Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Jak to było kiedyś, kiedy części do aut nie było

christopherjed 27 Lis 2019 07:47 6411 168
  • #1
    christopherjed
    Poziom 4  
    Trudno dzisiaj pojąć, ze może nie być jakiejś części do naszego samochodu, no chyba że to jakaś egzotyka. Ale w pierwszej połowie lat 80-tych, gdzie na ulicach królowały głównie Fiaty 125, 126, Polonezy, było trochę innych jak Skody 105, Wartburgi, Trabanty, Łady, Moskwicze i Zastavy, występował totalny brak części zamiennych. Kolejki po opony (mają być jutro sprzedawane w Polmozbycie - głosi plotka) ustawiały się już poprzedniego dnia i ludzie stali całą noc. Generalnie, części eksploatacyjne były często kupowane na zapas bo dzisiaj są, "a jak będę potrzebował, to nie kupię".
    Nagminnym problemem Fiatów 125 i 126 były łańcuchy rozrządu, które, miernej jakości, wytrzymywały max. 30 tys. km, a często już po 15 były do wymiany. W tej sytuacji nagminnie kwitł system regeneracji i przeróbek różnych części, np prywatni producenci produkowali zamienniki, ale o bardzo niskiej jakości jak również różne gadżety, przedłużające życie części. Np do F 125 produkowano napinacze łańcuchów. Powszechnie w warsztatach regenerowało się sworznie zwrotnic, wahaczy, nabijało się tarcze sprzęgieł (do 126 okładziny sprzęgła nitowało się okładzinami z betoniarek o symbolu 400 coś tam, pasowały idealnie, trzeba było tylko umieć odpowiednio ostrzyć wiertło i rozwiercać, itd.
    Mój znajomy z Będzina, mający zakład obróbki metalu, frezował małe kółka rozrządu do 125 i 126 o płytszych wrębach zębów, w trzech wymiarach. Po dopasowaniu, luz był kasowany i rozrząd pracował często dłużej niż oryginalny.
    Nagminnym problemem w tych latach w 126p były też wyrobione tulejki rozrusznika, co powodowało ocieranie wirnika o stojan i konieczność wymiany tulejki. Tulejki dostępne w małych sklepikach z częściami były pełne tulejek od prywatnych producentów, którzy jednak z braków materiałowych wykonywali je ze zwykłych brązów, co starczało na 2-3 tys km. Pomysłem, który "przywracał" starym tulejkom, wykonanym ze spieku brązu z grafitem ich pełną funkcjonalność, było przecięcie starej tulejki cienkim, zeszlifowanym do grubości 0,5 mm brzeszczotem wzdłuż, owinięcie paskiem cienkiej blachy , wycinanej np z puszki piwa, kupionej w Baltonie czy też Pewexie, wbicie jej na dokładnie to samo miejsce, aby wyżłobienia wałka i tulejki pokryły się. Funkcjonowało idealnie, setki maluchów przeszły przez nasz warsztat.
    Dzisiaj to zamierzchła przeszłość, ale czasami i dzisiaj przydaje się trochę kreatywnego myślenia.
    Nie zamieszczam tego posta jako temat do dyskusji, chciałem tylko trochę młodszym użytkownikom samochodów przedstawić to jako ciekawostkę. Pozdrawiam wszystkich pasjonatów motoryzacji.
  • #2
    robokop
    Moderator Samochody
    To co opisujesz, to druciarstwo w najczystszej postaci, nie dopuszczalne dzisiaj, wtedy również, pomimo usprawiedliwienia brakiem części. Rozrządy w PF 125p - żaden napinacz nic tam nie pomagał. Zużywało się dolne kółko, łańcuch potrafił przeskoczyć na nim, uszkadzając przy okazji dekiel. Podobnie w "maluchu". Nabijanie okładzin tarcz sprzęgłowych czy szczęk hamulcowych - spotykane i dzisiaj, jako tańsza, alternatywna metoda naprawy, czy regeneracji jakiejś egzotycznej części. Tulejki rozrusznika - to nawet ciężko skomentować - ten brąz rozlatywał się, rzadko zdarzało się, żeby udało się wyprasować tę tulejkę bez jej zniszczenia. Części na rynku było sporo - produkcji rzemieślniczej, o jakości porażająco niskiej i cenach niższych 2 czy 3-krotnie w porównaniu z produkcją państwową. Owszem, były części nie dostępne - łożyska serii CBK do skrzyń biegów, opony - królowały na rynku nalewki czy opony n-tej kategorii przeznaczone do maszyn rolniczych, akumulatory - załatwiane "spod lady" - części do aut zagranicznych zaś były z prywatnego importu - znajomy do tej pory ma 5 tys. sztuk podkładek regulacyjnych zaworów do Łady Samary, które osobiście przywiózł z ZSRR wtedy jeszcze.
  • #3
    rynio_di
    Poziom 25  
    A w Fiacie 125 p był napinacz rozrządu? Tą funkcję pełnił chyba jakiś pierścień gumowy założony na małe koło (tłumił też hałas). A także aby zwrotnice w maluchu się nie zapiekały to patent z olejem podawanym ze strzykawek poprzez wężyki do zwrotnicy. A jakim wielkim problemem było dorobić klocki hamulcowe, z okładzin od (chyba Kamaza) frezowało się całymi godzinami taką okładzinę. Klejenie na klej Hermetik zaciśnięte w imadle.
  • #4
    robokop
    Moderator Samochody
    rynio_di napisał:
    .A także aby zwrotnice w maluchu się nie zapiekały to patent z olejem podawanym ze strzykawek poprzez wężyki do zwrotnicy
    Zwrotnice w maluchu to były smarowane panie kolego, miały normalnie kalamitki. Podobnie jak w Żuku czy podobnych.

    Dodano po 1 [minuty]:

    rynio_di napisał:
    tą funkcję pełnił chyba jakiś pierścień gumowy założony na małe koło ( tłumił też hałas )
    To był "wyciszacz".
  • #5
    christopherjed
    Poziom 4  
    rynio_di napisał:
    A w Fiacie 125 p był napinacz rozrządu ?
    Oczywiście nie było, napisałem o produkcji rzemieślniczej, dodatkowy gadżet montowany na pokrywie rozrządu.
    robokop napisał:
    To co opisujesz, to druciarstwo w najczystszej postaci, nie dopuszczalne dzisiaj, wtedy również, pomimo usprawiedliwienia brakiem części.
    Tak, masz rację, ale jeżeli stoisz przed alternatywą postawienia samochodu "na klockach" lub stosowania druciarstwa, to powiedz co zrobisz. Wyobraź sobie, jeżeli możesz, bo tych czasów pewnie nie pamiętasz i trudno Ci wyobrazić sobie, jak to rzeczywiście było, że dzisiaj masz do wyboru w Twoim samochodzie - zastosowanie druciarstwa czy też wyłączenie samochodu na miesiąc. Przypominam, że wówczas samochód, każdy, był luksusem, na który nie każdy mógł sobie pozwolić. ^-7 letni Maluch kosztował około 10-12 miesięcznych pensji. Dzisiaj, tak jak ja, jeżeli mój samochód jest wyłączony na miesiąc lub dłużej, kupuję starą skorupę i jeżdżę do czasu naprawy mojego. Tak to było, nie da się tego wytłumaczyć tym, którzy tego nie przeżyli. Mój 36 letni syn traktuje to jak bajki. I to by było na tyle, co i na przodzie. Pozdrawiam.
  • #6
    andrzej20001
    Poziom 43  
    Były częsci nadwymiarowe i doskonale sie spisywały ALE trzeba było mieć rozwiertaki do ich prawidłowego zamontowania.
    Znam przypadek że po nabiciu tulejek "janusz" oszlifował flexem oś wirnika 126p "bo mu nie wchodzi"
  • #7
    rynio_di
    Poziom 25  
    Wiem, wiem, że miały kalamitki. A czy wszyscy mieli towotnicę (najlepiej nożną co by przepchało towot w zapieczonej zwrotnicy), Z kalamitki wydłubywało się śrut i sprężynkę nakładało wężyk od aparatu do kroplówki i w bagażniku strzykawka z olejem.
  • #8
    carrot
    Moderator Samochody
    W starym Wartburgu, takim "syreno podobnym" widziałem kiedyś fabryczny układ centralnego smarowania podwozia: W samochodzie był 4 pedał, pompa oleju ze zbiorniczkiem podobna do hamulcowej i rozprowadzony pod podłogą system rurek dochodzących do zwrotnic, ślizgów resorów itd
  • #9
    christopherjed
    Poziom 4  
    A czy ktoś jeszcze z forum miał okazję naprawiać stare silniki z M20, tzw dolniaki, czyli dolnozaworowe? Czy ktoś jeszcze potrafiłby wyskrobać panewkę, jeżeli nawet wiadomo o co chodzi? Ile plamek na cm2? A czy ktoś pamięta, że w Lublinach z lat 50/60 wycieraczka szyby chodziła na podciśnienie z kolektora? Albo, mój pierwszy samochód, wyposażony w tzw dynastarter -kto jeszcze pamięta w jakich samochodach był montowany i kiedy? To kawał prawie zapomnianej historii motoryzacji, nie tylko w Polsce.
  • #10
    robokop
    Moderator Samochody
    carrot napisał:
    W samochodzie był 4 pedał, pompa oleju ze zbiorniczkiem podobna do hamulcowej i rozprowadzony pod podłogą system rurek dochodzących do zwrotnic, ślizgów resorów itd
    To była wersja "deluxe" - wyposażenie dodatkowe. Zupełnie przydatne, w czasach kiedy wszystko w zawieszeniu oparte było na tulejkach brązowych zamiast gumowych silentblocków. Żuka i pochodne znienawidziłem za to - nie dało się tego zrobić na dłuższą metę, żeby gdzieś luzu nie złapało.
    christopherjed napisał:
    A czy ktoś jeszcze z forum miał okazję naprawiać stare silniki z M20, tzw dolniaki, czyli dolnozaworowe?
    A naprawiałem, właśnie do "Warszawy" - właściciel za chiny nie chciał nowszego S21 z gaźnikiem FOS.
    christopherjed napisał:
    Czy ktoś jeszcze potrafiłby wyskrobać panewkę, jeżeli nawet wiadomo o co chodzi? Ile plamek na cm2?
    Dzisiaj to bez sensu - zakład dorobi profesjonalnie każdą panewkę, za ułamek tego, ile trzeba by się było napierniczyć z wylewaniem babbitu, a później skrobaniem go. W dodatku z dużo gorszym efektem.
  • #11
    cyborg39
    Poziom 25  
    A dynastarter to zapewne Mikrus tak?
  • #12
    palmus
    Poziom 24  
    Był jeszcze mechaniczny (!) filtr paliwa w warszawach. Połączony cięgnem z pedałem sprzęgła. W filtrze był grzebień który z takich talerzyków zrzucał syf na dno.
    Druciarstwo:
    Po przejechaniu 75 tys km Ładą nastąpił czas na remont silnika. Takie były standardy. Kazali mi kupić komplet tłoków na pierwszy szlif. Jedyny "sklep firmowy" to Białystok.
    Przywiozłem tłoki a mechanik mówi: ten o 2 mm za duży, ten o 0,5 mm za mały, do tego nie chce wejść sworzeń. A czwarty od biedy jakoś dopasuję.
    Pojechał posłaniec wymienić na dobre. Mówi że w całym magazynie sprzedawca znalazł 4 szt jego zdaniem dobre.
    Mechanik po przewróceniu oczami mówi: dobra wytoczę z tych tłoków takie jakie mają być.
    Tłoki ORYGINALNE, RADZIECKIE.
    I To był przedsmak druciarstwa anno domini 2019.
  • #13
    anchilos
    Poziom 26  
    palmus napisał:
    Był jeszcze mechaniczny (!) filtr paliwa w warszawach


    Czy oleju?
  • #14
    christopherjed
    Poziom 4  
    Czy ktoś pamieta olej silnikowy, bardzo reklamowany, w żółtych butelkach, rzadki jak woda, sprzedawany w latach 1980-1985, nie pamiętam nazwy. Był reklamowany jako super olej, o podwyższonych własnościach itp, ale bardzo rzadki. Po roku eksploatacji zaczęli przyjeżdżać pierwsi taksówkarze, silniki nie miały mocy. Pamiętam jeden, szczególny przypadek - F125p, stary taksówkarz, dostał przydział? na 125p i od poczatku jeździł na tym oleju . Przy przebiegu około 90 000 km (dziewięćdziesiąt!), był już słaby, palił dużo, etc. po pomiarach i rozbiórce, wał I szlif, blok ledwie wydolił na III szlif.
    W okresie fascynacji użytkowników tego oleju, gwałtownie wzrosła liczba silników, które remontowaliśmy po 100-120 tys.km. Ewidentnym sprawca był ten olej, jego nazwy już nie pamiętam.
    Aby podkreślić wagę stosowania dobrego oleju, przytoczę przykład mojego dobrego przyjaciela z Łowecz w Bułgarii. Jego żona, Polka, wniosła w posagu nowego, 125F,1500. Po kilku miesiącach wybrali się w podróż po Europie i we Włoszech Stefan zamontował instalację gazową. To był rok 1975. Cały czas jeździł na Castrolu, kupowanym za dewizy.W 1988 uznał, że czas na remont silnika przy przebiegu około 210 000 tys km. Poprosił mnie o dostarczenie tłoków i panewek na I szlif, kompletu uszczelek zaworów etc. Poprosiłem, aby najpierw rozebrał silnik, dokładnie pomierzył i dopiero wtedy kupię i dostarczę mu części. Byłem przekonany,że wystąpi potrzeba tulejowania bloku. Po pomiarach okazało się, że niewielki plamy po I szlifie wymusiły II szlif na 2 cylindrach, wał na I szlif. Przebieg 200 tys na polskich, z CPN-u olejach niewyobrażalny, wypowiedzi różnych "specjalistów", że gaz jest suchy i szybko niszczy silnik, całkiem do dudy. To były, pod koniec 80-tych lat, pierwsze próby gazowania w Polsce.
    Dlaczego o tym Piszę?
    Jakość oleju oraz jego regularna wymiana, nawet częściej niż reklamuje producent, to podstawa długiej, bezawaryjnej eksploatacji silnika. NIE OSZCZĘDZAĆ NA OLEJU.To banalne prawdy, ale własnie na krótko kupiłem starą Astrę, która ma taki syf w środku, spowodowany marnym i rzadko zmienianym olejem,że auto chodziło jak Diesel. Pomału prostuję błędy poprzedników.

    Dodano po 2 [minuty]:

    anchilos napisał:
    palmus napisał:
    Był jeszcze mechaniczny (!) filtr paliwa w warszawach


    Czy oleju?

    Oczywiści e oleju

    Dodano po 3 [minuty]:

    cyborg39 napisał:
    A dynastarter to zapewne Mikrus tak?
    Nie , P70, tzw Zemsta Hitlera, produkowany w NRD na bazie IFA f7, wg dokumentacji ogarniętej przez tych lepszych Niemców z NRD
  • #15
    Bieda z nędzą
    Poziom 32  
    Jak części nie było to się regenerowało stare. Blok malucha ma luz na wałku rozrządu? Szła tuleja. Wyrwana szpilka głowicy z bloku? Nowa szpilka dotoczona z półośki. Nie ma łańcucha rozrządu? Stary na kowadło i klepiemy po sworzniach.
    W mordę, miliony przykładów mógłbym podać.
    Co do sworzni zwrotnic - ludzie, to była normalna naprawa, nie tylko maluch, bo i skoda też. Żuk, Nysa, Warszawa to była menda jeżeli chodzi o remont zawieszenia i układu kierowniczego, pamiętacie wychlustane śruby mimośrodowe?
    Wołga miała 31 punktów smarnych, Moskwicz niewiele mniej.
  • #16
    marcin_wr
    Poziom 20  
    christopherjed napisał:
    Czy ktoś pamieta olej silnikowy, bardzo reklamowany, w żółtych butelkach, rzadki jak woda, sprzedawany w latach 1980-1985, nie pamiętam nazwy.

    Selektol SuperPlus
  • #17
    ewoo
    Poziom 21  
    christopherjed napisał:
    A czy ktoś jeszcze z forum miał okazję naprawiać stare silniki z M20, tzw dolniaki, czyli dolnozaworowe?
    Leżał taki silnik u mnie w szopie, wywiozłem go na złom kilkanaście lat temu. Dziś tego żałuję bo pewnie dla kogoś kto odnawia stare samochody byłby potrzebny. Leżał ze 20 lat a gdy go wywoziłem wykręciłem świece i obróciłem wałem. Kręcił się bez problemu. Ciekawe miał świece, (grube) i filtr oleju który "czyścił się" przy każdym naciśnięciu pedału sprzęgła. Razem z nim na przetop trafił silnik z malucha 600 cm3.

    Dodano po 2 [minuty]:

    marcin_wr napisał:
    christopherjed napisał:
    Czy ktoś pamieta olej silnikowy, bardzo reklamowany, w żółtych butelkach, rzadki jak woda, sprzedawany w latach 1980-1985, nie pamiętam nazwy.

    Selektol SuperPlus

    Był też Selektol specjal i chyba łatwiej można go było "nabyć".
  • #18
    Bieda z nędzą
    Poziom 32  
    Selektol był w litrowych puszkach, później w litrowych butelkach, ale nie owalnych a takich kanciatych, w jakich też był olej Hipol albo Lux DW. Później był w białych owalnych. Kto miał "dulary" to w pewexie mógł kupić 5-litrową metalową bańkę Castrola GTX.
    Był jeszcze olej który się nazywał Extra 5T, w bodaj dwulitrowych metalowych bańkach
  • #19
    marcin_wr
    Poziom 20  
    Bieda z nędzą napisał:
    Selektol był w litrowych puszkach, później w litrowych butelkach, ale nie owalnych a takich kanciatych

    Selektol Specjal owszem, był sześciokątnych, ale Super Plus był już w owalnych, bardzo miękkich i pamiętam że łuszczyły się strasznie napisy.
    Na fotce akurat butelka w której był mixol, natomiast w żółtych był Selektol Super Plus

    Jak to było kiedyś, kiedy części do aut nie byłoaa1.png Download (468.78 kB)
  • #20
    robokop
    Moderator Samochody
    christopherjed napisał:
    W okresie fascynacji użytkowników tego oleju, gwałtownie wzrosła liczba silników, które remontowaliśmy po 100-120 tys.km. Ewidentnym sprawca był ten olej, jego nazwy już nie pamiętam.
    Aby podkreślić wagę stosowania dobrego oleju, przytoczę przykład mojego dobrego przyjaciela z Łowecz w Bułgarii. Jego żona, Polka, wniosła w posagu nowego, 125F,1500. Po kilku miesiącach wybrali się w podróż po Europie i we Włoszech Stefan zamontował instalację gazową. To był rok 1975. Cały czas jeździł na Castrolu, kupowanym za dewizy.W 1988 uznał, że czas na remont silnika przy przebiegu około 210 000 tys km. Poprosił mnie o dostarczenie tłoków i panewek na I szlif, kompletu uszczelek zaworów etc. Poprosiłem, aby najpierw rozebrał silnik, dokładnie pomierzył i dopiero wtedy kupię i dostarczę mu części. Byłem przekonany,że wystąpi potrzeba tulejowania bloku. Po pomiarach okazało się, że niewielki plamy po I szlifie wymusiły II szlif na 2 cylindrach, wał na I szlif. Przebieg 200 tys na polskich, z CPN-u olejach niewyobrażalny, wypowiedzi różnych "specjalistów", że gaz jest suchy i szybko niszczy silnik, całkiem do dudy. To były, pod koniec 80-tych lat, pierwsze próby gazowania w Polsce.
    Coś mi tu wczesną miażdżycą zalatuje. Największym problemem PF 125p był wał podparty tylko w trzech punktach , z mało wydolnym układem smarowania, z filtrem bocznikowym i ciężki rozrząd OHV. Dlatego te silniki rzadko przekraczały przebieg 100 tys. km. bez remontu. Do tego konstrukcja bloku silnika powodowała że był bardzo wrażliwy na przegrzanie - dochodziło do przekoszenia podpór wału, traciły osiowość. Część bolączek poprawiono dopiero w "Polonezie" - zastosowano wydajniejszą pompę oleju, filtr pełnego przepływu, inaczej rozwiązano magistralę olejową. Do tego dochodziła jeszcze specyfika produkcji PRL - powierzchnie ulepszane przez hartowanie nie zawsze trzymały i wzorcową twardość i wymiar - szybko wycierające się krzywki wałków rozrządu. Przy remontach, z reguły faktycznie leciał od razu drugi nadwymiar cylindrów - to tez miało swoją przyczynę, w źle zaprojektowanym układzie korbowo-tłokowym. Ogólnie z zakupem tej licencji, to był średni interes - Rosjanie zrobili o wiele lepszy z "Ładą", również będącą Fiatem - o wiele lepsze i trwalsze silniki, lepsze zawieszenie na sprężynach, zamiast resorów.
  • #21
    carrot
    Moderator Samochody
    Inna sprawa, że fabryczne części nie trzymały wymiarów. Jak robiłem remont silnika to jechałem do hurtowni z wagą elektroniczną i mikrometrem, z 30 tłoków wybierałem 4, szlify, osiowanie bloku, winklowanie korb i tak złożony silnik był w stanie przejechać ponad 100kkm, złożony w fabryce rozlatywał się po 50kkm
  • #22
    Aleksander_01
    Poziom 40  
    marcin_wr napisał:
    Super Plus był już w owalnych, bardzo miękkich i pamiętam że łuszczyły się strasznie napisy.

    Lałem to bo innego nie było. Miał klasyfikację SC. Miałem wtedy dacię 1310p i niech mi ktoś wyjaśni co to było. Żebyś nie wiem jak wyczyścił pokrywę zaworów to i tak po przejechaniu kilku tysięcy km było pełno syfu, coś w rodzaju piasku, i osadzało się na pokrywie zaworów.
    Potem był maluch z PEWEX-u to i olej AGIP też z PEWEX-u. 17 napraw na gwarancji, pierwsza na drugi dzień po przyjeździe z "salonu" (dzisiaj warzywniaki są ładniejsze). Wszyscy w ASO się dziwili jak przyjechałem z Radomia do Kielc ponieważ nie było jednego otworu w gaźniku, ale gaźnik miałem super nowoczesny - z elektrozaworem odcinającym paliwo. No i ten zapach nowego malucha, pamiętam do dziś.
  • #23
    robokop
    Moderator Samochody
    Oprócz "szlifów", podzespoły dzieliły się jeszcze na grupy selekcyjne, pod kątem masy/wymiarów. A bywały i podzespoły/elementy "niepełnowartościowe".
    Pamiętam jak ojciec zarżnął skrzynię biegów w "maluchu" - łożyska niedostępne nawet dla lokalnego "Polmozbytu", bo miał tam znajomych, ale całą nową skrzynię biegów udało się kupić.
    Aleksander_01 napisał:
    Żebyś nie wiem jak wyczyścił pokrywę zaworów to i tak po przejechaniu kilku tysięcy km było pełno syfu, coś w rodzaju piasku, i osadzało się na pokrywie zaworów.
    Bo "selektol" to było zuoooo.... Błoto robił nieludzkie, gorszy pod tym względem był tylko czerwony Castrol. Inna rzecz, że CPN lepszych olejów chyba nie sprzedawał - bo ich nie było. Pamiętacie knyf na polepszenie kultury pracy PF125p, poprzez zalanie gęstym Superolem do traktorów? I cichszy się robił i kontrolka ciśnienia oleju gasła...
  • #24
    DriverMSG
    Admin grupy komputery
    Taka moja "historyja".

    Rok 94, wiosna. Pod moją nieobecność (byłem w wojsku), młodszy brat zabrał się za demontaż silnika z Fiat Argenta 2.0.
    Podczas demontażu nie zauważył nieodpiętej wtyczki czujnika położenia wału korbowego i połamał cały czujnik.
    W tamtych czasach czujnik dostępny był tylko na zamówienie i kosztował krocie.
    Będąc w domu na przepustce, chciałem rozwiązać ten problem (to był mój pierwszy raz, kiedy zetknąłem się z takim czujnikiem).
    Budowa czujnika prosta - cewka z drutu i kawałek magnesu. Postanowiłem to odbudować, zatopiłem cewkę i magnes w cylinderku od strzykawki medycznej, zalałem gorącym plastikiem i przykręciłem to do auta. Samochód odpalił i nie sprawiał problemów :D

    Kilka miesięcy później pojechałem tym samochodem do jednostki wojskowej i w letni wieczór wybrałem się z kumplami na lewiznę na jakieś piwko.
    Było gorąco i mój czujnik rozpuścił się unieruchamiając samochód.
    30km z buta i byliśmy w jednostce na zaprawę. :D

    Na kolejnej przepustce wybrałem się do Poznania celem zakupu tego czujnika.
    Zjeździłem cały Poznań szukając części i nic nie znalazłem. Postanowiłem więc zamówić oryginał w serwisie Fiata (był tuż obok dworca PKP), a pan z serwisu oznajmił, że mają taki czujnik na miejscu.
    Podobno wcześniej jak byłem w tym serwisie, to obsługiwał mnie ktoś na zastępstwie.
    Czujnik był w szklanej gablocie (nie pamiętam ceny, ale nie był tani), a tuż obok tego czujnika leżał drugi identyczny, tylko kabel był koloru czarnego (mój był biały), za 1/10 ceny tego fabrycznego.

    Pytam więc, czym się różnią te czujniki? Sprzedawca oznajmił, że kablem. :D
    Sprawdzam ich numery, a tam identyczne.
    Okazało się, że w moim Fiacie Argenta z 83 roku zastosowano te same czujniki co w Cinquecento.
    Byłem wściekły, że tej informacji nie znałem wcześniej.
  • #25
    carrot
    Moderator Samochody
    Części, podzespoły były trudno dostępne i relatywnie drogie, natomiast roboczogodziny tanie, dlatego powszechna była regeneracja, kupowało się zestawy naprawcze pomp (cieczy, hamulcowych, paliwowych), cylinderków, zwrotnic, sworzni i długo można by wymieniać czego. Czasem były to fabryczne zestawy dobrej jakości, częściej trafiały się rzemieślnicze, tu już była loteria, czy uda się w ogóle poskładać i czy zadziała ;)
  • #26
    bialy20
    Poziom 21  
    W 126p z "elektroniczną" cewką zapłonową używałem krótkiego kabla zasilającego cewkę wprost z akumulatora. Nie było mrozu i słabego akumulatora żeby nie odpalił! Oczywiście, taki skrót tylko do odpalenia... W czasie podróży padł elektroniczny regulator napięcia, zmostkowałem do masy. Przejechałem tak 700 km, z włączoną dmuchawą, światłami itp. żeby nie wygotować akumulatora. A potem regularnie wymieniałem te "rzemieślnicze" regulatory, bo padały jak tylko trafiła się dłuższa trasa, a było ciepło.
  • #27
    abart64
    Poziom 30  
    bialy20 napisał:
    A potem regularnie wymieniałem te "rzemieślnicze" regulatory, bo padały jak tylko trafiła się dłuższa trasa

    Elmotu nie były dużo lepsze bo ta czarna masa którą były zalane kurczyła się odrywając co słabsze elementy z ceramicznej płytki. A jak nie oderwała nic to i tak wilgoć robiła swoje bo dziury były w skurczonej masie.
  • #28
    bialy20
    Poziom 21  
    abart64 napisał:
    bialy20 napisał:
    A potem regularnie wymieniałem te "rzemieślnicze" regulatory, bo padały jak tylko trafiła się dłuższa trasa

    Elmotu nie były dużo lepsze bo ta czarna masa którą były zalane kurczyła się odrywając co słabsze elementy z ceramicznej płytki. A jak nie oderwała nic to i tak wilgoć robiła swoje bo dziury były w skurczonej masie.

    Fabryczny jednak był najtrwalszy... A przykładem ewidentnego druciarstwa była naprawa na drodze cewki zapłonowej. Gdzieś w Polsce padła mi dwubiegunowa cewka... Okazją dojechałem do "Polmozbytu", gdzie okazało się oczywiście, że takiej cewki nie ma. Ale wypatrzyłem na półce cylindryczne cewki do Fiata 125! Kupiłem dwie, wróciłem do "maluszka" i za pomocą taśmy i kabli zamocowałem w komorze silnika. Na tej prowizorce zrobiłem dobre kilka tysięcy kilometrów. Nawet, jak udało mi się dostać oryginalną, dwubiegunową cewkę, to i tak się nie spieszyłem z naprawą.
  • #29
    Millaka
    Poziom 16  
    Mnie z tamtych odległych czasów utkwiły w pamięci opony bieżnikowane.
    Nigdy nie miałem z nimi problemu, a zakładów wulkanizujących oferujących bieżnikowanie było chyba więcej niż opon.
    Ale kiedyś kolega załatwił mi nówki z Polmozbytu jakieś "Stomile", byłem dumny jak "Paw" patrząc na koła mojego Fiacika.
    … niestety na trzeci dzień po założeniu nowych opon, wychodząc rano do pracy zobaczyłem autko stojące na cegłach bez kół.
    Wątpię żeby ktoś połaszczył się na felgi, raczej na nowe opony, dzisiaj jest odwrotnie.
    Do dzisiaj uważam opony bieżnikowane za najlepsze na świecie.
  • #30
    abart64
    Poziom 30  
    bialy20 napisał:
    W 126p z "elektroniczną" cewką zapłonową używałem krótkiego kabla zasilającego cewkę wprost z akumulatora.

    To był dziwny wynalazek z tą cewką o niskiej oporności zasilaną przez przewód oporowy. Miało by to sens jakby od razu montowali skrót na czas pracy rozrusznika tak jak np w VW gdzie było wyjście z elektromagnesu.
    A w 126p był opornik, była cewka a dopiero po paru latach pojawiły się diody pomijające opornik w czasie kręcenia rozrusznika. Do dzis tego nie rozumiem.
    Ja czasem skracałem ten przewód oporowy o parę centymetrów i zapalanie było łatwiejsze.