bezcen? Co innego cewki i w ogóle całe układy drgające - tu już widać "Radziecką myśl techniczną" - Głośnik z układem oryginalnym - radzieckim mógł mieć co najwyżej 200-250 W (dla 15"). Więcej nie, bo paliła się karkas i drut... (w takiej kolejności przeważnie - karkasy były na preszpanie...). Po wymianie samej "reperaturki" - czyli membrany z zawieszeniami i cewką na jakąś "normalną" te głośniki zyskiwały drugie życie - kilka razy lepsze. Takie "patenty" robił np. Leszek Polanowski w tamtym czasie - kupował wagon Mc Culey'ów z Rosji, i wstawiał do nich układy drgające od markowych producentów. Słyszałem obie wersje tych głośników - przed i po tej wymianie. Mc Culey grał dobrze, ale brakowało mu mocy. "Mc Polany" nie dość, ze miały możliwość "łyknąć: więcej mocy, to w dodatku miały jeszcze większą efektywność (rzędu 102dB nawet!!!), a brzmieniowo wybijały się znacznie in plus.
    To co wyżej pisałem (jak zwykle się rozpisując niepotrzebnie) to tylko ogólny zarys jak stała elektronika w bloku socjalistycznym w porównaniu do reszty świata; Było można robić lepiej, ale.,.. albo brak fachowców, albo brak materiałów, technologii. Brak fachowców można było zastąpić kopiując 1:1 konstrukcje zachodnie, ale braku materiałów - nie.
  • #41
    adse
    Level 21  
    Czy porównujemy w podobnych cenach?
    Polski wzmacniacz Unitra czy Diora w PRL kosztował powiedzmy jedno przeciętne wynagrodzenie, może dwa. Nie pamiętam dokładnie, ale prawdopodobnie tego rzędu były ceny. Zarobek przeciętny Polaka w połowie lat 80-tych wynosił 26 dolarów w przeliczeniu (dane dostępne w necie). To znaczy, że popularny wzmacniacz do wieży kosztował w Polsce może z 50 dolarów. W Niemczech za te pieniądze (do 100 marek) nie było chyba żadnego wzmacniacza do wieży audio, a jeśli był - to jakieś bardzo egzotyczne marki, które dzisiaj nazwalibyśmy tanią chińszczyzną.
    W tym sensie polski sprzęt był dobry.

    Co innego produkcje Radmora czy Diory z połowy lat 90-tych (to już nie był PRL). Wtedy w porównywalnych cenach jakość polskich produktów na pewno nie była gorsza od najbardziej znanych marek japońskich - co można dzisiaj sprawdzić w ówczesnych testach - był już Magazyn HiFi, gdzie testowano Radmora i Diorę - porównując do droższych produktów zachodnich (bo tańsze od polskich trudno by było znaleźć wśród uznanych marek zachodnich).
  • #42
    LeDy
    Level 43  
    Te z tymi nietypowymi to były jak pamiętam KT xxx. Co w tym dziwnego? Do dziś tak jest, że kombinują aby innych nie pasowały?
  • #43
    398216 Usunięty
    Level 43  
    LeDy wrote:
    Co w tym dziwnego? Do dziś tak jest, że kombinują aby innych nie pasowały?
    Dziwne jest to, ze z pośród wszystkich producentów podzespołów elektronicznych TYLKO Soviet Union robi tylko dla siebie. Niekompatybilnie. Tak jak by obawiali się że ktoś się połaszczy na ich kraj - bo tak było z szerokością torów. Dla mnie to strzelanie samemu sobie w kolano - bo sami siebie skazują na własne wyroby*. A raczej skazywali - dziś, gdy praktycznie wszystko co było do sprzedania - sprzedali (chodzi o np. sprzęt pomiarowy i proste narzędzia - np. brzeszczoty do metalu robili nie do zdarcia) kupują z zewnątrz jak coś chcą mieć dobrego.

    *Niestety to działało w obie strony czego przykładem był ten wzmacniacz o którym pisałem.
  • #44
    PZ IX
    Level 34  
    E8600 wrote:

    Historia związana, że sprzętem jest więcej warta niż on sam.
    Bezdyskusyjnie sprzęt japoński był/jest lepszy od strony technicznej


    Dokładnie. Ja już swój epizod z PRL Audio miałem i z tego wszystkie zostały mi tylko Tonsile, z czego oczywiście i tak nie wszystkie krajowe kolumny są w ogóle warte uwagi - a Altusy tradycyjnie już dyplomatycznie przemilczam.

    Wspomnę też, że nie każdy japoński sprzęt jest dobry m.in. sporo wyrobów Technicsa omijałbym szerokim łukiem, niepocieszające są też wręcz nienaprawialne wzmacniacze bez dokonywania przeróbek (większość z układami hybrydowymi). Jenak odsiewając te niezbyt udane na przestrzeni wielu lat konstrukcje okazuje się, że jest i tak bardzo dużo sprzętu do wyboru, który służy wiernie i często bezawaryjnie.

    Jeżeli obawiamy się dostępności części, która akurat w polskich sprzętach jest dobra to można wśród japońskich wybrać te z początku ery Hi-Fi, często są to proste, a jednocześnie bardzo trwałe sprzęty. Niestety wygląda na to, że rynek już to wychwycił i jak na razie w wielu przypadkach mocno podrożały. :(

    Ale...
    Mom zdaniem polski sprzęt grający był dobry jak za swoją cenę, lecz z 10 lat temu. Obecne ceny wywołane głównie wspomnianą modą na PRL często kompletnie nie pasują do klasy tego sprzętu i za podobne pieniądze można mieć coś dużo lepszego.
    Chociaż na razie np. AT9100 i pochodne czasami można kupić niedrogo, a to całkiem niezły amplituner. :)
  • #45
    vodiczka
    Level 43  
    PZ IX wrote:
    Obecne ceny wywołane głównie wspomnianą modą na PRL często kompletnie nie pasują do klasy tego sprzętu i za podobne pieniądze można mieć coś dużo lepszego.
    Obecnie to jest sprzęt kolekcjonerski i porównanie "za podobne pieniądze można mieć coś dużo lepszego" nie ma sensu.
    Jeżeli moda minie to sprzęt stanieje, nie minie to będzie jeszcze droższy bo sprzętu nie przybędzie w przeciwieństwie do potencjalnych nabywców.
  • #46
    PZ IX
    Level 34  
    Moja wypowiedź o cenie jest odnośnie tego zdania:
    xpira wrote:
    Japoński sprzęt był i jest droższy od Polskiego

    W dzisiejszej sytuacji rynkowej ogólnie z tym się akurat nie zgadzam, ale jak podkreśliłem wyżej są wyjątki.
  • #47
    dybas
    Level 37  
    398216 Usunięty wrote:
    A co z mechaniką stosowaną w magnetofonach serii 8000 i 9000? Polski projekt i wykonanie. Mechanika ta mogła śmiało konkurować z japońską z tego okresu

    Niestety, mechanizm kasetowy K-520 był zdaje się licencyjny. Oczywiście konstrukcja była bardzo dobra, tylko w ZRK składali byle jak, bo rynek i tak wszystko wchłaniał. Żeby kupić M 8010 z przeceny, trzeba było mieć mnóstwo szczęścia albo..."dojście".
    PZ IX wrote:
    Mom zdaniem polski sprzęt grający był dobry jak za swoją cenę, lecz z 10 lat temu. Obecne ceny wywołane głównie wspomnianą modą na PRL często kompletnie nie pasują do klasy tego sprzętu i za podobne pieniądze można mieć coś dużo lepszego.

    W pełni się zgadzam. I owszem, konieczność wysupłania niemałej kwoty irytuje, za to zmusza do dbania o sprzęt, który będzie stopniowo znikał. Ja sam uległem ostatnio trendowi: po dłuższej wewnętrznej walce uległem i nabyłem Radmora 5102 TE. Przeleżakował 20 lat w dziewiczym stanie. Panel czarny jak heban. To było przeznaczenie.
  • #48
    pikarel
    Level 35  
    Jesli mówimy o sprzęcie z lat '70-tych, a szczególnie jego wyglądzie - to przytoczę tekst dobrze opisujący pewne zjawisko:
    nie to piękne, co piękne, ale co się komu podoba.
    Czy porównanie obrazu Guernica i obrazu Szał ma jakiś sens?
    Przecież obydwa to arcydzieła, ale jak je porównać? Dodam, że nie chciałbym żadnego za darmo mieć na ścianie, bo obydwa obrazy - to nie moje klimaty, a marszandem też nie jestem.

    Aby można porównywać (temat), to obydwa sprzęty powinny być w tej samej kategorii jakościowej i choć zbliżonym przedziale cenowym;
    Ty chcesz porównywać całą produkcje z dwóch różnych krajów, o całkowicie różnych systemach politycznych, strukturze zależności politycznej (my - ZSRR, Japonia - darmowe licencje z USA za tani import sprzętu), z przepaścią w sile nabywczej pieniądza. Dopiero po 1970 roku Polska - kraj bloku wschodniego - mogła kupić licencje na cokolwiek (tzw. epoka Gierka).

    Moim zdaniem najgorszym sprzętem audio spotykanym w polskich domach wówczas był Sony; był to najdroższy sprzęt na świecie, więc sprowadzano sprzęt z najniższej półki cenowej, a więc i z najgorszymi parametrami.
    Oczywiście można było kupić zestaw: tuner, wzmacniacz, kolumny Sony z najwyższej półki, jednak był droższy, niż TV Trynitron 27 ' (ok 700$, średnie zarobki Polaka 20-25$).
    Alternatywą był wówczas sprzęt z Taiwanu, który był dostępny za marki w NRF-ie - bardzo dobry, a znacznie tańszy
  • #49
    398216 Usunięty
    Level 43  
    dybas wrote:

    Niestety, mechanizm kasetowy K-520 był zdaje się licencyjny.
    Mylisz się. To dziecko studentów politechniki Warszawskiej. Bodaj jako projekt zlecony, ale tego pewien nie jestem.
    dybas wrote:
    Żeby kupić M 8010 z przeceny, trzeba było mieć mnóstwo szczęścia albo..."dojście".
    Kilka takich kupiłem (nie na handel - na prośbę Przyjaciół) w sklepie firmowym, gdzie trafiały jako zwroty reklamacyjne. Były też podobno dostarczane do kilku wybranych sklepów gdzie też bywały, tyle że rzadziej.
    pikarel wrote:
    Moim zdaniem najgorszym sprzętem audio spotykanym w polskich domach wówczas był Sony; był to najdroższy sprzęt na świecie, więc sprowadzano sprzęt z najniższej półki cenowej, a więc i z najgorszymi parametrami.
    Uogólniasz, czy masz na myśli jakiś konkretny model? Bo akurat ja mam wręcz odwrotne zdanie o tym segmencie - z racji na pracę w serwisie audio.
    pikarel wrote:
    Alternatywą był wówczas sprzęt z Taiwanu
    A Sony nie produkowało również na Tajwanie przypadkiem?
  • #50
    pawelr98
    Level 39  
    398216 Usunięty wrote:
    pawelr98 wrote:
    Ale ZSRR potrafił robić swoje własne podzespoły.
    Dla wojska. W "cywilnych" sprzętach było nieco inaczej. Do dziś mam w pamięci wynalazek socjalistycznej NRD, - we wzmacniaczu Vermona końcówka padła. Oryginalnie była właśnie na radzieckich tranzystorach mocy o dość nietypowej (w porównaniu do cywilizacji) obudowie - okrągłe "UFO" z trzema nogami. Mocowanie dodatkowym kołnierzem z trzema otworami. Nie dość ,że nie do dostania w cywilizowanym (w porównaniu) świecie, to jeszcze musiałem kombinować z radiatorami, bo w oryginalnych był duży okrągły otwór na te tranzystory i żaden normalny KD (jakie występowały w innych wersjach Vermon) nie pasował.


    A ja mam te tranzystory i ich używam.
    KT803A/2T803A których mam cały worek za darmo od kolegi z Białorusi.

    Olałem te trójotworowe kołnierze i po prostu chamsko przycisnąłem od góry blachą.
    Te kołnierze w byłym ZSRR można dostać za grosze/za darmo ale u nas to różnie bywa, nie będę płacił parę zł za kawał żelastwa.


    PRL-owski sprzęt a japoński. Który lepszy?

    PRL-owski sprzęt a japoński. Który lepszy?

    Po prostu trzeba się wykazać inwencją.

    Swoją drogą to będzie wybitnie unikatowe urządzenie.
    Tranzystory z ZSRR(2xKT803+ GT404), Raspberry Pi3, uA723 oraz całkiem nowy(~2011) scalony układ pomiarowy INA226.
    GT404 poprawia mi sprawność układu kontroli prądu bo ma niższy spadek napięcia niż krzem.

    Wracając do tematu przewodniego.
    Zastanawia mnie co oni czasami kombinowali w tej unitrze.
    Radio Duet DSP-301.
    Użyli 2N3055 aby zbijać z 35V do 18V zamiast zastosować transformator na niższe napięcie(fabrycznie 20V).
    A żeby było fajniej to montowano tam importowane 2N3055 albo KD502.

    O ile na zachodzie gdzie półprzewodniki rzeczywiście mogłyby być tańsze od transformatora to nie wiem dlaczego zrobiono coś takiego w Polsce z deficytem półprzewodników.

    Do tego cewki heterodyny zamiast "po bożemu" na korpusie z rdzeniem to powietrzne. Ale to można wytłumaczyć latami produkcji bo ten wynalazek to 1977 rok.Późny gierek czyli oszczędnościowe budowanie.
    Wcześniejsze radia (z pierwszej połówki lat 70-tych) miały normalnie korpusy.
    Nawet ekranu(kawał blachy) nie było.


    I jeszcze taka ciekawostka.
    Dave z EEVblog dostał kiedyś Toscę 303 i można zobaczyć jaka jest jego reakcja:


    398216 Usunięty wrote:
    gdzie trafiały jako zwroty reklamacyjne

    Ja słyszałem kiedyś od dziadka historię że ludzie z ówczesnych sklepów RTV celowo wprowadzali usterki aby zgarnąć i opchnąć sprzęt z reklamacji.
    Drobnica w stylu odlutowanie/przecięcie przewodu.
    Ale czy to prawda to nie wiem, nie żyłem wtedy.
  • #51
    abart64
    Level 32  
    pawelr98 wrote:
    Użyli 2N3055 aby zbijać z 35V do 18V zamiast zastosować transformator na niższe napięcie(fabrycznie 20V).

    Możliwe że Zatra mogła im dostarczyć takie transformatory za 5 lat a tranzystory były od ręki. Takie były realia.
  • #52
    398216 Usunięty
    Level 43  
    pawelr98 wrote:
    Po prostu trzeba się wykazać inwencją.
    Ja nie miałem więc zmuszony byłem do przeróbki wzmacniacza do pracy z KD w stopniu mocy. I (jak mi się wydaje) tez wykazałem się inicjatywą?
    pawelr98 wrote:
    Radio Duet DSP-301.
    Użyli 2N3055 aby zbijać z 35V do 18V zamiast zastosować transformator na niższe napięcie(fabrycznie 20V).
    Żeby pominąć stabilizator w tym układzie musieliby zastosować kondensator o zdecydowanie większej pojemności, po za tym zasilanie stabilizowane wzmacniacza w tym wypadku było korzystne i z innych względów.
    pawelr98 wrote:
    A żeby było fajniej to montowano tam importowane 2N3055 albo KD502.
    Bo nie było nic co by pozwoliło uzyskać taki prąd wyjściowy, no i te importowane 2N2055 akurat tylko do zasilaczy szeregowych się nadawały... (Tungsram). Widocznie Węgrzy się wypieli, albo kolej zastrajkowała i musieli w jakiejś partii dać (zdecydowanie za dobre) KD502.
    pawelr98 wrote:
    Ja słyszałem kiedyś od dziadka historię że ludzie z ówczesnych sklepów RTV celowo wprowadzali usterki aby zgarnąć i opchnąć sprzęt z reklamacji.
    Dziadek bajki opowiadał. Nie znałem żadnego (!) sprzedawcy ze sklepów RTV który by miał na to czas, ochotę i umiał. Poza tym - sprzęt wówczas był plombowany. Aby uniknąć nieporozumień plomby były imienne i nie sposób by było je podrobić w sposób nie zauważalny dla producenta - bo to do niego sklepu musiały kierować odrzuty. Dopiero po kontroli w firmie dokonywano naprawy (przez personel firmy zajmujący się reklamacjami) i na samym końcu mógł trafić do sprzedaży jako niepełnosprawny - mało tego cenę ustalał serwisant na podstawie stwierdzonych (i naprawionych) uszkodzeń.
    pawelr98 wrote:
    Dave z EEVblog dostał kiedyś Toscę 303 i można zobaczyć jaka jest jego reakcja:
    b Po pierewsze rozwiąznia konstrukcyjne z których się tak ochoczo wyśmiewa były stosowane w większości sprzętów z tej epoki - niezależnie od pochodzenia. Po drugie ta Tosca była "grzebana" i te rzeczy do których się czepia wynikały z tego, ze robił to jakiś domorosły serwisant.
  • #53
    vodiczka
    Level 43  
    pawelr98 wrote:
    Ale czy to prawda to nie wiem, nie żyłem wtedy.
    Niestety prawda choć nie zawsze taka prymitywna jak opisujesz:
    pawelr98 wrote:
    Drobnica w stylu odlutowanie/przecięcie przewodu.
    W łódzkim ZURiT uszkadzano np. tranzystory w radzieckich Elektronach, telewizor szedł do "głębokiej przeceny" jako nienaprawialny z braku części zamiennych a nabywca "trupa" kupował tranzystor na bazarze przy ul. Rzgowskiej.
  • #54
    PZ IX
    Level 34  
    dybas wrote:
    konieczność wysupłania niemałej kwoty irytuje, za to zmusza do dbania o sprzęt, który będzie stopniowo znikał.

    Fakt, z drugiej strony i tak ogólnie starszy sprzęt audio to jeszcze nie wymaga nie wiadomo jak nieustannej opieki serwisowej. Ot jeden gruntowny serwis z użyciem wysokiej klasy elementów, przy czym często większość oryginalnych części zostaje na swoim miejscu i na lata spokój. Nieco odmiennie jest z np. wiekowym, regularnie użytkowanym samochodem, który trzeba czasami doglądnąć co dolega i zwiastuje usterkę, a na przywrócenie do ideału to trzeba dużo wydać i popracować, coś o tych wiem. Ale to temat na inną dyskusję. :)
  • #55
    398216 Usunięty
    Level 43  
    PZ IX wrote:
    jeden gruntowny serwis z użyciem wysokiej klasy elementów, przy czym często większość oryginalnych części zostaje na swoim miejscu i na lata spokój.
    Pełna zgoda. Moje wieloletnie doświadczenia pracy w serwisach audio to potwierdzają. W 80 jak nie 90% uszkodzenia dotyczą naturalnego zużycia się elementów takich jak paski, lasery czy żarówki. Jakieś 8-10% to uszkodzenia powstałe w związku z utlenieniem się cyny (w silnie nagrzanych miejscach PCB), a reszta (dosłownie parę procent) - to uszkodzenia z winy wadliwego elementu - te jeśli występują to raczej w pierwszym okresie używania, w starszych wzmacniaczach rzadko się zdarzają (np. pęknięte zębatki , czy połamane elementy z plastiku który sam z siebie się po latach zaczyna kruszyć). Piszę o wzmacniaczach, ale myślę ogólnie o audio - bo tym i sprzętami zajmowałem się najczęściej). Natomiast po rzetelnie wykonanej naprawie (z przeglądem najczęściej wrażliwych na uszkodzenie elementów) niezmiernie rzadko zdarzało się że sprzęt wracał na reklamację. Takie przypadki można było policzyć przez te lata na palcach jednej ręki, a wynikały w większości z niefrasobliwości użytkownika.
    Mowa oczywiście o sprzęcie "pełnoletnim" - to co robione jest ostatnio psuje się samo z siebie tuż po osiągnięciu końca gwarancji - takie czasy...
  • #56
    DIORADIO
    Level 30  
    Pracowałem w latach 68/76 w Diorze.Robiliśmy na eksport do Anglii Promyk Lux tylko bez wtyczki sieciowej, ale pod nazwą D-401.Drugim odbiornikiem była Carmen-stereo pod nazwą DGS-303. Tylko to był mebel, jak będziecie w muzeum Diory w Dzierżoniowie to zobaczycie że większy niż TV Szecherezada. Potem było tak że Diora sprzedawała na eksport ale nie pod swoją nazwą.(np. Bruns). A Elizabeth to licencja SANYO i wtedy "pieli wszyscy " z radości że to wyrób z najwyższej półki. Stan wojenny zrobił to że zachód nie pozwalał na sprzedasz elektroniki do nas. Więc nasi konstruktorzy robili to z czego mieli. A Radmor produkował radiotelefony dla wojska i milicji więc musieli mieć zielone. To porównanie nie ma sensu: przykład Elizabeth, gdyby była gorsza to by nie kupili. A inny przykład Radomska Wytwórnia Telefonów która produkowała telefony z tarczą. Kolega kończył studia około 90-roku i miał zaprojektować telefon ( głośnomówiący) z przyciskami. A na "zachodzie" już dawno takie były. Pomimo "skażenia" Diorą muszę przyznać że "zachód" miał i ma przewagę w elektronice.
  • #57
    dybas
    Level 37  
    398216 Usunięty wrote:
    pawelr98 napisał:
    Ja słyszałem kiedyś od dziadka historię że ludzie z ówczesnych sklepów RTV celowo wprowadzali usterki aby zgarnąć i opchnąć sprzęt z reklamacji.
    Dziadek bajki opowiadał. Nie znałem żadnego (!) sprzedawcy ze sklepów RTV który by miał na to czas, ochotę i umiał. Poza tym - sprzęt wówczas był plombowany. Aby uniknąć nieporozumień plomby były imienne i nie sposób by było je podrobić w sposób nie zauważalny dla producenta - bo to do niego sklepu musiały kierować odrzuty. Dopiero po kontroli w firmie dokonywano naprawy (przez personel firmy zajmujący się reklamacjami) i na samym końcu mógł trafić do sprzedaży jako niepełnosprawny - mało tego cenę ustalał serwisant na podstawie stwierdzonych (i naprawionych) uszkodzeń.

    To nie bajki, to PRL. Aby przepchnąć towar przez Bomisy (jeszcze jeden temat), brało się na przykład sprawną głowicę telewizyjną, przewiercało ją na wylot wiertłem 6 mm, i rzucało na sklep. A klient brał i nie wiedział w co pana sprzedawcę z radości całować...
  • #58
    398216 Usunięty
    Level 43  
    dybas wrote:
    To nie bajki, to PRL
    Jeśli byuło jak mówisz to ja się szczęśliwie z czym takim nie spotkałem. Owszem trafiały się w Bomisach perełki w stylu kompletnej PCB wzm. mocy od Zodiaka zalane cyną, ale to raczej sprawa braku poprawnego ustawienia "fali" na taśmie, a nie celowe działanie. W każdym razie z tak drastycznymi metodami jakie opisujesz się nie spotkałem nigdy, mimo, że byłem dość częstym klientem Bomisów.
  • #59
    zetdeel
    Level 39  
    dybas wrote:
    ...Aby przepchnąć towar przez Bomisy (jeszcze jeden temat), brało się na przykład sprawną głowicę telewizyjną, przewiercało ją na wylot wertłem 6 mm, i rzucało na sklep....
    Bzdety Waćpan piszesz. Głowice zintegrowane, które szły do Bomisu, to były albo takie, które nie trzymały parametrów, albo złom z napraw gwarancyjnych. "Bomisowcy" zwietrzyli interes i sprzedawali te buble jako pełnosprawne. Dlatego po pewnym czasie zaczęto głowice wiercić, aby ukrócić ten proceder.
  • #60
    DIORADIO
    Level 30  
    Pamiętacie Rubiny czy Elektrony oczywiście kolorowe, tam "ścianka tylna była z blachy" i miała takie otwory że dłuższa pinceta lub haczyk z grubszego drutu sięgał do głowicy na wyższe pasmo i można było wyciągnąć wtyczkę z anteny. Wtedy był to odrzut bo nie można było odbierać programu 2 na 25 kanale. A swoją wieżę diorowską złożyłem z Bomisu z Wrocławia, więc chcieć to móc. No i trzeba było jeszcze wpaść na Wolumen żeby coś niecoś dokupić. Ale kiedy to było?