A propos bezpieczeństwa nie mogłem sobie darować (zanim admin nie usunie
- Drogi przyjacielu, ta sprawa jest dziecinnie prosta i byłem przekonany, że sam bez trudu odgadniesz co się stało. - Holmes sięgnął do kieszonki surduta, wyciągnął zegarek i spojrzał na cyferblat.
- Ponieważ jak zapewne pamiętasz, za pół godziny jesteśmy umówieni na herbatkę u madame Taussaud, postaram się w kilku słowach wyjaśnić ci ten przypadek.
- Uważam spotkania z tą starą wariatką za czystą stratę czasu. - burknąłem zirytowany złośliwą uwagą. Doprawdy, mógłby sobie darować złośliwości.
- Cóż, jest to z pewnością osoba ekscentryczna. Przypominam ci jednak, że wielu z jej znajomych z jej polecenia zgłosiło się do nas, dzięki czemu żyjemy dość wygodnie nie martwiąc się o środki finansowe – Holmes zatrzasnął pokrywkę zegarka – a wracając do sprawy – jedyne, co w pewien sposób tłumaczy , że jeszcze sam nie domyśliłeś się rozwiązania zagadki jest twoja słaba znajomość techniki elektrycznej.
- Nie można znać się na wszystkim. Ja studiowałem medycynę a nie szalone wynalazki jak nie przymierzając ten... jak im tam, Tesla albo Edison.
- Zapewne. Ale właśnie dzięki temu, że swego czasu pan Nikola wyjaśnił mi, pobieżnie oczywiście, podstawy elektryczności, sprawa zagadkowej śmierci barona Pavlika i jego syna okazała się dla mnie niezbyt trudna... Holmes skierował się do szafy, z której wyjął swój „bardziej odświętny” surdut i przyjrzał mu się krytycznie.
- Pora chyba wybrać się do krawca... Moje odzienie zaczyna powoli przypominać bardziej łachmany kloszarda niż wykształconego gentelmana. Mówiąc to Holmes zapewne zastanawiał się w duchu, czy pojawienie się u pani Taussaud w lekko wyliniałym surducie może jeszcze uchodzić za nieszkodliwe dziwactwo czy też będzie to po prostu widziane jako objaw zwykłego niechlujstwa.
- Zatem, co się wydarzyło ? Znaleziono ich zwłoki, w zgliszczach laboratorium barona. Dookoła ciał leżących na drewnianej podłodze pozostały dziwne wzory – prawdopodobnie wypalone albo wykonane tam w jakiś inny sposób. Inspektor Lestrade sugerował, że być może wzory te powstały podczas pożaru, ale nigdy się z czymś takim wcześniej nie spotkano – przypomniałem, zaciekawiony w istocie.
- Ten interesujący szczegół również za chwilę ci wyjaśnię. Muszę jednak zacząć od tego, że baron od pewnego czasu pracował nad urządzeniem opartym na wynalazku mojego przyjaciela Nikoli. Chodzi o pewnego rodzaju aparat – mniejsza o techniczne szczegóły, które baron tłumaczył mi dwa razy. Muszę jednak ci się przyznać, że nawet gdyby tłumaczył mi to jeszcze kolejne dwa razy – też zapewne bym tego nie zrozumiał. Aparat ten wytwarzać miał prąd elektryczny o ogromnej mocy.
- Nie rozumiem, po co to igranie z życiem ? Podczas pokazów Tesli, które razem widzieliśmy byłem przekonany, że za chwilę zostanie porażony którąś z tych jego błyskawic i taki będzie koniec jego szalonych doświadczeń. Każdy normalny człowiek raczej unika piorunów dla własnego dobra.
- Ha. Przyznaję, że i mnie baron wydał się nie do końca przy zdrowych zmysłach. Wyobraź sobie, miał on ideę zbudowania aparatu do gotowania strawy z pomocą elektryczności. Wyobrażasz to sobie Watsonie ? Gospodyni grzejąca zupę za pomocą elektrycznych piorunów zamkniętych w jakimś aparacie z blach i drutów ? Zapewne tego wynalazku już się nie doczekamy, skoro baron nie żyje.
- I bardzo dobrze. Gdyby niektórych szalonych wynalazków nie stworzono, świat były lepszy.
- W każdym razie elektrycznych garnków ludzkość nie pozna. Wracając do sprawy – tego dnia baron przeprowadzał właśnie próby swojego aparatu do wytwarzania wyładowań elektrycznych. Oczywiście był świadom grożącego mu niebezpieczeństwa dlatego też wykonał specjalne, długie uchwyty do których przymocowane były przewody elektryczne. Tak, aby mógł wykonywać eksperymenty będąc jednocześnie w bezpiecznej odległości.
I zapewne nic złego by się nie wydarzyło, gdyby – jak to zwykle w takich przypadkach bywa – drobne niedopatrzenie.
- Zapewne źle obliczył długość tych... uchwytów ?
- Ależ nie. To akurat obliczył ze słusznym zapasem jak sądzę. Niestety, wchodząc do swojego laboratorium nie zamknął za sobą drzwi. Kiedy baron był zajęty swoimi elektrycznymi doświadczeniami, przez te drzwi niepostrzeżenie do pomieszczenia wśliznął się jego 7 letni synek. I co gorsza, miał w ręku zabawkę – gumową gruszkę do spryskiwania wodę.
Ot – chciał zrobić ojcu żart i popryskać go znienacka wodą...
- Dzisiejsze wychowanie młodzieży pozostawia wiele do życzenia. Za moich czasów dzieci nie przeszkadzały rodzicom w pracy. Nie wyobrażam sobie, żebym bez pozwolenia mógł wejść do gabinetu mojego ojca.
- Czasy się zmieniają. Młodzież dzisiejsza jest rozwydrzona, nosi długie włosy i niestosowne ubrania. Wyobraź sobie drogi przyjacielu widziałem onegdaj młodzieńca, którego wziąłem początkowo za kobietę. Ludzkość chyli się ku upadkowi...
Holmes przywdział swój surdut i strzepywał teraz z niego pyłki.
- Nieszczęśliwym trafem, kiedy brzdąc skradał się za plecami ojca, ten akurat operował swoimi elektrycznymi przyrządami. Musisz wiedzieć, drogi Watsonie – że w takich doświadczeniach ogromnie ważne jest to, aby nie wykonywać ich w miejscach wilgotnych ponieważ – wyobraź sobie – wilgoć jest doskonałym przewodnikiem dla elektryczności.
- W istocie – burze zazwyczaj idą w parze z deszczem. – powiedziałem.
- Kiedy więc chłopak spryskał nieoczekiwanie wodną mgiełką ojca ten natychmiast został rażony elektrycznością ze swojego aparatu. To samo oczywiście spotkało też dziecko.
Co gorsza, elektryczne wyładowania z upuszczonych przez ofiarę przewodów spowodowało pożar, który spustoszył laboratorium.
- A te dziwne wzory na podłodze ? Dopytałem.
- Wyobraź sobie, że widziałem niedawno w książce, wydanej przez pewnego matematyka z Getyngi rysunki takich właśnie wzorów. Powstają one kiedy prąd elektryczny przepływa po materiale podczas elektrycznych wyładowań. Kiedy baron upadając wypuścił z ręki elektryczne przewody spowodowały one właśnie taki zdumiewające wzory na podłodze...
Watsonie ! Chodźmy – nie wypada spóźniać się na proszoną herbatkę. Holmes zdjął z wieszaka parasol i skierował go we mnie jak szpadę.