Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Elektroda.pl
Relpol przekaźniki
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Wypalarka wzorów Lichtenberga

pawlik722 30 Cze 2019 23:25 4662 13
  • Wypalarka wzorów Lichtenberga
    Witam, chciałbym się pochwalić bardzo prostym ale ciekawym urządzeniem z kategorii: co zrobić ze starej mikrofali;)
    Postanowiłem sobie urozmaicić odrobinę mieszkanie nowym stolikiem, padło na stół dębowy ze wzorem błyskawicy, dlatego też zmuszony zostałem zmajstrować sobie do tego narzędzie.

    Jako źródło zasilania zasilania posłużył transformator z mikrofali, najłatwiej dostępny.
    Elektrody zostały umieszczone na długich rękojeściach, nie chciałem mieć blisko ciała kabli, z tego co wiem izolacja jest do 1000V na większe napięcie nie znalazłem w sklepach poza możliwością wykorzystania kabli zapłonowych z samochodu.
    Obudowa to zwykła skrzynka natynkowa.
    Profilaktycznie zastosowałem zabezpieczenie bezpiecznikiem.
    Obudowa została dodatkowo przykręcona do podstawki z grubej sklejki aby zapobiec przypadkowego porażenia. od spodu obudowy wystawały śruby przykręcone do transformatora, wystarczyło by postawić urządzenie na metalowym stole i tragedia gotowa.
    Na filmie początkowo mam przykręcone nie te kable, proszę nie zwracać na nie uwagi, złapałem je tylko aby ułożyć kostkę w dobrym miejscu;)
    Krzesło zostało użyte przypadkiem, nie miałem na warsztacie nic drewnianego, w wypalaniu wzoru przeszkadzał stary lakier który wsiąknął w drewno.

    Aby wzór wypalił się łatwiej należy nasączyć drewno roztworem wody i w moim wypadku sody kaustycznej, ale można użyć innych przewodzących prąd mieszanin, sodę miałem pod ręką po prostu. Na początku filmu widać że łuk układał się w spaloną plamę, a nie piorun. Była to wina zbyt mokrego drewna, należy doświadczalnie poznać jak wilgotne musi być drewno.


    Urządzenie proste ale jednocześnie bardzo niebezpieczne, należy o tym pamiętać na każdym kroku.

    Zamieszczam poglądowy film z budowy, Polańskim nie jestem więc przepraszam z góry za jakość.

    Link


    A tutaj jedno z zastosowań wypalarki, młotek do mojej kuźni"

    Link

    Fajne! Ranking DIY
    Potrafisz napisać podobny artykuł? Wyślij do mnie a otrzymasz kartę SD 64GB.
    O autorze
    Specjalizuje się w: utrzymanie ruchu
    pawlik722 napisał 476 postów o ocenie 119, pomógł 33 razy. Jest z nami od 2013 roku.
  • Relpol przekaźniki
  • #2
    szymon122
    Poziom 38  
    Pokaż zdjęcia urządzenia od środka ;)
    Masz możliwość zmierzyć jaki prąd pobiera transformator w momencie wypalania?
  • #3
    ADI-mistrzu
    Poziom 30  
    Trzonek młotka wygląda fajnie, możesz pokazać zdjęcia ?
  • Relpol przekaźniki
  • #4
    pawlik722
    Poziom 21  
    Mam wszystko na warsztacie. Jak będę miał chwilę wieczorem to podjade i zrobię zdjęcia 😊 urządzenie od środka widać na filmie ale jeśli trzeba to nie widzę przeszkód. Prąd też dziś zmierze, mam taką możliwość.
  • #5
    Euzebiusz23091998
    Poziom 15  
    Efekt bardzo fajny, ale czy np. taki młotek nie stracił przez to na wytrzymałości? Wiem, że zazwyczaj nie przyozdabia się tak narzędzi, a na filmie to bardziej na pokaz, ale zastanawiam się jak bardzo to wpłynęło na wytrzymałość (np. zrobienie sobie takiej poręczy albo krzesełka :) )
  • #6
    zgierzman
    Poziom 20  
    Ciekawi mnie jak pozbywasz się resztek elektrolitu który wsiąknął w powierzchnię drewna? Zobojętniasz, zeszlifowujesz do zera przy wykańczaniu?
    Wodorotlenek sodu to bardzo agresywna substancja, i niestety nie odparowuje razem z wodą. W dłuższej perspektywie spowoduje zmiany w kolorze/strukturze drewna. A z wilgocią znów stworzy żrący roztwór. Kto chciałby, ubrany w szorty, usiąść na takim stołku w upalny dzień?
  • #7
    pawlik722
    Poziom 21  
    Co do wytrzymałości to problemu nie ma. Łuk wypala tylko warstwę drewna na powierzchni.
    Co do zobojetniania roztworu, normalnie się nie stosuje tego środka, jest masą innych bezprpblemowych sposobów. Ja wybrałem taki tylko na potrzeby filmu bo miałem taki na warsztacie. Dla cierpliwych, można uzyć samej wody ale elektrody podczas palenia muszą być o wiele bliżej siebie.
    Z tego co się orientowalem nikttych środków nie zobojetnia. Większość takich efektów ląduje pod warstwą żywicy dla spotegowania efektu więc problem sam się rozwiązuje.
  • #8
    cooltygrysek
    Warunkowo odblokowany
    zgierzman napisał:
    Wodorotlenek sodu to bardzo agresywna substancja, i niestety nie odparowuje razem z wodą.


    Tak się stężonym roztworem czyści stare meble przed renowacją i jakoś problemu nie ma z przebarwieniami o ile dobrze się przepłucze wodą.

    Ten sztyl do młotka wygląda bajerancko w sam raz dla elektryka he he :-)
  • #10
    cooltygrysek
    Warunkowo odblokowany
    pawlik722 napisał:
    Zbyt duże stężenie powoduje zabarwienie drewna na czerwono.


    Nie każdy rodzaj drzewa przebarwia, inne rozjaśnia jeśli od światła ściemniało :-)
  • #12
    carrot
    Moderator Samochody
    Ja bym zamontował w tym urządzeniu dodatkowy wyłącznik, "cyngiel" w rączce jednej z elektrod. Dowolny transformator niskonapięciowy małej mocy i przekaźnik o napięciu cewki takim jak Uwy transformatorka. W rączce przycisk monostabilny NO włączający poprzez przekaźnik mot. Ta konstrukcja jest niebezpieczna i używanie wyłącznika na obudowie trzymając w rękach elektrody to proszenie się o kłopoty
  • #13
    pawlik722
    Poziom 21  
    W założeniach miałem zamiar tak to rozwiązać, ale pod koniec wyszło jak widać, z tego też powodu zastosowałem tak długie rączki elektrod, przed uruchomieniem zawsze najpierw rozplątuje kabel i odsuwam go jak najdalej od dłoni. Poza tym na warsztacie posiadam gniazdko uruchamiane z pedała pod nogą, więc można uznać to za dodatkowe zabezpieczenie, i staram się użytkować to ustrojstwo właśnie po nim, w sumie to chyba wrzucę film na kanał z budowy i działania tego przedłużacza z wyłącznikiem w nodze.
  • #14
    sundayman
    Poziom 24  
    A propos bezpieczeństwa nie mogłem sobie darować (zanim admin nie usunie ;)

    - Drogi przyjacielu, ta sprawa jest dziecinnie prosta i byłem przekonany, że sam bez trudu odgadniesz co się stało. - Holmes sięgnął do kieszonki surduta, wyciągnął zegarek i spojrzał na cyferblat.
    - Ponieważ jak zapewne pamiętasz, za pół godziny jesteśmy umówieni na herbatkę u madame Taussaud, postaram się w kilku słowach wyjaśnić ci ten przypadek.

    - Uważam spotkania z tą starą wariatką za czystą stratę czasu. - burknąłem zirytowany złośliwą uwagą. Doprawdy, mógłby sobie darować złośliwości.

    - Cóż, jest to z pewnością osoba ekscentryczna. Przypominam ci jednak, że wielu z jej znajomych z jej polecenia zgłosiło się do nas, dzięki czemu żyjemy dość wygodnie nie martwiąc się o środki finansowe – Holmes zatrzasnął pokrywkę zegarka – a wracając do sprawy – jedyne, co w pewien sposób tłumaczy , że jeszcze sam nie domyśliłeś się rozwiązania zagadki jest twoja słaba znajomość techniki elektrycznej.

    - Nie można znać się na wszystkim. Ja studiowałem medycynę a nie szalone wynalazki jak nie przymierzając ten... jak im tam, Tesla albo Edison.

    - Zapewne. Ale właśnie dzięki temu, że swego czasu pan Nikola wyjaśnił mi, pobieżnie oczywiście, podstawy elektryczności, sprawa zagadkowej śmierci barona Pavlika i jego syna okazała się dla mnie niezbyt trudna... Holmes skierował się do szafy, z której wyjął swój „bardziej odświętny” surdut i przyjrzał mu się krytycznie.
    - Pora chyba wybrać się do krawca... Moje odzienie zaczyna powoli przypominać bardziej łachmany kloszarda niż wykształconego gentelmana. Mówiąc to Holmes zapewne zastanawiał się w duchu, czy pojawienie się u pani Taussaud w lekko wyliniałym surducie może jeszcze uchodzić za nieszkodliwe dziwactwo czy też będzie to po prostu widziane jako objaw zwykłego niechlujstwa.

    - Zatem, co się wydarzyło ? Znaleziono ich zwłoki, w zgliszczach laboratorium barona. Dookoła ciał leżących na drewnianej podłodze pozostały dziwne wzory – prawdopodobnie wypalone albo wykonane tam w jakiś inny sposób. Inspektor Lestrade sugerował, że być może wzory te powstały podczas pożaru, ale nigdy się z czymś takim wcześniej nie spotkano – przypomniałem, zaciekawiony w istocie.

    - Ten interesujący szczegół również za chwilę ci wyjaśnię. Muszę jednak zacząć od tego, że baron od pewnego czasu pracował nad urządzeniem opartym na wynalazku mojego przyjaciela Nikoli. Chodzi o pewnego rodzaju aparat – mniejsza o techniczne szczegóły, które baron tłumaczył mi dwa razy. Muszę jednak ci się przyznać, że nawet gdyby tłumaczył mi to jeszcze kolejne dwa razy – też zapewne bym tego nie zrozumiał. Aparat ten wytwarzać miał prąd elektryczny o ogromnej mocy.

    - Nie rozumiem, po co to igranie z życiem ? Podczas pokazów Tesli, które razem widzieliśmy byłem przekonany, że za chwilę zostanie porażony którąś z tych jego błyskawic i taki będzie koniec jego szalonych doświadczeń. Każdy normalny człowiek raczej unika piorunów dla własnego dobra.

    - Ha. Przyznaję, że i mnie baron wydał się nie do końca przy zdrowych zmysłach. Wyobraź sobie, miał on ideę zbudowania aparatu do gotowania strawy z pomocą elektryczności. Wyobrażasz to sobie Watsonie ? Gospodyni grzejąca zupę za pomocą elektrycznych piorunów zamkniętych w jakimś aparacie z blach i drutów ? Zapewne tego wynalazku już się nie doczekamy, skoro baron nie żyje.

    - I bardzo dobrze. Gdyby niektórych szalonych wynalazków nie stworzono, świat były lepszy.


    - W każdym razie elektrycznych garnków ludzkość nie pozna. Wracając do sprawy – tego dnia baron przeprowadzał właśnie próby swojego aparatu do wytwarzania wyładowań elektrycznych. Oczywiście był świadom grożącego mu niebezpieczeństwa dlatego też wykonał specjalne, długie uchwyty do których przymocowane były przewody elektryczne. Tak, aby mógł wykonywać eksperymenty będąc jednocześnie w bezpiecznej odległości.
    I zapewne nic złego by się nie wydarzyło, gdyby – jak to zwykle w takich przypadkach bywa – drobne niedopatrzenie.

    - Zapewne źle obliczył długość tych... uchwytów ?

    - Ależ nie. To akurat obliczył ze słusznym zapasem jak sądzę. Niestety, wchodząc do swojego laboratorium nie zamknął za sobą drzwi. Kiedy baron był zajęty swoimi elektrycznymi doświadczeniami, przez te drzwi niepostrzeżenie do pomieszczenia wśliznął się jego 7 letni synek. I co gorsza, miał w ręku zabawkę – gumową gruszkę do spryskiwania wodę.
    Ot – chciał zrobić ojcu żart i popryskać go znienacka wodą...

    - Dzisiejsze wychowanie młodzieży pozostawia wiele do życzenia. Za moich czasów dzieci nie przeszkadzały rodzicom w pracy. Nie wyobrażam sobie, żebym bez pozwolenia mógł wejść do gabinetu mojego ojca.

    - Czasy się zmieniają. Młodzież dzisiejsza jest rozwydrzona, nosi długie włosy i niestosowne ubrania. Wyobraź sobie drogi przyjacielu widziałem onegdaj młodzieńca, którego wziąłem początkowo za kobietę. Ludzkość chyli się ku upadkowi...
    Holmes przywdział swój surdut i strzepywał teraz z niego pyłki.

    - Nieszczęśliwym trafem, kiedy brzdąc skradał się za plecami ojca, ten akurat operował swoimi elektrycznymi przyrządami. Musisz wiedzieć, drogi Watsonie – że w takich doświadczeniach ogromnie ważne jest to, aby nie wykonywać ich w miejscach wilgotnych ponieważ – wyobraź sobie – wilgoć jest doskonałym przewodnikiem dla elektryczności.

    - W istocie – burze zazwyczaj idą w parze z deszczem. – powiedziałem.

    - Kiedy więc chłopak spryskał nieoczekiwanie wodną mgiełką ojca ten natychmiast został rażony elektrycznością ze swojego aparatu. To samo oczywiście spotkało też dziecko.
    Co gorsza, elektryczne wyładowania z upuszczonych przez ofiarę przewodów spowodowało pożar, który spustoszył laboratorium.

    - A te dziwne wzory na podłodze ? Dopytałem.

    - Wyobraź sobie, że widziałem niedawno w książce, wydanej przez pewnego matematyka z Getyngi rysunki takich właśnie wzorów. Powstają one kiedy prąd elektryczny przepływa po materiale podczas elektrycznych wyładowań. Kiedy baron upadając wypuścił z ręki elektryczne przewody spowodowały one właśnie taki zdumiewające wzory na podłodze...
    Watsonie ! Chodźmy – nie wypada spóźniać się na proszoną herbatkę. Holmes zdjął z wieszaka parasol i skierował go we mnie jak szpadę.