Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Tektronix
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

PRL-owski sprzęt a japoński. Który lepszy?

Tomasz Piaskowski 25 Cze 2019 22:48 6756 99
  • #1
    Tomasz Piaskowski
    Poziom 3  
    Mam bardzo proste pytanie. Czy sprzęty audio marki Unitra, te produkowane w czasie PRL-u, są lepsze lub gorsze ogólnie od wszystkich japońskich marek Audio. Chodzi głównie o takie marki jak Sony, Technics, Panasonic, Yamaha itp.

    Chodzi mi głównie, czy sprzęty produkowane przez Unitrę były kiedykolwiek w swoich czasach lepsze od japońskich produktów z tych samych lat, a jeżeli tak, to pod jakim względem? Bo mam taki spór z kolegą i do niego nic nie dociera i przy okazji czasami obraża i wyśmiewa japońskie sprzęty, więc czy moglibyście to rozstrzygnąć?

    PS. Ja osobiście kibicuję Japończykom. :)
  • Tektronix
  • #2
    xpira
    Poziom 21  
    To temat rzeka ale nie będę się rozpisywać. Japoński sprzęt jest dużo lepszy, ale nie każdy były w nim montowane lepsze elementy na których nie oszczędzano. Japoński sprzęt był i jest droższy od Polskiego. Polski sprzęt był gorzej wykonany choć na warunki panujące był niezły. W prl-u na wszystkim oszczędzano inżynierowie i księgowi pilnowali kosztów produkcji co do grosza, nie wspominając o konstrukcji sprzętu która była do oporu uproszczona wystarczy porównać sobie na przykład schemat jakiegoś technicsa i toski 303, tak pokrótce.
  • #3
    kaem
    Poziom 26  
    xpira napisał:
    inżynierowie i księgowi pilnowali kosztów produkcji co do grosza,

    Hehe, a teraz niby jak jest?
  • Tektronix
  • #4
    pawelr98
    Poziom 37  
    Japończycy mieli dostęp do zachodnich podzespołów oraz mieli własne, które również były bardzo dobre.

    Przypomnieć należy, że u nas na początku lat 70. nadal korzystano z TG70. Nawet jak pojawiły się pierwsze krzemowe tranzystory, to były zacofane i miały problemy z jakością (patrz BD255/254). Na Zachodzie tymczasem był już 2N3055. Elwa miała dobre kondensatory bo kupiła licencję od Nichicona w 1971.

    No i o półprzewodniki generalnie rzecz się rozbija. Jak mieli tworzyć sprzęt lepszy, jak nie mieli odpowiednich podzespołów? Dekodery stereo byle jakie, strzelające wzmacniacze m.cz. i ogólne zacofanie.
  • #5
    LeDy
    Poziom 43  
    W tamtych czasach ważne było by mieć w ogóle a jak się miało japoński czy inny zachodni to był luksus.
    Sam sprzęt był normalny a czy zniekształcenia były 0,1% czy mniej to i tak nikt tego nie słyszał. Miałem na początku ZK140 a później MK122 za prawie 2000zł. To było coś chodzić z muzyką a i wszystkie prywatki nie odbyły się beze mnie.. :D :D
  • #6
    zadam64
    Poziom 31  
    Witam. Jesli chodzi o czyste wyroby japonskie na rynek japonski bylo tak samo jak teraz UE.Ten sam produkt a rozna zawartosc. Na rynek japonski w srodku bylo zloto! Mowie o np. VCR.
  • #7
    DjMapet
    Poziom 43  
    Tomasz Piaskowski napisał:
    Ja osobiście kibicuje Japończykom. :)

    ...i raczej nikt (oprócz Unitra-maniaków :-)) nie zagłosuje inaczej.
    Choć zaznaczę, że trzeba mieć na uwadze uwarunkowania, bo nie wątpię w to, że nasi inżynierowie nie byli w stanie skonstruować sprzętu podobnej a nawet lepszej klasy względem Japońskiego.
    Dodać należy, że sporo naszego sprzętu, sprzedawano na zachodzie, pod zachodnimi markami, tyle, że ich konstrukcja w mniejszym lub większym stopniu odbiegała od tego, co szło na rynek wewnętrzny. Zdarzało się niekiedy upolować u nas jakieś odrzuty eksportowe. :-)

    Pozdrawiam.
  • #8
    LeDy
    Poziom 43  
    W tamtych czasach robiono bardzo rozbudowane urządzenia i potem, w ramach racjonalizacji, wywalano sporo elementów by inżynierowie , dyrektorzy brali kasę za te śmieszne wnioski racjonalizatorskie. Sprzęty nie mogły być dobre bo bez przerwy kombinowano aby zaoszczędzić i aby "swoi" zarobili.
    To dziw, że to w ogóle działało? :D :D
    Do serwisu szły elementy z odrzutu , których producenci sprzętu nie chcieli bo mieli czym sprawdzić.
    Nie ma się co dziwić, że japońskie było lepsze.
  • #9
    michał_bak
    Poziom 16  
    Większość sprzętu z tamtego czasu to LICENCJE!
    Sprzęt z założenia przeznaczony dla masowego odbiorcy, który przenosił się ze świeżo zelektryfikowanej wsi, do mieszkania w bloku.
    Porównywanie ze sprzętem japońskim ma tyle samo sensu co porównywanie aktualnych polskich konstrukcji z aktualnymi japońskimi.
    Inna sprawa, że gdy w latach 80-tych mieszkałem w Paryżu, to oprócz polskich ogórków konserwowych, wódki Wyborowej i Żubrówki, widywałem wzmacniacze, kolumny i gramofony Unitry.
    Widywałem też Polonezy, które były sprzedawane pod marką "Polski".
    Nie wiem jak jest teraz ale nie sądzę by polska elektronika zalewała zachód.
  • #10
    tabula_rasa
    Poziom 22  
    Brak dewiz, brak możliwości importu surowców i podzespołów. Inżynierowie z najweselszego baraku w obozie socjalistycznym musieli się nakombinować, żeby ulepić w miarę sprawny sprzęt z niczego.
    Wspomniana Tosca 303 ma moc podaną przy zniekształceniach 1%, a obecnie sprzedawany chłam przy mocy znamionowej generuje 10% zniekształceń. To tyle, jeśli porównywać sprzęt w klasie popularnej.
  • #11
    398216 Usunięty
    Poziom 43  
    Tomasz Piaskowski napisał:
    PRL-owski sprzęt vs Japoński. Który lepszy?
    To tak jakbyś chciał porównywać samochody z tego okresu. Japoński zawsze był lepszy bo "zachodni", a krajowy był dobry , bo BYŁ...
    Sprzęt polski z tego okresu skażony był komunizmem (
    tabula_rasa napisał:
    Brak dewiz, brak możliwości importu surowców i podzespołów.
    ) - miał być tani (hehehe) i dla "Kowalskiego". A w Perwexie można było dostać wówczas o wiele droższy (relatywnie) sprzęt ze zdecydowanie wyższej półki - co nie oznacza, że na "zachodzie" nie było sprzętu gorszego.
    Nie da się więc jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo mówimy o dwóch różnych rzeczach.
  • #12
    robokop
    Moderator Samochody
    398216 Usunięty napisał:
    ) - miał być tani (hehehe) i dla "Kowalskiego".

    Oszczędzamy, choćby nie wiem ile miało nas to kosztować! - już nie pamietam, czy to z któregoś filmu Barei, czy z dowcipu. W PRL-u nie tyle oszczędzano na produkcji, co po prostu brakowało materiałów do niej - zresztą nie tylko, bo brakowało wszystkiego, łącznie z dobrą ideą. Kupowaliśmy z reguły już wtedy przestarzałe na zachodzie licencje - bo było tanio i klepaliśmy na nich - chociażby samochody, czy popularną elektronikę. Dochodziło do tego, że wiodący na rynku producent TV wykupował całą dostępną na rynku partię układów scalonych których producent już zakończył produkcję, opracowywał na nich TV, zostawiając część tych układów na potrzeby serwisu i voila - TV się psuł kilka lat po gwarancji i na złom, bo procesor niedostępny (z którymś chyba Elemisem tak było).
  • #13
    vodiczka
    Poziom 43  
    Tomasz Piaskowski napisał:
    mi głównie, czy sprzęty produkowane przez Unitrę były kiedykolwiek w swoich czasach lepsze od Japońskich produktów z tych samych lat, a jeżeli tak to pod jakim względem?
    Lepsze nie były ale były porównywalne a porównywać trzeba te same klasy sprzętu bo inaczej nie ma sensu.
    Ocena zależy też od muzycznego słuchu oceniającego. Przeciętny słuchacz nie słyszał wyższości np. japońskich wzmacniaczy nad fonikowskimi.
    Wadą naszej produkcji był duży rozrzut parametrów poszczególnych egzemplarzy, można było spotkać bardzo dobry, dobry i taki, który przeszedł kontrolę jakości bo kontrolerka przymknęła ucho i oko aby produkcja mogła wykonać miesięczny plan.
    To co rzucało się w oko to wyraźnie gorsza jakość napisów wykonywanych sitodrukiem w Fonice w porównaniu z napisami na płytach czołowych wzmacniaczy produkowanych na eksport - gotowe płyty z napisami przychodziły z Francji.
  • #14
    tabula_rasa
    Poziom 22  
    CEMI coś tam produkowała i pewne technologie docierały do nas mimo nałożonego embarga. Przykro czytać, że konstruktorom nie chciało się, albo że księgowy nie dawał i partia nie pozwalała. Państwa, tkóre wysłały nas do obozu socjalistycznego dbały, żeby ten obóz im nie zagroził, więc najlepiej jeśliby był zapóźniony technologicznie. W konfrontacji strzelb i łuków wiadomo, która broń ma przewagę.
    Pewex był wynalazkiem mającym na celu pozyskanie dewiz od obywateli, którzy pracowali za granicą i nie dziwi, że oferowane tam towary były droższe niż dla pozostałych obywateli.
    Sprzęt miał być tani, ale co to ma do rzeczy jeśli nie było z czego składać tego sprzętu? Jak się udało zdobyć lepsze podzespoły to i sprzęt lepszy powstawał.
    Przemysł Japoński nie miał takich ograniczeń to i sprzęt był lepszy.
    W Unii po 2 wojnie światowej żywność w Europie miała być tania i taka jest do tej pory kosztem jakości.
    Jakoś nie słychać utyskiwania, że teraz żywność to byle co i byle jak i każdy kupuje byle taniej. Teraz obostrzeń nie ma i każdy może wybierać i wybiera tanie. Wtedy nie było wyboru.
    Najlepiej gdyby wypowiedział się ktoś, kto w tamtych czasach konstruował sprzęt elektroniczny - mógłby wyjaśnić dlaczego coś robiono tak, a nie inaczej.
    Podobny wywiad był prowadzony z konstruktorem Bizona. Ten człowiek wyjaśnił dlaczego np. napięcie w instalacji kombajnu było 24V zamiast 12V. Nowe kombajny zanim dotarły do odbiorców były okradane z żarówek, które pasowały do samochodów, a których brakowało na rynku (nie powiedział, w których latach to było). Sam jeszcze pamiętam komunikaty o sznurku do snopowiązałek. Śmieszyły mnie one, bo sznurek był dobrem deficytowym jakby był zrobiony z drogiego materiału. I dużo się nie pomyliłem - włókno do produkcji sznurka było importowane za dolary, których PRL brakowało. Za ruble transferowe nikt nie chciał kupować.
  • #15
    abart64
    Poziom 29  
    Teraz ,no może od kilku lat powstał jakiś dziwny kult peerlowskiej elektroniki. Trochę to zrozumiałe bo raz że sentyment ,dwa że jak się porówna do dzisiejszej chińszczyzny...
    Ale wtedy polski sprzęt w porównaniu do japońskiego to jak Tarpan porównywany z Toyotą LandCruiser..W sumie i jedno i drugie jeżdziło :)
  • #16
    tabula_rasa
    Poziom 22  
    No właśnie. Jak ktoś lubi, to niech używa. Poza tym porównanie sprzętu powinno się odbywać według jego parametrów technicznych a nie wspomnień.
  • #17
    olaf x
    Poziom 31  
    Nie chcę wbijać kija w mrowisko, ale koło 2000 roku w radioelektroniku był artykuł dotyczący konkretnego sprzętu (a nie wszystkich), mianowicie "radmor kontra czterech samurajów". Porównanie ostatniej wieży radmora 55xx ze współczesnymi mu czterema wieżami czterech japońskich producentów. I radmor wypadał parametrami i funkcjami nie gorzej, a nieraz lepiej niż japońskie. Nie powiem czy wybór japońskich nie był tendencyjny, a na pewno tańszy niż wieża radmora. Zdaje się że za komplet 5 klocków dałem wtedy ponad 4000. Kupowane w redakcji radioelektronika jako przedstawicielstwie. Działa bez pudła do tej pory, czyli 19 lat. Jutro w pracy pogrzebię i wrzucę ten artykuł.
  • #18
    LeDy
    Poziom 43  
    abart64 napisał:
    Teraz ,no może od kilku lat powstał jakiś dziwny kult peerlowskiej elektroniki. Trochę to zrozumiałe bo raz że sentyment ,
    I to jedynie -sentyment no i te sprzęty to już zabytki. Wyobrażasz sobie magnetofon MK232(5) kupiony za jedną pensję? To tak jakbyś teraz kupił sprzęt za ok. 4000zł.
  • #19
    pawelr98
    Poziom 37  
    Tyle że radmor to był szczyt tego co mógł wyprodukować PRL.
    W końcu oni robili sprzęt wojskowy i mieli dostęp do sprzętu i podzespołów wyższej klasy.

    A Japończyki mieli swobodny dostęp do wszystkiego i sprzęt klasy popularnej był na poziomie naszego "high-endu".

    A prawda taka że u nas żałowali wszystkiego.
    Dlatego co drugi odbiornik stołowy miał mieszacz samodrgający (głowica UKF ma dwa tranzystory zamiast trzech), tor p.cz był robiony "byle jak" bo tranzystorów na filtry p.cz na obwodach LC też żałowano. Dopiero jak łaskawie pojawiły się filtry ceramiczne to sytuacja się poprawiła.

    Ale brak podzespołów to jedno. Oni nie umieli po prostu tego robić.
    W ZSRR po prostu opracowano lepsze oszczędnościowe konstrukcje które były lepsze od tego co u nas tłuczono. Jak u nas nadal bawili się z mieszaczem samodrgającym to w ZSRR wykombinowali FAPS/ФАПЧ czyli jednotranzystorowe PLL(na wyjściu mamy m.cz a sam układ ma od razu arcz). Można ? Można. Stosowali to bo tranzystory dzięki temu pracowały przy niższej częstotliwości.

    Mieli gorzej od zachodu ale nadrabiali to po prostu wysokim poziomem nauki.
    Choć sam ZSRR miał lepiej od nas bo tam mieli własną produkcję wszystkiego, od elementów pasywnych po mikroprocesory.

    Nawet w sprzęcie profesjonalnym u nas biedowali. Jak tylko można było to ładowali byle co.
    Meratronik E307, tor pomiarowy na importowanych lub selekcjonowanych krzemowych. Ale zasilanie mniej ważne to z miejsca dali skansen czyli TG70 + TG50 (driver) + TG5 (sterujący).
    A to sprzęt z 1974 roku :!: .
  • #20
    Rysiek2
    Poziom 33  
    pawelr98 napisał:
    Mieli gorzej od zachodu ale nadrabiali to po prostu wysokim poziomem nauki.
    Choć sam ZSRR miał lepiej od nas bo tam mieli własną produkcję wszystkiego, od elementów pasywnych po mikroprocesory.

    Nadrabiali wysokim poziomem nauki? Rżnęli ciupasem co się dało z zachodu. Nie przestrzegali żadnych praw autorskich.

    Dodano po 2 [minuty]:

    pawelr98 napisał:
    TG5 (sterujący)


    Nosiłem go dla szpanu w pudełku od zapałek zawinięty w watę. Piękny zielony z długimi odnóżami :)
  • #22
    398216 Usunięty
    Poziom 43  
    pawelr98 napisał:
    Oni nie umieli po prostu tego robić.
    W ZSRR po prostu opracowano lepsze oszczędnościowe konstrukcje które były lepsze od tego co u nas tłuczono.
    Może nie do końca... Słyszałem historyjkę która mówi co innego, a ponieważ słyszałem ją od osoby wiarygodnej - pozwolę sobie ją przytoczyć.
    Otóż rzecz dotyczyła rzutników produkowanych przez PREXER. Mianowicie na jednych z Targów Poznańskich Prexer przedstawił kilka rzutników, które jak na ówczesne czasy (i w naszym "obozie" socjalistycznym) mozna było uznać za najlepsze i najbardziej wszechstronne (można było np. do jednego rzutnika zastosować dwie zmieniarki slajdów i kilka przystawek "efektownych" - coś w rodzaju prehistorycznego - dziś już prehistorycznego - "GOBO". Na tychże targach była też jakaś (nie pamiętam już co za jedna) fuirma z ZSRR - w porównaniu do naszych rzutników ichnie wyglądały (i działały) jak cep przy kombajnie. Kilka tygodni (!) potem do Prexera przyszło pismo ZAKAZUJĄCE produkcji rzutników - z uzasadnieniem :...my zrobimy lepsze a w RWPG nie potrzeba dwóch producentów tak imperialistycznych produktów...". W efekcie dwa miesiące potem Prexer "zwinął" definitywnie produkcję tych nowoczesnych rzutników. Oczywiście żadnych (ani lepszych ani nawet tych wystawianych na targach) rzutników już u nas nie widziano. Smutne, ale - mam w każdym razie powody by tak przypuszczać - prawdziwe. Podobnie było i z innymi produktami. Po prostu w RWPG istniał nakazany odgórnie (wiadomo z jakiej góry pochodził) podział m- "Ty robisz to, ty to a MY resztę. A jak wam będzie potrzeba coś z tego co MY robimy - MY wam sprzedamy w zamian za... (i tu wiadomo gdzie podziewała się np. nasza żywność). To MY było wyrocznią ostateczną i nieodwołalną.
    pawelr98 napisał:
    ZSRR miał lepiej od nas bo tam mieli własną produkcję wszystkiego, od elementów pasywnych po mikroprocesory.
    Jak więc widać powyżej - nie tylko elementy pasywne i półprzewodnikowe.
  • #23
    Rysiek2
    Poziom 33  
    398216 Usunięty napisał:
    Słyszałem historyjkę która mówi co innego

    Mogę to potwierdzić z autopsji. W pewnej fabryce udało się wykorzystując zapał i potencjał konstruktorów zbudować silnik wysokoprężny który na owe czasu po badaniach na renomowanych hamowniach miał lepsze parametry od konkurencji na zachodzie. I co? I niestety tak drążyli tak kombinowali, spotkania w resorcie, handlowcy ze wschodu itp. - że silnik nie mógł wejść do seryjnej produkcji. Potencjał był, materiały były, wszystko było tylko ktoś powiedział - не надо
  • #25
    LeDy
    Poziom 43  
    Z tego co pamiętam to Elizabeth miała STK-15 i chyba jako dekoder stereo TCA4500 i w głowicy polowe 2Sk41E.
    Za te STK-15 nasi robili chyba GML-26.
  • #26
    abart64
    Poziom 29  
    pawelr98 napisał:
    Tyle że radmor to był szczyt tego co mógł wyprodukować PRL.
    W końcu oni robili sprzęt wojskowy i mieli dostęp do sprzętu i podzespołów wyższej klasy.

    A który z zakładów nie robił sprzętu wojskowego? Chyba każdy miał dział produkcji specjalnej. Ale to co dla wojska to było co innego jakościowo niż to co na rynek.
    Generalnie brakowało wszystkiego. Aby produkować sprzęt w miarę nowoczesny nakupowano licencji. Przecież nawet isostaty były licencyjne. Ale trzeba było spłacać eksportem, eksportować żeby zarobić dolary na zakup podzespołów nieprodukowanych w rwpg i tak ciągle czegoś brakowało,ciągle coś było DEFICYTOWE. Całe RWPG w założeniach samowystarczalne było niewydolne i w efekcie kupwaliśmy za dolary a sprzedawaliśmy za ruble transferowe. Tak np. polskie statki wyposażane w elektronikę za dolary a sprzedawane wielkiemu bratu za ruble.
  • #27
    LeDy
    Poziom 43  
    Ruble transferowe za to co płaciliśmy dolarami, nasz nie napasiony" wielki brat",
    do tego dołożyć jeszcze to, że każdy Polak okradał państwo w każdym możliwym miejscu to i tak ten system długo się utrzymał.
  • #28
    Rysiek2
    Poziom 33  
    STK-15 SANYO do dzisiaj mi leżą w magazynie ze 4 szt i z roku na rok wchodzą do inwentaryzacji

    Dodano po 1 [minuty]:

    LeDy napisał:
    każdy polak okradał państwo w każdym możliwym miejscu to i tak ten system długo się utrzymał.

    No to ładnie rozpoznałeś temat. Rozumiem, że piszesz o sobie albo swojej rodzinie.
  • #29
    kris8888
    Poziom 31  
    Ja jednak mimo wszystko podziwiam mnogość produkcji elektronicznej z okresu PRL-u. Bardzo dużą ilość odmian magnetofonów, radioodbiorników, wzmacniaczy, telewizorów jak na warunki jakimi dysponowaliśmy. To nic, że w większości z nich były te same mechanizmy, płyty z podzespołami, podobne rozwiązania, ale jednak na przestrzeni lat PRL-u i tuż po nim trochę tego wszystkiego naprodukowaliśmy.
    Fakt też, że jednak produkowaliśmy masowo półprzewodniki, nawet jeśli połowa z nich to była kopia i szpiegostwo przemysłowe wyrobów z zachodu. Byliśmy na swój sposób i na miarę możliwości prawie samowystarczalni.
    vodiczka napisał:

    Wadą naszej produkcji był duży rozrzut parametrów poszczególnych egzemplarzy, można było spotkać bardzo dobry, dobry i taki, który przeszedł kontrolę jakości bo kontrolerka przymknęła ucho i oko aby produkcja mogła wykonać miesięczny plan.

    I to jest właśnie podstawowy powód wyższości produkcji japońskiej. Ogromna powtarzalność i precyzja produkcji (np. filozofia Six Sigma, co ciekawe wcale nie wymyślona przez Japończyków, ale przez nich stosowana). Oni to mają w swojej mentalności, a nam tego brakowało i brakuje chyba nadal. Niekoniecznie przewagą jest tu myśl techniczna, bo Japończycy wbrew pozorom też "podglądali" innych a my wbrew pozorom też mieliśmy zdolnych inżynierów. Tyle że w Japonii jakość produkcji potrafiono doprowadzić do perfekcji. Chociaż mi na przykład ich radioodbiorniki z lat 60-tych i 70-tych niekoniecznie w środku przypadły do gustu z uwagi na sporą plątaninę kabli. Coś czego w sprzęcie niemieckim na przykład nie było.

    Ciekawostka jest też fakt, że na przykład japońska produkcja motoryzacyjna z lat 60-tych wcale nie stała na tak wysokim poziomie. Wręcz przeciwnie, była bardzo przeciętnej jakości a czasami dużo gorsza niż europejska. Dopiero później, dzięki mozolnej pracy nad jakością, doszli do perfekcji w tej dziedzinie.
  • #30
    398216 Usunięty
    Poziom 43  
    A co z mechaniką stosowaną w magnetofonach serii 8000 i 9000? Polski projekt i wykonanie. Mechanika ta mogła śmiało konkurować z japońską z tego okresu - niestety co innego sam układ elektroniczny (szumiące tranzystory, kiepskie głowice uniwersalne...) Mieliśmy naprawdę dobrych inżynierów/konstruktorów, tylko realia socjalizmu skutecznie hamowały rozwój.
    A co do wspomnianych wyzej 8000 i 9000 - nie raz juz pisałem że miałem okazję kilkadziesiąt (!) sztuk "stroić" - po wymianie szumiących tranzystorów, głowicy uniwersalnej i kompletnemu zestrojeniu elektroniki "po Bożemu" te magnetofony dopiero miały możliwość pokazać swoje zalety. Jakość zapisu, szerokość pasma, dynamika... po tych zabiegach wychodził magnetofon o klasę/dwie lepszy od oryginału. Uzyskanie PŁASKIEJ charakterystyki na taśmie żelazowej w granicach 20 Hz 15kHz było standardem, niektóre, bardziej "dopieszczone" egzemplarze miały nawet lepsze (jeszcze lepsze) pasmo. W porównaniu do charakterystyki podawanej przez Kasprzaka (można sobie poszukać jakie były tolerancje na skrajach i kaka szerokość pasma) - nie było porównania. Aha - trzeba też było wymienić silnik - w pierwszych seriach były japońskie i te służyły ( i służą - w moim 8011 na przykład) do dziś, polskie Silmy - nie dość, że nie miały stabilnych obrotów (kiepskie komutatory), to padały po kilku latach najwyżej.