Ostatnio wygrzebałem z kąta rzadko przeze mnie używany stary flanger firmy Exar i jak zwykle okazało się że gdzieś zawieruszyła się zrobiona lata temu przejściówka z zasilacza z wtykiem 5,5/2,1 na mini jack mono 3,5mm, bo takie gniazdo zasilania stosował Exar w swoich efektach. Postanowiłem więc przerobić zasilanie efektu na najpopularniejszy, tzw. bossowski standard (gniazdo 5,5/2,1 z minusem na „sztyfcie”). Ponieważ elementy elektroniczne na pcb są gęsto upakowane, z góry odrzuciłem montaż gniazda przykręcanego do otworu w obudowie i połączenie go z płytką za pomocą przewodów – gniazdo przykręcane jest większe gabarytowo od lutowanego w płytkę i nie zmieściłoby się w obudowie nie kolidując z innymi elementami.
Porównanie wyprowadzeń gniazda jack i wlutowywanego 5,5/2,1 oraz analiza przebiegu ścieżek na płytce wykazały, że taka przeróbka jest możliwa z wykorzystaniem istniejących punktów lutowniczych, choć kosztem likwidacji opcji zasilania z baterii 9V. Nie jest to jednak dla mnie problemem, ponieważ nigdy nie korzystam z zasilania bateryjnego efektów.
Istniejące otwory po sztyftach „+9V” i „+ baterii” gniazda jack należało pod nowe gniazdo trochę poszerzyć mini frezarką, ponieważ jego wyprowadzenia lutownicze mają postać płaskowników (a nie szpilek jak oryginalne) oraz odciąć punkt lutowniczy „+ baterii” od istniejącej ścieżki i połączyć do ścieżki masy (co uczyniłem podczas wlutowywania nowego gniazda). W ten sposób uzyskałem z punktu „+ baterii” punkt masy nowego gniazda zasilania, a z z punktu „+9V” jacka punkt „styk rozwierny”, który jest wykorzystany jedynie jako punkt montażu gniazda połączony zworką z + zasilania. Ponadto konieczne było usunięcie z płytki przy pomocy noża fragmentu zbędnej ścieżki od zasilania bateryjnego i wykonanie otworu pod wyprowadzenie +9V nowego gniazda.
Przy wlutowywaniu gniazda w płytkę okazało się, że koliduje z nim leżący w pobliżu rezystor. Na szczęście wystarczyło wylutować jedną jego końcówkę, po czym ustawić go pod kątem względem płytki i przylutować ową końcówkę bezpośrednio do nóżki sąsiedniego rezystora, z którym łączył się wcześniej przez ścieżkę, przy czym trzeba było założyć na tę przelutowywaną nóżkę kawałek koszulki izolacyjnej, aby zapobiec przypadkowym zwarciom z wyprowadzeniami innych sąsiednich elementów. Wyprowadzenie „+” nowego gniazda zostało połączone zworką w izolacji (przechodzi nad ścieżką masy) ze stykiem rozwiernym. Ewentualnie można by było zworkę zastąpić diodą Shottky'ego, aby zabezpieczyć efekt przed skutkami przypadkowego podłączenia zasilacza o odwrotnej polaryzacji.
Po wlutowaniu gniazda pozostało zapakowanie efektu do obudowy z uprzednio rozpiłowanym do kształtu i wymiarów nowego gniazda otworem. Po złożeniu urządzenia gniazdo jest zagłębione w otworze względem zewnętrznej powierzchni obudowy. Estetyczniej wyglądałoby gdyby było zlicowane z obudową, ale wówczas konieczne byłoby kombinowanie z wykonaniem zupełnie nowych otworów w płytce i łączeniem końcówek gniazda zasilania z odpowiednimi punktami lutowniczymi za pomocą zworek, co nie zapewniałoby wystarczająco stabilnego i trwałego mocowania. Ponadto oś nowego gniazda jest przesunięta w porównaniu do osi starego gniazda o około 1mm w płaszczyźnie równoległej do płytki, co spowodowało konieczność dodatkowego podpiłowania jednej z krawędzi wykonanego w obudowie otworu. Niestety powstała przez to szczelina pomiędzy przeciwległą krawędzią otworu i gniazdem, ale na szczęście nie rzuca się to mocno w oczy.
To prosta przeróbka - może komuś się przyda ten krótki opis jako podpowiedź.
Fajne? Ranking DIY
