Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Stereotypy o inżynierach

TechEkspert 17 Oct 2019 21:29 4536 35
Altium Designer Computer Controls
  • Stereotypy o inżynierach
    Stereotypy to codzienność, łatwo wypowiadać się o grupach zawodowych nie będąc jednocześnie ich członkiem. Ile prawdy jest w stereotypach i żartach o inżynierach?

    Przykładowo przeciętne wyobrażenie o informatyku to koszula w kratkę, introwertyk o niezrozumiałych wypowiedziach, okulary ze szkłami jak denka od słoików, nic nie robi w pracy i otrzymuje wysokie wynagrodzenie. Prawdopodobnie to ostanie skłania ludzi do wmawiania sobie, że pracownik IT musi za karę takie cechy posiadać :)

    Bardziej poważne analizy odnoszą się do kompetencji twardych (np. certyfikowana wiedza techniczna) i miękkich (np. kreatywność, współpraca w zespole). Wiele utartych schematów zakłada, że inżynier to zwykle umysł ścisły - introwertyk, w przeciwieństwie np. do ekstrawertycznego sprzedawcy. To prawda, że inżynier musi potrafić skupić się na swojej części pracy, bez rozpraszania się wykonać w swoim umyśle analizę. Jednak projekty nie robi się jednoosobowo, potrzebna jest umiejętność zespołowego działania, komunikacji, uzgodnienia działania, połączenia w całość elementów projektu. Czyli trzeba być "normalnym człowiekiem" który potrafi przełączyć się w tryb inżyniera.

    W dużych korporacjach spotkałem się z określeniem "musimy dodać do projektu kogoś z odpowiednim poziomem autyzmu". Nie mamy tu absolutnie do czynienia z żartowaniem z czyichś zaburzeń. Jest to potoczny sposób na określenie kogoś, kto posiada zdolność całkowitego skupienia się nad problemem i "umieszczenia symulacji problemu" w swoim umyśle. Wiele osób nie wytrzyma obciążenia związanego z opanowaniem wielu równoległych czynności, lub eksploracją obszernego projektu z wieloma zależnościami. Właśnie dlatego w zespole potrzebna jest taka osoba, oraz spora grupa osób o zupełnie innych cechach.

    Kobiety w zawodzie inżyniera, temat jak dla mnie trochę zbędny, ale widziałem już wiele w tym drażliwym obszarze. Miałem okazję bardzo pozytywnie współpracować z wieloma inżynierami płci pięknej, ale widziałem też kpiny z kompetencji, a także kompleksy i silne reakcje związane z zaproponowaniem zmiany lub wskazaniem błędu.

    Jednoosobowe projekty, to czasami się zdarza. Autor takiego projektu/systemu często dość silnie identyfikuje się ze swoim dziełem. Czasami problemem jest rozszerzenie zespołu, lub zgłoszeniem błędu, które odbierane jest jak atak osobisty...

    Kilka razy trafiłem na osoby wybitne w swoim fachu. Muszę przyznać, że w większości były to osoby dość charakterystyczne. Czy jest tak, że osoby dokonujące przełomy/odkrycia posiadają te zdolności kosztem innych cech? Standardowy przykład: Nikola Tesla autor wielu wynalazków i patentów, jednak krąży wiele historii o mocno ekscentrycznych zachowaniach wynalazcy.

    Co myślicie o stereotypach dotyczących inżynierów, jakie znacie inne przykłady stereotypów o inżynierach, czy czasem zdarza się Wam działać zgodnie z zawodowymi stereotypami?

    Cool? Ranking DIY
    About Author
    TechEkspert
    Editor
    Offline 
    W moich materiałach znajdziecie testy i prezentacje sprzętu elektronicznego, modułów, sprzętu pomiarowego, eksperymenty. Interesuje mnie elektronika cyfrowa, cyfrowe przetwarzanie sygnałów, transmisje cyfrowe przewodowe i bezprzewodowe, kryptografia, IT a szczególnie LAN/WAN i systemy przechowywania i przetwarzania danych.
    Has specialization in: elektronika, mikrokontrolery, rozwiązania it
    TechEkspert wrote 4276 posts with rating 3540, helped 12 times. Been with us since 2014 year.
  • Altium Designer Computer Controls
  • #2
    pawlik118
    Level 30  
    Podobno 1% z nas ma zespół cech autystycznych określanych mianem zespołu aspergera. To często osoby wybitnie uzdolnione w swoim fachu mające problemy z komunikacją z resztą społeczeństwa. Cechą ASów jest też trudność w akceptacji zmian, wyjścia poza swój pomysł czy wizję czegoś. Wiele z takich osób to programiści, gdyż jest to zawód który mogą sprawnie wykonywać. Przykładem jest choćby Einstein i wielu innych najwybitniejszych "zdolnych dziwaków". AS jest diagnozowany mniej więcej od 2000r, zatem zapewne ten tekst przeczyta wielu niezdiagnozowanych :)
  • #3
    CMS
    Administrator of HydePark
    Zacznę od starego dowcipu: "kobieta informatyk jest jak świnka morska, ani świnka ani morska".
    Podkreślam, że to tylko dowcip, bo znam kilka naprawdę ładnych kobiet, które kompa ogarniają lepiej niż nie jeden specjalista z naszego forum.

    Jeśli chodzi o stereotypy związane z konkretnymi zawodami, to przedstawiam kilka moich typów. Ale nie koniecznie przedstawiających mój punkt widzenia.
    - Mechanik samochodowy (prawdziwy, a nie Pan Kazio), kasuje pięćset czy tysiąc za walnięcie młotkiem.
    - Hydraulik, duży brzuch i ZAWSZE widoczny początek rowa, gdy grzebie pod zlewem. Nie wiem czemu tak, może liczą na to, że się komuś piątak "wypsknie" i tam wpadnie. Nie wiem jak wy, al ja bym się jakoś nie upominał oz wrot :D Hehehe.
    - Spawacz, obowiązkowo musi mieć wąsy, nie wiem czemu, może chronią nozdrza, przed lotnymi produktami spawania.
    - Elektryk. I tutaj zauważyłem aż trzy typy:
    a. Pan Kazio z "próbówką" - Panie, tutaj się izolacja owinie, tutaj przedłużymy starym "sznurem" od żelazka i będzie świeciło.
    b. Elektryk normalny (tzw. "kumaty") - Przyjdzie pomierzy korzystając ze stosownych urządzeń po czym wyda wyrok. Wymieniamy to i to, a tutaj trzeba trochę rozkuć.
    c. Szalony elektryk perfekcjonista - Panie, skoro nie działa żyrandol w jednym pokoju, to trzeba wymienić całą instalację w mieszkaniu :).
    - Budowlaniec, pijak co kradnie cegły i worki z cementem.
    - Elektronik, pozjadał wszystkie rozumy, a przecież wiadomo, że to na pewno wina bezpiecznika, a on się mądrzy, że bezpiecznik to pada ostatni żeby zabezpieczyć przed pożarem.
    - TaXówkarze, z pewnością pojedzie okrężną drogą.


    Aaa, zapomniałbym o najważniejszym "zawodowym stereotypie".
    KOMINIARZE PRZYNOSZĄ SZCZĘŚCIE :)

    i tu jest najwięcej prawdy, bo o ile w każdym z powyższych zawodów możemy napotkać zarówno prawdziwego fachowca, kogoś kto sobie radzi ale fachowcem nie jest, ale też totalnego świra.
    Za to kominiarz niezależnie od swojego temperamentu, przyjdzie i zbada, ewentualnie udrożni wasz system wentylacji, abyście się nie zatruli czadem. I tutaj akurat im większym będzie (przepraszam za wulgaryzm, ale czasem trzeba) "pojebem" w swojej branży, tym większe bezpieczeństwo nam zapewni.
  • #4
    TechEkspert
    Editor
    @pawlik118 1% to sporo, ciekawe dlaczego natura tak robi, być może to jest grupa, która ma wymyślać koło :)
    Zastanawiam się czy w świecie zwierząt też istnieje taki podział osobowości, albo nawet coś w rodzaju zespołu aspergera?

    @CMS panie inżynierki czasami same zbędnie podkręcają temat robiąc wydarzenia typu kosmiczny spacer kobiet https://www.rmf24.pl/fakty/news-kosmiczny-spa...acz-historyczny-wyczyn-amerykansk,nId,3285097 podkreślają coś co nie do końca ma znaczenie (czyli płeć osób w zespole naprawczym), a ja już słyszałem dzisiaj złośliwe żarty, że jedna się spóźni, a druga nie będzie miała co na siebie włożyć :D

    Dość popularne stereotypy poruszyłeś, może będziemy mieli szczęście i odpowiedzą osoby pracujące we wspomnianych zawodach.
    Po wielu latach w zawodzie mają już pewnie spory dystans do siebie i tych stereotypów, a może nawet ich rozbawią informacje które umieściłeś.
  • #5
    _lazor_
    Moderator of Designing
    Nie po to studiowałem na politechnice aby pracować z ludźmi!

    A tak na poważnie to kontakt z ludźmi w dużych projektach to podstawa. Przekrój ludzi jest tak ogromny, że ciężko powiedzieć czy jakiś stereotyp pasuje. A stereotyp z kobietami jest tylko prawdziwy w tym, że jest ich tak mało. U mnie na ponad 100 ludzi może jest 5 pań inżynierów.

    Coś z trybem "inżyniera" jest na rzeczy. Wejście w tryb srogiej analizy problemu jest czymś co często spotykam u ludzi i u siebie, najczęściej z głośną muzyką na słuchawkach jako separator od otoczenia. Co nie którzy idą o krok dalej i kupują zestawy z aktywnym wyciszaniem, bajer nie ziemski :D

    No i żółta kaczuszka, gdy czasem trzeba porozmawiać z kimś na poziomie :D
  • Altium Designer Computer Controls
  • #6
    krisRaba
    Level 31  
    Kiedyś znałem gościa, który miał wyłączone funkcje społeczne, żył w jakiejś swojej przestrzeni wewnątrz głowy ;) natomiast czasami rozkminiał takie rzeczy, że inni tylko robili gały ;)
    Pogadać za bardzo nie pogadasz, dość dziwne uczucie przebywania w obecności kogoś takiego, ale wiele problemów rozgryzł i algorytmów natworzył ;)

    Znam też kilku programistów, którzy świetnie pasują do takich stereotypów ;)

    Ale z drugiej strony pracuję w interdyscyplinarnym zespole, gdzie komunikacja jest mega ważna, trzeba dyskutować, proponować, wymyślać, kwestionować i tłumaczyć za i przeciw.. a jak już wszystko na danym etapie dogadane, to trzeba się przełączyć we wspomniany tryb inżynierski i po prostu rozpykać swoją robotę... a potem znowu omówić postępy, napotkane problemy, odhaczyć etap, albo wyznaczyć inną trasę, co pozostali muszą u siebie uwzględnić itp.
    Zauważyłem natomiast, że wspomniane wcześniej stereotypowe osoby o mniejszych zdolnościach komunikacji ze światem są za pewnego rodzaju firewallem :lol: i ktoś relacjonuje ich wyniki oraz zbiera nowe wytyczne do przekazania takiej osobie ;)
  • #7
    pawlik118
    Level 30  
    asperger to raczej fakt niż stereotyp - inna budowa mózgu, który działa o wiele intensywniej. Kiedyś znalazłem opis ludzi tzw sawantów - dla większości może zrobić wrażenie
  • #8
    RitterX
    Level 39  
    No jasne bo da się jednocześnie wkuwać tony materiału i jednocześnie być smart i trendy w grupie. Studia techniczne są trudne i wymagają przyswojenia pamięciowego sporej ilości materiału. Zwykle robi się to w samotności by się nie dekoncentrować.
    Nie każdy temu podoła i tu pewne predyspozycje ułatwiają życie. Nie da się tego etapu uelastycznić bo nie ma na to czasu.

    Potem absolwent trafia, jak ma fart, do porządnej firmy gdzie jego umiejętności są rozwijane już w nieco innym kierunku. Znowu to nie działa tak jak u humanistów. Nie ma kogoś kogo można nazwać mentorem. Miałem ten fart, że kilku starszych kolegów otworzyło mi na pewne rzeczy oczy. Tego można się nauczyć. O tyle wygodniej, że nie w firmie i nie w formie ćwiczeń i wykładów a rozmów w knajpie przy późnym obiedzie po pracy :) . To jest największą bolączką w Polsce, że ludzie po politechnikach niejako zastygają. Chcą być najlepsi i to im się chwali ale ile czasu można być najlepszym?! Gdy wystarczy być użytecznym i tyle. Tym samym często warto lekko zmoderować swoją opinię dla dobra współpracy. To jest cała tajemnica sukcesu. To i umiejętność doceniania innych. Z tym ostatnim to już jest zupełna porażka w Polsce. Taki wrodzony autyzm połączony z narcyzmem przy jednoczesnym braku praktycznych umiejętności przywódczych.

    Przykład z radzieckiego programu kosmicznego. Sadzano potencjalną ekipę trzech ludków, zakaz wzajemnych rozmów. Następnie dawano im mierniki wychyłowe, w dwie strony, z zerem w środku podłączone do potencjometrów, każdy z osobna, tym samym tworzące mostek. Jeden ludek jeden miernik i jedno pokrętło.
    Mieli za zadanie zrównoważyć mostek. Aby to było możliwe, ktoś musiał odpuścić ktoś musiał wykazać się umiejętnościami przywódczymi a ten trzeci umieć jedno z drugim zbalansować. Jak już im się to udawało to dostawali czwartego czyli instruktora, który miał za zadanie im przeszkadzać. W ten oto sposób budowano w naturalny sposób zespoły. Jak ekipa nie umiała sobie poradzić z tym prostym zadaniem to nie zawracano sobie dalej głowy tym składem tylko go dekomponowano.

    Wiecie gdzie idzie samiec alfa w watasze wilków gdy ta przemieszcza się na nowy teren łowiecki? Na końcu!!! To nie jest "fajter" tylko najbardziej rozgarnięty a przy tym najsilniejszy osobnik. Zastanówcie się dlaczego?
    Sprawnie działająca firma inżynierska działa jak wataha wilków. Nawet podobnie ma określone cele :) .
    Stereotypy biorą się z tego, że zbyt wielu marnuje się na skutek wspomnianego zastygnięcia.
  • #9
    W.Wojtek
    Phones specialist
    A teraz trochę na luz..
    Siedzi dwóch inżynierów po zaocznych studiach ...
    jeden po namyśle mówi..
    Wiesz jak sobie pomyśle jakimi jesteśmy inżynierami to aż strach iść do lekarza...
  • #10
    RitterX
    Level 39  
    Podobno to samo tylko, że w drugą stronę mówią lekarze po zaocznych...
  • #11
    khoam
    Level 41  
    RitterX wrote:
    Sprawnie działająca firma inżynierska działa jak wataha wilków. Nawet podobnie ma określone cele

    Pamiętam, że kiedyś faktycznie tak było. Teraz to niestety przeważa już mentalność typu "Brawo Ja".
  • #12
    Nargo
    Level 21  
    CMS wrote:

    - Hydraulik, duży brzuch i ZAWSZE widoczny początek rowa, gdy grzebie pod zlewem. Nie wiem czemu tak, może liczą na to, że się komuś piątak "wypsknie" i tam wpadnie. Nie wiem jak wy, al ja bym się jakoś nie upominał oz wrot :D Hehehe.


    Większoś z nas nosi ogrodniczki i pod zlewem to leż na plecach.
  • #13
    RitterX
    Level 39  
    khoam wrote:
    Pamiętam, że kiedyś faktycznie tak było. Teraz to niestety przeważa już mentalność typu "Brawo Ja".

    "Brawo Ja" to jest etap "zastygnięcie". W sporej części przypadków zawsze tak było. Tym nie mniej jak bardzo bystry kolo by nie był to i tak może polerować widelce watahy. Ze sprawną ekipą nie ma specjalnie szans gdyż to co zwykle się robi zajmuje sporo czasu przepracowania, którego nie da się skrócić. Mamy tym samym wykonywanie zadania przez watahę w sposób równoległy i kola który zasuwa problem szeregowo.
    Wataha uśrednia gorszy lub lepszy dzień, można wyjechać na urlop. Złożony projekt wymaga skupienia się na kilku podstawowych elementach składowych. W pojedynkę można się co najwyżej zaharować.
    "Brawo Ja" jest też efektem niedorozwoju polskiego rynku tego typu prac i niestety stereotypowego myślenia jak to powinno wyglądać.
  • #14
    TechEkspert
    Editor
    Z hydraulikami to stereotyp dość międzynarodowy, nawet jest określenie "plumber crack"...
    Zgrzewane i klejone rury trochę zmieniły, chyba ułatwiły pracę przy stalowych rurach które trzeba było ciąć, gwintować, uszczelniać połączenia pakułami...

    Co do "trybu inżyniera" ja preferuję wchodzić w ten stan w ciszy, lubię moment gdy po dłuższej analizie wszystko zaczyna się lawinowo układać tak jak popchnięcie pierwszej kostki domina. To są ciekawe wyzwania, ale często dość męczące, nie wyobrażam sobie takiej pracy codziennie. Potrzebna jest równowaga i część elementów projektu lepiej realizuje się zespołowo, inne lepiej samodzielnie.

    Czasami problem jest na tyle złożony, że nie udaje się go rozwiązać za pierwszym podejściem, wtedy warto wyjść z "trybu inżyniera" odpocząć i nie myśleć o tym po wyjściu z pracy, często na drugi dzień rozwiązanie pojawia się "samo". Natomiast w dyskusji zespołowej zawsze podoba mi się moment gdy ktoś proponuje pomysł, na który pewnie nigdy bym nie wpadł.
  • #15
    gumisie
    Level 43  
    CMS wrote:
    Zacznę od starego dowcipu: "kobieta informatyk jest jak świnka morska, ani świnka ani morska".
    Podkreślam, że to tylko dowcip, bo znam kilka naprawdę ładnych kobiet, które kompa ogarniają lepiej niż nie jeden specjalista z naszego forum.
    Ja dodam od siebie: Piękne, co niektóre Puszyste ( w dobrym znaczeniu tego słowa), wykształcone, ogarniają temat: "bałagan kontrolowany" :lol: (wbrew dowcipom o blondynkach) a do tego są smakoszami piwa.

    Edit:

    TechEkspert wrote:
    Czasami problem jest na tyle złożony, że nie udaje się go rozwiązać za pierwszym podejściem,
    A czasami banalny.
    TechEkspert wrote:
    wtedy warto wyjść z "trybu inżyniera"
    Potwierdzam.
    TechEkspert wrote:
    Natomiast w dyskusji zespołowej zawsze podoba mi się moment gdy ktoś proponuje pomysł, na który pewnie nigdy bym nie wpadł.
    W czasach "wyścigów szczurów", nie liczmy na bezinteresowną pomoc.
    Coraz częściej można zaobserwować to na elektrodzie.
    I to jest bardzo przykre. :cry:
  • #16
    TechEkspert
    Editor
    Co do wyścigu szczurów, uważam że duży wpływ ma zarządzanie zespołem.

    Zespołowa praca nad projektem czasem sprawia wrażenie przedłużania realizacji zadania (czas zużyty na komunikację, źle wybrane kierunki), natomiast często przyspiesza zdecydowanie realizację (różne rodzaje podejścia do problemu, oraz szansa na wykrycie słabości rozwiązania, połączenie różnych doświadczeń).
  • #17
    gumisie
    Level 43  
    TechEkspert wrote:
    Co do wyścigu szczurów, uważam że duży wpływ ma zarządzanie zespołem.
    I o to chodzi.
    My jako Zespół w wolnej chwili, celem rozwiązania nurtującego nas problemu, związanego z projektem, spotykamy się w pub_ie, przy piwie, oczywiście bezalkoholowym :wink: a w drzwiach staje "kierownik" (z nadania) zespołu i do tego nie z żoną lecz z inną kobitką :idea: . :D :D :D
  • #18
    TechEkspert
    Editor
    Lubię zostawiać pracę w pracy. Chociaż znam osoby, które potrafią mówić o określonym temacie 24 godziny na dobę.

    Jestem ciekawy wypowiedzi osób prowadzących jednoosobowe warsztaty, jak radzicie sobie z samodzielną pracą każdego dnia?

    Przywykłem do pracy w zespołach zarówno w serwisach w klimacie "ZURiT" gdzie zawsze można skonfrontować swój pomysł, lub w serwisach które jadą na instalacje większą grupą. Podobnie działają zespoły projektowe, gdzie wiadomo w czym każda osoba się specjalizuje i całość zespołu zainteresowana jest sukcesem projektu.

    Oczywiście bywa, że w wielu firmach w zespole część osób liczy że reszta wykona za nich pracę, ale tak już jest że sytuacje nie są czarne lub białe.

    Co jest dobre, a co złe gdy prowadzicie jednoosobowy warsztat?

    Zakładam że samodzielne planowanie czasu pracy i brak zależności czasowych może być dobrą sprawą, ale wady pewnie też się znajdą.
  • #19
    gumisie
    Level 43  
    TechEkspert wrote:
    Co jest dobre, a co złe gdy prowadzicie jednoosobowy warsztat?
    Poziom wiedzy, zero kumoterstwa.
    W czasach mojej aktywności zawodowej nie zwolniłem żadnego praktykanta (zawodówka, technikum o profilu elektronicznym). Super Chłopacy, żądni wiedzy.
    Miałem problem z pewnym, przyszłym tzw. "inżynierem" (syn kolegi). Jego ambicje były większe od posiadanej wiedzy.
  • #20
    _lazor_
    Moderator of Designing
    A ja pracuję w sumie ogromnej korporacji telekomunikacyjnej i nie ma wyścigu szczurów, jakiego by można by się było spodziewać w takim korpo. Jest wręcz przeciwnie, wszyscy sobie pomagają i dzielą się wiedzą, jest mnóstwo dyskusji technicznych (nie tylko związanych z projektem). Ponad 100 osób i jestem pozytywnie zaskoczony.
  • #21
    Novile
    Level 34  
    No to fajnie. A jak mam stereotyp inżyniera podany "na tacy".
    Wiecie skąd, ano z serialu "Czterdziestolatek". Inżynier Karwowski, prawdziwy stereotyp inżyniera. Ale dziś niestety są same "Maliniaki" , zwłaszcza w Zarządach i Organach Decyzyjnych. Oczywiście znowu z serialu, ale tym razem "Czterdziestolatek 20 lat później". Zawsze powtarzam , stare seriale mądrością narodu. Jest tylko jedna różnica, a PRL-u jak ktoś posiadał dyplom Inżyniera to był inżynierem, dziś nawet jak posiada taki dyplom, to znaczy tylko, że co najmniej 3 lata siedział na jakiejś uczelni mającej uprawnienia do nadawania takich tytułów. Nawet taki slogan jest "WSI w każdej wsi ",oznacza on, że obecnie jest tak namnożone takich quasi uczelni, że "inżynierów jest jak psów". Kiedyś to trzeba faktycznie było skończyć Politechnikę i mieć "łeb do techniki" aby taki dyplom zdobyć. Dziś każdy po maturze może sobie taki "papier zrobić" mając kasę na czesne na prywatnej uczelni( uczelnia to w tym przypadku tylko pusta nazwa).
  • #22
    fhdelta
    Level 12  
    Jadą samochodem mechanik, chemik i informatyk. Nagle staje im auto.
    Mechanik mówi:
    - Coś z silnikiem!
    Chemik na to:
    - Paliwo jest złej jakości.
    Informatyk:
    - Wysiądźmy i wsiądźmy jeszcze raz.
  • #23
    TechEkspert
    Editor
    @_lazor_ czy możesz zdradzić z jakiej metodyki projektowej korzystacie i jakie są wielkości grup projektowych?

    @Novile czterdziestolatek pasował do wielu inżynierów, a kreacja roli była na tyle dobra, że aktor przyznał kiedyś iż otrzymywał kilkakrotnie pytania dot. budownictwa, na co z uśmiechem odpowiadał, że się na tym nie zna... gra tylko postać inżyniera.

    Trochę żartów o inżynierach: https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic3378918.html
  • #24
    gumisie
    Level 43  
    Kto pamięta czasy ?.

    .... inżynierze, wiecie są trudne aczkolwiek przejściowe czasy. Zamiast tych czterech "śrubów" ja bym wstawił "dwa".
    Jak się nie sprawdzi, złożycie swój wniosek racjonalizatorski, ja go poprę.
  • #25
    _lazor_
    Moderator of Designing
    @TechEkspert
    To jest ogromny projekt, więc jest podzielony na naprawdę dużą ilość zespołów. Ogólnie mamy po 6-9 osób w zespole i bazujemy na Scrum'ie, ale mocno zmodyfikowany, pod potrzeby projektu. W końcu zapanowanie nad projektem z ponad setką ludzi tylko w tej warstwie projektu jest nie lada wyczynem.
  • #26
    RitterX
    Level 39  
    _lazor_ wrote:
    W końcu zapanowanie nad projektem z ponad setką ludzi tylko w tej warstwie projektu jest nie lada wyczynem.

    To znaczy, że nie wiecie jak to się robi w Chinach :) . Setka ludzi, jeden projekt to oni łykają jak setkę ojCzystej :) . Na początek koszaruje się potencjalnych wykonawców. W Chinach jest o tyle prościej, że po pierwsze, już są skoszarowani, a po drugie, nawet jak nie to chętnie to zrobią. Do projektu 100 osobowego bierze się 200 ludzi, zaraz wyjaśnię dlaczego?
    Przez tydzień wyłania się liderów. To znowu proste, walka wręcz, system pucharowy i zostaje jeden zwycięzca. Połowa odpada na tym etapie bo się nie sprawdziła pod względem determinacji w walce o to, że chce to robić. Mamy lidera i jasny podział ról. Śliwy pod opuchniętymi oczami już się zdążyły wygoić to czas na rozdanie zadań. Każda grupa dostaje zadanie. Jak w japońskiej podstawówce, nie zrobisz nie śpisz i nie jesz. A dla najbardziej zatwardziałych rozrabiaków, takich co zamiast pracować mówią więcej jak trzy zdania nie związane z projektem na dzień, dywanik i "rozmowa" z silnorękim liderem.
    To oczywiście taki żarcik na koniec dnia a może i nie a tak naprawdę się dzieje... Ale za to mają wyniki.
  • #27
    pawelr98
    Level 39  
    Novile wrote:
    No to fajnie. A jak mam stereotyp inżyniera podany "na tacy".
    Wiecie skąd, ano z serialu "Czterdziestolatek". Inżynier Karwowski, prawdziwy stereotyp inżyniera. Ale dziś niestety są same "Maliniaki" , zwłaszcza w Zarządach i Organach Decyzyjnych. Oczywiście znowu z serialu, ale tym razem "Czterdziestolatek 20 lat później". Zawsze powtarzam , stare seriale mądrością narodu. Jest tylko jedna różnica, a PRL-u jak ktoś posiadał dyplom Inżyniera to był inżynierem, dziś nawet jak posiada taki dyplom, to znaczy tylko, że co najmniej 3 lata siedział na jakiejś uczelni mającej uprawnienia do nadawania takich tytułów. Nawet taki slogan jest "WSI w każdej wsi ",oznacza on, że obecnie jest tak namnożone takich quasi uczelni, że "inżynierów jest jak psów". Kiedyś to trzeba faktycznie było skończyć Politechnikę i mieć "łeb do techniki" aby taki dyplom zdobyć. Dziś każdy po maturze może sobie taki "papier zrobić" mając kasę na czesne na prywatnej uczelni( uczelnia to w tym przypadku tylko pusta nazwa).


    Tylko to zależy z jakiego kierunku to inżynier.

    Te podrzędne uczelnie zwykle nadają inżyniera logistyki albo inne "mało prestiżowe" specjalizacje.

    Zresztą co za problem zweryfikować przez pracodawcę jaka to uczelnia ?

    Mój śp. dziadek miał tak podczas rozmowy o pracę.
    Pracodawca widząc iż jest z Bydgoszczy myślał że dziadek skończył lokalny ATR (dziś UTP) które raczej nie cieszy się renomą głownie ze względu na raczej "rolniczy" charakter. Raczej mu to nie pasowało. Jak tylko dziadek powiedział że skończył Politechnikę Warszawską to rozmowa od razu inaczej się potoczyła i dostał pracę.

    Naprawdę nie wrzucajmy do jednego worka tych co pokończyli "Wyższe Szkoły Gotowania na Gazie" i ludzi kończących normalne uczelnie państwowe.
    To tak trochę jak statystyka na jednym poziomie traktuje profesora belwederskiego i jakiegoś gościa po zaocznych studiach o niczym gdzie zaliczenie można dostać za obecność. Obaj mają wykształcenie wyższe.

    RitterX wrote:
    No jasne bo da się jednocześnie wkuwać tony materiału i jednocześnie być smart i trendy w grupie. Studia techniczne są trudne i wymagają przyswojenia pamięciowego sporej ilości materiału. Zwykle robi się to w samotności by się nie dekoncentrować.
    Nie każdy temu podoła i tu pewne predyspozycje ułatwiają życie. Nie da się tego etapu uelastycznić bo nie ma na to czasu.


    Grunt to mieć pasję do tego. Wtedy dużo łatwiej.

    Z tą pamięciówką to bym nie przesadzał.
    Powiedzmy że z pewnych rzeczy trzeba się wykuć ale bardziej uczymy się umiejętności niż książkowej wiedzy.

    Szczerze to poza egzaminami to chyba tylko na pierwszym roku trzeba było się porządnie uczyć pojęć. Reszta to rozwiązywanie problemów związanych z zagadnieniami czyli laboratoria i obliczenia.

    Ja poszedłem na studia inżynierskie właśnie dlatego że nie muszę wbijać na blachę wszystkiego w przeciwieństwie do mojego młodszego brata co poszedł na prawo.
    On to nic tylko kodeksy musi czytać.
    O ludziach studiujących medycynę lepiej nie mówić.


    Jeszcze dodam od siebie taki stereotyp że jak kogoś w dzieciństwie kopnął prąd to potem został elektronikiem albo elektrykiem.

    Ja bym powiedział że to nie stereotyp tylko dosyć ciekawa korelacja.
    Mnie kopnął i jak popatrzeć na dyskusje na ten temat to wielu potwierdza tą regułę.
  • #28
    metalMANiu
    Level 20  
    RitterX wrote:
    _lazor_ wrote:
    W końcu zapanowanie nad projektem z ponad setką ludzi tylko w tej warstwie projektu jest nie lada wyczynem.

    To znaczy, że nie wiecie jak to się robi w Chinach :) . Setka ludzi, jeden projekt to oni łykają jak setkę ojCzystej :) . Na początek koszaruje się potencjalnych wykonawców. W Chinach jest o tyle prościej, że po pierwsze, już są skoszarowani, a po drugie, nawet jak nie to chętnie to zrobią. Do projektu 100 osobowego bierze się 200 ludzi, zaraz wyjaśnię dlaczego?
    Przez tydzień wyłania się liderów. To znowu proste, walka wręcz, system pucharowy i zostaje jeden zwycięzca. Połowa odpada na tym etapie bo się nie sprawdziła pod względem determinacji w walce o to, że chce to robić. Mamy lidera i jasny podział ról. Śliwy pod opuchniętymi oczami już się zdążyły wygoić to czas na rozdanie zadań. Każda grupa dostaje zadanie. Jak w japońskiej podstawówce, nie zrobisz nie śpisz i nie jesz. A dla najbardziej zatwardziałych rozrabiaków, takich co zamiast pracować mówią więcej jak trzy zdania nie związane z projektem na dzień, dywanik i "rozmowa" z silnorękim liderem.
    To oczywiście taki żarcik na koniec dnia a może i nie a tak naprawdę się dzieje... Ale za to mają wyniki.


    Nie pisz tego, bo jakiś pracodawca przeczyta i będzie miał marzenie wprowadzić to u siebie. A to nie Chiny.
  • #29
    Urgon
    Editor
    AVE...

    Dla mnie pewnym stereotypem jest to, jak inżynierowie rozwiązują pewne problemy. Po prostu są rzeczy, które tylko inżynier mógłby wymyślić. Dwa przykłady z brzegu:
    1. Tylko inżynier mógł wpaść na pomysł, iż najlepszym rozwiązaniem problemu zakatarzonego nosa u małego dziecka jest stworzyć adapter do podłączenia tego nosa z odkurzaczem, tworząc przy tym największy wynalazek w technologii rodzicielskiej od czasu jednorazowych pieluszek i mleka w proszku.
    2. Kubek menstruacyjny - tylko jakiś inżynier mógł sobie pomyśleć, że sposobem na, przepraszam za określenie, "cieknącą dziurkę" jest w zasadzie zatkać ją gumowym korkiem.

    @CMS
    Mój ojciec był taksówkarzem - ani razu nie przewiózł klienta okrężną drogą. Wśród jego znajomych taksówkarzy było tylko dwóch takich, co oszukiwali klientów: ojciec i syn w dodatku. Obaj byli szczerze znienawidzeni przez resztę taksówkarzy. Był też jeden kierowca, który przyczynił się do wzrostu pobożności i liczby nawróceń w całym Lublinie. Nie jeździł jak Szatan tylko dlatego, że nawet Szatan tak by auta nie prowadził...
  • #30
    _lazor_
    Moderator of Designing
    RitterX wrote:
    _lazor_ wrote:
    W końcu zapanowanie nad projektem z ponad setką ludzi tylko w tej warstwie projektu jest nie lada wyczynem.

    To znaczy, że nie wiecie jak to się robi w Chinach :) . Setka ludzi, jeden projekt to oni łykają jak setkę ojCzystej :) .


    Mamy side w chinach. I nie jest tak fajnie jak napisałeś. Również znam ceny za jakie pracują chińczycy. Za mniejsze pieniądze pracują tylko ci co nie znają angielskiego.
    W sumie to też stereotyp o chińczykach, że są tani, to już bardzo dawna nie jest prawda.