Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Elektroda.pl
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

A szacowna Rezerwa na elektrodzie jest?

Bieda z nędzą 19 Oct 2019 21:26 59973 2060
Optex
  • #31
    Bieda z nędzą
    Level 34  
    Janusz_kk wrote:

    Tragedia, szczególnie obieranie nożem z niezbędnika :( więcej obierek niż ziemniaków.

    Najgorsza była cebula na koniec. Ale nic nie przebije tłoczenia kapusty w kazamatach albo wyciągania ziemniaków z kopca.
    U nas był jeden mocny agregat, góral. Odprawa wart, oficer dyżury się pyta co zrobi jak nie rozpozna rozpylacza ze zmianą. On na to "łodpowiem nie rozpoznołem, rozlyść się". Przenieśli go na świniarnię.
  • Optex
  • #32
    zybex
    Helpful for users
    Jesień 1972-1974 7ŁDD JW3529 Gdańsk-Wrzeszcz. U nas na tych co służyli 5 lat nazywano "kamieniami".
    Ktoś wcześniej wspomniał o "białym szaleństwie". Chodzi oczywiście o twaróg ze śmietaną i cebulą na kolację. :D
  • Optex
  • #33
    Bieda z nędzą
    Level 34  
    zybex wrote:

    Ktoś wcześniej wspomniał o "białym szaleństwie". Chodzi oczywiście o twaróg ze śmietaną i cebulą na kolację. :D

    Dokładnie, twaróg. Szynka z przeszkodami to oczywiście salceson, ale on dzielił się na biały (lastriko) i czarny (Ucho Czombego). Telewizorek to serek topiony, kaszub w trumnie to konserwa rybna, pozdrowienia od dziewczyn z cywila -barszcz czerwony (już wiecie czemu). Kaszanka-żużel, schabowy ze sterem- śledź. Sam schabowy (jak był!) -podeszwa. A panzerwaffle pamiętacie? Albo inaczej "ciastka dentystyczne"? Te z kminkiem były ok.
  • #34
    Janusz_kk
    Level 34  
    Już tu ktoś wspomniał o chlebie w puszce, jak był ciepły to jeszcze dało się zjeść ale zimny to była tragedia, to tak jakby glinę się jadło :(
    Kuchnie tez były różne zależnie od jednostki, byłem przy desancie to kuchnia fajna, byłem przy "wojskach rakietowych" to tragedia
    cały tydzień kasza i gulasz jedynie w niedzielę schabowy.

    PS Dla niewtajemniczonych, te rakietowe to łopata, ziemia, powietrze :) czyli budowlanka.

    Dodano po 2 [minuty]:

    Bieda z nędzą wrote:
    On na to "łodpowiem nie rozpoznołem, rozlyść się". Przenieśli go na świniarnię.

    Noo faktycznie tylko na świniarnię się nadawał, jeszcze by w nocy jaką kobitę na rowerze ustrzelił czy krowę
    bo i tak przypadek był.
  • #35
    r103
    Level 31  
    Hmmm - mnie się białe szaleństwo raczej kojarzy z smalcem z cebulą. Taki przebój kolacyjny z żelazną konsekwencją serwowany raz w tygodniu. Bardzo zresztą smaczne to było chociaż gdzieś tak po roku i 50 razach się trochę znudziło.

    SCHABOWY ??? SCHABOWY ???
    Był raz - tak jakoś na początku stanu wojennego żeby morale podnieść chyba 8-O
  • #36
    GrandMasterT
    Level 24  
    He he to dla kontrastu powiem Wam że jak ja byłem na szkółce, to w stołówce za żarcie odpowiadała zewnętrzna firma i jedzenie było całkiem spoko, obiady zawsze na ciepło i kolacje chyba w większości też, potrawy praktycznie przygotowane jak może w jakiejś trochę słabszej restauracji. Każdy obiad z 2 dań, na kolację zazwyczaj też dostawało się 2 różne rzeczy, jak się jednej nie lubiło dało się z kimś pozamieniać. Przez te parę miechów szkółki to jadłem lepiej niż w domu.
    Na macierzy trochę gorzej bo kuchnia była wewnętrzna i niektóre potrawy im słabo wychodziły, zup poza rosołem i grochówką prawie nikt nie jadł ale i tak było całkiem nieźle, ja tam nie narzekałem, zwykle co drugi dzień było coś trochę biedniejszego za to następnego dnia elegancko jakie schabiki czy kotleciki. W niedzielę obiadek grubszego kalibru + prawie zawsze jakieś ciasto :D

    A najlepsze jest to, że w weekendy żarło było szykowane dla wszystkich ale część wychodziła na przepustki i zawsze był nadmiar, czasami ciężko było przejeść. Był taki pamiętny weekend kiedy sernika z obiadu zostało tyle, że tacami nosiliśmy go na kompanię. Tak się nim obżarłem, że przez tydzień niedobrze mi się robiło na samą myśl o serniku.
  • #37
    olador
    Level 35  
    Zaliczyłem wiele jednostek / plastyk dekorator / ale wyżywienia z Wrocławia nie przebiła żadna - codziennie 2 rodzaje zupy + 4 różne dania jako drugie.
  • #38
    robokop
    VIP Meritorious for electroda.pl
    Bieda z nędzą wrote:
    A panzerwaffle pamiętacie?
    Jak miałem służbę na WNS, to czasem wieczorem podof z mojej kompanii dzwonił do mnie na biurko i padała oferta handlowa "paczka pancerwafli za dwa papierosy" itp. Jak negocjacje zakończył się powodzeniem, to za chwilę dyżurny dobijał się do drzwi "kapoty" z wypchanymi kieszeniami. Najgorszymi służbami były warty, bo nudne i niedospane, "grzyb" na kompanii, bo cały czas pod ręką kadry ( a jak szef kompanii wpadł w nerwy, to podoficer z dyżurnym przez noc 90 par butów wyczyścili) i "drużynka pomocnicza kuchni" - przy stanie osobowym jednostki ponad 700 ryjków, szło się napracować.
  • #39
    zybex
    Helpful for users
    Wart zaliczyłem sporo. Służby na kuchni też się trafiały. Tak w ogóle to byłem radiotelegrafistą w "I plutonie radio" na kompanii łączności. Radiostacja R-118. "Titawa" w małym paluszku. :wink:
  • #40
    GrandMasterT
    Level 24  
    U nas na kuchni była "okejka" nie pamiętam dokładnie skąd to się określenie wzięło ale chyba od "obsługa kuchni". Była cała kompania kucharzy ale do prac pomocniczych (zmywanie/sprzątanie) trafiało po 1 osobie z innych kompanii, zwykle za karę. Gdzieś od 4:30 do 20:30 na nogach i praktycznie non stop niezły młyn. Niby robota nie jakaś szczególnie ciężka w porównaniu z przeciętnym dniem ćwiczeń w terenie, ale większość wolała tego unikać.

    Ja byłem radiotelegrafistą na R-140 :D
    Dla mnie warty to były praktycznie tylko przy naszym sprzęcie - z jakiegoś powodu (już nie pamiętam jakiego ale było to uzasadnione jakoś) staliśmy zawsze dość daleko od reszty - typowo ok. kilometr w linii z grubsza prostej, czasami 2), więc musieliśmy wystawiać własnego wartownika, rzadko kiedy był z "przydziału". Klimat na takiej warcie był fajny, zwłaszcza w nocy gdzieś pośrodku lasu.
  • #41
    robokop
    VIP Meritorious for electroda.pl
    GrandMasterT wrote:

    Ja byłem radiotelegrafistą na R-140
    A ja remontowałem Stary, Nysy, Lubliny, Honkery, agregaty... Od 7.00 do 15.00. A po 15.00 prywatne samochody trepów....
  • #42
    strucel
    Level 33  
    Z mojego oddziału jeden to miał szczęście - pojechał do Orzysza z eskortą a następnego dnia wrócili bo okazało się że z dnia na dzień złikwidowali jednostkę (w 91r to było)
  • #44
    mieszaczwcz
    Level 30  
    pobór wiosna '69 Mrągowo szkoła elewów potem jako "Mechanikradio" - Pyry JW1400 naprawy R-5 i R-250
    Jako rarytas to wspominam słoninę peklowaną w konserwach
    Ogólnie odsiedziałem 49 dni aresztu za lewizny ale że dobry byłem w naprawach TV to dowództwo zabierało mnie często na prywatne naprawy za co zawsze anulowano mi kilka dni aresztu który miałem "odrobić" dłuższą służbą.
  • #45
    gabik001
    Level 37  
    mieszaczwcz wrote:
    pobór wiosna '69 Mrągowo szkoła elewów potem jako "Mechanikradio" - Pyry JW1400 naprawy R-5 i R-250
    Jako rarytas to wspominam słoninę peklowaną w konserwach
    Ogólnie odsiedziałem 49 dni aresztu za lewizny ale że dobry byłem w naprawach TV to dowództwo zabierało mnie często na prywatne naprawy za co zawsze anulowano mi kilka dni aresztu który miałem "odrobić" dłuższą służbą.

    Też byłem w Mrągowie ale całe wczasy na KZS-ie. Zima była przegwizdana bo zimno i dużo śniegu, nie to co w rodzinnych krakowskich stronach...
  • #46
    zybex
    Helpful for users
    Zapytam tych, którzy byli radiotelegrafistami. Czy kontynuowaliście swoją przygodę z alfabetem Morse'a? Ze swojej strony nigdy już nie miałem z tym styczności, ale do dziś pamiętam ten alfabet mimo, że było to 45 lat temu. Czasem sprawdzam sobie na gazecie czy jakimkolwiek tekście, czy umiem jeszcze "nadawać". :D
  • #47
    olador
    Level 35  
    Byłem radiotelegrafistą ale tylko w armii, odległe to czasy 74-76.
  • #48
    zybex
    Helpful for users
    No to ja nieco wcześniej (72-74) i też nie miałem potem nic z tym do czynienia, ale tak jak wyżej napisałem, alfabet pamiętam do dziś.
  • #49
    olador
    Level 35  
    Moja przygoda z łącznością trwała dokładnie 1 rok, po tym jak wytapetowałem cały dom dow. jednostki trafiłem do Wrocławia i zostałem plastykiem od propagandy wizualnej...
  • #50
    krakarak
    Level 41  
    Jesień 78-80, Gołdap. Nie zapomnę tego syfu, pozoracji, kombinowania, tępych trepów, kontroli generała, który wlazł na stół i ręką znalazł kurz na świetlówkach, spania na kożuchu na podłodze, chleba noszonego w kieszeniach, piepszonej agitacji za wstąpieniem do PZPR, dziesiątków litrów piwa wnoszonego w baniakach na zupę, kart z gołymi babami, zamiany butów, szorowania korytarzy wiórami, maszerowania i "nóżka wyżej". Co za upadlanie i odczłowieczanie...
  • #51
    GrandMasterT
    Level 24  
    Ja "alfabet" to znałem tylko pobieżnie bo u nas się go praktycznie nie używało. Okazjonalnie jak stacja stała gdzieś rozstawiona ale akurat nie była w użyciu, słuchaliśmy różnych losowych transmisji i dla nabrania wprawy czasami próbowaliśmy w locie "dekodować" alfabet, ale zazwyczaj dla mnie było za szybko.
    Natomiast jako radiotelegrafista faktycznie byłem radiotelegrafistą i połowa mojej służby to 24h dyżury na radiostacji w funkcjonującej sieci radiowej gdzie utrzymywana była łączność po całym kraju. Nocna część takiego dyżuru to do dziś potrafi mi się przyśnić, gdzieś z godzinę po zachodzie słońca zawsze na radiu pojawiał się rytmiczny dźwięk który nazywaliśmy "pociągiem" - jak się odpali jakiegoś SDRa łatwo taki dźwięk znaleźć między 2 a 6 MHz - siedziało się słuchając tego, jak w jakiejś hipnozie, nawet podejrzewam że czasami wtedy spałem nie zamykając oczu ale na każdy inny dźwięk z radia natychmiast wracała aktywność.
    Oprócz tego sporo było ćwiczeń radiowych gdzieś w terenie, poligony itp - piękna sprawa. Dla mnie całe to szkolenie było jak wakacje w czasie których stałem się młodszym specjalistą łączności :D
  • #52
    jaga134
    Level 26  
    Chciałem zostać radiotelegrafistą,bo to był krok do zrobienia licencji krótkofalowca.W trakcie unitarki brałem udział w szkoleniu i odbierałem oraz nadawałem nawet 10-12 grup znaków w określonym czasie, ale jak szef łączności dowiedział się,że znam się na radiach i telewizorach/w cywilu pracowałem w Diorze/to zabrał mnie z tego szkolenia i przeniósł do warsztatu motywując to słowami,cyt:...telegrafistę to ja zrobię nawet z dębowej kłody, a mechanika nie mam". Dziś posiadam licencję krótkofalowca ale wymóg umiejętności nadawania i odbioru Morse"a już przy zdawaniu egzaminu nie obowiązywał.Alfabet Mors'a jeszcze pamiętam ale kto dziś nadaje kluczem sztorcowym i w tempie kilkunastu znaków na minutę.
  • #53
    karel47
    Level 18  
    jaga134 wrote:
    w cywilu pracowałem w Diorze

    Ja podobnie, przez fakt pracy w Diorze trafiłem do Wojsk Radiotechnicznych jako operator stacji radiolokacyjnej P37 "Anna" a następnie jako instruktor pracy bojowej.
  • #54
    pentagon
    Level 16  
    Jesień 94 JW3132 Szczecin trafiłem super do drużyny radio w batalionie zaopatrzenia, podobno ostatni pobór który uczył się "titawy" na unitarce.
    Na stanie radiostacja batalionowa Radmora " Tuberoza 2" pełna synteza
  • #55
    Janusz_kk
    Level 34  
    No jak już o elewach ktoś wspomniał to pozdrowienia dla elewów w '82 na Majdanku, kapral kapusta i te sprawy :)
  • #56
    Millaka
    Level 21  
    A pamiętacie jeszcze jak się onuce zakładało / zawijało?
  • #57
    zybex
    Helpful for users
    Millaka wrote:
    A pamiętacie jeszcze jak się onuce zakładało / zawijało?

    Oczywiście, że tak. U mnie tylko i wyłącznie onuce się nosiło. Skarpetki jedynie do munduru wyjściowego. :D

    Dodano po 11 [minuty]:

    jaga134 wrote:
    nadawałem nawet 10-12 grup znaków w określonym czasie

    Nadawałem trochę szybciej, bo w okolicach 18 grup, ale zdarzało się że w porywach jeszcze więcej. Nawet nadawałem na egzaminie dla kadry, którzy potwierdzali 2 klasę specjalności.
  • #58
    GrandMasterT
    Level 24  
    A u mnie nosiło się normalnie cywilne skarpetki.
    Były jeszcze takie niebieskie "sportowe" do trampek na zaprawę ale też tego za specjalnie nikt nie sprawdzał.
    Najlepsze jest to że zaprawy dzień w dzień kilkuset chłopa biegało w trampkach za 10zł i nikomu nic się nie stało, żadnych kontuzji. A tymczasem w cywilu rekomendacje są takie, że na początek kariery biegowej potrzebne dobre buty z amortyzacją, żeby sobie krzywdy nie zrobić %-)
  • #59
    Janusz_kk
    Level 34  
    zybex wrote:
    Millaka napisał:
    A pamiętacie jeszcze jak się onuce zakładało / zawijało?

    Oczywiście, że tak. U mnie tylko i wyłącznie onuce się nosiło. Skarpetki jedynie do munduru wyjściowego. :D

    No pewnie, i te dyżury na kompani gdzie wszystkie buty z onucami na korytarzu, to był fetor :)
  • #60
    User removed account
    Level 1