Proponuję rozważyć taki układ: światło wchodzi w płytkę z grubsza równolegle do jej płaszczyzny;
wtedy, jeśli płytka byłaby płaska, światło odbijałoby się wewnętrznie, i nie wychodziło na zewnątrz
- dopiero na końcu płytki; powiedzmy, że jedna powierzchnia jest lekko zafalowana - teraz światło
po każdym odbiciu rozprasza się w coraz większy kąt, i coraz więcej go wychodzi, więc im dalej
od źródła światła, tym większa jego część oświetla przedmioty położone pod płytką... jednocześnie
jest go coraz mniej, bo po pierwsze wiązka jest rozbieżna w płaszczyźnie płytki, po drugie go ubywa;
zagadnienie polega na tym, by te efekty w sumie dały z grubsza stałą jasność oświetlenia.
Te zafalowania powierzchni płytki muszą być małe w porównaniu z grubością (inaczej oświetlenie
będzie nierównomierne w małej skali), a duże w porównaniu z długością fali światła.
No i teraz rachunki do wykonania: próbować różne kształty i wielkości zafalowań, i dla każdego
układu oceniać, na ile dobrze oświetla, tak by w końcu wybrać najlepszy układ...