Lii-PD4 to już kolejna uniwersalna ładowarka firmy LiitoKala. Pozwala na ładowanie: Li-Ion, Ni-MH/Cd, IMR, LiFePO4. Z tyłu ładowarki znajdziemy rozpiskę obsługiwanych typów oraz parametry.
Ten model posiada wbudowany zasilacz 230V, możemy także użyć zewnętrznego: 12V/1A (brak w zestawie). Przydatna sprawę, gdy np. potrzebujemy ładować tam gdzie brak gniazdka sieciowego.
Zaraz po załączeniu przez chwilę widzimy wszystkie ikony. W przypadku nie wykrycia żadnego ogniwa pojawia się "null".
Każdy akumulator ładowany niezależnie, możemy jednocześnie ładować różne ogniwa.
Cztery sloty, dwa skrajne wyprofilowane trochę inaczej. Dlatego aby zmieściły się właśnie w nich nieco większe akumulatory NiMH typu C. Oczywiście w tym przypadku, ze względu na gabaryty mogą być użyte maksymalnie 2 sztuki. Ale zmieszczą się jeszcze pośrodku np. ogniwa 18650.
Czytelny wyświetlacz, podświetlenie gaśnie po 30 sekundach. Ponownie załącza się po naciśnięciu przycisku. Świeci się także w momencie pełnego naładowania. Dodatkowo informuje o tym ikona "End". Jak można zauważyć pokazuje on: rodzaj akumulatora, stopień naładowania w procentach, napięcie, prąd, czas ładowania oraz pojemność mAh którą można traktować tylko bardzo orientacyjnie. Prawidłowy pomiar pojemności można wykonać tylko po całkowitym naładowaniu a następnie rozładowaniu. Niestety nie w tym sprzęcie.
Nad każdym gniazdem umieszczony przycisk. Służy on jedynie przełączeniu się na konkretny slot i sprawdzeniu parametrów na wyświetlaczu. Nie mamy tu do wyboru żadnych dodatkowych opcji ani nawet prądu ładowania. Ten z kolei w tej ładowarce zależny jest od ilości ogniw jakie ładujemy. Ostatnie gniazdo, numer 4, różni się od pozostałych tym, że możemy ładować w nim ogniwa Li-Ion prądem 2A. Ale tylko wtedy gdy jest ono jedno i tylko dla Li-Ion. W przypadku Ni-MH jest to 1A.
Prąd ładowania w zależności od ilości ogniw. W przypadku dwóch akumulatorów jest to 1A, trzy lub cztery będą ładowane 0,5A. Ładowarka nie zwiększy prądu jeśli któreś ogniwa zostały już w pełni naładowane.
Wniosek jest prosty: jeżeli chcemy ładować mniejszym prądem musimy umieścić więcej akumulatorów. Po ukończeniu procesu ładowania, odłączeniu zasilania należy wyciągnać akumulatory. W przeciwnym razie będę one rozładowywane przez urządzenie niewielkim prądem. Objawia się to delikatnym świeceniem podświetlenia.
Rodzaj ogniwa rozpoznawany jest poprzez pomiar napięcia. Wiąże się z tym pewne niebezpieczne zjawisko, tzn. głęboko rozładowane ogniwo Li-Ion będzie rozpoznane jako Ni-MH i ładowane do ok 1,5V. A z tego co udało mi się kiedyś wyczytać ładowanie ogniw Li-Ion głęboko rozładowanych jest skrajnie niebezpieczne! Zgodnie z opisem: poniżej napięcia 0,3V ładowarka nie rozpoznaje ogniwa ale ładuje prądem ok 3mA.
Zaglądamy do środka urządzenia. Certyfikat autentyczności produktu.
Chiński producent skutecznie zadbał o to, aby nie było oznaczeń niektórych układów scalonych.
Na koniec sprawdziłem pomiar napięcia jaki pokazuje wyświetlacz. Tutaj jednak warto wspomnieć, że ładowarka nie pokazuje aktualnego napięcia na bieżąco. Stąd mogą wynikać odchyłki w porównaniu z multimetrem.
Fajne? Ranking DIY