Lukas2k napisał: może ktoś będzie tak dobry i mnie uświadomi bo z tłumaczeń instruktora niewiele rozumiem...
Nie masz się czym przejmować. Takich rzeczy nie zrobisz od razu, bo to kwestia wyćwiczenia pewnej precyzji mięśni, synchronizacji nóg, itp. To jak gra na pianinie - przy pierwszej lekcji nie zagrasz idealnie, i będziesz się zastanawiał nad każdym ruchem ręki... - po tygodniach będziesz już raczej skupiał się na kompozycji, a ręce same wędrują, gdzie trzeba.
Jeśli jednak chcesz wiedzieć, jak to wygląda od strony mechanicznej, to:
- gdy startujesz, popuszczając sprzęgło obciążasz silnik coraz bardziej... - ale gdy samochód zaczyna się toczyć, silnik ma nieco mniej roboty. Sztuka ruszania polega na tym, by tak operować zadajnikiem mocy silnika (gazem) i obciążeniem (popuszczaniem sprzęgła), by silnik nie schodził poniżej pewnych obrotów (silnik spalinowy źle znosi obciążenia na niskich obrotach, bo z zasady pracy obrót wału powstaje w momencie wybuchu mieszanki w cylindrze; potem ten obrót jest tylko podtrzymywany bezwładnością wału korbowego - na niskich obrotach wybuch daje skok mocy, a reszta cyklu idzie "z zamachu" - stąd na znacznym obciążeniu silnika przy zbyt niskich obrotach dzieje się "kangur" [szarpnięcia to kolejne zapłony mieszanki w cylindrze]).
Zmiana biegu w górę - najlepiej dla mechaniki jest zmieniać bieg wtedy, gdy skrzynia ma najmniejsze obciążenie. Gdy przyśpieszasz, obciążenie skrzyni jest znaczne. Ale gdy hamujesz silnikiem (czyli puszczasz gaz), to skrzynia też nie ma odpoczynku - wtedy to koła napędzają silnik (który wcale łatwo się nie obraca), a więc tryby znowu przenoszą siły. Oczywiście, nikt nie zmienia biegów bez wciśnięcia sprzęgła, które rozłącza silnik od skrzyni biegów - jednak, sprzęgło w teorii też dobrze jest rozłączać wtedy, gdy mechanika jest najmniej obciążona (czyli ani silnik nie napędza kół, ani koła nie napędzają silnika - gdy jest równowaga sił). W praktyce jednak, to bez większego znaczenia, bo odłączanie silnika od skrzyni biegów trwa tyle, ile trwa wciśnięcie pedału do podłogi; w tym czasie raczej nie nadwyrężysz sprzęgła.
Skrzynie biegów mają synchronizatory - gdy rozłączasz silnik od skrzyni, tryby w skrzyni nadal pracują (napędzane kołami). Synchronizatory mają za zadanie dopasować prędkość trybów, które chcesz zazębić (od wyższego biegu) do prędkości trybów, które wirują (napędzane kołami). Im szybciej po wciśnięciu sprzęgła włączysz nowy bieg (ale nie na siłę!), tym mniej roboty ma synchronizator (bo tarcza sprzęgła jeszcze wiruje siłą bezwładności (tu mogę się mylić).
Z redukcją biegów jest też podobnie - też silnik musi być odsprzęglony od skrzyni i też w momencie zmiany biegu tryby muszą w skrzyni muszą się zsynchronizować. Gdy włączasz niższy bieg, zazwyczaj silnik ma już obroty niższe, niż przed wciśnięciem sprzęgła - a dodatkowo, włączając bieg niższy, przyśpieszasz prędkość tarczy sprzęgła od strony skrzyni biegów. Jeśli w tej sytuacji puścisz sprzęgło, to tarcza ma na przykład 2000 obrotów, a silnik ma 1000 obrotów - w tym momencie sprzęgło musi przenieść spore obciążenie, by zrównać obroty silnika z obrotami tarczy sprzęgła (napędzanej przez skrzynię biegów). Jeśli w takim momencie dodałbyś gazu tyle, by silnik przy zasprzęglaniu też miał 2000 obrotów na minutę, wtedy sprzęgło ma mniej roboty (bo i silnik, i tarcza sprzęgła ma podobne obroty).
W praktyce raz - początkujący nie ma nawet po co próbować tego robić (w sterowaniu pedałem gazu chodzi o pewne jego wciśnięcie ["kopnięcie"] do konkretnego, wyuczonego stopnia - a nie powolne wciskanie i patrzenie, czy wskazówka już doszła do 2000 rpm (a samochód w tym czasie zdążył zwolnić do 5km/h...), a dwa - redukuje się bieg często po to, by móc hamować silnikiem (więc po co dawać mu jeszcze gazu, by zaraz używać silnika jako hamulec...)
Jedna jeszcze rzecz - sprzęgło nie lubi, gdy się je trzyma wciśnięte bez potrzeby - gdy stoisz na światłach i trzymasz wciśnięte sprzęgło, łożysko oporowe sprzęgła cały czas naciska na tzw. słoneczko, by trzymać tarczę odsprzęgloną. To łożysko jest do tego przystosowane, ale wiadomo, że się zużywa szybciej (oczywiście nie w minutę, czy dwie - chodzi o lata), niż gdy nie musi nic robić (czyli sprzęgło jest puszczone) - dlatego, na światłach warto wrzucić luz i puścić sprzęgło (wtedy w skrzyni wirują zębatki, ale nie są one zazębione z innymi zębatkami - a więc skrzynia nic nie robi.
Niefajnie jest, gdy podczas jazdy nie puszczasz do końca sprzęgła - wtedy jest tak, jak wyżej (łożysko oporowe przenosi część nacisku na słoneczko), ale obroty silnika są wyższe. Gdy już masz silnik zasprzęglony ze skrzynią biegów, nie ma powodów, by nawet delikatnie naciskać pedał sprzęgła. Tyle teorii, bo na początku nie jest łatwo odłożyć nogę w inne miejsce (no plus jeszcze dochodzi problem odruchowego szukania sprzęgła, gdy trzeba hamować - co czasem wydłuża reakcję na dynamiczną sytuację na drodze). Ale tyle teorii - bo wiadomo, że w mieście to i tak prawie cały czas nogę trzyma się na pedale sprzęgła (najlepiej tak, by nie naciskać - ale wtedy z kolei w nodze muszą dodatkowo pracować mięśnie, co powoduje zmęczenie...).
Warto też, byś wiedział, jak działa sprzęgło - najlepiej widać to na symulacji: