Aleksander_01 napisał: Ja też widzę te wrażenia przy pierwszej wizycie u mechanika. Panie tu ćwiara wstawiana była, instalacja z poprzedniego modelu, miało być 135 tysi a tu jajko niespodzianka 450 tysi no i oczywiście historia dorobiona do tego auta. Za te pieniądze idą największe przewałki, szczepy z 2 lub nawet z 3, część wiązki elektrycznej z innej generacji. Niektórzy dają nówki felgi plus opony. Człowieku ja już takie samochody przerabiałem że głowa mała. Na pytanie do handlarza że taki golf VI nawet z salonu nie wyszedł taki wypicowany tylko się uśmiechnął, a na pytanie jak wyglądał przed "przeróbką" padła krótka zdecydowana odpowiedź "silnik miał tu gdzie kierownica".
W sumie to co ja sram w swoje gniazdo, kupujcie , kupujcie potem jest tyle roboty.
To sugerujesz, że WSZYSTKIE są w takim stanie, bo widziałeś 10% takich przypadków?
Pisałem wyraźnie, że bez żadnych "okazji" i ja osobiście nie kupuje marek, na które są najarani rodacy: gwiazda, cztery kółka, widełki na masce i szachownice.
Jeżdziłem 10-20-letnimi autami , ( średnia wieku auta w Polce to 12 lat) i żadne nie było spawane, czy rzeźbione, bo trzeba mieć trochę rozumu i wiedzy by takiego ulepa nie kupić.
Montowałem kiedyś alarmy w autach i najwięcej rzeźb było w audi, bmw itp.
A np. sonatę można było kupić od pierwszego właściciela z polskiego salonu 30% taniej niż gołego, spawanego golfa z tego samego rocznika.
Jest pełno aut w dobrym stanie, jak się człowiek nie zna, to zawsze można zamówić ekspertyzę i kupić przez firmę, która się specjalizuje w ocenie stanu pojazdu.
Jak mam 35 tys , to nie wytrzepię naglę 70 i takie porady są bezsensowne, choćby dla Ciebie były trafne. Samochód to nie przedmiot najważniejszy w życiu, można jeździć autem 14-letnim, a takie m.in. posiadam i mogę do Ciebie podjechać i nie znajdziesz śladu ingerencji, żadnej rzeźby, wszystko na miejscu, el. eksploatacyjne wymieniane na czas , bez tanich zamienników itp.
Tyle , że nie kosztowało 10 tys , jak średni "chodzą" tylko 14 tys. Kupowałem samochód, a nie rocznik. Z tego rocznika mogłem kupić diesla za 8 tys , albo o 3 lata młodszy, nowszy model , ale golas, i zmęczony życiem.
Koszty utrzymania auta nowego ( ubezpieczenie, ogromna utrata wartości ) są realnie wyższe niż utrzymywanie w normalnym stanie auta 10-letniego. Jeśli auto nie zarabia, nie jest "wzięte" na firmę, to branie go na kredyt jest ekonomicznie nie racjonalne. Co innego na pokaz.
Jak by było inaczej, to wszyscy by jeździli nowymi, a tak nie jest. Jak myślisz - dlaczego?