Witam!
Przedstawiam moją konstrukcję którą wykonałem ponad rok temu, do tej pory sprawuje się bez zarzutu więc mogę napisać - sprawdzona i działa.
Założeniem było zbudowanie urządzonka które spełniałoby funkcję zabezpieczenia "przez żarówkę" uruchamianych urządzeń w nieznanym stanie technicznym lub podczas napraw (głównie sprzęt audio ale także osprzęt komputerowy - zasilacze, monitory itp.) w obudowie, bez potrzeby każdorazowo łączenia przewodów na stole.
Dodatkowo jeśli dałoby się zautomatyzować załączanie mogłoby być używane jako softstart do różnych urządzeń (m. in. zasilacz warsztatowy na sporej mocy transformatorze toroidalnym który regularnie wyzwalał zabezpieczenia w domu).
Zaprojektowałem więc i wykonałem taki, łączący obie funkcje w jednej małej, przenośnej, łatwo rozłączanej obudowie, przyrząd warsztatowy.
Główna koncepcja to wyjście "domyślnie" zasilane przez żarówkę, którą można zewrzeć przełącznikiem "ręcznie" lub automatycznie wykorzystując przekaźnik czasowy.
Schemat jaki powstał:
Układ posiada dwubiegunowy wyłącznik główny, następnie zabezpieczenie - zastosowałem B4 (takie otrzymałem w prezencie) oraz zwieraną na dwa sposoby żarówkę.
1. Jeśli uruchamiam (testuję) podłączony sprzęt w nieznanym stanie, oba przełączniki pozostają rozwarte. Jeśli żarówka wskaże (mignie, lub zaświeci a następnie znacząco przygaśnie), że można załączyć pełne zasilanie do dalszych testów to włączam przełącznik 'Zwarcie żarówki'. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie "jechać cały czas na żarówce" - kwestia zasilania podłączonego sprzętu. Jak ktoś wie co robi - można.
2. Jeśli chcę korzystać z funkcji softstart - przełącznik 'Zwarcie żarówki' pozostawiam otwarty a włączony jest 'Czas' - po załączeniu włącznika głównego prąd do wyjścia płynie przez żarnik, jednocześnie zasilanie dostaje przekaźnik czasowy (u mnie ustawiony na 3 sekundy) który po czasie poprzez stycznik zwiera włókno żarówki dając pełne zasilanie na odbiornik.
Można też używać funkcji odwrotnie, czyli softstart -> pełne zasilanie i następnie przełączenie na ogranicznik żarnikowy ('zwarcie żarówki' off i wyłączamy 'Czas' - puszcza stycznik, zasilanie wraca na żarnik) - czasami pomaga w diagnostyce stopni zasilających.
Oczywiście z konstrukcji wynika, że w przypadku ręcznego zwarcia żarówki układ softstart "nie ma nic do roboty" - pełne napięcie z pominięciem żarnika jest i tak podawane na gniazdo wyjściowe.
Co do konstrukcji:
- Zastosowanie stycznika jako elementu wykonawczego może jest trochę na wyrost ale 1. - miałem na stanie, 2. - zawsze to jakaś ochrona przekaźniczka w "czasówce";
- Przełącznik softstartu zamontowałem podświetlany (taki miałem - mały "bajer" a przy okazji dodatkowa optyczna sygnalizacja włączenia funkcji) czego (połączenia wewnętrznej neonówki) nie ma na schemacie;
- Ze względu na wielkość posiadanej obudowy zastosowałem gniazda IEC (wymontowane z uszkodzonego zasilacza komputerowego) - posiadałem już przejściówkę IEC - Schuko dlatego nie stanowiło to problemu;
- Z tego samego powodu zrezygnowałem z potencjalnie przydatnego w takim urządzonku amperomierza - będzie w osobnym module zasilania przyrządów warsztatowych;
- Wyłącznik nadprądowy, "czasówka" oraz stycznik zamontowane są na małej blaszce (fragment listwy) DIN;
- Przekaźnik czasowy jest "na wyrost" ale akurat taki mogłem otrzymać z demontażu w cenie kilku butelek męskiego napoju regeneracyjnego co wyszło taniej niż kupić po cenie sklepowej prostszy (tylko z funkcją załączenia po czasie) - ten odpowiednio zmostkowałem "kastrując" go z funkcji pracy cyklicznej;
Rysunek na obudowie ze względu na ograniczone pole nie odzwierciedla dokładnie schematu, służy tylko jako pogląd połączeń poszczególnych elementów i ich zależności.
Przy montażu kierowałem się oznaczeniami L i N na gniazdach IEC. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie w każdej instalacji będzie pokrywać się to z rzeczywistością, ale skoro już były to wykorzystałem. PE jest połączony bezpośrednio z wejścia na wyjście (w zielonej koszulce termokurczliwej)
Zdjęcia urządzonka:
Koszt jaki osobiście poniosłem bezpośrednio to owe kilka butelek fajrantowego izotonika technika za przekaźnik czasowy, reszta elementów oraz obudowa były pod ręką z zapasów nabytych dużo wcześniej lub z odzysku.
Orientacyjny koszt zbudowania od zera takiego urządzenia to:
- wyłącznik nadprądowy ~15 zł (można pominąć),
- stycznik NO ~30 zł (także można pominąć),
- przekaźnik czasowy ~65 zł,
- obudowa, oprawka, przełączniki, gniazda, żarówka ~35 zł.
Urządzenie sprawdza się znakomicie, po miesiącach użytkowania bardzo przydatne okazało się zastosowanie gniazd IEC oraz lekkość i wielkość obudowy - bez problemu mogę zabierać ze sobą w torbie na diagnostykę w terenie, ze względu na brak podłączonych na stałe przewodów nie ma kłopotu z plątaniną kabli, zawsze mogę wszędzie wygodnie podłączyć i rozłączyć. Pewnym mankamentem jest żarówka jako wrażliwy mechanicznie element którą przy pakowaniu do torby narzędziowej trzeba wykręcić no, ale... w końcu to główny element więc musi być. Kombinowałem nad stworzeniem jakiegoś kosza zabezpieczającego mechanicznie jednak wielkość i rodzaj (plastik) obudowy nie dają szans na stworzenie solidnej konstrukcji. A zwiększenie obudowy lub jej zmiana na wytrzymalszą mechanicznie znacząco zmniejszyłyby przenośność urządzenia. A z tego jestem bardzo zadowolony.
Przedstawiam moją konstrukcję którą wykonałem ponad rok temu, do tej pory sprawuje się bez zarzutu więc mogę napisać - sprawdzona i działa.
Założeniem było zbudowanie urządzonka które spełniałoby funkcję zabezpieczenia "przez żarówkę" uruchamianych urządzeń w nieznanym stanie technicznym lub podczas napraw (głównie sprzęt audio ale także osprzęt komputerowy - zasilacze, monitory itp.) w obudowie, bez potrzeby każdorazowo łączenia przewodów na stole.
Dodatkowo jeśli dałoby się zautomatyzować załączanie mogłoby być używane jako softstart do różnych urządzeń (m. in. zasilacz warsztatowy na sporej mocy transformatorze toroidalnym który regularnie wyzwalał zabezpieczenia w domu).
Zaprojektowałem więc i wykonałem taki, łączący obie funkcje w jednej małej, przenośnej, łatwo rozłączanej obudowie, przyrząd warsztatowy.
Główna koncepcja to wyjście "domyślnie" zasilane przez żarówkę, którą można zewrzeć przełącznikiem "ręcznie" lub automatycznie wykorzystując przekaźnik czasowy.
Schemat jaki powstał:
Układ posiada dwubiegunowy wyłącznik główny, następnie zabezpieczenie - zastosowałem B4 (takie otrzymałem w prezencie) oraz zwieraną na dwa sposoby żarówkę.
1. Jeśli uruchamiam (testuję) podłączony sprzęt w nieznanym stanie, oba przełączniki pozostają rozwarte. Jeśli żarówka wskaże (mignie, lub zaświeci a następnie znacząco przygaśnie), że można załączyć pełne zasilanie do dalszych testów to włączam przełącznik 'Zwarcie żarówki'. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie "jechać cały czas na żarówce" - kwestia zasilania podłączonego sprzętu. Jak ktoś wie co robi - można.
2. Jeśli chcę korzystać z funkcji softstart - przełącznik 'Zwarcie żarówki' pozostawiam otwarty a włączony jest 'Czas' - po załączeniu włącznika głównego prąd do wyjścia płynie przez żarnik, jednocześnie zasilanie dostaje przekaźnik czasowy (u mnie ustawiony na 3 sekundy) który po czasie poprzez stycznik zwiera włókno żarówki dając pełne zasilanie na odbiornik.
Można też używać funkcji odwrotnie, czyli softstart -> pełne zasilanie i następnie przełączenie na ogranicznik żarnikowy ('zwarcie żarówki' off i wyłączamy 'Czas' - puszcza stycznik, zasilanie wraca na żarnik) - czasami pomaga w diagnostyce stopni zasilających.
Oczywiście z konstrukcji wynika, że w przypadku ręcznego zwarcia żarówki układ softstart "nie ma nic do roboty" - pełne napięcie z pominięciem żarnika jest i tak podawane na gniazdo wyjściowe.
Co do konstrukcji:
- Zastosowanie stycznika jako elementu wykonawczego może jest trochę na wyrost ale 1. - miałem na stanie, 2. - zawsze to jakaś ochrona przekaźniczka w "czasówce";
- Przełącznik softstartu zamontowałem podświetlany (taki miałem - mały "bajer" a przy okazji dodatkowa optyczna sygnalizacja włączenia funkcji) czego (połączenia wewnętrznej neonówki) nie ma na schemacie;
- Ze względu na wielkość posiadanej obudowy zastosowałem gniazda IEC (wymontowane z uszkodzonego zasilacza komputerowego) - posiadałem już przejściówkę IEC - Schuko dlatego nie stanowiło to problemu;
- Z tego samego powodu zrezygnowałem z potencjalnie przydatnego w takim urządzonku amperomierza - będzie w osobnym module zasilania przyrządów warsztatowych;
- Wyłącznik nadprądowy, "czasówka" oraz stycznik zamontowane są na małej blaszce (fragment listwy) DIN;
- Przekaźnik czasowy jest "na wyrost" ale akurat taki mogłem otrzymać z demontażu w cenie kilku butelek męskiego napoju regeneracyjnego co wyszło taniej niż kupić po cenie sklepowej prostszy (tylko z funkcją załączenia po czasie) - ten odpowiednio zmostkowałem "kastrując" go z funkcji pracy cyklicznej;
Rysunek na obudowie ze względu na ograniczone pole nie odzwierciedla dokładnie schematu, służy tylko jako pogląd połączeń poszczególnych elementów i ich zależności.
Przy montażu kierowałem się oznaczeniami L i N na gniazdach IEC. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie w każdej instalacji będzie pokrywać się to z rzeczywistością, ale skoro już były to wykorzystałem. PE jest połączony bezpośrednio z wejścia na wyjście (w zielonej koszulce termokurczliwej)
Zdjęcia urządzonka:
Koszt jaki osobiście poniosłem bezpośrednio to owe kilka butelek fajrantowego izotonika technika za przekaźnik czasowy, reszta elementów oraz obudowa były pod ręką z zapasów nabytych dużo wcześniej lub z odzysku.
Orientacyjny koszt zbudowania od zera takiego urządzenia to:
- wyłącznik nadprądowy ~15 zł (można pominąć),
- stycznik NO ~30 zł (także można pominąć),
- przekaźnik czasowy ~65 zł,
- obudowa, oprawka, przełączniki, gniazda, żarówka ~35 zł.
Urządzenie sprawdza się znakomicie, po miesiącach użytkowania bardzo przydatne okazało się zastosowanie gniazd IEC oraz lekkość i wielkość obudowy - bez problemu mogę zabierać ze sobą w torbie na diagnostykę w terenie, ze względu na brak podłączonych na stałe przewodów nie ma kłopotu z plątaniną kabli, zawsze mogę wszędzie wygodnie podłączyć i rozłączyć. Pewnym mankamentem jest żarówka jako wrażliwy mechanicznie element którą przy pakowaniu do torby narzędziowej trzeba wykręcić no, ale... w końcu to główny element więc musi być. Kombinowałem nad stworzeniem jakiegoś kosza zabezpieczającego mechanicznie jednak wielkość i rodzaj (plastik) obudowy nie dają szans na stworzenie solidnej konstrukcji. A zwiększenie obudowy lub jej zmiana na wytrzymalszą mechanicznie znacząco zmniejszyłyby przenośność urządzenia. A z tego jestem bardzo zadowolony.
Fajne? Ranking DIY