Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Elektroda.pl
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

A szacowna Rezerwa na elektrodzie jest?

Bieda z nędzą 29 Dec 2021 00:10 59973 2060
Optex
  • #2011
    vorlog
    Level 38  
    robokop wrote:
    To również mało prawdopodobne. W wojsku twoim dokumentem tożsamości była ks wojskowa

    U mnie, zarówno w szkółce jak na liniówce, KW wyjmowało się z kieszonki tylko w celu okazania lub jak się moro prało lub zmieniało na wyjściowy. Tak samo na poligonach. To, że się niszczyła, nikogo nie wzruszało :P
    Sylvi91 wrote:
    Chodziliście na lewiznę?

    A po kiego grzyba... Owszem, raz jedyny jak starzy posłali po parę flaszek, za młodego, chyba w pierwszym miesiącu na liniówce, potem miałem przepustkę służbową WAK stale w kieszeni, bo w ramach "działań bojowych w grupie remontowej" miałem na stanie również mieszkania i służbowe i (nieoficjalnie) prywatne całej kadry, łaziłem jak chciałem, bo osiedle (spore) było za płotem a reszta w miasteczku trzy-cztery kilometry dalej. Torba narzędziowa na ramię i jazda... Oczywiście w ramach rozsądku.
    Plus normalne wyjścia na przepustkę na wyjściowo- nikt specjalnych problemów nikomu nie robił, chyba, że sobie pacjent zasłużył na złe traktowanie.
    Nie wiem, jak w miejscowościach, gdzie wojska było niewiele, ale w większych, znanych mi garnizonach, jak Dęblin czy "trójkąt bermudzki" Żary/Żagań/Gubin popularne było powiedzenie, że jak rzucić kamieniem w tłum, to się trafi albo dziwkę albo szweja (w Dęblinie można było jeszcze kolejarza :)). Tam żołnierz był raczej dopustem bożym i (co łatwe do zrozumienia) szacunkiem się żadnym specjalnym nie cieszył, bywało, że jak ekipa o małym wyrobieniu towarzyskim polazła na jakąś pozamiejską potańcówkę, to wracała podrapana...
    W moich rodzinnych stronach żołnierz w mundurze, jak zachowywał się po ludzku, był pod ochroną- nikt go nie miał prawa tknąć, a jak wlazł do knajpy po fajki to nie mógł się opędzić od adoratorów chcących za wszelką cenę postawić kufelek :D Ci, co odsłużyli wiedzieli, że chłopaka pasuje poratować, zaś ci, których dopiero czekała służba, też chcieliby być podobnie traktowani, więc starali się jak mogli :D
    Najbiedniejsze kocisko, na pierwszej przepustce, miało "szacun", a przecież i sam, zarówno przed wcieleniem jak i po odsłużeniu podobnie chłopaków w mundurze traktowałem.
    W pobliskim Tarnowie były dwie jednostki wojskowe, zlikwidowane końcem lat '80, jedna z tradycjami "nieboszczki Austrii", dawny pułk ułanów, niemal wielbiona we wspomnieniach starszych ludzi.
    Moja babcia, której ojciec zginął na włoskim froncie za Franciszka Józefa, nieraz całymi wieczorami snuła opowieści, nuciła stare wojskowe/legionowe pieśni- może kiedyś napiszę coś o tym. Kurde, że też jak człowiek był dzieckiem, magnetofon to był biały kruk :P
    V.
  • Optex
  • #2012
    DjMapet
    Level 43  
    vorlog wrote:
    postawić kufelek

    Zdarzało się, stąd wcześniej przytoczyłem hasło: "obrona granic nie płaci za nic".

    Zostaliśmy w czterech w sobotę oddelegowani, do ogrania w remizie imprezy z okazji dnia strażaka w Wojkowicach Kościelnych.
    Podlewali niemiłosiernie, ale staraliśmy się trzymać fason do końca imprezy. Około 6 rano przyjechał kierowca po sprzęt, załadowaliśmy a że mieliśmy przepustki do 12, to kazaliśmy się wieźć do Zawiercia gdzie wysiedliśmy a jemu kazaliśmy jechać z gratami do jednostki w Ciągowicach. Najpierw zaszliśmy do jednej knajpy i obrona granic... następnie do kolejnej i to samo.
    Z opowiadań wiem, że ktoś z ostatniej knajpy wsadził nas do taksówki, zapłacił i kazał wieźć pod jednostkę. Z pod szlabana kumple z kompani zanieśli nas na kompanię.
    Ja wiem tyle, że w środku nocy obudziłem się w kiblu z głową opartą o zarzyganą muszlę klozetową. :-)
    Tym sposobem przepadło nam kilka dni urlopu za to granie. :-(

    Pozdrawiam.
  • #2013
    r103
    Level 31  
    robokop wrote:
    r103 wrote:
    Ja np nie mam w książeczce wojskowej żadnego karabinu wpisanego.
    Fizycznie niemożliwe. Chyba że pełniłeś służbę zastępczą - PSP, SW, ZOMO itp.
    r103 wrote:
    A co do ewentualnych porównań i sprawdzania - żeby było śmieszniej książeczki wojskowej w czasie służby zasadniczej nie miałem przy sobie na terenie jednostki i przy przemieszczaniu się po Polsce w sposób zorganizowany zbiorowy - żeby się nie zgubiła nie zniszczyła - leżała sobie bezpiecznie w blaszanej szafie u szefa kompanii.

    To również mało prawdopodobne. W wojsku twoim dokumentem tożsamości była ks wojskowa - wypuszczało się ją z ręki tylko w jednym przypadku - kiedy pisarz uzupełniał wpisy.


    No jak się z czymś nie zetknąłeś Robokopie - to nie znaczy że nie istnieje, porzuć filozofię autocentryzmu :D

    rzucam zdjęcie - specjalność wojskowa niezbyt wyrafinowana - strzelec kbkakm, nienapromieniowany :D, niewpisana "broń":

    A szacowna Rezerwa na elektrodzie jest?
  • #2014
    andk1eltd
    Level 36  
    Racja. Niby żelazna wojskowa zasada "ch...wo ale jednakowo" :D jednak różnice były. Broń służbową miałem wpisaną tylko na szkółce. Na łajbie było chyba 6 sztuk kbkak zamkniętych w szafie, mało kto wiedział gdzie i nie wiadomo na kogo przypisane. Nikt z załogi nie miał tej broni na stanie w KW. Jak była inspekcja z MON (chyba całej 9 flotylli) to znaleźli tam rdzę :D . Dywizjon zawalił też strzelanie i dostaliśmy "za karę" miesiąc treningu strzeleckiego. Po obiedzie ludzie wolni od służby brali skrzynkę z amunicją, broń i szło się na strzelnicę. Grupa liczyła max 15 osób; tłukło się niemiłosiernie, ile kto chciał.
    Na okręcie nikt nie miał przy sobie KW. Nie pamiętam, ale albo leżały u dowódcy okrętu albo nawet w sztabie dywizjonu. Przy każdym wyjściu brało się od oficera dyżurnego KW z przepustką lub rozkazem wyjazdu.
  • #2015
    zybex
    Helpful for users
    W mojej książeczce jest strona nr 13: "Otrzymanie i zdanie broni". Nic tam mi nie wpisano. Byłem zatem żołnierzem bez broni. :D
  • Optex
  • #2017
    zybex
    Helpful for users
    Dziwne, że u mnie nie wpisali. Miałem na stanie KBKAK GN i bagnet z metalową kaburą (nie był mocowany do karabinu).
  • #2019
    VooVoo
    Level 34  
    r103 wrote:
    Obywatelu VooVoo - zamażcie numer:

    A szacowna Rezerwa na elektrodzie jest?
    Po co?? To zamierzchła przeszłość, dziś nie nadaję się do volkszturmu :P
  • #2020
    Bieda z nędzą
    Level 34  
    Mi w końcu wcisnęli to ostatnie. Fajny był na strzelaniu dwójce, 8 nabojów i wszystkie figury leżą. Jedyna wada to taka, że podczas przenoszenia dwójnóg walił po hełmie.

    A szacowna Rezerwa na elektrodzie jest?
  • #2022
    Bieda z nędzą
    Level 34  
    Tylko cśiii! Jak by co do czego przyszło to rozkuję beton w piwnicy i wyciągnę. :) A tak mówiąc poważnie nie wiem czemu nie zdjęty ze stanu.
  • #2023
    robokop
    VIP Meritorious for electroda.pl
    Bieda z nędzą wrote:
    Mi w końcu wcisnęli to ostatnie.
    Aż dziwne że tyle czasu się utrzymały w służbie, podobnie z PPS-ami i samymi "kałachami".
  • #2025
    robokop
    VIP Meritorious for electroda.pl
    ml wrote:
    Akurat dla AK47 w 1989 nie było alternatywy.
    Dla AK i PPS-a akurat nie, ale była alternatywa dla RKM-D. Natomiast alternatywa dla KBK AK pojawiła się pod koniec lat "80 - wpierw jako kbk wz. 88, potem jeszcze wz 96 - mimo tego do końca istnienia ZSW, długo po 2000 roku, znakomita większość wojska miała "kałachy". Sam miałem jeszcze pod koniec lat '90 kbk AK - bez "M", czyli frezowanego, rocznik '59. Podobnie trepostwo chodziło z archaicznymi pistoletami P-83, inna rzecz że do dzisiaj nie mamy dobrego polskiego pistoletu.
  • #2026
    mychaj
    Level 33  
    robokop wrote:
    inna rzecz że do dzisiaj nie mamy dobrego polskiego pistoletu.

    Podobno to wynika z historii, broń krótka w naszej historii jak kiedyś wyczytałem, zawsze miała bardziej znaczenie ,,pokazowe" czy ,,prestiżowe" nie realne w walce.
    Odwrotnie niż np. u anglosasów a już napewno w US Army.
    Podobno przełomem miał być VIS, ale jak było to większość wie.

    P64 czy P83 to nie był nawet ersatz pistoletu, nimi lepszy efekt uzyskiwało się rzucając do tarczy,
    ruska TT to też był młotek z niezłym odrzutem...
  • #2027
    ml
    Level 29  
    mychaj wrote:


    P64 czy P83 to nie był nawet ersatz pistoletu, nimi lepszy efekt uzyskiwało się rzucając do tarczy,
    ruska TT to też był młotek z niezłym odrzutem...


    Akurat z P64 miałem dużo do czynienia, o ile z kbkAKMs potrafiłem zrobić 49/50 to z peszlaka z odległości 15 m przy pierwszym strzelaniu do "francuza" czyli tarczy wielkości drzwi na trzy strzały miałem zero przestrzelin (jak zresztą większość kolegów). To dopiero było zdziwko :D .

    P.S. Ale jeżeli ktoś już nauczył się strzelać z P64 to z każdej innej krótkiej broni strzelał tylko lepiej. Sprawdziłem to osobiście.
  • #2028
    mychaj
    Level 33  
    Szkolenie z P64 - ładowanie, łuska z drewnianą pestką, jak została w lufie to trzeba było wyciorem z kałacha ją wystukać.
    Ze strzelania miałem podobnie...z wolnej ręki: zero. Z oburącz chyba z 18...
    W SG miałem okazję postrzelać już z CZ75 ( kadra zawodowa takie miała) i Glocka, to już były porządne klamiszcza.
  • #2029
    vorlog
    Level 38  
    Czasem u nas kadra robiła sobie luźne, niedzielne zawody w strzelaniu z broni krótkiej, czyli standardowego wtedy P64 i nieco zabytkowych TT, które gdzieś tam na stanie były, choć u żadnego "zawodowca" ich nie widziałem. P64 miałem "zaszczyt" czasem szefowi kompanii wyczyścić, jak na służbę lazł, i powiem, że jakoś bardzo mi się podobała ta broń, jakaś taka elegancka, przyjemna dla oka, o opływowych kształtach- na ładna po prostu. Tylko ten dziwaczny układ rękojeści w części podstawy kciuka i upierdliwy ruch suwadła przy strzale, jeżdżącego po niewprawnej łapie.
    Raz byłem na takich "rodzinnych" strzelankach, bo przecież kilku szwejów musiało i tarcze postawić, i łuski posprzątać, a że z trepami raczej dobrze się żyło to i postrzelać dali, choć, jak @ml1 pisze, z mizernym skutkiem :D
    Wiecie, kto miał nieoficjalne mistrzostwo batalionu w strzelaniu z P64 na 15 metrów?
    Żona szefa sztabu :D
    Nawiasem mówiąc kawał kobity, ok. czterdziestki, niezwykle ładnej kobity :)
    V.
  • #2030
    MARIUSZ R
    Level 28  
    Jak się pozbyć karty mobilizacyjnej? Pytam poważnie. Latka lecą a zdrowie już nie te.
  • #2032
    MARIUSZ R
    Level 28  
    vorlog wrote:
    Może warto zapytać we właściwej dla Ciebie WKU?
    V.

    Lepiej nie. Może zapomnieli o mnie. 😁
  • #2034
    MARIUSZ R
    Level 28  
    Nie no pesel mam trochę młodszy najwyżej na 18 miesięcy. 🙂
    Zachciało się robić specjalności to teraz wychodzi. 😕
  • #2035
    mychaj
    Level 33  
    Spokojnie, nikt Cię w kamasze nie zagoni.
    Ja dostałem wezwanie po KM, po tygodniu do jednostki w Tarnowskich Górach, wyfasowali ekwipunek, i do skrzyni na ZW, po kilku miechach znowu wezwali i zdjęli mnie z ewidencji...
    Możliwe że Cię pominęli gdzieś w papierach, albo info nie dotarło do Ciebie.
    Chyba że jesteś oficerem rezerwy i masz gdzieś wpis o byciu np. dowódcą plutonu na wypadek ,,W"???
    Myśmy tak mieli, przy pełnym alarmie: ja i 3 szeregowych byliśmy tzw. kompanią zalążkową, dowódcą kompanii i plutonów byli jakieś oficery rezerwy, 2 nauczycieli, jakiś inżynier i coś tam jeszcze.
    Do momentu aż się nie stawili w jednostce dowódcą kompanii byłem ja...nawet jak rezerwiści uzupełniali stan.
    Oni mieli 24h na stawienie się w miejscu dyslokacji...
    Takie alarmy były 2 na jednostce: 1 jak wpadł szef sztabu i się okazało że dowodzi takim burdelem że przygody szwejka to pikiuś🤣🤣🤣🤣na apelu nawet byli kolesie w trampkach i z poduszką pod pachą, strokowane prześcieradła na kostkach...cuda.
    I potem, po 2tygodniach już z wyjazdem po rezerwy i wymarszem w miejsce dyslokacji całym ,,pułkiem" razem z parkiem maszynowym...rozstawieniem sztabu namiotów, kuchni i całego tego szpeju...
    Babcia po drodze nas się pytała czy to drugi stan wojenny...po 3 dniach powrót.
  • #2036
    robokop
    VIP Meritorious for electroda.pl
    mychaj wrote:
    Podobno to wynika z historii, broń krótka w naszej historii jak kiedyś wyczytałem, zawsze miała bardziej znaczenie ,,pokazowe" czy ,,prestiżowe" nie realne w walce.
    Na prawie 50 lat uwięzieni byliśmy regulaminowym nabojem Makarowa, do którego z racji jego słabych parametrów balistycznych, dobrej broni dorobić się nie dało. P-64 był dość wierną kopią Walthera PP/PPK - główna różnica konstrukcji, to nabój i zaczep magazynka. Broń technicznie stanowiąca dzieło sztuki - całość konstrukcji frezowana, z wykończeniem na wysoki połysk - nie dało się znaleźć żadnego śladu freza. Do tego niesamowicie trwała oksyda.
  • #2037
    ml
    Level 29  
    Ponoć były produkowane P64 na amunicję 9mm Parabellum jednak takiego białego kruka nie widziałem. A wykonanie rzeczywiście profesjonalne i na pewno drogie w produkcji. Jego następca czyli P83 wyglądał już gorzej, lecz strzelało mi się z niego lepiej z uwagi na dłuższą lufę i większy chwyt. Jednak do noszenia lepsiejszy był CZAK P64 bo mniejszy i lżejszy.
  • #2038
    vorlog
    Level 38  
    ml wrote:
    Jednak do noszenia lepsiejszy był CZAK P64 bo mniejszy i lżejszy.

    CZAK M to chyba była wersja milicyjna na nabój Browninga
    CZAK W to wersja wojskowa na amunicję Makarowa (wiki)
    robokop wrote:
    Broń technicznie stanowiąca dzieło sztuki

    Ponoć cały czas osiąga niezłe ceny wśród kolekcjonerów w USA.
    V.
  • #2039
    mychaj
    Level 33  
    robokop wrote:
    Broń technicznie stanowiąca dzieło sztuki

    To fakt, niezwykle elegancka, precycyjnie wykonana bo naszych kilka egzemplarzy kompanijnych choć katowane przez szwejostwo, luzów czy klekotania nie miały, ale taka wybitnie do obrony i schowania w kieszeni...
    Nie zapomnę jak kapitan przed 1 strzelaniem z krótkiej staną przed kompanią i powiedział:
    ,, Jak mi któryś odp...li johna wayna ( zakręci na palcu 🤣) przy władaniu do kabury, to obiecuję że cała kompania na jednostkę wróci na cycach..."
  • #2040
    ml
    Level 29  
    CZAK to określenie pierwotne od pierwszych nazwisk konstruktorów a P64 który wszedł do produkcji to rzeczywiście wersja projektowana dla milicji (wojskowy był troche większy i lżejszy a do magazynka wchodziło 7 szt.).

    I był dosyć żywotny, koledzy testowali go przed zdaniem do magazynu i zezłomowaniem, zatarł sie o ile pamietam po dwudziestukilku magazynkach czyli ok150 strzałach. Magazynki do zmiany mieli chyba z 6 na zasadzie - dwóch ładuje jeden strzela. Na końcu nie dało sie go utrzymać w łapie bo parzył. Swoja drogą - jak sie o tym "eksperymencie" dowiedziałem to określiłem ich bezmyślnymi głupkami, nie przewidującymi co by było gdyby peszlak rozsypał się któremuś w łapce a miał przecież ok. 50 lat.