Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Jak to było kiedyś, kiedy części do aut nie było

christopherjed 02 Gru 2019 23:03 6273 168
  • #121
    Aleksander_01
    Poziom 40  
    bialy20 napisał:
    Ktoś już wspominał o uchwycie, który pozwalał uchylać klapę silnika. Otóż taka operacja, obniżała temperaturę oleju o jakieś 10 stopni!


    I to był wiejski tuning. Samochód opracowany we Włoszech gdzie temperatury są dużo większe niż u nas. Ten silnik zawsze był niedogrzany. Raz kumplowi jak wracał z Bieszczad coś zagruchotało w silniku. Pooglądał, popatrzył silnik chodzi. Przyjechał do Kielc. Samochód do mechanika a tam rozleciał się cały wentylator. Spalanie na trasie osiągnął poniżej 4 l/100 km.
    A widział ktoś malucha z rozkładaną tylną kanapą ? Ja takiego miałem, prawdopodobnie miał iść do bisa. Jak się przewoziło telewizory to super sprawa.
  • #122
    robokop
    Moderator Samochody
    Aleksander_01 napisał:
    Ten silnik zawsze był niedogrzany. Raz kumplowi jak wracał z Bieszczad coś zagruchotało w silniku. Pooglądał, popatrzył silnik chodzi. Przyjechał do Kielc. Samochód do mechanika a tam rozleciał się cały wentylator. Spalanie na trasie osiągnął poniżej 4 l/100 km.
    A do tego 3 litry oleju, tylko zapomniał o tym wspomnieć.
    Aleksander_01 napisał:
    A widział ktoś malucha z rozkładaną tylną kanapą ? Ja takiego miałem, prawdopodobnie miał iść do bisa. Jak się przewoziło telewizory to super sprawa.
    A napędzało go co?
  • #123
    Krzysztof Kamienski
    Poziom 43  
    Rok 1978. Dostałem od kogoś z Rodziny 30 dolarów w złocie. 20stka poszła na zakup samochodu - Ford Capri GT z ogłoszenia, w Rzeszowie. Kupiłem bez targów :D . Słaby akumulator - auto odpaliło na pych, ale zupełnie przyzwoicie, silnik pracował idealnie, wiec w drogę do domu. I się zaczeło....W zakresie prędkości 50-60 km/h coś waliło straszliwie z przodu w zawieszeniu, szarpało kierownicą, ale poniżej i powyżej tej prędkości cichło. Po kilku dnach takiego jeżdżenia ktoś z kolegów mówi - sprawdzimy. Zaczęło się sprawdzanie przedniego zawieszenia i co się okazało - w jednym Mc Phersonie tłok przetarł cylinder i prawie bokiem wylazł. Drugi w nielepszym stanie. Dwa nowe amortyzatory, Monroe (a co :D najtańsze były) kosztowały w sklepie Forda w Warszawie 30 $, nowy akumulator już krajowy, jakoś tam kupiony fuksem ( 10 $ w złocie się rozeszło :cry: ) i jezdziłem tym autem z 8 lat, bez większych problemow. Reflektory zgniły, podpasowałem bodaj ze Skody 100MB. Opony zawsze bieżnikowane..ubogi student.. Ale jakby teraz spojrzeć z perspektywy na sylwetkę Forda Capri, niech ktoś zaprzeczy, że była i jest ponadczasowa. A miało być Camaro........ :cry:
  • #124
    ALIBABA I
    Poziom 24  
    A co powiecie koledzy o tzw motocyk tzw szlifierka w tamtych czasach chodzi mi o MZ ETZ-kę 250 miałem je 3 żadnych problemów stryjek miał trophy trochę mię wkrurzała bo jak ja skręcałem to lampa nie chciała.
  • #125
    Krzysztof Kamienski
    Poziom 43  
    @robokop Wspomniałeś o rzemieślniczym zapłonie tyrystorowym, tez wtedy kupiłem i zamontowałem. Oraz rzemieślniczy alarm z ,,bimbadełkiem" w środku jako czujnikiem wstrząsu. A kto pamięta ,,eight track'i" odtwarzacze samochodowe ? Kupiłem kiedyś taki na Wolumenie i komplet, odtwarzacz samochodowy, trochę kaset i magnetofon domowy - deck- do nagrywania tych kaset.

    @ALIBABA I Z motocykli miałem tylko IZa 49. Kiedyś o nim pisałem.
    Następny do opisu będzie Jaguar Sowergein XJ kupiony w Londynie
    Rok 1995.
  • #126
    andrzejlisek
    Poziom 28  
    Ja czasów przed rokiem 1989 nie znam, ale jakiś czas temu trafiłem na ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=cJ9IC8FiBno
    Jestem przekonany, że w nim jest chociaż trochę prawdy, pomimo, że zupełnie nie pasuje do dzisiejszych czasów. Zastanawia mnie, czy w PRL istniały opony "letnie" i "zimowe".
  • #127
    bialy20
    Poziom 21  
    Aleksander_01 napisał:
    bialy20 napisał:
    Ktoś już wspominał o uchwycie, który pozwalał uchylać klapę silnika. Otóż taka operacja, obniżała temperaturę oleju o jakieś 10 stopni!


    I to był wiejski tuning. Samochód opracowany we Włoszech gdzie temperatury są dużo większe niż u nas. Ten silnik zawsze był niedogrzany. Raz kumplowi jak wracał z Bieszczad coś zagruchotało w silniku. Pooglądał, popatrzył silnik chodzi. Przyjechał do Kielc. Samochód do mechanika a tam rozleciał się cały wentylator. Spalanie na trasie osiągnął poniżej 4 l/100 km.
    A widział ktoś malucha z rozkładaną tylną kanapą ? Ja takiego miałem, prawdopodobnie miał iść do bisa. Jak się przewoziło telewizory to super sprawa.

    Pozwolę się nie zgodzić z kolegą... "Ten silnik zawsze był niedogrzany"! Klapę uchylało się w czasie długiej jazdy, z obciążonym na full "maluszkiem"! Prędkość też miała znaczenie, 85-90 to było wszystko, co można było wycisnąć... A kontrola temperatury oleju pokazywała, co można wycisnąć z silnika. Więc trudno mówić o "wiejskim tuningu" w ty przypadku!
  • #128
    ^ToM^
    Poziom 36  
    robokop napisał:


    BANANvanDYK napisał:

    A silnik w wersji odprężonej, z płaskimi denkami tłoka, na etylinę 78 oktanów?
    Zapomniałem o silnikach odprężonych, ale nawet nie wiem czy nie istniały tylko w teorii - paliwożerne i niszczące środowisko. Zauważ że nawet wersję 1300 dość szybko przestano produkować.


    Oczywiście że istniały. Sąsiad miał i zawsze się chełpił, że może na gorszej benzynie jeździć. Była 78 oktanów a później 86 oktanowa.

    robokop napisał:

    BANANvanDYK napisał:
    Ktoś mi opowiadał że w taki sposób przejechał 120 czy 150 Mm
    Takie trochę nie do uwierzenia - dwusuwy, szczególną trwałością do tej pory nie grzeszą.


    Dwusuw dwusuwowi nie równy! Na przykład mam kosiarkę SACHS z 1987 roku i do dziś działa, a silnik ma dwusuwowy na mieszankę 1:100.
    Mam też przerobionego Dzika 2 na 4 koła i tam jest silnik z bielskiej motopompy z lat 60 siątych. Oryginał, bez remontu wiele wykonał pracy przez kilkadziesiąt lat i dalej działa. W większości na mixolu 1:30.

    Na przykład powszechne i bardzo trwałe były dwusuwowe silniki okrętowe. Na pewno były produkowane do roku 2000 przez Mitsubishi, Man czy Sulzera i nawet w naszym HCP też takie produkowali.

    Dość trwałe są silniki dwusuwowe ze smarowaniem wymuszonym, spotykane w niektórych skuterach.

    Zatem ostrożny byłbym w ocenianiu dwusuwów. Ich zanik wynika, z braku możliwości zapanowania nad spalinami, gdyż spalały olej smarujący i trudno było w tej sytuacji spełnić surowe wymogi prawa.
  • #129
    Aleksander_01
    Poziom 40  
    No to dziwne że Włosi na to nie wpadli, wiadomo ciemniaki i brudasy i nie mieli pojęcia o motoryzacji. Sprawa jest prosta - jakiś cwaniak (w tym dobrym znaczeniu) wymyślił kawałek zakrzywionego pręta 6 mm, trochę gwintu, śrubka i sprężynka, do tego kit bajera jak to pomaga i cała Polska kupowała ten "wynalazek". Zrozum że społeczeństwo polskie w tamtym okresie to zacofanie i zabobony i takie kit bajerki można było wciskać. Nie lepiej jest i dzisiaj, chłopoki co do ty pory pracowały po POM przy PGR robio takie tuningi że Niemcom ze Sztutgardu i Monachium szczeny opadają. Przykro to pisać ale mentalnie to my za zachodem przynajmniej 30 do 40 lat, ale idzie ku lepszemu. Pięknie się zachowali przedstawiciele miasta Strzegom podczas pobytu w Niemczech. Kultiura jak skur.ysyn, a to przecież oficjele nie kibole.
  • #130
    ^ToM^
    Poziom 36  
    Pan.Kropa napisał:
    A jaka w waszych dużych fiatach czy polonezach była trwałość wału napędowego?


    100 tyś bez mała zrobiłem i z tą częścią nie miałem nigdy kłopotu.
  • #131
    Aleksander_01
    Poziom 40  
    Ja też z tym elementem problemów nie miałem, tylko krzyżaki i jazda. Za to tylne mosty to już loteria, koleżanka miała nówkę poldka i trasę Kielce Warszawa ciężko było zrobić, jednostajny szum (wycie) wkurzało niesamowicie.
  • #132
    ^ToM^
    Poziom 36  
    robokop napisał:
    Ktoś poruszył temat "Batervitu" - wie ktoś co to dokłądnie za substancja była? Podobnie "Supertacon" do opon?


    Batervit, po zastosowaniu którego akumulator najczęściej zaliczał zgon to był zapewne roztwór kwasu siarkowego. W niektórych sztukach po wlaniu rzeczywiście mógł na chwilę pomóc, ale wlanie go do w miarę dobrego zapewne mu nie mogło wyjść na zdrowie!

    Dodano po 3 [minuty]:

    ALIBABA I napisał:
    A co powiecie koledzy o tzw motocyk tzw szlifierka w tamtych czasach chodzi mi o MZ ETZ-kę 250 miałem je 3 żadnych problemów stryjek miał trophy trochę mię wkrurzała bo jak ja skręcałem to lampa nie chciała.


    A to już poezja. Nie miałem ETZ-250 ale miałem ETZ-150. Naprawdę udany motocykl. Miał tylko jedną wadę. Zawsze mokra ręka od wyciekającego z rączki hamulca hydrolu. Nie byłem w stanie tego uszczelnić a nie dało się kupić nowej pompki.
  • #133
    robokop
    Moderator Samochody
    ^ToM^ napisał:
    Nie byłem w stanie tego uszczelnić a nie dało się kupić nowej pompki.
    Ależ dało, tylko w czasach gdy średnia pensja wynosiła 4,5 mln zł, ta pompa kosztowała 2,2 mln. Sporo nawet jak na dzisiejsze czasy.
  • #134
    ^ToM^
    Poziom 36  
    robokop napisał:
    ^ToM^ napisał:
    Nie byłem w stanie tego uszczelnić a nie dało się kupić nowej pompki.
    Ależ dało, tylko w czasach gdy średnia pensja wynosiła 4,5mln zł, ta pompa kosztowała 2,2mln. Sporo nawet jak na dzisiejsze czasy.


    To też. Jednak w sumie bym ją kupił, ale żaden sklep w mojej okolicy tego elementu nie był w stanie ściągnąć. Ponieważ to się tylko pociło a nie ciekło ciurkiem, więc tak się jeździło aż motor sprzedałem.
  • #135
    gimak
    Poziom 38  
    bialy20 napisał:
    Klapę uchylało się w czasie długiej jazdy, z obciążonym na full "maluszkiem"! Prędkość też miała znaczenie, 85-90 to było wszystko, co można było wycisnąć... A kontrola temperatury oleju pokazywała, co można wycisnąć z silnika.

    Ja ten patent z uchyleniem tylnej klapy zastosowałem w czasie jazdy do Bułgarii ciągnąc przyczepę namiotową za drugim maluchem. Temperatura oleju dochodziła wtedy do 140 st.C. Co do podanej w cytacie prędkości, to może taką rozwijał maluch siostry z ciśnieniem sprężania 7.6 bara, ale tego nie sprawdzałem. Mój drugi maluch z ciśnieniem sprężania 9.6 bara wyciągał maksymalnie do 105 km/h, ale po długim rozpędzie - taka była podana prędkość maksymalna w instrukcji. Natomiast mój pierwszy maluch (licznik do 130 km/h - w instrukcji nie była podana prędkość maksymalna, ani spalanie benzyny czy oleju) i pierwszy maluch siostry (licznik do 140 km/h), które miały ciśnienie sprężania 11 bar, wyciągały bez problemów 130 km/h. Dałem sobie spokój z takimi prędkościami, jak koledze z pracy - to jego relacja, przy prędkości 140 km/h (jazda z górki) uwał się korbowód i wyszedł bokiem.
  • #136
    Mark II
    Poziom 21  
    andrzejlisek napisał:
    Zastanawia mnie, czy w PRL istniały opony "letnie" i "zimowe".

    Były, a przynajmniej widziałem założone na dużym fiacie tzw. błotno-śniegowe. Natomiast jak wszystko, wymagały jakiegoś skomplikowanego załatwiania.
  • #137
    ^ToM^
    Poziom 36  
    Mark II napisał:
    andrzejlisek napisał:
    Zastanawia mnie, czy w PRL istniały opony "letnie" i "zimowe".

    Były, a przynajmniej widziałem założone na dużym fiacie tzw. błotno-śniegowe. Natomiast jak wszystko, wymagały jakiegoś skomplikowanego załatwiania.


    Istniały opony letnie i miały symbol D-124, ale też istniały zimowe i miały dokładnie taki samo oznaczenie D-124. :lol: :lol:

    Jak to było kiedyś, kiedy części do aut nie byłoOpona do k... fiata.png Download (1.37 MB)
  • #138
    gimak
    Poziom 38  
    ^ToM^ napisał:
    Istniały opony letnie i miały symbol D-124, ale też istniały zimowe i miały dokładnie taki samo oznaczenie D-124. :lol: :lol:

    Jeździłem na takich, nie wiem czy były to letnie, czy zimowe, ale spisywały się bardzo dobrze zarówno w zimie jak i w lecie.
  • #139
    zbyszekkr
    Poziom 13  
    robokop napisał:
    Zwrotnice w maluchu to były smarowane panie kolego, miały normalnie kalamitki. Podobnie jak w Żuku czy podobnych.
    Co z tego, że miały kalamitki, skoro nie dało (i nie da) się tego "normalnie" nasmarować. Smar od kalamitki poprzez wydrążony wewnątrz sworzeń wędruje na dół i dopiero poprzez wyżłobienie w sworzniu "idzie" do góry i go smaruje. Na dole zwrotnicy jest "zapunktowany" dekielek / zaślepka i tenże dekielek wypada podczas smarowania, sworzeń nie jest nasmarowany. Tak właśnie "nasmarowano" mi zwrotnice podczas przeglądu gwarancyjnego w Polmozbycie (1981) a za kilka miesięcy nie dało się obrócić kołem kierownicy. Mój Ojciec znalazł na to sposób: przed smarowaniem trzeba było unieść lekko maszynę podnośnikiem, podstawić pod zwrotnicę kilka cegieł i delikatnie opuścić aby zwrotnica oparła się dekielkiem o cegły. Można było cisnąć smar, dopóki nie pojawił się na górze. I można zapomnieć o zapiekających się zwrotnicach.
  • #140
    Pan.Kropa
    Poziom 21  
    gimak napisał:
    Mój drugi maluch z ciśnieniem sprężania 9.6 bara wyciągał maksymalnie do 105 km/h, ale po długim rozpędzie - taka była podana prędkość maksymalna w instrukcji. Natomiast mój pierwszy maluch (licznik do 130 km/h - w instrukcji nie była podana prędkość maksymalna, ani spalanie benzyny czy oleju) i pierwszy maluch siostry (licznik do 140 km/h), które miały ciśnienie sprężania 11 bar, wyciągały bez problemów 130 km/h. Dałem sobie spokój z takimi prędkościami, jak koledze z pracy - to jego relacja, przy prędkości 140 km/h (jazda z górki) uwał się korbowód i wyszedł bokiem.
    A nie bałeś się jechać takim pudełkiem z takimi prędkościami? Ja maluchem kierowałem raz w życiu i nigdy więcej bym nie chciał. Po przejechaniu 40 kilometrów myślałem że mi głowa pęknie od buczenia silnika.
  • #141
    zbyszekkr
    Poziom 13  
    Aleksander_01 napisał:

    (...) Raz kumplowi jak wracał z Bieszczad coś zagruchotało w silniku. Pooglądał, popatrzył silnik chodzi. Przyjechał do Kielc. Samochód do mechanika a tam rozleciał się cały wentylator. Spalanie na trasie osiągnął poniżej 4 l/100 km.(...)
    To jest historia rodem z miejskich legend (no chyba że jechał w kilkunastostopniowym mrozie). Kilkaset km bez chłodzenia? Mnie po niecałych 20 wydmuchało uszczelkę pod głowicą...
  • #142
    ^ToM^
    Poziom 36  
    zbyszekkr napisał:
    To jest historia rodem z miejskich legend (no chyba że jechał w kilkunastostopniowym mrozie). Kilkaset km bez chłodzenia? Mnie po niecałych 20 wydmuchało uszczelkę pod głowicą...


    Bez chłodzenia nie ma takiej możliwości natomiast bez wentylatora to jakaś nikła szansa istnieje, bo bez wentylator chłodzenie jednak jest.
  • #143
    andrzej20001
    Poziom 43  
    @Pan.Kropa oj latało sie na imprezy i po 6-7 osób w kaszloku, Laski oczywiście na kolanach :)
  • #144
    ^ToM^
    Poziom 36  
    andrzej20001 napisał:
    @Pan.Kropa oj latało sie na imprezy i po 6-7 osób w kaszloku, Laski oczywiście na kolanach :)


    Laski, no więc tak: ale opowieść prawdziwa.
    No więc jadę kantem z domu do centrum wsi. Rozpędziłem się już, bo to prosta droga, tak miałem z 7 dych na blacie (nie było tedy fotoradarów i jeździło się różnie) i patrzę z daleka macha ładna panienka. No więc dałem po hamulcach wóz się zatrzymał - mówię mogę podrzucić - i dziewczyna ładuje się na tylną kanapę. Chcę ruszyć, jeb! Kłęby dymu z pod maski i koniec jazdy. Do laski mówię wysiadka i musisz kogoś innego łapać. :lol: :lol:
    Wiocha straszna! Kant zawiódł.
    Otwarłem maskę, patrzę rozsadzony krótki, gumowy wąż łączący pompę wody z blokiem (o ile dobrze jeszcze pamiętam). Chłodziwo wyciekło -dupa z jazdy.
    Jakoś na lekkim gazie i luzie na zmianę dojechałem do domu naprawiać. Wstawiłem zamiennik z węża przemysłowego. Już nigdy nie strzelił.
    Kant to był wysokiej jakości produkt. :lol: Już takie głupie UNO, które miałem wiele, wiele lat później było całkowicie niezawodne. Jeździłem nim 10 lat i nigdy się w drodze nie popsuło.
  • #145
    robokop
    Moderator Samochody
    ^ToM^ napisał:
    bez wentylatora to jakaś nikła szansa istnieje, bo bez wentylator chłodzenie jednak jest.
    Nie ma. Silnik jest szczelnie obudowany blachami, wentylator jest jedynym elementem który wymusza ruch powietrza pod nimi.
    zbyszekkr napisał:
    Kilkaset km bez chłodzenia? Mnie po niecałych 20 wydmuchało uszczelkę pod głowicą...
    A jeśli nie wydmuchało wcześniej uszczelki, to wypaliło uszczelniacze popychaczy i przytarło tłoki.

    Dodano po 1 [minuty]:

    ^ToM^ napisał:
    Otwarłem maskę, patrzę rozsadzony krótki, gumowy wąż łączący pompę wody z blokiem (o ile dobrze jeszcze pamiętam).
    Te gumy puchły, bo lał się na nie olej spod dekla klawiatury.
  • #146
    ^ToM^
    Poziom 36  
    robokop napisał:
    ^ToM^ napisał:
    bez wentylatora to jakaś nikła szansa istnieje, bo bez wentylator chłodzenie jednak jest.
    Nie ma. Silnik jest szczelnie obudowany blachami, wentylator jest jedynym elementem który wymusza ruch powietrza pod nimi.


    Nie jest tak źle. Za atrapą jest chłodnica i przy jeździe ruch powietrza ją chłodzi. Więc przy braku wentylatora utrata chłodzenia nie jest całkowita.

    Jak to było kiedyś, kiedy części do aut nie byłoF125.jpg Download (106.07 kB)

    Zresztą wentylator w późniejszych wersjach miał sprzęgło elektromagnetyczne, które włączało wentylator dopiero po przekroczeniu około 90 °C. Przy braku sprzęgu z kołem pasowym wentylator się obracał tylko siłami tarcia w łożysku jego wałka. Zatem stąd napisałem, że jest tam jakaś nikła szansa w b. sprzyjających warunkach.

    robokop napisał:

    Te gumy puchły, bo lał się na nie olej spod dekla klawiatury.


    To bardzo możliwe, bo pamiętam że wąż częściowo się zamienił w czarną maź.
  • #147
    carrot
    Moderator Samochody
    Skoro już mowa o chłodzeniu. Miałem wtedy syrenę, zagotowała wodę w szczerym polu, wywaliło wszystko przez korek, nie miałem żadnej bańki ani butelki ze sobą, co tu robić ?. 50 metrów od drogi płynął potok, ale nie było możliwości dojechania nad brzeg. Zdjąłem kołpak z koła (taka chromowana miska) i zrobiłem z 20 kursów z buta do potoka po wodę :D
  • #149
    gimak
    Poziom 38  
    zbyszekkr napisał:
    Co z tego, że miały kalamitki, skoro nie dało (i nie da) się tego "normalnie" nasmarować. Smar od kalamitki poprzez wydrążony wewnątrz sworzeń wędruje na dół i dopiero poprzez wyżłobienie w sworzniu "idzie" do góry i go smaruje. Na dole zwrotnicy jest "zapunktowany" dekielek / zaślepka i tenże dekielek wypada podczas smarowania, sworzeń nie jest nasmarowany.

    Tak było w późniejszych maluchach - smarowniczka była na obejmie zwrotnicy w górnej części. Nasmarować można było tylko jedną panewkę, tą pierwszą przez którą przeszedł smar i wtedy nie miał szans przejść przez drugą, chyba, że smarownica miała bardzo dużą wydajność. Ja w swoim drugim maluchu załatwiłem to w ten sposób, że na dole obejmy nad tą zaślepką wywierciłem otwór na drugą smarowniczkę, o kanał w sworzniu zwrotnicy zabiłem (zatkałem) kołkiem dębowym, żeby smar nie mógł sobie wędrować tak gdzie miał mniejsze opory. Tym zabiegiem zyskałem to, że każda panewka miała swoją smarowniczkę i od tego momentu nie miałem żadnego problemu ze smarowaniem.
    Natomiast w pierwszych maluchach kalamitka była na zwrotnicy i to nie miało prawa działać, bo smar nie docierał do panewek tylko wychodził wcześniej. Sworzeń zwrotnicy przy tym rozwiązaniu był pełny. Pisałem o tym wcześnej.
    Pan.Kropa napisał:
    A nie bałeś się jechać takim pudełkiem z takimi prędkościami? Ja maluchem kierowałem raz w życiu i nigdy więcej bym nie chciał. Po przejechaniu 40 kilometrów myślałem że mi głowa pęknie od buczenia silnika.

    Nie nie bałem się. Maluch, jak miał dobrze ustawioną geometrię, to bardzo dobrze trzymał się drogi, zarówno w lecie, jak i w zimie. Co do głośności, to głośne były maluchy ze źle ustawionym (zawieszonym) blokiem napędowym. Też tego na początku nie wiedziałem. Mój pierwszy maluch był bardzo cichy, widać było, że silnik w komorze silnika jest swobodnie zawieszony. Natomiast pierwszy maluch siostry był bardzo głośny i też po krótkiej jeździe bolała mnie głowa i wibracje silnika przenosiły się na karoserię. Sprawa się wyjaśniła jak wykręciłem śrubę w sprężynie, na której wisiał silnik. Śruby tej ponownie nie dało się ponownie wkręcić, bo otwór uciekł bardzo w bok. Po ustawieniu napędu (silnik-skrzynia biegów) na poduszkach przy skrzyni biegów tak, aby otwór uchwytu przy silniku był w środku otworu w tylnej belce, po wkręceniu śruby, silnik się wyciszył. Głośność jego pracy w kabinie była podobna jak w moim maluchu.
    Była tu też mowa o przegubach na półośkach, że były nietrwałe. Ich trwałość, a właściwie nietrwałość, zależała głównie od właściwego zawieszenia napędu w komorze silnika. A konkretnie to od tego, aby półosie w płaszczyźnie pionowej tworzyły linię prostą, a na to przy montażu raczej nie zwracano uwagi i później przeguby się rozłaziły.
  • #150
    Aleksander_01
    Poziom 40  
    Tam chodziło o silnik malucha a nie PF125p, zresztą są na świecie rzeczy o których się fizjonomom nie śniło.