Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Elektroda.pl
TermopastyTermopasty
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Jak to było kiedyś, kiedy części do aut nie było

christopherjed 03 Dec 2019 14:42 9033 172
  • #151
    Pan.Kropa
    Level 26  
    ^ToM^ wrote:

    robokop napisał:
    ^ToM^ napisał:
    bez wentylatora to jakaś nikła szansa istnieje, bo bez wentylator chłodzenie jednak jest.
    Nie ma. Silnik jest szczelnie obudowany blachami, wentylator jest jedynym elementem który wymusza ruch powietrza pod nimi.


    Nie jest tak źle. Za atrapą jest chłodnica i przy jeździe ruch powietrza ją chłodzi. Więc przy braku wentylatora utrata chłodzenia nie jest całkowita.



    F125.jpg
    Download (106.07 KB)

    Zresztą wentylator w późniejszych wersjach miał sprzęgło elektromagnetyczne, które włączało wentylator dopiero po przekroczeniu około 90 °C. Przy braku sprzęgu z kołem pasowym wentylator się obracał tylko siłami tarcia w łożysku jego wałka. Zatem stąd napisałem, że jest tam jakaś nikła szansa w b. sprzyjających warunkach.
    Ale ty opisujesz normalny samochód który ma chłodnice i silnik z przodu. Ale w jaki sposób miał się chłodzić silnik malucha bez wentylatora?
  • TermopastyTermopasty
  • #152
    ^ToM^
    Level 39  
    Pan.Kropa wrote:

    Ale ty opisujesz normalny samochód który ma chłodnice i silnik z przodu. Ale w jaki sposób miał się chłodzić silnik malucha bez wentylatora?


    No widzisz. Zmęczenie materiału. :lol: Ja byłem pewny, że cały czas gadamy o pf125. W poście #141 nie było mowy o tym, że chodzi o f126p, choć można się było domyśleć, bo pf125p nie pali 4 l/100 km. :D
    W takim razie mojej wpisy do tej części nie mają zastosowania :P

    Oczywiście, że w p126 brak wentylatora, brak rozsądnego chłodzenia = zatarcie silnika.
  • TermopastyTermopasty
  • #153
    Mark II
    Level 21  
    ^ToM^ wrote:
    Mark II wrote:
    andrzejlisek wrote:
    Zastanawia mnie, czy w PRL istniały opony "letnie" i "zimowe".

    Były, a przynajmniej widziałem założone na dużym fiacie tzw. błotno-śniegowe. Natomiast jak wszystko, wymagały jakiegoś skomplikowanego załatwiania.


    Istniały opony letnie i miały symbol D-124, ale też istniały zimowe i miały dokładnie taki samo oznaczenie D-124. :lol: :lol:

    Nie tylko, miałem też D-131. Bieżnik zużywał się trochę dziwnie. Na zakrętach "esów" tworzył ząbki. Tylko nie wiem, czy była to swoistość opon, czy zawieszenia mojego FSO1500. Bo zawieszenie oparte o renomowane produkty krajowego przemysłu bywało bardzo swoiste.
    Podobnie jak właściwości uszczelek do zacisków hamulcowych, zwłaszcza tych z sektora prywatnego.
    Chociaż raz, chyba w połowie lat dziewięćdziesiątych, udało mi się kupić zestaw naprawczy do przednich hamulców w którym tłoczki były chromowane, a elementy gumowe pierwszorzędnej jakości. Firma bodajż z okolic Gdyni, nazwy niestety nie pamiętam.
  • #154
    E8600
    Level 39  
    Kij od szczotki na wyposażeniu malucha pamiętacie. :D
    Prędkość maksymalna zależała od tego ile została splanowana głowica w trakcie remontów.
    Pamiętam opowiadanie jednego z kolegów z technikum, który do szkoły dojeżdżał "kaszlakiem".
    W trakcie powrotu ze szkoły maluch załadowany w 4 chłopa i test prędkości maksymalnej (z lekkiej górki).
    Pasażerowie do 100 km/h robili sobie żarty i ogólnie było głośno gdy po dłuższym odcinku wskazówka przekroczyła 140 km/h pasażerowie zamilkli i jak opowiadał "mieli śmierć w oczach".
    Jazda współczesnym samochodem z tą prędkością to nic strasznego ale w 25 letnim maluchu tą prędkość realnie czuć.
  • #155
    abart64
    Level 31  
    126p z zapłonem samoczynnym. :) Facet przychodzi i mówi: nie mogę zgasić auta, stoi pod bramą. No to powoli się zbieram, dopalam papierosa i idę zobaczyć o co chodzi. Maluszek stoi i pyrkota na wolnych a facet ma kluczyki w ręce. Pierwszy odruch to wyciągam przewód WN z cewki. Hmmm... maluszek chodzi nadal! Wsiadłem, zdusiłem go na biegu i patrzę pod maskę a tu nie ma paska. Facet przejechał 30 km bez chłodzenia. Po wystygnięciu nawet odpalił, ale taki siwy dym szedł, że nic nie było widać.
  • #156
    zbyszekkr
    Level 15  
    ^ToM^ wrote:

    Oczywiście, że w p126 brak wentylatora, brak rozsądnego chłodzenia = zatarcie silnika.
    No to jeszcze trzy historie o maluchu:
    1. Zajechałem kiedyś na łono natury, zaglądam do silnika a tam popękany pasek klinowy, och co za żal, czas na wymianę. Zakładam więc "rzemieślniczy". Wracając, przed wjazdem na główną drogę bardzo ostry podjazd i kiepski widok na główną, trzeba trochę postać. Zastanawia mnie zgaszona lampka od ładowania, boć to przecież prądnica, musi świecić na wolnych. Zaglądam do silnika, a tam po "rzemieślniczym" ani śladu a wentylator i prądnica się kręci! Czary, skądże! Wyłącznik zwrotny regulatora pozostał zwarty, dlatego nie świeci lampka ładowania a prądnica pracuje jak silnik. Na szczęście nie wyrzuciłem poprzedniego paska, bo przecież był jeszcze cały.
    2. Wyjeżdżam rano, trzaskający mróz. Wiadomo, "ogrzewanie" mogę włączyć po ładnych kilku km aby silniczek łapnął ciepła i nie zeżarł mi za dużo kartkowej. Przy wjeździe na skrzyżowanie przekręcam dźwigienkę, a tu zapach benzyny jakby mi ktoś kanister wylał w kabinie! Zjeżdżam na pobocze, z cygarem w zębach otwieram klapę i strach odrzuca mnie na kilometr. Silnik i cała komora zalana benzyną. Kilka dni wcześniej założyłem filtr paliwa pomiędzy pompą a gaźnikiem. Pan Sprzedawca twierdził, że opaski na wężykach zbędne więc po co? Igelitowy wężyk twardy jak stal na mrozie zsunął się z filtra i kartkowe sikało po komorze, część była zasysana do gaźnika więc silnik pracował.
    3. Po 8 miesięcznym postoju na parkingu "strzeżonym" mo w BB akumulator ma wodę zamiast kwasu. Skąd nowy, a jeździć trzeba! Dwie baterie płaskie plus dwie diody podłączone bezpośrednio do cewki, rozruch na pych i jazda. Co prawda kijowo się jeździło w nocy bo wszystkie światła gasły na skrzyżowaniach, ale kilka tygodni tak jeździłem.
    Ach, byłoby tych historii jeszcze kilkanaście. Rozruch sznurkiem, jazda bez kluczyków (na "dwie monety"), próba kradzieży "na monety" nieudana przez moją przeróbkę instalacji, itp.
  • #157
    abart64
    Level 31  
    zbyszekkr wrote:
    Zaglądam do silnika, a tam po "rzemieślniczym" ani śladu

    Mój rekord "rzemieślniczego" to dojazd 126p do bramy warsztatu zaraz po założeniu, czyli tak cirka 1 min i się był rozleciał :)
  • #158
    User removed account
    Level 1  
  • #159
    Włodzimierz Wojtiuk
    Level 32  
    bialy20 wrote:
    Patent był w porządku!

    IMO patent na staroć i nie przystający do naszych potrzeb, tak by "lud pracujący" miał czym się zajmować w czasie wolnym od pracy - dłubać w pseudoautach.
  • #160
    User removed account
    Level 1  
  • #161
    marian1981.02
    Unitra equipment specialist
    abart64 wrote:
    ale taki siwy dym szedł że nic nie było widac.
    Też kiedyś mi leciał ale czarny dym, że nic nie było widać jak pomyliłem dystrybutory i nalałem ropy do malucha :) Ale był power, zawory tak tłukły myślałem, że silnik wyskoczy. A te kopyto... :D
  • #162
    robokop
    Moderator of Cars
    marian1981.02 wrote:
    Ale był power, zawory tak tłukły myślałem, że silnik wyskoczy. A te kopyto...
    Tiaaa. Kopyto.... Ale się tu mokrych snów pojawia... Brakuje tylko opisów, jak to maluch przód przy starcie podrywał.
    abart64 wrote:
    Mój rekord "rzemieślniczego" to dojazd 126p do bramy warsztatu zaraz po założeniu, czyli tak cirka 1 min i się był rozleciał
    Rzemieślnicze były gorsze, ale nie aż tak, przestańcie fantazjować. Paski były złe, a za to rzemieślniczo nalewane opony super - coś tu chyba nie gra.
  • #163
    Megawe
    Level 33  
    Nauczycielowi co nam podpadł wlaliśmy strzykawą z wężykiem olej do tłumika malucha. Po 200 m świeca dymna za nim i kierunek na warsztat. Diagnoza, remont kapitalny silnika. Po remoncie, przełożyliśmy kable WN w kopułce a miał kable z taką zieloną plastikową osłoną przy samej kopułce, że nie było widać. Maluch stał na warsztacie miesiąc, ściągano różnych fachowców i radzono nad tym dlaczego iskra jest tylko na jednym cylindrze. Następnie dokręciliśmy nakrętki na pokrywie zaworów, silnik miał iskrę na dwóch cylindrach a pracował na jednym. I znowu powrót na warsztat. Diagnoza gaźnik do wymiany, nauczyciel kupił używany gaźnik ze sprawnego auta i wysłał kumpla, żeby zaniósł go na warsztat. Po drodze odkręciliśmy pokrywę od gaźnika i odwróciliśmy rozpylacz i taki daliśmy mechanikom. Maluch jeździł tylko na ssaniu. Mechanicy się poddali.
    Inna historia z maluchem. Na podwórku spawaliśmy tylny wahacz na aucie spawarką elektryczną a tu wiadomość przywieźli na CPN benzynę, wtedy można było tylko zatankować zbiornik do pełna, nie było kartek. Czas się liczył, kto pierwszy ten lepszy, żeby nie zwijać kabli od spawarki zamkneliśmy w garażu psa wilczura i niedomknięte drzwi związaliśmy drutem. Za pół godziny wracamy a tu w naszą stronę biegnie milicjant a nasz wilczur za nim. Wjeżdżamy na podwórko a tu strażacy wdrapali się na drzewo, jakaś baba z urzędu w szoku piszczy. Była to akcja posesja. Na pewno starsi pamiętają akcje posesja. Wilczura nikt nie szkolił a był uczulony na osoby w mundurach.
  • #164
    fura boru
    Level 10  
    No i bez "'hermetyku " ani rusz.
  • #165
    Aleksander_01
    Level 41  
    Megawe wrote:
    Nauczycielowi co nam podpadł


    Coś mi tu zajeżdża mchem i paprocią.
  • #166
    christopherjed
    Level 4  
    Megawe wrote:
    Nauczycielowi co nam podpadł wlaliśmy strzykawą z wężykiem olej do tłumika malucha. Po 200 m świeca dymna za nim i kierunek na warsztat. Diagnoza, remont kapitalny silnika. Po remoncie, przełożyliśmy kable WN w kopułce a miał kable z taką zieloną plastikową osłoną przy samej kopułce, że nie było widać. Maluch stał na warsztacie miesiąc, ściągano różnych fachowców i radzono nad tym dlaczego iskra jest tylko na jednym cylindrze. Następnie dokręciliśmy nakrętki na pokrywie zaworów, silnik miał iskrę na dwóch cylindrach a pracował na jednym. I znowu powrót na warsztat. Diagnoza gaźnik do wymiany, nauczyciel kupił używany gaźnik ze sprawnego auta i wysłał kumpla, żeby zaniósł go na warsztat. Po drodze odkręciliśmy pokrywę od gaźnika i odwróciliśmy rozpylacz i taki daliśmy mechanikom. Maluch jeździł tylko na ssaniu. Mechanicy się poddali.
    Inna historia z maluchem. Na podwórku spawaliśmy tylny wahacz na aucie spawarką elektryczną a tu wiadomość przywieźli na CPN benzynę, wtedy można było tylko zatankować zbiornik do pełna, nie było kartek. Czas się liczył, kto pierwszy ten lepszy, żeby nie zwijać kabli od spawarki zamkneliśmy w garażu psa wilczura i niedomknięte drzwi związaliśmy drutem. Za pół godziny wracamy a tu w naszą stronę biegnie milicjant a nasz wilczur za nim. Wjeżdżamy na podwórko a tu strażacy wdrapali się na drzewo, jakaś baba z urzędu w szoku piszczy. Była to akcja posesja. Na pewno starsi pamiętają akcje posesja. Wilczura nikt nie szkolił a był uczulony na osoby w mundurach.

    Jeżeli tak rzeczywiście było, to to nie byli mechanicy. Manipulacje widoczne na pierwszy rzut oka, np zdeformowana pokrywa zaworów, to był częsty przypadek po amatorskiej regulacji zaworów. Diagnoza kapitalny remont po dymie z silnika, bez sprawdzenia przyczyny? No chyba u wujka Stasia w garażu. itd
  • #167
    marian1981.02
    Unitra equipment specialist
    robokop wrote:
    Tiaaa. Kopyto.... Ale się tu mokrych snów pojawia...
    Kopyto w sensie dużo hałasu i dymu a mało jazdy, ale widać nie załapałeś ironii.
  • #168
    ^ToM^
    Level 39  
    Mark II wrote:
    ^ToM^ wrote:
    Mark II wrote:
    andrzejlisek wrote:
    Zastanawia mnie, czy w PRL istniały opony "letnie" i "zimowe".

    Były, a przynajmniej widziałem założone na dużym fiacie tzw. błotno-śniegowe. Natomiast jak wszystko, wymagały jakiegoś skomplikowanego załatwiania.


    Istniały opony letnie i miały symbol D-124, ale też istniały zimowe i miały dokładnie taki samo oznaczenie D-124. :lol: :lol:

    Nie tylko, miałem też D-131. Bieżnik zużywał się trochę dziwnie. Na zakrętach "esów" tworzył ząbki.


    To były felerne opony. Mieliśmy je fabrycznie założone i po roku właśnie z takiego samego powodu były reklamowane. Udało się nam je wymienić na D-124 i z nimi nie było już żadnych problemów.
  • #169
    andrzej20001
    Level 43  
    A paski klinowe od ruskich na targu do 125p/łada? Materiał jak kondon, co dzień regulacja bo piszczał i po tygodniu zmiana :)
  • #170
    Tommy82
    Level 40  
    Przypomniały mi się przygody brata z jego maluchem.
    Pierwszy raz jak wyjmował silnik to sobie młotkiem pomógł przy blachach efekt tego był taki że napęd paska i koło alternatora nie było w linii, i albo kończył się pasek albo ścinało szpilki na kole pasowym był brzdęk i pojazd był bez chłodzenia. I tak bracik raz na 3 dni robiąc trasę do szkoły i z powrotem trzeciego dnia wracał bez paska przez szrot i tak się zaczęła przygoda w niekończący się remont.
    Powód pierwszego rozkręcenia też był śmieszny, sąsiad sprzątał w piwnicy (na stałe mieszkał w DE od początku lat 80 tych) i znalazł jakiś stary olej i pyta ojca czy nie potrzebuje do jakiegoś moczenia czegoś czy coś. Ojciec stwierdził ze w sumie to w pile zużyje. Natomiast bratu zapaliła się lampa i wlał to do malacza. Z tego oleju w silniku zrobił się praktycznie asfalt. Później bracik jeszcze stoczył u kumpla koło zamachowe i splanował w zakładzie głowice chyba o 3 mm. I już się zaczęły dziać cuda.
  • #172
    Tommy82
    Level 40  
    @cyborg39
    W sumie to brakło puenty.
    A puenta jest taka że maluch bez chłodzenia dość łatwo dostawał samozapłonu. A te PRLowskie oleje parę lat postały to nadawały się do niczego.

    Natomiast co do części czy opon to nic nigdzie nie było a na giełdzie w Myslowicach czy Gliwicach było praktycznie wszystko z oponami włącznie.
  • #173
    kwok
    Level 39  
    Klocki do jakiegoś Chryslera zregenerowane okładzinami od chyba kraza. Cięcie, szlifowanie i nitowanie do blachy starego klocka. Okładzina tak twarda że hamulce straciły połowę skuteczności ale jak nowe trzeba było importować i czas oczekiwania ze 3 tygodnie a gość na wczasy nad morze przyjechał i zaczął blachą hamować......