Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Elektroda.pl
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

Zapomniane zabawy z dzieciństwa, DIY dla dzieci

arko100 01 Apr 2020 14:41 8160 148
  • #61
    wojtek1234321
    Level 35  
    italak wrote:
    Kiedyś podjarałem się projektem sterownika węża świetlnego umieszczonego w jednym z numerów MT. Niestety opublikowany schemat zawierał sporo błędów.
    Te rzeczy (różne konstrukcje do samodzielnego zrobienia) mnie nie interesowały za bardzo. Ja lubiłem poczytać artykuły (których było sporo na różne tematy) o różnych wynalazkach, nowościach itp. sprawach...
  • #62
    terminux
    Level 23  
    A ktoś pamięta tą książeczkę?

    Zapomniane zabawy z dzieciństwa, DIY dla dzieci [/img]
  • #63
    398216 Usunięty
    Level 43  
    damian1115 wrote:
    jeżeli stawiał pierwsze kroki
    To miał od tego "Horyzonty Techniki", "Młodego Technika" (chociaż i tu czasem trzeba było myśleć) czy nawet "ABC Techniki".
    Ponadto te pół wieku temu nie było tak wielu takich "co to im się należy" - wyłącznie wymagających. Społeczeństwo w większości było zmuszone do myślenia i kombinowania, więc i efekt był. Dziś - tu masz rację - jak ktoś dostanie schemat (nawet dobrze narysowany) to nadal mu mało; bo nie wie czy może wstawić opornik 0,25 zamiast 0,125 albo kondensator nie na 25 a 40V. Taka drobna różnica w wymaganiach...
  • #64
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    terminux wrote:
    ktoś pamięta tą książeczkę?

    Pamiętam, w mrokach dziejów zaginęła. Kopaliśmy z kumplami "bunkry" niedaleko mojego osiedla. Deski z okolicznych budów służyły za wzmocnienia, sprzęt z pobliskiego dzikiego wysypiska służył za wyposażenie AGD (stara tzw. "westfalka" np.). Źródłem pożywienia było sąsiadujące pole z ziemniakami, które były pieczone w "westfalce". Ekipa blokowa znikała na całe dnie. Po paru latach, przenieśliśmy się do lasu, gdzie mieliśmy zbudowaną dość sporą chatkę na drzewach. Na jesieni piekło się grzyby znalezione przez doświadczonych kolegów-grzybiarzy. Pewnej zimy, wraz z moim nieżyjącym już kolegą, po przeczytaniu kilku książek Karola Maya wpadliśmy na plan spływu rzeką własnoręcznie zbudowaną tratwą. :-) Kilka drzew z okolicznego lasu "położyliśmy" toporkami (tomahawk) i związane kłody targaliśmy około kilometra nad naszą rzekę brnąc przez śnieg w mrozie. Spływ niestety się nie udał. Po zwodowaniu, wlazłem na tratwę a ta się rozjechała. Moja wierna suka Diana wyciągnęła mnie z wody. Po dotarciu do domu ojciec taki wpier..ol spuścił, że zapalenie płuc to przy tym nic. Tak to jest jak trzynastolatek w Indianina się bawi. :D
  • #65
    damian1115
    Level 33  
    398216 Usunięty wrote:
    pół wieku temu

    Ja swoje pierwsze kroki stawiałem właśnie w tamtych czasach, no może pięć lat później. Przyznam że poniosłem też sporo porażek, nie miałem nikogo znajomego do kogo mógł bym się zwrócić o pomoc, trzeba było myśleć. Jedak dalej lubię hobbystycznie się tym zajmować, mimo iż moja praca zawodowa zupełnie nie jest z tym związana. Tu masz może trochę racji. Jeżeli coś jest twoją pasją to drobne niepowodzenia tak szybko cię od tego nie odwiodą, a jeżeli robisz to z żeby robić, bez zacięcia, to i tak z ciebie w przyszłości elektronik nie będzie.
  • #66
    kortyleski
    Level 43  
    Grał ktoś w wyścigi samochodowe na kartce papieru A4 w kratkę?
  • #68
    italak
    Level 12  
    damian1115 wrote:
    398216 Usunięty wrote:
    dobrze. Bo (jak Kolega wyżej wspomniał) dzięki temu jak ktoś kumaty to musiał się trochę wysilić, a nie kopiować 1:1 jak małpa.

    Jeżeli ktoś znał podstawy, to zmuszało do myślenia. Ale jeżeli stawiał pierwsze kroki, to niewątpliwie mógł się zniechęcić. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, albo coś przedstawiamy słowem pisanym, albo zaniechajmy tego by nie wprowadzać kogoś w błąd. Za takie coś u nas na forum dostaje się reprymendę.


    W pełni się zgadzam z Kolegą :spoko:
  • #69
    398216 Usunięty
    Level 43  
    kortyleski wrote:
    Grał ktoś w wyścigi samochodowe na kartce papieru A4 w kratkę?
    No jasne... Najlepiej się grało na rosyjskim ;)
    ArturAVS wrote:
    ojciec taki wpier..ol spuścił,
    Bo mógł... Ty to zapamiętałeś i wyciągnąkłeś wnioski. Dziś nie wolno nawet klapsa dać bez ryzyka, ze gówniarz Cię na policję nie sprzeda za naruszenie "nietykalności"... I dochodzimy do sedna - jak ojciec miał prawo użyć paska (oczywiście w takich uzasadnionych - jak powyższe - sytuacjach), to młody najpierw się zastanowił zanim coś głupiego zrobił. Dziś czerpie wiedzę z YT, i kretyńskich filmików na nim, więc umiejętność myślenia zanika...
  • #70
    terminux
    Level 23  
    Tiiaa nie wiem jak u was ale u mnie nauczyciel to była świętość. Jak coś powiedział to tak miało być i koniec.
    Pamiętam jak coś głupiego koledze z drugiego bloku zrobiłem w trakcie zabawy ale zobaczył to sąsiad z klatki. Wyciągnął mnie za ucho i jeszcze w tyłek dostałem.
    A jak się w domu poskarżyłem to drugi raz od rodziców dostałem - dorosły zawsze ma rację i trzeba go słuchać :)
    A pamiętacie grę w kapsle jak się kopało trasy w ziemi (takie rowy) i pstrykało się kapslami. Ten, który pierwszy "dojechał" do mety brał kapsle pokonanych.
    Albo gra grzebieniami pieniążkami. 2 pieniążki to zawodnicy którymi popychało się trzeciego pieniążka do "bramki"
    Albo rzucanie pieniążkami pod ścianę.
  • #71
    italak
    Level 12  
    oprócz zabawy kapslami w wyścigi popularną grą była gra w pikuty. Rzucało się scyzorykiem w miejsca które wcześniej wytyczył prowadzący w grze. Scyzoryk musiał się wbić w ziemię, drzewo. Pasjonujące zajęcie na cały dzień i do tego chleb polany śmietaną i posypany cukrem :)
  • #72
    wojtek1234321
    Level 35  
    terminux wrote:
    Albo gra grzebieniami pieniążkami.
    U nas to się nazywało "cymbergaj"...
  • #73
    ta_tar
    Level 38  
    terminux wrote:
    Albo rzucanie pieniążkami pod ścianę.
    Ale to już u nas zakrawało na "hazard", bo wygrany zbierał wszystko. Albo rzucało się z pewnej wysokości monetami tak aby jedna spadła na drugą i ją się zabierało.
  • #74
    398216 Usunięty
    Level 43  
    W cymbergaju nikt nie zabierał pieniążka - chyba, że to był pieniążek jednego z uczestnikowi. Co innego w "kupki" (to obijanie od ściany), ale i tu o hazardzie trudno mówić - jak ktoś przegrał nawet to niewiele... Bo nauczyciel przychodził i zabierał. :)
  • #75
    ta_tar
    Level 38  
    398216 Usunięty wrote:
    Bo nauczyciel przychodził i zabierał
    Czyli nauczyciel był wygranym.
  • #76
    sztajger
    Level 13  
    W technikum poznałem rodzaj gry/ wykreślanki. Mordowało się to na nudnych lekcjach. Znalazłem opis w sieci... https://at7.pl/programy/kreski-2003/
    Oczywiiiście grało się w "spuszczanego"- nakładka, albo z niemiecka brzmiącego MIT-a, czyli rzucało się pod ścianę monety - wygrywał najbliższy ściany. Jak były równo, czyli mit(razem :D ), była dogrywka.
  • #77
    ta_tar
    Level 38  
    A ja pamiętam jeszcze taką grę.
    Gracze na przemian stawiają kreski na planszy, gracz który ostatni zamknie kwadracik (pole 1x1) przejmuje je i ma dodatkową turę. Zapomniane zabawy z dzieciństwa, DIY dla dzieci
    P.S. Obrazek zapożyczony ze strony Link
  • #78
    kris8888
    Level 35  
    terminux wrote:
    A ktoś pamięta tą książeczkę?

    Zapomniane zabawy z dzieciństwa, DIY dla dzieci [/img]

    Pamiętam i gdzieś chyba jeszcze mam. Pamiętam, bo za cholerę nie chciało mi działać radyjko z tej książeczki. :cry: W końcu znalazłem gdzieś błąd ale już nie pamiętam gdzie był.
    ArturAVS wrote:
    po przeczytaniu kilku książek Karola Maya

    O, i to był też kiedyś najlepszy sposób na nudę. Czytanie takich książek potrafiło wciągnąć maksymalnie. Czy teraz młodzi też tak czytają?
    Wiem że są teraz wsród młodziezy popularne inne ksiązki typu "Harry Potter" czy "Wiedźmin" ale czy też tak wciągają?
    Kiedyś też chyba dużo więcej grało się w karty. Również będąc gówniarzem. Szczególnie jedna gra o wiadomej nazwie bardzo wszystkich wciągała :D
    Teraz wiem że jednak bardziej popularne są różne gry planszowe, karty jakoś odchodzą do lamusa a szkoda.
  • #79
    ArturAVS
    Moderator of HydePark/Cars
    kris8888 wrote:
    O, i to był też kiedyś najlepszy sposób na nudę.

    Jako małolat zaraziłem się literaturą, i tak mi zostało. Zresztą cała rodzina dużo czytała, a starsza siostra zawsze coś z biblioteki dla brata przyniosła. A brat po różnych lekturach, miewał szalone pomysły :D
    398216 Usunięty wrote:
    Ty to zapamiętałeś i wyciągnąkłeś wnioski.

    Wtedy to był pierwszy i ostatni raz. Wystarczyło. Jako jedyny z moich rówieśników(z tzw. dobrych domów), nie miałem problemów z prawem w wieku szczenięcym. Na siódme urodziny dostałem lutownicę transformatorową, a wujek który był zaopatrzeniowcem w jednej z większych lokalnych firm, obdarował mnie ogromną szpulą cyny(tak, szpulą nie szpulką, która była drewniana i ważyła 15kg. Warsztat elektryczny po prostu jednej nie dostał :-) ). I tak to się zaczeło... I trwa do dzisiaj.
  • #80
    clubber84
    Level 28  
    Czy ktoś z aktualnej młodzieży jeszcze gra w karty: w tysiąca lub makao?
    W szkole zawodowej czy technikum w okienkach między lekcjami pykało się w to namiętnie... o wojsku to nawet nie wspominam, bo tam nie umieć grać w karty to było "nie ma zmiłuj".
    Dzieci trzeba już od małego uczyć logicznie i z wyprzedzeniem myśleć, a gry karciane się do tego świetnie nadają.
  • #81
    398216 Usunięty
    Level 43  
    clubber84 wrote:
    Czy ktoś z aktualnej młodzieży jeszcze gra w karty: w tysiąca lub makao?
    Zaraz się sypną pytania Kto te gry rozprowadza i jakie wymagania sprzętowe są do nich potrzebne... :)
  • #82
    elektronik68
    Level 19  
    A pamiętacie portfel na żyłce? Kurrr... to była taka zarąbista zabawa, że żeśmy siedzieli czasem i po 3 godziny z tym portfelem. A potem jak portfel gdzieś przepadł to było szukanie po wszystkich krzakach na podwórku... Ostatecznie się nie znalazł i już nigdy go nie zobaczyłem. Prawdopodobnie od kilkudziesięciu lat już nie istnieje. Tyle, że to był taki mały portfelik, nie było go za bardzo widać i nie pamiętam, czy w ogóle ktoś się na niego skusił...
  • #83
    pawelr98
    Level 39  
    kris8888 wrote:
    Czy teraz młodzi też tak czytają?
    Wiem że są teraz wsród młodziezy popularne inne ksiązki typu "Harry Potter" czy "Wiedźmin" ale czy też tak wciągają?


    Czytam, czytam.

    Nie tak znowu dużo, ale jak kupię to w parę dni przeczytam od razu.
    Uniwersum Metro 2033 oraz 2035. Książki mające wspólne uniwersum z głównymi książkami Metro 2033/34/35.

    Piszą głównie Rosjanie, ale są też Polacy i inne narodowości.
    Jakość i zaciekawienie bywa zmienne w zależności od autora.
    Rosyjskie moim zdaniem najlepsze, Polskie średnie lub całkiem dobre, a zachodnie chyba najsłabsze. Im mniej "wschodniego klimatu" tym generalnie gorzej bo tematy schodzą często na mało ciekawe a i same lokacje mało interesujące.

    Mam prawie wszystkie książki wydane w Polsce, kupuję zwykle jak jestem na dworcu w Bydgoszczy lub w Galerii Bałtyckiej koło dworca Gdańsk Wrzeszcz jak mam zbyt dużo czasu przed odjazdem.

    I wychodzi powiedzmy średnio dwie książki na rok po 400-600 stron każda.

    A jeżeli ktoś woli rozrywki elektroniczne, to są gry oparte na głównych książkach Metro 2033/34/35. Metro 2033/Last Light/Exodus.
    Ta ostatnia stanowi swoiste "przedłużenie" ostatniej książki więc warto zagrać, aby poznać potencjalne zakończenie. Potencjalne bo gra niejako modyfikuje w pewnym stopniu zakończenie ostatniej książki, tak aby można było dalej ciągnąć fabułę (książka miała "otwarte" zakończenie więc teoretycznie nie musieli, jednak w tej wersji jest bardziej pełne akcji niż te książkowe). I jest generalnie świetna bo mamy bogaty świat, sporo postaci i klimatycznych lokacji. Można spędzić wiele godzin na przyjemnej rozgrywce.

    Co do projektów elektronicznych DIY.
    Rosjanie mają tego trochę
    https://www.youtube.com/user/Yunostru

    Trzeba trochę wiedzy, aby przekabacić to z germanowych na krzemowe i z PNP na NPN (no chyba, że wolimy jednak na PNP). No i ich schematy bywają takie sobie, dodanie paru tanich elementów znacznie poprawia działanie układu.

    Jak ktoś zna rosyjski to dobrze, jak nie to w sumie nic nie szkodzi. Ze schematów i ogólnej wiedzy da się zrozumieć działanie układu. Do tego też często tłumaczą działanie za pomocą animacji.
    Znam alfabet to trochę da się z podobieństwa rozumieć, bo pojęcia techniczne często i tak są zapożyczone z angielskiego.
  • #84
    ta_tar
    Level 38  
    A czy pamiętacie takie gry logiczne jak "Tangram" albo "Mastermind"
    Zapomniane zabawy z dzieciństwa, DIY dla dzieci
    Zapomniane zabawy z dzieciństwa, DIY dla dzieci
    Tą drugą to nawet sami robiliśmy z tablicy ogłoszeniowej (takiej perforowanej).
  • #85
    fotomh-s
    Level 23  
    ArturAVS wrote:
    Jako małolat zaraziłem się literaturą, i tak mi zostało. Zresztą cała rodzina dużo czytała, a starsza siostra zawsze coś z biblioteki dla brata przyniosła. A brat po różnych lekturach, miewał szalone pomysły

    Ja jako małolat nie znosiłem książek. A właściwie to nie samych książek, tylko literatury pięknej ;-)
    Do dzisiaj mi tak zostało. Swego czasu wręcz irytowało mnie to jak np. w filmach ukazana jest technika.
    W pewnym momencie, jak się nauczyłem języka angielskiego (gdzieś w okolicach gimnazjum), zacząłem czytać różne manuale, tak z czystej ciekawości. Głównie flight manuale do różnych samolotów (zarówno wojskowych jak i cywilnych), instrukcje do konsolet studyjnych i do dźwięku na żywo, czasami się zdarzało coś o awionice i sprzęcie wojskowym (wbrew pozorom nie wszystko jest takie tajne).
    Jeszcze wcześniej, jak chodziłem do podstawówki, to lubiłem instrukcje motoryzacyjne.

    Jeśli o książki chodzi, to w podstawówce oczywiście musiałem dorwać książkę do HTMLa (ledwie w domu pojawił się internet, wtedy to chyba było 128kb/s, już musiałem coś kombinować).

    ArturAVS wrote:
    Na siódme urodziny dostałem lutownicę transformatorową, a wujek który był zaopatrzeniowcem w jednej z większych lokalnych firm, obdarował mnie ogromną szpulą cyny

    Ja do dzisiaj mam tak pozyskaną 1kg szpulkę cyny (całkiem sporo jej zostało bo zwykle robię wszystko na stykówkach). To było za czasów jak wchodziło lutowanie bezołowiowe. W pewnej firmie wyrzucili szpulkę do kontenera z odrzutami, coś im się w tej cynie nie podobało. Wujek oczywiście nie zostawił praktycznie nietkniętej szpulki na zmarnowanie.
    Multimetr (Metex M-3850D) też dostałem podobnym sposobem jak miałem jakieś 7-8 lat. Do dzisiaj z niego korzystam.
  • #86
    sztajger
    Level 13  
    Masterminda też chciałem wspomnieć, ale zobaczyłem , że na alle... jest tego trochę:) Trzeba przyznać, że Pijanowski parę ciekawostek przyniósł do TVP ... Uwielbiałem łamigłówki z wygiętego pręta, gwoździ, itp...ogólnie zwane łamigłówkami metalowymi, których też jest trochę na aledrogo. Nawet mam gdzieś w szufladzie dwa zestawy samodzielnie wykonane!
    Za moich młodych czasów nie mieli lekko mieszkańcy niskiego parteru -pinkawa...typowo wakacyjna "zabawa". Już po zmierzchu zakradamy się pod upatrzone okno(najlepiej jakiegoś lokalnego wredniaka), i do belki między skrzydłami pinezką mocujemy nitkę z jakimś maleńkim ciężarkiem. Ukrywamy się w krzakach i szarpiemy za nitkę - pink-pink :)
  • #87
    ta_tar
    Level 38  
    sztajger wrote:
    z jakimś maleńkim ciężarkiem.
    U nas to był zwykł mały guzik. Nie raz nam się za to ładnie (słownie) "oberwało".
  • #88
    Preskaler
    Level 39  
    damian1115 wrote:
    ArturAVS wrote:
    Dużym wzięciem wśród kolegów z technikum cieszyły się silniki rakietowe z paliwem z klisz fotograficznych/filmowych

    Pamiętam kiedyś wzorując się na książce, zbudowałem sobie rakietę o napędzie odrzutowym opartym na kliszy fotograficznej. Budowa samej rakiety zajęła mi sporo czasu, zbudowałem do niej silni, poskładałem wszytko w całość, próbowałem odpalić. A tu zonk. Okazało się że ta klisza była już bardziej nowoczesna, i była wykonana z innego materiału, już nie była łatwo palna z "celuloidu", tylko z czegoś innego. Celuloidowe były już wycofane. Wtedy poczułem pierwszy raz smak porażki, jako dziecko byłem nie pocieszony.

    Dokładnie spotkało mnie TO SAMO. Stare filmy były z celuloidu (nitrocelulozy z dodatkiem kamfory i innych wypełniaczy) a nowe z ostanu celulozy. Te nowe stosowane są do dziś i są niepalne (samo gasnące). Próbowałem ratować się piłeczkami pingpongowymi ale nie miałem ich aż tyle i nie można je było tak kształtować aby powierzchnia spalania była tak duża aby wytworzyła odpowiednie ciśnienie gazów. Dopiero saletra z cukrem pudrem i siarką (lub sproszkowanym węglem drzewnym) oraz odpowiednio ukształtowana (w długi stożek)
    pozwoliło mi na loty rakiet o zasięgu do 200m.
  • #89
    damian1115
    Level 33  
    Preskaler wrote:
    Próbowałem ratować się piłeczkami pingpongowymi ale nie miałem ich aż tyle

    Niestety piłeczki miały w tamtych czasach swoją cenę, więc oprócz kształtowania, cena również była przeszkodą. Jak robiłem ten silnik to tego patentu z saletrą i cukrem jeszcze nie znałem.
  • #90
    398216 Usunięty
    Level 43  
    damian1115 wrote:
    tego patentu z saletrą i cukrem jeszcze nie znałem.
    Taaaa... To się nazywało swego czasu "Paliwo karmelkowe" z tym, że żeby uzyskać maksymalny efekt trzeba było to rozpuścić w odpowiedniej temperaturze - odpowiedniej, bo jak za niska - nie rozpuszczała się saletra, a w za wysokiej; bo można było zrobić rakietę w kuchni z naczynia w którym się toto topiło... Nie polecam takich eksperymentów.
    Robiłem co prawda mieszaninę na sucho (dobrze jak saletrę się przedtem zmieliło na pył jak cukier puder) a w trakcie nabijania silnika skrapiałem denaturatem - skleiło na tyle silnie, że nie było ryzyka, że się wysypie.
    Natomiast złe proporcje składników powodowały (po odpaleniu) zapychanie się dyszy wylotowej i rozsadzenie z ogromnym hukiem (i latającymi szczątkami - jak granat) silnika i rakiety...
    Ogólnie biorąc wszystkie takie zabawy trzeba było robić z ogromną (!!!) ostrożnością i wiedzą co się robi... wielu "rakieciarzy", którzy nie przestrzegali tych zasad przypłaciło to urwanymi paluchami, uszkodzeniem oczu i innych części ciała... TO BYŁY CASY... :)
    Dziś odpalenie rakiety to naruszenie prawa i ryzyko wizyty na komendzie...