Przepraszam wszystkich za opóźnienie publikacji nowego odcinka.
Pewnie jego numer kolejny miał coś z tym wspólnego
============== Odcinek 13 ================
- Opowiem Wam troszkę o sobie, - Żarłok miał nadzieję, że ośmieli towarzystwo i po kilku zdaniach zacznie się rozmowa. - Opowiem oczywiście telepatycznie, bo moje możliwości wokalne nie pozwalają na swobodne wysławianie się w Waszym języku. Telepatia ma to do siebie, że zamiast posługiwać się słowami używa symboli stanowiących jakby wewnętrzne reprezentacje pojęć i stanów emocjonalnych pozwalając na swobodną komunikację pomimo różnic językowych.
Wszyscy ułożyli się wygodnie na trawie przy ognisku udzielając głosu skrzydlatemu mówcy.
- Każde z Was posiadało kiedyś atawistyczną umiejętność posługiwania się telepatią, lecz nauka języka mówionego zakłóciła wrażliwość na sygnały telepatyczne, - Żarłok kontynuował swój wywód. - Spożywanie wody z niewielką domieszka Quadrium wzmocniło te naturalne predyspozycje dając Wam możliwość posługiwania się przekazem bezpośrednim. Nie znam się na tyle na biologii istot humanoidalnych, lecz nie jest wykluczone, że większa dawka mogłaby uruchomić jeszcze jakieś inne ukryte mechanizmy. Samira na przykład pozbyła się tego niebieskiego koloru, który skutecznie ukrywał pełnię blasku jej urody. W naturalnych barwach jest Ci zdecydowanie lepiej. Ja pijam tę wodę od ponad stu lat i mimo, iż nie posiadałem żadnej nadnaturalnej zdolności poza telepatią obecnie posługuję się sprawnie wieloma różnymi umiejętnościami nieomal z pogranicza magii. Sami będziecie musieli sprawdzić, jakie dodatkowe zdolności posiadacie. Ale nie o tym chciałem mówić.
- Zacznę, zatem od początku, - Tertius jakby posmutniał, co odczuli, jako uczucie smutku towarzyszące jego przekazowi. - Kuuru, według lokalnej rachuby czasu zakończyło swoje istnienie około stu lat temu ginąc w Wielkim Kolapsie, który w mgnieniu oka zdegenerował całą przestrzeń do zerowego poziomu energetycznego. Wiecie, co to znaczy, bo posiadacie podobną technologię. Takiej przemiany fazowej nie przetrwa nic, co nie jest Praprzyczyną lub nie posiada odpowiedniej ochrony. Dużo wcześniej jednak Intelekt, który wypełniał Enklawę Kuuru, w swojej wielkiej mądrości postanowił zachować cząstkę siebie dla potomnych. W tym celu samemu będąc bytem czysto energetycznym stworzył materialną reprezentację siebie w postaci statków Raaq i rasy Poszukiwaczy, którzy mieli szukać Praprzyczyny w odległych enklawach, by ją sprowadzić do Kuuru. Intelekt wiedział, że Praprzyczyna utknęła w enklawie z przemienną geometrią, gdyż moc stabilizacji zaczęła znacząco się zmniejszać w nieprzemiennej Enklawie Kuuru powodując przeróżne anomalie, które z czasem doprowadziły do Wielkiego Kolapsu. Intelekt przekazał całą swoją wiedzę w ręce Poszukiwaczy. Jednym z nich byłem ja. Każdy dowódca statku otrzymał armię, którą mógł rozporządzać wedle uznania. Statki Raaq są w istocie transwymiarowymi jednostkami badawczymi stworzonymi z pierwiastka, którego bliskim, choć nie dokładnym odpowiednikiem na Zaxor jest Transmutal uzyskiwany z Anodium. Transmutal pośród wielu swoich zalet posiada też i taką, że nie zmienia struktury przy przejściach między enklawami o różnych geometriach. W praktyce oznacza to tyle, że obiekt zbudowany z Transmutalu powinien przetrwać zarówno Wielki Wybuch jak i Wielki Kolaps. Problemem jest natomiast kwestia przetrwania pasażerów w takich warunkach. Zawsze sądziliśmy, że tylko obecność Praprzyczyny gwarantuje niezmienność praw fizyki wewnątrz obiektu z Transmutalu, jednak jak się później okazało sam obiekt podtrzymuje wewnątrz siebie wszelkie prawa fizyki chroniąc tym samym swoją zawartość. Pozwoliło to na podróże poprzez Nicość. Każda konstrukcja z tego materiału ma także słabe punkty. Nie ma materiałów doskonałych w pełnym tego słowa znaczeniu. Oczywiście sam Transmutal nic by nie dał bez wiedzy na temat nawigacji po osi czasu w Nicości. Podczas, gdy wtórna oś czasu może podążać w przód lub w tył, oś pierwotna jest niezmienna zawsze i wszędzie umożliwiając zachowanie kierunku. Zupełnie jak igła kompasu. Ciekawostką jest, iż tempo upływu wtórnego czasu w rożnych enklawach może się znacznie różnić zależnie od lokalnej wartości Stałej Struktury Subtelnej. Jeśli na przykład w Waszej enklawie mija sto lat to w Enklawie Kuuru mija zaledwie rok lub tysiąc lat. Chcę przez to powiedzieć, że tempo zachodzenia zjawisk podstawowych nie jest uniwersalne we wszystkich enklawach.
- Czyli konstrukcja z Transmutalu jest zupełnie niewrażliwa na zmiany lokalnych praw fizyki, - Samira usiłowała usystematyzować swoją wiedzę.
- W zasadzie tak, - Żarłok odparł, - z tym, że pasażer takiej konstrukcji będzie narażony na te zmiany, gdy tylko opuści obszar chroniony przez konstrukcję lub konstrukcja utraci ciągłość i odmienne warunki znajdą drogę do jej wnętrza. Intelekt wiedząc o takim efekcie stworzył pierwiastek, który możnaby nazwać I-Transmutal, gdyż zachowuje się inteligentnie zapewniając ochronę w każdych warunkach. Działa to tak, że Transmutal izoluje obiekty w swoim zasięgu, podczas gdy I-Transmutal dokonuje ciągłej transformacji chronionego obiektu, by zachować jego integralność w nowych warunkach. Widzieliście to obserwując kotlet w KOMNACIE PRZODKÓW. Zmienił kształt i inne cechy, ale mimo to zachował integralność z punktu widzenia nowych warunków. Dla Was przestał być kotletem, ale pozostał nim w nowym otoczeniu, po czym powrócił do swojej oryginalnej postaci nie tracąc ani na moment swoich cech pierwotnych. Statki Raaq są właśnie takie.
- Nie chcę być banalny, ale jaki jest sens Waszego istnienia skoro Enklawa Kuuru już nie istnieje? - Ulf się zainteresował. - Istniejecie w naszej enklawie już od stu lat usiłując przetrwać i znaleźć sobie jakieś miejsce do życia, gdyż w tej sytuacji nie macie raczej otwartej opcji powrotu. Co zamierzacie robić, bo przecież sam fakt nawiązania z nami kontaktu świadczy o tym, iż posiadacie jakiś plan. Pytanie czy jest to plan A czy B.
- Podejrzliwość jest cechą istot inteligentnych, więc nie dziwię się, że posiadasz obawy tak jak Wy wszyscy, - Żarłok przybrał nieco żartobliwy ton, jednak mówił całkiem serio. - Istoty inteligentne takie jak Wy czy ja łatwo obdarzają zaufaniem istoty, które uznają za niegroźne i spodziewają się wzajemności z drugiej strony. Czyż nie tak było, gdy się spotkaliśmy, Mag? Inaczej ma się jednak sytuacja, gdy role się odwracają. Wtedy trudno jest o zaufanie bez dowodu. Czyż nie tak jest teraz, Ulf? Jedynie wspólny interes może w takiej sytuacji stanowić podstawę współdziałania. Teraz to już nie jesteście tylko Wy troje i jeden Żarłok a cywilizacja ludzi, i cywilizacja Kuuru. Czyż nie, Samiro? Wszystko się zmienia zależnie od kontekstu. Stosujemy moralny relatywizm, szukamy dziury w całym i nic nie przyjmujemy na wiarę. Ponadto macie świadomość, że obserwujemy Was od stu lat i zapewne dużo o Was wiemy, podczas gdy Wy wiecie o nas tylko tyle ile Wam powiedziałem i pokazałem w Gnieździe. Wziąwszy pod uwagę skomplikowaną sytuację, w jakiej znajduje się Wasza cywilizacja, wcale się nie dziwię Waszemu brakowi zaufania. Tyle razy w historii nadużyto go w podstępny sposób, każąc wierzyć bez okazania dowodów, w prawdy służące tylko garstce wybranych kosztem całej reszty „tych, co nie widzieli a uwierzyli”, że nietrudno zrozumieć waszą wrodzoną nieufność. Chwilowo to nie jest sprzyjająca sytuacja, gdyż mamy ważne kwestie do rozwiązania, jednak długofalowo nieufność sprzyja przetrwaniu. Rasa Poszukiwaczy została stworzona bez balastu historycznych i religijnych uprzędzeń. Nikt nie musiał też baczyć na bezrozumne tradycje, bo takich nigdy nie było, więc nie było też ograniczeń typowych dla rasy ludzkiej. Nigdy takie zjawiska u nas nie miały miejsca, więc uczyliśmy się na Waszych błędach i w rezultacie potrafimy Was zrozumieć. Wiecie już, kim jesteśmy, lecz interesuje was zapewne również, czym jesteśmy. Jak już wcześniej wspomniałem zostaliśmy „stworzeni” przez Intelekt. To znaczy, że nie ewoluujemy w sensie biologicznym, gdyż nie jesteśmy istotami biologicznymi. Każdy Poszukiwacz to autonomiczna jednostka operacyjna wyposażona w wiedzę i wszelkie możliwości, jakie posiadał Intelekt za wyjątkiem nieskończenie wielkiej inteligencji. W małym ciele da się wiele zmieścić, ale nie nieskończenie sprawną jednostkę przetwarzającą informacje. Posiadamy wbudowane łącza tachionowe, co daje nam dostęp do dużo większych zasobów Gniazda z dowolnego miejsca i czasu. W Waszych testach IQ wraz z Gniazdem osiągamy wyniki na poziomie stu milionów. Wasze najsprawniejsze maszyny liczące wraz z mocami Estymatora osiągają około stu tysięcy. Dzielą nas, więc tylko trzy rzędy wielkości w systemie dziesiętnym. Żarłok zrobił pauzę by zaczerpnąć kilka łyków wody źródlanej.
- Cóż, zatem możemy dla Was zrobić skoro posiadacie tak gigantyczną przewagę nad nami? Do czego możemy Wam się przydać? - Mag spytał nie licząc na odpowiedź, która by go mogła usatysfakcjonować.
Świstogon miał całkowita rację, co do kwestii zaufania i wiary. Zmiana perspektywy we wzajemnych relacjach zmieniła zupełnie stosunek do ptaka, którym Żarłok był jeszcze rano. Ta istota, choć nie starała się zrobić na nich wrażenia przewartościowała ich stosunek do działań podjętych na Zaxor od czasu nawiązania kontaktów z cywilizacją Deng. Nie wiedzieli o Dengach więcej niż o Kuuru zanim Żarłok nie zmienił ich perspektywy. Uwierzyli, choć nie widzieli. Ludzkość ma pewne paradygmaty wbudowane w geny i trudno nawet dostrzec, kiedy przejmują one władzę nad rozumem.
- Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka można mieć wątpliwości, - Tertius napiwszy się wody kontynuował. - Zważcie jednak, że tak jak wspomnieliście, nie mamy już swojej Enklawy, by cokolwiek dla niej uczynić. Światy nieprzemienne nie są zdolne do tworzenia życia per se. Byty takie jak Intelekt z Kuuru pojawiają się niezwykle rzadko w innych enklawach i z reguły nie są przyjazne. Intelekt nie był wyjątkiem, lecz miał świadomość nieuchronnego końca a to spowodowało w nim zmianę, o której nie wspominałem jeszcze. Gdy prawa naszej fizyki zaczęły się chwiać Intelekt zdał sobie sprawę z bezcelowości swoich wysiłków. Cokolwiek Poszukiwacze by osiągnęli, nie miałoby już wpływu na los Kuuru, który był przesądzony. Intelekt badał wszelkie możliwości w poszukiwaniu choćby cienia szansy na ocalenie, jednak nie znalazł nic. Nawet gdyby udało się wydobyć Praprzyczynę z Waszej enklawy i tak dla Kuuru nie miałoby to wartości, gdyż bytu pierwotnego w nieprzyczynowej Nicości nie da się cofnąć do przeszłości. Z jego perspektywy nic takiego nie istnieje gdyż on sam stanowi punkt odniesienia, względem którego odmierza się eony i sekundy. Przyczyna nie musi poprzedzać skutku a dobro i zło to jedno i to samo, - pojęcia bez definicji. Manipulacje na osi czasu możliwe są jedynie w przestrzeniach przyczynowych, gdzie istnieje poprawnie określona strzałka czasu lokalnego, czyli entropia. Pomimo, iż Intelekt nie znalazł nadziei na ocalenie, resztkami dostępnej energii dokończył swoją misję, jednak zmienił cel w ostatniej chwili. Misja ma wszelkimi sposobami chronić przestrzeń, w której odnajdzie Praprzyczynę. Według wszelkich danych to właśnie tu, w tej enklawie znajduje się poszukiwany artefakt. Gniazdo jest jedynym statkiem, który dotarł aż tutaj ze swoją armią stu dwudziestu ośmiu Poszukiwaczy. Mamy jasno określony cel, jednak okoliczności, w jakich przyszło nam go realizować nie pozostawiają nam wyboru. Musimy współdziałać z jedyną rasą zamieszkującą tę enklawę. Rasa ta posiada jednak swoich własnych wrogów zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych.
- A jeśli to Dengowie są tymi dobrymi, - cokolwiek to znaczy? - Samira wreszcie się odezwała. - Skąd wiemy, że oni są źli? To tylko Twoje słowo przeciwko ich słowu.
- Właśnie do tego zmierzałem, - Świstogon poprawił się na swoim siedzeniu i kontynuował. - Rozważmy następujący scenariusz. Od zarania dziejów borykaliście się z władzą rasy Aniołów lub Morfów jak ich niektórzy nazywają. Pasożytowali na Was, by zapewnić dobrobyt i przetrwanie swojej zdegenerowanej rasie. Tworząc różne systemy religijne zmuszali kolejne narody do uległości wobec wymyślonych bogów. Powstawały wielkie ośrodki religijne szerzące ich ideologię zabobonu za pomocą przemocy w imię wiary. Baal, Thor, Zeus, Re, Quetzalcoatl, wymieniać możnaby jeszcze długo. Cała Starożytność i Średniowiecze naznaczone są piętnem ich działalności usiłującej wszelkimi sposobami powstrzymać rozwój intelektualny, techniczny i społeczny Waszej rasy. Ostatnia wojna religijna zakończyła Średniowiecze pod koniec dwudziestego trzeciego stulecia nowej ery. Dopiero niecałe sto lat temu nauczyliście się rozpoznawać wrogą rasę po Sygnaturach. Tych, których udało się zidentyfikować odesłano do układu Wong, by tam sobie siedzieli. Spokój jednak nie trwał długo, gdyż czterdzieści lat temu, - zwróćcie uwagę na tę datę, - w układzie Wong Anioły wydały Wam bitwę. Przegrały ją, gdyż nie posiadały technologii militarnych ani kosmicznych. Od tego czasu byt ich cywilizacji zależał głównie od zakonspirowanych „hodowli” uprowadzonych z Ziemi ludzi, którzy służyli Aniołom za dawców DNA.
Żarłok poczuł się troszkę zmęczony, gdyż od godziny opowiadał ludziom ich własną historię, którą najpewniej znali doskonale, jednak nie wyciągnęli z niej właściwych wniosków.
- I jakimś bardzo dziwnym trafem trzydzieści pięć lat temu trafiamy na barkę transportową pełną martwych Aniołów oraz plany urządzenia do komunikacji z Dengami, - ciągnął Mag. - Byliśmy tak zafascynowani tym znaleziskiem, że nie przyszło nam do głowy, iż Anioły wraz z Dengami uknuły na nas zasadzkę, w którą wleźliśmy bez zastanowienia.
- Wydawało nam się logiczne, że wykorzystanie takiej sposobności leży w interesie nas wszystkich w ogólności a Zaxor w szczególności. Powstał przemysł, służba zdrowia, doskonałe szkolnictwo i Zaxor zaczął kwitnąć, - dodał Ulf. - Nikt się nie zastanawiał nad kwestią związku Dengów z Aniołami. W tamtym czasie byliśmy przekonani, że po bitwie w układzie Myog Anioły już się nie podniosą, więc czujność nas opuściła. Skupiliśmy się na dużo większym zagrożeniu wynikającym z teorii Iteracji.
- Pytanie, zatem brzmi: Jaki jest związek między Dengami i Aniołami i w jaki sposób Zaxor jest w to zamieszany? - Samira zastanawiała się w myślach. - Jak dowieść istnienia takiego związku?
- Myślę, że właśnie to chciałem Wam przekazać, - podjął Żarłok. - Dowód istnienia takiego związku możemy mieć w zasięgu ręki.
- Co masz na myśli, - Mag się poważnie zainteresował. Jako Capo di Tutti Capi był odpowiedzialny za bezpieczeństwo Zaxor i jego obywateli. Dotychczas nie miał wiele do roboty, bo nic się nie działo. Jedyne znaczące zdarzenie poza rutynowymi kontrolami produkcji i stanu urządzeń miało miejsce w Oho prawie trzy dni temu.
- Cofnijmy się o trzy dni i obejrzyjmy okolice Oho przed katastrofą, - Tertius zaproponował spokojnym tonem. - Jestem prawie pewien, że katastrofa nie miała charakteru naturalnego. Czułem wyraźnie Sygnaturę Morfów, ale gdy staliśmy patrząc na Oho, nie skojarzyłem tego odczucia z niczym znanym. Może odkryjemy coś, co naprowadzi nas na właściwy ślad. Proponuję byśmy się udali w okolice Oho do chwili, gdy jesteście u Zielińskiego z Quadrium. To powinno nam dać czas na spenetrowanie okolicy wokół Oho.
- Jeśli ktoś z otoczenia MC jest konfidentem Aniołów to miał dość czasu, by ich powiadomić, że zjawimy się z czymś wyjątkowym. Przez ten czas mogli uknuć jakiś paskudny plan. Oni są do tego zdolni. Nie raz dopuszczali się ludobójstwa i krucjat w imię swoich partykularnych interesów pod sztandarami rożnych bogów, - Ulf już sobie ułożył cały plan działania. - Zapewne nie wiedzieli, że opuścimy Oho przed nastaniem nocy, więc teraz są przekonani, że zlikwidowali cały ośrodek dowodzenia flotą wyprodukowanych okrętów wraz z Szefem wszystkich Szefów. Mag, nie żyjesz. Może to osłabi teraz czujność sprawców tej zbrodni.
- Wniosek stąd jest taki, że albo planują przejęcie naszych okrętów w najbliższym czasie i nie chcą byśmy im w tym przeszkadzali, albo wystraszyli się, że odkryjemy coś związanego z Quadrium i wykorzystamy przeciwko nim, - Samira miała nadzieję, że jej przypuszczenia się nie potwierdzą, bo w każdym przypadku oznaczałoby to nieuchronną wojnę. - Może istnieje jakieś inne logiczne wyjaśnienie?
- Żarłok, wiemy przecież, że Trifortium, które jest obecne w górnych warstwach atmosfery za naszą sprawą oczywiście, blokuje Sygnatury, więc w jaki sposób mogłeś czuć ślad Aniołów? - Ulf spytał podejrzliwie.
- Ulf, - Świstogon odparł niezrażony. - Bądź tak miły i weź jakiś malutki kawałek pieczeni, i rzuć go tak daleko jak tylko potrafisz. Im dalej tym lepiej. Zaraz Wam coś pokażę.
Ulf posłusznie ujął w dłoń niewielki kawałek mięsa i pokazawszy wszystkim cisnął go w dół zbocza. Zrobiwszy to usiadł kierując swoją twarz z pytającym wyrazem ku Świstogonowi.
- Zaczekajcie na mnie chwilę. Zaraz wracam, - mówiąc to ptak wzbił się nagle w powietrze i błyskawicznie zniknął.
Po pięciu sekundach pojawił się z przeciwnej strony i wylądował z gracja na miejscu, które przed chwilą opuścił. Rzucił w kierunku Ulfa coś, co trzymał w dziobie. Ulf odruchowo złapał rzucony w jego stronę przedmiot, by po chwili otworzyć zaciśniętą dłoń. Był w niej ten sam kawałek mięsa, który cisnął w dół zbocza.
- Wyczuwam Sygnaturę z dużo większą precyzją niż Wasze najdoskonalsze urządzenia. Trifortium mi nie przeszkadza, - Żarłok rzekł z wyraźną satysfakcją w głosie. - Mówiłem, że nauczyłem się paru fajnych sztuczek, czyż nie? Na pocieszenie dodam, że w istotach organicznych pewna dawka Quadrium również wyzwala niespotykane zdolności, ale chyba to również już mówiłem, prawda Samiro?
- Mam nadzieję, że nie zacznie mi rosnąć broda, bo już się sporo tego Quadrium opiłam, - Samira zaśmiała się niepewnie. - Powiedz mi, czemu spożywasz posiłki skoro jesteś... niebiologiczny.
- To proste. Wy nosicie rozmaite ozdoby wykonane z różnych metali. W żaden sposób nie wiąże się to z waszą biologiczną naturą a jednak to robicie. Czemu? Bo sprawia Wam to przyjemność. Ja dodatkowo czerpię z jedzenia energię wiązań chemicznych oraz inne formy energii subatomowych, którymi uzupełniam swoje zapasy energetyczne. Nigdy nie wiadomo jak długo przyjdzie mi funkcjonować bez doładowania, więc wolę uzupełniać zapasy, gdy tylko jest ku temu okazja. Przetwarzanie celulozy też dostarcza mi energii, ale pieczeń z dzika jest zdecydowanie smaczniejsza, - Żarłok oblizał się na myśl o jedzeniu rozbawiając tym wszystkich, gdyż niedawno skończyli spożywać suty posiłek.
Powoli dystans, jaki powstał między nowym wcieleniem Żarłoka a ludźmi zaczął się zmniejszać. Żarłok był wciąż tym samym rubasznym stworzeniem, które znali wcześniej. Dodatkowo kontakt telepatyczny i przekazywane tą drogą emocje oraz uczucia oddziaływały dużo silniej niż prosta werbalna komunikacja i obserwacja wzrokowa. To zupełnie inna klasa doznań. Słońce chyliło się ku zachodowi i trzeba było coś postanowić. Bezczynne siedzenie nie rozwiąże problemów, które zaczęły się piętrzyć przed trójką ludzi i jednym Poszukiwaczem.
- Pozostaje jeszcze kwestia Quadrium, - Żarłok przypomniał wszystkim o niedokończonym temacie. - Znacie już niektóre właściwości tego wspaniałego minerału, ale zapewniam Was, że są to tylko marne dodatki do rzeczywistej mocy, jaką to cudo skrywa.
- Coś Wam pokażę. Mag, czy byłbyś uprzejmy wyjąc słoiczek z minerałem? - Tertius poprosił cicho.
Mag wstał i podszedł do fazolotu. Ze schowka wyjął słoiczek zawierający próbkę minerału, którą schował dla Samiry. Podszedł do Świstogona i podał mu słoiczek.
- Mnie on nie jest potrzebny. Usiądź i weź odrobinkę na język.
Mag posłusznie wziął niewielką szczyptę i posmakował jej. Lekko gorzkawy smak rozpłynął się po całym języku.
- Teraz wyobraź sobie, że Ulf unosi się w powietrzu kilka cali nad ziemią.
Mag przymknął powieki by się skupić, gdyż myślał, że wyobrażenie będzie w ten sposób bardziej realne.
Wszyscy z napięciem spoglądali na Maga, jednak to Ulf miał się unieść. Przez chwilę nic się nie działo, jednak Ulf odczuł jakby znacząco zmalała grawitacja trzymająca go przy ziemi.
- Mag, musisz ujrzeć w wyobraźni unoszącego się Ulfa.
W tej samej chwili Ulf uniósł się w powietrze o dobre dwie stopy nad ziemię. Zamachał rękami usiłując złapać się czegoś, ale mu się to nie udało. Wisiał w powietrzu jakby nic nie ważył a przecież nie był piórkiem, zwłaszcza po podwieczorku.
- Już możesz mnie opuścić, Mag, - Ulf jęknął żałośnie. - Nie jestem ptakiem.
Mag otworzył oczy, by zobaczyć jak Ulf bezradnie macha rękami wisząc w powietrzu. Wyglądał zabawnie. Następnie Mag posłał Samirę jeszcze wyżej. Pisnęła zaskoczona, ale nie mogła nic zrobić. Mag napawał się swoją nową mocą przez chwilę, po czym łagodnie opuścił swoich towarzyszy na trawę.
- Jesteś niepoważny. Mogłeś nam coś zrobić, - Samira była czerwona ze złości. - Teraz ja Ci dam polatać. Daj ten minerał. Wstała, by odebrać Magowi słoiczek, ale on uniósł się błyskawicznie w górę i zatoczył szeroki łuk wokół polany.
- Doskonale! - Zawołał lądując łagodnie na trawie. - Co jeszcze można z tym zrobić?
- To nie jest zabawka, - Samira nakrzyczała na wyraźnie rozochoconego Maga. - Możesz komuś zrobić krzywdę.
- Jak długo będzie trwał ten efekt? - Mag spytał Żarłoka.
- Już się go nie pozbędziesz. Ale to dopiero początek. Wyobraź sobie, że siedzisz w kokpicie fazolotu.
Mag w mgnieniu oka zdematerializował się. Przez chwilę nigdzie nie było go widać. Wszyscy popatrzyli po sobie z niejakim zaskoczeniem, gdy nagle Mag pojawił się w kokpicie fazolotu trzymając w ręku butelkę purpurowego płynu.
- Postanowiłem po drodze wpaść do Ciebie Sami po jakiś dobry trunek, - oznajmił tryumfalnie unosząc butelkę w górę.
Wszyscy się roześmiali na takie dictum a Mag wraz z butelką przeniósł się błyskawicznie na swoje stare miejsce.
- Musicie wiedzieć, że jesteście sami odpowiedzialni za skutki swoich decyzji, co oznacza, że jeśli zechcecie wylądować na powierzchni Słońca to właśnie tam wylądujecie i tam też zginiecie. Wszystkie umiejętności tego rodzaju wymagają samodyscypliny, by nie wpakować się w tarapaty. Jeśli zażyczycie sobie wylądować w nieistniejącym miejscu to nic się nie stanie i pozostaniecie tam, gdzie byliście.
Samira i Ulf postanowili również posiąść niezwykłe umiejętności i kolejno zażyli małe porcje Quadrium. Wygłupom i zabawie nie było końca. Nawet Żarłok przyłączył się do zabawy w ganianego w powietrzu. W końcu wszyscy zmęczeni, ale zadowoleni spoczęli na swoich miejscach.
- Na jaką odległość działają te wszystkie tele...? - Samira, jako kobieta wykazywała wyższy stopień ciekawości niż jej towarzysze, których zadowalał sam fakt, że to działa.
- O ile równoważna dawka Trifortium pozwala na zasięg mniej więcej planetarny, o tyle, Quadrium nie nakłada ograniczeń związanych z przestrzenią. Daje natomiast pewną unikalną zdolność, której nie radzę testować bez gruntownego przemyślenia celu i potencjalnych skutków, bo może się to bardzo źle zakończyć. Osobiście użyłem tej mocy tylko dwa razy w ciągu stu lat pobytu na Zaxor. Więc jeszcze raz podkreślam, to nie jest zabawka tylko straszliwa broń. Quadrium daje ogromne możliwości, ale nie powiem Wam o nich, bo do rana nic nie postanowimy w kwestii Oho. Teleportacja, lewitacja i telekineza przydadzą się nam na tej wyprawie, więc dobrze, że trochę potrenowaliście swoje nowe umiejętności. Sugeruję, byśmy się udali na zasłużony odpoczynek, by rano być wypoczętym i gotowym do wyprawy w czasie. Czy ktoś zgłasza sprzeciw?
- Sugeruję, byśmy przed snem opróżnili butelkę, którą otrzymaliśmy od MC Zielińskiego w prezencie za Quadrium, gdyż nie wiemy, co nas jutro tam czeka, - Mag łakomie spojrzał na butelkę. - Żarłok, czy Ty pijasz alkohol?
- Jeśli nie będzie Ci żal odrobinki trunku dla ptaka, to nie odmówię. Nie będę wprawdzie pijany jak Ty, ale może przyśni mi się coś miłego.
Butelka nie była zbyt duża jak na cztery osoby, więc rozprawili się z nią w pół godziny. Wszyscy byli najedzeni i raczej zadowoleni, więc rozłożyli śpiwory i się w nich pochowali. Świstogon również otrzymał śpiwór, który sobie zaniósł do fazolotu, owinął się nim szczelnie i zasnął smacznie z dziobem pod skrzydłem, jak to miał w zwyczaju. Niebo wypełniło się pierścieniami gwiazd otaczającymi jasne jądro galaktyki. Noc była pogodna i spokojna.