aksakal napisał: Należy uważnie czytać ! Rekomendowałem popatrzeć i przeanalizować tylko schemat zabezpieczenia,
Ja odpowiadałem koledze
thegamebusterpl napisał: na MOSFETcie nigdy nie widziałem zasilacza liniowego.
Poza tym błędy w samym zasilaczu potwierdzają błędne myślenie jego autora i błędy w zabezpieczeniu nadnapięciowym i wyliczałem je aby zobrazować kiepską amatorszczyznę autora tego schematu.
aksakal napisał: prąd kolektora zależy od napięcia bazy, które w tym schemacie nie zawsze może być jednakowe,
I o tym piszę
trymer01 napisał: Sam układ z diodą Zenera i tranzystorem jako wykrywanie podwyższonego napięcia jest nieprecyzyjny, chociażby z powodu podatności na temperaturę.
bo to jest nieprecyzyjny układ, a jako "zatrzask" wystarczyło użyć tyrystora jako wykonawczego. Przekaźnik tu jest zbędny i szkodliwy.
aksakal napisał: W ZSRR był bardzo ograniczony wybór typu tyrystorow,
A ja zawsze myślałem, że mieliście mnóstwo typów - od maleńkiej mocy rzędu 0,1A do ok.300A - mnóstwo ich w starych katalogach, wiele ich widziałem na targu sprzedawanych przez "turystów" ze wschodu - sam kupowałem.
aksakal napisał: Dla radioamatora każdy schemat nie dogmat, a tylko punkt orientacyjny dla twórczości - masz możliwość - wykorzystaj współczesne elementy.
To dział dla początkujących - popatrz na autora tego tematu. Oni nie potrafią analizować schematów, dobrać elementów i co najwyżej skopiują Twój schemat na którym "twardo" napisano KU202. I będą pytania - gdzie taki kupić, czym zastąpić.
aksakal napisał: Nie widzę również żadnego kuriozum w użyciu bezpieczników FU1 FU2 FU3. Zgodny tylko z tamtym, że FU3 lepiej wykorzystać po mostku, ponieważ przy włączeniu prąd ładowania kondensatora może jego spalić. Zdziwiony , że dla ciebie FU1 FU2 - kuriozum!!!
Nie widzisz, że FU1 i FU2 są połączone szeregowo? Naprawdę nie widzisz? - toż to jest bez sensu!
I nie masz racji pisząc
aksakal napisał: Zgodny tylko z tamtym, że FU3 lepiej wykorzystać po mostku
bo FU3 powinien być wstawiony po kondensatorze C3 - w każdego rodzaju zasilaczu, aby podczas włączania do sieci prąd ładowania C3 nie narażał FU3 na spalenie.
Dopiero teraz doczytałem wypowiedź
jarek_lnx napisał:
trymer01 napisał: Przede wszystkim, to praktyczny układ powinien być zrobiony tak: układ wykrywania nadmiernego napięcia (dioda Zenera) powinien być na wyjściu stabilizatora, zaś tyrystor wykonawczy - przed stabilizatorem. Bo tak jak na Twoim schemacie to tyrystorem zwierasz stabilizator co się dla niego źle skończy.
Teoretycznie tak będzie lepiej, w praktyce w schematach serwisowych zawsze widywałem ten układ na wyjściu, w końcu on ma zadziałać tylko w sytuacji wcześniejszego uszkodzenia zasilacza.
Jak sama nazwa wskazuje "crowbar" to jest brutalne rozwiązanie, to ma zadziałać kiedy wszystkie bardziej finezyjne układy zawiodą, zazwyczaj jest stosowany w takiej brutalnie prostej formie jak w pierwszym poście, też taki stosowałem, ba nawet w zasilaczu laboratoryjnym, gdzie wyzwalał wiele razy (bo podłączałem obciążenia generujące przepięcia ) i skutecznie chronił zasilacz nie ulegając uszkodzeniu.
Układy z TL431 oferują bardzo dokładnie określoną wartość napięcia progowego, a rezystorami można ograniczyć prądy do bezpiecznych wartości - jak ktoś chce finezyjnych rozwiązań w brutalnym układzie

Owszem, Twój sposób użycia crowbar'a jest brutalny bo zwarcie przez tyrystor spowodowane z reguły zniszczy tranzystor wykonawczy stabilizatora.
Wybacz, ale to jest nie tylko prosty, ale wręcz prostacki sposób - zniszczyć, spalić. Naprawić potem się nie da - trzeba odbudować.
Mój sposób (kolejność: prostownik, elektrolit, bezpieczni8k, tyrystor i dopiero stabilizator) naraża co najwyżej prostownik (a i na to jest sposób- dobór odpowiedniego mostka/diod, albo niewielki opornik w anodzie tyrystora aby ograniczyć prąd) - tranzystor jest bezpieczny. Po awarii wystarczy wymienić bezpiecznik, znaleźć przyczynę wzrostu napięcia na wyjściu - bo nie zawsze taki wzrost Uwy to uszkodzenie tranzystora wykonawczego, czy spalenie stabilizatora - przecież to może być usterka układu sterującego ten tranzystor, choćby zimny lut czy przypadkowe zwarcie w tym układzie.
Włączony tyrystor powoduje bardzo szybkie (mikrosek.) zmniejszenie napięcia zasilającego stabilizator do ok. 2V co natychmiast wyłącza stabilizator nie niszcząc go, zabezpiecza zasilany układ a po czasie wymaganym do spalenia bezpiecznika całość jest zabezpieczona przed przypadkowym ponownym włączeniem. Wtedy wystarczy wymienić bezpiecznik (każdy szanujący się elektronik zamontuje go w oprawce dostępnej z zewn.), sprawdzi i usunie usterkę - a nie musi odbudowywać całego stabilizatora.
W szybkim spaleniu bezpiecznika pomaga ładunek w elektrolicie filtrującym - dlatego taka kolejność elementów.
Mój sposób nie jest brutalny, jest elegancki. Wykorzystuje zalety tyrystora (szybkość i odporność na duże prądy), nie niszczy stabilizatora.
Może inaczej - bo zwykle jest tak, że różne układy mają różne zalety i różne wady. Wyżej masz opisane zalety mojej wersji, ja wad tej wersji nie widzę. Wskazuję zaś na wadę Twojej wersji (niszczenie stabilizatora) - ale może Ty widzisz jakąś wadę mojej wersji?
jarek_lnx napisał: zazwyczaj jest stosowany w takiej brutalnie prostej formie jak w pierwszym poście, też taki stosowałem, ba nawet w zasilaczu laboratoryjnym, gdzie wyzwalał wiele razy (bo podłączałem obciążenia generujące przepięcia ) i skutecznie chronił zasilacz nie ulegając uszkodzeniu.
Jeśli jest stosowany w tak brutalnej wersji to jest błąd - jak udowadniam wyżej.
Bo zwieranie wyjścia stabilizatora to ..."chamskie" jest. Zawsze myślałem, że nikt tego świadomie nie robi, z młodych lat wyniosłem bolesne nauczki z takimi zwarciami wyjścia, gdy dumny ze swego stabilizatora naraz konstatowałem, że nie stabilizuje bo tranzystor odparował.
Ale Twój przykład
jarek_lnx napisał: asilaczu laboratoryjnym, gdzie wyzwalał wiele razy (bo podłączałem obciążenia generujące przepięcia ) i skutecznie chronił zasilacz nie ulegając uszkodzeniu.
jest nie na temat - bo my tu mówimy o o zabezpieczeniu układu zasilanego przed przepięciami z zasilacza, a Ty opisujesz zabezpieczenie zasilacza przed przepięciami z układu zasilanego. To dwie różne - odwrotne - sytuacje. U Ciebie włączony tyrystor tłumił przepięcie (z układu zasilanego) a zasilacz przechodził do trybu CC.
W naszym przypadku (ochrona układu zasilanego przez wzrostem napęcia z zasilacza) i w Twojej wersji, tryb CC/ograniczenie prądu spowoduje, że bezpiecznik się nie spali (więc crowbar nie działa), albo spali się po długim czasie (długim jak na elektronikę - rzędu 1 sek) narażając tranzystor. Tak czy inaczej - do kitu
Twoja porada ma charakter generalny, a przecież nikt z nas nie wie o jaki stabilizator chodzi w temacie? - ma on tryb CC? - ograniczenie prądu? - nie wiadomo. Jeśli nie ma, to taki sposób jest najlepszą drogą do palenia tranzystorów. Można i tak - przysłowie z lat 60-tych ub.w. mówiło "tranzystor to najlepszy bezpiecznik - tylko dlaczego ma trzy końcówki?"