Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

- Stare kondensatory : wymieniać czy regenerować? Oto jest pytanie.

29 Cze 2020 12:01 996 32
  • Poziom 12  
    Witam. Ostatnio miałem do czynienia z wieloma starymi odbiornikami radiowymi i telewizorami (oczywiście lampowymi). Natknąłem się na wiele informacji na temat sposobu regenerowania takich urządzeń. Dużo osób twierdzi że stare kondensatory należy wymienić łącznie z rezystorami. Słyszałem też że kondensatory należy regenerować np. poprzez tzw formowani(włączenie urządzenia do prądu na biegu jałowym na około dwóch dni). Słyszałem też o jakimś gotowaniu kondensatorów(osobiście uważam że to mit ale możliwe że bardzo się mylę). Chciałbym się dowiedzieć czy warto regenerować kondensatory i jeśli już to jak czy może lepiej je wymienić na nowe. Pozdrawiam.
  • Poziom 29  
    Wymieniać. Kondensatory elektrolityczne wysychają w czasie. Powrót do parametrów zbliżonych do fabrycznych jest w zasadzie niemożliwy. Poza tym dzisiejsze egzemplarze są gabarytowo mniejsze.
    Nie widzę natomiast powodu, żeby wymieniać nieuszkodzone rezystory.
  • Poziom 36  
    chudybyk napisał:
    Wymieniać. Kondensatory elektrolityczne wysychają w czasie

    Mam na stole szwajcarskie radio Palliard 3502 z 1946r. Są tu trzy kondensatory elektrolityczne - podwójny w zasilaczu i jeden w katodzie pentody 7C5.
    Żaden nie wysechł. Po co mam je wymieniać. Poza tym jek takie radio będzie wyglądać z ta chińszczyzną, która i tak wyschnie z parę lat.
    Olkus napisał:
    Z rezystor ami słyszałem że zwiększają rezystancję np. 1M ma 1,2M

    To w granicach tolerancji 20 %. A poza tym uklady lampowe są bardzo tolerancyjne.
  • Poziom 12  
    Mam kondensator który "grzechocze" w środku. Rozumiem że nadaje się do wyrzucenia?

    Dodano po 2 [minuty]:

    Mam też taki który powinien mieć 1000µF a ma 1,2nF.
  • Poziom 24  
    chudybyk napisał:
    Wymieniać. Kondensatory elektrolityczne wysychają w czasie.


    Dodano po 1 [minuty]:

    Sprawdzać jeżeli dobre nie ma sensu wymieniać. I tak przeżyją nie jeden współczesny.
  • Poziom 36  
    Olkus napisał:
    Mam też taki który powinien mieć 1000µF a ma 1,2nF.

    To z układu lampowego? Ciekawe jakiego?.
  • Poziom 17  
    Olkus napisał:
    Słyszałem też że kondensatory należy regenerować np. poprzez tzw formowani(włączenie urządzenia do prądu na biegu jałowym na około dwóch dni).


    Tak, ale to "formowanie" dotyczyło nowych kondensatorów przed umieszczeniem ich w układzie. Miało to na celu zapobieżenie sytuacji, gdy świeżo zmontowany układ rozregulowywał się po kilku dniach z powodu zmiany parametrów elementów. Drzewiej może to i miało sens, przy dzisiejszej technologii to raczej działania z obszaru "ojca" Boszobory.
    <dygresja> Chociaż... jeden z kolegów, montujący czujniki wilgotności TDA w miernikach, przed ich zamontowaniem trzyma je przez tydzień w kuwecie z wodą, niezależnie od tego, że zmontowane urządzenia i tak są przed kalibracją "wystarzane" przez 2 tygodnie. </dygresja>
    Ale o "regeneracji" starych elektrolitów tą albo jakąkolwiek inną metodą nie może być mowy, co już objaśnił kolega "chudybyk".
  • Poziom 12  
    jozgo napisał:
    Olkus napisał:
    Mam też taki który powinien mieć 1000µF a ma 1,2nF.

    To z układu lampowego? Ciekawe jakiego?.

    Od zasilacza żażenia od lamp PLxxx i PCLxxx.
  • Poziom 36  
    JoteR napisał:
    rzewiej może to i miało sens

    Drzewiej o tym nie slyszałem. Chyba że mowa o dawnych akumulatorach?
  • Poziom 36  
    Olkus napisał:
    Z telewizora kineskopowego Neptun chyba 211.

    211 to chyba nie było?
  • Pomocny post
    Poziom 36  
    Olkus napisał:
    Neptun 221.

    Tak były tam takie kondensatory ale w zasilaczach obwodow tranzystorowych, a nie lampowych.
  • Poziom 17  
    jozgo napisał:
    JoteR napisał:
    rzewiej może to i miało sens

    Drzewiej o tym nie slyszałem. Chyba że mowa o dawnych akumulatorach?


    Nienienie, na pewno czytałem o tym formowaniu kondensatorów elektrolitycznych a nawet rozważałem zbudowanie półautomatu do tej czynności. Coś mi się bowiem kojarzy, że owe formowanie powinno odbywać się przy napięciu narastającym do znamionowego i miałem to oprzeć o układ napięcia schodkowego pędzonego licznikiem TTL (chyba wg Sasala). Ale to było ze 2 dekady temu nazad, więc linka nie podam, tym bardziej, że o tym formatowaniu formowaniu stało albo w którejś książce z lat 80-tych, albo w "Re" z tegoż okresu. Aha, i wydaje mi się, że chodziło raczej o operacje na "leżakach magazynowych", w których mógł wystąpić w wyniku leżakowania zwiększony prąd upływu. Na temat "regeneracji" przepracowanych kondensatorów już wyraziłem swoją opinię. Choć podobno "lampowcy" jednak to stosują ;->
  • Poziom 12  
    A co z "kartoflakami" i smołowcami?

    Dodano po 10 [minuty]:

    Bo rozumiem że elektrolity to tylko na śmietnik?

    Dodano po 2 [godziny] 24 [minuty]:

    jozgo napisał:

    Olkus napisał:
    Z rezystor ami słyszałem że zwiększają rezystancję np. 1M ma 1,2M

    To w granicach tolerancji 20 %. A poza tym uklady lampowe są bardzo tolerancyjne.

    Niekoniecznie. Spotkałem się z układem lampowym w którym musiały być zastosowane elementy o tolerancji 1%.
  • Pomocny post
    Specjalista - urządzenia lampowe
    chudybyk napisał:
    Wymieniać. Kondensatory elektrolityczne wysychają w czasie. Powrót do parametrów zbliżonych do fabrycznych jest w zasadzie niemożliwy. Poza tym dzisiejsze egzemplarze są gabarytowo mniejsze.


    Kurczę, jak dobrze, że o tym nigdy nie wiedziałem. Dzięki temu w ponad 90% odbiorników w kolekcji (około 200 sztuk sprzed 1945 roku) wszystkie kondensatory elektrolityczne mam w pełni sprawne. Co prawda jest w tym pewna zasługa marki (większość jest Philipsa), ale gdybym jak tępa bezmyślna małpa od razu wywalał, nigdy bym się nie dowiedział, że wiekszość jest sprawna i wymaga ewentualnego formowania. Na podobnej zasadzie nigdy bym się nie dowiedział, że kondensatory katodowe czeskiego Telefunkena (Radiotechna) często wysychają przy minimalnej korozji okładzin, gdybym pewnego razu nie nasączył zwijki elektrolitem i nie przekonał się, że kondensator odzyskał katalogowe parametry łącznie z ESR, a niektórych nawet nie trzeba było formować.

    Oczywiście zaraz tu będzie lawina kontrargumentów typu "a ja miałem takie śmakie, przebite i spruchniałe, zgniłe, zagrzybione i zjedzone przez myszy". Zasada jest prosta, zmierzyć, sprawdzić i wyciągnąć wnioski, a nie wywalać na ślepo. Oczywiście mam tu na myśli głównie radia przedwojenne, ale powoli przychodzi czas na te młodsze. Poza tym warto też nauczyć się wyciagać właściwe wnioski z pomiarów, bo nie zawsze kondensator o pogorszonych parametrach jest od razu do wywalenia. Prostym przykładem może byc cała rodzina odbiorników Philipsa z chassis wywodzacym się od modelu 522A. Są tam dwa kondensatory katodowe 25 µF/25 V. Jeden bocznikuje opornik 6,4 kΩ w katodzie E446, a drugi opornik 640 Ω lub 800 Ω w katodzie E443H. Wielokrotnie zdarzało mi się że ten drugi miał ubytek pojemności i większe ESR niż ten pierwszy. Wystarczyło więc zamienić je miejscami (są identyczne), bo do skutecznego zablokowania opornika 6,4 kΩ wystarczy nawet 10 µF i ESR rzędu kilkudziesięciu omów.

    Dodano po 8 [minuty]:

    Olkus napisał:
    Z rezystor ami słyszałem że zwiększają rezystancję np. 1M ma 1,2M


    Czy możesz szczegółowo zanalizować wpływ tej zwyżki na przykładzie rezystora upływowego siatki sterującej lub stanowiącego element w pętli ARW? Są takie miejsca w odbiornikach, że nawet wzrost oporności o 100% nie wpływa znacząco na pracę. Sztuką jest właśnie nauczyć się ocenić wpływ starzenia na pracę danego układu i wskazac te, które są krytyczne, a które nie. Krytycznych zawsze jest kilkakrotnie mniej niż niekrytycznych. Wymieniać wszystko w ciemno jak małpa to każdy potrafi, żadna sztuka.

    Dodano po 24 [minuty]:

    JoteR napisał:

    Tak, ale to "formowanie" dotyczyło nowych kondensatorów przed umieszczeniem ich w układzie.

    Nie, formowanie dotyczy tych kondensatorów elektrolitycznych, które przez dłuższy czas nie pracowały. Tym bardziej dotyczy właśnie kondensatorów starszych, bowiem zastosowany w nich elektrolit roboczy miał tę cechę, że po dłuższym czasie bez napięcia "zjadał" część tlenku z anody, ale jednocześnie miał też spore właściwości formujące. Natomiast kondensatory współczesne mają elektrolit roboczy o ph zbliżonym do 7 i praktycznie zerowe właściwości formujące. Dlatego współczesne kondensatory w większości przypadków się nie rozformowują. Za to jak się rozszczelnią, to mogą pięknie spleśnieć, bowiem na elektrolit roboczy stosuje się przeróżne związki organiczne.

    JoteR napisał:

    Ale o "regeneracji" starych elektrolitów tą albo jakąkolwiek inną metodą nie może być mowy, co już objaśnił kolega "chudybyk".


    Tak sobie zerkam na Twój dorobek i kolegi, o którym wspominasz i zastanawiam się, jakie obaj macie doświadczenie w temacie, w którym wysuwacie tak kategoryczne stwierdzenia. Śmiem twierdzić, że zerowe.

    Dodano po 14 [minuty]:

    Olkus napisał:
    Słyszałem też o jakimś gotowaniu kondensatorów(osobiście uważam że to mit ale możliwe że bardzo się mylę).


    Owszem, mylisz się:

    https://www.trioda.com/index.php/pl/rozmaitos...-stanu-fabrycznego-lampowych-radioodbiornikow

    http://www.oldradio.info/regeneracja1.html

    http://www.oldradio.info/regeneracja2.html

    http://www.oldradio.info/regeneracja3.html
  • Poziom 17  
    OTLamp napisał:
    JoteR napisał:
    Tak, ale to "formowanie" dotyczyło nowych kondensatorów przed umieszczeniem ich w układzie.

    Nie, formowanie dotyczy tych kondensatorów elektrolitycznych, które przez dłuższy czas nie pracowały. Tym bardziej dotyczy właśnie kondensatorów starszych


    Wspomniałem też o tym, że pisałem o rozwiązaniach proponowanych w literaturze z lat 80-tych, dotyczących elementów pochodzących z lat 70-tych i wcześniejszych, które się "wyleżały" w magazynach bądź szufladach. Opinia o sensowności regeneracji elementów, które można zastąpić ich współczesnymi, tanimi jak barszcz odpowiednikami wykonanymi we współczesnej technologii, jest moją opinią i ja całkowicie się z nią zgadzam. Opinia o skuteczności takich działań została przez Ciebie podważona kondensatorem zwijkowym i muszę ją ponownie przemyśleć, aczkolwiek wizja uzupełniania elektrolitu w aluminiowych kondensatorach jest nadal dla mnie nieco abstrakcyjna.
    Wycieczki osobiste skwituję tylko stwierdzeniem, że nie każdy spędza całe życie na Elektrodzie ciułając punkciki - założyłem tu konto tak dawno, że cud iż zapamiętałem hasło i przez kilkanaście lat wpadałem tu sporadycznie aby coś poczytać. Za to faktycznie punktów nie przyznają - niemal cały mój tutejszy "dorobek" pochodzi raptem z ostatniego miesiąca.
  • Poziom 38  
    jozgo napisał:

    Żaden nie wysechł. Po co mam je wymieniać. Poza tym jek takie radio będzie wyglądać z ta chińszczyzną, która i tak wyschnie z parę lat.


    Najtańsze badziewie może i tak, ale przy dużych postępach przy technologii kondensatorów można spokojnie kupić kondensatory wykonane w innych technologiach lub po prostu lepiej wykonane.

    Są kondensatory polimerowe, wielowarstwowe ceramiczne (mogą mieć spokojnie pojemność w dziesiątkach µF), tantalowe czy foliowe.

    Wybór do woli. O klasycznych ceramicznych przynajmniej wiemy tyle, że mogą przetrwać bez problemu kilkadziesiąt lat bo stosowano je od dawna. Podobnie foliowe.

    Rozbierany przeze mnie na części Stern z lat 50 wykazał, iż żaden smołowo-szklany kondensator nie trzymał pojemności. Ubytki rzędu 10nF->100-200pF. Tak się tylko złożyło, że te kondensatory nie były w żadnym krytycznym miejscu.
    Ot filtry anodowego, m.cz albo sprzęgające.
    Tor m.cz zdecydowanie ucierpiał jeśli chodzi o pasmo przenoszenia i był brum (słaba filtracja anodowego w paru miejscach wynikająca z utraty pojemności).

    Tymczasem elektrolit Belma 2x32µF z datą 1961 jak się okazuje na mierniku wypluwał wartości w zasadzie fabryczne. Pojemność nie była zaniżona ani zawyżona.

    Od profesora zajmującego się na mojej uczelni niezawodnością usłyszałem, że bydgoskie zakłady Belma miały dosyć dobry dział badań, który badał dokładnie żywotność wyrobów i coś poprawiali w procesie. Był tam na wizytacji jeszcze kiedy tłukli kondensatory.

    Elwa 10µF z tego samego radia pokazuje +50% pojemności co wskazuje na upływności.

    Jak komuś chce się zachować wygląd radia to prościej jest wybebeszać stare kondensatory i w środku umieszczać nowoczesne.

    Gotowanie w parafinie ? OK, tylko jaka jest gwarancja, że to będzie potem niezawodnie działać ?

    Ja wywalałbym w zasadzie profilaktycznie tam gdzie mogą nabroić.
    Sprzęgające, katodowe, anodowe.
    To może zrobić niemiłą niespodziankę.

    W sprzętach półprzewodnikowych raczej się powstrzymuję, chyba że trefne serie (np.czerwone elwy) albo wyraźnie coś bruździ.
    Bo tam nie ma zwykle takich napięć, żeby coś mogło po prostu eksplodować albo zapalić łuk.
    No i elektrolity z epoki półprzewodnikowej raczej nie padają tak często.
    Różne papierowe z lampowców, które są w podobnym wieku potrafią już być w stanie głębokiego rozkładu.
  • Poziom 14  
    jozgo napisał:

    Mam na stole szwajcarskie radio Palliard 3502 z 1946r. Są tu trzy kondensatory elektrolityczne - podwójny w zasilaczu i jeden w katodzie pentody 7C5.
    Żaden nie wysechł. Po co mam je wymieniać.


    Jakie parametry tych kondensatorow mierzyles i w jaki sposob?
  • Pomocny post
    Specjalista - urządzenia lampowe
    JoteR napisał:


    Wspomniałem też o tym, że pisałem o rozwiązaniach proponowanych w literaturze z lat 80-tych, dotyczących elementów pochodzących z lat 70-tych i wcześniejszych, które się "wyleżały" w magazynach bądź szufladach. Opinia o sensowności regeneracji elementów, które można zastąpić ich współczesnymi, tanimi jak barszcz odpowiednikami wykonanymi we współczesnej technologii, jest moją opinią i ja całkowicie się z nią zgadzam.

    Sprzęt z lat 80 raczej nie mieści się w dyskutowanej tu tematyce. Do takiego sprzętu bez problemu można dostać jeszcze w pełni sprawne elementy bierne, więc nie ma potrzeby bawić się w regenerację.


    JoteR napisał:

    aczkolwiek wizja uzupełniania elektrolitu w aluminiowych kondensatorach jest nadal dla mnie nieco abstrakcyjna.


    Jak jest odbiornik z lat 30, zwłaszcza produkcji polskiej, o którym wiadomo, że ocalało mniej niż jest palców u jednej ręki, to wcale nie jest już taka abstrakcyjna. Podobnie jest w przypadku odbiorników w wyśmienitym stanie zachowania - mam kilkanaście egzemplarzy z lat 30 w stanie zachowania takim, jakby wczoraj opuściły fabrykę. Czas jednak zrobił swoje i parafina, którą zaimpregnowane są zwijki się utleniła, dlatego ani myślę wybebeszać oryginalne kondensatory papierowe (oczywiście tylko te krytyczne, reszta może zostać z upływnością).

    JoteR napisał:

    Wycieczki osobiste skwituję tylko stwierdzeniem, że nie każdy spędza całe życie na Elektrodzie ciułając punkciki - założyłem tu konto tak dawno, że cud iż zapamiętałem hasło i przez kilkanaście lat wpadałem tu sporadycznie aby coś poczytać. Za to faktycznie punktów nie przyznają - niemal cały mój tutejszy "dorobek" pochodzi raptem z ostatniego miesiąca.


    Pisząc o dorobku nie mam na myśli liczby postów, punktów, lecz ich treść. Jeśli ktoś wygłasza kategoryczne sądy to oczekiwałbym poparcia tych twierdzeń pewnym doświadczeniem w danym temacie. Wcale nie potrzeba do tego tysiąca postów, czasem wystarczy wręcz kilkanaście. Ciebie zupełnie nie kojarzę z tego działu, dlatego zastanawiam się, dlaczego wygłaszasz tak kategoryczne twierdzenia. Ja na przykład nie wygłaszam tego rodzaju twierdzeń w dziale "Mikrokontrolery", ponieważ uważam że nie mam odpowiedniego doświadczenia i wiedzy w tej dziedzinie.

    Dodano po 21 [minuty]:

    pawelr98 napisał:

    Najtańsze badziewie może i tak, ale przy dużych postępach przy technologii kondensatorów można spokojnie kupić kondensatory wykonane w innych technologiach lub po prostu lepiej wykonane.


    Tak tak, postęp jest ogromny, ich czas pracy jest już wręcz perfekcyjnie wytrymowany, wręcz z dokładnością do kilkudziesięciu cyklów ładowań. Oto cała super technologia, miliony spuchniętego szitu.
    pawelr98 napisał:

    Są kondensatory polimerowe, wielowarstwowe ceramiczne (mogą mieć spokojnie pojemność w dziesiątkach µF), tantalowe czy foliowe.

    Wybór do woli.

    Pewnie, do tego super jasne ledy do podświetlania skali, na atrapy magicznych oczek, potencjometry cyfrowe do regulacji głośności, przetwornice do żarzenia i anodowego. Skala? Po co skala? Tłucze się to tylko i blaknie. Matrycę LCD się wstawi z obrazkiem skali i przesuwającej się wskazówki. Takie ostatnio widziałem "renowacje".

    pawelr98 napisał:

    Rozbierany przeze mnie na części Stern z lat 50 wykazał, iż żaden smołowo-szklany kondensator nie trzymał pojemności. Ubytki rzędu 10nF->100-200pF. Tak się tylko złożyło, że te kondensatory nie były w żadnym krytycznym miejscu.

    Czyli rozebrałeś zgniłego strucla, zastałeś uszkodzone kondensatory i teraz wszyscy mają je wywalać? Kondensatory mogłeś uszkodzić podczas demontażu, sądząc po podejściu nie obchodziłeś się z nimi zbyt delikatnie, więc mogłęś poprzerywać wewnętrze połączenia do okładzin (tradycyjne w zwykłych wersjach lub szoperowane w bezindukcyjnych).
    pawelr98 napisał:


    Tymczasem elektrolit Belma 2x32µF z datą 1961 jak się okazuje na mierniku wypluwał wartości w zasadzie fabryczne. Pojemność nie była zaniżona ani zawyżona.

    Od profesora zajmującego się na mojej uczelni niezawodnością usłyszałem, że bydgoskie zakłady Belma miały dosyć dobry dział badań, który badał dokładnie żywotność wyrobów i coś poprawiali w procesie. Był tam na wizytacji jeszcze kiedy tłukli kondensatory.

    To ciekawe, bo praktyka pokazuje, że akurat Belmy były podłej jakości i nie chodzi wcale o wysychanie, lecz o korozję doprowadzeń anody. Mierzysz, trzyma parametry, podłączasz do układu i po którymś ładowaniu przerwa. Rozbierasz a tam przy nicie trzymającym łączówkę ciemna korozja i upalona folia.
    pawelr98 napisał:

    Elwa 10µF z tego samego radia pokazuje +50% pojemności co wskazuje na upływności.

    Mierzyłeś? Mam Elwy co mają +100% a upływ praktycznie żaden.
    pawelr98 napisał:

    Jak komuś chce się zachować wygląd radia to prościej jest wybebeszać stare kondensatory i w środku umieszczać nowoczesne.

    Prościej? Do ponownej impregnacji nie trzeba nawet wyciągać zwijek, a wybebeszanie to nie zawsze jest prosta sprawa.
    pawelr98 napisał:

    Gotowanie w parafinie ? OK, tylko jaka jest gwarancja, że to będzie potem niezawodnie działać ?

    Najstarsze u mnie maja około 15 lat. Prąd upływu bez zarzutu. Myślisz że współczesne foliowe są wieczne? Pomierz sobie kondensatory serii X2, które popracowały co najmniej kilka lat. Pojemności rzędu 20% znamionowej nie są wcale rzadkością. Podczas pracy wielokrotnie przebijają z samoregeneracją w wyniku czego ich pojemność spada.
    Dlatego, jeśli stosować współczesne, to obok oryginalnych, nie pakować i nie rozbebeszać - nie niszczyć oryginalnych elementów. Zwłaszcza jeśli jesteś początkujący i nie masz doświadczenia. Z czasem je zdobędziesz i wtedy będziesz mógł, jeśli zechcesz, zregenerować oryginalny podzespół. Weźmy przykład popularnego Pioniera. Ile tego naklepano. Ile jest w stanie całkowicie oryginalnym? Na czarno białym zdjęciu sobie będzie można pooglądać, bo to co przetrwa to będą same choinki pod chassis.


    pawelr98 napisał:

    Sprzęgające, katodowe, anodowe.

    Jaka niemiłą niespodziankę może zrobić kondensator katodowy 100 nF w katodzie lampy p.cz. lub lampy przemiany? Albo w katodzie wejściowej selektody w odbiorniku dwu lub trzyobwodowym?
  • Poziom 12  
    Pytam się o kondensatory tylko dlatego że dopiero zaczynam kolekcjonowanie różnych odbiorników radiowych (głównie lampowych) już jeden w kolekcji mam. Na pewno będę miał więcej a chciałbym wiedzieć co należy standardowo zrobić. A co z tymi kondensatorami w postaci szklanej rury zalanej na końcach smołą? Jak je regenerować? A jak zregenerować grzechoczący kondensator elektroniczny?
  • Pomocny post
    Poziom 32  
    Olkus napisał:
    A co z "kartoflakami" i smołowcami?
    .

    Tak zwane "kartoflaki" w zasadzie możesz prawie w ciemno wymieniać. Jeszcze nie trafił mi się taki, który trzymałby przyzwoite parametry po tylu latach. Jak widać że zewnętrzna warstwa takiego kondensatora wyraźnie się łuszczy lub kruszy to nie ma się co nawet zastanawiać.
    Natomiast kondensatory smołowe należy zmierzyć, w szczególności ich upływność. Sprawdzić w jakim punkcie układu pracuje taki kondensator, przy jakim napięciu roboczym i jaki wpływ może mieć ta upływność. Poza tym są pewne sposoby na regenerację tego typu kondensatorów, choć ja się jeszcze w to nie bawiłem. W ostateczności wymieniam na foliowe, a smołowe chowam do szuflady.
  • Poziom 15  
    Najpierw należy spróbować naprawić uszkodzoną część, a jeśli to niemożliwe, zrekonstruować/ wymienić. Dotyczy to każdego zabytku.
    Czy komuś udało się naprawić przedwojenne kondensatory Philipsa 32µF z płynnym elektrolitem, w których puszki się utleniły?
  • Pomocny post
    Specjalista - zasilacze komputerowe
    Olkus napisał:
    Pytam się o kondensatory tylko dlatego że dopiero zaczynam kolekcjonowanie różnych odbiorników radiowych (głównie lampowych) już jeden w kolekcji mam.
    Oprócz wypowiedzi Kolegów to jest to moim zdaniem najważniejsze stwierdzenie i określenie postawy autora.

    Jest na forum kilku kolegów, którzy chętnie dzielą się wiedzą w zakresie ożywiania starych odbiorników radiowych w taki sposób by ten sprzęt nie utracił swej duszy i posmaku starości.
  • Poziom 12  
    W tym który naprawiałem nic nie wymieniłem trochę wyczyściłem i działa. Nawet lampy były oryginalne. Nie naprawiłem jednej poważnej usterki- pęknięta cewka od AM. Za to UKF odbiera ładnie. Wzmacniacz gra bardzo dobrze.
  • Pomocny post
    Specjalista - urządzenia lampowe
    Aeoline napisał:

    Czy komuś udało się naprawić przedwojenne kondensatory Philipsa 32µF z płynnym elektrolitem, w których puszki się utleniły?


    Masz na myśli korozję wżerową połączoną z wyciekiem elektrolitu? Jeśli wżery są w dolnej części i sączy się z nich elektrolit (nawet bardzo wolno, np. jedna kropla na miesiąc) to niestety nie ma chyba trwałego sposobu zabezpieczenia takiego miejsca. Kiedyś poświęciłem temu problemowi trochę czasu, ale najtrwalsze zabezpieczenie wytrzymało chyba ze 2 lata, po czym zaczął wyłazić wykrytalizowany elektrolit. W starych wersjach, z 1933 roku, takich wysokich z kapeluszem i grubym gwintem czasami tez wykrystalizowuje na dolnej krawędzi, lub powoli wycieka. W tym jednak przypadku udaje się to czasem powstrzymać przez przewalcowanie na ostrej krawędzi (np. o rant stołu) w miejscu poniżej dolnego zagniecenia na obwodzie. Ściśnięta zostaje wtedy gumowa uszczelka, która tam się znajduje. Natomiast wżery powyżej poziomu elektrolitu są bardziej rokujące, w każdym razie wszelakie uszczelniacze (silikony, kleje) wytrzymają dłużej, bo nie mają bezpośredniego kontaktu z elektrolitem. Oczywiście nie należy takich kondensatorów przechylać, zresztą bez względu na to, czy mają wżery czy nie. Należy w miarę możliwości unikać innych pozycji niż pionowa, nawet przy demontażu.

    Dodano po 10 [minuty]:

    Olkus napisał:
    Pytam się o kondensatory tylko dlatego że dopiero zaczynam kolekcjonowanie różnych odbiorników radiowych (głównie lampowych) już jeden w kolekcji mam. Na pewno będę miał więcej a chciałbym wiedzieć co należy standardowo zrobić. A co z tymi kondensatorami w postaci szklanej rury zalanej na końcach smołą? Jak je regenerować? A jak zregenerować grzechoczący kondensator elektroniczny?


    Przede wszystkim nie wywalać i nie niszczyć oryginalnych elementów. Te, które są krytyczne radziłbym Ci na razie odłączać i w ich miejsce podłączać współczesne. Na regenerację przyjdzie jeszcze czas. Na razie powinieneś skupić się na zdobywaniu wiedzy i umiejętności, praktyki. Jak będziesz dobrze znał zasadę działania i warunki pracy poszczególnych stopni odbiornika, bez trudu będziesz mógł sam wskazać krytyczne elementy, przewidzieć wpływ upływności, odchyłek wartości znamionowych (rezystancji, pojemności) na pracę tych stopni oraz ewentualne skutki, jakie mogą temu towarzyszyć.
  • Admin Grupy Retro
    Do autora tematu i innych "wyrzucaczy":
    OTLamp napisał:
    Przede wszystkim nie wywalać i nie niszczyć oryginalnych elementów. Te, które są krytyczne radziłbym Ci na razie odłączać i w ich miejsce podłączać współczesne.

    Zawsze te odłączone, wątpliwe, można schować w woreczku pod chassis z opisami typu "C19 - sprzęgający, wysoka upływność". Jeżeli kiedyś znajdziesz czas i chęci na ich regenerację, to to zrobisz, albo za kilkadziesiąt lat zrobi to po Tobie ktoś inny, kto będzie miał więcej wiedzy, czasu i samozaparcia.

    Wyrzucając element do kosza lub niszcząc go (wstawiając np. nowe kondensatory elektrolityczne do wnętrza starych) sprawisz, że będzie ich mniej - a pamiętajmy, że to jest zasób nieodnawialny.