Elektroda.pl
Elektroda.pl
X

Search our partners

Find the latest content on electronic components. Datasheets.com
Elektroda.pl
Please add exception to AdBlock for elektroda.pl.
If you watch the ads, you support portal and users.

ITERACJA - Powieść SF w odcinkach. Tom 2.

yego666 15 Nov 2020 22:53 4656 34
Optex
  • #31
    yego666
    Level 33  
    =========== Odcinek 30 ==========

    Khan podążył jej śladem. Zdziwiło go, że, mimo, iż nie znał staroanielskiego doskonale rozumiał każde słowo.
    - To dziwne, że rozumiem mowę Aniołów, - zwierzył się Aurorze. - Znam kilka języków, ale nie anielski.
    - Ależ oczywiście, że znasz, - Aurora się odezwała. - Pozwoliłam sobie przekazać Ci kilka minut temu swoją znajomość tego języka. Teraz możesz go używać tak jak języka ojczystego.
    - To takie rzeczy są możliwe? - Khan się zdziwił. - Sądziłem, że można przekazać informacje, ale nie zdolności językowe.
    - Mogłybyśmy Ci przekazać nawet nasz talent wokalny gdyby zaszła taka potrzeba, - Mei się zaśmiała.
    - Wierzę, ale śpiewać nie mam zamiaru, - Khan się przeraził na samą myśl, że miałby śpiewać. - Taki talent nie przystoi prawdziwemu mężczyźnie. Dzięki za dobre chęci.
    - O co Rose chodziło z tym Medium? - Mei się zainteresowała. - Czy rzeczywiście szukasz kogoś takiego?
    - Nie tylko szukam, - Khan odparł tajemniczo, - ale już znalazłem. Jednak nie wiem, co Rose miała na myśli mówiąc, że tylko Maximus i ona wiedzą jak go użyć. Musimy się tego od nich dowiedzieć.
    - To nie będzie trudne, - Aurora się zaśmiała. - Na torturach wyśpiewają wszystko, co zechcesz.
    - Tortury zostawimy sobie na koniec, - Khan szybko powstrzymał zapędy bliźniaczek. - Musimy się jeszcze sporo dowiedzieć zanim dostąpią tego przywileju. Możliwe, że nie wiedzą wszystkiego. Gdybyśmy ich zamęczyli przedwcześnie musielibyśmy zacząć poszukiwania od nowa. Nie wiem czy mamy dość czasu. Sama słyszałaś, że operacja Exodus ma się rozpocząć jutro w południe. Musimy się zorientować, jaki cel ma ta operacja.
    - Ale przecież nie mają Biegunów, - Aurora słusznie zauważyła. - Bez nich przecież nie zaczną.
    - Nie wiemy, co ich Machina Kosmologiczna może zrobić poza wysyłaniem Biegunów do Nicości, - Khan wyjaśnił. - W grę może wchodzić wiele istnień. Samych Atolidów jest siedem milionów a nie wiemy ilu Atlantów już jest w Przestrzeni Wirtualnej. Sądzę, że tak jak wszędzie tak i na Iris jest zaledwie garstka polityków, którzy decydują za resztę zapewne uczciwych obywateli i w imię własnych, zwykle chorych partykularnych interesów każą im robić to, co służy klasie rządzącej a nie rządzonej. Jeśli wyślą wszystkich swoich do Przestrzeni Wirtualnej trudno będzie ich zawrócić do naszego świata. Jeszcze nie wiemy jak to się robi. Żarłok i Uzi dopiero rozpoczęli wstępne eksperymenty.
    - My mamy bieguny, więc trzymamy ich za gardło, - Aurora dodała po namyśle. - Możemy je odesłać, kiedy zechcemy.
    - Sądzę, że nie mamy aż takiej dowolności, - Khan odrzekł. - Rozpad wszechświata jest faktem, który został potwierdzony bynajmniej nie poprzez zaburzenia grawitacyjne generowane przez Machinę Kosmologiczną na Iris. Enklawy nieprzemienne się rozpadają w coraz szybszym tempie a w końcu przyjdzie kolej na nas. Nie wiemy, kiedy to nastąpi, ale im dłużej zwlekamy tym więcej światów ginie bezpowrotnie.
    - To na razie im odpuszczę, ale gdy tylko się dowiemy wszystkiego oboje będą moi, - Mei stanowczo stwierdziła. - Wtedy oberwą za tych „kmiotków”.
    - Miałeś rację, co do tego, że chcą znów zaatakować Atolidów, - Ferrus niespodziewanie się odezwał. - Nie bardzo jednak wiedzą, jaki cel oprócz samego szkodzenia im przyświeca. Najchętniej zniszczyliby wszystkich Atolidów wraz z ich techniką. Odwiodłem ich od zamiaru wyjścia z ukrycia do czasu aż nie zlikwidujemy zasadzki. Muszę przyznać, że Fidelius jest niezwykle uparty i trudno mu czasem przemówić do rozsądku. Z żalem to przyznaje, ale mądrość nie jest jego najmocniejszą stroną.
    - Może dobrze byłoby przenieść wszystkich Porzuconych na Zaxor, - Khan zaproponował. - Nie ma ich wielu, więc zajęłoby to parę chwil. Postaraj się ich przekonać do takiej opcji. Mielibyśmy całkowitą swobodę działania na Iris gdybyśmy nie musieli się o nich martwić. Nie wiadomo jakie działania przyjdzie nam podejmować, więc lepiej, by nie było tutaj przypadkowych gapiów.
    - Porozmawiam z Fideliusem, - Ferrus zgodził się chętnie. - Nie chciałbym stracić brata, którego dopiero co odzyskałem.
    Rose tymczasem dotarła do niewielkiego rozwidlenia chodników, gdzie przystanęła. W chwilę później bezszelestnie podpłynęła gondola osobowa. Rose usiadła na przednim siedzeniu i wskazała na ekranie dokąd pojazd ma się udać. Khan zajął miejsce za nią. Siedzenia były wygodne, więc pozwolił sobie na chwilę relaksu. Gondola ruszyła wąskim tunelem. Początkowo tunel był utrzymany w surowym stanie, lecz po kilku kilometrach przeszedł w szerszą konstrukcję wyłożoną zwierciadlanym tynkiem. Wyglądało to jakby stare tunele zostały pospiesznie rozbudowane bez dbałości o ich wygląd. Khan potrafił już ocenić prędkość, z jaką się gondola poruszała, gdyż nauczył się odnajdywać znaki pod lustrzanymi taflami. Mknęli bardzo szybko, choć wcale nie było czuć pędu powietrza. Gondola musiała mieć jakieś pole ochronne, które ją otaczało podczas lotu. Khan, nie mając nic lepszego do roboty przymknął oczy starając się zebrać myśli.
    Rose dotknęła pulpitu kontrolnego i gondola przyspieszyła jeszcze bardziej. Mijali kolejne rozwidlenia aż w końcu dotarli do wąskiego korytarza, który zaczął gwałtownie opadać w dół. Pojazd zmniejszył prędkość, lecz mimo to pędził bardzo szybko. Co jakiś czas Aurora kontrolnie wywoływała Khana mając cichą nadzieję, że wpadł w tarapaty i będzie potrzebował jej pomocy. Ku jej rozczarowaniu nic takiego się nie stało jak dotąd, wobec czego mając niczym nieskrępowaną swobodę poruszania się, Aurora i Mei beztrosko penetrowały najbliższe okolice wokół gwiazdy centralnej. Właściwie poza kilkoma jednostkami patrolowymi krążącymi w pobliżu planety Belion, gdzie dotąd większość Atolidów zamieszkiwała nic ciekawego nie odkryły.
    Po półgodzinnej podroży, gdy gondola Rose znajdowała się już chyba w okolicach jądra planety dobili do niewielkiego terminalu, gdzie się zatrzymali. Terminal miał tylko jeden peron, na który Rose wysiadła, gdy pojazd się zatrzymał. Khan podążył za Rose, która skierowała się do wąskiego tunelu w jednej ze ścian. Rose, z niejakim trudem otwarła ciężkie kamienne drzwi, które prowadziły wąskim korytarzem w głąb. Korytarz był słabo oświetlony i zawilgocony. Po podłodze płynęły strużki wody przesączające się poprzez warstwy gruntu znajdujące się powyżej.
    - Że też nie mogli tego osuszyć, - Khan pomyślał z niesmakiem. - Ciekawe, dokąd ten korytarz prowadzi?
    Cierpliwie podążał za wolno idącą kobietą i już zaczęło mu się dłużyc, gdy za zakrętem ukazał się wylot tunelu oświetlony zieloną poświatą latarni wiszącej pod sklepieniem. Wylot korytarza był zagrodzony ciężką kratą. Rose natknąwszy się na przeszkodę zaklęła pod nosem i głośnym warknięciem przywołała strażnika.
    Po paru chwilach zjawił się zaspany żołdak i otworzył kratę wielkim żelaznym kluczem mamrocząc coś niezrozumiale pod nosem.
    Rose minęła go nie zwracając na niego najmniejszej uwagi. Za kratą znajdował się szerszy, jasno oświetlony korytarz z drzwiami na końcu. Gdy kobieta doszła do tych drzwi, uchyliły się ukazując wnętrze. Gdy Rose je minęła, zamknęły się automatycznie. W obszernym pomieszczeniu znajdował się ciężki stalowy stół oraz kilka krzeseł. W jednej ze ścian były lekko uchylone drzwi.
    - Max, jesteś tam? - Rose zawołała siadając na krześle.
    Po chwili w uchylonych drzwiach ukazał się Protektor Maximus we własnej osobie.
    - Wreszcie jesteś, - Maximus rzucił z lekko wyczuwalną irytacją w głosie. - Jak idą przygotowania? - Spytał bez większego zainteresowania nie spodziewając się usłyszeć nic ciekawego.
    - Dziwne rzeczy zaczęły się dziać na powierzchni. Jednostki zwiadowcze zostały zaatakowane i zniszczone, - Rose odparła beznamiętnie. - Porzuceni bardzo się rozzuchwalili ostatnimi czasy. Nie wiemy jednak skąd mają broń. Dotychczas podkradali jedynie jedzenie i nieistotne sprzęty, jednak ataki przeprowadzono bez użycia jakiejkolwiek broni pochodzącej z naszych arsenałów. Tak jakby używali telekinezy zamiast broni kinetycznej, lub energetycznej. Żadnych śladów po takiej broni nie znaleźliśmy na szczątkach zniszczonych jednostek.
    - Niemożliwe! - Maximus uderzył pięścią w stół. - Przecież rozpylamy w powietrzu tele-inhibitory od wielu lat. Żaden z tych szczurów nie podniósłby nawet listka przy pomocy telekinezy. Niech specjaliści jeszcze raz zbadają szczątki.
    - Już to zleciłam, ale wynik jest wciąż taki sam. Najlepsi spece się tym zajmowali.
    - Ile tych jednostek zniszczyli? - Maximus był poirytowany.
    - Na razie tylko pięć, - odparła Rose. - Szkoda czasu na dochodzenie. W tym tempie do jutra zniszczą najwyżej jeszcze kilka jednostek. Nie zrobi to nam już większej różnicy.
    - Głupia jesteś! - Maximus rozzłościł się na dobre. - Nie chodzi o ilość jednostek tylko o to, że dzieje się coś dziwnego, co może zagrozić naszym planom. Skoro Porzuceni przez tysiące lat siedzieli cicho, jest mało prawdopodobne, by to oni w krytycznym momencie, w którym się obecnie znajdujemy dokonali tych ataków. Czy tego nie rozumiesz? - Maximus zawiesił głos na chwilę. - Czuję, że dzieje się coś niedobrego, co może nam pokrzyżować plany. Czy jesteś tak głupia, że tego nie dostrzegasz? Zostało dwanaście godzin do transferu. Jeśli coś pójdzie nie tak, będzie to koniec wszystkiego.
    - Siedzisz tutaj pod ziemią i wszędzie wietrzysz zagrożenie. Czy nie popadasz w paranoję? - Rose się odcięła. - Wyjdź na powierzchnię to się przekonasz, że wszystko idzie po naszej myśli.
    - Ani mi się śni! Tutaj jestem bezpieczny, bo nikt nie wie gdzie jestem a nawet nie wie, że w ogóle istnieję, - oczy Maximusa nabiegły krwią a ręce zaczęły mu się trząść. - Byś wiedziała to, co ja wiem, nie gadałabyś takich bredni. Jako jedyny wiem, co zrobić z Elementami i Medium.
    Khan nadstawił pilniej ucha. Wreszcie Maximus mówił o czymś ważnym.
    - Ja również to wiem, ale w odróżnieniu od Ciebie nie mam paranoi, - Rose odparła spokojnie. - Mogę się cieszyć zapachem lasu i błękitem nieba i nikt nie musi próbować mojego jedzenia. Myślałam, że masz jaja, ale ty się trzęsiesz nad sobą jak baba. Nie zależy Ci na powodzeniu przedsięwzięcia ani na całym Uniwersum a jedynie na swoim marnym życiątku, bo życiem trudno to nazwać a w dodatku jedzie od Ciebie jakimś marnym pachnidłem. Popatrz, kim się stał wielki Mistrz Gidii Protektorów. - Rose nabierała impetu. - Gdy przyjdzie czas pewnie nawet nie będziesz w stanie poprawnie wprowadzić sekwencji. Dobrze, że ja ją też znam.
    Cierpliwość Khana powoli się kończyła. Ta kłótnia nie prowadziła donikąd. Od dziesięciu minut nie padło nic ważnego a czas uciekał. Khan musiał coś przedsięwziąć, by nie tracić czasu na próżno. Zajrzał do pomieszczenia, z którego Maximus wyszedł, ale poza jednym holoterminalem, nie było tam niczego godnego uwagi. Khan ostrożnie wniknął w umysł Maximusa. Ku jego zdziwieniu był on zupełnie pusty. Jakby chroniły go nieprzeniknione bariery mentalne. Spróbował trochę bardziej zdecydowanie dobrać się do umysłu wroga, ale znów bezskutecznie. Czyżby szaleństwo całkowicie zawładnęło tą głową? Tylko to by tłumaczyło taką blokadę. Na szczęście Rose również posiadała odpowiednią wiedzę, więc nie wszystko stracone.
    - Nic nie wiesz a tylko Ci się wydaje, że potrafiłabyś mnie zastąpić, - Maximus odparł atak Rose. - Powiedziałem Ci tylko tyle, byś czuła się ważna. Tylko Gabriel, Patalach i ja wiedzieliśmy wszystko. Od czasu, gdy Gabriela i Patalacha nie ma pozostałem tylko ja i Ekstrapolator, ale on też nie wie wszystkiego. Ty nie znasz nawet lokalizacji Machiny. Nic nie wiesz! Nic nie wiesz! - Maximus, szydząc z kobiety zatoczył się i oparł o ścianę. - Czy myślisz, że podzieliłbym się taką wiedzą z kimkolwiek, zwłaszcza z Tobą? Oznaczałoby to mój koniec a taki głupi nie jestem. - Wy, kobiety, macie fałszywe pojęcie o swojej ważności. A teraz się wynoś zanim każę Cię stąd wyrzucić. Mam Cię dość. - Wysapał ze złością i wskazał palcem drzwi.
    Rose była wściekła i upokorzona. Sądziła, że Maximus jej ufał. Gdyby nie obawiała się żołdaka w hallu pewnie skoczyłaby na Maximusa z pazurami. Wstała gwałtownie i rzuciła krzesłem z furią, po czym odwróciła się i wyszła. W paru krokach dotarła do gondoli i z impetem ruszyła w drogę powrotną. Khan jeszcze chwilę pozostał w pokoju zastanawiając się, co dalej ma robić, jednak nic mądrego nie przychodziło mu do głowy. Spytał Aurorę czy potrafiłaby wydobyć cokolwiek z głowy Maximusa, ale odpowiedź, - tak jak przypuszczał, - była przecząca.
    - Z szalonej głowy nic siłą nie wydostaniesz, - Aurora uświadomiła Khana. - Zajęłoby pewnie tygodnie nim dałoby się go doprowadzić do stanu normalności a tyle czasu nie mamy. Wracaj już, bo robię się głodna. - Aurora poprosiła miłym głosem.
    - A jednak, - Khan zawołał tryumfalnie. - Jakiś czas temu zeskanowałem pamięć obu Aniołów, więc jest szansa, że „szalona” głowa jednak się na coś przyda. Wracajmy do domu. - Ekstrapolator będzie lada chwila z nami współpracował to może jeszcze od Niego się czegoś ważnego dowiemy.
    - Ferrus, czy uświadomiłeś naszych przyjaciół w sytuacji? - Khan miał nadzieję, że obejdzie się bez dodatkowych kłopotów.
    - Mam tu pewien problem, - Diabeł się odezwał zatroskanym głosem. - Rozmawiałem z Fideliusem, ale on niestety nie ma żadnej władzy nad pozostałymi Porzuconymi. Ponadto wie o czymś ważnym, ale nie chce powiedzieć dopóki jakaś akcja dywersyjna nie zakończy się sukcesem. Nie sądziłem, że mój brat jest taki uparty. Nie chcę Mu grzebać w głowie z oczywistych powodów, ale suma sumarum jego upór trochę psuje nam plan.
    - Czy dowiedziałeś się ilu Porzuconych znajduje się na Iris? - Khan miał już nowy plan w głowie. - Musimy ich przenieść na Zaxor na wszelki wypadek, czy tego chcą czy nie, by nie padli ofiarą niepomyślnych okoliczności. Sami nie wiemy jak się rzecz rozwinie, więc lepiej zadbać o ich bezpieczeństwo. Maximus na pewno o to nie zadba.
    - Święte słowa! - Ferrus przytaknął. - Tylko jak ich wszystkich zlokalizować? Mogą przecież być rozproszeni po całej planecie. Nie mamy czasu, by tropić każdego z osobna.
    - Nie musimy, - Aurora włączyła się do rozmowy. - Jeśli się rozdzielimy z Mei i ustawimy po przeciwnych stronach równika, będziemy w stanie wskazać, gdzie każdy z Porzuconych się znajduje. Sygnatury porzuconych posiadają pewną szczególna cechę. Emanują z mocą dużo większą niż tych, którzy nigdy nie mieli bliźniaczego rodzeństwa.
    Aurora chwilkę naradzała się z Mei, po czym obie oddaliły się od siebie zajmując pozycję, o jakiej Aurora wspomniała.
    - Mamy stu szesnastu Porzuconych w ośmiu grupach na obszarze około stu mil kwadratowych, - Mei odezwała się po krótkim czasie. Wydaje się, że Misterium działa na bardzo niewielkim obszarze. Widzę każdego z osobna i mogę się z nimi nawet komunikować.
    - Doskonale. To nam ułatwi zadanie. Mei, przekaż proszę Ferrusowi koordynaty grup Porzuconych. Może uda mu się namówić Fideliusa do współpracy w przygotowaniu ich transferu na Zaxor, - Khan szybko rozdzielił zadania. - Wiesz Ferrusie, co masz robić. Samym transferem zajmiemy się później, gdy pilniejsze rzeczy opędzimy.
    Pozostawiwszy swoich towarzyszy na Iris, Khan wrócił na Zaxor, by wspomóc poszukiwania informacji w skanach pamięci Patalacha i Gabriela. Danych były ogromne ilości, więc z ich przeglądnięciem mógł się zmierzyć jedynie Uzi. Niezwłocznie przystąpił do poszukiwań, lecz nawet z jego mocą przetwarzania musiało to potrwać. Khan wyszedł na polanę przed Gniazdem, gdzie pod wielkim kasztanowcem Mag i Ulf zażywali wypoczynku po ciężkiej bitwie z Ekstrapolatorem.
    - Po Waszych zadowolonych minach wnoszę, że wszystko się udało i Ekstrapolator będzie nam jadł z ręki..., - Khan zagadnął.
    - Nie mylisz się, jednak odkryliśmy jeszcze coś..., - Mag zawiesił głos na chwilę, by podsycić ciekawość brata. - Czy pamiętasz naszą pierwszą wycieczkę do Ekstrapolatora?
    - Dość dokładnie...? - Khan przytaknął pytającym tonem.
    - Pamiętasz zatem, że Ekstrapolator przynaglał nas do podjęcia działań zgodnych z jego wytycznymi, - Mag ciągnął. - Pokazał nam kilka pomieszczeń, ale nie wszystkie, ba, nawet nie te najważniejsze. Oprócz tych wielkich jaskiń z zasilaniem i Sferą Deflektora Grawitacyjnego, które robiły największe wrażenie swoim ogromem istnieją też inne jaskinie, których nam nie pokazał.
    - Mag, nie mamy czasu na przydługie opowieści w tolkienowskim stylu, więc bądź łaskaw się streszczać, - Khan napomniał bliźniaka oględnie. - Wiem, że nie wszystko widzieliśmy, ale czy to, co odkryliście rzeczywiście jest tak ważne, by snuć całą opowieść ab ovo?
    - W zasadzie nie, ale chciałem przydać opowieści nieco charakteru, - Mag poczuł się nieco urażony obcesowością brata. - Może i niepotrzebnie, ale mógłbyś, choć raz wyluzować. Wciąż pędzisz i nie masz czasu nawet odpocząć. Słuchaj zatem suchej wersji bez ozdobników. Jedna z jaskiń zawiera urządzenia duplikujące zawartość pozostałych jaskiń w innej, dowolnie wybranej lokalizacji poprzez sprzężenie z matrycą splątań. Wynika stąd, że Ekstrapolator jednak ma dostęp do tej matrycy i może nią manipulować wedle uznania. Co za tym idzie nie potrzebuje żadnego Medium do uruchomienia procedury.
    - Podejrzewałem to już od jakiegoś czasu, - Khan się wtrącił. - Zatem problem Medium mamy z głowy. Ekstrapolator ganiał nas po polu, by nas odciągnąć od ważniejszych spraw. Niech zgadnę..., Duplikat urządzeń znajduje się na Iris?
    - Brawo, - Mag pochwalił Khana, - ale to tylko część prawdy. Łącznie w naszej Enklawie znajduje się siedem takich ośrodków rozrzuconych sferycznie po całej Enklawie, tak by obejmowały swoim zasięgiem całą przestrzeń. Żarłok już wyznaczył lokalizacje pięciu nieznanych dotąd ośrodków. Są oddalone od Ziemi o taki sam szmat drogi, co Iris.
    - Czyli jeśli wyłączymy ten multiplikator pozostałe sześć Ośrodków straci swoje urządzenia, czy tak? - Khan podsumował przenikliwie.
    - Też tak myśleliśmy, ale nie chcemy tego robić, - Ulf się wtrącił do dyskusji. - Jeśli chcemy wyekspediować Elementy Sprawcze do Nicości wszystkie te urządzenia muszą pozostać sprawne, gdyż tylko w takiej konfiguracji można tego dokonać. Początkowo fakt, iż wszystkie te ośrodki znajdowały się w jednakowej odległości od Ziemi nie zwrócił naszej uwagi, jednak Żarłok zauważył, że każdy z tych ośrodków za wyjątkiem ziemskiego, generuje obecnie strumień Tauronów, który koncentruje się na Ziemi. Taka sytuacja prawdopodobnie utrzymuje się od czasu, gdy Atlanci sprowadzili dwa z trzech Elementów do naszej Enklawy. Zastanawialiśmy się nad przyczyną takiego układu i odkryliśmy, że przypadkowo lub nie, Ziemia jest jedynym miejscem w całym Uniwersum, które pozostaje w spoczynku względem osi czasu generowanej przez Element znajdujący się obecnie w Nicości.
    Khan słuchał wywodu z coraz większym zainteresowaniem.
    - Gdyby wszystkie trzy Elementy znajdowały się w Nicości, żadne miejsce nie byłoby wyróżnione w ten sposób..., - Ulf kontynuował, - jednak w obecnej sytuacji, gdyby wyłączyć którykolwiek z generatorów Tauronów, na Ziemi czas by się zatrzymał a co za tym idzie nie byłoby możliwości zrestartowania go z zewnątrz.
    - Trudno w to uwierzyć, - Khan się ożywił. - Przecież tylko teologowie twierdzili, że Ziemia znajduje się w centrum wszechświata a wszystko inne porusza się względem niej. Nauka, jak dotąd stała na stanowisku doskonałego egalitaryzmu w kosmosie. Nie byłoby tego całego bigosu gdyby Atlanci nie sprowadzili Elementów z Nicości. Widać stąd, że w każdej bajce jest ziarno prawdy.
    - Paradoksalnie to nie nauka a teologia miała rację, że Ziemia jest centrum Wszechświata, - dodał Żarłok, który się przysłuchiwał całej rozmowie. - Wprawdzie to sami mieszkańcy Ziemi byli sprawcami takiego stanu rzeczy, niemniej poprzez niezliczone wieki taka informacja musiała przeniknąć do niektórych wierzeń religijnych i została w nich uznana za kanon wiary. Natura bywa przewrotna. Tak czy siak nie można wyłączyć generatorów, bo cały plan utknie dosłownie w martwym punkcie.
    - Będziemy się niestety musieli wybrać na rekonesans po tych nowoodkrytych miejscach, - Khan podsumował bez entuzjazmu.
    - Już to zrobiliśmy, - Żarłok znów się odezwał. - Moi bracia przebadali wszystkie te miejsca, ale tylko Iris jest zamieszkała. Cała reszta to na szczęście martwe planety bez życia. Jeśli chodzi o Porzuconych z Iris to w świetle ostatnich odkryć bezpieczniejsi będą na Zaxor.
    - Pozostało nam niewiele czasu na jakiekolwiek działania, więc lepiej bierzmy się do pracy, - Khan wstał z pieńka, na którym przysiadł rozmawiając z Ulfem i Magiem. Ciekawe czy Uzi znalazł coś interesującego we wspomnieniach Patalacha i Gabriela.
    - Znalazł, znalazł, tylko tak się zadyskutowaliście, że nie mogłem wam przerwać, - Odezwał się Uzi zza pleców Khana.
    Wszyscy jednocześnie zwrócili się w stronę, z której dobiegał głos robocika. Uzi mrugnął niewinnie swoimi dużymi oczami i odchrząknął.
    - Od kiedy roboty chrząkają? - Khan spytał zdumiony. Myślałem, że procesory mowy działają bez takich sztuczek.
    - Nie bądź taki zasadniczy, Khan, - Żarłok wsparł Uziego moralnie, - On też może czasem mieć tremę. Pewne zachowania nie są zarezerwowane wyłącznie dla ludzi. Trema jest właściwa wszystkim myślącym istotom.
    Khanowi zrobiło się trochę głupio, gdyż nie miał zamiaru dotknąć Uziego tym bardziej, że go szanował za wybitną inteligencję i wiedzę. Na szczęście Uzi nie miał zwyczaju chować urazy, więc tylko zerknął wyzywająco na Khana i rozpoczął swoją kwestię.
    - Najwięcej w kwestii procesu wiedział Gabriel. Yaah przekazał mu część swojej wiedzy podczas planowania całej operacji. To, co na ten temat wiedział Gabriel zapewne również wie i Maximus, gdyż Proca Grawitacyjna, którą wspólnie projektowali była jego częścią. Na szczęście wszystkie te informacje są oparte na fałszywych przesłankach stąd są nieprzydatne. Jedyną informacją godną uwagi jest sposób, w jaki należy modulować wiązki bozonów „T”, czyli Tauronów. Musi się to odbywać w określonej kolejności, tak by na Ziemi utrzymać stałe tempo upływu czasu lokalnego podczas transferu Elementów do Nicości. Skopiowałem tę procedurę dla Waszej wygody. Ekstrapolator zapewne również ją zna, choć więcej na ten temat może powiedzieć Ulf lub Mag. Gdy oba Elementy już „wyskoczą” z naszej Enklawy trzeba będzie natychmiast odwrócić polaryzację wszystkich wiązek Tauronów, by wytworzyć wir zasysający trzeci Element w miejsce dwóch poprzednich. Jeśliby wszystkie Elementy znalazły się jednocześnie w Nicości, natychmiast by zrekombinowały, i wszystko by zniknęło w jednej chwili. Pamiętajcie, że dwa zostały „naprawione”, czyli udoskonalone przez Atlantów, podczas gdy trzeci jest w stanie niezmodyfikowanym. Gdyby się znalazły obok siebie, nieważne czy tu czy też w Nicości, byłoby po nas. Stąd należy wysyłając dwa usprawnione Elementy ściągnąć jednocześnie trzeci, by go „naprawić”. I tu zaczyna się rola naszego Medium.
    - Trochę to zawile, ale w świetle wzorów Brata Liczydło właśnie taka sekwencja ma sens, - dodał Żarłok. - Jest wszak jedno zastrzeżenie. Oryginalna procedura, - o czym Uzi nie wspomniał, - niewłaściwie podaje sekwencje dla poszczególnych generatorów Tauronów. Gdyby ją wdrożyć, czas na Ziemi stanąłby i ściągnięcie trzeciego Elementu byłoby już niemożliwe prowadząc do globalnego kolapsu. Przeprowadziliśmy symulację tego procesu i ustaliliśmy właściwą sekwencję gwarantującą spory zapas czasu na przeprowadzenie transferu zwrotnego.
    - Warto również podkreślić, - Uzi się wtrącił, - że oryginalna sekwencja zgodnie z tym, co już wiedzieliśmy, doprowadziłaby do zwinięcia całej Przestrzeni Wirtualnej wraz z wymazaniem wszelkiej w niej istniejącej informacji a następnie po całkowitym jej „resecie” nastąpiłoby jej rozwiniecie i otwarcie kanałów transferu nowej informacji. Możemy się domyślać, że chodziło o wszystkich Atolidów zgromadzonych na Iris. Gdyby ten transfer nastąpił, dla Maximusa nie miałoby już znaczenia czy Ziemia i wszystkie Enklawy przetrwają czy nie. Atolidzi byliby już bezpieczni poza tym Uniwersum.
    - Maximus prawdopodobnie wie o takiej sekwencji i właśnie ją chciałby wcielić w życie, - Khan nie miał co do tego wątpliwości. - Nie dba, zatem o to, jak naprawić trzeci z Elementów, gdyż nie zależy mu na przetrwaniu czegokolwiek poza oczyszczoną Przestrzenią Wirtualną. Stąd nie dba również o Medium i nie zamierza go nawet poszukiwać.
    - Jest jeszcze coś, co mnie niepokoi, - Mag włączył się do rozmowy. - Nasze generatory bozonów „T” nie dają żadnego mechanizmu transferującego jaźń do Przestrzeni Wirtualnej. Wnoszę stąd, że na Iris istnieje instalacja lub urządzenie, które zapewnia taki transfer. Ojciec Emi nawet pracował nad taką technologią pod skrzydłami Patalacha a zapewne również Maximusa.
    - Macie panowie rację, - Gonzales odezwał się niespodziewanie. - Grupa, którą kierowałem skonstruowała urządzenie do ekstrakcji jaźni, jednak interfejs nie był dostosowany do Przestrzeni Wirtualnej bezpośrednio, tylko do jakiegoś urządzenia, które nazywali „Miecz Damoklesa”. Niestety nie udało mi się nigdy dowiedzieć, co to takiego, gdyż wszyscy nabierali wody w usta, gdy o to pytałem. Konstruując swoje urządzenie mieliśmy jedynie specyfikację interfejsu i nic ponad to.
    - „Miecz Damoklesa”..., - Khan powtórzył jak echo. - Kojarzy mi się to trochę z Misterium Zjednoczenia, które de facto nie jednoczy a rozdziela bliźniaki. Tak jak mityczny Miecz Damoklesa czeka, żeby spaść na kark w najmniej oczekiwanej chwili. Pewnie się mylę, ale nic innego mi nie przychodzi do głowy.
    - To by się nawet trzymało kupy, - Hera się niespodziewanie włączyła do dyskusji. - Aby rozdzielić bliźniaki i zmieszać ich osobowości niezbędny jest kontakt z Matrycą Splątań a tylko przez nią można dotrzeć do Przestrzeni Wirtualnej.
    - Możesz mieć rację, Hero, - Khan poparł boginię Starożytności. - Niestety, jak dotąd nie udało się zlokalizować tego „Miecza Damoklesa” a wiemy, że wciąż działa bez zarzutu, mimo iż liczy sobie wiele milionów lat. Konstruktorzy musieli włożyć sporo wysiłku, by ich machina przetrwała aż tyle czasu a przypuszczam, że to nie jest kres jej żywota. Wnoszę stąd, że albo jest to jakiś samoreperujący się mechanizm o wysokiej inteligencji albo twór wirtualny oparty na nieznanych nam technologiach.
    - Niezależnie, z czego jest wykonany, stanowi potencjalne niebezpieczeństwo dla Atlantów już zamieszkujących Przestrzeń Wirtualną o ile to oni tam mieszkają, - Żarłok przerwał Khanowi. - Nowa sekwencja nie otwiera kanałów transferowych a wręcz je rygluje tak, że nic nie może przeniknąć w żadną stronę.
    - Maximus zmartwiłby się, gdyby o tym wiedział. Jeśli to my będziemy sterowali procesem żaden Atolida nigdzie nie powędruje, chyba że do wychodka, - dodał Gonzales. - Będą mieli szczęście, jeżeli w ogóle przetrwają. Możnaby także zupełnie przy okazji złapać ich jaźnie w pudełko, tak jak złapaliśmy Estymator.
    - Już dawno chciałem zapytać, - Żarłok się wtrącił, - czy „duszyczki” złapane do Pańskiego pudełka żyją w jakimś sensie tego słowa czy tylko wegetują w stanie nieaktywnym?
    - Istnieją w kwantowych obwodach jakby w stanie hibernacji, - doktor odparł bez namysłu. - Nic nie czują ani nie zużywają energii. Czemu Cię to interesuje?
    - Gdybyśmy mieli sposób na wyłapanie wszystkich „złych” Atolidów, moglibyśmy uzdrowić to społeczeństwo, - Żarłok odparł po chwili milczenia. - Tylko nie wiem, jakie przyjąć kryterium „dobroci”.
    Przez moment panowała cisza, ale po sekundzie przerwała ją salwa śmiechu. Żarłok również się śmiał ze swojego własnego dowcipu.
    - Poważnie jednak mówiąc, - Świstogon kontynuował, - choć wiemy jak ma wyglądać proces, nadal nie wiemy jak postąpić z trzecim Elementem. Nie wiemy nawet, kto jest owym Medium. Nie wierzę, by ktoś, wiele milionów, czy tysięcy lat temu przewidział taki detal. Jeśli nawet Atlanci potrafili manipulować czasem to zapewne zobaczyli, że my nie wiemy a mimo to nie dali nam żadnej sensownej wskazówki, która by nam pomogła.
    - Nie wiemy ile czasu będzie nam dane na naprawę trzeciego z Elementów, - Mag rzekł z namysłem, - ale ze słów Ekstrapolatora wiemy, że będzie to kilka wieków. Czasu na znalezienie Medium mamy, zatem pod dostatkiem.
    - Jeśli się nie mylimy w naszych rachubach, - Khan podjął, - to wszystko w tej chwili mamy pod kontrolą a resztą możemy się zająć po długich wakacjach. Czy się mylę?
    - Pozostało nam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia i możemy jechać do ciepłych krajów, - niespodziewanie Szyszkin się odezwał. - Po pierwsze trzeba przetransportować Elementy do jaskini Ekstrapolatora, po drugie musimy sprowadzić Porzuconych na Zaxor a po trzecie musimy się dowiedzieć, czemu Maximus wyznaczył termin transferu na dziś, dokładnie za osiem godzin. Czy może wiedzieć coś, czego my nie wiemy? Byłoby niedobrze gdyby jednak się okazało, że nie dopilnowaliśmy czegoś ważnego.
    - Faktycznie, Jose, - Khan wydawał się nieco strapiony, - na dobrą sprawę nie wiemy, czemu to ma nastąpić za osiem godzin i czemu na Iris wszyscy się tak spieszą. To, że nas straszą falami grawitacyjnymi to jedno a faktyczny powód to coś zupełnie innego. Też mnie to gryzie, ale na razie nie mam żadnego pomysłu. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to zapytać Ekstrapolator.
    - Już to robiliśmy, ale konkretnej odpowiedzi nie uzyskaliśmy, - odparł Ulf. - Albo sam nie wie albo jeszcze coś blokuje niektóre jego funkcje. Po naszych korektach w jego obwodach występują wciąż przerwania zewnętrzne o nieznanym źródle pochodzenia. Nie udało nam się ich zlokalizować, ale też nie są one obsługiwane żadną procedurą. Ekstrapolator je ignoruje i to wszystko. Może ktoś inny by to obejrzał i wydał opinię...
    - To interesujące, - Żarłok się ożywił. - Przerwania bez źródła to coś nowego. Takie zjawiska mogłyby pochodzić jedynie z przestrzeni nieprzyczynowej. Być może moduły duplikujące mają interfejsy w Przestrzeni Wirtualnej. Czy ktoś to sprawdzał?
    Mag pokręcił przecząco głową.
    - To mamy jednak coś jeszcze do zrobienia przed wakacjami, - Żarłok kontynuował. - Uzi, czy zechcesz mi pomóc?
    - Może inkluzja z pierścienia Khana to właśnie taki interfejs? - Uzi od razu zaczął spekulować. - To za jej sprawą właśnie, dostaliśmy się do Przestrzeni Wirtualnej, więc jeśli jest ona artefaktem stworzonym przez Ekstrapolator, może stanowić źródło przerwań. Niechcący, modyfikując jego obwody mogliście usunąć procedury obsługi tych przerwań. Może to nic istotnego, ale moim zdaniem warto sprawdzić. Poszukiwaliśmy transformaty, która pozwoliłaby nam komunikować się z mieszkańcami Przestrzeni Wirtualnej, ale jak dotąd bez sukcesów. Za dużo niewiadomych. Myślę, że Żarłok może mieć dobre przeczucie.
    Uzi udał się niezwłocznie do Gniazda, by wspomóc Żarłoka w realizacji jego pomysłu. Pozostali siedzieli na polanie nie bardzo wiedząc, co ze sobą począć.
    - Czy możecie nam pomóc? - W głowie Khana odezwał się głos Aurory lub Mei.
    - Przecież zostawiliśmy Aurorę, Mei i Ferrusa na Iris, by przygotowali exodus porzuconych, - Khan stuknął się otwartą dłonią w czoło aż echo poniosło po lesie.
    - Już do Was lecimy moja miła, - Khan odpowiedział na pytanie jednej z jego dziewczyn, choć sam nie wiedział, której.
    - Będę musiał popracować nad rozróżnianiem ich po głosie, by im nie zrobić przykrości, - pomyślał strofując się za to, że wcześniej na to nie wpadł.
    - Czy już wszystko gotowe do transferu Porzuconych? - Spytał dla porządku.
    - Tak, tylko nie wiemy, dokąd mamy ich przenieść, - odparł głos z Iris. - Nie chciałyśmy ich transportować pod Gniazdo bez zgody Żarłoka. To w końcu jego dom...
    - Słusznie. Mamy inne miejsce dla naszych gości, - Khan miał na myśli stary obóz wojskowy w górach, o jakieś sto mil na zachód od Thevion. - Zaraz wskażę Wam to miejsce. Później popracujemy nad detalami.
    - Czy stary obóz wojskowy w Deo Torro, nadaje się do zasiedlenia? - Khan spytał brata. - Chcielibyśmy tam przenocować około setki Porzuconych.
    - Dawno tam nie byłem, ale baraki wciąż stoją, więc nie powinno być żadnych trudności, - Mag odparł po chwili namysłu. - Poślę tam kilka robotów by przygotowały miejsce i dokonały niezbędnych napraw. Jakąś wachę i ciuchy też się zorganizuje w Thevion.
    Magowi nawet nie chciało się wstać, więc tak jak siedział tak zniknął. Za nim natychmiast podążył Ulf pomny na niedawną niespodziankę, na jaką się natknęli z Ferusem. Nie chciał Maga pozostawić bez opieki. Obaj przezornie zmaterializowali się około stu stóp nad terenem obozu. Szybko zlustrowali teren pod sobą i zaczęli się zniżać, by w końcu dotknąć ziemi za barakiem dowództwa. Obóz wydawał się być opuszczony od wielu lat, tak jak się spodziewali. Nagle uwagę Ulfa przyciągnął ruch w oddali. Coś ukradkiem przemknęło główną drogą, przy której stały baraki. Nie mieli na sobie skafandrów Żarłoka, gdyż ostatnio głownie przebywali przy Gnieździe. Musieli być z tego powodu bardziej czujni, gdyż nie mieli ochrony przed ewentualnymi kulami lub ostrymi obiektami. Rozdzielili się i ostrożnie, kryjąc się za rożnymi skrzyniami i porzuconymi pojazdami, zaczęli się zbliżać do miejsca, gdzie Ulf wypatrzył intruza.
    - Nie czuję Sygnatury obcego, - Mag stwierdził w myślach, - a Ty?
    - Ja również nic nie wyczuwam, - odparł Ulf. - Podskoczę w górę, to może więcej zobaczę.
    Ulf znalazł się natychmiast wysoko ponad zabudowaniami. Widział Maga kryjącego się za jakąś starą beczką po paliwie. Uważnie zlustrował otoczenie miejsca, gdzie pierwszy raz dostrzegł intruza, ale nikogo tam nie było. Przeleciał nieco w bok i okrążył baraki pod nim. Wszystko wyglądało normalnie.
    - Może to tylko kępa trawy, którą wiatr przywiał w te strony..., - Mag pomyślał.
    Nieco odważniej, pod czujną opieką Ulfa okrążył barak i obejrzał z bliska wszystkie drzwi i okna. Wszystko było w porządku. Delikatny powiew wiatru uniósł jakąś starą gazetę potwierdzając przypuszczenie Maga.
    - Chyba miałeś rację, co do tej kępy trawy, - Ulf pomyślał z ulgą. - Sucha trawa nie posiada przecież Sygnatury.
    - Też tak sądzę, - Mag się odprężył i wyszedł zza swojej beczki. - Wracajmy do inspekcji. Zaraz zjawią się tu Porzuceni.
    Obaj wrócili do sprawdzenia stanu baraków i urządzeń w obozie.
    - Pamiętam, gdy prowadziłem tu zgrupowanie samoobrony jakieś trzydzieści lat temu, - Mag się odezwał, - podobała mi się jedna kursantka. Miała na imię Dolores. Ciemne, długie włosy i piękne, zielone oczy. Gdyby nie kontakt z Dengami pewnie bylibyśmy razem. Akurat wtedy musiało się to wszystko zdarzyć. Ciekaw jestem, co teraz Dolores robi.
    - Pewnie mieszka w Thevion, ma męża i dwójkę dorosłych dzieci, - Ulf odparł cynicznie. - Nie sądzę by wciąż czekała na Ciebie. Życie toczy się naprzód i zmarnowane okazje nigdy nie dają człowiekowi drugiej szansy.
    Panowie zlustrowali pozostałe obiekty i stwierdziwszy, że nadają się na prowizoryczne lokum, przekazali informację Aurorze. W chwilę później na głównym placu obozowym zaczęli się pojawiać pierwsi obdarci goście. Wyglądali nieco żałośnie, ale ochłonąwszy po skoku z Iris zaczęli się ciekawie rozglądać po okolicy. Niektórzy w pierwszym odruchu szukali schronienia pomiędzy barakami, ale po jakimś czasie, gdy stwierdzili, że nikt nie zamierza na nich polować, zaczęli się gromadzić i dyskutować nad swoim nowym położeniem. Wszędzie wokoło rozbrzmiewał język staroanielski. Ulf wskazał przywódcom grupek baraki, w których mogli się rozlokować oraz poinstruował ich jak korzystać z wygód oferowanych przez obóz. Z rozkazu Maga wszyscy musieli złożyć broń, jaką ze sobą mieli na stosie przed barakiem dowództwa. Jako ostatni pojawił się Ferrus i Fidelius, który został mianowany naczelnikiem obozu. Otrzymał również mundur oraz pelerynę, by jego funkcja nie budziła w nikim wątpliwości. Jako dowódca otrzymał miejsce w centralnym baraku a jego grupka bojowników rozlokowała się w sąsiednim baraku. Aurora i Mei krążyły pośród nowoprzybyłych udzielając pomocy i wskazówek. Spełniały się w tej roli doskonale, gdyż mogły dać upust swojej inwencji. Mag zorganizował aprowizację w pobliskiej wiosce, gdzie kilka setek lokalnych górali zajmowało się hodowlą zwierząt domowych. Ulf sprowadził kilka robotów z Thevion i zlecił im uzupełnienie ubytków w ogrodzeniu obozu oraz inne drobne prace remontowe.
    Gdy wszystkie pilne sprawy zostały już załatwione i obóz zaczął tętnic życiem, Mag i Ulf wrócili na polanę przy Gnieździe. Ku ich zdziwieniu, mimo iż dzień był ciepły i pogodny, nikt nie siedział przy ognisku ani nie spożywał obiadu, na który, według Ulfa czas był najwyższy. Jedynie malutki Iris wygrzewał się w promieniach niebieskiego słońca przy wejściu do Gniazda. Zobaczywszy przybyszów zamachał przyjaźnie swoimi tęczowymi skrzydełkami, po czym wrócił do przerwanej kąpieli słonecznej.
    Mag w myślach wywołał Żarłoka, który poprosił, by się udali do komnaty Głębokiego Skanu Przestrzeni, gdzie obecnie wszyscy się znajdowali.
    W czasie, gdy Mag z Ulfem przyjmowali gości w Deo Torro, Uzi udoskonalił metodę penetracji Przestrzeni Wirtualnej. Nowy algorytm translacji przekazu był oparty na stochastycznej analizie semantycznej, takiej, jakiej początkowo Samira używała do interpretacji symboli znalezionych w Gnieździe. Dzięki temu główny ekran z każdą chwilą coraz lepiej oddawał wygląd mieszkańców Przestrzeni Wirtualnej, którzy początkowo przypominali napompowane balony różnej wielkości. Obecnie te balony były już jednakowej wielkości jednak posiadały wypustki, które dodatkowo różniły je od poprzedniej wersji. Obiekty poruszały się w obrębie całego ekranu, by po jakimś czasie zniknąć za jego krawędzią. Trudno było zgadnąć czy obiekty, które się pojawiały były tymi samymi, które znikały chwilę wcześniej. Od pewnego czasu kształt obiektów już się nie zmieniał, co znaczyło, że albo analizator nie ma dostatecznej ilości danych do analizy albo, że obiekty faktycznie tak wyglądają jak analizator je przedstawiał na ekranie. Na razie nie było sposobu, by to rozstrzygnąć, więc powoli wszyscy wylegli na polanę.
    - Pokaz był ciekawy, ale nie dostarczył nam żadnych nowych informacji, - Szyszkin skonstatował z nutką zawodu w głosie. - Spodziewałem się jakiegoś tła akustycznego, które dałoby się poddać interpretacji.
    - To nie kino, profesorze, - Żarłok odparł spokojnie. - Nie spodziewajmy się konkretnego przekazu, to może to, co widzimy ujawni nam swój sens.
    - Chyba tracimy czas na coś, co na razie nas przerasta, - profesor nie dawał za wygraną. - Skupmy się na tym, co jest dla nas zrozumiale.
    - Czy badanie rzeczy znanych kiedykolwiek poszerzyło Twoją wiedzę, Jose? - Khan rzucił zaczepnie. - Tylko badanie nieznanego daje okazję do rozwoju. Nie szuka się zguby pod latarnią tylko dlatego, że tam jest jaśniej.
    Szyszkinowi zrobiło się trochę głupio, gdyż uświadomił sobie absurdalność swojej postawy.
    - Masz rację, - Szyszkin odparł Khanowi. - Chyba zmęczyła mnie ta niekończąca się pogoń za ostatecznym rozwiązaniem. Idę się przespać i Wam radze byście również odpoczęli. Jutro a właściwie dzisiaj według lokalnej rachuby czasu ratujemy Uniwersum, pamiętacie? - Powiedziawszy to profesor odszedł na skraj polany i położył się na materacu, który stanowił jego posłanie od kilku dni.
    Uzi był niepocieszony, że pokaz okazał się niewypałem. Miał nadzieję, że coś istotnego się dowiedzą a musieli się wszyscy obejść smakiem. Kopnął ze złością ciężki stół, na którym stał uchwyt podtrzymujący pierścień Khana w ognisku wiązki Tauronów i wyszedł na polanę nie oglądając się za siebie. Gdy Żarłok go ujrzał pomyślał sobie, że byłoby Uziemu przykro, gdyby wiedział, iż profesor nie docenił jego starań. Postanowił więc nic mu nie mówić o tym, co przed chwilą zaszło.
    Uzi wyglądał na zmartwionego, ale Żarłok wiedział, że mały robocik niełatwo się zniechęca. Gdy Uzi znalazł się bliżej Żarłoka, ten go poklepał po korpusie i powiedział parę miłych słów. Uziemu zrobiło się trochę raźniej, ale wciąż we wszystkich obwodach czuł gorycz porażki.
    - Mam pewien pomysł, - Żarłok zagadnął Uziego. - Jeśliby poddać pierścień bombardowaniu dwiema wiązkami Tauronów, może przesunięcie fazowe między wiązkami dałoby nam ostrzejszy obraz Przestrzeni Wirtualnej?
    - O tym nie pomyślałem, - odparł Uzi odwracając się w kierunku Gniazda. - Trzeba to koniecznie sprawdzić. Zaraz przeliczę współczynniki korelacji i natężenia wiązek. - Uzi ruszył do wejścia zainspirowany propozycją Żarłoka.
  • Optex
  • #32
    yego666
    Level 33  
    ========== Odcinek 31 ===========

    SZEWACH

    Żarłok podążając za robotem miał nadzieję, że nie będzie to kolejna ślepa uliczka, gdyż Uziemu byłoby jeszcze bardziej przykro. Tym razem jednak postanowił najpierw uzyskać pożądany rezultat a dopiero potem zaprosić widzów. Gdy dotarł do komnaty Głębokiego Skanu Przestrzeni ujrzał widok, którego się nie spodziewał. Główny ekran, na którym wcześniej obserwowali baloniaste stwory pokryty był równymi rzędami znaków pisarskich. W pierwszej chwili Żarłok nie rozpoznał języka, ale Uzi natychmiast przyszedł z pomocą.
    - Starohebrajski.
    - Czemu nie staroanielski? - Żarłok spytał zdziwiony.
    - Tego jeszcze nie wiem, - Uzi intensywnie wpatrywał się w znaki widniejące na ekranie. - Zastanawiam się, czemu wcześniej ich nie widzieliśmy.
    - Ty ostatni wychodziłeś, więc może coś przestawiłeś przed wyjściem? - Odparł Żarłok. - Może o coś zawadziłeś i coś się włączyło, wyłączyło lub przesunęło...
    - Nieważne! - Zdecydował Uzi. - Ważniejsze, co tu jest napisane.
    - A co jest napisane? - Żarłok spytał szeptem.
    - Drzwi, dom, gwoźdź. Usta, haczyk na ryby. Tył głowy, Krzyż Tau, - Uzi wyrecytował jednym tchem. - Zgodnie ze znaną mi semantyką to znaczy mniej więcej: „Nie wchodźcie tu pod żadnym pozorem. To śmiertelna pułapka.”.
    - Nie pytam skąd znasz starohebrajski, - Żarłok patrzył z podziwem na Uziego, który nawet nie zdawał sobie sprawy ze swojej niezwykłości. - Czy możemy przekazać jakąś wiadomość w druga stronę?
    - Zobaczymy..., - Uzi podszedł do klawiatury i przez chwilę manipulował ustawieniami. - A co chcemy napisać? - Spytał.
    - Myślę, że warto by dać znać, że przeczytaliśmy wiadomość i spytać, kto do nas napisał, - Żarłok powiedział z wahaniem. - Da się to wyrazić w starohebrajskim?
    - Nie wprost, ale może pojmą po drugiej stronie, - Uzi odpowiadając zaczął wprowadzać tajemnicze znaki z klawiatury.
    Ekran pokrył się kilkoma rzędami symboli, które Uzi wprowadził w błyskawicznym tempie. Dłuższą chwilę czekali aż coś się stanie. Symbole wprowadzone uprzednio zaczęły znikać a na ich miejsce pojawiły się inne. Żarłok przyglądał się im pytającym wzrokiem.
    - Wiele cierpienia, brak nadziei. Pustka i pokuta za grzechy. Kabała, odpuszczenie, - Uzi tłumaczył w miarę pojawiania się nowych znaków.
    - Co to może znaczyć? - Żarłok się głośno zastanawiał. - Czy nie znają tam staroanielskiego lub chociaż Unilangu?
    Uzi szybko napisał na ekranie pozdrowienie w Unilangu. Obaj czekali dość długo na odpowiedź, ale niestety, nastąpiła znów w starohebrajskim.
    - Brak porozumienia. Pustka i cisza, - Uzi znów tłumaczył. - Myślę, że druga strona nie zrozumiała. Starohebrajski jest wieloznaczny i bez kontekstu trudno jest ustalić znaczenie.
    Po szeregu znaków starohebrajskich na ekranie zaczęły się pojawiać słowa pisane alfabetem łacińskim, lecz Żarłok nie znał języka, w którym słowa mogły cokolwiek znaczyć.
    - To wymarły od kilku wieków język. Jego ojczyzna została doszczętnie zniszczona w licznych wojnach u schyłku Średniowiecza, - Uzi objaśnił Żarłokowi. - To język polski. Zapewne nasz rozmówca jest Żydem pochodzenia polskiego albo odwrotnie.
    - Skąd ktoś taki Tam się znalazł? - Żarłok nie krył zaskoczenia. - Spodziewałem się Tam Atlantów a nie Żydów. Ojciec Emi wspominał, że w jego ekipie był jasnowidz pochodzący z Judei. Ciekawe, co się z nim stało. Może jest wśród uratowanych przez Ulfa naukowców? Spytam Gonzalesa.
    Doktor nie mając nic lepszego do roboty strugał jakiś patyk siedząc na polanie.
    - To Szewah Wisengold, - Gonzales bezwiednie odpowiedział na pytanie Żarłoka. - Niestety podczas eksperymentów zdarzył się wypadek i biedak rozpłynął się w powietrzu jakby nigdy nie istniał. Nikt nie wiedział jak to się stało, ale też nikt nie zezwolił na poszukiwania nieszczęśnika. Innymi słowy nie mam pewności gdzie się podział.
    - A jakimi językami władał ów Szewah? - Żarłok dociekał.
    - Porozumiewaliśmy się w języku polskim, gdyż to jedyny język, jaki obaj znaliśmy, - odparł doktor. - Wydaje mi się, że jeszcze znał Hebrajski, ale nie jestem pewien. Był trochę dziwny i jakby wycofany do świata swoich przepowiedni i kabał. Trudno było się z nim porozumieć.
    - Czy mógłbyś do nas dołączyć? - Żarłok poprosił.
    Doktor odłożył na trawę patyk, który strugał i skierował się do Gniazda. Po minucie stał obok Uziego i Żarłoka spoglądając z zainteresowaniem na ekran pokryty polskimi napisami.
    - Proszę napisać „Witam. Egon Gonzales”, - Doktor poprosił Uziego.
    Znaki natychmiast pojawiły się na ekranie. Po chwili, ekran zaczął zapełniać się nowymi znakami.
    - „Czy jestem w Piekle? Nic nie czuję, nic nie widzę. Nie mam ciała. Boję się! Pomóż Egon, jeśli możesz!”, - Egon tłumaczył w miarę pojawiania się nowych słów. - To bez wątpienia Szewah. Czy możemy mu jakoś pomóc? - Doktor nie krył zaskoczenia.
    Rozmowa z Szewahem toczyła się jeszcze długi czas, ale niewiele wynikało z jego słów. Twierdził, że jest sam i nie wie czy żyje czy już umarł. Nie wiedział także, jak trafił w takie straszne miejsce. Zupełnie niespodziewanie rozmowa została przerwana i nawet ponowne strojenie wiązki jej nie przywróciło.
    Uzi metodycznie sprawdzał wszystkie parametry zestawionego eksperymentu, ale nie znalazł żadnego powodu zerwania transmisji.
    Dopiero zmiana natężenia wiązki Tauronów przywróciła połączenie na chwilę. Potem zniknęło na dobre.
    Doktor opowiedział Uziemu i Żarłokowi o proroctwach, jakie Szewah wygłaszał. Nic szczególnego w nich nie było poza jednym. Szewach twierdził, że Bóg zostanie podstępnie zgładzony przez siły ciemności, i nastanie nowa era bez bogów.
    - To już się częściowo spełniło, - Uzi zauważył przenikliwie. - Ferrus może potwierdzić. Ciekawe tylko, co znaczy, że „nastanie nowa era bez bogów”. Czy to znaczy, że wszystkie Anioły mają wyginąć czy też, że tylko Atolidzi znikną z tego świata?
    - Nie zastanawia Was, - Żarłok przerwał Uziemu, - czemu nawiązaliśmy połączenie z jedynym człowiekiem, o którym wiemy, że prawdopodobnie został wysłany do Przestrzeni Wirtualnej a nie z którymkolwiek z Atlantów, o których sądzimy, że zasiedlają tę przestrzeń? Teoretycznie szansa na taki wybór jest bardzo nikła chyba, że Szewach jest jedynym ciachem w mieście.
    - Faktycznie nie przypominam sobie, by ktokolwiek potwierdził transfer Atlantów do Przestrzeni Wirtualnej ponad wszelką wątpliwość, - Uzi dodał po chwili. - Może jest tam zupełnie pusto? Nie wiemy tylko czy już czy jeszcze. Czy te baloniki, które obserwowaliśmy mogły być interpretacją słów Szewaha, czy też to było coś innego? A może istnieje więcej niż jedna taka Przestrzeń?
    - Może da się poddać zapis archiwalny ponownej analizie przy nowych parametrach eksperymentu? - Doktor zapytał. - Można by wtedy się dowiedzieć, co widzieliśmy.
    - Że też o tym nie pomyślałem, - Uzi aż podskoczył uradowany, - oczywiście że się da. Zaraz to sprawdzę. Sądzę jednak, - dodał po chwili namysłu, - że wynik chyba wszyscy znamy. Jednak z kronikarskiego obowiązku sprawdzę to, by mieć pewność.
    - Jest jeszcze jedna kwestia, - Egon dodał po chwili. - Szewah, jak wiecie jest czymś w rodzaju jasnowidza. Jego przepowiednia się już sprawdziła, na co mamy dowody. Czy moglibyśmy spróbować przenieść go do naszej rzeczywistości? Sądzę, że mógłby się nam przydać.
    Żarłok zastanawiał się przez chwilę, po czym odparł, - Obawiam się Egon, że nie mamy obecnie na to czasu, ale gdy już odeślemy Elementy będzie to pierwsza rzecz, którą zrobimy.
    Doktor nieco się zmartwił taką odpowiedzią, lecz nie dał za wygraną.
    - Mam pomysł jak tego dokonać przy obecnej konfiguracji sprzętu. Zajmie to tylko kwadrans a może i mniej..., - błagalne spojrzenie doktora nie pozostawiało wątpliwości co do tego, jak bardzo mu na tym zależy.
    - Dobrze, ale nie marnujcie za wiele czasu, - Żarłok odwrócił się i przeskoczył wprost na polanę.
    - Pozostały nam cztery godziny do czasu, gdy na Iris odpalą maszynerię, - Żarłok zwrócił się ogólnie do wszystkich. - Oni nie zdają sobie sprawy, że nie mają żadnej kontroli nad tym procesem. Z drugiej strony my nie znamy powodu, dla którego cała akcja została wyznaczona właśnie na dzisiaj. Być może o czymś jeszcze nie wiemy. Sądzę w związku z powyższym, że powinniśmy przeprowadzić transfer Elementów synchronicznie z akcją na Iris. Gdyby Maximus się zorientował, że przejęliśmy kontrolę nad urządzeniami mógłby się dopuścić jakiegoś sabotażu własnych instalacji a to zniweczyłoby cały plan. Potrzebujemy wszystkich siedmiu ośrodków do realizacji przedsięwzięcia. Musimy jeszcze dostarczyć Elementy do naszego Ekstrapolatora i zastąpić fałszywe.
    - Czy godzina wystarczy na te czynności? - Żarłok spojrzał pytająco na Khana. - Nie chciałbym, by coś zawiodło w ostatniej chwili.
    - Nie sądzę, by transport Elementów zajął więcej niż pół godziny, - Khan odparł cicho. - Coś jednak jeszcze przyszło mi do głowy. Skoro Quadrium służyło na Iris do doładowania próżni, czy Ekstrapolator przekazał tam tylko energię czy też Quadrium a jeśli Quadrium to czy po modyfikacjach poczynionych ostatnio będziemy mieli do niego dostęp?
    - To można sprawdzić, - Ulf podjął ochoczo. - Zaraz skoczę do Ekstrapolatora i wszystko będzie jasne. - Powiedziawszy to zniknął.
    Nikt nawet nie zdążył zareagować na znikniecie Ulfa, gdy równie niespodziewanie się pojawił.
    - Ekstrapolator zniknął! - Głos Ulfa brzmiał dość dziwnie jakby sam nie wierzył w to, co mówi. - Nie ma żadnych urządzeń w jaskiniach. Wszystko świeci pustką jakby tam nigdy niczego nie było.
    Wszyscy zgromadzeni na polanie nie wyłączając Żarłoka mieli głupie miny.
    - Skoro byłeś na Ziemi i stwierdziłeś to, co przed chwilą usłyszeliśmy, - Żarłok błyskawicznie kompilował fakty, - to by znaczyło, że ziemska instalacja nie była pierwotna. Była jedynie duplikatem którejś innej instalacji. Może tej z Iris a może jeszcze innej. Pozostałe sześć instalacji powinno wciąż funkcjonować, bo inaczej czas na Ziemi by się zatrzymał a jej okolice uległyby kolapsowi i Ulf by do nas nie wrócił.
    Żarłok pomimo wprowadzonego przez siebie zakazu, przeteleportował się bezpośrednio do komnaty Głębokiego Skanu Przestrzeni. Ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu zastał tam całkiem gołego, brodatego jegomościa, Egona, i Uziego.
    - Co Wy tu robicie do kroćset? - Żarłok zapomniał z tego wszystkiego o eksperymencie, jaki Uzi i Doktor przeprowadzali. - Co tu robi ten golas? Kim on w ogóle jest?
    Goły jegomość zobaczywszy postać wielkiego dziwnego ptaka padł na kolana i zaczął recytować gorączkowo jakieś zaklęcia lub modlitwy w nieznanym języku.
    - Straszysz nam jasnowidza! - Uzi napomniał Żarłoka. - Jeszcze nie przywykł do nowej sytuacji a Ty się zjawiasz niezapowiedziany. Szewah zamknie się w sobie i nie zechce w ogóle współpracować.
    - Więc jednak Wam się udało? - Żarłok spytał równie zaskoczony, co Szewah.
    - Mieliśmy pewne problemy, ale się w końcu udało, - doktor odparł z nieukrywaną dumą. - Pozwól, że przedstawię...
    - Nie teraz, Egon, - Żarłok przerwał bezceremonialnie. - Mamy poważny problem. Ośrodek na Ziemi zniknął. A wraz z nim, cała maszyneria. Musimy ustalić, co się stało. Bez tego Ośrodka, nie zdołamy wysłać nawet muchy do Nicości. Ale, po co ja tu właściwie przybyłem..., - Żarłok nie mógł sobie przypomnieć celu, w jakim się tu zjawił. Odziejcie tego golasa i nakarmcie, zanim padnie z głodu. Pewnie dawno nie ucztował. Chcę później z nim zamienić kilka słów, jeśli to możliwe.
    - Aha, już wiem, - Żarłok podfrunął na siedzenie przed głównym ekranem. - Chciałem sprawdzić czy pozostałe sześć ośrodków wciąż działa.
    Dotknął skrzydłem kilku pól na pulpicie i obserwował ekran. Powoli zaczęły się ukazywać pojedyncze kropki, z których emanowały pulsujące smużki. Żarłok jeszcze chwilę patrzył na ten obraz, po czym zmienił ustawienia i cały ekran rozświetlił się ogromną liczbą kropeczek.
    - Znów spadł poziom energii próżni, ale tym razem bez wstrząsu grawitacyjnego, - Żarłok objaśnił zebranym sytuację. - Musieli to zrobić bardzo delikatnie i stopniowo a nie skokowo jak dotychczas. Prawdopodobnie urządzenia gromadzą całą dostępną energię, by ją wypromieniować w jednej chwili.
    - Jeśli ta energia zostanie uwolniona w postaci fal grawitacyjnych to Ziemia, gdzie się spotkają wszystkie fale z sześciu Ośrodków zostanie rozerwana na strzępy..., - Uzi również szybko kojarzył fakty, - chyba, że emitery wszystkich fal będą oddalone od Ziemi dokładnie o taką samą odległość co do... kilku kilometrów, co najwyżej. Wtedy ich oddziaływania by się zniosły. Ale jak zagwarantować utrzymanie odległości z taką precyzją? Przecież te wszystkie obiekty są w ciągłym ruchu. Praktycznie to jest niewykonalne.
    - Sugerujesz, zatem, że Ziemia zostanie unicestwiona w tym procesie? - Żarłok spytał Uziego. - To było pytanie retoryczne. - Dodał po chwili.
    Doktor zastanawiał się skąd wziąć ubranie dla jasnowidza, ale ani Mag, ani tym bardziej Ulf nie byli odpowiedniej postury. Jedynie damski rozmiar mógłby pasować na takiego karakana jak Szewah. Po krótkiej wymianie zdań z Emi odpowiednie ubranie szybko się znalazło.
    Na polanie trwała właśnie ożywiona dyskusja o zaginionym Ośrodku. Nawet Aurora, Mei i Ferrus zjawili się natychmiast, by wspólnie rozwikłać zagadkę.
    Żarłok i Uzi również przyłączyli się do dyskusji, ale rozwiązanie jakoś nikomu nie przychodziło do głowy.
    Ulf, jako najpragmatyczniej myślący człowiek w towarzystwie poddał jednak genialną myśl.
    - Skoro ma nastąpić koniec świata zróbmy sobie pożegnalną ucztę, by przywitać Nicość z pełnymi żołądkami. Później nieprędko będzie okazja zjeść pieczeń w Gnieździe.
    Wszyscy zgodzili się z tym nieortodoksyjnym punktem widzenia i przystąpili do przygotowań. Każdy jednak gorączkowo myślał nad jakimś genialnym wyjściem z tej niewesołej sytuacji. Podczas gdy wszyscy byli zajęci przygotowaniami, Gonzales ostrożnie wyprowadził swojego nowego gościa przed Gniazdo. Początkowo, Szewah nie mógł pojąć, jakim cudem Słońce może być niebieskie, ale w końcu skupił się na obserwowaniu krzątaniny ludzi i nie-ludzi na polanie. Gdy wreszcie zapłonęło ognisko zrobiło się troszkę raźniej i doktor zdecydował się przedstawić jasnowidza zebranym. Wszyscy z zainteresowaniem przyglądali się dziwnej, brodatej postaci w damskich ciuchach. Szewah nieśmiało zajął miejsce pomiędzy Uzim i doktorem, których już dość dobrze znał. Resztę towarzystwa obserwował z uwagą. Czasem zwracał się do Egona w tym swoim dziwnym języku a on cierpliwie odpowiadał na jego pytania. Zebrani nie zwracali większej uwagi na nowego gościa, gdyż sądzili, że zostanie odesłany do obozu Porzuconych.
    - Słyszałem, że pan widzi przyszłość i potrafi ją interpretować, - Khan grzecznościowo zwrócił się do Szewaha za pośrednictwem ojca Emi. - Czy zechciałby pan nas oświecić, co nas czeka w ciągu najbliższej doby?
    Gonzales sprawnie przetłumaczył swojemu koledze słowa Khana. Jasnowidz zastanawiał się przez chwilę, po czym wstał i zamknął oczy. Stał tak dłuższą chwilę kąpiąc się w blasku płomieni. Jego czarna broda wyglądała nieco diabolicznie, ale damskie ubranie zupełnie rujnowało powagę tej postaci.
    - Bogowie polegli. Nastała era Szatana, który zechce zniszczyć Świat. Swoim wrogom przesłoni oczy, by nie widzieli tego, co przed nimi, by go nie mogli powstrzymać w jego dziele. Jeśli nie przejrzą, Świat zginie z jego ręki w jednej chwili. Jedynie człowiek niezachwianej wiary nie da się zwieść Szatanowi i poprowadzi niewidzących do zwycięstwa.
    - Czy pan Szewah nie mógłby się jaśniej wyrażać? - Mag nie bardzo rozumiał sens tego proroctwa. - Nie dość, że w jakimś zapomnianym języku to jeszcze zagadka na zagadce.
    - Przecież ostatnio mamy same zagadki, - Hera się zaśmiała, - a w tej, chociaż wiadomo, co się stało a co jeszcze nie, oraz kto jest dobry a kto zły. Odnieśmy to, zatem do znanych faktów. Yaah poległ a my, czyli Anioły jesteśmy jakby w rozsypce. Resztę sami zapewne już rozszyfrowaliście. Nie wiemy jedynie, co Szatan ukrył oraz kim jest ten, który ma poprowadzić do zwycięstwa.
    - Jeszcze chwilę temu nie wiedzieliśmy o istnieniu tego jasnowidza, - Szyszkin wstał ze swojego materaca na skraju polany, - a dajemy wiarę pierwszym słowom człowieka, którego w ogóle nie znamy. Głosi jakieś przepowiednie, które nie mają nic wspólnego z nauką. To czysty zabobon i Średniowiecze.
    - Zasadniczo się z Tobą zgadzam, Jose, - Khan poparł profesora, - jednak w świetle naszych ostatnich doświadczeń należy się zgodzić, że są rzeczy, których nauka jeszcze nie rozstrzygnęła i nie opisała wzorami. W przyszłości na pewno to nastąpi, gdyż każde zjawisko nawet z pozoru mistyczne należy do domeny fizyki i jako takie zostanie kiedyś zbadane i opisane. Skoro, zatem, mamy opowieść, która się zgadza, co do zdarzeń minionych to jest pewna szansa, że poprawnie odnosi się również do zdarzeń przyszłych. Do zrozumienia sensu należałoby moim zdaniem poszukać czegoś, co widzieliśmy a obecnie nie widzimy.
    Po wywodzie Khana nawet Szyszkin nie oponował. Do kanonu jego dyscypliny należało poszukiwanie rozwiązań a nie negowanie faktów.
    - Mam, mam! - Uzi zakomunikował głośniej niż zwykł to czynić. - Moment rozpoczęcia operacji odesłania Elementów został wyznaczony nieprzypadkowo. Przeanalizowałem ruchy wszystkich siedmiu lokalizacji Ośrodków Transferowych. Za trzy godziny, trzydzieści osiem minut i dwanaście sekund wszystkie one znajdą się w takich odległościach od Ziemi, że po uwzględnieniu długości fal grawitacyjnych właśnie za tyle czasu wierzchołki i doliny amplitud tych fal wzajemnie się zniosą dokładnie na Ziemi, która z tego powodu nie odniesie najmniejszego uszczerbku na skutek ich emisji. Stąd dokładnie wyznaczona sekwencja odpalania poszczególnych emiterów w sześciu Ośrodkach Transferowych.
    - Ktoś musiał się nieźle nakombinować, by wiele tysięcy czy milionów lat temu wyliczyć taką koincydencję, - Żarłok aż gwizdnął z podziwu. - Wyobrażacie sobie ile zmiennych wchodzi w grę przy takich rachunkach? Aż trudno w to uwierzyć.
    - Oprócz tego, że Ośrodek na Ziemi zniknął istnieje jeszcze jeden problem..., - Uzi zrobił pauzę. - Jak zapewne zauważyliście czas, który wyliczyłem rozmija się o ponad godzinę z czasem, jaki wyznaczył Ekstrapolator a zatem i Maximus posiada błędne dane. Będzie usiłował odpalić proces zbyt wcześnie. Jeśli zniknięcie ziemskiego Ośrodka jest sprawką Maximusa, to znaczy, że mimo naszych starań jakoś odzyskał kontrolę nad całą siecią Ośrodków. Nie dość, że zniszczy Ziemię to jeszcze zmarnuje cały zapas energii nie ekspediując prawdziwych Elementów w Nicość. Druga szansa może się nieprędko pojawić o ile wcześniej Świat nie ulegnie zniszczeniu za sprawą pozostających tu dwóch Elementów.
    - Nasze perspektywy w świetle Twojego dowodu wydają się więc, nieciekawe, - milczący dotąd Ferrus zauważył robiąc przy tym dość ponura minę. - Właśnie przyszło mi coś do głowy. Dotąd uważaliśmy, że główny Ośrodek Transferowy znajduje się na Ziemi, co jest poniekąd uwiarygodnione tym, iż Ziemia znajduje się w centrum sfery wyznaczonej przez pozostałe Ośrodki. Również wyliczenia Uziego nie pozostawiają co do tego żadnych wątpliwości. Zatem, wydaje się uzasadnionym przypuszczenie, że ziemski Ośrodek jest mimo wszystko kluczowym elementem tej układanki i nie mógł sobie po prostu zniknąć. Ponadto pan Szewach powiedział..., cytuję „Swoim wrogom przesłoni oczy, by nie widzieli tego, co przed nimi”. Skoro mamy jasnowidza może On będzie w stanie zobaczyć to, co przed nami ukryto, czyli ziemski Ośrodek? Jest w końcu jedynym „człowiekiem niezachwianej wiary”, jakiego znamy, czyż nie?
    - Na co zatem czekamy? - Mei zawołała podniecona. - Ubierzmy Jasnowidza w skafander i jazda na Ziemię.
    - Hola, hola, - Ulf się odezwał swym niskim głosem. - Procedura to jedno a jej przeprowadzenie to jeszcze coś innego. Dotychczas skupialiśmy się nad ustaleniem procedury, ale nie wiemy jak ją dokładnie zrealizować. Chodzi mi o prostą gałkologię. Nie przypuszczam, by można ją kontrolować myślami, więc musi być jakiś terminal, z którego będzie można wydawać polecenia.
    - Faktycznie pominęliśmy to zagadnienie, - Gonzales się ożywił. - Szewah wspominał jednak, że posiada świętą księgę z „zaklęciami” mającymi pokonać Szatana. Może, gdy pokażemy mu Ośrodek, skojarzy tę księgę z jakimś urządzeniem. Tak czy siak to chyba nasza jedyna opcja w tej chwili pomijając oczywiście inwazję na Ośrodek znajdujący się na Iris.
    - Nie przypuszczałam, że nasz los spocznie w rekach „człowieka wiary”, - Samira była raczej sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. - Jednak, wobec braku innych... „Na bezpticzu i żopa sołowiej”. - Zacytowała stare przysłowie, które wydało jej się adekwatne do obecnej sytuacji.
    - Coś jest w tym, co powiedziałaś, - rzekł Mag z namysłem. - Nie traćmy, zatem czasu, bo i tak go nie mamy za wiele. Uczta musi jeszcze poczekać.
    Najbardziej zawiedziony takim obrotem spraw był Żarłok, który właśnie pożerał wzrokiem piekącego się na rożnie wielkiego dzika.
    - Niech i tak będzie skoro chcecie zginąć na głodniaka! - Żarłok uniósł się ze swego legowiska przy ognisku. - Hero, czy zechcesz przypilnować, by ten wspaniały dzik nie spalił się zanim wrócimy? Nie chciałbym ratować Świata, w którym pieczeń jest przypalona!
    Żart może nie był zbyt wyszukany, ale rozbawił na chwilę towarzystwo. Egon zabrał swojego protegowanego jasnowidza do przebieralni nie czekając na dalszy ciąg rozmowy. Miał sporo problemów z przekonaniem Szewaha, by wszedł do kabiny, ale pięć minut później pojawił się na polanie z dziko wierzgającym i mocno niestabilnym jasnowidzem. Gdyby nie telepatyczna pomoc doktora, nos Szewaha przypominałby chwost szatana.
    - Dajmy naszemu nadwornemu jasnowidzowi odrobinę Quadrium, by można się z nim porozumieć telepatycznie, - zasugerował Mag. - Zupełnie nie rozumiem tego języka, którym on się posługuje.
    Mag już sięgał po słoiczek z szarym minerałem, gdy Samira go powstrzymała.
    - Lepiej nie. Nie wiemy czy po Quadrium zachowa swój Dar. Wolę go mieć w „dziewiczej” a właściwie w „prawiczej” postaci.
    - Masz rację. Minerał mógłby zaburzyć jego percepcję pozazmysłową, - Khan poparł Samirę. - Musimy na niego pilnie uważać, by mu się coś nie stało. Udam się do podziemi Instytutu Archeologii. Sprawdzę czy Bieguny Energetyczne wciąż tam są a Wy lećcie do jaskini Ekstrapolatora. Na początek sugerowałbym wizytę w jaskini zawierającej urządzenia duplikujące. Może tam znajduje się terminal albo coś w tym rodzaju.
    - Dobra myśl, - Ulf przytaknął. - Jeśli mamy coś odkryć to chyba właśnie tam lub gdzieś blisko tego miejsca.
    Polana szybko opustoszała. Tylko Hera, jej skrzydlaty przyjaciel, Iris, oraz Uzi, pozostali na posterunku doglądając ogniska.
    Khan trzykrotnie sprawdził autentyczność Biegunów Energetycznych zanim dołączył do reszty badaczy w jaskini Ekstrapolatora.
  • Optex
  • #33
    yego666
    Level 33  
    ============= Odcinek 32 ===============

    ŚWIĘTA KSIĘGA

    Wszyscy, za wyjątkiem jasnowidza rozglądali się wokoło nie dostrzegając żadnych elementów instalacji. Jedynie on patrzył jak oczarowany.
    - Jest tak jak to opisuje Księga! - Wykrzyknął uradowany.
    Doktor przetłumaczył natychmiast jego słowa.
    - Musimy się udać do Projektora Jaźni, - Szewah zakomunikował i skierował się do najbliższej platformy transportowej, którą tylko on widział.
    Pozostali powątpiewali czy jasnowidz cokolwiek widzi, jednak, gdy zajął miejsce na platformie dostrzegli, że siedzi około metra ponad powierzchnią kamiennej jaskini. Podążyli za nim ostrożnie i po omacku odnaleźli pozostałe miejsca na platformie. Rozsiedli się w niewidzialnych siedzeniach i czekali.
    Szewah pewnym ruchem sięgnął przed siebie i dotknął czegoś na niewidzialnej konsoli. Platforma ruszyła z miejsca unosząc zdumionych podróżnych z rosnącą prędkością.
    - A niech mnie, - Ferrus wykrzyknął, - Myślałem, że Anioły wszystko widzą a tu taki zawód. Ciekawe jak oni to zrobili.
    - Mam pewną teorię, ale będę musiał ją sprawdzić po powrocie do gniazda, - Żarłok najszybciej się zorientował w sytuacji. - Interferencja wiązek bozonów „T” może powodować drobne przesunięcia czasu w miejscu jej występowania stąd nie widzimy czegokolwiek. Prawdopodobnie wszystko jest przesunięte wstecz w czasie stąd tego nie dostrzegamy.
    - A czy nie powinniśmy spaść na podłogę skoro platforma, na której siedzimy jeszcze nie istnieje w naszym czasie? - Szyszkin powątpiewał w takie wyjaśnienie.
    - Ależ spadamy, - Żarłok odparł, - ale przesunięcie jest tak niewielkie, że platforma nas dogania w czasie pozwalając nam opaść zaledwie o parę pikometrów zanim oddziaływanie elektromagnetyczne pomiędzy nią a naszymi siedzeniami odepchnie nas na poprzednie miejsce. Przesunięcie musi wynosić co najwyżej kilka femtosekund ale to i tak wystarczy, byśmy nie widzieli żadnych obiektów. Obiekty w jaskini znajdują się na granicy stożka oddziaływań przyczynowych, stąd, mimo, że ich nie widzimy one na nas oddziałują.
    - Skoro tak, to powinniśmy się cofnąć w czasie o taki sam wektor, by odzyskać widzenie otoczenia, - Samira wyciągnęła logiczny wniosek.
    - W zasadzie masz rację, - Żarłok odparł, - ale interferencja wiązek Tauronów widocznie powoduje przesunięcie otoczenia względem czasu indywidualnego, z jakim się tu pojawiliśmy, więc żadne skoki nic tu nie pomogą. Musimy się zdać na percepcję jasnowidza. On, widocznie z jakiegoś powodu nie podlega tej regule. Może pobyt w Przestrzeni Wirtualnej pozbawił go czasu indywidualnego, dzięki czemu przejmuje czas lokalny ustalony przez panujące warunki. Na takiej samej zasadzie jak tofu, które nie posiadając własnego smaku przejmuje smak otaczających je sosów lub jarzyn. To by dość dobrze wyjaśniało jego „nadprzyrodzone” zdolności.
    Platforma minęła ciemną jaskinię i wpadła do następnego korytarza, by po kilku sekundach wyjechać na środek niewielkiej hali, która skalą zupełnie nie licowała z innymi pomieszczeniami tego kompleksu.
    Gdy platforma się zatrzymała jasnowidz wyskoczył z niej na podłogę wysypaną jakby pokruszonym szkłem i pewnie ruszył przed siebie.
    - Jesteśmy w Jaskini Szatana, - powiedział zatrzymując się niespodziewanie. - Tu odbędzie się obrzęd ocalenia Świata. Muszę mieć Świętą Księgę, która podaje zaklęcia. - Szewah spojrzał pytająco na Gonzalesa.
    Jasnowidz zadał doktorowi kilka pytań i o coś poprosił.
    - Musimy się udać do średniowiecznego miasta, gdzie dawno temu Szewah ukrył Świętą Księgę z zaklęciami, - Gonzales zwrócił się do Khana, gdyż wiedział, że on zna Ziemię najlepiej. Szewah wskaże miejsce, gdzie ukrył tę księgę. Udamy się tam we trzech, by ją odnaleźć. Bez niej jasnowidz nie będzie w stanie zainicjować procesu.
    W kilku słowach Szewah wyjaśnił, czego mają szukać oraz wskazał miejsce. Doktor przełożył wskazówki jasnowidza na zrozumiały język i wszyscy trzej zniknęli. Pojawili się sto metrów ponad gęstym lasem, gdzieś na zachodzie dawnej krainy niegdyś zwanej Polską. Jasnowidz już przywykł do dziwnych zjawisk, którym podlegał, więc nawet się bardzo nie zdziwił stwierdziwszy, że potrafi lewitować. Nie wiedział, że to Khan go utrzymuje siłą woli w powietrzu, ale nie miało to większego znaczenia. Pod nimi spomiędzy drzew prześwitywał miedziany dach jakiegoś mocno zrujnowanego domostwa. Powoli opuścili się ponad kopułę. Widok domostwa nie napawał optymizmem. Budowla była prawie całkiem spalona a większa jej część leżała w gruzach.
    - Cóż to za miejsce? - Khan spytał oglądając zgliszcza.
    - To kiedyś była Synagoga, czyli żydowski kościół, - odparł Szewah. - Jeden z najpiękniejszych na świecie. - Dodał po chwili z dumą.
    Khan postawił jasnowidza na ziemi i przeskanował okolicę. Poczuwszy ziemię pod stopami Szewah natychmiast skierował się ku ruinom. Obszedł je dookoła i zatrzymał się przy jedynej ścianie, która wciąż opierała się niszczącej sile grawitacji. Przed nim znajdowała się niewielka, żelazna furtka. Pchnął ją delikatnie i odskoczył z okrzykiem przerażenia. Stadko nietoperzy wyfrunęło niespodziewanie z ciemnego wnętrza. Khan wyjął z kieszeni latarkę i podał ją jasnowidzowi. Po chwili wahania wszyscy trzej zagłębili się w ciemnym przejściu. Snop jasnego światła latarki wydobywał z ciemności fragmenty połamanych mebli, przygniecionych stosami cegieł, które najpewniej pospadały na nie ze ścian. Jedna z komód wydawała się jakimś dziwnym zrządzeniem losu nietknięta przez entropię. Właśnie do niej Jasnowidz podszedł i szepcząc jakieś modlitwy lub zaklęcia otworzył niewielką skrytkę umieszczoną pod blatem. Sięgnął w jej głąb lewą ręką, podczas gdy prawą zasłonił sobie oczy. Jego towarzysze przyglądali się całej scenie z niejakim rozbawieniem jednak Szewah zachowywał śmiertelną powagę. Nagle tryumfalnym gestem podniósł ponad głowę coś, co przypominało książkę. Okładka była bardzo zniszczona, stąd trudno było odczytać napisy na niej umieszczone. Jasnowidz rozejrzał się po pomieszczeniu i szybkim ruchem złapał jakiś stary koc, którym następnie szczelnie owinął swoją cenną zdobycz. Wymamrotał jeszcze jakieś zaklęcia kolebiąc się przy tym do przodu i do tyłu. Gdy już wykonał siedem takich cykli odwrócił się i szybko opuścił pomieszczenie.
    - Mam najważniejszą księgę w historii Świata, - tryumfalnie obwieścił swoim towarzyszom. - Możemy wracać.
    Khan zdecydował, że obecnie nie są jeszcze potrzebni w jaskini Ekstrapolatora, więc przeniósł jasnowidza na polanę przed Gniazdem. Egonowi polecił, by się zajął ich gościem i wydobył od niego jak najwięcej informacji. Sam natomiast udał się do pozostawionych towarzyszy.
    Jasnowidz usiadł na pieńku w pewnej odległości od wciąż płonącego ogniska i z nabożną czcią rozwinął koc skrywający cenną zawartość. Na jego kolanach spoczywała bardzo zniszczona książka licząca sobie chyba z tysiąc lat. Okładka była wypłowiała a strony książki ledwie trzymały się razem. Jasnowidz bez zbędnych ceregieli otworzył książkę na ostatniej stronie. Blady druk był wciąż dobrze widoczny, ale strona ledwie się trzymała. Była przedarta i zatłuszczona, lecz kompletna. To dla Szewaha było najistotniejsze. Uzi również przyglądał się ciekawie zdobyczy gościa. Szybko przetłumaczył tekst z ostatniej strony, gdyż musiał on mieć jakieś szczególne znaczenie, jako że jasnowidz tylko ją oglądał od kilku minut.
    Książka niestety była napisana w tym samym języku, którym gość się posługiwał, więc Hera niewiele się z niej dowiedziała.
    - Co jest napisane w tej książce, że Szewach ją tak pilnie studiuje? - Spojrzała pytająco na Uziego.
    - To jest coś w rodzaju instrukcji, „Quod Deo Dei, quod Caesaris Caesari ”, - odparł Uzi. Tytuł jest wprawdzie słabo widoczny, gdyż okładka jest nieco podniszczona, ale udało mi się go mimo to odczytać.
    - I co to za tytuł, jeśli to nie tajemnica? - Hera ciekawie nadstawiła ucho.
    - I T E R A C J A, - Uzi wycedził konfidencjonalnym szeptem.
    Nikt w jaskini nie był w stanie stwierdzić czy zapas Quadrium wciąż się w niej znajdował. Ponadto bez jasnowidza byli zupełnie ślepi i nie potrafili odnaleźć żadnego ze znanych sprzętów ani urządzeń.
    - Umiejętność manipulacji continuum czasowym może być potężną bronią, - Szyszkin odważył się odezwać.
    Czuł się trochę nieswojo mając świadomość, że zajmuje tą samą przestrzeń, którą za mały ułamek sekundy zajmie jakaś potężna maszyneria. Mimo woli wytężył uwagę na wypadek, gdyby coś nagle się pojawiło w miejscu gdzie stał. Gotów był natychmiast uskoczyć. Zdawał sobie sprawę z irracjonalności takiej postawy, jednak nie potrafił zaradzić swojemu lękowi. Inni również czuli się nieco nieswojo, więc uradzili, że skoro wszystko jest jednak na miejscu to nie zawadzi się posilić przed zaplanowanymi egzorcyzmami. Pozostało jeszcze około trzech godzin istnienia Świata, więc można było część tego czasu przeznaczyć na ucztę tym bardziej, że dzik powinien był już dojść przez czas ich nieobecności. Jak jeden udali się na polanę, gdzie zapachy pieczystego przyjemnie drażniły zmysł powonienia.
    Mag i Khan zainteresowali się zawartością książki, którą Szewah wciąż uważnie studiował. Jako że nie znali języka polskiego Uzi pospieszył z wyjaśnieniami.
    - Powiedziałeś co zawiera ostatnia strona, a co z reszta książki? - Mag nalegał.
    - Niestety nie było mi dane widzieć nic oprócz tej strony i okładki, - Uzi odparł z żalem. - Mam nadzieję, że warto było się wybrać po tę książkę. Procedura jest prosta i łatwa do wprowadzenia, jednak by ją zrealizować trzeba widzieć klawiaturę i ekran terminalu sterującego. - Dodał smutno. - Mam jednak pewien pomysł. - Powiedziawszy to udał się do Gniazda.
    Po pięciu minutach Mag usłyszał w głowie głos Uziego, który nalegał, by Mag udał się do jaskini Ekstrapolatora i zeznawał, co widzi. Wprawdzie Mag już się przestawił w tryb konsumpcyjny, ale dla Uziego był gotów poczekać jeszcze chwilę. Przeskoczył, więc do hali sterowni, gdzie byli razem z jasnowidzem. Zameldował się Uziemu i czekał. Po dłuższej chwili w hali zaczęło się robić nieco jaśniej. Mag niezwłocznie doniósł o tym Uziemu. Jeszcze kilkakrotnie wymieniali uwagi między sobą aż wszystkie sprzęty w hali stały się ponownie widoczne. Mag sprawdził przy okazji czy w jaskini Deflektora znajduje się Quadrium. Trochę go ubyło, ale i tak dostarczyli go z górką, więc zapas był wciąż spory. Uradowany Mag wrócił na polanę w chwili, gdy Uzi prezentował nową umiejętność polegającą na znikaniu rzeczywistości. Pochwalił się również, iż wraz z Magiem zniwelowali uciążliwe przesunięcie czasowe we włościach Ekstrapolatora. Nie byli już zdani na łaskę jasnowidza, ale mimo to postanowili, że go zabiorą na wszelki wypadek, gdy już przyjdzie czas.
    Hera, z pomocą Ulfa rozdzieliła sprawiedliwie pieczeń pomiędzy głodnych biesiadników. Sprawiedliwie w tym wypadku oznaczało, iż Żarłok dostał podwójną porcję, z czego był bardzo zadowolony.
    Szewah, jako prawdziwy Żyd odmówił zjedzenia mięsa z dzika i raczył się jedynie suchym chlebem oraz wodą mineralną. Żarłok zakazał dawać mu wody ze źródełka, by Quadrium nie zaburzyło jego percepcji pozazmysłowej.
    - Wyobrażam sobie zdziwienie Maximusa, gdy się okaże, że jego zabawki nie działają, - Ferrus zachichotał złośliwie. - Mam nadzieję, że pęknie z wściekłości. Długie lata planowania i wszystko na marne.
    - Oby to on pękł a nie my, - Żarłok rzucił pomiędzy kęsami dziczyzny, które połykał w całości, gdyż nie miał zębów, by je gryźć. - Będziemy tryumfować, gdy wszystko już się uda.
    - Co masz na myśli? - Ferrus się zaniepokoił uwagą Żarłoka. - Czyżbyśmy coś przeoczyli?
    - Mam wrażenie, że jeszcze coś nam umknęło, ale nie wiem, co, - Żarłok odparł niespokojnym głosem. - Okaże się w chwili próby. Oby nie było za późno.
    - Przerwania, o których wspominał Ulf faktycznie pochodzą od pierścienia Khana, - Uzi oznajmił głośno, by wszyscy słyszeli. - Jak rozumiem, Khan, Szewah, oraz doktor będą w hali sterowni u Ekstrapolatora, podczas gdy pozostali będą czekali w Gnieździe. Pozwoliłem sobie splątać inkluzję w pierścieniu Khana z wiązką wodzącą naszego akceleratora Tauronów, by nawet znalazłszy się w Nicości mógł do nas zawsze trafić. Poprzez pierścień będzie możliwa bezpośrednia manipulacja matrycami splątań bez potrzeby użycia jakiegokolwiek sprzętu nawigacyjnego ani dodatkowej energii. Mam nadzieję, że nie będzie to potrzebne, ale dobrze mieć takie zabezpieczenie na wypadek wystąpienia niespodziewanych komplikacji. Przywróciłem również procedurę obsługi tego przerwania w programie Ekstrapolatora. Służy ona ustalaniu bieżącego poziomu odniesienia dla wszystkich Biegunów Energetycznych. Bez tej procedury Ekstrapolator mógłby uznać, że brakuje jakiegoś kawałka całkowitej energii i odmówiłby ściągnięcia trzeciego Bieguna do nas a to by była katastrofa.
    - Czy Ty nigdy nie odpoczywasz? - Khan szanował Uziego, ale tym razem mały robocik go wzruszył swoją troską. - Dziękuję Ci za to, że starasz się nas chronić przed wszelkimi możliwymi i niemożliwymi przypadkami. Gdybym miał taką władzę odznaczyłbym Cię Wielkim Orderem za rozum i inteligencję.
    Khan wstał i poklepał Uziego serdecznie po korpusie. Uzi aż okręcił się wokół własnej osi ze szczęścia. Dostał także oklaski od wszystkich zebranych za wyjątkiem jasnowidza, który nie wiedział, o co chodzi, więc siedział cicho zatopiony w swojej Świętej Księdze.
    Gdy pieczeń z dzika stała się już tylko mglistym wspomnieniem Khan wstał i poprosił Maga oraz Ulfa, by pomogli mu przenieść Bieguny Energetyczne do Sfery Deflektora Grawitacyjnego. Czas powoli dobiegał końca i należało dopiąć wszystko na ostatni guzik.
    - Proszę przygotować naszego jasnowidza do występu. Za godzinę zaczynamy, - Khan zwrócił się do doktora. - Tylko Ty potrafisz się z nim porozumieć.
    - Dam sobie radę, - Egon odparł z dziarską miną.
    Trzej panowie jednocześnie zniknęli z polany, by zmaterializować się w jaskini, gdzie ukryte były Dwa Bieguny Energetyczne. Metodycznie zabrali się do pracy i po kwadransie, gdy drugi Biegun powędrował do Sfery Deflektora Grawitacyjnego wszyscy trzej przenieśli się jego śladem tyle, że bez użycia kabin teleportacyjnych. Ekstrapolator zadbał o poprawne rozmieszczenie Biegunów w Sferze i oznajmił, iż jest gotów do dokonania transferu. Wprawdzie na skutek poprawek wprowadzonych przez Ulfa i Maga stracił dużo ze swej pierwotnej elokwencji i inteligencji, ale za to był całkowicie posłuszny. Khan nakazał Ekstrapolatorowi, by rozpoczął proces gromadzenia kondensatu adhezonowego, lecz Ekstrapolator stwierdził, iż kondensat w odpowiedniej ilości został już zgromadzony we wszystkich ośrodkach. Na dowód pokazał odczyty poziomu energii próżni, które tak jak to Żarłok stwierdził spadły prawie o połowę w stosunku do normalnego poziomu.
    - Czy poziom energii próżni wróci do normy po wyekspediowaniu Biegunów? - Mag spytał Ekstrapolatora. - Byłoby dobrze znów mieć jakiś zapas.
    Odpowiedź była oczywiście twierdząca, gdyż w obrębie Enklawy obowiązuje prawo zachowania energii. Niestety, obecność Biegunów obecnie zaburzała działanie tego prawa, ale to się miało wkrótce zmienić.
    Khan i jego towarzysze przenieśli się do Jaskini Szatana, jak Halę Kontroli określił jasnowidz. Khan bez trudności odnalazł konsolę, przy której Szewah odprawiał swoje modły. Poprosił Uziego, by podał pierwsze z zaklęć z Księgi jasnowidza. Uzi wskazał trzy przyciski, które należało jednocześnie wcisnąć, by wyzerować stan wszystkich urządzeń. Khan przycisnął dwa przyciski palcami lewej ręki a palcem wskazującym prawej wcisnął trzeci. Przez chwilę nic się nie działo, ale ekran monitora zgasł i zaczęły przez niego przebiegać różne symbole będące zapewne kolejnymi komunikatami o gotowości poszczególnych podsystemów. Po pięciu minutach, gdy ekran już pokazywał stan urządzeń Ekstrapolator się odezwał.
    - Nieautoryzowany dostęp. Wykryto nieprawidłowy atrybut czasowy operatora. Procedura zablokowana. Spróbuj ponownie.
    - Ki diabeł? - Khan parsknął zdziwiony.
    - Ekstrapolator widocznie wykrył Twoją Sygnaturę, czyli „Atrybut Czasowy”, - Żarłok odezwał się w głowie Khana. - Wszystko, co żyje posiada Sygnatury..., za wyjątkiem jednego jasnowidza, który siedzi obok mnie i studiuje Święta Księgę. Pobyt w Przestrzeni Wirtualnej „wyprał” jego Sygnaturę i może teraz być, kim zechce a nawet wszystkimi ludźmi i Aniołami jednocześnie.
    - No to wszystko jasne, - Khan stuknął się w czoło. - Bez Szewaha ani rusz. Czy to znaczy, że on jest naszym Medium?
    - Tak należy przypuszczać, choć z drugiej strony nic o nim nie wiemy, - odparł Żarłok. - W myśl pierwotnych założeń powinien mieć dwa skrzydła i powinien lunatykować.
    - Nie zdziwiłbym się gdyby do tego jeszcze nosił podwiązki, - Khan zażartował, ale nie było mu bardzo do śmiechu. Czasu nie było za wiele, więc margines błędu się zmniejszał a drobne rzeczy niespodziewanie komplikowały życie. - Nie dziwi Cię..., - Khan zagadnął znów Żarłoka, - że jakby we właściwym momencie opanowujemy wiedzę i technologię umożliwiającą wyciągniecie jasnowidza z Przestrzeni Wirtualnej i taki jasnowidz bez Sygnatury właśnie tam się znajduje? Mnie nieustannie zadziwiają przypadki o zerowym prawdopodobieństwie, które się zdarzają niemal jeden za drugim lub nawet po kilka jednego dnia?
    - Tym się właśnie rożni ocena szans a’priori, gdzie wszystkie „dziwne” przypadki mają prawdopodobieństwo wystąpienia niemal równe Zeru, od oceny a’posteriori, gdy dziwne przypadki już się zdarzyły, ergo prawdopodobieństwo ich wystąpienia wynosi Jeden, czyli sto procent, - Żarłok odparł uczenie. - Problem nie tkwi w rzeczywistości tylko w sposobie, w jaki ją postrzegamy, czyli w naszych głowach.
    - Coś w tym jest..., - Khan potarł nos z powątpiewaniem. - Nie czas teraz na filozofię. Musimy przeprowadzić próbę generalną, gdyż już nie mamy wiele czasu. Pozostało dokładnie osiemdziesiąt minut. Maximus zapewne zacznie za nieco ponad pół godziny. Ciekawe jak mu pójdzie, - Khan zachichotał pod nosem. - Dawaj tu tego Żyda, niech się na coś w końcu przyda. Dobrze by było gdyby Egon też się zjawił.
    - Już ich proszę, - Żarłok bezzwłocznie przekazał prośbę Khana.
    W minutę obaj panowie zjawili się przy konsoli. Khan wyjaśnił doktorowi swój zamiar a on z kolei poinstruował Szewaha. Usłyszawszy to jasnowidz poczerwieniał i wykrzykując zaczął wymachiwać energicznie rękami.
    - O co mu chodzi? - Mag w końcu nie wytrzymał.
    - Szewah twierdzi, że mogliście spowodować katastrofę i że jesteście nieodpowiedzialni, - Gonzales w skrócie przedstawił występ swojego protegowanego. - Mówi, że gdyby proces ruszył nie dałoby się go już zatrzymać. Nie można tego wypróbować. Albo się uda od razu, albo wcale.
    - Czy to znaczy, że nie da się przetestować urządzeń i procedury? - Mag był nieco zdziwiony. - Zawsze jest pytanie „ Czy chcesz kontynuować?”...
    - Dokładnie, - Doktor odparł krótko. - Musimy mieć nadzieję, że wszystko jest sprawne i zadziała jak należy od pierwszego kopnięcia.
    - Nie podoba mi się to, - Khan pokręcił głową. - Nie zwykłem niczego przyjmować na wiarę.
    - Chyba tym razem nie mamy innej możliwości, - Żarłok się odezwał. - Dla mnie to też lekcja „wiary”. Nigdy dotąd nie musiałem w nic wierzyć, ale widać Człowiek musi wszystkiego spróbować.
    - Czyżbyś i Ty stał się człowiekiem? - Khan roześmiał się serdecznie. - Uzi już jakiś czas temu przeszedł na stronę ludzi. Jeszcze tylko brakuje, by Anioły chciały zostać ludźmi. Gdy zostanę Imperatorem kosmosu wydam dekret nadający Tobie i Uziemu honorowy status Człowieka, zgadzasz się?
    - Będzie to dla mnie zaszczyt o ile wszyscy ludzie są tacy jak Ci, których poznałem ostatnio, - Żarłok oznajmił poważnym tonem. - Wrócimy do tego innym razem. Właśnie wykryłem wzmożoną aktywność energetyczną na Iris. Sądzę, że Maximus rozpoczyna procedurę. Ciekawe, kto jest jego Medium.
    - Był z nami jeszcze jeden jasnowidz, ale on raczej nie został oczyszczony przez pobyt w Przestrzeni Wirtualnej, więc musi wciąż posiadać Sygnaturę, chyba, że go niedawno poddali takiemu albo równoważnemu procesowi, - doktor odparł. - Nie jestem pewien, czy oni wiedzą, że tylko Medium bez Sygnatury może zainicjować proces. Ale to chyba nie ma większego znaczenia skoro to my jesteśmy w posiadaniu prawdziwych Biegunów.
    - Masz rację Egon, - Żarłok powiedział pospiesznie. - Martwi mnie natomiast spadek natężenia strumienia Tauronów z Iris. Możecie doświadczyć zaburzeń czasu, ergo widoczności Waszej instalacji. Poproszę Uziego, by regulował naszą wiązkę pomocniczą tak, by Wam zapewnić kompensację tego strumienia.
    - Uzi już kompensuje, - Robocik oznajmił usłużnie, - ale kończy Mu się skala i za kilka minut nie będzie już mógł kompensować. Zróbcie mapę wszystkiego w swoim otoczeniu, by można stworzyć wirtualną projekcję poprzez gogle. Będziecie widzieli tak jak w rzeczywistości. Zaraz przyślę kogoś ze sprzętem.
    Tym kimś okazał się Ferrus, który od razu zabrał się do skanowania otoczenia oraz terminalu, by dać Uziemu jak najwięcej danych. Skończywszy swoje zadanie rozdał wszystkim niewielkie gogle i bez słowa zniknął. Początkowo gogle były zupełnie przezroczyste i nie pokazywały niczego oprócz logo wymyślonego przez Żarłoka: pięknego, mieniącego się wszystkimi barwami tęczy smoka z rozwiniętymi skrzydłami i mocnym dziobem. Wszystkim od razu skojarzył się z wizerunkiem kogoś, kogo dobrze znali, ale taktownie nikt nie skomentował tego podobieństwa.
    Światła w hallu nagle zgasły i przez chwilę nie było nic widać. Po jakimś czasie jednak gogle zaczęły wyświetlać swoją wersję rzeczywistości.
    - Nie ruszajcie się przez chwilę, - usłyszeli głos Uziego, - muszę skalibrować geometrię pomieszczenia i nałożyć na skan wykonany przez Ferrusa. To może zająć kilka sekund. Póki co, uważajcie, by sobie nie porozbijać nosów.
    - Nie martw się o nas. Będziemy spokojnie czekać aż skończysz kalibrację, - Mag uspokoił Uziego. - Mamy jeszcze spory zapas czasu.
    Gdy wzrok zaczął już przyzwyczajać się do ciemności gogle niespodziewanie poraziły oczy jaskrawym światłem.
    - O kurde, - Uzi pisnął cicho.
    Obraz stracił na jaskrawości za to pojawiły się sprzęty, których gołym okiem wciąż nie było widać.
    - Wirtualne studio Uzi-Films zaprasza! - Uzi potwierdził gotowość prezentacji. - Możecie teraz obserwować swoje otoczenie bez obawy, że coś Was ominie. Dodałem stymulację synaptyczną, więc będziecie też czuli jakbyście dotykali wirtualnych przedmiotów.
    - Świetna robota Uzi, - Egon pochwalił robota za jego wysiłek i pomysłowość. - Doskonała symulacja.
    Jedynym, który nie potrzebował gogli był Szewah, który posiadał naturalny dar widzenia. Jego dar jednakże miał też mniej przyjemna stronę: tak jak on mógł oddziaływać na przedmioty w swoim otoczeniu one również mogły oddziaływać na niego. Gdyby jakiś ciężki generator się przewrócił niewątpliwie zgniótłby jasnowidza, podczas gdy pozostali nie doznaliby najmniejszego uszczerbku na zdrowiu. Na szczęście nie był on świadom zagrożenia i mógł spokojnie realizować plan ratowania Świata.
    Czas nieubłaganie mijał i wszyscy mieli tego świadomość. Dało się wyczuć narastające napięcie. Khan odesłał wszystkich za wyjątkiem doktora i jasnowidza do Gniazda, by tam oczekiwali rezultatu. Nie chciał mieć zamieszania gdyby coś się zaczęło dziać.
    Pozostało już tylko pół godziny do wyznaczonej chwili transferu. Żarłok nakazał wszystkim zająć miejsca w Gnieździe gdzie jak mniemał było bezpiecznie. Polana opustoszała w ciągu dziesięciu minut. Hera zabrała swoją maskotkę, by nic jej się nie stało. Iris posłusznie siedział na jej ramieniu mając na wszystkich oko. Nagle Gniazdem coś szarpnęło tak mocno, że prawie poprzewracało wszystkich jego lokatorów. W chwilę później wstrząs dotarł również do Ziemi wywołując ogólną panikę wśród ludności. W „Jaskini Szatana” wstrząs był ledwie odczuwalny. Żarłok po zlustrowaniu przyrządów stwierdził, że emisja z Iris wróciła do normy a wstrząs był końcowym skokiem potencjału pola grawitacyjnego. Prawdopodobnie urządzenia na Iris właśnie zostały przełączone w tryb nieaktywny.
  • #34
    yego666
    Level 33  
    ======== Odcinek 33 - Przedostatni ==============

    REAKTYWACJA

    - Czas rozpoczynać egzorcyzmy, - Żarłok przekazał informację Khanowi. - Zostało zaledwie dwadzieścia minut. Akurat tyle by przeprowadzić pełną procedurę.
    Khan dał sygnał doktorowi, który powiedział coś do jasnowidza w tym dziwnym polskim języku.
    Jasnowidz z miejsca sięgnął po swoją księgę i otworzył ją na ostatniej stronie. Zręcznym ruchem wcisnął jakieś przyciski na konsoli i wzniósł wzrok ku górze. Monitor najwidoczniej coś mu odpowiedział, gdyż mistrz ceremonii ponownie przystąpił do konsoli i wydał kolejne polecenie a potem następne, i jeszcze jedno. Światło w Hali rozbłysło na krótką chwilę, po czym ponownie zapanowały egipskie ciemności rozświetlane jedynie nikłą poświatą sączącą się spod gogli obserwatorów. Po kolejnych kilku komendach cały wystrój Hali stał się znów widoczny.
    - Wszystkie sześć Ośrodków zmieniło fazy wiązek bozonów „T”, - Żarłok meldował. - Nie wiemy czego się spodziewać. Lepiej się czegoś złapcie.
    Żaden wstrząs jednak nie nastąpił. Jasnowidz, co jakiś czas wciskał kilka klawiszy a ekran monitora, który teraz już wszyscy mogli obserwować nagradzał go niezmiennie komunikatem „Gotowe # ” zachęcając do wprowadzania kolejnych poleceń.
    - Dwa przeciwlegle Ośrodki zmieniły polaryzację swoich wiązek, - Żarłok podał bieżący status. - Ciekawe, co się dzieje przy Deflektorze Grawitacyjnym.
    Wiedziony ciekawością Ulf niepostrzeżenie przeskoczył do jaskini, gdzie znajdowała się Sfera Deflektora. Jego oczom ukazał się niesamowity spektakl.
    - Dobrze, że mam rejestrator, - pomyślał z ulgą. - Później pokażę to pozostałym.
    Kolumny biegnące od sufitu do podłogi jarzyły się intensywnym zielonkawo-fioletowym blaskiem. Wielkie zwierciadła koncentrowały tę energię na Sferze deflektora, która wirowała z rosnącą szybkością, skąpana w poświacie potężnych wyładowań energii. Błyskawice nasycone gigantyczną mocą biły na wszystkie strony przekazując energię do innych części systemu. Cała jaskinia huczała odgłosami gromów. Deflektor przyśpieszał obroty coraz bardziej. Nagle stał się przezroczysty ukazując dwa Bieguny Energetyczne świecące oślepiającym blaskiem. Wisiały pośrodku Sfery okrążając się wzajemnie w powolnym tańcu. Gdy po jakimś czasie zatrzymały się, biała wiązka energii połączyła je zmieniając jednocześnie kolory. Bieguny z wolna zaczęły się do siebie przybliżać wydając przy tym niskie wibracje. Ulf bardziej je czuł całym ciałem niż słyszał pośród niesłabnącego huku błyskawic. Gdy Bieguny się zetknęły, łączący je strumień energii otoczył oba obiekty i z ogromną siła zaczął je popychać ku sobie. Bieguny wydawały się zbliżać do siebie bardzo wolno i przenikać, ale jakaś inna siła jednocześnie je odpychała od siebie. Taka demonstracja siły trwała przez ponad minutę a Bieguny wciąż tkwiły pośrodku Sfery Deflektora. Nagle odskoczyły od siebie z przeraźliwym, głuchym łomotem i zaczęły krążyć wokół wspólnego środka z rosnącą szybkością. Po jakimś czasie oko Ulfa przestało rozróżniać pojedyncze obiekty a zamiast nich widziało torus, którego barwa zmieniła się z mlecznobiałego najpierw w krwistoczerwony, następnie w bury jak chmura burzowa, by w końcu przybrać najciemniejszy odcień czerni poprzetykany w regularnych odstępach złotymi pasmami.
    Tymczasem w „Jaskini Szatana” jasnowidz wciąż odprawiał misterium przy konsoli jak dyrygent orkiestry symfonicznej. Wydawał kolejne polecenia i mamrotał pod nosem jakieś niezrozumiałe zaklęcia w tym dziwnym języku. Przypominało to jakby szeleszczenie liści połączone z dźwiękami wydawanymi przez przeciążone sondy zerowe.
    - Ciekawe, jaki Bóg zrozumiałby modły w takim języku, - Khan się zastanawiał z powątpiewaniem.
    - Gdy studiowałam w Wellington, - głos Mei zabrzmiał w głowie Khana, - mieszkałam na stancji u małżeństwa, którego przodkowie pochodzili z Polski. Często rozmawiali ze swoimi dziećmi po polsku twierdząc, że to piękny język a słowa wypowiadane w nim mogą albo rozkochać albo zabić zależnie od intencji mówcy.
    - Interesujące, - Khan odparł rozbawiony. - A nie mówili, że mogą przyprawić o ból głowy?
    - Kolejne dwa przeciwlegle Ośrodki zmieniły polaryzacje swoich wiązek, - Żarłok ponownie podał bieżący status. - Uzi twierdzi, że proces potrwa jeszcze około piętnastu minut i zakończy się, gdy wszystkie Ośrodki znajdą się na równooddalonych pozycjach względem Ziemi.
    KOLAPS

    - Uzi zdołał odczytać zapisy z naszego pierwszego badania Przestrzeni Wirtualnej, - Żarłok kontynuował. - To, co widzieliśmy to nie komunikat od Szewaha. To mieszkańcy tej strefy. Wyglądają dość..., dziwnie. Być może to tylko wina naszej percepcji, ale do przyjaznych bym ich raczej nie zaliczył. Wielkie wyłupiaste oczy, pazury jak u kreta, krótkie szyje, osadzone na smukłych torsach i szerokie płaskie głowy. Przypominają trochę Anioły, ale tylko trochę. Być może miliony lat ewolucji w oderwaniu od innych pul genowych spowodowały tego typu dostosowania. Coś jak przy chowie wsobnym.
    - A jakiś przekaz akustyczny? - Khan spytał zdawkowo. - Udało się coś wydobyć z tego nagrania?
    - Tylko niezrozumiale bulgoczące dźwięki przypominające bardzo zniekształcony staroanielski, - Uzi włączył się do rozmowy. - Zajmiemy się ponownie tą Przestrzenią, gdy już się uporamy z Biegunami. - Dodał po chwili.
    - Jak widać istnieje więcej niż jedna Przestrzeń, - Mag się wtrącił. - Pewnie wybór konkretnej następuje poprzez dobór faz interferujących wiązek Tauronów.
    - Zgadza się, - Uzi potwierdził. - Takich przestrzeni może być całkiem sporo, ale nie wiem na razie czy się jakoś różnią właściwościami między sobą.
    Khan skupił ponownie uwagę na jasnowidzu, który kontynuował swoje egzorcyzmy posiłkując się wskazówkami ze swojej „Świętej Księgi”.
    Czarny toroid zaczął się tymczasem kurczyć w płaszczyźnie pionowej nieustannie wirując z zawrotną prędkością. Widok do złudzenia przypominał pierścienie Saturna, lecz centralny obszar był pusty. Od czasu do czasu torus rozświetlały błyskawice bijące ze wszystkich stron. Nagle światło w jaskini przygasło i błyskawice przybrały upiorny odcień fioletu. Z centralnej strefy torusa przy każdym uderzeniu gromu wydobywał się siwy obłoczek dymu, który ulatywał natychmiast robiąc miejsce następnemu. Produkcja obłoczków z każda chwilą przybierała na intensywności. Ulfowi wydawało się, że niektóre obłoczki przybierały humanoidalne kształty, ale trudno to było uchwycić, gdyż obłoczki szybko trąciły kolor i stawały się przezroczyste. Niespodziewanie toroid odzyskał dawną grubość i ponownie przybrał czarną barwę.
    Ulf zdawał sobie sprawę, że nie będzie bezpieczny w jaskini Deflektora Grawitacyjnego, więc przeskoczył do Hali, gdzie jasnowidz właśnie wydawał ostatnie polecenie stojącej przed nim konsoli.
    - A Ty, co tutaj robisz? - Khan był zaskoczony nagłym pojawieniem się Ulfa. - Miałeś czekać w Gnieździe.
    - Chciałem utrwalić dla potomnych widoki z jaskini Deflektora, - Ulf się sumitował. - A jest co podziwiać.
    - Później nam opowiesz a teraz wracaj już na Zaxor, - Khan rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Gdy jasnowidz zakończy obrzędy również wrócimy. Tu może się zrobić niebezpiecznie.
    - Co to za obłoczki gromadzą się pod ścianami? - Egon zwrócił uwagę pozostałych na szarawe kształty z wolna przybierające postać dwunożnych istot.
    - One pojawiły się w jaskini Deflektora..., - Ulf natychmiast rozpoznał obłoczki, które obserwował we wnętrzu torusa chwilę wcześniej. - Co to może być?
    Khan nagle poczuł obecność cudzej, wrogiej osobowości w swojej głowie. Usiłowała ona dobrać się do jego pamięci i wyssać ją gwałtownie. Nawykły do podejmowania szybkich decyzji, Khan zablokował dostęp do swojej jaźni i to samo polecił pozostałym. Ulf i Gonzales natychmiast poszli w jego ślady.
    Osobliwe obłoczki zaczęły błyskawicznie przybierać materialną postać. Ulfowi rzuciły się w oczy dziwne, podłużne głowy z parą wielkich, szeroko rozstawionych, gorejących ślepiów. Postacie zaczęły się powoli zbliżać do czwórki ludzi. Sądząc z ich wygładu i niespodziewanego ataku mentalnego raczej nie miały przyjaznych zamiarów. Khan skojarzył ich wygląd z wyobrażeniem, które widział w pamięci Patalacha przed jego śmiercią.
    Szewach nie zauważywszy niczego zakończył misterium i odstąpił od konsoli czekając na rezultat swoich poczynań. Światła w Hali przygasły a czas jakby spowolnił bieg. W chwili, gdy jedna z postaci, które się właśnie zmaterializowały miała już dotknąć jasnowidza, Khan złapał go za ramię i zniknął. Ulf i Egon natychmiast podążyli jego śladem.
    Ułamek sekundy później wszyscy zmaterializowali się w bezpiecznej odległości od góry Kilimandżaro. Jasnowidz był zdezorientowany nagłą zmianą scenerii i padł twarzą na ziemię, gdy tylko Khan puścił jego ramię.
    - Co to było Ulf? - Khan zwrócił się do wielkoluda, który miał oczy jak piłki do golfa. - Czy Wam też usiłowali grzebać w głowach?
    - To był transfer z Przestrzeni Wirtualnej, - Żarłok, który zdalnie monitorował sytuację podsunął odpowiedź. - Zapewne w ostatniej fazie procesu te stwory zostały wyssane do naszej przestrzeni. Czy któryś z Was dostrzegł ich kształty albo coś, co pozwoliłoby ich zidentyfikować?
    - Dostrzegłem, że to były postaci mniej więcej wzrostu Szewaha, - Ulf usiłował się skupić, - i mieli płaskie głowy z dużymi ślepiami, w których jakby płonął ogień.
    - Obstawiam, że to byli Atlanci, Ci oryginalni Atlanci, - Żarłok powiedział po chwili zastanowienia. - Tylko, po co oni się tu pojawili i to w chwili, gdy mamy taki kocioł?
    - Dobrze, że nasz jasnowidz zakończył procedurę, - Uzi się wtrącił. - Za pół minuty coś powinno się wydarzyć. Lepiej wracajcie do Gniazda.
    W tej właśnie chwili ich uwagę przykuła jasna poświata, która zaczęła się przebijać od podnóża góry ku jej wierzchołkowi. Jednocześnie, silne wstrząsy rzuciły ich na ziemię porośniętą gęstą trawą. Gdyby nie skafandry od Żarłoka ich kości mocno by odczuły ten upadek. Część Kilimandżaro zaczęła się niespodziewanie unosić a ziemia zaczęła kaskadami osypywać się w dół.
    - To jakiś statek kosmiczny! - Doktor starał się przekrzyczeć narastający łoskot. - Chyba startuje wraz z naszymi Biegunami.
    - Może to część całego przedstawienia, - Khan patrzył jak spod zwałów ziemi wyłania się ogromny, nieregularny kształt.
    - Może dawni właściciele przejęli ten obiekt i dokończą cały proces, - Mag nagle się znalazł obok jasnowidza. - Jeśli się wydostali z Przestrzeni Wirtualnej to musiało to być dawno ukartowane. Nie wiemy tylko, jakie będą tego skutki dla Świata.
    Nieregularny obiekt o rozmiarach wielkiego miasta powoli unosił się nad powierzchnię ziemi. Był szary i wcale nie błyszczał jak statek kosmiczny. Wzdłuż całej konstrukcji biegł szeroki pas jarzących się jaskrawo punktów świetlnych, które mogły być czymś w rodzaju bulajów lub okien.
    - Ośrodki są teraz w idealnej sferze wokół Ziemi, - Uzi przypomniał wszystkim, że czas się skończył. - Wracajcie natychmiast, - dodał prawie rozkazującym tonem.
    Zanim Khan i reszta obrońców Wszechświata przeskoczyli do Gniazda zdążyli zobaczyć, jak wielki statek znika z pola widzenia w oślepiającym błysku.
    W ułamku sekundy znaleźli się w Gnieździe, gdzie wszyscy czekali w napięciu. Sekundę później potężny wstrząs cisnął ich na podłogę.
    NOWE ROZDANIE

    - Czy to już koniec świata? - Aurora spytała przerażona.
    - Zaraz się przekonamy, - Żarłok odparł z trudem usiłując powstać z dość niewygodnej pozycji, w której się znajdował. - Zobaczymy zaraz, co się stało.
    Stanąwszy w końcu na swych szponiastych łapach podreptał niezdarnie w kierunku gondoli, która zabrała go posłusznie w górę do komnaty Głębokiego Skanu Przestrzeni, gdzie Uzi siedział przed głównym ekranem jakby nigdy nic.
    - Na razie nic nie widzę, gdyż wszystkie czujniki zostały oślepione, - stwierdził bez emocji. - Musimy trochę poczekać na wynik skanowania otoczenia. Jeśli jesteśmy sami we Wszechświecie to raczej nic już nie zobaczymy...
    Minęło parę minut, podczas których pozostali pasażerowie Gniazda dołączyli do Uziego i Żarłoka. Wszyscy wpatrywali się w główny ekran w nadziei ujrzenia znajomych konstelacji gwiazd i galaktyk, do jakich przywykli.
    Nikt na razie nie brał poważnie pod uwagę innej możliwości, choć każdy się obawiał, że ekran już na zawsze pozostanie czarny i przerażająco pusty. Nawet perspektywa długiego i ciekawego życia w Gnieździe nie przemawiała na razie do wyobraźni kogokolwiek z zebranych. Żarłok także musiał przyznać, że żal byłoby mu świeżego powietrza i nieograniczonej przestrzeni, do których przywykł na Zaxor nie mówiąc już o pieczeni z dzika czy jelenia. Sekundy mijały powoli a ekran ciągle był pusty.
    Uzi, jako jedyny zachowywał doskonałą równowagę i cierpliwość. Po raz kolejny przestawiał poziom energii odniesienia dla detektorów masy jednak na próżno. Ekran pozostawał wciąż pusty.
    - A czy nie moglibyśmy po prostu otworzyć wejścia, którym zwykle dostawaliśmy się do Gniazda i spojrzeć na zewnątrz? - Hera spytała naiwnie. - Wiedzielibyśmy natychmiast czy tam coś jest czy nie. Ekran mógł przecież ulec uszkodzeniu podczas tego silnego wstrząsu.
    - Ekran raczej się nie zepsuł gdyż komunikaty o statusie rożnych podsystemów pojawiają się na nim regularnie, - Żarłok wyjaśnił Herze. - Co zaś do otwarcia włazu to zrobimy to tylko wtedy, gdy zechcemy popełnić zbiorowe samobójstwo. Nieprzerwana struktura osłon Gniazda odgradza nas obecnie od Nicości a otwarcie któregokolwiek z wejść „wpuściłoby” Nicość do środka i natychmiast byśmy przestali istnieć. Niemniej muszę Ci przyznać rację w tym, że któryś z elementów toru pomiaru mógł ulec uszkodzeniu, przez co możemy mieć puste odczyty na ekranie.
    - Właśnie włączyłem diagnostykę torów pomiarowych, - wtrącił Uzi. - Za kilka minut powinniśmy otrzymać raport. Gniazdo periodycznie przeprowadza taką diagnostykę, ale raczej nie za często gdyż oznacza to czasową niedostępność informacji z testowanych kanałów. Obecnie jednak możemy sobie pozwolić na luksus testowania wszystkiego od A do Z gdyż i tak chwilowo nie mamy nic do roboty. Wszystkie układy w Gnieździe oparte są na inteligentnej architekturze, która w przypadku wystąpienia uszkodzenia zastępuje wadliwy element a właściwie nie zastępuje tylko odbudowuje za pomocą tego, co Wy zwiecie Inteligentną Materią. Działa to trochę jak Wasze DNA, ale dodatkowo posiada zdolność dokonywania autokorekty uszkodzonych fragmentów matrycy kodującej znajdującej się na poziomie subkwantowym. Rekonstrukcja tego rodzaju jest oparta o zjawisko emergencji, które jest pochodną właściwości oraz sposobu organizacji struktur niższego rzędu.
    - Krotko mówiąc, - Żarłok kontynuował wypowiedź Uziego, - nawet, jeśli coś się zepsuło to w niedługim czasie zostanie odtworzone w oryginalnej postaci i dowiemy się, co się stało ze Światem.
    Gniazdem targnął niespodziewanie potężny wstrząs a następnie kolejny i po chwili jeszcze jeden słabszy, po czym wszystko się uspokoiło. Wszyscy za wyjątkiem Uziego, który był przypięty czymś w rodzaju pasa bezpieczeństwa do swojego siedzenia znaleźli się ponownie na podłodze.
    Dłuższą chwilę trwało zanim wszyscy się pozbierali i stanęli na nogach.
    - Co to było? - Aurora spytała drżącym głosem.
    - Trudno zgadnąć, - odparł Khan, - ale skoro są wstrząsy to nie możemy się znajdować w Nicości.
    Żarłok od dobrej chwili wpatrywał się w ekran, na którym wreszcie zagościły niewielkie kropeczki oznaczające jakieś obiekty obdarzone masą. Mogły to być gwiazdy, komety lub całe galaktyki. Powoli ekran zapełniał się tymi kropkami. Było ich coraz więcej i wciąż pojawiały się nowe. Po minucie ekran świecił jasno jak księżyc w pełni. Żarłok zrobił zbliżenie na jeden z jaśniejszych punktów. Obiekt zaczął się rozpadać na setki a potem miliony pojedynczych punkcików świetlnych.
    - Wygląda jak typowa galaktyka tylko jakby gęstsza niż zwykle, - Mag zauważył. - Uzi, Czy możesz oszacować średnie odległości pomiędzy poszczególnymi obiektami?
    - Te obiekty to gwiazdy, - Uzi wyjaśnił. - W tym skupisku jest ich około stu miliardów, ale większość z nich jest bardzo młoda, co sugeruje, że galaktyka znajduje się w fazie gwiazdotwórczej, ergo jest bardzo młoda. Zapewne za jakiś czas podwoi liczebność gwiazd, gdyż zawiera ogromne ilości pyłu i zjonizowanego wodoru. Zmierzyłem też średnią odległość pomiędzy rożnymi galaktykami. Jest dużo mniejsza niż była kilka dni temu. Stała Struktury Subtelnej się nie zmieniła, co oznacza, że prędkość światła i geometria przestrzeni również nie uległy zmianie.
    - Co to może znaczyć? - Ferrus odezwał się po długim milczeniu. - Czy jesteśmy w naszej enklawie czy gdzieś indziej?
    - Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, - odparł Uzi. - Przeskanuję przestrzeń w poszukiwaniu Sygnatur. Może znajdziemy gdzieś życie w znanej postaci.
    Uzi przełączył Ekran na skaner Sygnatur i rozpoczął przeczesywanie całej dostępnej przestrzeni. Początkowo ekran był zupełnie pusty i wszyscy mieli nadzieję, że pojawią się na nim jakieś punkciki wskazujące skupiska żywych istot jednak po pięciu minutach, gdy skanowanie się zakończyło ekran pozostał nadal zupełnie pusty.
    - Czy to znaczy, że w tej enklawie tylko my jesteśmy żywi? - Emi się zaniepokoiła. - To by znaczyło, że nikt nie przetrwał katastrofy.
    - O ile w ogóle była jakaś katastrofa, bo poza pojedynczym wstrząsem nic na to nie wskazywało, - Samira pospieszyła z wyjaśnieniem. - Na razie nie wiemy, co się stało, więc musimy to ustalić. Nie wiemy też gdzie się obecnie znajdujemy...
    - To będzie chwilowo trudno ustalić gdyż komputery nie rozpoznały jak dotąd znanych układów gwiazd i galaktyk, - Żarłok odparł nieco zbity z tropu. - Może to oznaczać kilka rożnych rzeczy. Po pierwsze, trafiliśmy do zupełnie innej enklawy o geometrii przemiennej, po drugie, trafiliśmy do tej samej enklawy, tyle, że we wcześniejszym stadium rozwoju, po trzecie, jesteśmy w kolejnej enklawie powstałej po kolapsie poprzedniej. Tego wszystkiego będziemy musieli się dowiedzieć badając różne elementy rzeczywistości a to może trochę potrwać.
    - Musimy ustalić, co jest dla nas najistotniejsze, - Khan oznajmił tonem przywódcy. - Zaczniemy od najważniejszych rzeczy, czyli od ustalenia gdzie się znajdujemy i czy teren wokół nas nadaje się do życia. Proponuję byśmy spróbowali najpierw ustalić skład atmosfery tej planety. Zakładam, że wciąż jesteśmy na Zaxor, choć mam duże wątpliwości. Uzi, czy jesteś w stanie ustalić skład atmosfery poza Gniazdem?
    - Nie będzie z tym problemu, - odparł Uzi, - ale już teraz mam dane, które wskazują, że na zewnątrz jest raczej niezbyt przyjemnie. Wprawdzie ciśnienie gazów na zewnątrz wynosi prawie jedną atmosferę, ale skład raczej nie przypomina Zaxor. Jest tu azot, dwutlenek węgla i inne typowe gazy, ale brak jest tlenu. Również spektrum promieniowania gwiazdy centralnej bardziej przypomina ziemskie Słonce niż błękitną gwiazdę układu Magnum. Zewnętrzna sonda właśnie pobiera próbki gleby. Za kilka minut powinniśmy poznać jej skład.
    - Wiemy zatem, że nie jesteśmy już na Zaxor ani na Ziemi, - Mag się włączył do rozmowy. - Wiemy też, że ta Enklawa nie dochowała się żadnego organicznego życia. A co z innymi enklawami? Czy one również nie są zamieszkane przez jakiekolwiek żywe istoty?
    - Problem w tym, - Uzi znów się wtrącił, - że nie wykryliśmy żadnych innych enklaw. Tak jakby ich w ogóle nie było. Żarłok sprawdził kilkakrotnie wszystkie odczyty dalekiego skanu.
    - Wskutek naszych działań wszystkie enklawy poza naszą musiały zniknąć, - Szyszkin oznajmił wyraźnie zadowolony. - Za jednym zamachem pozbyliśmy się całej konkurencji. Martwi mnie jedynie, że w całej enklawie chyba mogę już teraz mówić Wszechświecie nie ma ani jednego ogniska życia. Oznacza to, że nie ma również planet z atmosferą nadającą się do oddychania. Jesteśmy, zatem skazani na długi pobyt w Gnieździe lub noszenie aparatów tlenowych. - Dodał już nie tak optymistycznym tonem.
    - Nie będzie też dzików, jeleni ani nawet ogniska, - Żarłok dodał z żalem w głosie. - Nie ma tlenu ani nawet drewna na opał, nie wspominając już o wodzie.
    - Jeśli chodzi o wodę to nie jest tak źle, - Uzi przerwał Żarłokowi. - Na tej planecie znajduje się jej ogromna ilość. Większą część powierzchni pokrywa ocean wody. Pobieżna analiza próbek gruntu ujawniła pewne ilości metali ciężkich. Miedź, ołów, mangan, żelazo, nikiel, i parę innych pierwiastków, typowych dla planet skalistych. Jedynie ich procentowy udział w glebie jest dużo mniejszy niż na Ziemi czy na Zaxor. Może to świadczyć o tym, iż mamy do czynienia z globem, który albo powstał w jałowych obszarach lokalnej galaktyki albo..., - Uzi zawiesił głos, - pozwólcie, że sprawdzę pewną hipotezę.
    Przez kilka minut Uzi wraz z Żarłokiem intensywnie pracowali sprawdzając różne dane z przyrządów astronomicznych. Przeglądali różne wykresy, słupki i zestawienia, generowane nieustannie przez komputery pokładowe. W końcu Żarłok się wyprostował, powiódł wzrokiem po zebranych i powiedział:
    - Ta enklawa, przepraszam, Wszechświat ma wiek około dziesięciu miliardów lat, stąd cięższe pierwiastki występują w mniejszych obfitościach niż występowały na Zaxor. W czasie, gdy ta planeta powstawała jeszcze nie minęło dosyć czasu, by zostały wyprodukowane w dużych ilościach w umierających gwiazdach. Stąd otrzymujemy mniejsze wartości niż oczekiwaliśmy.
    - Rozumiem doskonale wszystkie te wywody, ale czy możemy na tej podstawie stwierdzić czy się cofnęliśmy w czasie czy też trafiliśmy do całkiem nowej enklawy? - Ulf spojrzał na Żarłoka pytającym wzrokiem. - Wolałbym... a zresztą, cóż za różnica?! Najważniejsze, że możemy o tym pogadać, - zakończył z uśmiechem.
    - Ja jestem jednak ciekawa jak do tego mogło dojść, - Hera wyraźnie nie podzielała radości Ulfa.
    - Jeśli chcesz znać moje zdanie, - Ferrus się wtrącił, - to sądzę, że wobec tego, iż nie ma tu żadnego życia ani innych enklaw należy wnosić, iż jest to kolejna inkarnacja znanej nam enklawy po zrównoważeniu Biegunów Energetycznych. Zastanawia mnie jednak jak to się stało, że w tej nowej enklawie minęło już dziesięć miliardów lat a my jesteśmy tutaj dopiero od godziny. Co robiliśmy przez cały ten czas?
    - A właśnie! - Khan wtórował Ferrusowi. - Co się stało z Biegunami? Czy wszystkie znajdują się w Nicości?
    - Każdy z Biegunów powinien emitować unikalną wiązkę bozonów „T”, - Uzi odparł spokojnie. - Na tej podstawie mogliśmy je wyśledzić. Odpowiedź na Wasze pytanie jest, zatem następująca: Wszystkie Bieguny zostały odnalezione w Nicości jednak nie znajdują się w idealnej równowadze. Dwa z nich wykazują okresowe anomalie w natężeniu swoich wiązek Tauronów. Na razie nie wiemy, czemu ale da się to zapewne ustalić przy dokładniejszym badaniu ich widma. Jeszcze nie było na to czasu.
    - Pamiętacie historię, gdy wylądowałem w samym środku Nicości uciekając przed okrętem wroga? - Mag zadał retoryczne pytanie. - Podczas gdy wraz z załogą spędziliśmy tam ponad dwanaście godzin u Was minęła zaledwie godzina. Czas w Nicości biegnie zupełnie inaczej niż w enklawie. Sądzę, że gdy dla nas minęło parę minut o ile byliśmy wtedy w Nicości, nowy Wszechświat mógł się postarzeć nawet o te dziesięć miliardów lat a może nawet nie jest to Wszechświat bezpośrednio potomny naszemu tylko o kilka pokoleń młodszy. Nie wiem czy się tego kiedykolwiek dowiemy.
    - To by faktycznie wyjaśniało zagadkę, - Ferrus odparł wyraźnie spokojniejszy. - A czy jest jakiś sposób, by stwierdzić ile ewentualnych pokoleń wszechświatów przeskoczyliśmy?
    - Obawiam się, że raczej nie, - Żarłok powiedział z powątpiewaniem. - Jeśli między nami a poprzednim Wszechświatem zaistniał „Wielki Wybuch” i inflacja, to wymazało to wszelką informację, która mogłaby dać nam wskazówkę w tej kwestii. Ale dość już tych teoretycznych dyrdymałów. Czas zdecydować, co robimy dalej.
    - Jakoś musimy się tutaj urządzić przynajmniej na kilkaset lat, gdyż na zewnątrz ani nigdzie indziej nie znajdziemy odpowiedniej planety, która byłaby podobna do Ziemi czy do Zaxor, - Mag stwierdził rzeczowo. - Czeka nas terraformowanie tej planety o ile się do tego w ogóle nadaje.
    - Wraz z Ulfem, Samirą i Emi przygotujemy plan takiego przedsięwzięcia, - Mag kontynuował. - Mieszkałem na Zaxor, stąd znam niektóre związane z tym zagadnienia. Czy ktoś jest przeciw?
    Wszyscy z wymienionych chętnie się zgodzili mając nadzieję na ciekawe zajęcie.
    - Nie spieszcie się tak bardzo, - Żarłok ostudził nieco ich zapał. - Siedząc na Zaxor przez długi czas zastanawiałem się jak najoszczędniej podejść do zagadnienia terraformowania. Wykonałem parę eksperymentów i chyba mam gotowe rozwiązanie.
    Wszyscy nadstawili ciekawie uszu, choć Żarłok przemawiał wyłącznie w ich głowach.
    - Opracowałem i wyhodowałem szczep bakterii, które się błyskawicznie mnożą i uwalniają tlen ze związków chemicznych zawartych w glebie do atmosfery. Giną, gdy poziom tlenu przekroczy dwadzieścia dwa procent. Efektywność procesu jest bardzo wysoka. Na planetę tej wielkości szacowałbym czas transformacji na około dziesięć lat, - Żarłok skupił uwagę wszystkich z wyjątkiem jasnowidza, który wydawał się nieobecny. - Potem wystarczy uwolnić zarodniki flory i fauny i za dwa lub trzy wieki mamy gotową planetę zdatną do zasiedlenia. Co Wy na to?
    - Czyli nici z ciekawego zajęcia, - Mag był wyraźnie niepocieszony. - A co będziemy robić przez te dwa lub trzy wieki? Granie w wirtualnego golfa jakoś mnie nie bawi.
    - To faktycznie jest pewien problem, - Żarłok się nieco stropił. - Nie można w kółko się bawić w te same gry. Trzeba będzie niestety wymyślić zajęcie dla wszystkich byśmy nie powariowali.
    - Wy tu gadu gadu a ja odkryłem coś..., - Uzi powiedział tajemniczo. - Przeprowadziłem symulację ekspansji enklawy w czasie i zgadnijcie, jaki otrzymałem wynik?
    - Zapadnie się za miliard lat? - Szyszkin rzucił żartem.
    - Otóż nie! - Uzi odparł z naciskiem. Za pięć miliardów lat planeta, na której jesteśmy będzie dokładnie tam gdzie w starym Wszechświecie było...
    - Ziemia? - Aurora się ucieszyła. - Wspaniale byłoby znów zasiąść na Olimpie.
    - Ciepło, ale nie całkiem, - Uzi ostudził nieco radość Aurory. - Miałem na myśli Mictlan. Ziemia w tej projekcji również się znajduje na właściwym miejscu jednak w tej chwili znajduje się w całkiem innym miejscu, ale w ciągu pięciu następnych miliardów lat znajdzie się dokładnie tam gdzie powinna być.
    - Czyli, nomen omen, wylądowaliśmy tam gdzie zaczęła się cywilizacja Aniołów, - Hera z trudem ukrywała podniecenie. - Możemy, zatem przypuszczać, kto tę cywilizacje stworzył. Dotąd jej początki tonęły w mrokach historii.
    - Nasza zagadka znów się komplikuje, - Khan zauważył przenikliwie. - Czy możliwe jest dokładne powtórzenie struktury całego Wszechświata w kolejnym cyklu?
    - Jak dotąd nie dysponujemy wystarczająco dobrą teorią opisującą takie zjawiska ani danymi historycznymi, - odparł Szyszkin. - Mamy niepowtarzalną szansę zbadać to zjawisko. Osobiście nie przekreślałbym takiej możliwości, gdyż nie znamy praw rządzących Wielkim Wybuchem. Jeśli zawsze rozpoczyna się w ten sam sposób od identycznego stanu początkowego, czyli od niczego to nie ma powodu, by za każdym razem ewoluował w odmienny sposób.
    - Jeśli nie cofnęliśmy się w czasie w naszym starym Wszechświecie to brzytwa Ockhama mówi, że musisz mieć rację, Jose, - Żarłok poparł profesora. - A brak nieprzemiennych enklaw w Nicości świadczy o tym, że jest to zupełnie nowy cykl ewolucji Wszechświata. Takie enklawy mogą się z czasem spontanicznie pojawić lub zostać w jakiś sposób powołane do istnienia. Pamiętajmy, że w każdej enklawie czas może płynąć w zupełnie innym tempie.
    Następne kilka dni upłynęło na planowaniu przebiegu terraformowania planety. Następnie pod kierunkiem Żarłoka zostały przygotowane automatyczne sondy, które miały rozsiać zarodniki flory i fauny po całej planecie, gdy tylko będzie tlenu pod dostatkiem. Uzi w międzyczasie namnażał kultury bakterii, które Żarłok stworzył do uwalniania tlenu. Gdy już wszystko było gotowe nastąpił uroczysty moment wystrzelenia pierwszej sondy z bakteriami.
    - Ale właściwie czemu mamy zmieniać właśnie tę planetę a nie Ziemię lub Zaxor? - Emi zapytała zebranych przy luku startowym.
    - Możemy wybrać dowolną planetę, ale ta, na której obecnie jesteśmy doskonale nadaje się do tego celu, - Ulf wyjaśnił rzeczowo. - Ziemia jest w tej chwili jeszcze gorącą kulą lawy i ognia. Ostygnie dopiero za jakieś sto milionów lat a Zaxor jeszcze w ogóle nie istnieje. Powstanie dopiero za trzy miliardy lat, tak jak i błękitna gwiazda Magnum. Po co zatem, szukać innej planety skoro ta idealnie się nadaje do naszych celów?
    - Poza zastrzeżeniami natury politycznej trudno Twojemu rozumowaniu cokolwiek zarzucić, - Ferrus poparł Ulfa. - Myślę, że jeśli nie ma sprzeciwów możemy zacząć siać życie właśnie na tej planecie.
    - Niech się, zatem stanie! - Żarłok mówiąc to przycisnął skrzydłem czujnik uwalniający pierwszą sondę z bakteriami.
    Pozostałe trzydzieści sond zostało rozesłane w różne miejsca planety w ciągu następnych kilku dni.
  • #35
    yego666
    Level 33  
    ======== Odcinek 34 - Ostatni z Tomu 2 ==========

    WYCIECZKA

    - Teraz możemy już się oddawać słodkiemu lenistwu do czasu pojawienia się tlenu w atmosferze, czyli przez dziesięć najbliższych lat, - Mag rozciągnął się wygodnie w hamaku, który sobie sporządził z dostępnych materiałów. - Zasobniki z nasionami rożnych roślin i różnorodne bakterie niezbędne w biocenozie będą przygotowywane w miarę przybywania tlenu w atmosferze. Gdybym jeszcze mógł zapalić cygaro..., - dodał rozmarzonym głosem.
    - Czekanie to nie jest to, co lubię najbardziej, - Khan się zżymał. - Ciężko znoszę bezczynność.
    - Myślałem nad tym problemem i chyba znalazłam rozwiązanie, - Samira usiadła obok Khana. - Żarłoku, czy Gniazdo może podróżować w przestrzeni kosmicznej?
    - Czy chciałabyś zwiedzić jakieś konkretne miejsce? - Żarłok spytał zaciekawiony. - Jeśli chcesz możemy się gdzieś wybrać całą grupą, ale nie musimy lecieć. Możemy się przecież teleportować, dokąd tylko zechcemy.
    - Nie, nie o to mi chodzi, - Samira zmarszczyła brwi. - Chodzi mi o dylatację czasu!
    Wszyscy jak jeden podskoczyli na te słowa. Żarłok aż zasłonił oczy skrzydłem ze wstydu.
    - Powinienem był na to wpaść, - Żarłok łypnął spod skrzydła jednym okiem. - Jesteś genialna Samiro.
    - Wiem! - Samira dumnie uniosła głowę w geście udawanego samozachwytu. - Tylko Wy faceci nie chcecie tego przyznać. - Spojrzała z wyrzutem na Maga, Ulfa i Khana, którzy chórem wybuchnęli śmiechem.
    - Na własną zgubę się odezwałam, - Samira była zdruzgotana tą samczą reakcją. - Jesteście niewdzięcznikami. - Mag, dzisiaj spisz w hallu! - Dodała po chwili i kopnęła go w kostkę aż się skrzywił z bólu.
    - Wobec powyższego musimy zmodyfikować nasz plan rekultywacji tej planety, - Żarłok podjął wcześniejszy wątek z entuzjazmem. - Skoro ma nas tu nie być przez jakieś pięćset lat musimy wszystko przygotować tak, by się odbywało automatycznie bez naszego udziału.
    - Będziemy potrzebowali około stu zasobników z nasionami i innym materiałem biologicznym, który będzie uwalniany stopniowo w wielu miejscach planety, - Szyszkin zaczął już układać plan działania. - Jeśli zaś chodzi o faunę to sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. W Gnieździe mamy DNA wielu rożnych gatunków zwierząt, ale tylko tu możemy je klonować. Zorganizowanie wylęgarni na powierzchni planety jest w tej chwili raczej niewykonalne.
    - Rzeczywiście byłoby to sporym wyzwaniem jednak nie ponad nasze siły, - Żarłok zerknął na Uziego. - Wiesz, co mam na myśli?
    Uzi łypnął na Żarłoka i potwierdził.
    - Pamiętacie zapewne jak opowiadałem o inteligentnej materii, - Uzi się nieco ożywił mogąc sobie troszkę pogadać. - Materii na planecie jest pod dostatkiem, więc wystarczy ją „zaprogramować”, by sama wykonała wylęgarnię według planu i stopniowo uwalniała wyhodowane zwierzęta. To nie powinno być trudne. Zaraz zabiorę się do pracy.
    Uzi skłonił się delikatnie, obrócił i powędrował w stronę magazynu części.
    - Muszę przyznać, - Ulf się odezwał, - że w życiu się nie leniłem tak jak tutaj. Rzeczy dzieją się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mówisz i ktoś już ma na to sposób. Nauka to najwspanialszy z wynalazków.
    - Święte słowa, - Żarłok przytaknął. - Szkoda tylko, że na Ziemi była tak niepopularna. Ludzie woleli tracić czas na zabawach i bezrozumnych wygłupach lub uganiając się za dobrami materialnymi, które przecież nie są celem samym w sobie a są jedynie środkiem do jego osiągnięcia. Chyba Ziemianie mieli spory problem z wytyczeniem właściwych celów.
    - Dobrze, że wspomniałeś Ziemian, - Khan przerwał tyradę Żarłoka. - Wiemy już jak powstało życie na Mictlan, lecz nie mamy pewności skąd wzięło się na Ziemi. Moim zdaniem to również jest nasze zadanie. Inaczej Ziemia pozostanie na zawsze jałowa.
    - Skoro Anioły i Ziemianie wyrośli z jednego pnia, - Mag kontynuował myśl brata, - to chyba trzeba to również zaplanować. W przeciwnym przypadku zabraknie równowagi w kosmosie.
    - Coś jest w tym, co mówicie, - Samira się wtrąciła. - Mogę zsyntetyzować kulturę prakomórek, które możnaby rozsiać na Ziemi. Resztę zrobi za nas ewolucja.
    - Doskonała myśl, - Mag wsparł Samirę. - Upewnij się tylko, by w końcu z tych jednokomórkowców powstali przynajmniej Kubańczycy i ich doskonałe cygara. Co do pozostałych nacji to nie są mi do niczego potrzebne, więc zrób jak uznasz za słuszne. - Dodał pół żartem pół serio.
    - Niepoważny jak zwykle, - Samira trzepnęła Maga pięścią w żebra. - Mógłbyś choć raz być dorosły.
    - W kwestii cygar nigdy nie żartuję! - Mag zasłonił się przed kolejnym ciosem. - Cygara i alkohol są najlepsze na wszelkie smutki i zgryzoty.
    Mag ostentacyjnie wyjął nową paczkę cygar, które ostatnio zwędził z humidora jakiegoś kubańskiego ważniaka i poczęstował wszystkich po kolei. Jedynie Ulf i Khan się skusili a reszta opuściła pomieszczenie, by nie zatruć się gęstym dymem, który po chwili wypełnił pomieszczenie. Panowie z lubością delektowali się ostatnim reliktem słusznie minionej epoki zakazów i nakazów.
    Po dwóch dniach Uzi urządził pokaz swoich umiejętności. Do sali, w której wszyscy odpoczywali przyniósł niewielką ilość gleby pobranej przez próbnik i ostentacyjnie wysypał ją na podłogę. Po kilku chwilach kupka ziemi zaczęła się ruszać i z wolna zaczął się formować z niej jakiś kształt. Początkowo był to jakby kokon, ale po chwili wypuścił po bokach przezroczyste błony, które zaczęły powoli pęcznieć. Jednocześnie jeden z końców kokonu uległ przewężeniu i powstała z niego okrągła główka. Wszyscy w napięciu obserwowali ten pokaz magii gdyż poza Żarłokiem nikt dotąd nie widział inteligentnej materii w akcji. Po paru minutach w powietrze wzbiła się dokładna kopia Iris, który natychmiast przyłączył się do nowostworzonego towarzysza. Owadziki razem obleciały pomieszczenie, by zakończyć lot na korpusie Uziego. Pokaz został nagrodzony gromkimi brawami a pochwałom pod adresem Uziego nie było końca. Wszyscy, nie wyłączając Żarłoka byli zafascynowani maestria, z jaką Uzi wyczarował nowe stworzonko.
    - Panie i Panowie, - Uzi zabrał głos, gdy już aplauz ucichł, - pozwólcie sobie przedstawić Xero.
    Nowy owadzik podkurczył nóżki jakby rozumiał, że o nim mowa i dotknął czułkiem korpusu Uziego w geście podziękowania.
    - To jest efekt czterech godzin pracy, - Uzi przyznał skromnie. - Zaprojektowanie wylęgarni korzystającej z zasobów dostępnych na tej planecie zajmie nam mniej niż tydzień. Potem będziemy mogli się udać na zasłużoną wycieczkę krajoznawczą po bliższych i dalszych zakątkach kosmosu. Gdy wrócimy za pięćset lat wszystko powinno już tu na nas czekać. Planeta będzie gotowa do zasiedlenia przez istoty inteligentne.
    Nikt nie wiedział czy Uzi ma na myśli tylko siebie czy również pozostałych członków grupy, ale nie miało to w tej chwili większego znaczenia. Entuzjazm udzielił się wszystkim za wyjątkiem Szewaha, który jak zwykle pozostał obojętny pomimo, iż Egon jak zawsze wszystko mu tłumaczył na język polski.
    Obowiązki zostały szybko rozdysponowane i każdy zabrał się ochoczo do realizacji przydzielonych zadań z nadzieją na rychłą podróż. Samira dotrzymała słowa i po czterech dniach zaprezentowała załodze brudną probówkę twierdząc, że z tego powstanie życie na Ziemi, ale nie Kubańczycy. Otrzymała zasłużone pochwały, ale jakoś nikt nie wyglądał na szczęśliwego uświadomiwszy sobie, z czego właściwie powstał. O ile Anioły wciąż mogły mieć iluzję lepszego pochodzenia, o tyle ludzie wątpliwości w tym względzie mieć już nie mogli.
    Dwa dni później Aurora i Mei miały zaszczyt przenieść materiał genetyczny przyszłych mieszkańców Mictlan do zasobników, które następnie wyekspediowano w różne zakątki planety wraz z „ziarnami” inteligentnej materii, która miała stworzyć całą infrastrukturę służącą wyhodowaniu rożnych zwierząt mających zasiedlić planetę w ściśle wyznaczonym czasie.
    Nic już nie stało na przeszkodzie, by udać się na zasłużoną wycieczkę.
    Wszyscy byli bardzo podekscytowani perspektywą zmiany otoczenia gdyż obecny krajobraz Mictlan raczej nie nastrajał optymistycznie. Może po powrocie za pięćset lat będzie lepiej, ale w tej chwili to nie było miejsce gdzie chciałoby się zamieszkać na stałe. Wszędzie nagie skały, niepokryte żadną glebą, żadnych roślin ani zwierząt, oceany koloru zielono-burego i ani grama tlenu w atmosferze. Jedynie Szewah nie bardzo podzielał ogólny entuzjazm związany z wycieczką. Kręcił się po Gnieździe bez celu i zaglądał w każdy zakamarek. Raz zainteresował się pracą Samiry, która szykowała burą miksturę do zasiania życia na Ziemi. Wypytywał o różne rzeczy za pośrednictwem Egona, ale nie nawiązywał z nikim bliższych relacji. Można było nawet odnieść wrażenie, że jasnowidz się czegoś boi. Raz nawet Samira złapała go w swoim laboratorium, gdy grzebał w jakichś odczynnikach. Wytłumaczył, że lubi biochemię i chciałby się kiedyś nauczyć jak się tworzy życie. Nie bardzo to przekonało Samirę, ale w końcu każdy mógł chodzić wolno po całym Gnieździe i robić to, co uznał za interesujące.
    Przygotowania do podroży polegały na ustaleniu trasy przelotu i zakończeniu prac przy pojemnikach z zarodnikami ziemskiego życia.
    - Obliczyłem, - rzekł Uzi, - że podroż powinna nam zająć sześć dni, jeśli będziemy podróżowali z prędkością tylko o pięćdziesiąt cztery miliardowe części procenta mniejszą od prędkości światła, czyli że będziemy się poruszali o zaledwie szesnaście centymetrów na sekundę wolniej niż promień światła w próżni. Na Mictlan, minie w czasie naszej sześciodniowej wycieczki równo pięćset lat. Gdy wrócimy planeta powinna już być zdatna do zamieszkania.
    - Czy będziemy widzieli, jak nas mijają promienie światła? - Aurora spytała mając nadzieję na niezapomniane wrażenia z wycieczki. - Bardzo bym chciała to zobaczyć.
    - Nie sądzę, by Ci się chciało to oglądać, - Ulf się wtrącił, - gdyż będziesz wtedy płaska jak naleśnik i będziesz miała masę czterystu słoni.
    - Nie słuchaj go Auroro, - Khan skarcił Ulfa wzrokiem. - On tylko tak żartuje. Promieni światła nie zobaczymy, ale będziesz mogła podziwiać sporo pięknych gwiazd, które będziemy mijali. Jestem pewien, że Uzi poprowadzi nas blisko jakichś ładnych układów gwiezdnych.
    - Siódmego dnia po wrzuceniu zasobników z zarodnikami do oceanów na Ziemi wrócimy na Mictlan starsze dokładnie o pięćset lat i zaczniemy się urządzać w naszym nowym domu, - Uzi zakończył z emfazą.
    - Myślę, że nic nas tu nie trzyma i możemy już ruszać, - Żarłok właśnie dołączył do towarzystwa. - Nie mogę się już doczekać naszego nowego domu.
    - Żarłoku, - Khan zwrócił się do ptaka. - Wszyscy w uznaniu Twoich zasług chcielibyśmy Cię uhonorować funkcją Ojca Chrzestnego ziemskiego życia. Będziemy zaszczyceni, jeśli zechcesz osobiście wrzucić pierwszy z pojemników bulionu przygotowanego przez Samirę do ziemskiego oceanu.
    Żarłok poczuł się nieco niezręcznie w obliczu takiego zaszczytu, jednak świadom doniosłości roli, jaką mu zaoferowano skinął głową na znak, że przyjmuje ten honor.
    - Będę niezmiernie zaszczycony, - Żarłok stwierdził skromnie, - jednak jest to również ogromna odpowiedzialność, stąd wolałbym ją dzielić z Wami wszystkimi. Proponuje, by każdy z nas uwolnił jeden z przygotowanych zasobników, gdy będziemy blisko Ziemi, czyli ostatniego dnia naszej podroży.
    - Ale teraz mamy już prawie dwieście pojemników, - Samira odparła, - więc tylko pierwszy z nich będzie miał szczególną wartość symboliczną. Reszta pójdzie już z automatu. I właśnie chodzi nam o to byś ten pierwszy uwolnił właśnie Ty, którego wszyscy szanujemy.
    - Widzę, że nie mam wyjścia, - Żarłok zgodził się niechętnie. - Zatem, to ja będę Bogiem wszelkiego stworzenia na Ziemi. Niech i tak będzie. Tylko nie rozpowszechniajcie tej informacji, by nikt na Ziemi nie miał do mnie pretensji, że jako Stwórca coś sknociłem, - Żarłok poprosił niecałkiem żartem.
    - Skoro już wszystko ustalone proponuję rozpocząć wyprawę, - Uzi przerwał tę podniosłą chwilę. - Zgodnie z planem najpierw będziemy zwiedzali czarne dziury, które nas rozpędzą do wymaganej prędkości. Mamy przed sobą długie życie, więc musimy oszczędzać energię na później.
    - Jako kapitan okrętu udzielam zezwolenia na start! - Żarłok oznajmił nie bez przyjemności. - Panie Uzi... Proszę sterować do najbliższego horyzontu… zdarzeń.
    Delikatny wstrząs przebiegł przez Gniazdo, gdy Uzi wykonał skok do pierwszej czarnej dziury. Pasażerowie zaczęli odczuwać delikatne przyspieszenie, gdy czarna dziura zaczęła przyciągać Gniazdo ku sobie. Główny monitor pokazywał okrągły obszar, który wcale nie był czarny. Skośnie przez powierzchnię horyzontu zdarzeń przebiegała szeroka wstęga materii, którą czarna dziura przyspieszała po spirali, by ją w końcu pożreć. Materia promieniowała w całym spektrum fal elektromagnetycznych jednak ludzie mogli podziwiać jedynie wąski fragment spektaklu. Anioły mogły także obserwować zjawiska widoczne jedynie w podczerwieni, ultrafiolecie, lub promieniach X. Horyzont zdarzeń powoli się powiększał a blask zjonizowanego dysku materii przybierał na sile. Gdy dysk czarnej dziury wypełnił ekran podróżnicy zaczęli odczuwać dyskomfort wynikający z coraz silniejszego przyciągania. Ich nogi zdawały się ważyć dużo więcej niż głowy czy ręce. W tym momencie Uzi wykonał skok do kolejnej czarnej dziury, która miała dużo łatwiejsze zadanie gdyż pierwsza rozpędziła już Gniazdo do całkiem pokaźnej prędkości. Gdy tylko przyspieszenie stawało się zbyt duże Uzi ponownie przeskakiwał do kolejnej czarnej dziury i pozwalał jej wykonać ciężką pracę rozpędzenia Gniazda do wymaganej prędkości podróżnej. Takie manewry wymagały od robota doskonalej koordynacji oraz planowania gdyż po pobycie w polu grawitacyjnym jednej czarnej dziury na pokładzie mijały sekundy lub minuty, podczas gdy na zewnątrz mijały już całe dni. Kolejna czarna dziura była już w zupełnie innym miejscu niż przy skoku do poprzedniej. Po kilkunastu takich manewrach Gniazdo osiągnęło wreszcie zaplanowaną prędkość i mknęło jak wiatr przez bezkresne przestrzenie kosmosu. Kolejne gwiazdy zbliżały się w szybkim tempie. Widzowie podziwiali czerwone olbrzymy o niewyobrażalnej wielkości, by następnie przemknąć obok niewielkich białych Karlów. Minęli również gwiazdę podobna do Słońca, lecz posiadającą ponad setkę planet i wciąż gęsty dysk akrecyjny. Układ znajdował się w burzliwej fazie próby sił pomiędzy poszczególnymi planetami. Przetrwa ich tylko kilka, jeśli będą miały szczęście. Piątego dnia, gdy podróżni poznali już wszystkie typy gwiazd, Uzi skierował Gniazdo na jasny obłok pyłu. Gdy przelatywali w jego płaszczyźnie równikowej, centralny obszar zaczął się gwałtownie zapadać i zupełnie niespodziewanie zapłonęła w nim gwiazda, której tam dotąd nie było. Jednocześnie potężny rozbłysk promieniowania rozepchnął pył zawarty w dysku, tak, że wydawało się, iż zmiecie on Gniazdo jednak Uzi wykonał niewielki skok w przestrzeni unikając niebezpieczeństwa. Widok był zaiste piękny. Wszystkie napotkane układy gwiezdne zostały zarejestrowane przez pokładowy system obserwacyjny, więc w przyszłości będzie zawsze można powrócić do wybranych scen.
    Wrażeń było tyle, że nikt nie spostrzegł, kiedy sześć dni minęło. To była niezapomniana wycieczka. Jedynym, na którym wszystkie te wspaniałości nie zrobiły żadnego wrażenia był Szewach. W czasie, gdy wszyscy byli zajęci obserwowaniem wspaniałości, jakie kosmos dla nich przygotował, jasnowidz znikał, by się zajmować swoimi sprawi. Nikt nie wiedział, co on robi, ale też nikogo to szczególnie nie interesowało.
    Pod koniec szóstego dnia wycieczki Żarłok zakomunikował ze smutkiem, że czas wykonać ostatnie zadanie i wracać do domu, czyli na Mictlan.
    Z żalem wszyscy przyznali mu rację, choć nie mieliby obiekcji gdyby Żarłok zaproponował jeszcze kilka dodatkowych dni w kosmosie. Niestety, wszystko było dokładnie wyliczone i należało się trzymać planu, by sprawy na Mictlan nie wymknęły się spod kontroli.
    Uzi wykonał skok do najbliższej czarnej dziury, by wytracić nabytą uprzednio prędkość przed wykonaniem skoku na ziemską orbitę.
    - Czemu znów musimy skakać wokół tych paskudnych czarnych dziur? - Hera zapytała z dezaprobatą w głosie. - To takie nieprzyjemne. Czy nie moglibyśmy od razu skoczyć do Układu Słonecznego?
    - Niestety, nie możemy, - Ferrus postanowił przyświecić swoją znajomością praw fizyki. - We wszechświecie, niestety dla Ciebie, obowiązuje prawo zachowania energii. Znaczy to, że przyspieszając niemal do prędkości światła w polu grawitacyjnym czarnych dziur uzyskaliśmy ogromną energię, którą można interpretować również, jako masę. Trudno mi nawet oszacować jak dużą masę Gniazdo mogło uzyskać, ale jest ona z pewnością ogromna.
    - Około osiemnastu miliardów ton, - Żarłok podpowiedział usłużnie.
    - Gdyby, zatem chcieć wyhamować w jednej chwili, - Ferrus kontynuował wykład, - prawie całą tę masę należałoby zamienić w energię i wypromieniować w jakiejś postaci na zewnątrz. Ilość energii odpowiadałaby mniej więcej wybuchowi bomby wodorowej o mocy osiemnastu trylionów ton trotylu. Taka energia uwolniona w pobliżu Ziemi rozpyliłaby ją na drobne kawałki a przecież nie jest to naszym zamiarem.
    - Mądrzysz się a przecież, gdy skaczemy poprzez matryce splątań na wielkie odległości, wcale nie musimy wytracać żadnej energii a przemieszczamy się dużo szybciej, - Hera dała Ferrusowi kontrę i uśmiech tryumfu zagościł na jej ustach.
    - Zapominasz, że wykonując taki skok nie zyskujemy żadnej prędkości względem otaczającej nas przestrzeni a więc i nie musimy jej tracić, gdy docieramy do miejsca przeznaczenia, - Ferrus zgrabnie odparł atak. - Jeśli zyskasz energię w klasyczny sposób musisz tę energię wytracić również w klasyczny sposób czyli stopniowo, tak jak to właśnie Uzi robi pozwalając czarnej dziurze odbierać nam część energii, gdy staramy się oddalić od jej horyzontu zdarzeń. Na orbitę ziemską skoczymy dopiero, gdy wytracimy prawie całą energię, którą uzyskaliśmy przyspieszając.
    - Mój Ty mądry Diable, - Hera łaskawie pogłaskała Ferrusa po głowie. - Wierzę Ci, choć sama się na tym aż tak nie znam. Skaczmy, więc na tę Ziemię i wracajmy do domu. Mam ochotę na pieczeń z dzika przy ognisku na świeżym powietrzu.
    Taka wizja niespodziewanie przemówiła do podróżnych. Przez pięćset lat jedli jedynie potrawy z kuchni okrętowej. Wprawdzie Emi i Hera starały się jak mogły, by zaspokoić apetyt pozostałych członków załogi, ale łaska pańska na pstrym koniu jeździ, stąd nie mogły liczyć na dozgonną wdzięczność. Jakby nie patrzeć wszystkim zaczęło się nagle spieszyć do domu.
    Kolejna czarna dziura spowolniła Gniazdo do wymaganej prędkości, więc Uzi wykonał daleki skok wprost na orbitę czwartej planety krążącej wokół żółtego Słońca. Obraz brunatno-czerwono-zielonej planety poprzetykanej jasnymi pasmami rzek i mórz pełnych wody, zajął centralne miejsce na głównym ekranie. Gniazdo powoli zbliżało się ku Ziemi.
    BYĆ ALBO NIE BYĆ

    - O ile pamiętam Ziemia jest trzecią a nie czwartą planetą licząc od Słońca, - powiedział zdziwiony Ulf. - I w dodatku nie ma Księżyca. Chyba Uzi pomylił planety.
    - Uzi nie pomylił, - Robocik odparł spokojnym jak zwykle głosem. - Uzi wie to, czego nie wie Ulf. - Dodał z wyraźnym przekąsem w głosie. - Trzecia planeta zderzy się wkrótce z Ziemią i w ten sposób Ziemia stanie się trzecią planetą a z materiału wyrzuconego w kosmos wskutek tego zderzenia powstanie później Księżyc.
    Ulf przezornie nie próbował się bronić, gdyż Uzi miał całkowitą słuszność a do tego miał też cięty język. Lepiej mu nie wchodzić w drogę, o czym Ulf przekonał się już kilka razy. Na wspomnienie tych wydarzeń pogładził swoją lewą kostkę.
    Ziemia w obecnej postaci nie wyglądała zbyt zachęcająco, ale wszyscy wiedzieli, jaką rolę odegra za kilka miliardów lat, stąd wydała im się nieco ładniejsza niż faktycznie była. Nawet Szewach dołączył do pozostałych, by uczestniczyć w tworzeniu historii rodzaju ludzkiego.
    Po pół godzinie Gniazdo zajęło stabilną pozycję na orbicie ziemskiej.
    - Czas spełnić nasz obowiązek wobec potomnych, - Samira przypomniała, że mają coś do zrobienia oprócz bezmyślnego gapienia się w ekran. - Żarłoku, czy będziesz łaskaw wykonać pierwszy, honorowy strzał?
    Żarłok podszedł do konsoli i obrócił się w stronę zebranych. Przez chwilę studiował ich poważne twarze. Nie wiedzieć, czemu jasnowidz wydawał się najbardziej natchniony ze wszystkich zebranych.
    - Nie co dzień mamy okazję, by zrobić coś dobrego, - Żarłok zaczął cicho, - jednak ta okazja..., z racji, iż znamy historię Ziemi i jej mieszkańców, budzi zarówno nadzieje jak i wątpliwości. Mam szczerą nadzieję, że wbrew naszemu doświadczeniu rozwój życia na tej planecie potoczy się inaczej niż w poprzedniej iteracji i nasi potomni nie będą musieli się borykać z ułomnościami swojego gatunku tak jak to nam przypadło w udziale. Z drugiej jednak strony bardzo wątpię, by historia tym razem potoczyła się inaczej, dlatego też sugeruję byśmy zastanowili się przez chwilę jeszcze raz czy warto bezcześcić tę czystą planetę nasieniem, które w założeniu ma ją zniszczyć za cztery miliardy lat.
    - Ale, już zostało to przecież ustalone! - Zawołała Emi. - Nie możemy decydować za wszystkie istoty, które zrodzą się na Ziemi w konsekwencji naszego aktu stworzenia.
    - Może Żarłok ma jednak rację? - Głos Khana zabrzmiał niepewnie. - Cóż dobrego dla całego kosmosu wynikło z tego, że na Ziemi czy na Mictlan, w wyniku nieodpowiedzialnego aktu stworzenia powstała rasa inteligentnych zwierząt? Kosmos w swojej pierwszej iteracji istniałby zapewne nieskończenie długo gdyby nie chore ambicje jego inteligentnych mieszkańców. Nie wiemy ile identycznych iteracji mamy już za sobą, ale od nas może zależeć ile ich jeszcze nastąpi. Mamy niepowtarzalną szansę przerwania tego zaklętego kręgu bezsensownego tworzenia i niszczenia. Jestem za tym, by pozostawić obecny Wszechświat w takim stanie, jaki zastaliśmy, czyli bez życia organicznego. Być może, jeśli damy mu szansę na nieograniczony w czasie rozwój, za wiele trylionów lat samorzutnie, bez naszej pomocy, wykiełkuje w nim prawdziwie inteligentna rasa, która będzie o niego dbała zamiast go zniszczyć tak, jak to my uczyniliśmy.
    - Dotychczas bez zastanowienia dążyliśmy do powielenia odwiecznego schematu uznając życie organiczne za najwyższe dobro, jakie może spotkać ten Wszechświat, - Hera poparła Khana, - choć wszyscy doskonale wiemy, że życie w znanej nam postaci było bardziej złem niż dobrem. Jestem za pozostawieniem Wszechświata w niezamieszkałej postaci. Niech przypadek sam zadecyduje, nieważne czy za miliard czy za sto trylionów lat lub nawet nigdy czy kosmos ma się zapełnić życiem czy nie.
    Zapadła grobowa cisza. Niektórzy już podjęli decyzję, podczas gdy inni wciąż ważyli argumenty w swoich sumieniach.
    - Jestem za..., - Ulf przerwał ciszę, - pozostawieniem Wszechświata w „czystej” postaci. Nie chcę być odpowiedzialny za przyszłe tragedie niezliczonych stworzeń oraz za unicestwienie tej inkarnacji przez takie stworzenia. Wykazaliśmy się niespotykaną arogancją chcąc decydować o tak doniosłych rzeczach. Moim zdaniem powinniśmy stąd odlecieć i nigdy więcej nie Myślec o „sianiu” życia tam, gdzie go być nie powinno.
    - Wprawdzie będzie mi żal kubańskich cygar, - Mag dodał z żalem w głosie, - ale jakoś sobie poradzę. Może sam się zajmę ich produkcją na Mictlan...
    - Decydujcie zatem, proszę czy wracamy do Domu, czy też jednak chcemy zasiać życie na tej planecie. - Żarłok zwrócił się do załogi. – Tęsknię już za pieczenią z dzika.